Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Andrzej Mazan: O rosnącym zapotrzebowaniu na edukację domową

Andrzej Mazan: O rosnącym zapotrzebowaniu na edukację domową

Andrzej Mazan przedstawia doświadczenia dyrektorów szkół związane z edukacją domową i rosnącym zapotrzebowaniem na wsparcie dla rodzin. Zwraca uwagę na konieczność elastycznych modeli edukacyjnych dla uczniów Polaków mieszkających za granicą.

Najważniejsze obserwacje


Andrzej Mazan mówi o ponad 30-letnim związku z edukacją i zauważa, że innowacyjne modele, które wcześniej realizował, dziś powielają się w debacie o edukacji domowej. Podkreśla satysfakcję z pracy z dziećmi realizującymi naukę poza szkołą oraz potrzebę sprawnej organizacji wsparcia pedagogicznego.

Skala i profil uczniów


W relacjach przedstawiono konkretne liczby i profile uczniów – jedna ze szkół zgłasza około 130 uczniów w nauczaniu stacjonarnym i 112 w edukacji domowej. Zaznaczono, że prawie wszystkie dzieci to Polacy mieszkający za granicą, w tym z emigracji brytyjskiej, ze wschodu oraz uczniowie rodzin na misjach.

Doświadczenia z egzaminami i programami online


Mówca opisuje zaangażowanie szkół w organizację egzaminów, długie rozmowy z rodzicami i uczniami oraz udział w projekcie Polskie Szkoły Internetowe Libratus. Te doświadczenia ujawniły duże potrzeby edukacyjne dzieci poza granicami i wpływ na organizację pracy szkół.

Konsekwencje dla szkół i rodzin


Andrzej Mazan wskazuje na wyzwania wynikające z rosnącego zapotrzebowania i zmieniającej się sytuacji emigracyjnej. Podkreśla odpowiedzialność szkół za wspieranie powiązań językowych i kulturowych z ojczyzną oraz obawy, że obecne rozwiązania systemowe mogą ograniczać rozwój sprawnie funkcjonujących modeli edukacji domowej.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Dzień dobry. Pana Krzysztofa Akatsugę, Panią Małgorzatę Kurpiewską, Pana doktora Andrzeja Mazana, Pana Roberta Sędzierewskiego i Panią Ewę Suchocką. Zapraszam już do stołu. Zaczynamy, bo niestety jesteśmy spóźnieni już więcej niż pół godziny, a tutaj będzie następna komisja sejmowa i oni nas mogą wyprosić. To jest komisja spraw wewnętrznych, tak? Tak, szczególnie, że jest to komisja spraw wewnętrznych, więc mogą tu przyjść z siłami wewnętrznymi. Dzień dobry. Dzień dobry. Wracamy do naszej debaty o edukacji domowej, różnych modelach edukacji domowej. Teraz mamy panel i perspektywę czwartą, perspektywę dyrektorów szkół. Ja tylko krótko przedstawię Pan Krzysztof Kocuga, dyrektor szkół Benedykta w Drohiczynie, Pani Małgorzata Kurpiewska, edukacja domowa w szkole w Szczecinie. Witam. Pan Andrzej Mazan, Pan dr Andrzej Mazan, dyrektor merytoryczny Fundacji Dobrej Edukacji Maksymilianum. Szkoła w Łomiankach. Tak, szkoła w Łomiankach jak najbardziej. Także Pan Robert Sędzierewski, edukacja domowa w szkole w Lublinie. I Pani Ewa Suchocka, edukacja domowa w szkole w Białymstoku. Nie ma. A, jest tutaj. Jest, dobrze. To zapraszamy Panią tutaj może, żeby było bliżej, żebyśmy wszyscy siedzieli w jednym miejscu. I ja się, mamy niestety w związku z tym, że mamy trochę mniej czasu, a jeszcze jest jeden panel. Prosiłbym o krótkie i zwarte odpowiedzi. Zacznijmy od tego, jak się Państwo zetknęli w ogóle z pomysłem na edukację domową. No to, jeżeli będzie krótko, to może być po kolei. To ja z potrzeby serca i z naiwności, która mimo lat mnie nie opuszcza, po prostu mam rodzinę, jak większość z nas, znajomych, którzy mają dzieci poza granicami. A ponieważ kocham te dzieci, to pomyślałam, że pomogę tym rodzicom, żeby byli w polskim języku, historii i kulturze. Równie. Spotkałem się 6 lat temu także przez, przez rodzinę. Pierwsze, pierwszych dwoje dzieci było w roku 11-12 w naszej szkole w edukacji domowej, a potem to już poszło trochę jak lawina. Trzeba wyłączać swoje mikrofony. Tak, a to właśnie. To oczywiście, że to w odpowiedzi na potrzeby rodzin, prawda, które się pojawiły w okolicy, można by powiedzieć, moich zainteresowań edukacyjnych. I w związku z tym, no, podoszło do tego, że te szkoły w Łomiankach, to są trzy szkoły, szkoła podstawowa, gimnazjum i liceum, uruchomiliśmy. No i mamy teraz oczywiście, no, tą ogromną satysfakcję, jak gdyby spotykać te dzieci, które realizują, można by powiedzieć, swoje powołanie życiowe poza szkołą. To jest najpiękniejsza rzecz, która się mogła mi przydarzyć w życiu. Dziękuję. Ja jestem od 30 lat związany, od ponad 30 lat z edukacją, ale nie tylko z edukacją formalną, ale też z otoczeniem edukacji. Czasem innowacyjne to miało taki charakter, jak edukacja domowa w tej chwili, więc kiedy uczestniczę dzisiaj w tej debacie, to mam wrażenie, że ostatnie 20 lat pewne modele, które już przepracowałem w innych obszarach, się tutaj na tej sali powielają. Przez prawie 30 lat nie miałem pojęcia o czymś takim, że jest edukacja domowa i w ubiegłym roku, w marcu, jeden telefon, ponieważ miałem doświadczenie realizacji projektów, jeden telefon i powiedzenie, słuchaj, jest taki szalony pomysł, ty sobie z tym poradzisz. Nasza szkoła w Białymstoku funkcjonuje już ponad 25 lat. I w momencie, kiedy 7 lat temu otrzymaliśmy zaproszenie do projektu Polskie Szkoły Internetowe Libratus, zastanawiałam się nad tym, czy jest potrzeba w ogóle tego rodzaju edukacji, bo nie byłam z tym zaznajomiona. Zajmowałam się zupełnie jakby inną formą stacjonarną, bardzo zaangażowana w szkołę. Ale już w pierwszym roku, kiedy mieliśmy niewiele dzieci, zorientowałam się podczas egzaminów, bo przez kilka lat uczestniczyłam we wszystkich egzaminach, rozmawiałam, przegadałam godziny z mamami, z dziećmi. Zorientowałam się, jaka jest to potężna potrzeba. I w tej sytuacji, gdzie w państwie polskim w ostatnim dziesięcioleciu tych ludzi rzeczywiście wyemigrowało, tak potężna ilość, nasze rodziny, nasi znajomi, to też poczułam na sobie taką odpowiedzialność i pomyślałam sobie, że jeżeli my możemy wspomóc w tej sytuacji trudnej, to oczywiście zrobiliśmy to. Zaangażowaliśmy się bardzo poważnie w edukację dzieci zagranicy. No i w tej chwili przeżywamy. Przeżywam ja, przeżywa cała kadra pedagogiczna tą sytuację, że zamyka nam się drogę rozbudowanego systemu, wspaniale funkcjonującego, gdzie możemy rzeczywiście sprawnie edukować, organizować egzaminy. No i przysługuje się dzisiaj też tej debacie, nie powiem, że z jakąś wielką nadzieją, no ale... Teraz jeszcze pytanie takie już ukonkretizujące. Ile państwo macie dzieci w szkołach? Bo rozumiem, że niektóre są szkoły głównie nastawione na edukację domową, niektóre nie. w edukacji domowej? I ile z nich to są dzieci Polaków mieszkających poza granicami kraju? Dziękuję, ale czuję się, że pan się mną opiekuje. A ja dopiero chyba jestem najmłodsza, to jeśli chodzi o doświadczenie w edukacji domowej, bo dopiero trzeci rok, ale mi po prostu trzykrotnie wzrosła liczba uczniów potrzebujących tego rodzaju wsparcia. W naszej szkole mamy w tym momencie 130 kilka dzieci na nauczaniu stacjonarnym, a 112 na nauczaniu domowym. I to prawie w 100% są dzieci Polaków mieszkających za granicą z trzech kierunków. Z kierunku emigracji brytyjskiej, dzieci ze wschodu, z Ukrainy, z kartą Polaka oraz dzieci z rodzin wysłanych przez papieża na misje rodzin po całym świecie. Także spora grupa i chciałem za chwilę powiedzieć szczególnie o dzieciach ze wschodu, w jakiej są sytuacji w tej chwili. Może proszę od razu to powiedzieć, bo to jest... Bo tutaj mówimy o emigracji. Jeżeli ktoś z własnej woli wyjechał za granicę, można powiedzieć jego wybór i takie jest prawo, ale choć ja się z tym nie do końca zgadzam. Natomiast w przypadku Polaków, Polaków na wschodzie nie wyjechali tam z własnej woli, granica się przesunęła i po wielu latach szukają kontaktu z ojczyzną, szukają możliwości powrotu, choćby przyjechania na studia. Warunkiem, żeby studiować w Polsce jest nauka wcześniej języka polskiego. I o ile dzieci w wieku powiedzmy 17-18 lat można wysłać z Ukrainy na nauczanie stacjonarne do Polski i mieszkają w bursach, chociaż z tym też nie jest łatwo. My mamy współpracę ze Stowarzyszeniem Wspólnota Polska w Lublinie które kontaktuje nas z dziećmi, z rodzinami z Kamieńca Podolskiego, z Winnicy, z Gródka i te dzieci przynajmniej raz w roku przyjeżdżały do nas. Do tej pory przyjeżdżają jeszcze te, które kontynuują, ale nowych już nie możemy przyjąć, bo jakie województwo można im przypisać i w rejonizacji są pozbawione w ogóle możliwości, a chyba wszyscy sobie zdajemy sprawę, że możliwość kształcenia na odległość na Ukrainie, na Białorusi przez internet, no to jest mrzonka. Te dzieci mają raz w tygodniu dostęp może do internetu, wtedy mogą odebrać maila w szkole sobotniej, w której się gromadzą. Także ich sytuacja jest nie do pozastroszczenia. O tym chciałbym tutaj dzisiaj z naciskiem powiedzieć w obecności przedstawicieli ministerstwa w szczególności. Więc my w Łomiankach w trzecim roku funkcjonowania, tak jak pani też, że tak powiem z entuzjazmem to podjęliśmy, mamy 130 rodziców, prawda, w edukacji domowej, prawda, w tym momencie. Jeżeli chodzi o zagranicę, to mamy dwójkę. Drugi rok funkcjonują szkoły Benedykta i mamy 560 dzieci, ponad 330 w szkole podstawowej, 81 w gimnazjum i 143 w liceum. Jakiego wsparcia od szkoły oczekują rodzice? Bo to jest, no poza tym, że muszą, to znaczy, bo to jest oczywiste, i to dziecko musi być przypisane do jakiejś szkoły, nawet jak jest uczone w edukacji domowej. Ale poza tym, jakiego wsparcia od szkoły oczekują rodzice? Mój obszar jakby działania jest wyjątkowy, ponieważ ja jestem prawie przy granicy polsko-niemieckiej i tam od wielu lat trwa taki eksodus rodziców, którzy mogą niedrogo pomieszkać po stronie niemieckiej, pracować w Szczecinie, po drodze wożą te dzieci raz tu, raz tam, sami nie wiedzą, gdzie jeszcze będą mieszkać, jakie decyzje życiowe zapadną. Więc faktycznie tych dzieci z tego regionu mamy bardzo dużo i oczekiwania są oprócz tego, co Państwo już tutaj podkreślali, co Was dotyczy, że przyjaznej atmosfery, że normalnych egzaminów bez strachu, że podręczniki, że platforma internetowa, to jeszcze potrzebują czasami pobyć w naszych szkołach. Kiedy są w krajach przygranicznych ferie, a oni mają dosyć częściej ferie niż my, to ja mam około 20-30 dzieci nagle więcej w szkole. Trzeba krzesła wyciągać, ławki dostawiać, obiady powielać. To samo się dzieje w okresie w ogóle świątecznym. Dzieci z zagranicy przyjeżdżające do rodzin, chętnie rodzic przyprowadza do polskiej szkoły. Z tego, co Państwo, może niektórzy wiecie, obawy przed tym, jak się dziecko zaklimatyzuje, w szkole ma każde dziecko, ale dziecko wracające z innego systemu edukacyjnego w Polsce ma wiele problemów. I wiem, że są takie rodziny, które ze względu, że dziecko się źle aklimatyzowało, z różnych względów, chociażby, że mówi po imieniu do nauczyciela, co w polskiej szkole nie jest przyjęte na zachodzie też, czasami po decyzji, że wracamy do Polski, tu będziemy żyli, wracają, bo dziecko jest zrażone. Więc my w ten sposób staramy się pokazać, że polska szkoła może być przyjazna, że dla tych dzieci jest miejsce. I ja sobie pozwolę tutaj przeczytać taki mały list. Dzień dobry. W imieniu Marko chcielibyśmy bardzo podziękować za możliwość uczestnictwa w nauce naszego syna, w Państwa szkole. Marko wrócił do domu bardzo zadowolony i pełen wrażeń. Bardzo chwali sobie naukę i jest wdzięczny za nowe doświadczenia, zwłaszcza za serdeczność ze strony wychowawczyni drugiej klasy. Dziękujemy za tak ciepłe przyjęcie Marko oraz za bezproblemową organizację. Nauka naszego syna jest dla nas bardzo ważna i cieszymy się, że dzięki Państwa jego nauka języka polskiego wkroczyła w nowy etap i chęci do nauki. I życzenia i różne tam pochwały. W każdym razie okazuje się, że też przez zetknięcie się, taki normalny, codzienny pobyt w szkole, do którego nie jesteśmy zobowiązane żadnym rozporządzeniem, bo mówi się o zajęciach dodatkowych, pozwala tym dzieciakom jeszcze uwierzyć, że polska szkoła to jest dobra. Szkoła. Ja chciałbym dodać do tego, że rodzice oczekują pewnej takiej elastyczności, jeśli chodzi o terminy wyznaczania egzaminów i oczekują od nas zaangażowania także na przykład w lipcu czy w sierpniu, gdzie oczywiście nauczyciele nie mają na to ochoty, ale współpracujemy w tym względzie z nimi i umożliwiamy im. Umożliwiamy im również pobyt, na przykład tygodniowy w Lublinie w oparciu o gościnność rodzin naszych uczniów stacjonarnych. Także korzystają z tego pobytu wspólne wyprawy, wspólne wycieczki po okolicy, poznawanie kraju ojczystego od, no po prostu, w takim bezpośrednim doświadczeniu. To są niewątpliwe zyski dla dzieci, które przyjeżdżają do nas i z Anglii, i z Ukrainy. No tutaj najważniejszą rzeczą w takim indywidualnym nauczaniu jest pochylenie się nad problemami każdego dziecka. To znaczy my jesteśmy otwarci na taką serdeczne pochylenie się akceptacją każdego również dziecka z orzeczeniami, bo my mamy parę dzieci z orzeczeniami. Nie będę tego problemu tutaj ruszał w tym momencie, prawda, ale staramy się w uzgodnieniu z rodzicami dopasować to wszystko, co szkoła może zaoferować dziecku po to, żeby go wzmocnić, dać mu poczucie wartości i zaakceptować go ze wszystkich stron takich, których to jest możliwe. Uruchomiamy różne projekty, również takie w tym roku uruchomiliśmy taki projekt Małe Monografie, które polegają właśnie na tym, żeby dzieci mogły korzystać z pogłębienia swojej wiedzy, bo dla nas ważne jest może nie tyle sam przekaz wiedzy, ile osoby, z którymi dzieci się spotykają, prawda, osoby, z którymi dzieci się spotykają. Nastawienie na relacyjność osób i na życzliwość tych naszych nauczycieli w stosunku do dzieci, które u nas przez tą naszą szkołę przechodzą. Dziękuję. To, co mogę dodać, to podmiotowości, traktowania ich życzliwego, wysłuchania, zrozumienia, pomocy w rozwiązaniu jakichś trudności. Poza tym konsultacji z nauczycielami. W większości wystarcza im możliwość kontaktu online, ale również cenią sobie to, że mogą wspólnie ze sobą pobyć, wymienić doświadczenia, jak organizują edukację domową, zwłaszcza rodzice w pierwszym roku. Mówią tutaj o tym, że trzeba przejść detoksykację od systemu szkolnego, zajęć organizowanych według planu lekcyjnego i w tym bardzo sobie cenią swoje wsparcie wzajemne. Tych, którzy mają większe doświadczenie. Rzeczywiście popieram to. Rodzice otrzymują od naszych szkół wiele wsparcia. Nasze szkoły są poza tym elastyczne w tym wsparciu. Nie ma ograniczeń. Jeżeli jest potrzeba skorzystania z pomocy pedagoga czy psychologa, po prostu jest telefon i jest szybka, natychmiastowa pomoc. Te wszystkie rzeczy, które Państwo już wymieniliście, czyli platforma, w zasadzie to jest najważniejszy punkt, który daje całościowe wsparcie i powoduje, że rodzice nie mają problemów z tym, żeby mieć dogłębne informacje, żeby mieć ustawione odpowiednie terminal, gminy zorganizowane, skoordynowane. Więc my z polskimi szkołami internetowymi uczestnicząc w tym projekcie świetnie współpracujemy i jest to ta potężna struktura, która daje tą dzisiaj łatwość, może nie łatwość, ale taką płynność w realizowaniu egzaminów klasyfikacyjnych, w realizowaniu tego nauczania domowego. Dzieci nie potrzebują zbyt wiele rzeczywiście od naszej szkoły. One w momencie, kiedy jest problem, to chcą się z nami kontaktować. Rodzice mówią nam, że sama świadomość przynależności do szkoły, to tak jak szkoła ubiera dziecko w mundurek, czy daje mu dzisiaj tarczę, prawda, bo wracamy do tego, tak samo w nauczaniu domowym ważne jest, że dziecko ma świadomość, że ma jednak tą swoją szkołę. I w tej całej sytuacji to myślę, że jeżeli projekt będzie trwał dłużej, to my ze swojej strony też podejmujemy cały czas nowe inicjatywy. My na przykład w ostatnim czasie organizowaliśmy obozy integracyjne dla dzieci. Przepraszam, to może źle zabrzmiało, ale to był wymysł rodziców. Oni chcieli obozów integracyjnych dla dzieci, żeby wymieniać się językowo. I po raz pierwszy w tym roku, w tym roku zrealizujemy to w postaci zimowiska. No więc co będzie dalej? To mnie zastanawia. Tyle pracy, tyle zaangażowania, tyle emocji, które włożyliśmy w to i teraz stoimy przed dylematem. Co będzie dalej? Ja mam jeszcze dwa pytania, bo niestety cały czas czuję presję czasu. Pierwsze, słyszeliśmy już, jak wyglądają egzaminy z perspektywy egzaminowanych. Tych, którzy musieli w różnych zresztą systemach, bardziej i mniej przyjaznych, szkolnych, zdawać te egzaminy. Ja bym chciał się dowiedzieć, jak wyglądają egzaminy w Państwa szkołach. Znaczy jak to technicznie. Więc my egzaminujemy dzieci w naszej szkole. I praktycznie od momentu, kiedy rozpoczyna się czerwiec, czyli taka możliwość realna przyjazdu tych dzieci do Polski, my zbieramy grupę, organizujemy komisje egzaminacyjne i te dzieci mają grafik dni i godzin, w których mogą do nas przyjechać. Natomiast są sytuacje, kiedy rodzice nie są w stanie dojechać do Białegostoku. Wówczas proszą o to, żeby dojechać na przykład do Warszawy czy do jakiegoś innego miejsca. Tam najczęściej, gdzie przylatuje samolot. Więc oczywiście też organizujemy tam egzaminy. W sytuacjach, kiedy rodzic nie może przyjechać do Polski, bo czasami po prostu tak funkcjonuje, że nie może pozostawić czy dzieci, czy nie ma przerwy w pracy, czy też dzieci nie mogą mieć możliwości opuszczenia w danym terminie szkoły, my przyjeżdżamy do ucznia. I tak to funkcjonuje. Ja myślę, że tutaj obecne Panie z Ministerstwa na pewno potwierdzą, że tak elastyczne jak szkoły niepubliczne potrafią być do egzaminów klasyfikacyjnych, to chyba trudno wyobrazić sobie w Szkole Państwowej. Rodzic dzwoni z płaczem, że dziecko się rozchorowało. Cały rok pracowali na ten egzamin. I co Pani zrobi? No jak to co? Pomogę. Proszę za tydzień. Idę i proszę koleżanki, żeby zrezygnowały ze swojego urlopu i przyszły do szkoły, bo jeszcze jedno dziecko nam się znalazło. Albo dzwonią, bo samochód się zepsuł. Jasne, ale na pewno w systemie państwowym, gdzie rozliczanie czasu pracy nauczyciela jest dużo sztywniejsze. Takich możliwości nie będzie. Te osoby odpadną po prostu. Także tu chciałabym powiedzieć i podziękować pewno wszystkim, którzy się angażują. Czasami Państwo nawet nie wiecie, jak dużo trzeba rzeczy zrobić, żeby te egzaminy płynnie i dobrze się odbywały. Bo jednak jest to poza normalnym jakby w cudzysłowie czasem pracy nauczycieli. Tu poświęcenie jest ogromne. Ja również reprezentuję szkołę niepubliczną i tak jak wspomniała moja przedmoczyni, dostosowujemy czas tych egzaminów w ciągu roku szkolnego do możliwości rodziców. Dostosowujemy też miejsce, o czym Pani wspomniała. My współpracujemy z angielską emigracją poprzez zrzeszenie nauczycielstwa polskiego za granicą. Pani prezes Irena Grocholewska i współpracujemy poprzez szkoły sobotnie. A więc zdarzają nam się takie eskapady na weekend, czy na tydzień czasami. Nauczyciele jadą, przeprowadzają tam na miejscu egzaminy, potem przywożą, sprawdzamy. Natomiast przy tej okazji jest możliwość kontaktów naszych dzieci ze stacjonarnego nauczania z tymi dziećmi z emigracji. To też i dla nas, i dla nich jest korzyść obopólna. Zawsze kilkoro dzieci może polecieć wspólnie i pobyć z nimi, powymieniać jakieś doświadczenia. Nawet mieliśmy przykłady, kiedy mogły nasze dzieci wejść do angielskich szkół na jeden dzień na zajęcia. Zostało to w ten sposób. To było bardzo cenne doświadczenie. Doceniły też nasz system edukacji. Wszystkie egzaminy w naszej szkole są przeprowadzane w uzgodnieniu z rodzicami. Wszystkie, prawda? Czasami jak jest trudna sprawa, to rzeczywiście wyjeżdżamy do dzieci. Zdarzały się wyjazdy do Katowic, prawda? Po to, żeby przeprowadzić egzaminy klasyfikacyjne w szczególnych przypadkach, prawda? Podobnie jak u Państwa, jesteśmy bardzo elastyczni, jeśli chodzi o terminy. To, co jest bardzo ważne, to jest ustalenie, o co już dzisiaj padało na tej sali, to jest ustalenie podstawy programowej, podzielenie podstawy programowej na lata i informacja na początku roku, na początku września. Każdy uczeń ma informacje, jakie przedmioty ma zdawać, ponieważ każdy, kto się orientuje w systemie, wie, że w przypadku liceum i gimnazjum jest duża tutaj między szkołami różnica. Podobnie jeśli uczniowie przychodzą do nas do szkoły, to również czasem jest kłopot ustalić, co uczeń ma zrealizowane, a czego nie ma zrealizowanego i trzeba ze szkołą, w której był poprzednio, współpracować. Więc z samymi egzaminami nie ma problemu. Staramy się, żeby one się zamknęły do ostatniego dnia roku szkolnego w czerwcu. Natomiast dzisiaj na tej sali też padało, że nie wszyscy są super ambitni i mobilni. Są też uczniowie, do których odzywamy się i przypominamy, że czas wziąć się za naukę, bo ruszyły egzaminy już klasyfikacyjne. To już jest ostatni dzwonek w lutym czy w marcu, żeby to rozpocząć. W ubiegłym roku nie mieliśmy odwagi, ponieważ interpretacje prawa w Polsce są różne. Nie mieliśmy odwagi organizować egzaminów w pierwszym semestrze. Organizowaliśmy dopiero po feriach zimowych, po kontakcie z kuratorium podlaskim. Wizytatorzy nie widzą właściwie przeciwwskazań, więc w tym roku rozpoczniemy wcześniej egzaminy. Mamy dwójkę uczniów na indywidualnym toku nauczania, więc w środę i w czwartek w tym tygodniu uczeń już przystępuje do egzaminów. Ostatnie pytanie zaraz będą do naukowcy się wypowiadać. To jest pytanie o to, co jest największym wyzwaniem administracyjno-prawnym dla Państwa szkół? Pomijam to wyzwanie, jakim jest fakt, że nie możecie przyjmować nowych uczniów z zagranicy, bo to jest rodzajem główny, by nie powiedzieć fundamentalny problem, a także spoza województwa, w którym pracujecie. Ale jakie są, bo o tym wyzwaniu już mówiliśmy bardzo dużo i Państwo też już mówili, więc jakie są inne wyzwania administracyjno-prawne? Ja jednak tutaj chciałabym to podkreślić. Jeśli ktoś jeszcze z Panów posłów lub Pań posłanek jest może tutaj? Pani Poseł, ja za rok muszę powiedzieć rodzinie, która już ma dwoje dzieci u mnie i chcą przyjść z bratem, powiedzieć, że sorry kochany, ale ja Ciebie bardzo bym chciała, ale Państwo Polskie mi zabroniło. Jakbym nie chciała być patriotyczna, jakbym nie chciała szanować, to ja będę musiała powiedzieć tej rodzinie i temu dziecku, że ich się nie chce. To jest dla mnie ogromny dramat. I ja do końca wierzę, że my przed pierwszym wrześniem będzie poprawka, bo to nie jest duże, a duża zmiana, będzie poprawka w ustawie, gdzie nie postawi mnie przed tak trudnym momentem mojego życia, bo sobie tego nie wyobrażam. Nie wiem, albo pójdę na urlop, ale nie wiem co reszta na to. W każdym razie, jeśli chodzi o administracyjne rzeczy, to my sobie z tym damy radę. My sobie ogarniemy te setki papierów, te wszystkie, musimy robić, przepraszam, nie z prawozdania, tylko wszystkie egzaminy opisywać, podpisywać, protokoły. Musimy je pięknie trzymać, bo ja już jestem po segregatory, już jestem po pytaniu do Pani Minister, od razu miałam kontrolę, więc jestem już świeżo po kontroli. W każdym razie, my sobie, ja myślę, że jak tutaj wszyscy dyrektorzy, my sobie z tym damy radę, tylko pozwólcie w ogóle, żeby ten program mógł istnieć. Ja w tej chwili już pomijam, że z czesnego rodziców mojej szkoły niepublicznej dokładam do nauczania domowego, bo tak jak Pan wyliczył, prawda? Kiedy są miesiące, kiedy mniej to kosztuje, ale są wakacje, kiedy kosztuje to bardzo, bardzo dużo. I jeśli to wyliczenie, a Pan Minister Kopeć powiedział, że jest jedno z najbardziej rzetelnych, wyliczonych koszyków, znaczy usług oświatowych w koszyku, no to w takim razie, no taka jest prawda, ja mam budżet, jak każdy tutaj Pani portfel i wie. Dokładamy, dokładamy. I wiem, że wiele szkół państwowych, dyrektorzy mówią, że nie pójdą w kierunku nauczania domowego, bo to żaden interes, wprost przeciwnie, jeden wielki kłopot. Niepubliczne szkoły też mówią niektóre, że jak policzyły, to to jest bez sensu. I znam takiego kolegę, który jeszcze powiedział, słuchaj, kochane, jeszcze jak nie od złodziei, bo sprzeniewierzamy pieniądze, a tu się system uszczelnia kosztem nauczania domowego. Przepraszam, ale w tym gronie tu się nagrywa, mogę mówić otwartym tekstem. Wycofują się ludzie zarówno ze szkół państwowych, jak i nie państwowych z tego tematu, a jest to ogromna szkoda dla tkanki narodowej, dla tego kraju. Ja po prostu chciałabym uwierzyć w to, że jednak dotrze ten głos do tych, którzy mogą tym pstryknięciem, czyli jest zgłoszona poprawka, wszyscy posłowie dla dobra Polski głosują i jest to zmienione. Bo we wrześniu to będzie największy problem. Czy wy jeszcze widzicie jakiś problem administracyjny, kolegę tej koleżanki? Bo ja już oprócz tego to żadnego nie widzę. Tak, rzeczywiście to co pani mówi, to tak ja również to widzę. Już dzisiaj bolesne jest to dla rodziców, że rodzeństwa załóżmy nie będą mogły kontynuować edukacji w tej samej szkole. Sprawy finansowe, rzeczywiście one się jakby kalkulują nam, tylko wówczas, jeżeli my tych dzieci mamy po prostu trochę więcej, bo jeżeli jest ich mało, my nie jesteśmy w stanie nawet zorganizować egzaminów gimnazjalnych, ponieważ egzaminy gimnazjalne to duża ilość egzaminów, tak, dużo komisji. Jest to praca nauczycieli, często w czasie urlopów, więc trzeba płacić im podwójnie, dotrudniamy kadrę, co z nią zrobić, jeżeli projekt już nie ma racji bytu. Także wiele jest takich dylematów i finansowych, i administracyjnych, na które dzisiaj też nie dostaliśmy jeszcze odpowiedzi, co z tym zrobić dalej. My oczywiście też sobie radzimy z tą całą papierologią dotyczącą dokumentacji egzaminów, tym bardziej, że przed ostatni rok mieliśmy bardzo długą kontrolę dotyczącą tego tematu. Niemniej jednak musiałem powołać wicedyrektora specjalnie do spraw związanych z nauczeniem domowym. A z takich rzeczy administracyjnych, czy biurowych, jakby to nazwać, jest coś takiego, wiecie Państwo, system informacji oświatowej, SIO. Przy sprawozdaniu SIO na koniec września uczniowie z kartą Polaka są oczywiście wykazywani jako cudzoziemcy. Trzeba pisać wyjaśnienie, bo brakuje rubryk. I za każdym razem Urząd Miasta się pyta, ale o co chodzi. I co roku musimy napisać, o co chodzi. Także, no, takie drobne rzeczy. Dziękuję. My ogarniamy administrację. Tak, aczkolwiek ja też poszedłem po rozum do głowy w tym roku i mam Panią wicedyrektor od systemu informacji oświatowej. To było jedno pytanie, bardzo proszę o jedno pytanie i zmieniamy układ przy stole. Zapraszamy ostatni panel, bo za chwilę wskroczy komisja.