Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Koalicja Obywatelska mówi o polityce kobiet i stereotypach

Koalicja Obywatelska mówi o polityce kobiet i stereotypach

Koalicja Obywatelska w panelu o polityce kobiet mówiła, że rozmowa ma dotyczyć jakości polityki, w którą angażują się kobiety, a nie stereotypów przypisujących im tylko „miękkie” tematy. Przemawiająca podkreśliła rosnącą partycypację kobiet, bariery zawodowe po studiach oraz potrzebę zmiany „świata uszytego na miarę garniturów”.

Najważniejsze tezy


W panelu podkreślono, że kobiety angażują się w zróżnicowaną politykę i nie powinny być ograniczane do „miękkich” tematów. Wskazano na konieczność przełamywania stereotypów oraz zwrócono uwagę, że Platforma wykonała bardzo duży progres w niektórych obszarach.

Przykłady reprezentantek


W dyskusji wzięły udział Monika Wielichowska, posłanka; senator Alicja Chebicka; oraz młoda radna Antonina Majchrzak jako przykłady kobiet działających w różnych obszarach polityki i wnoszących ekspercką wiedzę.

Bariery i stereotypy


Mówczyni porównała scenę polityczną i show-biznes - świat jest „uszyty na miarę garniturów”, co utrudnia kobietom awans. Wskazała na obowiązki związane z wychowaniem dzieci i opieką nad seniorami oraz na nierówności w awansie zawodowym po studiach. Odwołała się też do czarnych protestów i roli kobiet w walce o prawo decydowania o sobie, krytykując postawę premiera.

Działalność i doświadczenie mówczyni


Przemawiająca opisała własne doświadczenia jako samorządowiec i prowadząca firmę muzyczną, a także karierę parlamentarną w czwartej kadencji. Zaznaczyła, że sukces wyborczy zawdzięcza pracy zespołowej, współpracy z samorządami i organizacjami pozarządowymi.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
W niedziele na panelu o polityce kobiet. Nie będziemy mówić o kobietach w polityce, będziemy mówić o polityce, jakości tej polityki, w którą angażują się kobiety i specjalnie dla Was poprosiłam, żeby w tym panelu, w tej dyskusji wzięły udział wyjątkowe kobiety zajmujące się wyjątkowymi w polityce tematami. I jest z nami Monika Wielichowska, posłanka dobrze Wam znana. Jest z nami pani senatorka Alicja Chebicka, wielkie brawa. Ale jest też z nami bardzo młoda, Wasza rówieśniczka, młoda radna z Łodzi, Antonina Majchrzak. Ja sprowokuję pewną dyskusję tutaj między nami, trochę wprowadzając do tematu, a potem pozostawię panie koleżanki do Waszej dyspozycji i mam nadzieję, że dobrze wykorzystacie ten czas. Ja chciałam zwrócić Waszą uwagę na to, że oczywiście wzrasta partycypacja kobiet, chciałam zwrócić Waszą uwagę na to, że kobiety zajmują się różnymi rzeczami w polityce, ale wokół tego czym kobiety zajmują się w polityce narasta strasznie dużo stereotypów. Że kobiety to się nadają do takich miękkich tematów, że w ogóle najlepiej, żeby się zajmowały tą edukacją albo polityką społeczną. Że no po prostu jak kobieta to taka kalka, że jest do tego i do tamtego. I my w Platformie i w Koalicji Obywatelskiej mamy masę reprezentantek, polityczek, które są tego absolutnym zaprzeczeniem. Które są super ekspertkami, wybitnymi specjalistkami, są świetnie retorycznie, są super przygotowane do tego, żeby pełnić swoją rolę i zajmować się na poziomie państwowym tym czym się zajęły. I pewnie schodząc niżej, niżej i niżej jest tak na każdym szczeblu. I na tym będziemy się dzisiaj koncentrować i o tym będziemy dzisiaj dyskutować. I ja chciałam przy okazji tego panelu rzucić też światło na działalność dziewczyn, które tutaj w tym panelu biorą udział. I będę je prosiła właśnie o to, żeby o tym powiedziały, bo jest to wyjątkowa działalność. Ale mieliście okazję w trakcie tych paneli, które tutaj miały miejsce, słuchać kobiet, które są właśnie ekspertkami w nieoczywistych dziedzinach. Które wydawałoby się, że nie jest dla kobiet. Ale ja bym właśnie chciała, żebyście wy wychodzili z tej strefy takich narzuconych właśnie ram. Co by się wydawało, a co by się nie wydawało. I ja widzę, że to się zmienia, ale mam nadzieję, że wy będziecie tą jeszcze większą zmianą. Monika Wielichowska, która siedzi tutaj obok mnie, jest dla mnie przykładem osoby, która właściwie mogłaby, bo się bardzo na tym zna, zajmować się sobą, swoją aktywnością, promowaniem siebie. Naprawdę, ty byłaś, ty pracowałaś przy eventach, prawda? Byłaś w muzyce, tak. I naprawdę w tej branży nabrała tyle umiejętności, że mogłaby je wykorzystać, no żeby sobą się zająć. A Monika większość swojej działalności poświęca innym, poświęca ją kobietom, poświęca wsparciu szefa naszego. I chciałam, żeby Monika powiedziała o bardzo ważnym projekcie, który wystartowała, bardzo ważnym dla nas wszystkich kobiet, który bardzo zrewolucjonizował też platformę od środka. Zanim trafiłam do polityki, byłam samorządowcem, a jak byłam samorządowcem, to jednocześnie prowadziłam swoją firmę muzyczną. Byłam menadżerem Biktysa i Czarnoczarnych, pewnie niektórych z nich znacie i słuchacie przez wiele lat. Po czasie okazało się, że niewiele show biznes różni się od polityki, uwierzcie mi. To jest bardzo mały świat, bardzo zorganizowany i więcej w każdym z tych światów jest mężczyzn niż kobiet, bo z reguły świat jest uszyty na miarę garniturów mężczyzn, a nie szpilek i szminek kobiet. To dziewczyny musicie sobie uświadomić, my musimy zawsze bardziej więcej, lepiej, ale potrafimy to robić, bo jesteśmy zorganizowane, bo to na nas spoczywa najczęściej wychowanie dzieci, opieka nad seniorami. I to się oczywiście zmienia, ale jeszcze daleka przed nami droga. Swoje życie zawodowe rozpoczynamy, można powiedzieć, tak na równi z mężczyznami. Mamy taki sam dostęp do szkół, do wykształcenia, możemy być kosmonautkami, możemy być policjantkami, możemy być polityczkami, możemy być starostami, radnymi, burmistrzami. Jest nas coraz więcej. Tylko, że po studiach te schody, którymi się pniemy po tej karierze już nie są takie równe dla mężczyzn i dla kobiet. Nam jest znacznie trudniej je pokonać z tych względów, o których powiedziałam. To, że świat jest uszyty na miarę garniturów mężczyzn, to nasza rola, żeby to zmieniać, bo przypomnę was, że kilka lat temu to my kobiety pokazałyśmy Kaczyńskiemu, gdzie jest jego miejsce. I to on tak naprawdę po raz pierwszy wystraszył się strajku kobiet, czarnych protestów. Nie protestów facetów, chłopaków, tylko dziewczyn. Oczywiście dziękujemy, że wspieracie nas w tych dążeniach. Natan zawsze był na każdym proteście. Ja również byłam na każdym proteście, bo mamy o co walczyć. Musimy walczyć o prawo decydowania o sobie, bo rzeczywiście Kaczyński jest osobą, która po pierwsze, tak jak mówi Bartek Arłukowicz, z jednej strony całuje kobietę po rączce, a z drugiej strony wykręca tą rękę jej w barku. I to jest święta prawda. Przed nami długa droga, ale będziemy ją pokonywać. Jak ja przyszłam do parlamentu, jestem czwartą kadencję posłanką, nie dostawałam się z pierwszej trójki. Byłam chyba ósma, byłam siódma. Ja tak naprawdę w pierwszej trójce znalazłam się dopiero teraz, czyli po raz czwarty startując do parlamentu. Byłam numerem trzy, zrobiłam drugi wynik, trzeci w ogóle w moim okręgu, więc jakby cały czas sukcesywnie zwiększam ilość swoich wyborczyń i wyborców. Ale zawdzięczam to swojej pracy i współpracy z samorządami, z instytucjami, z organizacjami pozarządowymi, bo w polityce samemu nie można osiągnąć nic. Tylko praca zbiorowa, tylko zapraszanie do tej współpracy coraz większe, coraz większe kręgi i ja na to stawiam. Jak przyszłam do parlamentu cztery kadencje temu, to temat aborcji, temat aborcji był cały czas. Co kadencje, każde ugrupowanie wrzuca temat aborcji. I muszę wam powiedzieć, że Platforma wykonała bardzo duży progres w tym temacie. Ponieważ w pierwszej kadencji, jak byłam, czyli te kilkanaście lat temu, jak było głosowanie za liberalizacją przepisów, to w Platformie zagłosowały za tym trzy osoby. Słownie trzy w tym ja. Zobaczcie co teraz się dzieje. Teraz trzy osoby w Platformie nie głosują za liberalizacją przepisów aborcyjnych. Zobaczcie jaki progres przeszło nasze ugrupowanie. Ja często się kłóciłam z wszystkimi, bo ja mówię, że partie polityczne powinny podążać za głosem społeczeństwa. Nie inaczej. I jeżeli społeczeństwo, chociażby podczas protestów, czy badaniach opinii publicznej wyraża takie, a nie inne poglądy, to my powinniśmy się zastanowić, czy za tymi poglądami nie powinniśmy pójść. I cieszę się, że jesteśmy dzisiaj w takim miejscu, a nie innym, że poprzez Sprawę Polek, poprzez Polskę Seniora zbudowaliśmy program, pakiet dla kobiet, który nie tylko oczywiście mówi o legalizacji aborcji. Ja w ogóle mówię legalizację aborcji, bo to jest bardzo powszechne sformułowanie, ale to jest prawo decydowania o sobie, ale też prawo do edukacji seksualnej, prawo do dostępności antykoncepcji, prawo do wielu innych rzeczy. Oczywiście, że tak, której nie ma. Dostępu do antykoncepcji powszechnej nie ma. Doszło do takich absurdów, żeby iść po tabletkę dzień po, trzeba dzień przed o tym pomyśleć, znaleźć lekarza, który przyjmie i wypisze tą receptę. No, ale my żyjemy teraz w państwie absurdu i wierzę, że po wygranych wyborach za kilka miesięcy to absolutnie się zmieni. Tu stawiam kropkę, bo liczę na waszą dyskusję. Kolejną naszą gościnią jest pani profesor Alicja Chybicka, dla wielu z was też bardzo dobrze znana. I to też jest przykład takiej aktywności w naszym gronie, że pewne tematy w polityce... Tak, pewnie tak. Pewne tematy w polityce do tej pory nie były tak eksponowane, dopóki nie przyszła konkretna wyspecjalizowana osoba, która się nimi zajęła. Która wskazała, ten obszar jest zaniedbany, tym musimy się zająć. I to jest na przykład obszar związany ze zdrowiem, onkologią, z tematami, którymi kiedyś się wydawało, że można przejść obok tego. Nie, nie można. I dzięki wielu posłankom, radnym, działaczkom, które są u nas, te tematy zostały wyciągnięte na wierzch. I my dzisiaj naprawdę mamy na naszym koncie ogrom projektów, które bardzo pomagają nie tylko kobietom, w ogóle rodzinom, całemu społeczeństwu. I chciałam poprosić panią profesor, żeby właśnie opowiedziała o tym, jak ona zrewolucjonizowała, bo ja uważam, że rewolucja jest kobietą i naprawdę dużo udało nam się w tym zakresie zrobić, jak ona zrewolucjonizowała swoją działalnością, no aktywność partyjną, polityczną. Witam was wszystkich bardzo serdecznie. Ja osobiście uwielbiam młodzież. 47 lat byłam Berlfrem akademickim. W związku z czym na co dzień z młodzieżą współpracowałam i wiedziałam, co w ich głowach jest. W parlamencie znalazłam się trzy kadencje temu i w ogóle nie planowałam żadnej działalności politycznej. To muszę uczciwie powiedzieć. Nie dlatego, że jestem kobietą, bo ja jestem osobą niesamowicie wprost walczącą i moje główne kredo zawsze było, że nie ma rzeczy niemożliwych, co wam polecam, bo naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli się z czegoś chce i do czegoś dąży, to nie znaczy, że droga, po której idziemy jest usłana różami. Nie. Są różne przeszkody i tymi przeszkodami bardzo często na mojej drodze byli różni mężczyźni. Mówię tu o onkologii dziecięcej, dlatego, że ja jestem lekarzem i 47 lat, tak jak byłam Berlfrem akademickim, tak też pracowałam w onkologii dziecięcej. I to powiem szczerze kompletnie przez przypadek. Dlatego uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych, że każda, że trochę na mi los steruje, ale bardzo wiele zależy od nas. Nie uwierzycie. Ja chciałam być inżynierem elektronikiem. A w szkole miałam takie oceny, że mogłam pójść na wszystko, bo mnie pchali nauczyciele w różnych kierunkach. Natomiast mojej mamie marzyło się, żebym ja była lekarzem. Wtedy we Wrocławiu było bodaj 20 osób na jedno miejsce na tą medycynę. I pomyślałam sobie, a, mówię, mama spróbuję. Jak się nie dostanę, to już drugi raz startuję na elektronikę. I Bóg szczek, że nie, naprawdę na tej elektronice się nie znalazłam, dlatego, że byłabym bardzo nędznym elektronikiem. Dzisiaj te wszystkie maszyny, to wszystko uczą mnie moi synowie i wnuk, który właśnie w dniu wczorajszym zajął 15 miejsce w Europie. Ma 15 lat w takim konkursie. W ogóle zdobył tam srebrny medal, bo to jakoś, nie wiem, jest kilka tych złotych srebrnych. No i jestem po prostu dumna i blada. Ale te geny to ma nie po mnie, tylko po moim mężu, który nie jest szczęśliwie lekarzem. Dlaczego mówię szczęśliwie? Dlatego, że pary lekarskie mają bardzo ciężkie życie. I zupełnie potem przypadkowo na trzecim roku studiów dostałam propozycję, żeby się kształcić indywidualnie. Tylko muszę pokazać osobę, samodzielny pracownik to ma być, co oznacza docent lub profesor. No a student trzeciego roku, sami to dobrze wiecie, no nie zna takich ludzi. I akurat byłam świeżo po ćwiczeniach z pediatrii, gdzie młoda pani docent wtedy Jaworska siedziała na oknie, nie na Bójwida, tylko na Wrońskiego i machała nogami. Pomyślałam sobie pójdę do niej. I taka była energetyczna, cała, że też właśnie nie ma rzeczy niemożliwych. Tam nam tą pediatrię wykładała. Poszłam do niej z ulicy. Ona powiedziała dobrze. I tym sposobem był rok 72. Wylądowałam u niej na indywidualnym toku studiów, a ona wtedy tworzyła, nie było w ogóle onkologii, ani hematologii dziecięcej. Wszystkie dzieci miały praktycznie wyrok śmierci. Ja tak uważałam, bo to było 85% na setkę umierała, 15% udawało się wyleczyć. Skończyłam studia. To były czasy, kiedy my dostawaliśmy nakaz pracy. Ale ja miałam czerwony dyplom, co nie ma nic wspólnego z czerwonymi czasami, tylko po prostu on naprawdę był czerwony i oznaczał średnią powyżej 4,8. I te osoby, a była nas szóstka na tym roku, mogły sobie wybrać miejsce pracy. I moja szefowa do mnie mówi tak, to ty przyjdź koniecznie do mnie, szefowa moich tych studiów. I w ten sposób ja wylądowałam na tej onkologii, która się tworzyła. To był rok, skończyłam studia, był rok 75 i całe swoje życie pracowałam wyłącznie na onkologii dziecięcej. I na moich oczach trochę mam w tym udziału, ale niewiele, bo to świat cały pracował na tym. Takie typowo kobiece, taka skromność. Żeby z tych 85% umierających uzyskać 85% wyleczonych. I teraz każde dziecko, które trafia do leczenia ma szansę na wyleczenie. To nie jest wyrok śmierci. Pracowałam w warunkach, żeby wam naświetlić co kobieta potrafi. W warunkach strasznych. Na Wrońskiego to był budynek po klasztorze, gdzie była wielka sala jedna, na której leżała prawie dwudziestka dzieci. Pseudo. Dużo gorzej. To w ogóle nie ma porównania. Była jedna, wyobraź sobie Monika, wielka sala, na której leżało prawie dwudziestka dzieci. Rodzicom nie wolno było dzieci odwiedzać. Były godziny takie od 16 do 17, gdzie rodzice do dzieci przychodzili. Mieliśmy pseudosterylne boksy, co skonstatowałyśmy, ja skonstatowałam dopiero jak wyjechałam. Właściwie to powinnam, to była wiedzieć, to gdzieś jakieś, nie wiem, mózgu nam brakowało. Ponieważ były przeszklone boksy, które na górze miały przepływ powietrza. Czyli jak dziecko miało na pierwszym boksie jakąś infekcję, to wszystkie, cała czwórka była tym zagrożona. Na wszystkich nas, lekarza dyżurnego, pielęgniarki i te dzieci było jedno oczko klozetowe. No wiadomo, że musiała być kolejka, większość dzieci miała nocniki. To były po prostu warunki koszmarne. Piękne położenie, bo niedaleko stąd, nad Odrą, widoki dzieci miały z okien, budynek poniemiecki, bardzo piękny. I moja szefowa, bo ona kierowała kliniką, ja byłam młodziutkim lekarzem. Ja słuchajcie na dyżurach, dzieciaki uwielbiały jak ja miałam dyżur, opowiadałam bajki tym dzieciom. Bo nie mogłam patrzeć tak jak na tej dużej sali. Ktoś zaczął płakać, to sobie wyobrażacie, cała sala płakała. W związku z tym ja wymyślałam bajki. Byłam młoda, później już miałam sama, bo mam trójkę dzieci. Miałam swoje dzieci, to mi było łatwiej trochę. Ale na początku to wymyślałam bajki zawsze takie, że ktoś wyzrowieje, albo że przyjdą wreszcie rodzice. Bo wyobraźcie sobie klinikę, do której rodzice nie przychodzą. I w końcu nawet w gazecie wrocławskiej były te bajki wydrukowane. Moja szefowa zdobyła miejsce, o którym mówi Monika. Mianowicie na ulicy Bójwida, po brygadzie remontowej Akademii Medycznej, a przed wojną tam klinika była Alzheimera, wyremontowano to i my w 89 roku tam przenieśliśmy się. Ja myślałam, że Pana Boga za nogi złapaliśmy. A tam spadał balkon, pękały rury od fekaliów, od wody. Było kolorowo i czysto. Bardzo obrazowo to opowiadasz wszystko. Zaraz dojadę do końca, bo koniec jest bardzo ważny i polityczny wyłącznie. Mianowicie i było świetnie. Moja szefowa zmarła w roku 2002 i ja kierowałam 21 lat kliniką. I kiedy się zaczęło to dziać na tej Bójwida, to po prostu jak dzika. Ja w ogóle jestem osobą niesamowicie łagodną. Zawsze mi się dzieci rzucały na szyję. Ale no nie uwierzycie nawet w gazetach pisali, że jestem żelazna Alicja, czy ja wyglądam na żelazną Alicję. Bali się mnie dyrektorzy. Byłam na dywanie u wszystkich ministrów, bo walczyłam jak dzika o to, żeby tym dzieciom niczego nie brakowało i żeby wreszcie postawić nową klinikę. Ja tylko się wtrącę, bo ja znam doskonale to miejsce, ponieważ z synem leżałam tam pół roku ciurkiem. Warunki wcale nie były lepsze niż w tym pierwszym budynku, bo sale były pięcio-, sześcioosobowe. No mogliśmy spać z dziećmi, więc ja pół roku spałam na podłodze. Na podłodze, na jakichś tam łóżkach. Lasienka była w każdej sali. Na łóżkach polowych, a naprzeciwko jak się wychodziło był cmentarz, więc musicie przyznać, że to nie było fajne miejsce. No cmentarz był. Ja słuchajcie wychodzę któregoś dnia, idą rodzice przede mną i słyszę jak mówią co za idiota postawił klinikę, gdzie dzieci umierają naprzeciwko cmentarza. Myślę sobie za chwilę usłyszę to ta chybicka, bo to już było jak kierowałam kliniką, ale nie odzywa się ten drugi rodzic i mówi, że to Niemcy przed wojną. I teraz dochodzę do końca tego wątku pod tytułem przylądek nadziei, bo to jest bardzo ważne. I w 2011 roku, kiedy dostałam propozycję startu do Senatu, dostałam ją od Grzegorza Schetyny i od Jurka Pokoja, no to powiedziałam, słuchajcie przecież ja nic nie potrafię w polityce. No mowy nie ma, jak wy sobie to wyobrażacie, że ja wystartuję do Senatu. Na to oni obaj orzekli, że oni mają sondaże, oni wiedzą, że się na pewno nadam i rzeczywiście wystartowałam, dostałam tam kilkadziesiąt tysięcy głosów i dostałam się do Senatu. Było to dla mnie trudne, nie powiem, bo ja równocześnie kierowałam przylądkiem, znaczy kliniką. To wtedy ona się nazywała przylądek, bo przylądek to jest to, co powstało moim zdaniem dzięki temu, że znalazłam się w polityce. I to znaczy polityka dla kobiet. Gdybym nie była w tej polityce, nie spotkałabym tu we Wrocławiu nad Odrą Donalda Tuska, który zresztą przyjechał wcześniej, jeszcze jak ja startowałam. Był na Bójwida, zobaczył jakie warunki mają fatalne. Udało mi się go namówić. Gdybym nie była w polityce, pewnie by mi się nie udało. No taka jest prawda. Więc niewątpliwie, jeśli jest się w polityce, a chce się działać i nie boi się, bo ja wam powiem, miałam całą i to wszystkim dziewczynom, które tutaj widzą, bo mężczyźni na ogół to mają, całe swoje życie uważałam, że liczą się tylko te dzieci chore na nowotwory i dla nich byłam gotowa zrobić wszystko. I jak mi dyrektor przysyłał pytanie, żądanie, że mam nie podać czegoś, czy zrobić coś, a ja uważałam, że to zagraża życiom dzieci, to pisałam na piśmie odpowiadałam, że ja tego nie zrobię, co w ogóle wszystkim dyrektorom włosy dęba stają, zdawały. I rzeczywiście tego nie robiłam, a jak mnie wezwał na dywan, to mówiłam, panie dyrektorze, albo mnie pan wywala, albo pan to daje. No już szczytem to było moje spotkanie z ministrem religią, z którym ja byłam zaprzyjaźniona, bo byłam u wszystkich ministrów na dywanie i z którym byłam zaprzyjaźniona i który chciał, żebym ja była jego następcą w towarzystwie transplantacyjnym, bo przylądek ma oddział przeszczepowy. Największy zresztą w Polsce dla dzieci, który wykonuje też terapię genową. I co się okazało, że w roku 2007 komornik usiadł na konto szpitala całego i zostawił 0 złotych. Och, po prostu myślałam, że mi szlak trafi, w związku z czym była konferencja prasowa, na której wszystkie media huknęły, bo to oznaczało, że dyrektor ma 0 złotych, żeby cokolwiek kupić. I wezwał mnie religia wściekły. Latał po tym gabinecie wrzeszcząc na mnie, przecież ja ci dam te pieniądze. Ja powiedziałam, proszę daj mi te pieniądze, bo ja twoich słów dzieciom w kroplówki nie wleję. Ja je potrzebuję tu i natychmiast. No i on się uspokoił. Jego pieniądze przyszły. On przecież doskonale wiedział, że środków publicznych nie uruchomi w pięć minut. Gdyby nie Polsat, który dał wtedy numer telefonu i wszyscy wy, a raczej pewnie wasi rodzice, którzy wrzucili jakieś pieniądze na to konto, to przetrwaliśmy, bo dwa miliony złotych było potrzebne. No i wreszcie tutaj jest to spotkanie we Wrocławiu. Ja prosiłam Bartka Arłukowicza i właśnie Donalda Tuska o pieniądze. Mieliśmy zrobiony plan przez Fundację na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową, żeby już te rury nie pękały, te kupy nie leciały, sufity nie spadały, żeby pomogli wybudować tą klinikę. I oni powiedzieli, to był koniec roku, grudzień i no, że nie ma i Donald powiedział, że on chętnie pomoże, ale nie ma tych pieniędzy. I Bartek to samo. Minęło dwa tygodnie, jak dostałam telefon od Bartka konkretnie i on powiedział tak, że jest, ale nie 124 miliony, tylko 100. I to zostało zebrane po prostu resztki, te, które na koniec roku zostały ze wszystkich projektów unijnych. W jedną noc Fundacja zmieniła kosztory z tych 120 paru na 100. Klinika, która stoi, to jest wielka zasługa, nie moja, bo ja tak jak to ty powiedziałaś i ty, to jest bardzo mądre. Niczego się nie osiąga samemu. Ja nie miałabym trójki dzieci, piątki wnucząt i szóstego w drodze, gdyby nie pomóc całego sztabu, nie tylko wydatnego mojego męża. Ale nie, nie, ten sztab, który mi pomógł, bo ja wiem co macie na myśli, to nie to, bo ja mam 47 lat tego samego męża. Nie, na pewno tego nie mieli na myśli. Natomiast to były mamy, babcie, ciocie, które pomagały mi, przecież ja dyżurowałam po trzy noce. Mój mąż, inżynier elektronik wracał z pracy i zajmował się dziećmi, panowie, to do was mówię, że można, że jak się ma dzieci, to trzeba brać za nie odpowiedzialność. To nie, oni nie pomagają, tylko je wychowują. Ja myślę, że ta świadomość też się dzisiaj zmienia. To cudownie, to cudownie, bo to się bardzo zmieniło. W tamtych czasach to nie było powszechne, a mój mąż tutaj należał naprawdę do wyjątków. To samo w klinice. Proszę was o klaski dla Alicji, bo pani profesor. Bo ja chciałam, żebyście usłyszeli takie historie, ale przede wszystkim chciałam, żebyście usłyszały takie historie. Żebyście wzięły to do serca i poczuły jaka jest w tym moc i żeby ona wam dała jeszcze dodatkowo taką siłę napędową do tego, że warto działać i warto się angażować. Ja jeszcze tylko jedno zdanie, bo Alicja Chybicka jest bardzo skromna, ale musicie wiedzieć, że wszyscy parlamentarzyści, ale też radni w radach pracują jak mróweczki w takiej wielkiej machinie. Tylko, że ta wielka machina musi mieć kierownika. I takim kierownikiem w przypadku budowy przylądka nadziei była właśnie pani profesor. Takim trybikiem, my jesteśmy wszyscy trybikami, ale jakby szefem naszej maszyny teraz jest Donald Tusk, który zaprowadzi nas. My zawsze mówimy, że musi być lider projektu. Wy to pewnie też jakoś tam często słyszycie, tak? Musi być taki lider, który wyznaczy cel, zmobilizuje, podzieli rolę. I kobiety mają do siebie to, że są takie skromne, trochę sobie umniejszają, nie chcą takie być, no nie dajcie spokój, to wszystkich wasza zasługa. I słyszeliście to już tutaj w tych wypowiedziach, na pewno zwróciliście na to uwagę. Ja jeszcze celowo podbijałam to, żebyście zwrócili na to uwagę. Pomyślcie sobie, ile razy słyszeliście to wśród swoich koleżanek, ile razy wy żeście coś takiego zrobiły, kiedy miałyście możliwość jakby wypięcia piersi po order. To jest, to ja to obserwuję i to jest naprawdę dla kobiet typowe. Ostatnią osobę, którą chciałam wam tak przedstawić i przybliżyć, jeżeli chodzi o działalność tutaj w tym panelu, jest Antonina Majchrzak, młoda radna z Łodzi, którą ja tak wyłapałam na Instagramie jej aktywność i mówię zupełnie szczerze, wyłapałam jej aktywność na Instagramie, jako radna, taki content, który jakby bardzo był zbliżony do tego, co mnie interesuje, co i ja wrzucałam, no tak pewnie Instagram chciał, żebyśmy się widziały wzajemnie i zaczęłam Antoninę obserwować i pomyślałam sobie, że była taka wśród nas kiedyś posłanka, teraz poszła do innego ugrupowania i kiedy ja byłam taką młodziutką radną, to ona bardzo mi pomogła i zawsze mi to imponowało. I właśnie wtedy myślałam o tej babskiej z Solidarności, że ona istnieje, ja w nią wierzę i będę to kontynuować. I właśnie napisałam do Antoniny, spotkałyśmy się, wiele razy żeśmy rozmawiały, zaangażowałyśmy się w wiele aktywności, współpracujemy. Antonina działa właśnie w sferze zero waste, poprawy jakości powietrza, mówienia o tym, że miasto musi być bardziej eko, musi mieć przemyślane inwestycje. Myślę, że Antonina mówi i robi to, co jest dla was bardzo ważne, na co wy żeście zwrócili uwagę w strajkach klimatycznych, w swoich postulatach do polityczek i polityków. Jest waszym głosem właśnie w magistracie w Łodzi. I właśnie chciałam, żebyście nie tylko słuchali o naszych doświadczeniach, tylko, żebyście też zderzyli się z aktywnością osób, które dzisiaj funkcjonują, które też na pewno nie mają lekko, bo my też niejednokrotnie o tym gadałyśmy, jak jest ciężko kobietom, zwłaszcza też młodym. To się też przebijało w trakcie dyskusji, a co zrobić, kiedy się kwestionuje nasze doświadczenie, umiejętności i tak dalej i tak dalej. Więc może to zrobisz wtręt na ten temat. I chciałam, żebyście poznali Antoninę, jeżeli nie mieliście jeszcze okazji. I jeżeli wy prowadzicie jakąś swoją działalność, którą chcielibyście zainteresować innych, po prostu dajcie nam znać, przy następnym meetupie zaprosimy was do tego, żebyście i wy się tym podzielili, bo mamy wrażenie, że to naprawdę dzielenie się tymi swoimi doświadczeniami dobrze nam robi i też działa mobilizująco. Więc Antonina, powiedz nam trochę o sobie, co robisz, jak działasz, jakie masz motywacje. Dziękuję Olu i tak potwierdzam, Ola jest tą pomocną kobiecą ręką w tym czasami trudnym i przykrym świecie. Jeszcze tylko chciałam powiedzieć jedną rzecz, że moja mama jest od 30 lat dyżurującą położną, więc doskonale wiem, że do wychowania dziecka przez osobę, która pracuje w służbie zdrowia, potrzeba całej wioski, bo to jest ciężkie wyzwanie. Ja spędziłam swoje dzieciństwo połowicznie na porodówce, a w drugiej połowie na komendzie miejskiej policji, gdzie mój tata pracował, także doskonale znam te realia. Słuchajcie, bardzo się cieszę, że je z wami widzę i tak jak powiedziałam w piątek wreszcie doczekałam się swoich krajan na meetupie, co mnie jeszcze bardziej cieszy. I to wszystko, co powiedziała Ola, to jest prawda. Ja zostałam radną miasta, jak miałam 21 lat, wyglądając na takie mocne 18. I zderzyłam się z taką ciężką, trudną rzeczywistością, bo ja należę do tego pokolenia młodego i ja trochę nie jestem skromna. Ja zawsze byłam świadoma tego, że mam fajne pomysły, że wiem, co chcę robić, że jestem przede wszystkim bardzo uparta. Ona jest tak zwana krnobrna. Krnobrna, tak. Nawet niektórzy mówią, że bezczelna. Ale to się przydaje. I słuchajcie, ja zawsze miałam strasznie dużo uwag w szkole za to, że jestem bezczelna i pyskuje. A teraz mi się, teraz tak pracuje, więc słuchajcie, da się. Ja byłam bardzo uparta, bo ja...