Koalicja Obywatelska: Mówi o zatrutej Odrze i winnych katastrofy
Koalicja Obywatelska mówi o zatruciu Odry i domaga się wyjaśnień oraz pociągnięcia winnych do odpowiedzialności. Mówcy podkreślili, że katastrofa nie miała charakteru naturalnego, tylko była wynikiem licznych błędów ludzkich i skrytykowali politykę rządu wobec ochrony środowiska.
Koalicja prezentuje tezy o przyczynach i odpowiedzialności - katastrofa miała winnych, a jej przyczyny nie były naturalne. Wypowiedzi wskazują na konieczność znalezienia osób odpowiedzialnych, by zapobiec powtórzeniu się podobnego zdarzenia.
Mówcy argumentują, że za zatrucie Odry odpowiadają ludzkie błędy i domagają się procedur wyjaśniających. Krytyka padła pod adresem obecnej ekipy rządzącej - ocena, że nie prowadzi proekologicznej polityki, pojawia się w wystąpieniu.
W dyskusji przypomniano doświadczenia z powodzi 1997 i znaczenie prac zabezpieczających przed katastrofą - remont ulicy Grodzkiej, Wał Przeciwpowodziowy Wyspa na Piasek ukończony tuż przed powodzią oraz przejścia pod młynem Maria. Przytoczono też obserwacje nurków dotyczące podmyć i rolę wcześniejszych inwestycji w obronie miasta.
W debacie udział wzięli Krystyna Siebińska, Marek Drabiński (Stowarzyszenie Wszystko dla Oławy), Agata Brzezińska (wiceprezes FOTA for Climate, ekspertka ds. ocen oddziaływań na środowisko) oraz Bogdan Zdrojewski (były prezydent Wrocławia, senator, były minister kultury, eurodeputowany). Dyskusja ma charakter archiwalny i koncentruje się na zapobieganiu dalszym zaniechaniom wobec rzeki i środowiska.
Najważniejsze ustalenia
Koalicja prezentuje tezy o przyczynach i odpowiedzialności - katastrofa miała winnych, a jej przyczyny nie były naturalne. Wypowiedzi wskazują na konieczność znalezienia osób odpowiedzialnych, by zapobiec powtórzeniu się podobnego zdarzenia.
Wina i żądania wyjaśnień
Mówcy argumentują, że za zatrucie Odry odpowiadają ludzkie błędy i domagają się procedur wyjaśniających. Krytyka padła pod adresem obecnej ekipy rządzącej - ocena, że nie prowadzi proekologicznej polityki, pojawia się w wystąpieniu.
Odniesienia do powodzi 1997 i zabezpieczeń Wrocławia
W dyskusji przypomniano doświadczenia z powodzi 1997 i znaczenie prac zabezpieczających przed katastrofą - remont ulicy Grodzkiej, Wał Przeciwpowodziowy Wyspa na Piasek ukończony tuż przed powodzią oraz przejścia pod młynem Maria. Przytoczono też obserwacje nurków dotyczące podmyć i rolę wcześniejszych inwestycji w obronie miasta.
Eksperci i paneliści obecni na spotkaniu
W debacie udział wzięli Krystyna Siebińska, Marek Drabiński (Stowarzyszenie Wszystko dla Oławy), Agata Brzezińska (wiceprezes FOTA for Climate, ekspertka ds. ocen oddziaływań na środowisko) oraz Bogdan Zdrojewski (były prezydent Wrocławia, senator, były minister kultury, eurodeputowany). Dyskusja ma charakter archiwalny i koncentruje się na zapobieganiu dalszym zaniechaniom wobec rzeki i środowiska.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Koalicja Obywatelska: Domaga się ustawowej gwarancji 200% dla medyków
Koalicja Obywatelska: Oskarża rząd i prezesa NBP o 7% inflację
Koalicja Obywatelska: Bon turystyczny zatrzymany, ePUAP nie działa
Koalicja Obywatelska: Zarzuty wobec Daniela Obajtka i wniosek
Koalicja Obywatelska: Mówią o 250 tys. wydanych wiz, żądają wyjaśnień
Koalicja Obywatelska krytykuje projekt zakazujący aborcji
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Dariusz Joński
Dariusz Joński ostrzega: kto myśli, że się upiecze, nie upiecze
Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki: Chleb, praca i wsparcie dla polskiej wsi
Jarosław Kaczyński
Jarosław Kaczyński mówi o ofensywie głupoty i szaleństwa
Szymon Hołownia
Szymon Hołownia apeluje o odnowę Europy: 'Polska w sercu Europy'
Jarosław Kaczyński
Jarosław Kaczyński: twierdzi, że znaleźli 200 mld zł i obniżyli podatki
Jarosław Kaczyński
Jarosław Kaczyński: Platforma Obywatelska to stronnictwo niemieckie
Artykuły
Artykuł
Co prasa pisze o polskiej scenie politycznej: tydzień 19–26 kwietnia 2026
Artykuł
Prognoza wyborów do Sejmu 2027 — co mówią dane?
Artykuł
Debata o 500+: rozdawnictwo czy realne wsparcie dla rodzin
Artykuł
Kosiniak-Kamysz: baterie Patriot nie będą przenoszone
Artykuł
Spór o autorstwo projektu depenalizacji marihuany: zarzuty o 'polityczne zawłaszczenie'
Artykuł
Paliwa, wizyta Nawrockiego i spór o armię - ostra debata w Radiu ZET
Transkrypcja
Dzień dobry. O to, co mamy, co otrzymaliśmy, czyli o naszą naturę, jak rzeczywiście po tych wydarzeniach, z których mieliśmy do czynienia pod koniec lipca, na początku sierpnia tego roku, jak mamy reagować, jak państwo nie zareagowało, jak państwo powinno reagować. Dlatego dzisiaj są ze mną paneliście. Zacznę od pierwszej panelistki. Pani Krystyna Siebińska, posłanka z województwa lubuskiego. Pan Marek Drabiński, założyciel Stowarzyszenia Wszystko dla Oławy. Pani Agata Brzezińska, wiceprezes FOTA for Climate, przede wszystkim też ekspertka, zajmująca się na co dzień oceną oddziaływań na środowisko. Witamy serdecznie. No i oczywiście na końcu, chyba wszystkim nie muszę przedstawiać, ale zrobię to Bogdan Zdrojewski, były prezydent Wrocławia, oprócz tego senator, były minister kultury, eurodeputowany. Witamy serdecznie. I tak zacząłbym od pana senatora. Otóż ja mając na uwadze to, że w tym roku przypadała 25. rocznica heroicznej walki nie tylko Wrocławia, wielu miast i miasteczek w Polsce, no ale ten Wrocław był bardzo zalany przez laty, ta rzeczywiście Odra wystąpiła, te podtopienia były bardzo duże. I 25 lat powiedzmy wiele rządów próbowało, zabiegało o to, żeby poprawić sytuację na Odrze w tym kontekście, żeby nie doszło do takiej sytuacji, jaka miała miejsce w 1997 roku. Nawet będzie film za chwilę na Netflixie do oglądnięcia o tej walce między innymi Wrocławia z tą wielką wodą. Natomiast zagrojełem tak, ale przede wszystkim chciałem zapytać, bo wtedy była wielka woda, walczyliśmy i ty Bogdanie stałeś na czele tej walki w Wrocławia. Natomiast muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się tego, że po 25 latach będziemy mieli do czynienia z sytuacją niebywałą, że po prostu Odra zostanie zatruta w taki sposób, że śnięte ryby będą wybierane z rzeki tonami. Czyli to nie dziesiątki ton, które zostały wybierane z Odry, to jest nowa sytuacja i jest też nowe wyzwania, bo 25 lat wyzwań, jak zabezpieczyć Odrę, żeby nie występowała, chociaż myślę, że ostatnie lata są zaniedbane, bo przecież PiS nie wydawał pieniędzy na właśnie budowę tych umocnień przy Odrze. Natomiast mamy zupełnie inne wyzwanie, które wydawałoby się, że mamy za sobą pewne sytuacje z przeszłości, gdzie do Odry nie można było wejść, nie można było się kąpać, a przez ostatnie lata to życie nad Odry wróciło. No właśnie pytanie jest takie, co zrobić, żeby już do takiej sytuacji nie dochodziło. Bardzo proszę. Bardzo dziękuję. Dziękuję za to, że jesteście zainteresowani także tym tematem. Na wstępie powiem, że oczywiście ta Odra może być pretekstem do takiej rozmowy, gdzie pytania mogą mocno odbiegać. Proszę się nie przejmować. Myślę, że mówię w imieniu nas wszystkich. Odra jest pretekstem do takiej rozmowy, która może dotyczyć szeroko rozumianego problemu środowiska. I teraz kilka tez. Pierwsza teza. Obecna ekipa rządząca nie jest aekologiczna, jest antyekologiczna. Druga teza związana z moim doświadczeniem z powodzi. Ważne jest nie tylko, co się dzieje w czasie katastrofy, ale ważne, co się dzieje przed katastrofą, w czasie katastrofy i po katastrofie. Te trzy elementy według mojej oceny są równie ważne i żaden element nie powinien być lekceważony. Trzecia teza. Na podstawie mojej kontroli, prowadziłem ją także z Michałem Jarosem. Wiemy doskonale, jesteśmy przekonani o tym, że katastrofa tegoroczna nie miała charakteru naturalnego, tylko winny jest człowiek. Podkreślam jeszcze raz. Ta katastrofa ma winnych i nie dotyczy to przyrody, warunków naturalnych. One się nakładały na ludzkie błędy. Liczne ludzkie błędy. I ci winni powinni być znalezieni po to, aby ta katastrofa, krótko mówiąc, się nie powtarzała. I teraz wracając do samego pytania. Wrócę do tej drugiej tezy, że ważne jest nie tylko co się dzieje w czasie, ale także przed. Otóż Wrocław nie wygrałby z powodzią w 1997 roku, gdyby nie wykonano pewnych prac przed 1997. To było, jak znacie Wrocław, jak nie znacie to będę dopisywać, ale na przykład remont całej ulicy Grodzkiej. To jest ulica, która stanowi nabrzeże niezwykle istotne dla Uniwersytetu Wrocławskiego. Tam znajduje się główny gmach, Aula Leopoldina. Śmiem twierdzić, gdyby nie zrobiono całego tego nabrzeża, szanse na uratowanie Starego Miasta byłyby dużo, dużo mniejsze. Druga rzecz, która została zrobiona, wbrew niestety Uniwersytetowi, wbrew gospodarzom na Ostrowie Tumskim, wbrew także innym instytucjom, to jest Wał Przeciwpowodziowy Wyspa na Piasek. Ten Wał Przeciwpowodziowy został skończony dwa tygodnie przed powodzią. Gdyby tego wału nie było, niestety Stare Miasto, a zwłaszcza Ostrów Tumski, znalazłby się pod wodą. Tam przed rozpoczęciem robót, nurkowie przy robieniu analizy doszli do 15 metrów w głąb wyspy. Tak była ona mocno podmyta, po prostu wisiała jak skarpa nad Odrą w sposób niewidoczny, ale niezwykle już wypatroszony siłą tego głównego nurtu, który tam zderza się z obiektami Ostrowa Tumskiego. I ostatnia rzecz, która była zrobiona, to były przejścia pod młynem Maria z jednej i z drugiej strony. Te prace wykonywał Leszek Czarnecki, znany biznesmen, jak Państwo wiedzą, wielki pasjonat nurkowania. I on te rzeczy wykonał swoją firmą, firmą TAN, która została rozwiązana albo przeniesiona potem w stan pewnego spoczynku i innej działalności, ale te prace były niezwykle istotne. I ostatnia rzecz, sama powódź. Bez wątpienia reakcje na katastrofę muszą być adekwatne. One nie mogą być w żadnym momencie nieprofesjonalne, jeżeli chodzi o finał, czyli obrona w tym wypadku Wrocławia, miasta. Na nią składa się koordynacja wszystkich służb, wykorzystanie gigantycznego, fantastycznego potencjału, jakim był potencjał samych mieszkańców Wrocławia, a najważniejsza była psychologia. Wrocławianie w 1997 bronili swojego miasta. Bronili nie jakiejś cudzej nieruchomości, tylko swoich wartości, także dziedzictwa materialnego. I to się udało zbudować, pomimo tego, że jeszcze w 1989 roku w badaniach socjologicznych blisko 80% Wrocławian nie wiązało swojego życia, zawodowego, rodzinnego z tym miastem. Po roku 1997 nie było już wątpliwości, blisko 90% uznawało Wrocław za fantastyczne miejsce do życia, fantastyczne miejsce do pracy, do zakładania rodzin. I to trwa w jakimś sensie do dzisiaj. I ostatnia refleksja. Jeżeli chodzi o katastrofę na Odrze, ja ją dzielę na dwie części. Pierwsza część to jest system. System nie tyle nie działał, bo go nie było. System został rozwalony ustawą o centralizacji wód polskich i odpowiedzialności za stan rzek, nie tylko Odry, Wysły i innych rzek. Ten system jest niewydolny, obciążony niekompetencją poszczególnych osób, które odpowiadają za niektóre elementy. Został zniszczony także system reagowania. Zostały zniszczone elementy, które składają się na pozwolenia wodnoprawne. Zniszczone zostały także odpowiedzialności ulokowane niżej, przede wszystkim na samorządzie wojewódzkim, czyli na urzędach marszałkowskich. I doprowadzono do sytuacji takiej, że ten centralny system nie miał szans na to, aby sprawnie zareagować. To jest jeden element. O tym systemie będziemy mówić pewnie wszyscy. A drugi element jest reakcja na samą katastrofę. Reakcja była spóźniona, nieprofesjonalna, nieadekwatna i źle skoordynowana. Nałożyły się na nią czynniki naturalne, jak ocieplenie klimatu, generalnie niższy poziom wód Odry, ale też legalne, podkreślam, legalne zrzuty, głównie w trzech miejscach, co z tego, że legalne, jak nie adekwatne do warunków klimatycznych, suszy, niskiego stanu wód. I te trzy zrzuty, Kopalniane, Kędzierzyn i następnie KGHM, doprowadziły do sytuacji takiej, że mieliśmy katastrofę o konsekwencjach i skutkach przekraczających dekadę. Tyle tytułem wstępu. Dziękuję serdecznie. No to teraz, jeżeli mówimy o tym, jak system nie zadziałał, to chciałbym poprosić o głos Krystynę Ślińską, panią poseł z województwa lubuskiego, bo tak naprawdę my na Dolnym Śląsku zauważyliśmy problem. Wcześniej był widziany, czy zauważony został w województwie śląskim. Opolszczyzna, w jakim stopniu pojawiło się kilka śniętych ryb, będę pewnie za chwilę Marka Drabińskiego o to pytał, ale największy problem, najwięcej śniętych ryb pojawiło się realnie w województwie lubuskim. Tam była rzeczywiście katastrofa. Katastrofa w Krośnie Odrzańskim. Pan burmistrz Cebula miał rzeczywiście, pokazywał te zdjęcia, filmy na początku. Jak się jeszcze w tym nikt specjalnie nie interesował w kraju, to wyglądało na coś strasznego, na taką katastrofę, z którą do tej pory, tak jak przynajmniej burmistrz Cebula mówi, nie widział w swoim życiu czegoś takiego. No i my dzisiaj musimy sobie zadać pytanie, tak naprawdę co się wydarzyło, co dzisiaj wiemy. No i temu służyły też kontrole poselskie, które były robione w wielu województwach. Senator Zrojecki wspominał, że na Dolnym Śląsku robiliśmy je również, ale te kontrole poselskie były robione w województwie lubuskim i też robione w instytucjach na szczeblu centralnym. Pani poseł Sibińska brała w nich udział, więc proszę Cię o to. Dzień dobry dla Was wszystkich. Rzeczywiście w momencie, kiedy katastrofa się wydarzyła, najszybciej i najrzetelniej ruszyli z pomocą samorządowcy. I to się nie po raz pierwszy dzieje, że wszystko, co się, jak pojawiają się sytuacje kryzysowe, to samorządowcy pierwsi i najlepiej reagują, bo przecież podobnie było z pandemią, podobnie było przy pomocy emigrantom z Ukrainy i podobnie było również teraz w przypadku Odry. Wspomniany Marek Cebula, to jest burmistrz Krosna-Odżańskiego. Pozdrawiam go bardzo serdecznie, bo zasługuje naprawdę na wielkie, wielkie oklaski i podziękowania, dlatego że mobilizował nie tylko samorządowców, ale współpracował przede wszystkim, współpracował i z Polskim Związkiem Wędkarstwa, i z wolontariuszami i próbował koordynować to, podczas gdy służby państwowe do tego wydawałyby się powołane, czekały i obserwowały. I my postanowiliśmy jako posłowie zrobić kontrolę w instytucjach ogólnopolskich i w naszych instytucjach, które powinny odpowiadać za ochronę wód, w każdym z województw nadodrzańskich. I to są takie ciekawostki, dlatego że ja mam tutaj cały plik odpowiedzi, bo oczywiście na bieżąco to niewiele informacji mogliśmy uzyskać. To było na zasadzie takiej, że no tak, to nie oni i tak dalej. I ta rozmyta odpowiedzialność, o której wspomniał też pan senator, to właśnie wygląda w ten sposób, że wody są własnością Skarbu Państwa i teoretycznie zajmuje się nimi wody polskie. Ale kontrolą stanu wód zajmuje się Generalny Inspektor Ochrony Środowiska, poprzez też wojewódzkich inspektorów ochrony środowiska. Jak są ryby, czy powiedzmy tam inne zwierzęta, które gdzieś tam żyją, no to badaniem tych zajmuje się Państwowa Inspekcja Weterynaryjna. A do na przykład już później odławiania śniętych ryb i utrzymanie takie bieżące, to są polskie związki, oddziały Polskiego Związku Wędkarskiego, bo to oni mają zapisane w umowach. Oczywiście są wojewodowie, gdzie jest ich odpowiedzialność, jako tych, którzy w momencie, kiedy się pojawia sytuacja kryzysowa, powinny wywoływać sztaby kryzysowe. W związku z taką liczną jak gdyby nadreprezentacją instytucji, które teoretycznie powinny się zajmować, to wygląda na to, że ta odpowiedzialność jest na tyle rozmyta, że z odpowiedzi, które otrzymaliśmy, to właśnie jest tak, że Wody Polskie to jest moloch, tak? Naprawdę, to jest po prostu coś, co nigdy nie powinno się pojawić w polskim systemie prawnym. Jak bodajże 3-4 lata temu procedowaliśmy ustawę i ja z ramienia klubu prowadziłam tę ustawę, to mówiłam, że to nie są Wody Polskie, to jest po prostu bagno polskie, dlatego, że ta instytucja jest niewydolna i odpowiedzi na te pytania właśnie też między innymi to potwierdzają. Dlatego, że te Wody Polskie wzięły się też między innymi stąd, że po wojewódzkich funduszach ochrony środowiska, które w pewien sposób zabrano samorządom, to również odebrano też te komórki, które się zajmowały melioracjami, właśnie nadzorem nad wodami, też przejęto po prostu, włączając to do Wód Polskich. I te Wody Polskie, proszę sobie wyobrazić, jest instytucja główna i podzielone są zlewnia, zarząd zlewni tu, zarząd zlewni tu, zarząd zlewni tu i my na przykład w województwie lubuskim mamy dwa zarządy zlewni w Gorzowie i w Zielonej Górze. Zlewnia Gorzów to odpowiada za Wartę i trochę za Noteć, a w Zielonej Górze trochę za Odrę i tak dalej. I to powoduje, że kontrole, które między innymi w tych dwóch instytucjach mieliśmy, spowodowały, że od nich nie uzyskaliśmy żadnej informacji. Natomiast odpowiedzi dostaliśmy z centrali i podejrzewam, że również wy, jak byliście gdzieś tu w zarządach zlewni, w tym dostaliśmy dokładnie takie same odpowiedzi, ale oni tam wszędzie w tych poszczególnych zlewniach są dyrektorzy, są po prostu sztaby administracji, więc to są kolejne takie komórki, które utrzymujemy, a ich kompetencje praktycznie są żadne. Taka ciekawostka wynikająca z kontroli. Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska, o ile jeszcze tam pozostali fachowcy w niedużej części, to proszę sobie wyobrazić, że laboratoria, które podlegały pod Wojewódzkich Inspektorów Ochrony Środowiska zostały zcentralizowane. Jest teraz centralne laboratorium badawcze i taki przykład z Zielonej Góry, gdzie w jednym budynku na samej górze siedzi Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, piętro niżej jest laboratorium, ale ten Inspektor Wojewódzki nie może dać za żadnego zlecenia do laboratorium, które jest piętro poniżej. Musi to iść przez Warszawę i to Warszawa uznaje, które badania są priorytetowe i również w drugą stronę nie ma tak. Ten Inspektor nie ma dostępu do tych badań tak bezpośrednio. To idzie wszystko przez Warszawę, no bo po prostu musiało być to w ten sposób zrobione. I teraz obserwując to, co się działo na Odrze, to ja mam taki w pamięci, wy jesteście młodzi, więc tego nie pamiętacie, ale ja pamiętam, kiedy była katastrofa w Czarnobylu i wtedy władze PRL-u mówiły nic się nie stało. Przecież tam taki słynny, to był rzecznik chyba, tak? Urban, rzecznik rządu, on zachęcał, żebyśmy szli na pochody pierwszomajowe. Zapraszał gdzieś tam na Podlasie na grzyby, a na Mazury na ryby, kiedy wszyscy wiemy, że tam szło największe skażenie. I ja mam takie nieodparte wrażenie, że dzisiaj dokładnie tak samo się zachowuje rząd w momencie, kiedy są sytuacje kryzysowe. Pamiętacie, jak były nawałnice na Pomorzu, to wtedy wojewoda pomorski też mówił, że nic się nie stało, on nie będzie puszczał wojska, a tam zginęli ludzie, prawda? I z Odrą dokładnie tak samo. Nasz wojewoda lubuski pływał sobie po rzece i opowiadał, że pojawiły się kormorany, a w ogóle jest świetnie i tak dalej. Fruwał sobie nad Odrą i z góry obserwował i mówił, że jest świetnie, tak? Podczas, gdy samorządowcy właśnie Polski Związek Wędkarska tytaniczną robotę robili. Naprawdę, bo to wszystko było na nich skupione. Nie mieli ubrań, sprzętu, rękawic, tak? Dopiero później zostało uruchomione wojsko i o co też w tym wszystkim chodzi? Bo tę pracę ktoś musiał wykonać i trzeba było wykonać, ale najgorsze jest to, że nikt nie pomyślał o bezpieczeństwie osób, turystów, ludzi, którzy korzystają z Odry w taki czy inny sposób, tak? I nie poszły żadne komunikaty, bo kontrola w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa pokazała, że Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, żeby wysłać takie alerty musi mieć jak gdyby zlecenie od wojewodów. A takie zlecenia na przykład w przypadku województwa lubuskiego poszło dopiero 12 sierpnia. 12 sierpnia, czyli tak naprawdę skoro pierwsze śnięte ryby pojawiły się 26-27 lipca, to 12 jest po dwóch tygodniach. W tym czasie nad rzeką, nad Odrą mogło się dziać wszystko. Żadnego alertu i żeby te alerty jeszcze dotarły do wszystkich. Też tak nie było, tak? Też tak nie było. Więc Rządowe Centrum Bezpieczeństwa my nic nie wiedzieliśmy dopóki nam nie przesłano. I ja właśnie w ten sposób to obserwuję, że no Polacy nic się nie stało, w ogóle panujemy nad wszystkim, ale tak naprawdę to może przeczekajmy, nie komentujmy, nie odzywajmy się, niech samorządowcy sprawę załatwią i niech to wszystko będzie. Jak się pojawili na konferencji pan minister Ozdoba i pan minister, którego nawet nie wiedziałam, że jest taki minister Wilkowski, który odpowiada za Odrę w ramach Ministerstwa Infrastruktury, co też jest taką ciekawostką. To też jest taką ciekawostką. To on był gotów no wskakiwać, mówi, że się może iść kąpać, prawda? Natomiast na koniec, tak? Wody Polskie podlegają Ministerstwu Infrastruktury, które no to się kłóci, tak? Bo jak gdyby rozumiem inwestycje na Odrze, tak? Natomiast na pewno nie ochrona Odry. Ochrona w ogóle zniknęła, bo my dzisiaj mamy Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Kiedyś za naszych czasów był Ministerstwo Ochrony Środowiska. Nie ma teraz ochrony. W związku z tym jest tak jak jest. To tyle na początek. Wniosek jest oczywiście taki, że realnie to my dzisiaj nie wiemy, kto zatruł to Młodrad. Czyli możemy się tylko domyślać. To jest moim zdaniem największy problem. Wspominając ten Czarnobyl, no to komuniści też ukrywali informacje. To później po prostu świat się dowiedział i już komuniści nie mogli ukrywać. Właśnie pojawił się płyn Lugola, ja pamiętam miałem chyba z 5 lat, bo to 86. Natomiast w tej sytuacji my nie wiemy, jak jest, kto tak naprawdę zawini. Mamy pewne poszlaki, domyślamy się, no ale niestety tej wiedzy nie mamy. Rząd się po prostu z nami tą wiedzą nie dzieli. Być może sami nie wiedzą, co się na Odrze wydarzyło. Natomiast, no właśnie, może wiedzą, ale nam nie mówią. Natomiast pierwszy taki problem pojawił się w Gliwicach, ale tak naprawdę realnie rozpoczęło się w Oławie. Pierwsze śnięte ryby pojawiły się w Lipkach pod koniec lipca 27 bodajże. 27, 28, 29 to już były śnięte ryby w Oławie. No i pod koniec lipca wędkarze z Oławy, ale nie tylko z Oławy wyławiali śnięte ryby. Ten problem nagłośnił lokalny aktywista, ale też pasjonat wędkarstwa, wędkarz Marek Drabiński, który też mnie informował, że jest to jest problem i 2 sierpnia myśmy poinformowali też na konferencji prasowej wszystkich wysyłając też różnego rodzaju pisma do instytucji z prośbą o wyjaśnienie tego, co się wydarzyło z tą, o tą katastrofę, która miała miejsce. Ponieważ z Odry wyłowiono ponad 3 tony śniętych ryb i taka sytuacja nie ma, to był tak bez precedensu taka sytuacja, którą powinniśmy nagłośnić. W związku z tym, Marku, no to jest jakby pytanie do Ciebie. Czy uważasz, że przez lata pewne rzeczy, pewne kwestie były tolerowane? Jakieś takie nieuprawnione zrzuty do Odry? Nie wiadomo jakiej cieczy, jakiego pochodzenia, skąd z procesów technologicznych. Pytanie jest takie, czy to w ogóle się zmieniło? Przestała ta ciecz, ta woda zanieczyszczona wpływać do Odry? Czy dalej to się dzieje? Dzień dobry, dziękuję w ogóle za zaproszenie. Tutaj zaszczyt jest dla mnie występować przed Państwem, zwłaszcza w tak zacnym gronie. Dziękuję. Króciutko o tym, co tutaj Pan Poseł o co pytał. Tak, jestem wędkarzem, jestem takim lokalnym działaczem społecznym, że tak powiem. Zawodowo robię całkiem co innego, natomiast tutaj ochrona środowiska jest mi znana, ponieważ kilka lat temu założyliśmy w Oławie takie lokalne stowarzyszenie pod nazwą Wszystko dla Oławy, które w swoim statucie ma m.in. działanie na rzecz ochrony środowiska. Ponieważ w Oławie trwa od 10 lat już chyba bodajże, taki stały proceder zrzutów jednego z zakłazów przerabiających makulaturę do kanału rzeglugowego rzeki Odry. Postanowiliśmy się tym jako stowarzyszenie kilka lat temu już zająć. Może tak króciutko jeszcze wrócę do tej samej katastrofy. Według mnie, tą katastrofę trzeba by było podzielić na trzy etapy. Pierwszy etap to jest to, co się wydarzyło w Gliwicach. Tam już w maju były sygnały ośniętych rybach. Drugi etap to jest Oława i kilkanaście kilometrów poniżej Oławy. Przez Wrocław ta fala przychodzi prawie niezauważona, co też potwierdza, że to są trzy różne katastrofy. Natomiast województwo lubuskie i potem zachodniopomorskie to już trzecia katastrofa prawdopodobnie spowodowana zrzutami z KGHM-u. Ja tutaj, jeżeli chodzi o Oławę, dlaczego pomiędzy Gliwicami i Oławą nic nie ma? Dlatego, że, znaczy pewność, że to nie jest jedna ciągłość, dlatego, że mamy potwierdzone informacje od kolegów na przykład z brzegu, z Polskiego Związku Wędkarskiego, że w brzegu nie było praktycznie w ogóle śniętych ryb. Były jakieś tam oczywiście pojedyncze sztuki, które zawsze się zdarzają, ale to nie było na taką skalę. Mamy potwierdzenie od samorządowców z Opola, że w Opolu też się nic nie działo. Dlatego ja bym tutaj dzielił po prostu to na trzy rzeczy, które oczywiście wydarzyły się mniej więcej w tym samym czasie. Oczywiście czynniki zewnętrzne też takie jak niski stan wody, wysoka temperatura miały tutaj jakiś wpływ na tą katastrofę. Ale wracając do Oławy. Proszę Państwa 3,3 tony śniętych ryb jak się później okazało, bo tyle zostało przekazane do utylizacji. Wyłowiono głównie z kanału żeglugowego rzeki Odry. To jest taki kanał o długości mniej więcej 2,5 kilometra szerokości kilkudziesięciu metrów. Na środku tego kanału jest śluza. Do tego kanału od, tak jak mówiłem od blisko 10 lat firma odprowadzała nielegalnie ścieki powstawałe z procesu przerobu makulatury. Kilkanaście albo kilkadziesiąt zgłoszeń na przestrzeni tych lat miało miejsce. Generalnie odbywało się to zazwyczaj zawsze w ten sam sposób. Mieszkaniec czy mieszkańcy dzwonią na 112 na numer alarmowy. Są powiadomiane Straż Pożarna, jest powiadomiana Policja, jest powiadomiane Centrum Zarządzenia Kryzysowego przy Burmistrzu Miasta Uława. Przyjeżdżają te służby na miejsce. Na sygnale zazwyczaj Straż Pożarna przyjeżdża. Ten wyciek ustaje, no bo jak Straż Pożarna przyjeżdża na sygnale, no to ten truciciel, że tak powiem, bo tak go trzeba nazywać, zamyka ten wylot, ten wypływ. Straż Pożarna przyjeżdża, stwierdza, że nie ma zagrożenia dla życia i zdrowia, bo Straż Pożarna jest tylko wyposażona w takie czujniki, mierniki, które badają bezpośrednie zagrożenie w danym momencie dla życia i zdrowia. Wyklucza takie zagrożenie. Notatka potem z tego jest przekazywana właśnie do wszystkich służb, między innymi do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska Dowód Polskich. No i wszyscy mówią, no przecież nic się nie działo. Również Pan Burmistrz niejednokrotnie na sesji, nawet tutaj, kiedy Komendant Straży Pożarnej się wypowiadał, że nie było bezpośredniego zagrożenia dla życia i zdrowia. Pan Burmistrz powiedział wtedy, proszę to podkreślić, proszę to powiedzieć jeszcze głośno, czyli jest to niegrożenie do życia i zdrowia, tak cytuję Pana Burmistrza. No i tak to przez 10 lat niestety trwa. Taki dzień i tutaj przytoczę, ponieważ ja zaangażowałem się w to bardzo mocno i regularnie sprawdzam, bo kreatywność prezesa tej firmy naprawdę nieraz, jestem pełen podziwy dla tego Pana, bo jak w jednym miejscu gdzieś tam wiemy, że jest obserwowany, to potrafi za tydzień 200 metrów dalej znaleźć jakiś inny wylot i tam to odprowadzać. 5 marca dokładnie taka data odchwiła mi w głowie. Proszę sobie wyobrazić, że znalazłem wąs strażacki pod ciśnieniem wyprowadzony z tego zakładu, ukryty w krzakach, zakotwiczony, wywieziony łódką na środek tego kanału, którym spuszczał te odpady do tego kanału rzeki Odry, do tego samego kanału, z którego wyłowiono 31 lipca właśnie ponad 3 tony śniętych ryb. Zadzwoniliśmy znowu na 112, no wiadomo straż pożarna na sygnale, teraz bym to zrobił inaczej, no ale wiadomo, że też człowiek jest mądry po szkodzie. Przyjechała straż pożarna, wyciekł ustał, ci pracownicy tłumaczyli się, że oni tą wodę pobierali, no natomiast strażak od razu tutaj powiedział, że tym wężom się nie da pobierać wody, że na pewno wypuszczali, zresztą na końcu tego węża było widać białą substancję, co potwierdza, że był to odpad pocelulozowy. No i niestety policja przyjechała na miejsce, nie zabezpieczono w ogóle tych węży, to co dla nas tutaj, dla członków naszego stowarzyszenia jest no niepojętne, bo to był, to był dowód popłynienia przestępstwa tak naprawdę, czarno na białym wszystko było. Do dzisiaj, do dzisiaj praktycznie sprawa się rozmyła, a było to, było bulwersujące, tak naprawdę to nie wiadomo ile ten wąż już tam leżał, mógł leżeć dwa miesiące nawet, to było, to było w marcu, czyli to było w tym roku przed, przed katastrofą. Ja jestem zdania, że tutaj pan poseł mówił, że pierwsze ryby pojawiły się w lipkach. Tak, one się pojawiły w lipkach, lipki są oddalone cztery kilometry od od oławy w górę rzeki. Ryba, co wiem, bo jestem wędkarzem, zresztą iściolodzy też to potwierdzają, ryba ucieka, nawet pod prąd potrafi przepłynąć kilka kilometrów i ja sobie to tak tłumaczę, że w lipkach te ryby trochę czasu, HUBO. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak.