Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Maciej Lasek przypomina ustalenia komisji i obala kłamstwa

Maciej Lasek przypomina ustalenia komisji i obala kłamstwa

Maciej Lasek, były przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, przedstawił ustalenia komisji Millera i obalił kłamstwa powstałe wokół katastrofy. Zajął stanowisko, że przyczyną były błędy systemowe, niewłaściwe szkolenie i zejście poniżej minimalnej wysokości, a nie wybuch.

Skład i doświadczenie komisji


W skład Komisji Millera weszło 34 ekspertów: ośmiu pilotów wojskowych i cywilnych (w tym dwóch z uprawnieniami do Tu-154), trzech prawników lotniczych, 18 inżynierów (w tym technik pokładowy z ponad 4 tys. godz.), dwóch meteorologów, dwóch specjalistów medycyny lotniczej i specjalista ruchu lotniczego. Członkowie reprezentowali Inspektorat MON, Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych, zespoły bezpieczeństwa linii lotniczych oraz biegłych prokuratury i łącznie badali ponad 300 wypadków.

Podstawowe ustalenia śledztwa


Po 15 miesiącach komisja ustaliła przebieg i przyczyny wypadku oraz przygotowała raport i zalecenia profilaktyczne. Raport i dokumenty były publicznie dostępne do listopada 2015 r., po czym decyzją premiera strony zostały zamknięte. Pod raportem podpisało się wszystkich 34 członków komisji, w przeciwieństwie do podkomisji, której prace krytykował mówca.

Przyczyny i przebieg wypadku


Komisja stwierdziła poważne braki w szkoleniu w 36. Pułku Lotnictwa Transportowego - szkolenie prowadzone w pośpiechu i niezgodnie z przepisami, brak kontroli techniki pilotowania, brak treningów na symulatorach od kwietnia 2007 r. Tylko jeden z czterech członków załogi miał ważne uprawnienia; dowódca ostatni raz wykonywał takie podejście pięć lat wcześniej na innym typie samolotu. Stwierdzono zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, nadmierną prędkość opadania, brak wzrokowego kontaktu z ziemią, opóźnione odejście na drugi krąg, brak reakcji na komendy pull-up przez 7 sekund i zderzenie z przeszkodami (przed brzozą samolot leciał na wysokości 6,2 m). Nie znaleziono dowodów na wybuch.

Zalecenia profilaktyczne


Komisja wydała 45 zaleceń profilaktycznych, z czego 44 skierowano do różnych organów w Polsce. Te rekomendacje stanowiły podstawę dla późniejszych działań naprawczych prowadzonych przez ministra odpowiedzialnego za lotnictwo.

Kłamstwa i dezinformacja


Mówca wskazał na „olbrzymią listę kłamstw” powstałych wokół katastrofy i przypisał ich twórcę jednemu z polityków wymienionemu w wystąpieniu. Podkreślił, że wiele fałszywych narracji kontrastuje z ustaleniami komisji Millera i publicznymi dokumentami, które były dotąd dostępne.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Proszę teraz o głos Macieja Laska, który był przewodniczącym Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Bardzo proszę o przedstawienie faktów przeciwko kłamstwom, z którymi żyjemy od 10 lat. Działa. Bardzo dziękuję. Szanowni Państwo, widzieliśmy przed chwilą siedem takich głównych momentów, kiedy można było uniknąć tej katastrofy. Ja bym chciał przypomnieć pewne aspekty związane z badaniem, ponieważ tak jak tutaj wspomniała Pani Przewodnicząca, ten wypadek był badany przez specjalistów i chciałem przypomnieć, co to byli za specjaliści. W skład Komisji Millera weszło ośmiu pilotów wojskowych i cywilnych, w tym dwóch, którzy mieli uprawnienia do wykonywania lotów na Tu-154. Trzech prawników specjalizujących się w prawie lotniczym. 18 inżynierów lotniczych, w tym jeden inżynier pokładowy ze Tu-154 z ponad 4 tysiącami godzin doświadczenia lotniczego na tym typie. Dwóch meteorologów lotniczych, dwóch specjalistów z zakresu medycyny lotniczej i jeden od ruchu lotniczego. To byli członkowie Inspektoratu MON do spraw bezpieczeństwa lotu, Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, zespołów bezpieczeństwa lotów z linii lotniczej. Również biegli prokuratury. W sumie zbadali ponad 300 wypadków lotniczych, samolotów wojskowych i cywilnych. Takie było doświadczenie tych 34 osób, które zostały powołane do zbadania tej katastrofy. Po 15 miesiącach ustalono i przebieg, i przyczyny wypadku oraz zaproponowano zalecenia profilaktyczne. Raport i wszystkie inne dokumenty, które przy tym powstały, zostały upublicznione i można je było do listopada 2015 roku pobrać z oficjalnych rządowych stron, z fakty smoleńsk.gov.pl i komisja smoleńsk.gov.pl. Niestety w 2015 roku w listopadzie decyzją pani premier Szydło, obydwie strony zostały zamknięte i dzisiaj można te informacje pobrać jedynie z stron prowadzonych przez internautów. Jedna rzecz też istotna. Pod tym raportem podpisali się wszyscy członkowie komisji Millera. Nie wiem, czy państwo pamiętacie, ale pan poseł Antoni Macierewicz nie przedstawił żadnego dokumentu, pod którym podpisaliby się wszyscy członkowie jego podkomisji. Jakie były podstawowe ustalenia? Przede wszystkim to, że w 36. Pułku prowadzono szkolenie w pośpiechu i niezgodnie z przepisami. Piloci nie wykonywali lotów treningowych. Źle przedłużano uprawnienia do podejść w różnych warunkach atmosferycznych i według różnych systemów. Nie przeprowadzono kontroli techniki pilotowania. Nie można było od kwietnia 2007 roku wykonywać lotów treningów na symulatorach. Jak ważne są to treningi, to wszyscy piloci wiedzą, że w momencie, w którym dochodzi do trudnej sytuacji, pilot wie jak postąpić. W sytuacji szkolenia na symulatorze może się bezkarnie kilkanaście, kilkadziesiąt razy rozbić, żeby ten jeden raz w rzeczywistych warunkach zrobić to dobrze. No i niestety nie wyciągnięto wniosków i nie wprowadzono zaleceń profilaktycznych po katastrofie samolotu Kasa z 2008 roku. Te wypadki były po względem przyczyn bliźniaczo podobne. Co do tego jeszcze można było dodać, tylko tak jak wspomniano w filmie, tylko jeden z czterech członków załogi miał ważne uprawnienia. Był to technik pokładowy. Ale najbardziej istotne jest to, że dowódca samolotu ostatni raz takie podejście według takiego systemu, jaki był w Smoleńsku, wykonał pięć lat wcześniej, na zupełnie innym typie samolotu. Przepisy wojskowe wymagają bardzo wyraźnie, żeby mieć ważne uprawnienia, żeby potrafić to zrobić. Co cztery miesiące na typie, na którym się lata, trzeba wykonać próbne podejście w symulowanych lub rzeczywistych warunkach minimalnych. Tu pięć lat wcześniej. To jest tak, jakbyśmy kierowcy, który jeździł kiedyś tirem, przez pięć lat nie jeździ, tylko jeździ małym samochodem, kazali mu z powrotem wejść do tej ciężarówki i jechać w Alpy i najlepiej jeszcze z ciężarówką pełną chemikaliów. To się po prostu nie uda. Dlaczego do tego doszło? Musimy pamiętać, że nie mówimy o winie pilotów. Mówimy o błędach całego systemu. Błędach systemu związanego ze szkoleniem w 36. Pułku Lotnictwa Transportowego, ale również z błędami nadzoru. Trzy kontrole, które od 2009 roku były przeprowadzone w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego, nie wykryły żadnych błędów, mimo że ostatnia była wykonana trzy miesiące przed wypadkiem. A wszystkie błędy, które stwierdziła Komisja Millera, były bardzo łatwe do identyfikacji. Co jeszcze a propos ustaleń Komisji? To, co Państwo widzieliście, pięć razy gorsze warunki w Smoleńsku od wymaganych. Załoga była ostrzeżona, że nie ma warunków do lądowania. 100 metrów, tą bezpieczną wysokość samolot przekroczył w dół, ponad 2 kilometry od progu pasa. Przez 7 sekund załoga nie reagowała na komendy pull-up, a odchodzimy było wykonane zdecydowanie za późno. Czyli decyzja o odejściu na drugi krąg. Bardzo nisko. Przed brzozą samolot leciał na wysokości 6,2 metra. Do zderzenia z przeszkodami był sprawny. Nie ma żadnych dowodów na to, że do katastrofy doszło w wyniku wybuchu. Do tego jeszcze wrócę w dalszej części. Przyczyna wypadku. Każdy z Państwa to pewnie wielokrotnie już czytał, ale warto przypomnieć, że to było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania przy nadmiernej prędkości opadania samolotów warunków atmosferycznych, uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią i spóźnione odejście na drugi krąg. Doprowadziło to do zderzenia z przeszkodami terenowymi. Proszę Państwa, bezprezydentowa liczba zaleceń profilaktycznych. Żeby naprawić system, który doprowadził do tak wielkiej tragedii, do tragedii, z której nawet z wcześniejszych wypadków nie wyciągano wniosków, komisja wydała 45 zaleceń profilaktycznych, z czym 44 do różnych organów w Polsce. Te zalecenia były podstawą później do prowadzenia działań naprawczych tutaj przez pana ministra Czesława Mroczka. A co mamy z drugiej strony? Z drugiej strony mamy olbrzymią listę kłamstw moleńskich. Tu jest tylko wybrana lista. To są kłamstwa, których twórcą i mecenasem jest pan Antoni Macierewicz. Już praktycznie od samego początku, po katastrofie, a w zasadzie opublikowania przez komisję Millera raportu, były sączone do opinii publicznej różnego rodzaju niesprawdzone informacje, na które nie ma żadnego dowodu. Między innymi, czy Polska oddała śledztwo Rosji, czy polscy specjaliści nie badali katastrofy. Proszę państwa, bardzo łatwo można to wszystko oczywiście obalić, ale trzeba to powtarzać. Polska nie oddała śledztwa. Polska podjęła i prowadziła przez 15 miesięcy badanie w wypadku w oparciu o polskie prawo i porozumienie między Polską a Federacją Rosyjską z 1993 roku. I to badanie zostało zakończone w lipcu 2011 roku i w zasadzie nawet z tego, na tej samej podstawie, Antoni Macierewicz wznowił badanie i powołał pod komisję. W związku z tym nie jest prawdą, że badanie zostało oddane. Tak samo polska prokuratura wojskowa tego samego dnia, kiedy doszło do katastrofy, podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa, a to śledztwo jest dzisiaj kontynuowane przez zespół prokuratorów prokuratury krajowej. W związku z czym nie można mówić o oddaniu śledztwa w tej sprawie. Kto badał tą katastrofę? 18 członków, 34 członków komisji Jerzego Millera było w Smoleńsku. Polscy specjaliści byli w Moskwie, to oni otwierali czarne skrzynki, to oni odczytywali dane, to oni prowadzili pierwsze analizy. Polski specjalista był w Stanach Zjednoczonych, asystował amerykańskiemu producentowi urządzeń TAFS i FMS w odczycie danych. Jeszcze po zakończeniu, już po zakończeniu pracy w Smoleńsku członkowie komisji Jerzego Millera dziesięciokrotnie wyjeżdżali do Moskwy w celu uzupełnienia informacji. Tu znane zdjęcie członków komisji Millera. Przypominam, że nikt z członków podkomisji do dzisiaj nie był w Smoleńsku, ani w Moskwie. Co to jest dokument komisji Millera? 1668 stron upublicznionych, opartych na własnych badaniach. Również zrobiliśmy uwagi do raportu MAC. 148 stron, 165 uwag. Nie można mówić, że raport Millera jest powtórzeniem raportu MAC, bo te dokumenty są po prostu różne. Wystarczy je przeczytać. Różnią się pod względem okoliczności. Tylko my wskazaliśmy błędy w przygotowaniu rosyjskiego lotniska i błędy w wyszkoleniu i w działaniu rosyjskich kontrolerów. A ustalenia komisji Millera są zdecydowanie bardziej szczegółowe niż ustalenia komisji MAC. Usłyszałem też wielokrotnie ze strony niektórych członków podkomisji Antoniego Macierewicza, że piloci mieli prawo zignorować komendy PULAP. W żadnym wypadku nie wolno tego robić. Co mówią procedury? Procedury są tutaj bezwzględne. Jeżeli dochodzi przy zniżaniu, to jest fragment dokumentacji do tego urządzenia, które było zamontowane w Tupolewie. Jeżeli dochodzi do sytuacji, że generowana jest komenda PULAP, natychmiast trzeba odejść na drugi krąg. Potem można myśleć, co się dzieje. Tutaj przez 7 sekund załoga nie reagowała na komendę PULAP. To jest wieczność. Proszę sobie przećwiczyć, ile to jest 7 sekund, ile czasu to trwa. Czy mieli prawo zejść poniżej wysokości minimalnej? Minimalna wysokość w Smoleńsku to było 100 metrów. A podstawa chmurła poniżej, mocno poniżej 50 metrów. Regulamin lotów, polski dokument, podstawowy dokument wykonywania lotów w lotnictwie wojskowym. Wyraźnie mówi, że załodze nie wolno było nawet ani jeden metr zejść niżej niż 100 metrów. A jak nisko zeszli? Tak jak mówiłem, w ostatniej fazie lotu lecieli nawet 6,2 metrów nad poziomem lotniska. A decyzję o tym, żeby odejść na drugi krąg, podjęto dopiero na wysokości 39 metrów nad poziomem pasa. To jest zdecydowanie za późno. I to było właśnie jedną z kolejnych przyczyn, dla której doszło do wypadku. Proszę Państwa, czy przyczyną wypadku był wybuch? Zarówno raport Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii, jak i biegłych Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji wykluczyły wybuch. Nie stwierdzono materiałów wybuchowych, produktów ich przemiany, ani śladów na wraku wskazujących na wybuch. Czarne skrzynki nie zarejestrowały żadnej eksplozji. Mimo, że taka eksplozja zawsze jest rejestrowana, to udowodnili kiedyś przy jednym z badań Amerykanie. Świadkowie oczekujący na miejscu wypadku nie słyszeli żadnych odgłosów mogących sugerować, czy wskazywać na wybuch. Obrażenia ofiar są charakterystyczne dla tego typu katastrof, a szczątki samolotu rozrzucone są na niewielkiej przestrzeni. To są fakty, które mocno niewygodne fakty dla pana Antoniego Macierewicza, bo nie może ich w żaden sposób podważyć. Proszę Państwa, miejsce katastrofy. Czy tak wygląda miejsce? Pan Antoni Macierewicz często twierdził, że tak duże rozczłonkowanie samolotu jest charakterystyczne dla wybuchu. Proszę Państwa, ten wypadek następny, który się wydarzył miesiąc później, ma jeszcze więcej szczątków, a było to zwykłe zderzenie z ziemią. W trakcie podejścia do lądowania bardzo podobny wypadek do tego, który wydarzył się w Smoleńsku. I kończąc, to jest informacja prokuratury wojskowej jeszcze z 2014 roku, która również nie uznaje teorii, że duża liczba szczątków może wskazywać na wybuch czy zamach. Ale co na to podkomisja? No proszę Państwa, co na to podkomisja robi tak zwane rekonstrukcje na karteczkach papieru. To jest fragment stopklatka z jednego z filmów podkomisji, gdzie Frank Taylor twierdzi, że nie ma najmniejszych wątpliwości, że wystąpiły tu eksplozje w tych miejscach. Proszę zwrócić uwagę, po prawej stronie na tym zdjęciu są fragmenty papieru, które mają imitować szczątki tego samolotu. Szczątki, których nie badała podkomisja, bo wiedzę o nich mają tylko ze zdjęć, które wykonała komisja Millera i biegli prokuratury. Oraz po lewej stronie jest tak zwana rekonstrukcja trójwymiarowa. Nie chciałbym tego bardziej rozwijać, ale to są znowu karteczki papieru zawieszone na nitkach. Na pewno nie wygląda to jak nowoczesny sposób badania wypadków lotniczych. Co robi podkomisja? Odpowiada na pytania internautów, że wybuch się nie nagrał, bo nie zdążył, że okna są mocniejsze od drzwi i dlatego nie wypadły, bo są na gumowych uszczelkach. Takie rzeczy mogliśmy usłyszeć na różnego rodzaju, jeszcze na samym początku działania podkomisji, konferencjach, bo dzisiaj praktycznie konferencja, podkomisja praktycznie nie działa. Nie słychać o żadnych ich działaniach. Jaki jest ich dorobek? Przez cztery lata członkowie podkomisji nie byli w Smoleńsku, żeby wykonać własne oględziny w Raku, kopie zapisów rejestratorów. Prokuratura, przypominam, to zrobiła. Niczego nie udowodnili, wydali za to duże środki publiczne. Wysadzili garaż, blaszany, który nic nie ma wspólnego z samolotem. Zmanipulowali wyniki przeprowadzone przez Wojskową Akademię Techniczną. W związku z tym dzisiaj mówienie o jakichkolwiek innych ekspertyzach już jest obarczone dużym prawdopodobieństwem, że nie zostaną one przedstawione rzetelnie. Ale co najważniejszego zrobili? Popsuli sprawnego drugiego Tupolewa. To jest fragment jednego z opiniotwórczych portali prawicowych i przedstawiono na nim to, co się stało z drugim Tupolewem. Jak Państwo widzicie, to co jest na tym zdjęciu nie przypomina absolutnie warsztatu lotniczego i działań profesjonalistów. Ale istotne jest jeszcze to, że samolot miał być przywrócony po skanowaniu do stanu pierwotnego. Natomiast w kolejnych miesiącach zaczęto go bezpowrotnie niszczyć. Wycięto fragmenty konstrukcji piłką, a części i blachy, skrawki blachy walały się po podłodze. To jest działanie totalnych amatorów. W podkomisji pana Antoniego Macierewicza nie ma nikogo, kto się zna na badaniu wypadków lotniczych. Nie ma nikogo z doświadczeniem, z osób, które kiedykolwiek były członkami takiej komisji. Dość powiedzieć, że specjalistą od działania pilotów został wyznaczony architekt z bez żadnego doświadczenia lotniczego, od konstrukcji lotniczych specjalista, od betonu, od masywnych konstrukcji betonowych. To naprawdę urąga pamięci i godności ofiar, które zginęły w tej katastrofie. I jako podsumowanie, dostęp do miejsca wypadków, raku oraz czarny skrzynek, proszę państwa. Członkowie komisji Millera, prokuratorzy wojskowy i biegli, archeolodzy nawet i ustalenia tych zespołów są zbieżne. A po 48 miesiącach działania podkomisji Antoniego Macierewicza i 10 latach od katastrofy, nikt z członków tej podkomisji nie był w Smoleńsku, nie miał dostępu do wraku i do czarnych skrzynek. Dziękuję bardzo.