Jan Grabiec zapowiada akcję Stop zamachowi na edukację
Jan Grabiec zapowiedział akcję Stop zamachowi na edukację i konferencję 20 stycznia w sali kolumnowej Sejmu. Skrytykował propozycję likwidacji gimnazjów i ostrzegł, że koszty reformy spadną na samorządy i rodziców.
Jan Grabiec poinformował, że Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska organizuje konferencję 20 stycznia w sali kolumnowej Sejmu. Zaproszeni są dyrektorzy i nauczyciele gimnazjów, rodzice oraz samorządy; na stronie zamachnaedukacje.pl można się zarejestrować.
Grabiec zwrócił uwagę, że zmiana dotycząca likwidacji gimnazjów może zostać wprowadzona nagle projektem poselskim bez oceny skutków regulacji i bez konsultacji społecznych. W związku z tym politycy uznali za konieczne podjęcie inicjatywy informacyjno-dyskusyjnej.
Mówca podkreślił, że Ministerstwo Edukacji nie potrafi oszacować kosztów reformy dla samorządów. Wskazał na różnice w subwencjach dla sześciolatków w szkołach i przedszkolach, co przełoży się na konieczność dopłat przez samorządy i rodziców oraz ryzyko trudności ze znalezieniem pracy dla części nauczycieli.
Na stronie zamachnaedukacje.pl umieszczono ikonografiki prezentujące argumenty dotyczące "zamachu na gimnazja" i "zamachu na sześciolatki" oraz formularz zgłoszeniowy na konferencję. Działa też fanpage Zamach na Edukację na Facebooku, gdzie prowadzone są merytoryczne dyskusje.
Konferencja i zaproszenia
Jan Grabiec poinformował, że Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska organizuje konferencję 20 stycznia w sali kolumnowej Sejmu. Zaproszeni są dyrektorzy i nauczyciele gimnazjów, rodzice oraz samorządy; na stronie zamachnaedukacje.pl można się zarejestrować.
Procedura legislacyjna i krytyka braku konsultacji
Grabiec zwrócił uwagę, że zmiana dotycząca likwidacji gimnazjów może zostać wprowadzona nagle projektem poselskim bez oceny skutków regulacji i bez konsultacji społecznych. W związku z tym politycy uznali za konieczne podjęcie inicjatywy informacyjno-dyskusyjnej.
Skutki finansowe i kadrowe
Mówca podkreślił, że Ministerstwo Edukacji nie potrafi oszacować kosztów reformy dla samorządów. Wskazał na różnice w subwencjach dla sześciolatków w szkołach i przedszkolach, co przełoży się na konieczność dopłat przez samorządy i rodziców oraz ryzyko trudności ze znalezieniem pracy dla części nauczycieli.
Materiały informacyjne i platforma dyskusji
Na stronie zamachnaedukacje.pl umieszczono ikonografiki prezentujące argumenty dotyczące "zamachu na gimnazja" i "zamachu na sześciolatki" oraz formularz zgłoszeniowy na konferencję. Działa też fanpage Zamach na Edukację na Facebooku, gdzie prowadzone są merytoryczne dyskusje.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Jan Grabiec: Ostrzega przed podsłuchami w hotelach rządowych
Jan Grabiec ocenia spotkanie: brak przełomu w sprawie TK
Jan Grabiec: Lex Pilot upadł, rząd wycofuje kontrowersyjne zapisy
Jan Grabiec: Alarm o opłacie dla mediów po akcji 'Media bez wyboru'
Jan Grabiec: Zamach na samorządność i utrata 20% dochodów
Jan Grabiec ostro o projekcie ustawy wobec Trybunału Konstytucyjnego
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Transkrypcja
Przed nami zapowiadana przez PiS zmiana dotycząca likwidacji gimnazjów. Powiem tak, może być tak samo, to znaczy znowu może być tak, że pewnego dnia zostaniemy zaskoczeni projektem poselskim, znowu bez oceny skutu w regulacji, bez refleksji, bez konsultacji społecznych. W związku z tym postanowiliśmy wziąć sprawę w swoje ręce. Przygotowaliśmy, to jest początek naszej akcji Stop zamachowi na edukację. Zaczynamy konferencję 20 stycznia w sali kolumnowej Sejmu. Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska zaprasza wszystkich zainteresowanych tematyką likwidacji gimnazjów na tę konferencję. Szczególną uwagę tutaj i szczególne zaproszenie kierujemy zarówno do dyrektorów, jak i nauczycieli gimnazjów, do rodziców, którzy są zainteresowani tymi zmianami i oczywiście dla samorządów, które gdyby ta zmiana wyszła w życie będą miały bardzo, bardzo poważne kłopoty. Dokładnie tak jest, że skutki tych zmian zaproponowanych przez PiS będą, spadną na samorządy i spadną na rodziców. Już za kilka miesięcy we wrześniu okaże się, jakie będą realne skutki podniesienia wieku obowiązku szkolnego do 7 lat. Dzisiaj Ministerstwo Edukacji, a nie większość parlamentarna tak naprawdę nawet nie potrafi oszacować w przybliżeniu, jakie te skutki będą. A skutki będą bardzo konkretne w postaci zamieszania, w postaci trudności ze znalezieniem pracy dla nauczycieli. Część nauczycieli nauczania początkowego najprawdopodobniej straci pracę, a samorządy będą musiały więcej dołożyć do kosztów utrzymania edukacji. I to nawet dzisiaj, podczas dzisiejszej komisji związanej z budżetem, okazało się, że Ministerstwo Edukacji nie ma pojęcia, jakie będą koszty dla samorządów tej reformy już przyjętej przez Sejm, która jest obowiązującym prawem. Pani minister mówiła o tym, że przecież na dzieci, które są w szkole jest subwencja oświatowa. Podobnie jest dotacja na dzieci, które są w przedszkolach. Raczyła tylko nie zauważyć tego, że jeśli chodzi o subwencje na dzieci, które są w szkole, te same sześciolatki w szkole otrzymują z budżetu państwa kwotę ponad 5 tys. zł rocznie samorządy na utrzymanie tych dzieci w przedszkolach. Jeśli chodzi o dzieci, które są w przedszkolach, te same sześciolatki, dostają pięciokrotnie mniej samorządy na ich utrzymanie. Ktoś musi wyrównać tę kwotę i ta pozostała kwota, której będzie brakowało samorządom, będzie finansowana przez samorządy i przez rodziców. Inaczej tego sfinansować się nie da, a ustawa budżetowa nie zawiera żadnego bezpiecznika i żadnego wskazania źródła, jak samorządy mają to sfinansować. Ten przykład pokazuje, jak bardzo ważne dla samorządów są zmiany w oświacie, dlatego gorąco zachęcam wszystkich samorządowców, wszystkich wójtów, wszystkich przedstawicieli Komisji Oświaty, ale również zespołów zajmujących się oświatą do udziału w naszej konferencji 20 stycznia, podczas której będzie można wysłuchać ekspertów, ale również porozmawiać z ekspertami i na tej podstawie wyliczyć realne koszty dla każdej z gmin tych reform przygotowywanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Szanowni Państwo, przygotowaliśmy w tym celu stronę internetową, która nazywa się zamachnaedukację.pl. Chcieliśmy teraz ją Państwu przedstawić. Na niej znajduje się kilka kluczowych informacji. Po pierwsze, można się zgłosić na konferencję. Jakbym mogła Pani poprosić o włączenie przycisku zgłoszenie na konferencję. Przechodzimy na koniec strony internetowej i teraz bardzo proszę wypełnić formularz. Formularz wypełnia się bardzo szybko. Od razu osoby zostaną zgłoszone na konferencję. Bardzo prosiłabym o cofnięcie. Oprócz tego tylko zgłoszenie na konferencję. Również znajdują się poniżej ikonografiki, które zawierają argumenty, które są przedstawiane nie tylko przez Platformę Obywatelską, ale również przez środowiska zainteresowane reformami. Z jednej strony mamy zamach na sześciolatki, z drugiej strony zamach na gimnazja. Bardzo poprosiłabym dla przykładu zamach na gimnazja. I tutaj wszystkie ikonografiki. Proszę na dół. Również taka sama zakładka jest dla sześciolatków. Teraz proszę o cofnięcie. I również na stronie internetowej znajduje się platforma, na której można dyskutować. Ta platforma będzie na Facebooku. Założyliśmy fanpage'a, który działa już od tygodnia i muszę powiedzieć, że rzeczywiście odbywa tam się bardzo merytoryczna dyskusja. Także oprócz zapraszania na konferencję, również serdecznie zapraszamy do tego i zachęcamy, aby dyskutować na fanpage'u Zamach na Edukację. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję. Czy ktoś chce o coś zapytać? Zenon Nowak, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Ja mam takie pytanie do pani minister. Jak widzi pani rolę dobra dziecka, sześciolatka w szkole, już z bardziej dorosłymi dziećmi i przekłada pani tutaj problem zatrudnienia nauczycieli? Bo ja liczę najpierw na dobro dziecka. Oczywiście dobro dziecka jest najważniejsze. W 24 krajach Unii Europejskiej dzieci zaczynają naukę w wieku lat sześciu albo i wcześniej. W ponad 130 krajach świata dzieci zaczynają naukę w wieku lat sześciu albo i wcześniej. Tak naprawdę my nie jesteśmy wyspą, tylko jesteśmy uczestnikami zarówno Unii Europejskiej, rynku Unii Europejskiej, jak i rynku globalnego. Ci polscy profesorowie, którzy mają wykłady za granicą mówią tak. Kiedy mamy do czynienia ze studentami z różnych krajów, to wtedy, kiedy spotykamy się z polskimi uczniami, którzy zaczynali naukę rok później, to ten rok później widać. To znaczy, te polscy uczniowie mają ten rok w plecy, mówiąc kolokwialnie, w stosunku do swoich rówieśników z zachodu. Nie ma żadnych możliwości, że sześciolatki sobie w szkole radzą. Nie ma również żadnej wątpliwości właśnie, że z punktu widzenia dziecka. W zasadzie ta zmiana, żeby dzieci zaczynały edukację przedszkolną w wieku lat pięciu, a szkolną w wieku lat sześciu jest najważniejsza dla dzieci ze środowisk defaworyzowanych. Dlatego, że to jest pierwszy moment, w którym te dzieci spotykają się z edukacją. To jest trochę mniej ważne dla dzieci z takich zasobnych kulturowo i edukacyjnie środowisk, bo one i tak te bodźce edukacyjne mają w zasadzie od początku życia. Natomiast jeżeli mówimy o dzieciach ze środowisk trudnych, ze środowisk defaworyzowanych, to ten jeden rok jest naprawdę bezwzględnie ważny i naprawdę nie rozumiem, dlaczego PiS, który deklaruje o opiekę szczególnie nad tymi najmłodszymi, nie chce tego zauważyć. To jest nie tylko pierwszy moment dostępu tych dzieci do edukacji, ale to jest również pierwszy moment, w którym można zauważyć różne dysfunkcje tych dzieci i jakoś spróbować im pomóc. Bylibyśmy w innej sytuacji, gdybyśmy w tej chwili powiedzieli ok, przestawiamy z siedmiu lat na sześć, ale sześciolatki są w polskiej szkole od dawna. Pierwsze sześciolatki, które zaczęły szkołę wieku lat sześciu wtedy, kiedy Platforma pozwoliła na tę dowolność już szkołę podstawową skończyły, to oczywiście nie była duża grupa, natomiast okazało się, że te sześciolatki poradziły sobie lepiej z egzaminem szóstoklasisty niż siedmiolatki, więc oczywiście szanując sytuacje, w których dziecko z różnych powodów powinno pójść do szkoły później, bo zawsze będziemy mieli taką grupę dzieci, która z różnych powodów powinna tę edukację rozpocząć później. Jeżeli patrzymy na cały system, jeżeli patrzymy rocznikowo na dzieci, to zdecydowanie można powiedzieć, że sześciolatki są do szkoły gotowe. Oczywiście jest pytanie, czy szkoła jest gotowa na sześciolatki, ale jeżeli na coś położyłabym nacisk, to na to, żeby pomóc nauczycielom tak prowadzić lekcje, żeby to było jak najbardziej efektywne. Przejście ze świata przedszkola do świata szkoły nie musi być ostre, to nie musi być przejście z bezpieczeństwa i zabawy do takiego wielkiego rygoru szkolnego, to oczywiście zależy od nauczycieli. Jeżeli mamy nauczyciela, który sobie dobrze radzi, który potrafi pracować z dziećmi, biorąc również pod uwagę te kompetencje, które powinien je wyposażać, mając na myśli XXI wiek, to ten nauczyciel sobie poradzi i z grupą sześciolatków i siedmiolatków. Jeżeli mamy nauczyciela, który sobie nie radzi, to to, że dziecko później do szkoły, rok później naprawdę niczego nie zmieni. Więc ja mam takie przeświadczenie, że ta reforma sześciolatkowa, czy cofnięcie tej reformy, oczywiście spowoduje wiele bałaganu, wielkiego wysiłku, kosztów finansowych, ale tak naprawdę jest propozycją zupełnie obok tego, w czym się w edukacji trzeba zająć. Z punktu widzenia ucznia nie przyniesie to żadnej jakościowej zmiany. Po prostu dziecko pójdzie do szkoły rok później ze wszystkimi konsekwencjami na przykład dla dzieci z tych środowisk trudnych. Natomiast absolutnie nie spowoduje innego sposobu pracy z dzieckiem i tak dalej. Jeśli mogłabym jeszcze dodać tylko dwie rzeczy. Kiedy mówimy o sześciolatkach i o całej reformie, ja absolutnie zgadzam się z Panem, że dobro sześciolatków jest najważniejsze. I tutaj jak mają się czuć dzieci i jak powiedzieć dzieciom, że mają powtarzać jeszcze raz tą samą klasę w klasie pierwszej, również w klasie drugiej, co zaproponowało Prawo i Sprawiedliwość. Po drugie, jak ma się czuć dziecko, które będą łączone klasy. Dlatego, że tych dzieci w następnym roku będzie dwoje, troje w klasie. I nie będzie tworzonych nowych klas, tylko one będą łączone z ośmiolatkami. Więc tutaj przynajmniej w tych dwóch kwestiach dobro dziecka powinno być najważniejsze. Niestety zostało zapomniane. Jeszcze Pani Minister, bo Pani cały czas wszystko sprowadza do pieniędzy. A więź rodzinna dziecka, czyli sześciopięciolatka z rodzicami, ona jest już zerwana. W jakimś stopniu, kiedy dziecko... Zerwana, to znaczy, przepraszam, to znaczy rozumiem, że jeżeli dziecko jest w przedszkolu i spędza tam czas od godziny 8 do godziny 17, to więź nie jest zerwana. A wtedy, kiedy dziecko idzie do szkoły i spędza tam mniej czasu... Tak, ale ma inne obowiązki w przedszkolu, a inne obowiązki ma w szkole. Pani Agata, że znaczy, mówi Pan coś, czym ja się absolutnie nie jestem w stanie zgadzić. Znaczy, mówienie o tym, że pójście do szkoły jest zerwaniem więzi z dzieckiem, wydaje mi się absurdalne, mówiąc po prostu. Dlaczego? Może się Pani ze mną nie zgadzać, ale ja się z Panią całkowicie też nie zgadzam. Dlatego, proszę mi dojść do słowa, dlatego, że ja kiedyś akurat należałem do tego rocznika, że część z nas kończyła szkołę podstawową siedmioklasową, a część ośmioklasową. I nie było żadnego problemu później w życiu dorosłym. A dziecko pięcio-, sześcioletnie potrzebuje więcej kontaktu z rodzicami, natomiast nie potrzebuje, wchodząc do szkoły, ono ma już zupełnie inne obowiązki niż w przedszkolu. Panie redaktorze, to może ja troszkę z autopsji, bo tak się składa, że jestem rodzicem dziewczynki, która w tym roku kończy sześć lat dokładnie i stoję przed tym dylematem, który przed nami. Otóż, znaczy ja uważam, że to, co zaproponował PiS, to jest po prostu dramat dla tegorocznych sześciolatków. Bo wybór dla mojej córki jest taki, że albo zostanie na drugi rok w tej samym oddziale przedszkolnym, w którym będzie uczyła się od początku tego, co już umie. Dzisiaj całkiem nieźle liczy, dodaję, do dziesięciu. Czyta litery, potrafi je pisać, czy właściwie rysować, rozpoznaje litery, a zaczęłaby rok szkolny od września przyszłego roku ponownie od rysowania szlaczków, które są początkiem nauki czytania i pisania. Przez pierwsze dziesięć miesięcy miałaby to samo, co umie już od kilku miesięcy. To jest dramat dla tego dziecka, chyba, że pójdzie do pierwszej klasy jako sześciolatek. I co wtedy? W tej pierwszej klasie będzie się uczyła nie tylko z siedmiolatkami, albo być może z ośmiolatkami, bo takie są propozycje PiSu, żeby w momencie, w którym jest zbyt mało dzieci, żeby utworzyć pierwszą klasę, żeby łączyć tą pierwszą klasę z klasą drugą. Taka sytuacja jest przed moim dzieckiem. To jest naprawdę dramat sześciolatków i coś z tym trzeba zrobić. Do tego można również dodać wielki znak zapytania, jakie mają rodzice pięciolatków, czyli tych dzieci, rodzice dzieci pięcioletnich, czyli tych, które we wrześniu w starych regułach powinny wejść do edukacji przedszkolnej obowiązkowej, już w tej chwili muszą się zastanowić, czy to dziecko będzie szło do szkoły w wieku lat sześciu czy też siedmiu i w zależności od tego albo powinno być w grupie przedszkolnej z innymi dziećmi, które się przygotowują do szkoły, albo z dziećmi, które się do szkoły nie przygotowują. I teraz jest pytanie do przedszkoli, jak one to zorganizują. Czy jak będzie grupa, to pół tej grupy będzie się przygotowywało do szkoły, bo będą to dzieci, które będą chciały pójść do szkoły w wieku lat sześciu, a drugie pół się nie będzie przygotowywało do szkoły, tylko będzie stało w kącie. Albo te dzieci, które będą chciały pójść do szkoły, to będą z tymi sześciolatkami, które będą powtarzały ten sam rok. Naprawdę nie jest łatwo odwrócić pewien proces, który trwa im. Ja mam do tego projektu pisowskiego, do tej decyzji pisowskiej dwie uwagi, że po pierwsze samo cofnięcie uważam za coś niewłaściwego, ale przede wszystkim pośpiech w uchwaleniu tego prawa. To powinien być rządowy projekt i w czasie konsultacji społecznych powychodziłyby wszystkie wątpliwości. My jesteśmy po komisji sejmowej na temat budżetu. I PiS prezentuje myślenie życzeniowe. To znaczy cały czas nam mówi na wszystkie argumenty, które podajemy, to mówią będzie dobrze. Kiedy wiadomo, że trzeba brać pod uwagę różne sytuacje już w różnych miastach, czy w różnych wioskach. I jakby jest jasne, że niekoniecznie będzie dobrze. Warto jeszcze przypomnieć, że trzylatki nie będą miały miejsca w przedszkolach. I mówimy o dobru sześciolatków, ale również warto pomyśleć o tych trzylatkach, czterolatkach. Fizycznie one nie zmieszczą się do przedszkoli. Ale to może niech lepiej te trzylatki zostaną z rodzicami. Panie redaktorze, ale jest tak, że są rodzice, którzy pracują. W związku z tym ta opieka przedszkolna, szczególnie w dużych miastach jest potrzebna. I bardzo chciałabym, żebyśmy potrafili te decyzje zostawić rodzicom, a nie arbitralnie decydować o tym, które dzieci mają zostać z rodzicami, a które nie. Czy pan chce brać na siebie odpowiedzialność decydowania o tym, z kim powinien zostać trzylatek w domu? Dla mnie to zostawałby z moją żoną, a ja bym się starał zarabiać tyle, żeby, aż nie tyle, żeby żyć w wielkim luksusie. Ale mój ojciec pracował sam i za komuny zapełniał po prostu dwojgu synom i matce mojej jakieś na życie na poziomie. Panie redaktorze, z całym szacunkiem dla doświadczenia pana ojca z komuny, no trudno przekładać to na 38 milionów ludzi. Jeżeli myślimy o zmianach systemowych, to musimy brać pod uwagę zarówno to, że jesteśmy w XXI wieku, jak i to, że rynek pracy jest zupełnie inny, jak i to, że kobiety uzależniają decyzję o posiadaniu dziecka od dostępu do rynku pracy. I w związku z tym tamto doświadczenie na pewno cenne, ale ono nijak nie przestaje, jak rozmawiamy o rozwiązaniach systemowych, to nie możemy się zatrzymywać na jednym ojcu, który utrzymywał samolot. Natomiast ja mam jeszcze dla pana taką uwagę. Mój syn w wieku pięciu lat nauczył się pisać i czytać bardzo płynnie. I co? I później poszedł do szkoły, najpierw do przedszkola, do zerówki, a następnie do szkoły. Nic się naprawdę nie stało. Nie nudził się w przedszkolu? Proszę? Nie nudził się w zerówce przez cały rok? Czy nudził się? No może się nudził, no ale... Wie pan dobrze, że to jest najbardziej taki twórczy okres w życiu dziecka, ten wiek, czterech, pięciu, sześciu lat. Ale nie każde dziecko jest jeszcze zdolne psychicznie do tego. Do czego? Właśnie do tego, żeby się uczyć już na takich obrotach. To mu w dorosłym życiu naprawdę nie wpłynie na jego rozwój. To jest właśnie bardzo istotne, że w tej reformie sześciolatków wprowadzonej w poprzedniej kadencji, w poprzednich kadencjach, Ministerstwo Edukacji brało pod uwagę to, jakie są potrzeby percepcyjne dzieci i program był dostosowany do tych nowych sześciolatków, które są pierwszakami. Dzisiejsza zmiana zmienia tylko wiek obowiązku szkolnego, nie zmieniając żaden sposób programu. To znaczy, że siedmiolatki będą uczyć się tego, co było dostosowane do poziomu edukacyjnego możliwości percepcyjnych sześciolatków. Na tym polega problem, że nasza zmiana systemowa, wprowadzana przez wiele lat, obserwował pan to zapewne, to kosztowało sporo kosztów społecznych, bo trzeba było tę zmianę w trakcie cały czas uzasadniać. Była przygotowana kompleksowo, a ta zmiana dotyczy tylko tak naprawdę wieku dziecka, zostawiając wszystkie problemy rodzicom i zostawiając dzieci z ich problemami. Ale rodzice rozwiązują problemy dziecka, a nie instytucje. Dobrze, ale rodzice rozwiązują problemy dziecka sześcioletniego, siedmioletniego, ośmioletniego. Przypomina mi się sytuacja, gdzieś usłyszałam w jednej z audycji, że w okresie międzywojennym, wtedy kiedy wprowadzano obowiązek szkolny, budziło to bardzo wielki opór. I naprawdę w pierwszym roku wprowadzenia obowiązku szkolnego tylko 40% dzieci poszło do szkoły. Potrzeba było 10 lat, żeby zdecydowana większość polskich dzieci do tej szkoły poszła. Argumenty były identyczne. To znaczy, że to jest ingerencja w rodzinę, że rodzice wiedzą lepiej. To jest ingerencja w rodzinę. No to rozumiem, że Pan ma postura, żeby w ogóle do obowiązku szkolnego odejść. No to muszę przekonać, że Pan może szansę na kolejne pytanie. Nie, ale ja jestem wyedukowanym mężczyzną i oczywiście swoje dzieci kształciłem i nie wyobrażam sobie, żeby były niedokształcone. Natomiast, wie Pani, jest taka po prostu granica, gdzie więź dziecka z rodzicami jest bardzo istotna, a nie, że będzie później kształtować to jakaś Pani w szkole czy przedszkolu jego osobowość. I z tym się nie zgodzam. Bo każde dziecko ma ojca i matkę i w tym pierwszym rozwoju dziecka potrzebne jest zarówno ojciec, jak i matka. Pełna zgoda. Jest potrzebny ojciec i matka, natomiast potrzebne są również przedszkola i szkoły. Ja mam pytanie do Pani Minister, czy Państwo w ogóle wiecie, co znaczy słowo integracja dziecięca? Mam na myśli, wyjaśnię, mam na myśli tutaj dzieci, powiedzmy z pierwszej klasy szkoły podstawowej. Wiadomo, że polskie szkolnictwo nie jest, nie ma takiego luksusu, że te dzieci będą cały czas kończyły, powiedzmy do matury, prawda, będą razem. Wiadomo, że idą do gimnazjum, jest inne towarzystwo, idą do liceum, jest inne towarzystwo. To jest bardzo złe. Ja mam syna i widzę, co się dzieje w tych szkołach. To jest bardzo złe. Po prostu Platforma nie wiedziała, co czyni, krzywdząc rodziców, rodziców na zamówienie politycznym. Ale by Pana propozycja jest jadna, żeby było 12 lat tej samej szkoły, tak? Proszę? Żeby było 12 lat tej samej szkoły? Nie, nie, ponieważ szkoła podstawowa była do szkoły, gimnazjum, do innego, na inną ulicę. Już te dzieci się rozeszły, z gimnazjum do liceum, znów się te dzieci rozchodzą i znów jest coś innego. Ale tak, po pierwsze reforma wprowadzająca gimnazja była w 1999 roku. Nie było wtedy ani Platformy Obywatelskiej, ani PiSu. Natomiast członkowie tamtego AWS-u, łącznie z Jarosławem Karczyńskim głosowali za wprowadzeniem gimnazjów. Więc proszę tutaj nie wracać i nie przypisywać wszystkiego Platformy. Powiem Panu tak, systemy europejskie są różne. Na przykład zarówno Niemcy, jak i Austriacy bardzo nam zazdroszczą tego, że my co prawda mamy 6 lat szkoły podstawowej plus 3 gimnazjum, ale to tworzy sytuację, w której mamy 9 lat kształcenia ogólnego. Okazuje się, że to 9 lat wspólne dla wszystkich dzieci powoduje, że nie mamy problemu właściwego wielu innym krajom. To znaczy nam dzieci nie znikają z systemu edukacji przed 18 rokiem życia. Okazuje się to bardzo ważne, dlatego że grupa zawsze ciągnie, poszczególne dziecko ciągnie najsłabszego. I u nas z systemu edukacji wypada kilka procent dzieci, 3-4 procent dzieci. W Austrii to jest znacznie większa liczba, bo zarówno w Austrii, jak i w Niemczech ten podział na różne grupy dzieci, w zależności od tego, jak one się będą kształcić, jest znacznie wcześniej. I oczywiście bylibyśmy w innej sytuacji, gdybyśmy dzisiaj mieli 8 plus 4 i zastanawiali się, czy coś z tym zrobić. Ale mamy sytuację, gdzie mamy 6 plus 3 plus 3. I proszę sobie wyobrazić, co się będzie działo w momencie, w którym rząd powie ok, wracamy do tego, co było. To oznacza po pierwsze, napisanie nowych podstaw programowych do wszystkich przedmiotów, do wszystkich kolejnych klas. Jak się napisze te podstawy programowe, co trwa kilka lat. Ta podstawa programowa, na której pracują dzisiaj szkoły, to jest podstawa, do której dał impuls minister PiSu w 2005 roku. Minister Platformy przejął tę pracę i po kilku latach mieliśmy podstawę programową. Tego się nie da zrobić na kolanie. Jak już zostanie wprowadzona ta zmiana programowa do wszystkich przedmiotów, do wszystkich roczników, to potem trzeba napisać do tego podręczniki. Ponieważ podręcznik to jest taka książka, która jest zgodna z podstawą programową i jest zatwierdzona przez MEN. I dopiero jak to wszystko się wydarzy, to można ustalić punkt startu. Czyli, że ten rocznik już będzie szedł z tą nową podstawą. Rozmawiamy o wielu, wielu latach. I teraz pism mówi tak. My chcemy zlikwidować gimnazja, dlatego, że w gimnazjach jest przemoc. Otóż tak. Wszystkie badania pokazują, że z przemocą mamy najczęściej do czynienia w szkole podstawowej. Tej przemocy jest tam więcej. I oczywiście jest pytanie, jak sobie z nią radzić. My, jeszcze ja jako minister edukacji, zawarłam umowę z fundacją Dzieci Niczyje, czyli z fundacją, która na sprawach przemocy wobec dzieci się dobrze zna. I stworzyliśmy infolinię. Po to, żeby konkretny nauczyciel, konkretny rodzin, czy konkretne dziecko w konkretnej sytuacji, mogło uzyskać konkretną pomoc. Dlatego, że zawsze mamy do czynienia z konkretną sytuacją w konkretnym miejscu. I to oczywiście jest znacznie mniej spektakularne. Pewnie Państwo nawet do tej infolinii nie wiecie, jeżeli takich kłopotów nie mieliście. Ale to ma sens. W gimnazjum przemoc oczywiście też ma miejsce. Już jest jej mniej. Jeżeli występuje, to jest bardziej powtarzalna. To jest fakt. I w liceum, czy w ponad gimnazjalnych szkołach z tym problemem nie mamy już później kłopotu. Więc jeśli się na czymś skupić, to na tym, żeby wesprzeć zarówno dzieci, czy tam tę młodzież, jak i nauczycieli gimnazjalnych. Jest naprawdę, w edukacji naprawdę trzeba zrobić bardzo wiele rzeczy. Zawsze trzeba będzie, no bo jak świat idzie do przodu, to trzeba za nim podążać. Ale oczywiście znacznie łatwiej w takim politycznym sensie skupić się na spektakularnej zmianie. O, tam za mnie było 8 plus 4, niech tak będzie. Kiedy byliśmy młodzi, piękni, no to wtedy było 8 plus 4 i wszyscy żyjemy. Ale jak jest się odpowiedzialnym za system, to trzeba sobie zdawać sprawę ze wszystkich tego konsekwencji. W związku z tym my uważamy, już nie mówiąc o różnych innych turbulencjach, które to powoduje. Bo oczywiście w dużych miastach, gdzie ta różnorodność gimnazjów jest duża, rzeczywiście część dzieci przynajmniej się gdzieś rozchodzi po całym mieście i trafia w inne środowiska. W środowiskach małych bardzo często, panowie, macie sytuację, w której jest szkoła, w tym samym budynku jest gimnazjum, albo to jest przedzielone klatką schodową, albo jest oddzielne. Nie ma czegoś takiego, bardzo mało tego jest. I są, tak jest, jest, właśnie jest sporo. Ale, ale, dobra, ale to w takim razie jeszcze inaczej. Nawet w Warszawie, mam trójkę dzieci, wszystkie przechodziły te kolejne etapy edukacji. Jako sześciolatek? Akurat moje trzecie dziecko to było pierwszym rocznikiem, który poszedł jako, to był ten pierwszy rocznik, który mógł puść i on wtedy poszedł. I właśnie tę szkołę podstawową skończył, jest w gimnazjum. Ale nawet w dużej Warszawie, gdzie propozycja gimnazjów jest bardzo szeroka i tak zdecydowana większość klasy przechodzi do tego gimnazjum. Ale okej, są sytuacje, kiedy tak się nie dzieje. Tylko, że powrót do, proszę sobie wyobrazić sytuację, w której 70 parę procent szkół, to są szkoły, które pracują tylko na jedną zmianę. I pewnie tam dołożenie kolejnych dwóch roczników dzieci mogłoby nie być kłopotem dużym. Najwyżej ta szkoła zaczęłaby pracować na dwie zmiany. W dużym mieście, w Warszawie, gdzie dzisiaj szkoły pracują na dwie zmiany, dołożenie dwóch roczników dzieci do tej szkoły, to nie jest dołożenie po jednej klasie. Tylko to jest stworzenie sytuacji dopchnięcia kolanem do przepełnionych szkół kolejnych dwóch roczników dzieci. Czyli stworzenie sytuacji, w której ta szkoła będzie pracowała już na nie dwie, ale na trzy zmiany. To oczywiście jest również duży kłopot dla nauczycieli. Nie przyjmuję argumentu, że skoro roczniki są takie samoliczne, to każdy nauczyciel z gimnazjum znajdzie pracę w szkole podstawowej albo w liceum. Nie znajdzie. Dlatego, że w wielu miejscach Polski nauczyciele nie pracują w pełnym wymiarze godzin, bo tych godzin nie ma po prostu dla nich. W związku z tym, jak dorzucimy dwa kolejne roczniki dzieci, to najpierw znajdą się godziny dla tych nauczycieli w szkole podstawowej, a dopiero potem ewentualnie dla gimnazjów. Więc to powoduje już kończę tyle turbulencji, a jeszcze w dodatku problemy są zupełnie obok. To nie jest tak do końca, ponieważ dzisiaj się okazuje... Jeśli mogę zaproponowałbym, żebyśmy powoli kończyli ten briefing, ale ta dyskusja pokazuje, jak ważne są problemy edukacyjne. Bardzo ważne są. I że powinna im towarzyszyć debata. Zanim dokonamy zmian na żywym ciele tych sześciolatków czy gimnazjalistów, powinniśmy przedyskutować te problemy. Dlatego serdecznie zapraszamy 20 stycznia na naszą konferencję. Zapraszamy również Panów. Tam będzie okazja podyskutować na te tematy. Bardzo dziękujemy za uwagę, za udział w naszym briefingu i zapraszamy 20 stycznia raz jeszcze na konferencję. Bardzo prosimy o wypełnienie formularza zgłoszeniowego, dlatego, że to będzie podstawa do tego, żeby można było wejść na teren Sejmu. Zapraszamy sej. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.