Przemysław Wipler ostrzega przed skutkami budżetu rządu
Przemysław Wipler skrytykował projekt budżetu rządu, zarzucając wzrost wydatków i przerzucenie kosztów na przedsiębiorców, samorządy i emerytów. Stwierdził, że proponowane podwyżki danin, zmiany w OFE i podniesienie składki rentowej pogłębią kryzys finansów publicznych i demograficzny.
Wipler wskazał, że wpływy z prywatyzacji w trakcie czterech lat rządu odpowiadają kosztom obsługi długu publicznego, a zadłużenie wzrosło o kolejne 300 miliardów zł. Rząd planuje zwiększyć wydatki o 42 mld zł i podnieść dochody o kolejne źródła, z których łącznie ma pochodzić 16 mld zł od przedsiębiorców i obywateli, 5 mld zł od samorządów oraz 20 mld zł przez zmniejszenie wpłat do OFE.
Wipler krytykował podniesienie składki rentowej jako działanie zwiększające bezrobocie - oszacował, że może to kosztować 200 tysięcy miejsc pracy. Wskazał kontrast do wcześniejszego okresu, gdy obniżenie klina podatkowego i zmniejszenie składki rentowej o 7 punktów procentowych miały zdaniem mówcy doprowadzić do powstania ponad 900 tysięcy miejsc pracy.
Mówił, że proponowane ulgi na dzieci są nieskuteczne dla rodzin o niższych dochodach - średni odpis w uldze to nieco ponad 900 zł przy uldze przekraczającej 1 100 zł, a pełna korzyść przy trzecim dziecku może być dostępna dla gospodarstw z dochodem powyżej 4,5 tys. zł. Krytykował także odbieranie ulg rodzinom z pierwszym dzieckiem i ogólny mechanizm wsparcia, które - jego zdaniem - nie trafi do najbardziej potrzebujących.
Wipler podkreślił, że "Polska nie jest krajem dla młodych ludzi" i wskazał na wzrost bezrobocia wśród młodych - z 450 tys. w 2010 r. do 470 tys. obecnie, przy czym bezrobocie młodych jest trzykrotnie wyższe niż osób starszych. Przytoczył dane o migracji - 2 miliony osób przebywających za granicą według GUS 2010 oraz 24 tysiące polskich dzieci urodzonych w Wielkiej Brytanii w poprzednim roku - i alarmował o niskiej dzietności (1,3, pozycja 209 na 223 badane kraje).
Wipler ostrzegł, że w wyniku planowanych zmian Dzień Wolności Podatkowej przesunie się o kolejne dwa dni, co oznacza, że Polacy będą pracować niemal do końca czerwca na fiskusa i sferę publiczną, a dopiero potem na swoje rodziny. Jego ocena łączy konsekwencje fiskalne z długofalowymi skutkami demograficznymi i ekonomicznymi.
Najważniejsze ustalenia
Wipler wskazał, że wpływy z prywatyzacji w trakcie czterech lat rządu odpowiadają kosztom obsługi długu publicznego, a zadłużenie wzrosło o kolejne 300 miliardów zł. Rząd planuje zwiększyć wydatki o 42 mld zł i podnieść dochody o kolejne źródła, z których łącznie ma pochodzić 16 mld zł od przedsiębiorców i obywateli, 5 mld zł od samorządów oraz 20 mld zł przez zmniejszenie wpłat do OFE.
Składka rentowa i rynek pracy
Wipler krytykował podniesienie składki rentowej jako działanie zwiększające bezrobocie - oszacował, że może to kosztować 200 tysięcy miejsc pracy. Wskazał kontrast do wcześniejszego okresu, gdy obniżenie klina podatkowego i zmniejszenie składki rentowej o 7 punktów procentowych miały zdaniem mówcy doprowadzić do powstania ponad 900 tysięcy miejsc pracy.
Wpływ na rodziny i ulgi na dzieci
Mówił, że proponowane ulgi na dzieci są nieskuteczne dla rodzin o niższych dochodach - średni odpis w uldze to nieco ponad 900 zł przy uldze przekraczającej 1 100 zł, a pełna korzyść przy trzecim dziecku może być dostępna dla gospodarstw z dochodem powyżej 4,5 tys. zł. Krytykował także odbieranie ulg rodzinom z pierwszym dzieckiem i ogólny mechanizm wsparcia, które - jego zdaniem - nie trafi do najbardziej potrzebujących.
Kryzys demograficzny i emigracja młodych
Wipler podkreślił, że "Polska nie jest krajem dla młodych ludzi" i wskazał na wzrost bezrobocia wśród młodych - z 450 tys. w 2010 r. do 470 tys. obecnie, przy czym bezrobocie młodych jest trzykrotnie wyższe niż osób starszych. Przytoczył dane o migracji - 2 miliony osób przebywających za granicą według GUS 2010 oraz 24 tysiące polskich dzieci urodzonych w Wielkiej Brytanii w poprzednim roku - i alarmował o niskiej dzietności (1,3, pozycja 209 na 223 badane kraje).
Dzień Wolności Podatkowej i konsekwencje budżetowe
Wipler ostrzegł, że w wyniku planowanych zmian Dzień Wolności Podatkowej przesunie się o kolejne dwa dni, co oznacza, że Polacy będą pracować niemal do końca czerwca na fiskusa i sferę publiczną, a dopiero potem na swoje rodziny. Jego ocena łączy konsekwencje fiskalne z długofalowymi skutkami demograficznymi i ekonomicznymi.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Przemysław Wipler pyta o ulgę PIT i politykę prorodzinną
Przemysław Wipler: Komisja śledcza ma chronić prywatność
Przemysław Wipler: Ręce precz od fundacji rodzinnych
Przemysław Wipler zarzuca premierowi podwyżkę podatków o 14 mld
Przemysław Wipler krytykuje planowane podwyżki opłat interchange
Przemysław Wipler: Pyta o nagrania adwokata i szefa NIK
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Jan Łopata
Jan Łopata o akcyzie, zasiłkach i zmianach okołobudżetowych
Zbigniew Sosnowski
Zbigniew Sosnowski o przedłużeniu funkcjonowania Centrów Powiadamiania Ratunkowego do 2013
Kazimierz Gołojuch
Kazimierz Gołojuch: Budżet 2012 uderza w polskie rodziny
Krzysztof Kłosowski
Krzysztof Kłosowski krytykuje pośpiech przy nowelizacji ustawy
Robert Biedroń
Robert Biedroń pyta o zamrożenie etatów u Rzecznika
Anna Grodzka
Anna Grodzka alarmuje o niedofinansowaniu Rzecznika Praw Obywatelskich
Transkrypcja
Panie Marszałku, Wysoka Izbo, zacznę od krótkiego nawiązania do mojego poprzednika, bo padła tutaj ciekawa liczba. W trakcie czterech lat rząd, większość koalicyjna, która chwali się sukcesami w zakresie prywatyzacji, osiągnęła wpływy z tego procesu wysokości kosztów obsługi długu publicznego w tym roku i zadłużyła nas o kolejne 300 miliardów złotych. To chodzi o to, jakie macie sukcesy, jakie macie wyniki w liczbach. Będę mówił jednak o tym, jaka jest filozofia szukania oszczędności, jaka jest filozofia budowania budżetu, tego budżetu, który nam przedłożył w chwili obecnej rząd. Otóż jest to filozofia, którą możemy opisać takim obrazkiem. Jest sobie trzech kolegów, którzy postanowili udać się na wycieczkę składkową i jadą sobie samochodem. W pewnym momencie kierowca mówi, panowie, brakuje benzyny, musimy zatankować i mówi tak, ty dasz 200 zł, ty dasz 300 zł i jedziemy dalej. W taki sposób mistrz w poszukiwaniu oszczędności, pan minister Rostowski, mistrz w poszukiwaniu oszczędności premier Donald Tusk, serwują nam oszczędności. Zwiększamy wydatki publiczne, planuje rząd zwiększyć wydatki publiczne o 42 mld zł, a jeszcze bardziej planuje zwiększyć dochody. Z czego to ma wynikać? Pierwszym, który się będzie musiał zrzucić na to paliwo, żeby dalej samochód, który się nazywa Polska jechał, będą polscy przedsiębiorcy, obywatele, bo im łącznie z nowych podatków, z podniesienia danin publicznych, w tym wspomnianej tu wielokrotnie składki rentowej, wyjmie się z kieszeni nowych, z nowych tytułów 16 mld zł. Drugim, który będzie się zrzucał na tą wycieczkę są samorządy, ponieważ to jest 5 mld, o tyle ma spaść w tym momencie deficyt tego podsektora finansów publicznych, z sektora samorządowego. A trzecim, wreszcie, o czym warto przypomnieć i pamiętać, są polscy emeryci, ponieważ 20 mld zł, o taką kwotę zmniejszone będą wpłaty do OFE. Finalnie, w wyniku planowanych zmian w tym roku, Dzień Wolności Podatkowej, czyli ten moment, od którego Polacy zaczynają sami na siebie pracować, przesunie się o kolejne dwa dni. Prawie do końca czerwca będziemy pracować na sferę publiczną, dopiero później na nasze rodziny. I o tych rodzinach, o tym wymiarze polityki budżetowej i wpływu budżetu chciałbym powiedzieć. Otóż mamy dwa bliźniacze kryzysy. Właściwie można powiedzieć, że to nie są kryzysy, bo gdy mówimy o kryzysie finansów publicznych, powinniśmy pamiętać, że to nie jest kryzys, to jest rezultat tego, w jaki sposób jest prowadzona polityka. I ten kryzys finansów publicznych jest bardzo ściśle i bezpośrednio związany z drugim kryzysem, z kryzysem demograficznym. Polska nie jest krajem dla młodych ludzi. Polska jest krajem, w którym w trakcie 2010 roku bez pracy było 450 tysięcy młodych osób poniżej 24 roku życia. W tym roku zarejestrowanych za bezrobotnych jest już 470 tysięcy osób, a bezrobocie wśród osób młodych jest trzy razy wyższe niż w stosunku do osób starszych. Musimy pamiętać, że ono rośnie za waszych rządów. Bezrobocie wśród osób młodych. Za granicę według danych GUS-u z 2010 roku wyjechało i przebywa tam 2 miliony osób. I te osoby nie tylko wyjechały za pracą, ale one wyjechały zakładać tam rodzinę. Polki, chcę przypomnieć, że dzietność w naszym kraju jest skandaliczna, bo jesteśmy 209 państwem na 223 badane pod względem dzietności. Dzietność jest 1,3. Porównam to z innym państwem, z Chinami, w których państwo aktywnie, nie udaje, że prowadzi politykę prorodziną, ale aktywnie walczy z dzietnością. Tam dzietność jest 1,54 wyraźnie wyższa niż w Polsce. Co robi w takiej sytuacji rząd? W sytuacji, w której Polki, które nie chcą rodzić dzieci w Polsce, rodziny rodzą na Wyspach Brytyjskich. To jest najbardziej dynamiczna, demograficznie grupa na Wyspach Brytyjskich. To są Polacy. W zeszłym roku 24 tysiące polskich dzieci urodziło się na Wyspach Brytyjskich, według danych brytyjskich. Co się dzieje? W Niemczech też się rodzą polskie dzieci i wyjeżdżają bardzo dobrze. Niestety, jesteśmy w sytuacji takiej, że ci Polacy nie mają wyboru, bo tutaj nie ma pracy. Proszę nie prowadzić polemiki z ław. Można zapisać się do głosu. List na mostów nie jest zamknięta. W związku z tym trzymajmy formę i zgodnie z regulaminem debatujmy. Dziękuję, panie marszałku. Więc cóż robi w tak trudnej sytuacji demograficznej i rodzinnej polski rząd? Po pierwsze, podnosi wspominane, odbyło to już kilkukrotnie, składkę rentową, co będzie miało trzy podstawowe skutki. Ja je przypomnę. To jest pierwszy skutek. To jest wzrost bezrobocia. Szacujemy, że 200 tysięcy miejsc pracy w wyniku tego stracimy. Dlatego nie rozumiem, dlaczego rząd wskazuje, że będzie 80 tysięcy nowych miejsc pracy. Zobaczymy za rok. Która prognoza nasza się sprawdzi, czy rządu. Chciałbym przypomnieć, że te ponad 900 tysięcy miejsc pracy, które powstały w trakcie ostatnich czterech lat, one powstały dzięki obniżeniu klina podatkowego. Dzięki temu, że rząd Prawa i Sprawiedliwości obniżył składkę rentową od 7 punktów procentowych. Rząd więc w ten sposób uderza w polską rodzinę. Po drugie, ulga, którą obiecywał w expose premier Donald Tusk, to jest ulga, którą obiecuje rodzinom, które i tak już w chwili obecnej nie są w stanie skorzystać z ulgi na dzieci. Średni odpis w uldze na dzieci to jest niewiele ponad 900 zł, a ulga wynosi ponad 1100 zł. Obiecywanie ulg na trzeciej, czwartej dziecko w momencie, kiedy dramatycznie spada dochód rozporządzany w rodzinie na trzeciej, czwartej kolejne dziecko z trzecim dzieckiem dramatycznie, bo wtedy jedno z rodziców tylko pracuje, to jest obiecywanie pieniędzy w mechanizmie, w którym nie będą mogły z tego rodziny skorzystać. Z pełnej ulgi przy trzecim dziecku wtedy może skorzystać rodzina, której średni dochód jest powyżej 4,5 tys. zł. Więc mechanizm, który proponuje rząd, to jest mechanizm, którego nie będzie. Można realnie skorzystać. Jednocześnie tym rodzinom, które mają pierwsze dziecko, a zarabiają przyzwoite pieniądze, chce się zabrać ulgę na dzieci. Uwacie na ubranka dzieci i w sposób, w jaki rząd do tego podchodzi. Już była tutaj mowa. Chciałbym przypomnieć, że dla pana ministra Rostowskiego przygotowaliśmy wniosek do Komisji Europejskiego Ośrodek Specjalny i powiedzieliśmy, panie ministrze, wystarczy podpisać, złożyć ten wniosek. Pan mówi, że to nie jest możliwe, że się nie da. Proszę go podpisać, złożyć w wersji, której dla pana przygotowaliśmy i zobaczymy, czy się da, czy się nie da. Nie ma żadnych rozwiązań w zakresie polityki rodzinnej, a obecny okres jest ostatni okres, w którym można rozpocząć jej prowadzenie. Dlaczego? Dlatego, że w chwili obecnej, w okresie, w którym może mieć dzieci, może zdecydować się na duże rodziny, jest ostatni polski wyż demograficzny. Za 4, 5, 6 lat, jeśli teraz nie rozpoczniemy prowadzenia polityki prorodzinnej, nawet decydując się na drastycznie wyższe nakłady, efekt można niewspółmiernie mniejszy niż w chwili obecnej w tych 4 latach osiągnąć. To jest jeden z najpoważniejszych punktów debaty. Zresztą chciałbym przypomnieć, że w tej Izbie mówił o tym podczas ekspoze zaprzysiężenia rządu prezydent Komorowski. I powinniśmy wspólnie zacząć pracować na tym, żeby były efektywne mechanizmy wsparcia polityki prorodzinnej. Państwa, które mają w tym zakresie sukcesy, na przykład wspominana Wielka Brytania, Irlandia, są państwa, które wydają na różnego rodzaju formy polityki prorodzinnej ponad czy około 3,5% PKB. My wydajemy 1,7% PKB. My nie mówimy tutaj, żeby w jakiś sposób uprawiać rozdawnictwo pieniędzy, tylko mówimy o tym, żeby nie dociążać tych rodzin, które wychowują dzieci i decydują się na to podatkowo, składkowo, w ramach mechanizmów, które rząd w chwili obecnej wpisał do budżetu czy ustaw okołobudżetowych. Szanowni Państwo, Wysoka Izbo, my musimy rozpocząć tę debatę, a pan premier i pan minister Rostowski powinni sobie powiesić takie tabliczki, w swoich gabinetach. Kiedyś swego czasu prezydent Clinton miał hasło kampanii wyborczej gospodarka głupcze. Teraz takim hasłem, który i pan premier, i pan minister finansów powinni mieć w swoich gabinetach, to jest demografia głupcza albo rodzina głupcza. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.