Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Henryk Siedlaczek krytykuje 'operację Gliński' i tytułowanie kandydata

Henryk Siedlaczek krytykuje 'operację Gliński' i tytułowanie kandydata

Henryk Siedlaczek skrytykował lansowanie profesora Piotra Glińskiego jako premiera przez Prawo i Sprawiedliwość i ostro odniósł się do operacji politycznej wokół jego kandydatury. Uznał, że nie ma podstaw, by tytułować kandydata na premiera jako premiera i posądził pana profesora o przyzwyczajanie się do tego tytułu.

Najważniejsze ustalenia


Siedlaczek podkreślił, że politycy Prawa i Sprawiedliwości od dłuższego czasu mówią o profesorze Piotrze Glińskim jako o premierze, ale - jego zdaniem - tytuł ten nie przysługuje kandydatowi. Zwrócił uwagę na analogie - kandydata na posła, papieża czy rektora nie tytułuje się ich funkcją.

Krytyka zachowania kandydata


Mówca zarzucił profesorowi Glińskiemu, że zamiast stanowczo zaprzeczyć, pozwala na tytułowanie siebie premierem i puszy się po medialnych wystąpieniach. Jako przykład wskazał reakcję na propozycję wypłaty tysiąca złotych na każde dziecko, którą profesor najpierw zachwalał, a potem - pod naciskiem rachunkowości - wycofał.

Kontekst parlamentarnej procedury


Siedlaczek przypomniał, że kilkanaście dni wcześniej złożono wniosek o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu u marszałek Sejmu Ewy Kopacz, zgłoszony przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego wraz z posłami klubu. Dodał, że wnioskodawcy zdają sobie sprawę z małych szans na powodzenie takiego wniosku.

Ocena intencji politycznych


Zdaniem Siedlaczka operacja 'Gliński' ma charakter przygotowawczy i - mimo różnych kandydatur - w rzeczywistości cel ma być inny. Mówił, że operacja ma się zakończyć dopiero wtedy, gdy kandydatem na premiera będzie Jarosław Kaczyński, co jego zdaniem pokazuje instrumentalne wykorzystanie kandydatury profesora Glińskiego.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Szanowna Pani Marszałek, Wysoka Izbo. Politycy Prawa i Sprawiedliwości chyba już od pół roku mówią o profesorze Piotrze Glińskim, premier. Politykom tej partii nie dziwię się, bo nieraz udowodnili, że używają złych słów do opisywania rzeczywistości. Natomiast dziwię się panu profesorowi, że z miną pokierzysty łyka te słowa i dodatkowo puszy się zamiast stanowczo oświadczyć, że żadnym premierem nie jest. Zamiast tego zdarzyło się panu profesorowi pouczać media, jak bardzo ważną misję powierzyła mu partia, jak bardzo przez tę misję jest umocowany konstytucyjnie i jak bardzo poważnie w związku z tym powinien być traktowany. Pan profesor chyba był łaskaw przeczytać Konstytucję Rzeczpospolitej zbyt pobieżnie, a może nawet zbytnio ją podkoloryzować. Dopiero kilkanaście dni minęło od złożenia przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego wraz z posłami klubu PiS u marszałek Sejmu Ewy Kopacz w wniosku o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu Donalda Tuska. Kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera jest profesor Piotr Gliński, ponieważ nie ma najmniejszego powodu, aby kandydata na posła tytułować posłem, kandydata na papieża tytułować papieżem, kandydata na rektora tytułować rektorem, kandydata na mistrza kuchni tytułować mistrzem kuchni. To przez analogię nie ma także powodu kandydata na premiera zgłoszonego przez PiS tytułować premierem. Nie było takiego powodu także miesiąc temu, ani trzy miesiące temu. Fakt, że ktoś grozi urzędującemu premierowi, iż zastąpi go na tym stanowisku, nie oznacza, że należy mu się tytuł premiera. Tytuł premiera nie może także przysługiwać za to, że jeden z fachowców doradzających panu profesorowi zaproponował, aby na każde dziecko do osiągnięcia pełnoletności wypłacać po tysiąc złotych, a pan profesor zachwycony pomysłem dopiero pod naciskiem prostej buchalterii wycofał się z tego rozdawnictwa. Wiem, że jedna z moich kuzynek po tym oświadczeniu o tysiącu złotych krzyknęła z radością, królu mój ty złoty, ale czy to oznacza, że do pana profesora mamy zwracać się teraz wasza wysokość? Pozwalam sobie na uszczypliwość, ponieważ uważam, że pan profesor Gliński zbyt szybko przyzwyczaił się do tyłu tułu premiera. Uważam także, że na tytule premiera może się nie skończyć. Do zabrania jest także fotel prezydenta. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość ogłosi, że w najbliższych wyborach prezydenckich profesor będzie kandydatem na prezydenta, to trzeba będzie zwracać się do panie prezydencie. Prawo i Sprawiedliwość mniej więcej pół roku temu rozpoczęło operację Gliński. Po długim zwlekaniu został złożony wniosek, aby profesor zastąpił premiera Donalda Tuska. Oczywiście wnioskodawcy zdają sobie sprawę, że nie ma szans, aby konstruktywne wotu nieufności przeszło. Ale przecież operacja ma się zakończyć dopiero wtedy, gdy kandydatem na premiera będzie Jarosław Kaczyński. Tak naprawdę wpis nie ma znaczenia, kto jest kandydatem na premiera, bo i tak wiadomo, kto ma nim zostać. Dziękuję bardzo. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.