Janusz Cichoń: Ostre słowa o OFE i reformie emerytalnej
Janusz Cichoń w debacie skrytykował propozycje nacjonalizacji OFE oraz drastyczny wzrost podatków i składek i zapowiedział sprzeciw wobec takich rozwiązań. Bronił wprowadzanej reformy emerytalnej jako działania na rzecz zabezpieczenia wysokości przyszłych świadczeń.
Cichoń ocenił, że propozycje z ust pana prezesa dotyczące nacjonalizacji OFE oraz podwyżek podatków i składek są nieodpowiedzialne i mogą prowadzić do ubożenia emerytów. Zwrócił uwagę, że obietnice dziedziczenia i „przyspieszonych emerytur” z kapitału własnego mogą mylić opinię publiczną, bo realnych środków w systemie nie będzie więcej.
Podkreślił, że kluczowym powodem reformy jest troska o przyszłość świadczeń emerytalnych i podwyższenie ich wysokości poprzez uzależnienie emerytur od zgromadzonych składek. Nawiązał do wypowiedzi pana posła Rossatiego i wyjaśnił zmianę z systemu finansowanego bieżącymi składkami na system, w którym emerytura zależy od sumy odprowadzonych składek oraz indywidualnej odpowiedzialności.
Na przykładzie 60‑letniej kobiety i mężczyzny wskazał, jak założenia co do długości życia i okresu wypłat wpływają na wysokość świadczeń - dłuższe przewidywane życie rozkłada kapitał na więcej lat, a mechanizmy solidarnościowe mogą znacząco podnieść emeryturę w porównaniu z czysto kapitałowym rachunkiem.
Cichoń alarmował, że potencjalne zasoby pracy w Polsce będą się zmniejszać - podał różnice między wyżem demograficznym lat 50. a niższymi rocznikami z 2003 roku i ostrzegł, że roczny ubytek rzędu 200–250 tysięcy osób może obniżyć wzrost gospodarczy. Zaznaczył, że zasoby pracy nadal pozostają istotnym czynnikiem konkurencyjności kraju.
W wystąpieniu akcentował potrzebę rzetelnej debaty nad długoterminowymi skutkami proponowanych rozwiązań i zwracał uwagę na związki między reformą emerytalną, demografią a przyszłą konkurencyjnością i innowacyjnością gospodarki.
Zarzuty wobec postulatów
Cichoń ocenił, że propozycje z ust pana prezesa dotyczące nacjonalizacji OFE oraz podwyżek podatków i składek są nieodpowiedzialne i mogą prowadzić do ubożenia emerytów. Zwrócił uwagę, że obietnice dziedziczenia i „przyspieszonych emerytur” z kapitału własnego mogą mylić opinię publiczną, bo realnych środków w systemie nie będzie więcej.
Cele reformy emerytalnej
Podkreślił, że kluczowym powodem reformy jest troska o przyszłość świadczeń emerytalnych i podwyższenie ich wysokości poprzez uzależnienie emerytur od zgromadzonych składek. Nawiązał do wypowiedzi pana posła Rossatiego i wyjaśnił zmianę z systemu finansowanego bieżącymi składkami na system, w którym emerytura zależy od sumy odprowadzonych składek oraz indywidualnej odpowiedzialności.
Przykłady wpływu długości życia na emeryturę
Na przykładzie 60‑letniej kobiety i mężczyzny wskazał, jak założenia co do długości życia i okresu wypłat wpływają na wysokość świadczeń - dłuższe przewidywane życie rozkłada kapitał na więcej lat, a mechanizmy solidarnościowe mogą znacząco podnieść emeryturę w porównaniu z czysto kapitałowym rachunkiem.
Demografia i zasoby pracy
Cichoń alarmował, że potencjalne zasoby pracy w Polsce będą się zmniejszać - podał różnice między wyżem demograficznym lat 50. a niższymi rocznikami z 2003 roku i ostrzegł, że roczny ubytek rzędu 200–250 tysięcy osób może obniżyć wzrost gospodarczy. Zaznaczył, że zasoby pracy nadal pozostają istotnym czynnikiem konkurencyjności kraju.
Konsekwencje dla polityki i gospodarki
W wystąpieniu akcentował potrzebę rzetelnej debaty nad długoterminowymi skutkami proponowanych rozwiązań i zwracał uwagę na związki między reformą emerytalną, demografią a przyszłą konkurencyjnością i innowacyjnością gospodarki.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Janusz Cichoń o VAT: Mini One Stop Shop i miejscu świadczenia
Janusz Cichoń prosi o dane o nominalnej i efektywnej protekcji
Janusz Cichoń o regule wydatkowej: recepta na stabilność finansów
Janusz Cichoń krytykuje projekt Twój Ruch i broni ministra
Janusz Cichoń: Dodatek energetyczny zwolniony z podatku
Janusz Cichoń o chaosie w prawie podatkowym i artykule 146EA
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Anna Sobecka
Anna Sobecka oskarża Ministerstwo Zdrowia o narażanie chorych
Artur Górczyński
Artur Górczyński popiera poprawki senackie, krytykuje poprawkę 11
Krystyna Łybacka
Krystyna Łybacka krytykuje praktyki Senatu przy poprawkach
Józef Rojek
Józef Rojek pyta o brak informacji w kampanii i zmiany ustawy
Beata Mazurek
Beata Mazurek pyta o zmiany w emeryturach służb mundurowych
Władysław Kosiniak-Kamysz
Władysław Kosiniak-Kamysz o wydłużeniu wieku emerytalnego
Transkrypcja
Szanowny panie marszałku, panie ministrze, wysoka izbo. Ta dzisiejsza debata w jakiejś mierze jest takim dniem prawdy, takim testem odpowiedzialności. To co dzisiaj tutaj usłyszeliśmy to moim zdaniem krańcowy brak właśnie odpowiedzialności za Polskę. Propozycje, które usłyszeliśmy z ust pana prezesa, nacjonalizacji OFE, drastyczny wzrost podatków czy składek, to jest to na co my się nie godzimy. A nie godzimy się dlatego także, że nie chcemy doprowadzić do drastycznego ubożenia emerytów na ubóstwo osób starszych. I podkreślam to z całą mocą. Kluczowa kwestia i powód, dla którego wprowadzamy tą reformę, to jest troska o przyszłość świadczeń emerytalnych. O przyszłe świadczenia emerytalne, o ich wysokość. I dowód bieżący to też nawiązując do wypowiedzi pana prezesa, minimalna emerytura dzisiaj to jest prawie 800 zł za czasów PiS. W 2007 roku niespełna 600 zł, 597 zł. Wygląda na to, że do was nie dociera to, że my zmieniliśmy system emerytalny. Że system, w którym emerytury ustalane były na podstawie wysokości zarobków i były one finansowane z bieżących składek, zamieniliśmy systemem, w którym wysokość emerytury uzależniona jest od sumy odprowadzonych, zapłaconych składek. Solidarność międzypokoleniową zamieniliśmy solidarnością wewnątrzpokoleniową i indywidualną odpowiedzialnością za własną emeryturę. Mówił o tym pan poseł Rossati, ten system będzie się w dłuższym okresie czasu bilansował. Wygląda na to, że wy także mylicie powszechny system ubezpieczeniowy zdefiniowany w oparciu o składkę z systemem kapitałowym. Myślę, że warto tutaj posłużyć się takim hipotetycznym przykładem. Wyobraźmy sobie 60-letnią kobietę, która oszczędza na emeryturę w systemie kapitałowym. Ona przechodząc na emeryturę tak naprawdę powinna zadbać, natoszczyć się o swoją przyszłość do końca swoich dni. Dużym prawdopodobieństwem rosnącym z dnia na dzień, z roku na rok w Polsce przeżyć może z powodzeniem 110 lat. Przy takim założeniu musiałaby podzielić zgromadzony przez siebie kapitał na lat 50. Dzięki temu, że ona funkcjonuje jednak w powszechnym systemie opartym na solidarności wewnątrzgrupowej, wewnątrzpokoleniowej, a ten kapitał tak naprawdę nie jest jej, jest własnością systemu, ale dzięki rozkładowi ryzyka tak na dobrą sprawę ta emerytura może być ponad dwukrotnie wyższa. Bo to, co zgromadziła i odprowadziła w systemie składek, podzielić trzeba przez lat 24, bo tyle będzie najprawdopodobniej żyła na emeryturze. Dwa razy więcej, ale i tak niestety bardzo niewiele. I to jest problem, z którego my sobie zdajemy sprawę, a co do Was wygląda na to, nie dociera. Te 67 lat to 7 lat więcej składkowych, spory, większy, zdecydowanie większy kapitał, podstawa do naliczenia emerytury. I jednocześnie nie 24, a 17 lat w mianowniku. I stąd ten wzrost emerytury nawet o 70 i więcej procent. W przypadku mężczyzny, bo tutaj niedowiarkiem strasznym, jeśli chodzi o wzrost przyszłych emerytur, okazuje się pan prezes Kaczyński, domyślam się, że także większość posłów PiSu, bo trzeba zakładać, że ten mężczyzna przeżyje 80 lat. Wobec tego przy przejściu na emeryturę w wieku 65 lat kapitał trzeba podzielić na 15 lat. Jeśli popracuje dwa lata dłużej, to będzie nie tak duży wzrost, jak w przypadku kobiety, o której mówiłem wcześniej, ale jednak także dodatkowy kapitał. I jednocześnie dzielimy na 13 lat. Także 20% wydaje się bardzo prawdopodobne i wystarczył do tego, moim zdaniem, prosty rachunek, żeby to udowodnić. Problem także w tym, że mydlimy trochę ludziom oczy, głównie wy próbujecie, obiecujecie dziedziczenie, obiecujecie przyspieszone emerytury z kapitału własnego, jakby nie zdając sobie sprawy z tego, że go tu tak naprawdę do końca nie ma. Że to prowadzi w gruncie rzeczy do zmniejszenia środków w systemie, a wobec tego tak naprawdę do mniejszych emerytur. Druga kwestia bardzo istotna, o której mówił także pan poseł Rossati, to jest to, co dzieje się, jeśli chodzi o zasoby siły roboczej w Polsce. Trzeba liczyć się z tym, że ten ubytek zasobów siły roboczej powodował będzie niższy wzrost gospodarczy. A zasoby pracy, i to myślę, że ważne i zrozumiałe dla wszystkich, w dalszym ciągu pozostają podstawowym motorem rozwoju gospodarczego. Nawet jakbyśmy przyjrzeli się analizie danych dotyczących konkurencyjności gospodarek narodowych, to ta analiza wskazuje dość wyraźnie, że Polska jest krajem konkurującym w oparciu o zasoby i w dalszym ciągu w oparciu o te zasoby konkurowała będzie. Zmieniamy ten stan rzeczy, to też warto podkreślić, że jakby przyjrzeć się najnowszym wynikom rankingu w konkurencyjności gospodarek narodowych, to stajemy się coraz bardziej otwarci na innowacje, coraz chętniej i coraz w większym stopniu opieramy tą naszą konkurencyjność, wobec tego także o nowe technologie, idee i pomysły. Ale co się stanie z tymi zasobami w niedalekiej przyszłości, bo tu zdaje się też nie bardzo jesteśmy w stanie do Was dotrzeć, wobec tego postaram się dużymi literami. Już w tym roku potencjalne zasoby pracy, czyli tak naprawdę liczba ludności w wieku produkcyjnym, zmniejszy się o ponad 100 tysięcy. Ale wystarczy spojrzeć na strukturę ludności Polski, na piramidę wieku, żeby zobaczyć, że mamy roczniki wyżu demograficznego lat 50., które zbliżają się do wieku emerytalnego, a te roczniki liczą nawet powyżej 600 tysięcy. Ja jestem rocznikiem tego wyżu. To dobry rocznik, 1957, także pan premier jest z tego rocznika. Jest nas w sumie ponad 600 tysięcy. Ponad 600 tysięcy. Na rynek pracy wchodzić będą z kolei roczniki niżowe. I tutaj mogę podać przykład roku 2003. Rok 2003, 2003, ten rocznik liczy 348 tysięcy osób. To jest rocznik, który za 10 lat będzie wchodził na rynek pracy mniej więcej. W czasie, kiedy ja z tego rynku pracy będę się wycofywał. Różnica to jest 250 tysięcy osób. Z roku na rok, w najbliższych latach, zmniejszały się będą te potencjalne zasoby pracy o 200-250 tysięcy osób. Co to oznacza przy stale rosnącym zatrudnieniu w Polsce tak naprawdę? Bo to też warto podkreślić. Polska jest krajem, który w ostatnich latach zwiększyło zatrudnienie do poziomu ponad 16 milionów z 13,5 miliona jeszcze na początku tego wieku. To jest naprawdę dość istotna różnica. Większość miejsc pracy w Europie tak naprawdę powstała właśnie w Polsce. I to jest odpowiedź na pytanie pana posła Palikota. Co zrobiliśmy, jeśli chodzi o sytuację na rynku pracy? Warto zwrócić uwagę, że liczba aktywnych zawodowo będzie nam spadała. I to dramatycznie. W 2060 roku będzie wynosiła niespełna 12 milionów osób. Około 12 milionów osób. I tutaj mogę powiedzieć, że rozwiązaniem, wbrew temu, co się niektórym wydaje, nie jest wzrost dzietności, a na pewno w krótkim okresie czasu. Nie załatwi problemu lepsza polityka prorodzinna. Jakbyśmy przyjrzeli się analizom prowadzonym przez Instytut Statystyki i Demografii Głównej Handlowej, a mieliśmy taką prezentację na wspólnym posiedzeniu Komisji Finansów Publicznych i Komisji do Spraw Polityki Społecznej i Rodziny, to z tych analiz wynika, że nawet jeśli natychmiast wzrosłaby dzietność w Polsce do 2,1, czyli takiego poziomu, który gwarantuje prostą zastępowalność pokoleń, to i tak nie zrekompensowalibyśmy ubytku zasobów pracy, jaki nas czeka. Mówimy o Wielkiej Brytanii, mówimy o Francji, mówimy o Niemczech, gdzie ta dzietność jest wyższa niż w Polsce. Ale weźmy też pod uwagę fakt wobec tego, skąd ona się bierze. Ona się bierze tak naprawdę z wzorców prokreacyjnych, jakie przynoszą do tych krajów imigranci. To jest nawiasem mówiąc kwestia kolejna, podnoszona także przez niektórych. Mówicie państwo, że wystarczy otworzyć rynek pracy i przyjąć migrantów. O póki co przegrywamy konkurencję z innymi krajami, jeśli chodzi o ten rynek pracy, to po pierwsze. Po drugie, warto też zwrócić uwagę, że wobec tego w dłuższym okresie czasu nie jesteśmy w stanie tego ubytku zrekompensować, bo musielibyśmy przyjąć ponad 5 milionów migrantów. To stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego w jakiś sposób ograniczy ten niedobór siły roboczej narastający w kolejnych latach, ale tak naprawdę nie jest jedynym rozwiązaniem i o tym także dzisiaj tu już mówiliśmy. O tego musimy zrobić sporo. Przed nami niewątpliwie, jeśli chodzi o aktywność zawodową, jej wydłużenie, bo w dalszym ciągu jesteśmy krajem, w którym ten poziom aktywności nie należy do najwyższych. I to stanowi pewien rezerwuar bezpieczeństwa dla nas, jeśli chodzi o perspektywę rozwoju Polski. Jeszcze raz powtarzam, ta reforma służy tak naprawdę bezpieczeństwu polskich emerytów w przyszłości i służy także Polsce, bo daje nam szansę na złagodzenie tego skokowego spadku zasobów siły roboczej, jak i przed nami. Alternatywa, słyszeliśmy, to tak naprawdę drastyczny wzrost składek, bądź wzrost podatków i w następstwie pewnie także ucieczka Polaków za granicę. Dziękuję bardzo. Dziękuję panie kośle.