Zgłoś uwagi

Senator Krzysztof Kwiatkowski - Wystąpienie z dnia 05 maja 2020 roku.

Ustawa o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r.

Brak odpowiedniej wtyczki Adobe Flash Player

Ściągnij
11 wyświetleń
0

Stenogram

Senator Krzysztof Kwiatkowski:

Rozumiejąc, że ta ironia ze strony pana marszałka miała nas skłonić do przemyśleń, ja nawet w dobrych intencjach nie wpiszę się w ten nastrój, bo chciałbym państwa przekonać do innego sposobu spojrzenia na to, czym się dzisiaj zajmujemy.

Wybory… Za nami jest wielogodzinna dyskusja na posiedzeniu Komisji Ustawodawczej i 2 pozostałych komisji, w której w zasadzie nie zabierałem głosu merytorycznie, rozumiejąc, że obowiązki osoby prowadzącej wymagają także pewnej wstrzemięźliwości w zakresie prezentowania własnych poglądów i opinii. Dzisiaj jesteśmy w takiej sytuacji, że przyjęcie ustawy, którą się zajmujemy, ma doprowadzić do wyborów w najbliższą niedzielę. Wybory za każdym razem odbywają się poprzez użycie karty wyborczej. Kto dzisiaj w Polsce dysponuje kartami wyborczymi? Jakieś prywatne drukarnie gdzieś w kraju, prokuratorzy w związku ze zgłoszonym zawiadomieniem o tym, że doszło do wycieku kart wyborczych, oficerowie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którzy prowadzą sprawę w związku z tym zawiadomieniem, pracownicy pakujący karty do głosowania z firmy, w której doszło do zakażenia koronawirusem, którzy dzisiaj w tejże firmie pakują te karty dla wyborców. Karty te posiada także bliżej niezidentyfikowana grupa osób, z których jedna czy większa liczba osób przekazało taką kartę np. jednemu z kandydatów na prezydenta. Dzisiaj w takich miejscach są karty wyborcze. A gdzie ich nie ma? Nie ma ich w Państwowej Komisji Wyborczej, która zgodnie z przepisami w Polsce obowiązującymi odpowiada za organizację wyborów. Szanowni Państwo, co to w praktyce oznacza? W praktyce oznacza to, że karty te mają szansę trafić do wyborców – jeżeli ta ustawa zostałaby przyjęta – np. 9 maja po to, żeby 10 maja zagłosować, wrzucając te karty wyborcze.

Rząd w swoich rekomendacjach mówi tak: jak oddajesz książkę do biblioteki, to potem przez 2 tygodnie nikt jej nie może wypożyczyć ze względu na zagrożenie epidemiologiczne. Za to jak dostajesz kartę wyborczą, to na drugi dzień masz ją wrzucić do urny wyborczej. To oczywiście nie jest perspektywa, co do której ktokolwiek z nas mógłby powiedzieć, że ci, którzy rekomendują takie decyzje, kierują się względami bezpieczeństwa Polek i Polaków. Nie chcę mówić o innych przykładach, bo one już były omawiane i oczywiście będą omawiane: o problemie niewłaściwych adresów – zaraz powiem o liczbach z tym związanych; o problemie faktycznej możliwości odsyłania tych pakietów wyborczych – dzisiaj nie wiemy, gdzie będą skrzynki wyborcze, w jakiej liczbie, w jaki sposób mają być zabezpieczone. Pan marszałek Borowski mówił o trudnościach związanych z liczeniem kart do głosowania. Specjaliści to przeliczyli i gdyby liczyć karty do głosowania w tempie zbliżonym, a były jedne wybory korespondencyjne, w Bawarii… Wychodziło, że w większych gminnych komisjach wyborczych, takich jak np. w Łodzi czy w Krakowie, liczenie głosów będzie trwać średnio około kilkudziesięciu dni. A pamiętamy wszyscy o tym, że ewentualnie, nie można tej ewentualności wykluczyć, ma się odbyć druga tura dwa tygodnie później. Czyli wyniki mają być podane w czasie umożliwiającym wydrukowanie karty do głosowania na drugą turę. Nikt już chyba nawet nie mówi, bo zaczęliśmy to już przyjmować troszkę do wiadomości, o pomyśle, żeby 30 milionów wrażliwych danych Polek i Polaków w postaci danych PESEL krążyło w taki niezabezpieczony sposób. Ale z jednego obowiązku nie jesteśmy zwolnieni – Senat od początku jest tą instytucją, która wypowiada się w imieniu tych, których w kraju nie ma, tych spośród Polek i Polaków, którzy stale lub okresowo przebywają poza granicami naszego kraju. To jest ponad 300 tysięcy naszych obywateli, którzy czują związek z ojczyzną i którzy głosowali nie kiedyś tam, a w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych. Z uwagi na procedury, które ich dzisiaj obowiązują, na to, że w wielu krajach obowiązuje zakaz przemieszczania się nawet do konsulatu czy ambasady… W wyborach w zeszłym roku głosowało ponad 300 tysięcy Polaków, a do tegorocznych wyborów zarejestrowało się, takie dane w ubiegłym tygodniu przekazywał nam minister spraw zagranicznych, 20 tysięcy. Czyli wykluczyliśmy kilkaset tysięcy osób, które odczuwają związek z naszą ojczyzną. Ale czy to są jedyni wykluczeni? Procedura, którą się nam proponuje w tym projekcie, faktycznie uniemożliwia zagłosowanie wszystkim tym, których meldunek nie jest tożsamy z faktycznym miejscem przebywania. O jakich liczbach my mówimy? Czy ta grupa obywateli, która zgodnie z tą przyjętą procedurą nie mogłaby zagłosować, to jest poważny problem? Z danych Państwowej Komisji Wyborczej wynika, że mówimy o kolejnych kilkuset tysiącach Polaków, którzy w ten sposób będą wykluczeni z głosowania, ponieważ pakiet wyborczy nie ma szans do nich dotrzeć.

Pozwólcie państwo, że powiem o jeszcze jednej sprawie. PKW podaje w liczbach, że w ostatnich wyborach, we wrześniu ubiegłego roku, według stanu na 30 września ubiegłego roku, do spisu wyborców dopisało się około 250 tysięcy obywateli; na podstawie zaświadczenia o prawie do głosowania wydano ponad 200 tysięcy kart do głosowania; ponad 300 tysięcy Polaków głosowało za granicą, a ok. 340 tysięcy obywateli zostało wpisanych do rejestru wyborców na swój wniosek. To jest ponad 1 milion naszych obywateli, którym w myśl przepisów, jakie chcemy przyjąć, nie dajemy szansy zagłosować.

Chciałbym powiedzieć o jeszcze jednej sprawie. Przez wiele lat pracowałem w Najwyższej Izbie Kontroli, która w sposób szczególny ma odpowiadać za to, żeby wydatki publiczne miały podstawę prawną. Wiemy wszyscy, że te karty wyborcze zostały już wydrukowane, bez podstawy prawnej. Wiemy oczywiście, że w intencji tych, którzy przygotowali te przepisy, zabezpieczyli się, ponieważ zmienili ustawę o koronawirusie, art. 15 mówi, że nie popełnia przestępstwa określonego w przepisach kodeksu karnego, deliktu dyscyplinarnego, czynu naruszającego dyscyplinę finansów publicznych ten, kto w okresie stanu zagrożenia epidemicznego nabywa towary lub usługi niezbędne do zwalczania tej choroby, robi to w interesie społecznym, a nabycie tych towarów lub usług nie mogłoby zostać zrealizowane bez istotnego zagrożenia. Chciałbym powiedzieć tym, którzy przygotowali ten artykuł: ten artykuł nie zabezpiecza tych, którzy ponoszą te wydatki. Czy w Polsce nie ma drukarni, które to mogą zrobić na normalnych zasadach? To nie jest sytuacja z brakiem respiratorów i maseczek. Powiem więcej: ci, którzy dzisiaj się nie chcą przyznać do tego, kto te karty wydrukował i na jakich zasadach, wiedzą, że z tego tytułu przyjdzie im składać wyjaśnienia, dlaczego naruszono przepisy prawa, które obowiązują wszystkich funkcjonariuszy publicznych w kraju. Dlaczego zakładam, że o tym wiedzą? Bo jeżeli czytamy opinie, które wpłynęły do Senatu, to wiemy, że nikt, dosłownie nikt nie chce się przyznać do tego, że zlecił drukowanie tych kart, że wie, w jakiej liczbie i gdzie je drukowano. Pan premier Jacek Sasin w piśmie skierowanym do Senatu napisał: „Ministerstwo Aktywów Państwowych nie jest właściwe do odpowiedzi na pytanie o drukowanie kart do głosowania”. Poczta Polska, pisząc do nas, odpowiada: „Odnosząc się do rozpatrywanej przez Senat RP ustawy ‒ i rozwiązań, które są tam przyjęte ‒ Poczta Polska nie jest kreatorem rozwiązań wprowadzonych do porządku prawnego wolą ustawodawcy”. Ci, którzy by mogli powiedzieć nam przynajmniej, czy ta operacja jest bezpieczna, co napisali? Główny inspektor sanitarny, minister Jarosław Pinkas, napisał: „W projekcie przedmiotowej ustawy zawarto przepisy wskazujące, że szczegółowe rozwiązania dotyczące realizacji procesu wyborów zostaną uregulowane w aktach wykonawczych do ustawy” – czytaj: ja nie chcę się w tej sprawie wypowiadać, a na pewno ponosić odpowiedzialności. Krajowy konsultant w dziedzinie epidemiologii mówi: „Aby oszacować i przedstawić stanowisko eksperckie w przedmiotowej sprawie, zakres informacji dotyczących przebiegu planowanego procesu opisanego w ustawie jest niewystarczający. Konieczne są dodatkowe informacje”. Zaś ci, którzy mają odwagę podpisać się imieniem i nazwiskiem ‒ np. Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych ‒ mówiąc o zagrożeniach związanych z takim przebiegiem wyborów, napisali, że jedyną formą zabezpieczenia jest ubranie komisji wyborczych w kompletne stroje, jak lekarzy na oddziałach chorób zakaźnych. Poza tym: „Według aktualnie dostępnych danych koronawirusy mogą przetrwać na zanieczyszczonych powierzchniach papierowych nawet przez kilka dni”. I dalej: „Ze względów technicznych dezynfekcja pakietów wyborczych i ich zawartości może być utrudniona lub wręcz niemożliwa”.

(Wicemarszałek Michał Kamiński: Czas.)

W imię tej odpowiedzialności, która ciąży na każdym z nas ‒ nie odpowiedzialności ciążącej na klubach i kołach, ale na każdym z nas jako parlamentarzyście i jako senatorze – rekomenduję, proszę, zabiegam i przekonuję państwa: nie przyjmujmy tego projektu ustawy w imię odpowiedzialności za zdrowie i życie Polaków, w imię odpowiedzialności za standardy demokratycznego państwa prawa. (Oklaski)

Czytaj więcej

Umieść film na stronie
Oceń senatora
Ocena
4.1
Pozycja w rankingu:
34
Liczba głosów: 39
Pliki cookies w naszym serwisie
Informacji zarejestrowanych "cookies" używamy m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do potrzeb użytkowników. Możesz zmienić ustawienia dotyczące "cookies" w swojej przeglądarce internetowej. Jeżeli pozostawisz te ustawienia bez zmian pliki cookies zostaną zapisane w pamięci urządzenia. Zmiana ustawień może ograniczyć funkcjonalność serwisu.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.