Janusz Korwin-Mikke: Podatki na alkohol okradają prowincję
Janusz Korwin-Mikke skrytykował politykę podatkową rządu, twierdząc, że opodatkowanie alkoholu i dochodów ma przede wszystkim na celu nabijanie kasy, a nie poprawę zachowań obywateli. Wskazał, że takie rozwiązania szkodzą prowincji, bo pieniądze zamiast krążyć lokalnie trafiają do biurokracji.
Krytyka podatków
Janusz Korwin-Mikke argumentował, że rząd opodatkowuje alkohol „żeby ludzie nie pili” i podatek dochodowy „żeby ludzie nie pracowali”. Podkreślił, że intencją tych podatków jest zwiększenie wpływów budżetowych, a nie realne poprawienie sytuacji społecznej.
Skutek dla prowincji
Według niego to właśnie prowincja ponosi największe koszty tych rozwiązań — na poziomie lokalnej gospodarki tracą zarówno konsumenci, jak i drobni usługodawcy. Nazwał to „najgorszym podatkiem od prowincji polskiej”.
Przykład mechanizmu redystrybucji
Jako ilustrację podał przykład butelki wódki: gdyby po odjęciu podatków kosztowała 2 zł zamiast 20 zł, dodatkowe 18 zł zostałoby wydane lokalnie na jedzenie, usługi i budowę domów, co napędzałoby gospodarkę prowincji.
Konsekwencje dla biurokracji
Zwrócił uwagę, że w obecnym systemie te 18 zł trafia do Warszawy i zasila biurokrację zamiast wspierać lokalne wydatki i dochody. W swoim wystąpieniu podkreślił, że taka redystrybucja jest szkodliwa dla rozwoju regionalnego.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Wysoka izbo. Rząd opodatkuje alkohol, żeby ludzie nie pili. Rząd opłata podatek dochodowy, żeby ludzie nie pracowali. A tak naprawdę to chodzi o to, żeby kasę nabić. To jest oczywiste. Natomiast mówi się, że to chodzi o podatek od pijaków. Nie, proszę państwa. To jest najgorszy podatek od prowincji polskiej. Bo gdyby butelka wódki po odjęciu wszystkich podatków kosztowała nie 20 zł, tylko 2 zł, to wtedy 18 zł zostałoby w kieszeni pijaka, bo nie da się przepić nawet zasiłku, dla wyzrobotnych po 2 zł za pół litra. Czyli te 18 zł by zostało tutaj. On by za to sobie kupił zagrychę, kupił sobie kiełbasę, zarobiłby masaż, ten co robi ogórki. Żona by coś tam sobie kupiła. Ten masaż by sobie zarobił, zaczął sobie budować dom, zarobiłby murarz itd. Te 18 zł krusowałoby po prowincji i napędzało gospodarkę. A tak te 18 zł idzie do Warszawy i napędza biurokrację. To jest najgorszy możliwy podatek dla prowincji. Dziękuję.