Arkadiusz Myrcha krytykuje projekt ustawy o Trybunale Konstytucyjnym
Arkadiusz Myrcha skrytykował projekt ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym i zapowiedział wniosek o jego odrzuceniu w całości. Uznał projekt za symboliczną próbę demontażu Trybunału, mającą na celu opisanie procedury wyboru prezesa wskazanego przez Jarosława Kaczyńskiego oraz dopuszczenie do orzekania trzech sędziów wybranych w tej kadencji Sejmu.
Główne zarzuty
- Myrcha wskazał, że do 117 artykułów Biuro Legislacyjne zgłosiło ponad 150 poprawek, a istotne poprawki zgłaszane przez posłów Platformy Obywatelskiej nie uzyskały akceptacji przewodniczącego komisji Piotrowicza. W tej sytuacji złożył wniosek o odrzucenie projektu w całości.
Ocena kandydatów do Trybunału
- W wystąpieniu krytycznie ocenił kandydatury zgłoszone w projekcie. Oskarżył m.in. Mariusza Muszyńskiego o niejasną przeszłość związaną ze współpracą z Agencją Wywiadu i przytaczał jego obraźliwe publiczne wypowiedzi. Skrytykował Henryka Ciocha za wieloletnią przynależność do PZPR i związki z instytucjami skoków, Lecha Morawskiego za udział w konferencjach smoleńskich promujących tezę o zamachu oraz Piotra Pszczółkowskiego za wcześniejszą współpracę jako osobisty prawnik Jarosława Kaczyńskiego.
Kierownictwo Trybunału i konsekwencje
- Zwrócił uwagę, że pracami Trybunału czasowo miałaby kierować sędzia Julia Przyłębska, mieszkająca na stałe poza granicami kraju, a jej mąż został z nadania PiS ambasadorem w Niemczech i promuje film Smoleńsk. Myrcha argumentował, że przedstawione nominacje i procedury podważają niezależność trybunału i prawa obywateli.
Wniosek i apel
- W efekcie Arkadiusz Myrcha apelował o odrzucenie projektu ustawy i podkreślił, że powoływanie sędziów w opisany sposób zagraża zasadzie niezależności sędziowskiej oraz należytej ochronie praw i wolności obywatelskich.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Pani Marszałek, Wysoka Izbo, niecały miesiąc temu do Sejmu wpłynął projekt ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym. Projekt ustawy, który dzisiaj z pewnością można nazwać symbolicznym w kontekście wszystkich ustaw autorstwa Prawa i Sprawiedliwości demontujących Trybunał Konstytucyjny. Otóż do 117 artykułów samo Biuro Legislacyjne zgłosiło ponad 150 poprawek. Przy czym żadne istotne merytoryczne poprawki składane także przez posłów Platformy Obywatelskiej nie uzyskały akceptacji przewodniczącego komisji pana posła Piotrowicza. Dlatego w czasie drugiego czytania składamy wniosek o odrzuceniu projektu ustawy w całości. To w ewidentny sposób pokazuje, że dla Prawa i Sprawiedliwości cała ta szopka z pakietem trzech pseudonaprawczych ustaw ma jedynie dwa cele. Po pierwsze opisanie procedury wyboru prezesa Trybunału Konstytucyjnego wskazanego przez Jarosława Kaczyńskiego. Po drugie zaś dopuszczenie do orzekania trzech sędziów nielegalnie wybranych w tej kadencji Sejmu głosami Prawa i Sprawiedliwości. W państwa mniemaniu, bowiem każdy kto nie ma poparcia PiSu jest wrogiem i powinien stać skrytykowany, a najlepiej w efekcie odwołany. Kwestią bezsporną jest, że w Trybunale Konstytucyjnym powinni zasiadać prawnicy najlepsi z najlepszych. Politycy Prawa i Sprawiedliwości wzięli sobie tą zasadę mocno do serca, nominując do Trybunału prawdziwy Dream Team polskiego środowiska prawniczego. I tak, pan profesor Mariusz Muszyński. Osoba przede wszystkim o nieskazitelnym charakterze. Drobną jedynie rysą jest jego niejasna przeszłość dotycząca współpracy z Agencją Wywiadu, o której nie chce wypowiadać się nawet minister Kamiński, koordynator służb specjalnych. Pan profesor zresztą wielokrotnie dawał wyraz swojej wysokiej kulturze osobistej i szacunku dla debaty publicznej. W swoich oficjalnych, publicznych wypowiedziach nazywał byłego premiera Polski bandytą, byłemu ministrowi obrony narodowej kazał zjeżdżać tylko w bardziej niecenzuralny sposób, czy w arogancki sposób wypowiadał się o orientacji seksualnej prezydenta Słupska. Jeżeli jednak te argumenty byłyby dla kogoś niewystarczające, to z pewnością silną zaletą pana profesora jest jego apolityczność. Przecież za mało znaczące fakty w życiorysie należy uznać, że za czasów rządów PiS był pełnomocnikiem ministra spraw zagranicznych Anny Fotygi, a w 2011 roku pełnił funkcję członka Trybunału Stanu. Odpowiedzialny jest także za wiele oficjalnych eksperty sprawnych przygotowanych dla Prawa i Sprawiedliwości. Wprost przykład niezależnego sędziego Trybunału. Wtóruje mu inny kandydat z namaszczenia Prawa i Sprawiedliwości, mecenas Henryk Cioch. W swoim bogatym dorobku ma blisko 20-letnią przynależność do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Ale to nie jedyna ważna partia w jego życiu. Otóż w poprzedniej kadencji był sanatorem wybranym z list Prawa i Sprawiedliwości. Ostatnie wybory nie były tak udane, więc nominacja do sędziego Trybunału może być swojego rodzaju nagrodą pocieszenia za wieloletnią współpracę. A może to także nagroda, że przez wiele lat Henryk Cioch był pierwszym prawnikiem skoków, za którymi nadal stoją niejasne powiązania finansowe z PiS i bliskimi mediami. Niezależność wypisz, wymaluj. Jest jeszcze oczywiście profesor Lech Morawski, członek Komitetu Naukowego dwóch konferencji smoleńskich, których główną tezą było, że 10 kwietnia 2010 roku doszło do zamachu na samolot polskiego prezydenta. Profesor jest także wieloletnim redaktorem naczelnym kwartalnika Prawo i Więź wydawanego przez Społeczny Instytut Naukowy. Jak można wyczytać ze strony internetowej skoków, to element wielkiej machiny finansowej sterowanej przez senatora PiS Grzegorza Biereckiego. Na całą tę trójkę czeka orzekający już sędzia Trybunału Konstytucyjnego, mecenas Piotr Pszczółkowski. On również nie jest pozbawiony argumentów w wyścigu na najbardziej niezależnego sędziego Trybunału. Był przecież nie tylko osobistym prawnikiem Jarosława Kaczyńskiego, ale także w tej kadencji Sejmu zasiadował wach poselskich jako poseł Prawa i Sprawiedliwości. Przypomnę, że mocą tej ustawy pracami Trybunału będzie czasowo kierować pani sędzia Julia Przyłębska, mieszkająca na stałe poza granicami kraju. Pewnie dziełem przypadku jest także, że jej mąż został z nadania PiS polskim ambasadorem w Niemczech, a za swój główny cel postawił sobie wyemitowanie w niemieckich kinach filmu Smoleńsk. Zatem wszyscy polscy obywatele mogą dzięki dobrej zmianie spać spokojnie. W razie bowiem, gdy rząd PiS będzie chciał naruszyć ich prawa czy wolności, niestrudzeni i niezależni sędziowie z pewnością staną dzielnie w ich obronie. Dziękuję. Dziękuję bardzo, panie pośle.