Łukasz Dajnowicz odpowiadał przed Sejmową Komisją Śledczą o roli Departamentu Komunikacji KNF w sprawie spółki Ambergold i okolicznościach umieszczenia jej na liście ostrzeżeń publicznych. Zeznał, że wpis zapadł na podstawie sygnału od dziennikarzy i publicznie dostępnych materiałów tego samego dnia.
Przebieg decyzji o wpisie
Łukasz Dajnowicz zeznał, że 30 października 2009 roku komisja otrzymała pytania i sygnał z mediów, a na podstawie reklamy i strony internetowej spółki podjęto decyzję o umieszczeniu Ambergold na liście ostrzeżeń publicznych. Dajnowicz wskazał, że sam był osobą odpowiedzialną za serwis internetowy i uczestniczył w procedurze wpisu.
Rola departamentu komunikacji
Świadek opisał zadania departamentu jako prowadzenie listy ostrzeżeń publicznych, współpracę z dziennikarzami oraz obsługę wniosków o dostęp do informacji publicznej. Potwierdził, że przedstawiciele mediów kontaktowali się bezpośrednio z rzecznikiem KNF i że sygnały te były przekazywane dalej do Departamentu Postępowań.
Źródło informacji i media
Dajnowicz wymienił kontakt dziennikarski jako bezpośrednie źródło sygnału, wskazując na zapytanie radiowe z RMF FM oraz na treść reklam sugerujących przyjmowanie środków bez licencji. Zeznania podkreślają, że analiza publicznych materiałów była podstawą działań komunikacyjnych KNF wobec spółki.
Przebieg przesłuchania i uprawnienia świadka
Na początku przesłuchania świadek został poinformowany o obowiązku mówienia prawdy, konsekwencjach karnych za fałszywe zeznania oraz o przysługujących mu prawach procesowych, w tym prawie do odmowy odpowiedzi i żądania posiedzenia zamkniętego. Dajnowicz złożył przyrzeczenie i odmówił skorzystania ze swobodnej wypowiedzi.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Dzień dobry Państwu. Otwieram posiedzenie Sejmowej Komisji Śledczej do zbadania prawidłowości i legalności działania organów i instytucji publicznych wobec podmiotów wchodzących w skład grupy Ambergold. Stwierdzam kworum. Porządek dzisiejszego przesłuchania przewiduje przesłuchanie dwóch świadków, pana Łukasza Dajnowicza i pana Marcina Pachuckiego. Czy są inne propozycje? Dziękuję. Witam wszystkich Państwa. Witam serdecznie stałych doradców. Przystępujemy do realizacji punktu pierwszego posiedzenia. Na wyzwanie komisji stawił się pan Łukasz Dajnowicz. Zgodnie z treścią artykułu 11d ustęp 1 ustawy o Sejmowej Komisji Śledczej w związku z 233 paragrafu 2 kodeksu karnego, pouczam pana. Już zeznając przed Sejmową Komisją Śledczej jest pan zobowiązany mówić prawdę i tylko prawdę. Zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy powoduje odpowiedzialność karną na podstawie artykułu 233 paragrafu 1 kodeksu karnego, który przewiduje sankcje w postaci kary pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Czy zrozumiał pan pouczenie? Dzień dobry. Tak, zrozumiem. Dziękuję. Zgodnie z treścią artykułu 11c ustęp 1 i 2 razy artykułu 17 ustęp 1 ustawy o Sejmowej Komisji Śledczej, pouczam pana o przysługujących panu prawach. Prawo do uchylenia się od odpowiedzi na pytanie, jeżeli oddzielenie mogłoby narazić pana lub osobę dla pana najbliższą w rozumieniu artykułu 115 paragrafu 11 kodeksu karnego na odpowiedzialność karną za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe. Prawo do odmowy zeznań, gdy pan jest osobą podejrzaną o powołnienie przestępstwa pozostającego w ścisłym związku z czynem stanowiącym przedmiot postępowania, albo za to przestępstwo został pan skazany. Prawo żądania by przesłuchano pana na posiedzeniu zamkniętym, jeżeli treść zeznań mogłaby narazić na hańbę pana lub osobę dla pana najbliższą w rozumieniu 115 paragrafu 11 kodeksu karnego. Prawo do odmowy zeznań, co do okoliczności, na które ściąga się ciążący na panu obowiązek zachowania tajemnicy ustawowo ochronionej w przypadkach określonych przepisach ustawy o Sejmowej Komisji Śledczej. Prawo zgłoszenia wniosku o zarządzenie przerwy w posiedzeniu komisji. Prawo zwrócenia się z wnioskiem o umożliwienie się swobodnej wypowiedzi w ramach objętej przesłuchaniem sprawie. Prawo zwrócenia się z wnioskiem o uchylenie pytania, które w pana ocenie są w urzęcie odpowiedzi jest nieistotne lub niestosowne. Prawo złożenia wniosku o wykonanie czynności, które komisja może albo ma obowiązek podejmować z urzędu. Prawo złożenia wniosku o wyłączenie członka komisji w trybie artykułu 5 lub 6 ustawy. Przypominam, iż przebieg posiedzenia jest zrejestrowany za pomocą aparatury rejestrującej dźwięk i obraz, o czym został pan pouczony w wezwaniu. Czy ustanowił pan pełnomocnika? Nie. Proszę o podanie imienia, nazwiska, wieku i zajęcia. Łukasz Dajnowicz, lat 39, ekonomist. Dziękuję bardzo. Oświadczam, że dane dotyczące miejsca zamieszkania są znane komisji. Czy był pan prawomocnie skazany za fałszywe zeznania lub uskarżenia? Nie. Dziękuję. Proszę wszystkich o powstanie. Proszę o powtarzanie za mną. Świadomy znaczenia moich słów. Świadomy znaczenia moich słów. I odpowiedzialności przed prawem. Świadomności przed prawem. Przyrzekam uroczyście. Przyrzekam uroczyście. Że będę mówił szczerą prawdę. Że będę mówił szczerą prawdę. Niczego nie ukrywając z tego, co jest mi wiadome. Niczego nie ukrywając z tego, co jest mi wiadome. Dziękuję bardzo. Czy chce pan skorzystać z prawa do swobodnej wypowiedzi? Nie, nie dziękuję. Dziękuję bardzo. Zaczynamy. Pani poseł Kopsińska, bardzo proszę. Dziękuję pani przewodnicząca. Czy mógłby pan powiedzieć nam, od kiedy był pan dyrektorem Departamentu Komunikacji Społecznej? Ten departament się różnie nazywał, ale w KNF-ie pracowałem od początku, czyli od 2006 roku do grudnia roku 2016. A wcześniej jeszcze przed KNF-iem pracowałem w Komisji Popierów Wartościowych. To był jeden z tych nadzorów. Przepraszam, czy możemy prosić tylko mikrofon wyżej i bliżej, bo jest dosyć duża akustyka. To nie wiem od którego momentu, ale od 2004 roku w nadzorze finansowym pracuję. W KNF-ie od 2006, czyli od początku. Do grudnia 2016. A funkcję rzecznika pełnił pan... W KNF-ie od początku, czyli od 2006 do listopada 2016. Czy mógłby pan powiedzieć, w jakim zakresie departament, w którym pan pracował, zaangażowany był w sprawę Ambergold? Jako komórka, która odpowiadała za listę ostrzeżeń publicznych KNF-u, odpowiadała za współpracę z dziennikarzami i też za wnioski o dostęp do informacji publicznej. Przedstawiciele mediów kontaktowali się z panem bezpośrednio, jako rzecznikiem w tej sprawie? Tak. A jak pan dowiedział się o sprawie? Czy mógłby pan... Ja sobie to z notatek odtworzyłem, bo zeznawałem też w prokuraturze, więc miałem notatki. 30 października 2009 roku dostaliśmy pytania, sygnał z mediów i tego samego dnia umieściliśmy spółkę na listę ostrzeżeń publicznych. Dziennikarze... To byli dziennikarze radiowi. Czy to było RMF, to zapytanie? Tak, RMF FM, tak. Nie chciałbym tu z nazwiska, ale dziennikarze przekazali nam, czyli służbom prasowym KNF-u, informację o reklamach Ambergold. I hasło tych reklam, to jest lokata w złoto 10%, ono sugerowało, że spółka może prowadzić działalność polegającą na przyjmowaniu środków bez licencji. A te sugestie weryfikowaliście państwo w jaki sposób? No bo po samej notatce raczej nie umieszcza się firma na liście ostrzeżeń. Nie, na podstawie publicznych informacji, czyli reklamy plus strona internetowa spółki. I to wszystko odbyło się jednego dnia? Tak. A kto o tym zadecydował? O wpisie na listę? Tak. No ja jako osoba odpowiedzialna za serwis internetowy w Karnowie. A z kim pan podzielił się informacjami, które pan otrzymał? To jest standard i standardowo sygnał, te publicznie dostępne informacje daliśmy do Departamentu Postępowań. A czy mogłabym prosić? Przepraszam, przerywam, ale jest to bardzo istotne dla wyjaśnienia sprawy. Czy byłby pan uprzejmy przypominać nazwiska osób, z którymi pan się kontaktował, którym pan informacje przekazywał? Tak dokładnie nie pamiętam, ale za ten obszar w Departamencie Postępowań, teraz to jest część Departamentu Prawnego, powiadał pan Marcin Pachucki. To, przepraszam? Marcin Pachucki, to jest ta druga osoba, którą państwu... Przepraszam, a dawno pan zeznawał w prokuraturze? Przepraszam. Dawno pan zeznawał w prokuraturze? Ja zeznawałem w prokuraturze dwa razy. Raz, to była sprawa... Pytam pana, bo pan tam miał pamięć do nazwisk dużo lepszą, stąd pytam pana, czy dawno pan zeznawał? Dość dawno, zaraz sprawdzę, dobrze? To był wrześniu 2012 roku. To było raz i to była ta sprawa z zawiadomienia KNF-u, a raz zeznawałem w sprawie z zawiadomienia pana Marcina P. na KNF. I to było w sierpniu... To było, przepraszam, to było w marcu 2013 roku. Proszę powiedzieć, jaki był sposób udzielania odpowiedzi na pytania mediów? W zależności od tego, jak pytanie zostało zadane, telefonicznie, mailowo, osobiście. Było to w jakiś sposób uregulowane, czy nie? W takim znaczeniu, że jest jakaś ewidencja, tak? Nie, to w ten sposób nie. A proszę mi powiedzieć, w przypadku tej konkretnej sprawy Ambergold i informacji, którą pan otrzymał od rozgłośni radiowej, rozumiem, tak? Tak. Jaka była forma komunikacji między panem a dziennikarzem czy dziennikarzami? Nie pamiętam dokładnie. Jeśli radio, no to prawdopodobnie chciało się nagrać, czyli osobiście. I proszę mi powiedzieć, czy były, jeżeli były, to które, departamenty merytoryczne zaangażowane w kwestię wyjaśnienia tej sprawy? Bo informację, którą pan otrzymał, to dosyć ważna informacja. W jaki sposób doszło do jej weryfikacji? Kto, jeszcze raz powtórzę pytanie, kogo z imienia i nazwiska pan o tym fakcie poinformował? I które departamenty, jeżeli takowe były, zaangażowane w wyjaśnienie merytoryczne? Departament postępowań. Oni dostali sygnał do analizy prawnej pod kątem ewentualnego zawiadomienia o podejrzeniu pełnienia przestępstwa. W jakiej formie, przepraszam? Standardowo mailem albo telefonicznie, już nie pamiętam. Natomiast też przed wpisem na listę zawsze się naroboczo staraliśmy konsultować. Czy to jest wstępnie dobrze, czy wstępnie się ewentualnie kwalifikuje pod zawiadomienie, czy nie? A proszę, ja będę, podrążę chwilę ten jeden temat samego zgłoszenia, przygotowania odpowiedzi i umieszczenia na liście. Interesuje mnie, jak w tak poważnej instytucji, jaką jest Komisja Nadzoru Finansowego, weryfikuje się informacje uzyskane od dziennikarzy. Jakby Pan mógł jednak przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów, nazwisk, drogi tej informacji od rozgłośni radiowej przez Pana, do kogo dalej? I w jakiej formie otrzymywał Pan odpowiedzi i na jakiej podstawie? Bo usłyszeliśmy na wstępie, że wydarzyło się to w ciągu jednego dnia. Tak. Dosyć szybkie działanie, tylko chciałabym wiedzieć, no właśnie na jakiej podstawie? Dobrze. Wtedy nie było takiego przepisu prawa, który w tej chwili w ustawie o nadzorze nad rynkiem finansowym, to jest artykuł 6b. Czyli on reguluje, jak się prowadzi listę ostrzeżeń publicznych, jak się umieszcza spółkę na liście, jak się na przykład z niej też spółkę wykreśla. I to w uproszczeniu w tej chwili jest wykaz zawiadomień, który karny przekazuje do prokuratury. Wtedy takiego przepisu nie było, więc no też było ryzyko, ryzyko sygnalizowane przez Departament Praw, na przykład takie ryzyko, że spółka pójdzie do sądu i trzeba będzie płacić odszkodowanie ze Skarbu Państwa za nauszenie dup osobistych. Czy ryzyko reputacyjne dla KNF-u, jakiegoś niekorzystnego orzeczenia w sądzie administracyjnym, albo no ryzyko takie pracownicze dla ludzi. I w tym wypadku ta ścieżka została przetestowana, bo Ambergold poszło do sądu administracyjnego i do sądu cywilnego i też do prokuratury. I te wszystkie rozstrzygnięcia były akurat dla KNF-u korzystne. Jeszcze raz, przepraszam, bo Pani pytała o osoby, tak? Dokładnie nie pamiętam, komu ja tam powiedziałem o tym Ambergold, natomiast to była na pewno osoba z Departamentu Postępowań. Ale czy rozumiem, że nie chce Pan nam powiedzieć, że decyzje o umieszczeniu firmy na liście ostrzeżeń zapadały, były podejmowane przez jedną osobę, przez Pana? Na pewno były konsultacje, natomiast to nie jest decyzja administracyjna, zresztą to było przedmiotem orzeczenia sądu. To nie jest taka decyzja, która wymaga postępowania tego typu z KPA. To jest część serwisu internetowego. Myśmy pisali, przepraszam, że firma nie posiada licencji. To była prawda, to był fakt i ciężko z tym dyskutować. Dobrze, to proszę wobec tego odpowiedzieć mnie i za pośrednictwem mediów opinii publicznej. Po co umieszczana jest firma na liście ostrzeżeń publicznych? Co z tego wynika? Co powinno wynikać? Po co Państwo to robiliście? A ja jeszcze raz będę prosiła Pana, żeby jednak ścieżkę tą konsultacyjną z osobami, które podjęły decyzję, żeby na liście ostrzeżeń firmę umieścić, dokładnie wymienić. I proszę też powiedzieć, dobrze, to na razie to. Lista ostrzeżeń była i jest częścią serwisu internetowego. Myśmy za ten serwis odpowiadali, ja jako osoba kierująca tą komórką. Natomiast po co ta lista była? To nie jest polski wynalazek. Z tego co ja tam znalazłem, to w 2004 roku w Polsce to zaczęło działać. I to jest pewna forma ostrzeżenia sygnału dla potencjalnych klientów, bo to jest brak licencji, to ma zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa środków. Więc z jednej strony oczywiście bez wyroku sądu, bez jakiegoś zaawansowanego postępowania karnego nie można pisać, że ktoś jest na przykład oszustem. Ale można pisać, że nie ma licencji, bo to jest prawda. I to w sądach się utrzymało. To uzupełniające pytanie. Czego Pan wobec tego oczekiwał po umieszczeniu informacji o firmie Ambergold na tej liście? Czego Pan oczekiwał? Czy to było tylko takie umieszczenie dla umieszczenia i coś się zadziało, ale tak naprawdę niewiele się zadziało? Jakie były tego konsekwencje? To była forma ostrzeżenia klientów. Ta informacja o tym, że firma nie posiada licencji, że KNF ma wątpliwości w jej sprawie była publicznie dostępna dla klientów, za pośrednictwem mediów bezpośrednio. I wydaje mi się, że to miało znaczenie. A kto wiedział o tej liście? Ona była na przykład dostępna, informacja o tym ostrzeżeniu była dostępna po wpisaniu nazwy Ambergold w taką najbardziej popularną wyszukiwarkę internetową. I to jest, wydaje mi się, że to jest jakiś sygnał ostrzegawczy dla osoby, która zastanawia się nad tym, czy powierzyć środki, czy nie powierzyć. A kto wiedział o tej, kto powinien wiedzieć o tej liście? Wiedzieli dziennikarze i na pewno część opinii publicznej też. Państwo informowaliście o tym, że taka lista istnieje i co się wiąże z umieszczeniem firmy na niej? No tak, przy każdej okazji i w sprawie Ambergold i w sprawie na przykład takiej drugiej, chyba najbardziej znanej firmy z listy ostrzeżen, czyli Finroyal, to przy każdej okazji dawaliśmy do mediów taką informację, że firma nie ma licencji, a później jak już było zawiadomienie, że było zawiadomienie. Kto, jakbym mogła wrócić do pytania o departamenty merytoryczne w Departamencie Prawnym, został przez Pana poinformowany? W Departamencie postępowałem. W Departamencie, przepraszam, tak, postępowałem. Nie pamiętam dokładnie zmienia nazwiska, ale to jest obszar Marcina Pachuckiego. A to nie było w żaden sposób uregulowane w Komisji Nadzoru Finansowego? Taka ścieżka informowania o tak ważnych rzeczach? Pytam Pani o procedurę taką formalną. Nie, wtedy nie było tej procedury, ona później powstała. Później, czyli kiedy? Wydaje mi się, że pierwsza wersja to jest jesień 2012, czyli to już po upadku Ambergold. Kto odpowiadał, kto kierował tym departamentem, o którym Pan wspomina? Departament postępowań? Tak. W tym okresie, w którym dotyczyła ten sygnał, tak? Na 100% nie jestem pewny, ale wydaje mi się, że Marcin Pachucki był zastępcą, a dyrektorem była Pani Ilona Pieczyńska-Czerna. Ale na 100% nie powiem, to jest łatwo do sprawdzenia w urzędzie. Ja nie mam tych datów przez co. Nie pamięta Pan, z kim Pan rozmawiał, czynił uzgodnienia na temat firmy Ambergold? Nie jest Pan w stanie przypomnieć żadnego nazwiska? Na 100% nie, nie pamiętam. A nie na 100%? Wydaje mi się, że to był Marcin Pachucki, ale na 100% nie jestem w stanie tego tworzyć w tej chwili. To wszystko były rozmowy, uzgodnienia bez notatek, jakiejś formy pisemnej, opinię, o którą Pan... No bo w jakiś sposób trzeba zweryfikować, tak? Dostaje Pan informację od dziennikarzy bardzo poważną. No dobrze, ale widzę, że jest lokata w złote 10%, widzę, że firma nie ma licencji, że się reklamuje. I co? I dobrze wszystko? Chyba nie. No dobrze, to wobec tego, jeżeli niedobrze, to jest pytanie, czy Państwo wykorzystaliście wszystkie możliwości, jakimi komisja dysponowała, żeby nie dopuścić do tego, żeby przybywali nowi klienci, bo samo umieszczenie na liście ostrzeżeń, samo wystosowanie pisma, chociaż ważne i potrzebne, to w mojej ocenie zbyt mało, dlatego że mógłby Pan powiedzieć, kto wchodzi w skład komisji nadzoru finansowego? No mógłbym, ale to komisja... Przedstawiciele, kto jest nad komisją nadzoru finansowego? Kto jest Państwa szefem? Nie, no szefem jest przewodniczący komisji nadzoru finansowego. A nad szefem przewodniczącym... Właśnie akurat w sprawie statusu KNF-u to się wypowiedział nad Trybunał Konstytucyjny i to jest tak, że oczywiście zgodnie z ustawą mianuje i nadzoruje prezes Rady Ministrów, natomiast ten nadzór jest taki ściśle określony, czyli jest kadencja, jest niezależność. Okej. Co najczęściej nadzór jest ściśle określony, a ustawa mówi wyraźnie wprost, że Waszym przełożonym jest premier, w związku z powyższym w każdej ustawie ten nadzór jest ściśle określony. Skład, tak? Tak. W tej chwili to nazwisk nie podam, natomiast tam jest w Komisji Nadzoru Finansowego oprócz przewodniczącego i dwóch zastępców, którzy są na co dzień w urzędzie, pracują, zarządzają, są przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego, prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, ministra finansów, no w tej chwili to jest jeszcze minister rozwoju, ale wtedy to było Ministerstwo Pracy. No właśnie, mieliście Państwo przedstawicieli tak ważnych ministerstw, szefem był premier. Sam zauważył Pan po pierwszym kontakcie z mediami, że sprawa nie wygląda dobrze, bo obiecano zbyt wiele, rozumiem, w Pana ocenie? Nie, nie, tylko firma się reklamuje, że przyjmuje lokaty, a nie ma licencji na prowadzenie tego typu działalności. Gdzie o to chodzi? I czy w tak ważnym gremium zostały podjęte właściwe kroki? Pytam na razie tylko o początek. Nie chcę wchodzić w dalsze, bo pewnie koledzy mają kolejne pytania, ja też będę do tematu wracała, ale chcę Pana zapytać o ten bardzo istotny moment. Ma Pan informacje, ma Pan w swoim otoczeniu przedstawicieli ministerstw, przedstawiciela prezydenta wtedy urzędującego. Państwa szefem jest premier. I co Państwo robicie? No jednoosobowo podejmuje Pan decyzję o umieszczeniu na liście ostrzeżeń i nic? No ale wydaje mi się, że głównym tym kanałem poinformowania o tym, że są wątpliwości są jednak media i za pośrednictwem mediów. Media? Tak, media. Media. Komisja Nadzoru Finansowego do czego jest powołana? Do nadzorowania rynku finansowego. I Państwa wyręczyć mają w tym media? Nadzorze nad rynkiem finansowym? Chwała za to, że dziennikarze do takich informacji doszli i przeanalizowali. Po zaskakującej fali odpowiedzi, jaką uzyskaliśmy na poprzednich posiedzeniach, Pan otwiera kolejny rozdział. Bo jeżeli media mają przejąć rolę nadzoru nad rynkiem finansowym, to nie tędy droga w Państwie prawa. Kanał dotarcia do ewentualnych klientów z informacją o tym, że są wątpliwości, że jest lista ostrzeżeń, że firma nie ma licencji. O ten kanał mi chodzi. O inne, o postępowanie kanał, tu się wolał nie podpowiadać, bo to są koledzy się tym zajmowali. Ja cały czas próbuję dociec przede wszystkim, kto podjął decyzję i na jakiej podstawie, bo Państwo musieliście mieć jakieś informacje. Nie siedział tam człowiek z ulicy, który nie ma o tym pojęcia, tylko przedstawiciele omawianych wcześniej ministerstw. My nie mieliśmy jakiejś informacji w trybie nazorczym, bo to nie był podmiot nazorowany. Dokonując jakiejś analizy wstępnej, mieliśmy te informacje, które są ogólnodostępne. O to pytam. Które departamenty, jakie decyzje merytoryczne, kto je podjął i na jakiej podstawie i w jaki sposób to było sprawdzane, weryfikowane. A później będziemy pytać, co z tego wynikało, bo samo obniżnienie na liście ostrzeżeń nie dało wiele. Dobrze, ale wydaje mi się, że coś jednak dało. Natomiast ja mogę mówić z tego obszaru, za który odpowiadałem, czyli lista ostrzeżeń media. Sygnał od nas poszedł do departamentu postępowań, który robił dalej analizę prawną. Co z tej analizy wynikało? Podostał pan odpowiedź, rozumiem, tak? No bo na jakiejś podstawie pan... Nie, ta analiza się zakończyła półtorej miesiąca później, w służeniu zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. A pan umieścił na liście. I teraz jeszcze wrócę do tej listy. Czy pan nie miał obowiązku informować o takim fakcie kogoś ze swoich przełożonych? No wydaje mi się, że ta informacja była dostępna dla przełożonych. I myślimy codziennie, jeśli pani pyta o przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, to przecież myśmy codziennie też rozmawiali, współpracowaliśmy na bieżąco i ta informacja była dostępna. A nie wydaje się panu, że wydaje się to dosyć niepoważne w przypadku Komisji Nadzoru Finansowego? Wydaje się panu, że pana przełożony o tym wiedział? Nie, no na pewno wiedział. Przepraszam, tak powiedziałem. Natomiast jakby ta lista ostrzeżeń publicznych to jest wykaz podmiotów, o których myśmy informowali, że nie mają licencji. To był fakt, prawda. To nie wymaga jakichś wielopiętrowych postępowań, decyzji. Wydaje mi się też, że istotny jest ten czas reakcji, żeby z tym ostrzeżeniem jak najszybciej dosyć do ludzi. Czas i nie czas, bo okazało się, że to był bardzo ważny czas. Teraz wszyscy to wiedzą, ale ja pytam o sposób podejmowania decyzji, o sposób obiegu informacji w Komisji Nadzoru Finansowego. O to, kto od początku brał udział w tym podejmowaniu decyzji. No tak jak mówię. Jeżeli pan mówi, że wydawało się panu, że przewodniczący wiedział, to chciałabym wiedzieć, czy odbywały się spotkania, czy w tym przypadku odbyło się spotkanie i jak to było dalej. Bo owszem, zawiadomienie zostało wysłane. O to będziemy pytać w dalszym postępowaniu. Ale chciałam wiedzieć, czy państwo, kiedy dostajecie informację, ustala pan, daje na listę ostrzeżeń. Ustalam to z kim? Chcę wiedzieć. Ustalam, co będzie, jeżeli rozpoczyna się dalsze postępowanie, jakie będą tego efekty i jaki był wachlarz możliwości, możliwych działań, które państwo mogliście podjąć, a nie podjęliście. Jeśli chodzi o te rzeczy, które były w moich kompetencjach, to lista ostrzeżeń, informacje do mediów, współpraca z dziennikarzami. Żeby ocenić, czy to, co pan wykonał, było wystarczające, należy podzielić się informacją z innymi, którzy w komisji pracowali, którzy podejmowali decyzję. Dlatego chciałabym ustalić, z kim pan się podzielił informacją i kto zwrotnie zadecydował. Bo na razie nie usłyszałam. Wydaje mi się, powiedział pan, że przewodniczący o tym wiedział. Przewodniczący o tym wiedział, wiedział departament postępowań. Jeśli pani pyta o tę decyzję w sprawie wpisu na listę ostrzeżeń publicznych, to wydaje mi się, że odpowiedziałem, że to było w naszych kompetencjach. To wiem. Tylko jeszcze proszę doprecyzować to poinformowanie przewodniczącego, w jaki sposób nastąpiło. Dokładnie nie pamiętam, ale myśmy codziennie rozmawiali przecież. Ale decyzja zapadła tego samego dnia, kiedy powiedział pan informacje. Czy w tym dniu przewodniczący był poinformowany? Czy była taka praktyka na przykład, że przed wpisem na listę pytałem przewodniczącego, tak? Tak. Nie, takiej praktyki nie było. Czyli to następowało w terminie późniejszym? Informacja do przewodniczącego, tak? Tak. O to pani chodzi? No tak, tak. Dobrze, ja na ten moment dziękuję. Oddaję głos. Proszę pana. Proszę powiedzieć, pan powiedział, że podejmował decyzję jednoosobowo i to w terminie natychmiastowym w pisaniu na listę ostrzeżeń publicznych. Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje może wywołać wpisanie podmiotu na listę ostrzeżeń publicznych? No w tej chwili jest łatwiej, bo jest przepis. Nie, no tam pytam o ówczesny okres i jakie mogą w ówczesnym okresie czasu wywołać konsekwencje. No oczywiście, że było ryzyko, ale to jest kwestia wyważenia. Ryzyko, jakie myśmy dostrzegali, później ono się też pojawiało w takich naszych wewnętrznych odważaniach w urzędzie, to było takie właśnie, że jest możliwa odpowiedzialność odszkodywawcza skarbu państwa za naruszenie doposobistych. Ryzyko dla KNF-u utraty reputacji, jeśli na przykład w sądzie ktoś by zdecydował, że taki wpis był nielegalny, nieuprawniony. No tak, ale z drugiej strony mamy próbę jednak wyjścia z informacją o jakimś ostrzeżeniu do ludzi. Wie pan, ja to rozumiem, tylko pytanie moje zmierza do czego innego. Pan mówi o tym, że dostaje z RMF-u listę pytań 30 października i na tej podstawie jednoosobowo, bez konsultacji z kimkolwiek, wpisuje podmiot na listę ostrzeżeń publicznych. A jak pan zweryfikował w tym samym dniu informację, że ten podmiot w ogóle podlega pod KNF albo powinien podlegać? Dlaczego miałby mieć wasze zezwolenie na przykład? No to tak jak mówiłem, pracowałem na informacjach z reklam i na informacjach, które firma umieściła na swoim serwisie. Proszę pana, komu podlegał Departament Komunikacji Społecznej wedle regulaminu? W ówczesnym czasie to była część pionu międzysektorowego i który był podprzewodniczący. Przewodniczący. Proszę powiedzieć, czy inne podmioty również pan wpisywał jednoosobowo, bez konsultacji z bezpośrednim przełożonym? To był standard. To nie jest tak, że my tam piszemy nie wiadomo co. Tylko piszemy, że nie ma licencji, co jest faktem. Wie pan co, do tego teraz dojdziemy i oddam głos kolegom. Tylko, że choćby taki wpis może spowodować konsekwencje, o którą państwo zadbaliście dwa lata później. Choćby fakt, że inne podmioty rynku finansowego nie będą chciały podejmować współpracy z tym podmiotem. W związku z powyższym ja się zgadzam z tym, że to była decyzja potrzebna. Tyleż tylko, że w głowie się nie mieści, że bez weryfikacji, bez konsultacji pan po prostu jednoosobowo na podstawie informacji medialnej to zrobił. Ale nie medialnych, na podstawie tego, co spółka dawała w komunikacji do klientów, ewentualnych klientów. Dobra, dziękuję. To wydaje mi się, że to było czytelne. Pan poseł Zębaczyński, bardzo proszę. Dziękuję, szanada pani przewodnicząca. Wysoka Komisjo, proszę świadka, mam prośbę, czy można trochę głosie obo bliżej mikrofonu, bo ja nie wiem, dlaczego ledwo pana słyszę. Proszę powiedzieć, czy to jest prawda, jak twierdzili przedstawiciele Amber Gold, że nie było podstaw prawnych do prowadzenia przez państwa takiej listy ostrzeżeń? Nie było takiego przepisu, który w tej chwili jest artykułem 6b w ustawie nad zarządzeniem finansowym. Natomiast myśmy sam fakt prowadzenia listy wywodzili z celów, z zadań KNF-u, w szczególności z takiego zadania, jak prowadzenie działalności edukacyjnej i informacyjnej. Amber Gold poszło z tym do sądu administracyjnego ze skargą na bezczynność i wojewódzki sąd administracyjny przyznał rację KNF-owi. Ja podam sygnaturę, bo to można w internecie sprawdzić, takie orzeczenie. 8 czerwca 2010 wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie o odrzuceniu skargi Amber Gold na bezczynność KNF-u w zakresie wydania decyzji w sprawie wpisu na listę ostrzeżeń publicznych. Sygnatura rzymskie 6, Sabina Anna Barbera, łamane przez 2, jak Warszawa, 15, łamane przez 10. I to jest orzeczenie, które się później, znaczy ta linia orzecznica się później w NSA utrzymała w sprawie innej spółki. Ale generalnie sąd uznał, że nie trzeba prowadzić postępowania administracyjnego, nie trzeba wydawać decyzji o wpisie na listę. Nie była to decyzja administracyjna. Proszę powiedzieć, Amber Gold mówiąc tak ogólnie o działalności Marcina P. straszył Komisję Nadzoru Finansowego prokuratorem, pozłem cywilnym o naruszenie dobrego imienia spółki ze względu na umieszczenie jej na liście ostrzeżeń KNF. Proszę powiedzieć, jaki był finał tej sprawy? Jeśli chodzi o pozostał...