Gabriela Lenartowicz oskarża ministra o demontaż ochrony przyrody
Gabriela Lenartowicz w przemówieniu z 23 marca 2017 r. skrytykowała działania ministra środowiska, oskarżając go o demontaż systemu ochrony przyrody i odpowiedzialność za masowe wycinki drzew. Uznała sprawę za parlamentarny akt oskarżenia i wskazała na skutki ustawodawstwa oraz zmiany personalne i finansowe w instytucjach ochrony środowiska.
Skala zarzutów
Gabriela Lenartowicz podkreślała, że obywatele codziennie są świadkami wycinek - "milion Polaków" towarzyszy łoskotowi pił i siekier, a zdaniem mówczyni to już skala milionów wykarczowanych drzew. Nazwała tę sytuację skutkiem prawa, które - jak mówiła - "przyśniło się ministrowi", i wezwała do traktowania postępowania jako akt oskarżenia w imieniu przyrody.
Krytyka konkretnego aktu prawnego
Wystąpienie odnosiło się do ustawy o zmianie ustawy o ochronie przyrody przyjętej 16 grudnia na posiedzeniu w sali kolumnowej. Mówczyni oceniła ją jako niekonstytucyjną, niezgodną z dyrektywami europejskimi i praktyką legislacyjną, wskazując, że ustawa przyczyniła się do masowych wydzieceń drzew w miastach, na terenach wiejskich i w lasach.
Zmiany personalne i decyzje finansowe
Lenartowicz zarzucała ministrowi kroczący demontaż instytucji ochrony środowiska poprzez zmiany personalne w Lasach Państwowych, Parkach Narodowych, Generalnych i Regionalnych Dyrekcjach Ochrony Środowiska oraz Inspektoratach Ochrony Środowiska. Wskazywała na usuwanie ekspertów i wsparcie alternatywnego obiegu naukowego finansowanego ze środków publicznych. Krytykowała też decyzje Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska - odebranie środków na walkę ze smogiem, przeznaczenie dużych kwot na geotermie oraz kontrowersyjne transfery finansowe i karanie organizacji pozarządowych.
Konsekwencje dla państwa i społeczeństwa
Gabriela Lenartowicz oceniała, że działania te prowadzą do destrukcji systemu ochrony środowiska i zwrotu ku rabunkowej eksploatacji zasobów przyrodniczych. W przemówieniu padały mocne oskarżenia dotyczące postaw rządzących - "pycha, nienawiść, kumoterstwo, nepotyzm, niepohamowanie w niszczeniu, obłuda i zwykłe kłamstwa" - a mówczyni ostrzegała przed kompromitacją kraju i szkód wyrządzanych obywatelom oraz przyrodzie.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Pani Marszałku, Wysoka Izbo. Dziś będziemy debatowali nad sprawą niezwykle istotną. Pochylimy się nad poważnym problemem. Bo to nie jest klasyczna debata nad udzieleniem wotu nieufności złemu ministrowi. To jest nasz parlamentarny sąd nad sprawą szyszki. Bo w tych kategoriach, w kategoriach procesowych, niejakiego sądu musimy rozpatrywać efekty działalności tego ministra. Jak powinien inaczej nazwać to, czego świadkami jesteśmy na co dzień? Każdy Polak wychodząc z domu widzi efekty twórczości pana ministra. Oglądając się na lewo, do szczega wykarczowany przez dewelopera hektar lasu. Oglądając się na prawo, do szczega rzeź drzew w parkach. I tak jest codziennie, o co najmniej trzech miesięcy. Milion Polaków w drodze do pracy, w drodze do znajomych, w drodze do domu towarzyszy łoskot, pił i siekier. Dwa miliony drzew. Dwa miliony drzew barbarzyńsko wykarczowanych. Bo takie prawo przyśniło się ministrowi Szyszce. Oto podstawa aktu uskorżenia. Sprawa Szyszki to kwit esencja państwa PiS. Jak w pigułce mieszczą się do wszystkich patologii tych rządów. Pycha, nienawiść, kumoterstwo, nepotyzm, niepohamowanie w niszczeniu, obłuda i zwykłe kłamstwa. Do tej pory widziały to jednak tylko poszczególne grupy obywateli. Tych, których konkretnie rozwiązanie tej ekipy wprost dotykały. Teraz zaś prawdę o tych rządach, prawdę o niszcze środowiska dostrzegają już wszyscy. Minister Szyszko. Minister środowiska, który za honor powziął sobie niszczenie polskiej przyrody. Zacznę zatem przedstawiać ten swoisty akt oskarżenia. Bo drzewa są milczącymi świadkami tego procesu. My, posłowie Platformy, zatem będziemy oskarżali w ich imieniu. Panie Marszałku, Wysoka Izbo, Jan Szyszko pełniąc funkcję ministra środowiska działa na szkodę obywateli. Obywateli naszego kraju i polskiego środowiska. Środowiska, które na mocy ustaw i przypisanych mu kompetencji winien chronić. A prowadzi w sposób niedopuszczalny, skandaliczną, anachroniczną politykę ekologiczną. I to na nasz i kolejny rachunek. Jego rządy w ministerstwie to destrukcja systemu ochrony środowiska w Polsce. To zwrot ku historycznie skompromitowanym ideom rabunkowej eksploatacji zasobów naturalnych, w tym przyrodniczych. Jednocześnie minister kompromituje nasz kraj. I to nie tylko na arenie międzynarodowej, ale i w oczach odpowiedzialnych, bo takimi są, kochających ojczystą przyrodę Polaków. Na potwierdzenie przytoczę siłą rzeczy tylko kilka przykładów, bo można by napisać i cytować książkę. Najnowszym jest oczywiście Leks Szyszko. Przyjęta 16 grudnia na nielegalnym posiedzeniu w sali kolumnowej ustawa o zmianie ustawy o ochronie przyrody. Niekonstytucyjna, niezgodna z dyrektywami europejskimi i podstawowymi zasadami praktyki legislacyjnej oraz prawem obywateli do ich organizacji i udziału w podejmowaniu decyzji. Ustawa, która już spowodowała i powoduje hekatombę drzew w Polsce. Ustawa, tylko pozornie poselska, która umożliwiła ministrowi Szyszce przeprowadzenie w podejrzanym tempie i okolicznościach równie podejrzane masowe wydzinki drzew w miastach i na obszarach wiejskich, a także w lasach. Rycerz dobrej zmiany się odesłał. To z inicjatywy i na skutek aktywności ministra trwa kroczący demontaż instytucji ochrony środowiska w Polsce. Pierwszym jego przejawem były zmiany personalne w agendach podległych resortowych. Lasach Państwowych, Parkach Narodowych, Generalnych i Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska, Inspektoratach Ochrony Środowiska i tak dalej. Dotyczyły one nie tylko zarządzania tymi instytucjami i będących w ich dyspozycji środkami publicznymi, ale i gremiów doradczych, na przykład Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Usuwani są eksperci i naukowcy niepodzielający stanowiska Jana Szyszki i jego niestety prymitywnych, anachronicznych poglądów na ochronę przyrody. Przykład? Trudno się dziwić. Jeśli na czele Rady Naukowej Leśnictwa stoi specjalista od pilarek spalinowych, jeśli doradza mu znany skąd inną Chris Cieszewski, to czemuż się dziwić? Panie ministrze, gdzie tryska ta krnica tej szczególnej pana wiedzy? Czyżby w toluńskich geotermiach? Jednocześnie pan minister konsekwentnie wspiera ten alternatywny obieg naukowy, organizując za publiczne pieniądze konferencje i sympozje. Oczywiście przykłady są liczne, zresztą pan minister sam te przykłady przytacza w raporcie dla pani premier, ale przykład jeden państwu przedstawię. Jest to organizowane przez Ministerstwo Środowiska Parlamentarny Król Prawa i Sprawiedliwości, Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, przy współpracy z Parlamentarnym Zespołem do Spraw Zrównoważonego Rozwoju Europy, Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Samodzielnej Pracowni, Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych, Konferencji Puszcza Białowieska, Mity, Fakty, Przyszłość. Gdzież? Wtórznie. Współpracująca wystawa organizowana przez Ministerstwo Środowiska wraz z zainteresowanymi parafiami na terenie Polski, obwoźna ustawa Puszcza Białowieska, Las Naturalny czy też dziedzictwo kulturowe miejscowej ludności. I tym podobne. Publiczny skandal wywołały już na wstępie działalności pana ministra pierwsze finansowe decyzje resortu w podległym mu Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska. To znane i głośne odebranie Małopolsce pieniędzy na współfinansowanie walki ze smogiem w ramach unijnego programu LIFE z jednoczesnym przeznaczeniem 27-milionowego odszkodowania dla tormińskiej Lux Veritatis Ojca Rycyka. To wstrzymywanie finansowania programów niskiej, likwidacji niskiej emisji dla samorządów i kierowanie setek milionów złotych na hipotetyczne, tyleż kosztowne, co nieefektywne geotermie. To karanie organizacji pozarządowych, które sprzeciwiały się polityce ministra w sprawie Puszczy Białowieskiej. Karanie odbieraniem im środków na projekty związane z ochroną przyrody. Część tych projektów na współfinansowanie unijnych projektów czy międzynarodowych. Ale za to w ramach funkcjonowania Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej działa powołana przez zarząd tegoż Wszechnica, cytuję, celem wspierania działań na rzecz ochrony środowiska i dziedzictwa przyrodniczego, szczególnie zaś inicjatywania i podejmowania różnych działań zmierzających do podniesienia stanu świadomości ekologicznej społeczeństwa. Przykładowe tematy prelekcji. Żołnierze wykleci. Stosunki polsko-żydowskie. Islam, szanse czy zagrożenia. Z litości nie przytoczy autorów, znanych ze swoich poglądów. Z inicjatywy i pomysłu ministra procedowane są w Sejmie kolejne tzw. poselskie projekty ustaw rujnujące, wypracowany i sprawdzony system instytucji ochrony środowiska zapewniających wymaganą m.in. przez Unię Europejską partycypację społeczną. To ministerstwo de facto przygotowało zabójczy pakiet nowelizacji kluczowych ustaw. Niszczą one polski system ochrony środowiska i blokują udział obywateli w postępowaniach środowiskowych. Pakiet ten zakłada m.in. likwidację regionalnej i generalnej dyrekcji ochrony środowiska, likwiduje wpływ samorządu województwa na kształtowanie i finansowanie polityki środowiskowej w regionach oraz pozbawia wpływu społeczeństwa na wydatkowanie publicznych środków na ochronę środowiska w regionach. Wreszcie na skutek działań ministra środowiska Polsce nieustannie grozi międzynarodowy skandal wizerunkowy i finansowy również. Rząd nie przestrzega bowiem zobowiązań w sprawie Puszczy Białowieskiej, jakie nałożył na nim Komitet Światowego Dziedzictwa UNESCO. Od 2016 roku. Wbrew stanowisku uznanych naukowców i przy protestach ekologicznych organizacji pozarządowych trwa zwiększona wycinka w Puszczy Białowieskiej. Ta kuriozalna decyzja ministra środowiska, degradująca jedne z nielicznych, zachowanych, pierwotnych lasów, tym samym najcenniejszych obszarów przyrodniczych w Europie, odbiła się szerokim echem na świecie. Panie ministrze, czy zdaje pan sobie sprawę, że Puszczy w tym stopniu nie zniszczyli ani zaborcy, ani naziści, ani nawet komujeści? Dopiero panu się to udaje. Zaalarmowany UNESCO zobowiązało Polskę do wstrzymania wycinki pilnych prac naprawczych. Niestety minister na wiele sposobów łamie te zobowiązania i nie stosuje się do rekomendacji misji UNESCO. Grozi to wpisanie Puszczy na listę światowego dziedzictwa w zagrożeniu i będzie mieć fatalne skutki dla Polski i dla Polaków. Także Komisja Europejska wszczęła procedurę sprawdzającą przeciwko Polsce, która będzie skutkować skierowaniem pozwu przeciw Polsce do Trybunału, ale też utratą unijnego finansowania. Nie tylko dla projektów przyrodniczych, także dla inwestycyjnych. Bo zgodność z europejskimi normami środowiskowymi i udziałem społeczeństwa w ich ocenie jest nieprzekraczalnym warunkiem finansowania unijnego. Naukowcy i organizacje ekologiczne alarmują o lekceważeniu przez Ministerstwo Środowiska podstawowych regulacji Unii Europejskiej dotyczącej ochrony przyrody. W tym niezgodności stanowionego prawa z obowiązującymi dyrektywami. O ostatnim lek z Szyszko nie wspomniawszy. Niestety, opinie te będące zdaniem ministerstwa cytuję, wynikiem zniekształconej świadomości nazywane są nowomową i skutkiem podporządkowania lewackiej ideologii. To są cytaty z raportu do pani premier skierowanego. Natomiast obszary chronione w ramach europejskiej sieci Natura 2000 mają być podobnym efektem presji wywartej na nasz kraj, by stały się barierą rozwoju gospodarczego. Europejskie regulacje dotyczące ochrony przyrody prowadzą, zdaniem ministra, do destrukcji siedlisk i zaniku gatunków, czego przykładem jest Puszcza Białowieska. Inne oceny tej rzeczywistości to dla ministerstwa faktoidy i postprawdy. Pomysłem pana ministra jest też wypełnianie naszych zobowiązań w zakresie wykorzystania odnawialnych źródeł energii przez współspalanie z węglem biomasy. I to w postaci tak zwanego drewna energetycznego. Masowo pozyskiwanego, to jest ulubione sformułowanie pana ministra, w polskich lasach. Oraz, nie wiem czy państwo wiecie, drewna rozbiórkowego. Tak, drewno rozbiórkowe jest teraz drewnem energetycznym i traktowane jest jako ozy. Na to drewno się składają moralnie zużyte meble i wyposażenie. Że w ich składzie mamy tablicę Mendelewa, wiemy wszyscy. I to wszystko, gdy Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, że Polska ma najgorszą jakość powietrza wśród wszystkich państw członkowskich w Europie. Niestety minister środowiska nie podejmuje żadnych działań, które mogłyby tę sytuację zmienić. Wręcz przeciwnie. Zdążył wybić przyjętemu jeszcze przez rząd PO-PSL Krajowemu Programowi Ochrony Powietrza Zęby, wycofując kierowane do samorządu finansowanie walki z niską emisją. Za to pan minister 26 stycznia, więc niedawno, w Sejmie w imieniu rządu przedstawia swoje hipotezy co do pochodzenia smogu. Za smog jest wszak odpowiedzialne m.in. położenie Polski. Dowodzi, że problemy ze smogiem nie mają Hiszpania, Portugalia, kraje skandynawskie i kraje leżące nad oceanem atlantyckim. Bo, cytuję, przy zachodnich wiatrach jest nawiewane raczej czyste powietrze znad oceanu. A o ile są wiatry w drugą stronę, jest to wywiewane na oceanu. Przyczyną smogu są także naturalne zanieczyszczenia glebowe. To są cytaty z ministra wszystko. Pyły te mają średnicę tę samą, co pyły PM2,5 i PM10. W krajach skandynawskich, Wielkiej Brytanii, Szkocji, Irlandii i innych, które są w otoczeniu dużych zbiorników wodnych, jest dużo mniejsze zapylenie niż w krajach kontynentalnych. Za to przebojem wzbudzającym szczególną konsternację jest z uporem lansowana przez ministra Szyszkę koncepcja własna, autorska polityki klimatycznej. Otóż zamiast redukcji emisji, dwutlenek węgla mają pochłaniać polskie lasy. I w ten sposób emisję bilansować. Tylko, że jak wyliczyli fachowcy, aby to bilansowanie miało sens, to dla samej elektrowni Bełchatów należałoby posadzić ponad 1 mln 100 tys. hektarów lasów sosnowych, zajmując prawie 4% powierzchni Polski, a do tego z obowiązkiem utrzymywania go przez dziesiątki lat. Trudno się dziwić, że koncepcja ta, która dla skuteczności wymagałoby powrotu do lesistości Polski z czasów Mieszka I nie spotkała się dotąd nigdzie z poważnym potraktowaniem. Niestety, i to jest groźne już, służy ta koncepcja ministrowi na arenie międzynarodowej jako jedyny argument w negocjacjach polityki klimatycznej. To właśnie to wunderwaffe, które ma zdaniem Jana Szyszki pozwolić po prostu wykorzystywać jako wyłączne niemal źródło energii. Przebogate zasoby energetyczne w postaci węgla kamiennego i brunatnego. Także zagraniczna polityka w ramach Grupy Wyszehradzkiej uprawiana przez ministra nie dość, że nie przynosi żadnych rezultatów, to kompromituje nas na regionalnej arenie międzynarodowej. Nie chodzi tu nawet o to, że szefowie delegacji, minister środowiska Czech, Słowacji, Węgier, Bułgarii, Rumunii i Ukrainy sadzani są za stołem prezydialnym w ministerialnej stodole w Tuczni z imponującymi porażami nad głową. Chodzi o lansowane tam egzotyczne koncepcje tzw. leśnych gospodar węglowych i naszego sposobu na zachowanie bioróżnorodności. W tym oferty eksportu żubrów do krajów niekoniecznie tym zainteresowanych. Ich wdrożenie, tzn. tych autorskich ministra koncepcji, na poziomie globalnym, poprzez odpowiednie rozwiązania legislacyjne, winne zdanie ministra, znaleźć odbicie w unijnej polityce klimatycznej. Nie znajdują. To właśnie z powodu niekompetencji ministra Szyszki Polska przegrywa w Brukseli jakże istotną bitwę w batalii klimatycznej w sprawie reformy ETS, unijnego systemu handlu pozwoleniami na emisję dwutlenku węgla. 28 lutego odbyła się Rada Unii ds. środowiska, złożona z ministrów ds. środowiska. To data, która zapisze się niewątpliwie swą specyfiką w historii polityki klimatycznej. Polska została wyprowadzona w las. Dosłownie i w przenośni. Nie przez obce, zielone ludziki, a przez niekompetencje własnego ministra i jego leśnej opowieści, że negocjować należy twardo, rozgania to całe dekarbonizujące dekadenctwo, jak określił obrazowo komentator tę ideę. Według ministra podstawa prawna była zła, zwłaszcza, że na unijnym prawie zna się lepiej niż jego autorzy. Poza tym mamy lasy, które przecież zawojowały świat na szczycie w Paryżu. Wynik? Wracamy do lasu, polskiego lasu. Stawiamy kosy na sztorc i idziemy ze skargą na trybunę. Forsowane na siłę koncepcje wyłączenia polskiej SETS jest nawet dla naszych potencjalnych sojuszników tak egzotyczna, że nikt nas nie traktuje poważnie. W efekcie zamiast negocjować z Brukselą przekonujemy, jak bardzo wszystkich ogramy. Rezultat tych negocjacji jest więc dla Polski najsłabszy od wielu lat. Wszystko, co było w zasięgu negocjacji i co pozwoliłoby zyskać czas i warunki, by mniej boleśnie reformować naszą elektroenergetykę, przegraliśmy z Kretesem. Nie umniejszając oczywiście roli naszych światłych europarlamentarzystów, m.in. premiera Buzka, który dzięki swoim kompetencjom i umiejętności współpracy zadbał o ochronienie i pomoc dla polskiego i innych przemysłów w tej dziedzinie. Polityka zatem zagraniczna uprawiona przez ministra jest, jak widać, lustrzanym odbiciem polityki zagranicznej PiS. Także w tym jest lustrzana, że ostateczny rachunek za tę politykę zapłacą Polacy. Tym razem w cenach energii. A to, jak wiadomo, na cenach samej energii się nie kończy. Wysoka Izbo. Polityka ekologiczna jest obszarem szczególnym, wymagającym nie tylko wysokich kompetencji merytorycznych, ale i szczególnego szacunku dla ludzi i środowiska naturalnego. To środowisko z jego zasobami przyrodniczymi jest niewątpliwie jednym z największych bogactw, którymi dysponuje nasz kraj. Tym bardziej pieczę nad tym dziedzictwem sprawować można jedynie w porozumieniu i w partycypacji społecznej, a także z poszanowaniem obowiązujących reguł. Niestety tej kompetencji minister Jan Szyszko niewątpliwie nie posiada. Poważne też wątpliwości budują inne kwalifikacje ministera, a raczej ich brak. Otóż pan minister ma poważne problemy związane z oświadczeniami majątkowymi, gdzie podtrzymuje, poświadczając to własnymi podpisami, że w latach 1994-2011 kupił od państwa w sumie 1,670,000 ha ziemi rolnej. To mniej więcej 160 białowieskich parków narodowych. To powierzchnia tak ogromna, że deklaracje ministra muszą być wątpliwości. Zwłaszcza, że te olbrzymie połacie ziemi Jan Szyszko konsekwentnie wymienia wielu rokrocznie odnawianych oświadczeniach majątkowych. A w 2016 roku składając korekty dwóch oświadczeń majątkowych podtrzymywał, że ma pięć obszarów ziemi po kilkaset tysięcy hektarów. Na wezwanie Komisji Etyki Poselskiej minister Szyszko odpowiedział, że nie jest w stanie podać też aktualnej wartości czy swych nieruchomości. Dotyczy to również stodoły laboratoryjno-mieszkalnej stojącej na polach doświadczalnych ministra w gminie Tuczna. 7 marca wprawdzie Ministerstwo Środowiska sprostowało świadczenie ministra, ogłaszając, że – cytuję – jest to oczywista pomyłka pisarska, bo zamiast jednostki miary metr kwadratowy został wpisany hektar. Co z pozostałymi oświadczeniami i innymi nieścisłościami? I dlaczego poważne, pod rygorem odpowiedzialności karnej składane oświadczenie ministra i posła prostują służby prasowe? Hektary stają się metrami, stare złote mieszają się z nowymi, nie zgadzają się daty. I oświadcza to profesor zwyczajny i wieloletni szef samodzielnej pracowni oceny i wyceny zasobów przyrodniczych na SGGW. Panie Marszałku, Wysoka Ispo. Mamy więc oto sytuację, że urzędujący, konstytucyjny minister bądź nie ma wystarczających kwalifikacji intelektualnych, by chociaż ogarnąć swój majątek i rzetelnie to świadczyć, bądź moralny z mówieniem prawdy. Tercjum non datum. Jest jeszcze jedna delikatna sfera działalności ministra. Dotąd Polacy nie doczekali się wyjaśnienia stawianych ministrowi publicznie zarzutów nepotyzmu. Może dziś się doczekają. Bo czystość relacji w tym zakresie należy do podstawowych wymogów stawianych w cywilizowanym państwie wysokim urzędnikom państwowym. Panie Marszałku, posłanki, posłowie. Wreszcie sprawa ostatnia. Podsumowująca to swoiste oskarżenie. Julia Hartwig kiedyś powiedziała, że w świecie brak jej powagi. Pamiętam, jak uderzyła mnie wtedy trafność tej konstatacji i to, jak wielką i podstawową potrzebą społeczną jest powaga rządzenia. Powaga sprawowania władzy. Dziś tę wypowiedź przywołuję nie bez powodu. To właśnie brak powagi w sprawowaniu rzędu konstytucyjnego ministra polskiego rządu jest ostatnim zarzutem wobec Jana Szyszki. Ten brak powagi przejawia się nie tylko w sposobie sprawowania funkcji, ale i merytom podejmowanych decyzji. I jakże łatwo jest tym brakiem powagi się zarazić. I na przykład ulec zbudowania tego wystąpienia wyłącznie z cytatów ministra. Przedstawienie swoistego komiksu złożonego z memów krążących w internecie. W rodzaju dwutlenek węgla imitowany w Polsce jest gazem życia dla żywych zespołów przyrodniczych, by stawały się coraz lepsze. I o tym będę rozmawiał z unijnym komisarzem do spraw klimatu i energii. Wypowiedź ta wygrała konkurs na klimatyczną bzdurę roku. Po portalu nauka o klimacie. Czy też globalne ocieplenie to na pewno decyzja polityczna. Albo smogu. Na Saharze jest zapylenie znacznie większe niż w Europie. Pył się nosi, jest zawiewany do Europy i również do Polski. Jak to nazwać? Dowcip? Niestety nie. To tragedia. Napisana przez ministra, a może przepraszam ministranta, ojca dyrektora. I to w kilku aktach. Mam nadzieję, że ten spektakl dobiega końca. Dla polskiej przyrody. Dla przyszłych pokoleń. Dla dobra Polski. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.