[Konfederacja]: Rządzący zdradzili polskich rolników
Krzysztof Bosak oskarża rząd o zdradę interesów polskich rolników i krytykuje akceptację nowych wieloletnich umów handlowych z Ukrainą. Twierdzi, że umowy otwierają rynek na znacznie zwiększone kontyngenty towarów i wystawiają producentów na konkurencję z produktami niespełniającymi norm unijnych.
Bosak przedstawia porównanie nowych przepisów, które mają wejść w życie z końcem października, z sytuacją sprzed wojny. Wymienia drastyczny wzrost kontyngentów: cukier z 20 tys. ton do 100 tys. ton, miód z 6 tys. do 35 tys., jaja z 6 tys. do 18 tys., sok jabłkowy z 10 tys. do 30 tys., mięso drobiowe z 90 tys. do 120 tys., kukurydza z 650 tys. do 1 mln ton oraz etanol z 100 tys. do 120 tys. ton.
Bosak ostrzega, że warunki produkcji nie zostaną ujednolicone natychmiastowo - ujednolicenie ma nastąpić dopiero w roku 28. Wcześniej Ukraina ma możliwość eksportu produktów zawierających pestycydy i substancje chemiczne od lat nieużywane w Unii, co zdaniem mówcy stawia polskich producentów w nierównej konkurencji.
Bosak twierdzi, że rząd nie tylko nie zgłosił sprzeciwu, ale poparł nowe warunki na forum unijnym i w przesłaniu do Komisji Unii Europejskiej. Zarzuca brak koordynacji - wskazuje, że polityka handlowa została przeniesiona do Ministerstwa Finansów po likwidacji dawnego resortu odpowiedzialnego za gospodarkę, co – jego zdaniem – osłabiło nadzór nad negocjacjami.
Bosak ocenia, że polski rolnik traci możliwość godziwego zarobku wskutek tej polityki i domaga się powrotu do kontyngentów sprzed wojny. Podkreśla, że otwarcie rynku po bezprecedensowej pomocy dla Ukrainy nie uwzględniło interesów gospodarczych Polski i doprowadza do narastających strat w sektorze rolnym.
Najważniejsze ustalenia
Bosak przedstawia porównanie nowych przepisów, które mają wejść w życie z końcem października, z sytuacją sprzed wojny. Wymienia drastyczny wzrost kontyngentów: cukier z 20 tys. ton do 100 tys. ton, miód z 6 tys. do 35 tys., jaja z 6 tys. do 18 tys., sok jabłkowy z 10 tys. do 30 tys., mięso drobiowe z 90 tys. do 120 tys., kukurydza z 650 tys. do 1 mln ton oraz etanol z 100 tys. do 120 tys. ton.
Normy i bezpieczeństwo produkcji
Bosak ostrzega, że warunki produkcji nie zostaną ujednolicone natychmiastowo - ujednolicenie ma nastąpić dopiero w roku 28. Wcześniej Ukraina ma możliwość eksportu produktów zawierających pestycydy i substancje chemiczne od lat nieużywane w Unii, co zdaniem mówcy stawia polskich producentów w nierównej konkurencji.
Odpowiedzialność rządu i administracji
Bosak twierdzi, że rząd nie tylko nie zgłosił sprzeciwu, ale poparł nowe warunki na forum unijnym i w przesłaniu do Komisji Unii Europejskiej. Zarzuca brak koordynacji - wskazuje, że polityka handlowa została przeniesiona do Ministerstwa Finansów po likwidacji dawnego resortu odpowiedzialnego za gospodarkę, co – jego zdaniem – osłabiło nadzór nad negocjacjami.
Skutki dla rolników i postulaty
Bosak ocenia, że polski rolnik traci możliwość godziwego zarobku wskutek tej polityki i domaga się powrotu do kontyngentów sprzed wojny. Podkreśla, że otwarcie rynku po bezprecedensowej pomocy dla Ukrainy nie uwzględniło interesów gospodarczych Polski i doprowadza do narastających strat w sektorze rolnym.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Krzysztof Bosak krytykuje tarczę antykryzysową: faworyzuje banki
Krzysztof Bosak: Żąda danych po bezprecedensowym ataku dronów
Krzysztof Bosak: Potrzeba potępienia kultu sprawców
Krzysztof Bosak: Realizm zamiast fantazji w polityce morskiej
Krzysztof Bosak o referendum: pyta o imigrantów i 500+
Krzysztof Bosak: Normalność kontra polityka klimatyczna i migracyjna
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Marcin Kierwiński
Marcin Kierwiński: Największy program ochrony ludności w historii
Antoni Macierewicz
Antoni Macierewicz prezentuje analizę AI ws. katastrofy 2010
Marzena Okła-Drewnowicz
Marzena Okła-Drewnowicz alarmuje o oszustwach na żołnierza
Prezydent
Gytanas Mosjeda otwiera odcinek Via Baltica i podkreśla znaczenie
Donald Tusk
Donald Tusk: Podpalacz z Żoliborza.
Karol Nawrocki
[KPRP]: Spotkanie Prezydenta RP i Prezydenta Litwy z przedstawicielami mediów.
Artykuły
Transkrypcja
Dzień dobry Państwu. Chcemy poinformować, że stało się to, przed czym ostrzegaliśmy. Ostrzegaliśmy od paru lat, to znaczy rządzący polską politycy zdradzili interes polskich rolników i otwierają nasz rynek. Właściwie robi to Unia Europejska przy ich obojętnej akceptacji na zalew towarów rolnych z Ukrainy. Tym razem już nie na bazie przepisów tymczasowych, tym razem na bazie znowelizowanych umów wieloletnich. Zanim powiem, jak do tego doszło, a powiem, jak do tego doszło, kilka faktów, które pokazują dramatyzm sytuacji. Porównanie nowych przepisów, które wchodzą z końcem października do tych, które były przed wojną. Następuje, proszę Państwa, drastyczny wzrost kwot kontyngentów. Dla przykładu cukier pięciokrotnie z 20 tysięcy ton na 100 tysięcy ton. Miód sześciokrotnie z 6 tysięcy ton na 35 tysięcy ton. Jaja trzykrotnie z 6 tysięcy ton na 18 tysięcy ton. Sok jabłkowy trzykrotnie z 10 tysięcy ton na 30 tysięcy ton. I mówimy tu o produktach, dla których Polska jest ważnym producentem i nawet eksporterem. Mięso drobiowe 90 tysięcy ton do 120 tysięcy ton. Kukurydza 650 tysięcy ton do miliona ton. Etanol ze 100 tysięcy ton do 120 tysięcy ton. To nie koniec. Co gorsze, nie ulegają ujednoliceniu warunki produkcji. Ukraina będzie mogła nie przestrzegać prawa unijnego nadal przez kolejne lata. Dopiero ujednolicenie norm według planów ma nastąpić w roku 28. Wcześniej Ukraina może eksportować do nas produkty rolne zawierające niedozwolone i od lat w Unii Europejskiej niestosowane pestycydy i substancje chemiczne. Jak polski rolnik ma z tym konkurować? Trudno powiedzieć. Ministrowie na ten temat nie chcą rozmawiać. Natomiast to, co jest najciekawsze, to że rząd polski nie tylko jakby nie wyraził sprzeciwu w tej sprawie. Rząd polski poparł te nowe warunki. Pewnie państwa zaskoczy, bo może się państwo zastanawiają, czy może odpowiada za to minister siekierski, czy minister krajewski. Otóż nie wiem, czy kogoś zaskoczy, ale za te sprawy w rządzie polskim nie odpowiada minister rolnictwa. To nie był przypadek, że minister siekierski w czerwcu wyraził publicznie zaskoczenie, że negocjacje tych nowych warunków z Ukrainą się zakończyły. Nie wiem, czy państwo to pamiętają, ale jeszcze raz to podkreślę. W czerwcu minister rolnictwa, już były siekierski, wyraził zaskoczenie, że negocjacje nowej umowy handlowej, uwaga, nie to, że się rozpoczęły, nie to, że idą w niekorzystnym kierunku. On wyraził zaskoczenie, że się zakończyły. W tej chwili, w październiku ta umowa została już zaakceptowana, natomiast ona była negocjowana wcześniej. Wygląda na to, że polski minister rolnictwa być może w tych negocjacjach w ogóle nie uczestniczył. Dlaczego? Dlatego, że poparcie dla tej nowej umowy z Ukrainą w imieniu państwa polskiego wyraził minister finansów Andrzej Domański, namaszczony przez premiera Tuska. Jak to się stało? Otóż premier Tusk zlikwidował stanowisko ministra odpowiedzialnego za gospodarkę i politykę handlową. Dawne ministerstwo gospodarki po zmianach nazw robionych przez PiS nazywało się to ministerstwo rozwoju. I w tej chwili cała ta wielka administracja zlokalizowana niedaleko stąd, tu przy placu Trzech Krzyży, podlega pod ministerstwo finansów. Więc tak naprawdę ten wielki gmach odpowiedzialny za całą polską politykę gospodarczą, gdzie ciągle pracują wszyscy urzędnicy dokładnie tak samo jak wcześniej przed rządami PiSu i Platformy, nie ma gospodarza, tylko jest zarządzany z Ministerstwa Finansów z Świętokrzyskiej, która administracyjnie jest największym ministerstwem w polskim rządzie, a minister Domański obok obsługi kilku tysięcy urzędników jej Krajowej Administracji Skarbowej dostał jeszcze zajmowanie się polityką handlową. Czy ktoś z nas wierzy, że minister Domański śledził postęp negocjacji z Ukrainą? Chyba nikt. I być może to jest sekret tego, dlaczego rząd polski podczas niejawnego głosowania w Radzie Unii Europejskiej poparł tę umowę. Skąd wiemy, że ją poparł? Stąd, z Sejmu, ze stanowiska na pytania posłów przesłanego przez rząd dla Komisji Unii Europejskiej. To jest zdrada interesów polskiego rolnika dokonana przez premiera Tuska i jego człowieka ministra Domańskiego. Polska powinna w tej sprawie oczywiście głosować przeciw, a to czego domaga się Konfederacja, to domaga się powrotu do kontyngentów sprzed wojny. Jakoś wówczas byliśmy w stanie układać te stosunki z Ukrainą. Wydaje się, że nawet lepiej niż w tej chwili. Po bezprecedensowej wielkiej akcji pomocowej Polski okazuje się, że nasze interesy gospodarcze nie są uwzględniane, a polski rolnik cierpi, traci możliwość zarabiania w wyniku tej obłąkanej polityki. Warto podkreślić, że za tą politykę odpowiada nie tylko Platforma, nie tylko brak orientacji ministra Siekierskiego, obecnie milczenie lub fałszywa propaganda sukcesu ministra Krajewskiego, postawa ministra Domańskiego, premiera Tuska. Za to odpowiada także, tu nie będzie zaskoczenia, rząd PiSu, który poparł otworzenie rynku Unii Europejskiej po wybuchu wojny w ramach Unii Europejskiej. Mało kto o tym pamięta, bo w tej chwili PiS się tylko chwali, że minister Telus zamykał granice dla napływu produktów ukraińskich. To się wydarzyło po trwających ponad rok protestach polskich rolników, w których stojących dzisiaj tutaj ze mną poseł Tomasz Buczek brał udział. I o tym zaraz powiemy dwa słowa. Natomiast na początku rząd PiSu, oczywiście dokładnie tak samo jak rząd Platformy, poparł otworzenie rynku unijnego bezwarunkowe, bez żadnych limitów, kwot, kryteriów jakościowych na zalew produktów z Ukrainy. Dlaczego to jest tak destrukcyjne dla Polski i innych państw graniczących z Ukrainą? No oczywiście dlatego, że koszty transportu do Polski są znacznie niższe niż do Francji czy do Hiszpanii. Więc najłatwiej jest to wszystko zawieść tutaj, tutaj rozładować, a później pośrednicy niech już korzystają i niech się martwią. Unia Europejska nie ma żadnej odpowiedzi na taką sytuację. Nie ma żadnego wewnętrznego systemu kwot, gdzie ten napływ towarów ma trafić, do których państw nie ma żadnych przepisów umożliwiających zorganizowanie tranzytu przez Polskę. To była duża kwestia parę lat temu. To nie istnieje. Istnieją tylko tak zwane środki ochronne, o których państwo pewnie usłużycie w propagandzie rządu. Że jeżeli będzie źle, będziemy stosować środki ochronne. To czego politycy rządu wam nie powiedzą, to że środki ochronne można stosować dopiero po przekroczeniu limitu kontyngentów. Czyli jeżeli napływ produktów do Polski przekroczy to, o czym ja powiedziałem, to wtedy można zacząć stosować te środki ochronne. Tak więc wygląda ta sytuacja. Wielokrotnie zmienili się ministrowie rolnictwa. Wielokrotnie zmieniły się przepisy. Większość Polaków w ogóle się w tym nie orientuje. Więc jeszcze jakby rządzący też nie informują o tym, więc to nie jest zarzut do nikogo. My sami myślę, że gdybyśmy nie zostali zmuszeni sytuacją, to byśmy za tym wszystkim nie byli w stanie nadążyć. Tak szybko się to zmieniało. Przypomnę jeszcze raz. Przed wojną obowiązywała do 22 roku tak zwana umowa DCFTA, czyli umowa stowarzyszeniowa handlowa z Ukrainą. Później po wybuchu wojny poparte przez rząd PiS weszły tak zwane przepisy ATM, czyli nadzwyczajne przepisy jednoroczne rozporządzenia o otworzeniu rynku. One były aktualizowane trzy razy. W międzyczasie trwała po cichu negocjowanie znowelizowania umowy DCFTA, czyli umowy handlowej. W czerwcu, ku zaskoczeniu polskiego ministra rolnictwa siekierskiego, zostało to zakończone. Od czerwca, ponieważ ta znowelizowana stara umowa handlowa nie była jeszcze zatwierdzona, od czerwca wróciliśmy do przepisów przedwojennych, czyli tej umowy stowarzyszeniowej na lepszych zasadach, której my domagamy się, żeby wróciła. One obowiązywały do teraz, do października. Jak zatwierdzili nowe warunki, od października, listopada, od końca października, listopada mają obowiązywać nowe, dużo gorsze dla Polski warunki. Nie wierzcie Państwo w propagandę sukcesu. Nie wierzcie, że rząd PiSu czy rząd Platformy cokolwiek tutaj trwale zablokował, uratował. To, czego się domagamy, jeszcze raz podkreślę, to jest zablokowanie wjazdu do Polski, jak inne państwa unijne chcą kupować, to jest ich sprawa, natomiast zablokowanie wjazdu do Polski produktów przekraczających kwoty według przepisów umowy handlowej sprzed wojny. To jest to, czego chcemy, żeby ochronić polskie rolnictwo i umożliwić normalną, stabilną, tak jak obiecała Unia Europejska, produkcję rolną w Unii Europejskiej. Oddaję głos europoseł Tomasz Buczek. Szanowni Państwo, bezpieczeństwo żywnościowe. Bezpieczeństwo żywnościowe w aspekcie zarówno łańcuchów dostaw, o które musimy sobie zadbać, żebyśmy mieli je jak najkrótsze, żeby to nasi rolnicy produkowali i bezpośrednio dostarczali do polskich sklepów, do polskich sieci handlowych na terenie Polski, bo już czasy COVID-u pokazały, jak ta sytuacja może w bardzo krótkim odstępie czasu się diametralnie zmienić. Kiedy widzieliśmy sklepowe półki bez towarów, okazało się, że wtedy masowo Polacy ruszyli po to, aby zapewnić sobie swoje magazyny towarami spożywczymi i uderzyło to w całą tą globalizację, jaką widzieliśmy przez ostatnie lata w dziedzinie rolnictwa, w dziedzinie łańcuchów dostaw. Nie możemy na to pozwolić. I ta umowa właśnie, o którym mówił Marszałek Bosak, ale również umowa z krajami Mercosur, będzie uderzało w nasze bezpieczeństwo żywnościowe. Musimy pamiętać również o tym, że produkty rolne wyprodukowane na terenie Ukrainy czy w krajach Mercosuru często nie spełniają norm unijnych, norm, do których zobowiązuje nas Unia Europejska, naszych polskich rolników. Przez to koszty produkcji są również bardzo wysokie. I te towary, które są dzisiaj produkowane poza wypełnieniem tych norm, jednocześnie są dopuszczone do rynku europejskiego, do rynku wspólnotowego na nasze stoły, bez, w mojej ocenie, niedostatecznej kontroli jakości. Nie możemy na to pozwolić. Musimy tutaj zapewnić bezpieczeństwo naszym konsumentom. I nie możemy pozwolić na to, żeby te wielkie agroholdingi, często zachodniego kapitału, lokowane tam na Ukrainie, wyparły nasze rodzime rolnictwo, które w momencie zagrożenia, czy to takiego jak przy okazji COVID-u, czy to zagrożenia militarnego, wojennego, zapewnia bezpieczeństwo żywnościowe naszym obywatelom. Ja chciałbym również powiedzieć o tych strajkach, o których już tutaj wspominaliśmy. Pamiętamy te strajki, widzieliśmy jak fala strajków przelewała się w dwudziestym roku, w dwudziestym trzecim, czwartym. Rolnicy liczyli, że po zmianie władzy naprawdę coś zmieni się w podejściu i szacunku do ich branży, do ich pracy. Dzisiaj mają najniższe ceny za produkty rolne, które produkują od wielu lat. Ja w zeszłym tygodniu zrobiłem konferencję prasową na polu jednego z podkarpackich rolników produkujących w sektorze warzyw. Zniszczył 70 arów swoich upraw tylko dlatego, że nie miał kto ich odebrać. Rynek jest bardzo chwiejny, ceny się bardzo szybko zmieniają, ceny są niedopasowane do kosztów wytwarzania. Można wytrzymać jeden rok, można wytrzymać dwa lata, ale w dłuższej perspektywie po prostu małe rodzinne gospodarstwa będą upadać. I duże rodzinne gospodarstwa niestety też. I duże rodzinne niestety też, bo nawet te tysiąc hektarowe gospodarstwa rolne, które już się w Polsce pojawiają, no jednak będą wypierane przez te wielotysięczne gospodarstwa z Ukrainy czy z krajów Mercosur, z którymi nie będą w stanie nasi rolnicy konkurować. I rozmawiałem ostatnio z rolnikami. Z Lubelszczyzny dzwonią do nas, do naszych biur poselskich. Proszą o pomoc. Ich sytuacja jest naprawdę tragiczna. Są u progu żniw, zaczynają się zbiory kukurydzy. Cena kukurydzy dzisiaj mokrej waha się w przedziale między trzysta kilkadziesiąt, a czterysta, czterysta kilkadziesiąt złotych. Suchej kukurydzy między sześćset kilkadziesiąt do siedmiuset złotych. To są naprawdę ceny poniżej kosztów wytwarzania. Nawet ten większy plon, który w tym roku faktycznie się pojawił na ich polach, nie zrekompensuje tej straty. Były przecież lata, kiedy ponad 1500 zł kosztowała jedna tona kukurydzy. Wszyscy te czasy pamiętamy i nikt z rolników nawet nie chce i nie marzy o tych cenach, ale chce ceny, która zapewni opłacalność produkcji. W dłuższej perspektywie nasi rolnicy po prostu będą się zwijać. I w mojej ocenie sytuacja strajkowa się powtórzy. PSL robi dzisiaj wszystko, co może, aby zakryć ten temat, aby rolnicy tego tematu nie podejmowali. Jest próba zakłamania rzeczywistości, zakłamania ich indolencji, a również obserwuję tą nieudolność polityków PSL-u na arenie międzynarodowej. Ostatnio w Parlamencie Europejskim głosowaliśmy w sprawie wniosku o odwołanie Komisji Europejskiej Przewodniczącej von der Leyen. Politycy PSL-u, jeden z nich zagłosował przeciwko temu wnioskowi, a drugi z nich w ogóle nie pojawił się na głosowaniu. Jednocześnie potrafił pięknie mówić o rolnictwie, potrafił pofotografować się z rolnikami na różnego rodzaju dożynkach i potrafił tutaj mówić interesem polskiego rolnika, jednocześnie nie realizując tego programu. Skąd my to znamy? Znamy to z lat rządów Prawa i Sprawiedliwości. Dziękuję bardzo. Także podsumowując, proszę Państwa, PSL nie jest w ogóle zorientowany, co się dzieje, zdradził interesy polskich rolników. PiS Platforma siebie warte. Oba rządząc poparły otwieranie rynku europejskiego na produkty z Ukrainy. Nikt z nich nie ma realnego pomysłu ani odwagi do realizacji realnych pomysłów, jak temu zarazić. My jako jedyni przedstawiamy rozwiązanie, które jest proste i oparte, tu uczciwie przyznajemy, na konfrontacji z interesami ukraińskimi i polityką unijną. To znaczy dopuścić na rynek polski tylko tyle, ile było dopuszczane przed wojną. Uważamy, że zalewanie naszego rynku to jest autodestrukcję na działalność. Żadne zewnętrzne organizacje, zobowiązania, żadne doktryny, ideologie nie usprawiedliwiają zniszczenia własnego rolnictwa, za czym idzie uzależnienie w sferze bezpieczeństwa żywnościowego. My się na to nigdy, proszę Państwa, nie zgodzimy. Dziękuję bardzo.