Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Leszek Miller krytykuje budżet: Polska traci dystans do świata

Leszek Miller krytykuje budżet: Polska traci dystans do świata

Leszek Miller ocenił projekt budżetu krytycznie, kwestionując realistyczność prognozy wzrostu PKB i wiarygodność prognozowanych wpływów podatkowych. Zaznaczył brak działań na rzecz sprawiedliwego podziału wzrostu oraz alarmował o rosnącej biedzie dzieci i zamykaniu stołówek szkolnych.

Ocena prognoz wzrostu


- Leszek Miller wskazał, że proponowany wzrost PKB na poziomie 2,2% jest zbyt niski i jego zdaniem nierealny. Podkreślił spadkową tendencję wzrostu, porównał ją do prognozowanego wzrostu światowego powyżej 3% i stwierdził, że Polska traci dystans do świata.

Stan dziecięcej biedy i edukacja


- Zwrócił uwagę, że polska bieda ma twarz dziecka, opisując niedożywione dzieci, zamykane stołówki i świetlice oraz rosnącą segregację w szkołach. Przytoczył raport UNICEF-u — prawie 1,3 mln dzieci bez dostępu do podstawowych dóbr i 21% dzieci poniżej minimum ubóstwa, wskazując znaczną dysproporcję wobec Szwecji.

Propozycje podatkowe i krytyka polityki fiskalnej


- Zaapelował o przywrócenie trzeciej stawki podatkowej, zaznaczając, że jej zniesienie przez PiS i Platformę Obywatelską było prezentem dla najbogatszych, podczas gdy podwyżki VAT obciążają najbiedniejszych. Pytał, czy rząd zamierza poprzeć projekt przywracający trzecią stawkę.

Leszek Miller — kadr z przemówienia: Leszek Miller krytykuje budżet: Polska traci dystans do świata (23.10.2012)

Zatrudnienie i wykorzystanie środków na rynku pracy


- Krytykował niską efektywność tworzenia miejsc pracy przy użyciu środków unijnych i zaproponował uwolnienie rezerw Funduszu Pracy — ponad 7 miliardów zł — oraz nowelizację ustawy o promocji zatrudnienia przewidującą refundację pracodawcom składek ZUS za zatrudnienie pierwszego lub drugiego pracownika, co miałoby wspierać absolwentów i zwiększać zatrudnienie.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Panie Marszałku, Panie Premierze, Wysoka Izbo. Klub Poselski Sojuszu Lewicy Demokratycznej ocenia projekt budżetu głównie z punktu widzenia tempa wzrostu gospodarczego, sprawiedliwego podziału owoców tego wzrostu i zdolności tworzenia miejsc pracy, bo praca niestety coraz bardziej jest przywilejem. Otóż jeśli patrzymy na 2,2% wzrostu PKB i zdajemy sobie sprawę, że jest to tendencja malejąca na przestrzeni ostatnich lat, to pierwsza refleksja jest taka, że na taki wskaźnik wzrostu mogą sobie pozwolić kraje bogate, ale nie kraje biedne, które muszą gonić innych i nadrabiać zaległości. Na marginesie przypuszczam, że nawet i ten skromny wskaźnik jest nierealny. Nie ma żadnych wiarygodnych mierników czy okoliczności, które by pokazywały, że ten wskaźnik się osiągnie. No a też muszę wspomnieć, że polska gospodarka zawsze rozwijała się na ścieżce szybkiego rozwoju gospodarczego, czyli powyżej 5%, kiedy Sojusz Lewicy Demokratycznej rządził i współrządził. Dobrze to pamięta pan profesor Rossati, który wtedy był po właściwej stronie mocy. Więc polska gospodarka się cofa. Dystans do świata się zwiększa, dlatego że wzrost światowego PKB w tym roku był wyższy niż naszego, a w przyszłym roku będzie powyżej 3%. Proszę zatem porównać sobie te niewielkie 2,2% do światowego wzrostu 3% i proszę sobie uzmysłowić, że duży, dumny kraj, świetnie położony między wschodem i zachodem w środku Europy, traci dystans do świata. Nie nadrabia, nie skraca, traci. I są jeszcze w Polsce politycy, którzy uważają to za swoją chlubę. Widać też gołym okiem, że możliwość zatrudnienia, wzrostu zatrudnienia, coś o czym się mówi w budżecie, w sektorze przedsiębiorstw jest nieprawdopodobna. Dlatego, że aby rosło zatrudnienie, to PKB musi wynosić co najmniej 3-4%, a nie 2,2%. To, co sobie tam napisano w ustawie budżetowej, można spokojnie wyrzucić do kosza. Jeżeli jeszcze uzmysłowimy sobie, o czym tutaj przede mną mówiono, że rząd planuje wzrost wpływu z PIT aż o 6% i z CIT aż o 11%, nie wiadomo na jakiej podstawie, to wszystko to czyni projekt budżetu na rok 2013 małowiarygodną kartką papieru. Ale można z góry założyć, że jak będzie krach tych manipulacji i tych danych, to uzasadni się to europejskim kryzysem albo stwierdzeniem, że przecież w Grecji czy w Hiszpanii jest jeszcze gorzej i my na tym tle wyglądamy świetnie po prostu. Jeżeli zaś chodzi o sprawiedliwy podział, ja o tym mówiłem na poprzednim wystąpieniu w Sejmie, to spowodowało lekką, jak sądzę, kontrolowalną irytację Pana Premiera. Będę zatem ten temat kontynuował. Panie Premierze, jak premier z premierem, to nie jest nic osobistego. Po prostu chciałem przekazać Panu kilka litr, które muszą po prostu budzić najwyższy niepokój. Niepokój dlatego, że polska bieda ma twarz dziecka, które niedożywione idzie do szkoły i wraca niedożywione ze szkoły. Nie tylko zamyka się na masową skalę szkoły, ale także zamyka się stołówki i świetlice szkolne. A w to miejsce pojawiają się firmy, które są nastawione na zysk i pasą te nasze dzieci jakimś świństwem. Doszło do tego, że w szkołach pojawiły się od dawna niewidziane segregacja i dyskryminacja. Bogatsze dzieci dostają lepsze pożywienie, a biedniejsze gorsze. Według raportu UNICEF-u w Polsce prawie 1,3 mln dzieci nie ma dostępu do podstawowych dóbr niezbędnych do prawidłowego rozwoju. Aż 21% polskich dzieci żyje poniżej minimum ubóstwa. Mamy 16 razy więcej biednych dzieci niż w Szwecji, chociaż nasz PKB przy uwzględnieniu różnic w cenach jest tylko dwa razy niższy od szwedzkiego. To najlepsza miara niesprawiedliwości polskiego państwa. I szukaliśmy w budżecie jakiegoś promyczka nadziei, że ten problem jest widziany, że ten nawet niewielki wzrost będzie bardziej sprawiedliwie dzielony. Również, że będą uwzględnione najmłodsze pokolenia Polaków. Ale niestety się nie doczytaliśmy. W ogonie Europy jesteśmy również odnośnie wydatków na walkę z wykluczeniem społecznym. Tutaj wydajemy aż pięć razy mniej niż średnia unijna. I dlatego między innymi kilkanaście dni temu skierowaliśmy do Laski Marszałkowskiej nasz projekt nowelizacji ustawy podatkowej przywracający trzecią stawkę podatkową. Tą, która przez całe laty obowiązywała i która wspólnym wysiłkiem PiSu i Platformy Obywatelskiej została zniesiona jako prezent dla najbogatszych Polaków. A jednocześnie szybko podniesiono VAT o jeden punkt procentowy, przy czym trzecia stawka zwalnia najbogatszych, a każde podniesienie VAT-u obciąża najbiedniejszych, przede wszystkim najbiedniejszych. Bylibyśmy zresztą wdzięczni, gdybyśmy usłyszeli od rządu, czy ma zamiar poprzeć propozycję przywrócenia trzeciej stawki podatkowej. Jeśli chodzi o pracę. Często możemy usłyszeć, że dzięki pieniądzom z Unii powstało bardzo wiele miejsc pracy. Utworzono 250 tysięcy trwałych miejsc pracy. Ale jak przeliczymy to na kwotę, którą uzyskaliśmy, to wychodzi na to, że utworzenie jednego miejsca pracy bardzo wiele kosztowało. To nie jest efektywne i czasami jest aż żałosne, że tak nieefektywnie środki były wykorzystywane. My proponujemy zwolnienie środków, które już są, z funduszu pracy. I temu celowi będzie służyć nowelizacja ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Panie pośle Rosatio, odpowiadamy na pana apel. Oto ten projekt. Można go przyjąć bardzo szybko, bo myślę, że może zdobyć poparcie wszystkich klubów. A istotą tego projektu jest refundacja pracodawcom kosztów poniesionych z tytułu opłaconych składek na ubezpieczenia społeczne w związku z zatrudnieniem pierwszego lub drugiego pracownika. To jest ważne dla absolwentów szkół i uczelni. W 2001 roku gwałtownie zmniejszono wydatki z funduszu pracy i proces ten jest kontynuowany. W efekcie na koniec 2012 roku zgromadzone rezerwy na funduszu pracy przekroczą 7 miliardów złotych. Powodem tego stanu rzeczy jest to, że pan minister finansów zamroził tą kwotę, bo to on ma faktyczną władzę nad funduszem pracy. Chcemy zatem wyzwolić te 7 miliardów. Zresztą nasza ustawa nie będzie tyle kosztowała. Według naszych ekspertów dałoby się utworzyć 150 tysięcy miejsc pracy za kwotę 1,7 miliardów złotych. Ale chcemy ten fundusz wyzwolić ze szponów ministra finansów. Wysoka Izbo, o pracy mówią wszyscy. Wczoraj pan prezes Kaczyński mówił o tym w Ursusie. Mówił, że PiS wybrał to miejsce nie bez powodu, bo tam kiedyś był wielki zakład pracy i były tysiące miejsc pracy. Panie i panowie, nie kiedyś, tylko w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej były tam tysiące miejsc pracy, podobnie jak i w stoczniach i jeszcze gdzie indziej. A ostateczny pogrzeb zakładów mechanicznych Ursus nastąpił w roku 2006 za rządu PiSu. To wtedy bowiem fundusz inwestycyjny za 94 miliony złotych kupił fabryczne tereny. I w zabytkowym budynku z logo zakłady mechaniczne Ursus mają być lofty, a reszta ma iść pod miasteczko Ursus. Rzeczywiście żadnej produkcji już tam przez wiele lat nie będzie. Jest jedna rzecz, o której chce powiedzieć panie premierze z uznaniem. Otóż z tego, co pan na poprzednim spotkaniu mówił, wynika, że pan jest zwolennikiem aktywnej roli państwa. To być może kłóci się z takim liberalnym poglądem, który zapewne pan kiedyś wyznawał, ale my doceniamy tą ewolucję. Im głębszy kryzys, tym potrzeba większego interwencyjną z mu państwa. I to jest krok we właściwym kierunku. Pan minister Rostowski podkreślał dzisiaj, że rząd chce ratować sytuację gospodarczą i rynek pracy przy pomocy spółki Inwestycje Polskie. Mam tylko jedno pytanie. Kto będzie prezesem tej spółki? Skoro minister Grat jest już zajęty. A może będzie pełnił jedną funkcję i drugą? No bo za 100 tysięcy złotych miesięcznie, to trzeba go nawet niewątpliwie czymś bardziej dociążyć. Panie i Panowie, rządowy projekt budżetu nie jest na miarę oczekiwań Polski i Polaków i nie jest propozycją wyjścia ze stagnacji. Potrzebny jest inny sposób myślenia. Budżet rozwoju pracy, proporcjonalnego rozwoju, rozłożenia kosztów kryzysu, budowy Polski sprawiedliwej. Nie widząc takiego podejścia w przedłożeniu rządowym, klub SLD nie poprze projektu budżetu na przyszły rok ani w pierwszym, ani w drugim, ani w trzecim czytaniu.