Leszek Miller krytykuje politykę rządu i alarmuje o biedzie
Leszek Miller w wystąpieniu z 12 października 2012 r. ostro skrytykował politykę rządu, wskazując na rosnące nierówności, problemy w służbie zdrowia i wysokie bezrobocie. Wątpił w sens złożenia wniosku o wotum zaufania przez premiera i zaproponował przywrócenie trzeciej 40% stawki podatkowej.
Kontekst wniosku o wotum zaufania
Leszek Miller porównał dzisiejszy wniosek premiera o wotum zaufania do własnego wniosku z czerwca 2003 r., zwracając uwagę na różnice proceduralne i możliwe motywy. Wskazywał na spekulacje dotyczące powodów złożenia wniosku - od sondaży po działania innych podmiotów politycznych - i podkreślał, że nic z tego nie zostało wyjaśnione.
Nierówności społeczne jako główny problem
Miller alarmował, że po 20 latach transformacji głównym problemem stało się olbrzymie rozwarstwienie społeczne. Przytoczył dane, że w ubiegłym roku przybyło półtora tysiąca nowych milionerów, podczas gdy 400 tysięcy osób znalazło się w skrajnym ubóstwie, a łącznie ponad 2,5 miliona ludzi żyje w tak trudnej sytuacji.
Służba zdrowia i edukacja w kryzysie
Wskazywał na dramatyczne sygnały z systemu ochrony zdrowia, w tym komunikaty szpitali dziecięcych i Centrum Zdrowia Dziecka o braku możliwości przyjęć chorych dzieci. Krytykował także politykę edukacyjną rządu PO i PSL, przypominając o zamknięciu ponad tysiąca szkół oraz ironizując nad dawnymi hasłami promocyjnymi "Nie róbmy polityki, budujmy szkoły".
Propozycje podatkowe i ocena gospodarcza
Leszek Miller poinformował, że przesłał do marszałek Sejmu projekt ustawy przywracającej trzecią 40% stawkę podatkową, krytykując wcześniejsze decyzje podatkowe i podwyższenie VAT jako uderzające w najbiedniejszych. Ocenił, że kryzys gospodarczy jest już obecny w domach Polaków - przy tłumieniu wzrostu gospodarczego, wysokim bezrobociu (około 2 miliony bez pracy), pogarszających się finansach państwa i problemach przedsiębiorstw, mimo wielomiliardowych środków z Unii Europejskiej.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Pani Marszałek, Panie Premierze, Wysoka Izbo. Podobnie jak dziś Premier Tusk w czerwcu 2003 roku złożyłem wniosek o wotum zaufania dla Rady Ministrów. Z potrzeby zachowania powagi i szacunku dla Wysokiej Izby zgłosiłem go na piśmie na trzy dni przed posiedzeniem Sejmu i nie w trybie hazardowym. Swój wniosek motywowałem zupełnie nową sytuacją po zwycięskim referendum akcesyjnym otwierającym drzwi do Unii Europejskiej. Ważną okolicznością była także rezygnacja ze współpracy w ramach koalicji rządowej z Polskim Stronnictwem Ludowym. Istotnym czynnikiem były również próby montowania alternatywnej do rządu większości parlamentarnej ze strony ówczesnego prezydenta. Co takiego się stało, że Premier Tusk zdecydował się dziś na złożenie wniosku o wotum zaufania dla swojego rządu? Polska ani ponownie nie wstępuje do Unii Europejskiej, ani też z niej nie wychodzi. Może PSL z własnej woli opuszcza koalicję, albo zostało poproszone o jej opuszczenie. Nie sądzę, żeby zwłaszcza to pierwsze było możliwe. To może prezydent zdecydował się na wspieranie większości z innym premierem na czele. Też nic o tym nie wiemy. Możliwe są różne przypuszczenia. A to, że premier zaniepokoił się sondażami, lub też, że posłanki i posłowie PO boją się bardziej proboszcza niż swojego szefa. Albo, że wystawienie przez PiS parapremiera profesora Glińskiego stwarza jakieś polityczne zagrożenie. W tym ostatnim przypadku nie ma powodów do obaw. Nikt nie wierzy w powagę i powodzenie tej akcji. A już najmniej PiS, który do dziś nie złożył w Sejmie stosownego projektu. Na marginesie, panie premierze, tym wnioskiem nic pan nie zostawił na czarną godzinę. A być może czarna godzina dopiero przed panem. W dniu głosowania nad moim wnioskiem o wotum zaufania ówczesny wicemarszałek Sejmu i szef PO Donald Tusk oznajmił w porannej audycji radia RMF FM. Jeśli pan premier ma poczucie, że zgrzeszył, to niech idzie do spowiedzi. Sem jest najgorszym miejscem do wyspowiadania się ze wszystkich grzechów. Z tym, że w polityce akurat grzechy, szczególnie jeśli jest się premierem, widać gołym okiem. Miał pan rację, panie premierze, rzeczywiście widać. Wysoka Izbo, przed wyborami do parlamentu w 2001 roku mawiałem, że trzeba budować taką Polskę, w której śmietniki służą do wyrzucania śmieci, a nie szukania w nich pożywienia. Dziś, miło miliardów, które do Polski napłynęły z Unii Europejskiej, muszę powiedzieć to samo. Śmietniki dalej służą do szukania resztek pożywienia. Służą także do porzucania niemowląt w wyniku nieludzkiej ustawy antyaborcyjnej, którą sejmowa czarna sotnia ma jeszcze zamiar zaostrzeć. Śmietniki stały się symbolem olbrzymiego rozwarstwienia społecznego. Największego dziś problemu po 20 latach transformacji. Tylko w ubiegłym roku przybyło w Polsce półtora tysiąca nowych milionerów, a jednocześnie aż 400 tysięcy ludzi znalazło się w skrajnym ubóstwie. W sumie w takim stanie jest ponad 2,5 miliona osób. Bogaci stają się coraz bogatsi, a biedniejsi popradają w nędzę. Tendencje rozwojowe, o których mówił pan premier, oczywiście cieszą, ale tak jak nośności mostu nie mierzy się przeciętną wytrzymałością jego filarów, tylko wytrzymałością najsłabszego z nich, tak samo jakość życia społeczeństwa mierzy się sytuacją najgorzej usytuowanych rodzin. Nie ma dnia, żeby obywatele Rzeczypospolitej nie utwierdzali się w przekonaniu, że z rządu nadziei zostały już tylko nadzieje rządu. Nie ma dnia, żeby opinia publiczna nie poznawała kolejnych dramatów, jakie spotykają mieszkańców naszego kraju. Oto szpitale dziecięce, w tym Centrum Zdrowia Dziecka informują, że nie mogą przyjmować chorych dzieci. Jeszcze dymiły zglyszcza po II wojnie światowej, gdy Polska Ludowa wysyłała swoje dzieci do senatoriów i prewentoriów. Zniszczone wojną państwo skutecznie zwalczało największe dziecięce plagi. Gruźlice, krzywice, odrę, koklusz, dokonało nawet chorobę Heinego Medina. 67 lat po wojnie Polskie państwo nie jest w stanie leczyć wszystkich swoich dzieci. A przecież nie ma większej hańby dla rządzących, niż chore dzieci odganiane od drzwi szpitali. Parę lat temu Polskę zalały billboardy z fotografią Donalda Tuska i wielkim napisem Nie róbmy polityki, budujmy szkoły. Dziś wiadomo, że to był żart. Tamto hasło powinno brzmieć Róbmy politykę i zamykajmy szkoły. Pod rządami PO i PSL zamknięto ich bowiem ponad tysiąc. Premier dziś mówi Nie róbmy polityki, budujmy żłobki. Pewnie niestety z takim samym skutkiem. Polsce i Polakom potrzeba dziś więcej społecznej sprawiedliwości i solidarności. Wczoraj przesłaliśmy do pani marszałek Sejmu projekt ustawy przywracającej trzecią 40% stawkę podatkową. Sześć lat temu rząd PiS uczynił prezent dla najbogatszych Polaków, likwidując tą stawkę. A rząd PO i PSL, zwiększając podatek VAT, żeby zrekompensować ubytek, uderzył w najbiedniejszy. Nierówności w dostępie do służby zdrowia, do edukacji, do pracy są coraz bardziej dokuczliwe i coraz bardziej szkodliwe dla przyszłości naszego kraju. Są jedną z głównych barier rozwoju Polski. Pan premier powiedział dziś, że kryzys puka do naszych drzwi. Nie puka. Jest już dawno w naszych mieszkaniach. Rozsiać się wygodnie i ma się dobrze. Rząd z nim nie walczy, tylko zajmuje się obsługą kryzysu. Jakie są tego skutki? Wzrost gospodarczy gaśnie. Już tylko nieco więcej niż 2% w projekcie przyszłorocznego budżetu. Narasta bezrobocie. Znowu 2 miliony ludzi jest bez pracy. Maleje dynamika inwestycji. W głębokiej nierównowadze są finanse państwa. Gwałtownie pogarsza się kondycja polskich przedsiębiorstw. Rośnie skala upadłości, zaległości finansowych i zatorów płatniczych. Pracownicy najemni martwią się o swoje miejsca pracy, a właściciele o swoje firmy. Negatywne zjawiska społeczne i gospodarcze występują mimo, że Polska odstąpienia do Unii Europejskiej otrzymała na czysto, po odtrąceniu naszej składki, ogromną kwotę 187 miliardów złotych. Żadna władza w Polsce nie dysponowała tak dużymi dodatkowymi pieniędzmi. Wysoki wskaźnik bezrobocia występuje mimo, że korzystając z otwartych granic, prawie 2 miliony Polaków pracuje w państwach Unii Europejskiej. Wyznaczony przez rząd i widoczny w programie, w projekcie przyszłorocznego budżetu, scenariusz stagnacyjny. Nie może być stosowany w krajach biednych. Może być stosowany w krajach bogatych. Gdyby Polska rozwijała się w tempie nakreślonym przez rząd, poziom dzisiejszego rozwoju Niemiec zostałby osiągnięty za 35 lat. I aby Polska poprawiała stan życia mieszkańców i likwidowała dystans do najbogatszych państw Unii Europejskiej. Wzrost musi wynosić znacznie więcej niż te 2,2%. Ponad 5. Niezbędny jest zatem powrót na ścieżkę szybkiego rozwoju gospodarczego. Mówię powrót, bo za rządów SLD zawsze Polska na tej ścieżce była. Przedstawiony niedawno przez nas program społeczno-gospodarczy sojuszu gwarantuje wyrwanie naszej gospodarki z malazmu i stagnacji. Z przyjemnością zauważyłem w wystąpieniu pana premiera szereg propozycji znajdujących się w naszym programie. Szkoda tylko, że tak mało. Wszystkie projekty ustaw panie premierze, które zwiększą wzrost gospodarczy i stworzą nowe miejsca pracy, mogą liczyć na nasze poparcie. Wszystko, co służy szybszemu rozwojowi, sprawiedliwemu podziału i wprowadzenia do Polski więcej Europy, może liczyć na nasze poparcie. Nasz program tym się różni od prezentowanych w tej Izbie i poza nią, że zawiera też źródła jego finansowania. W tym finansowaniu miejsc pracy dla młodych ludzi. Oto jedno z nich. Średnie dzienne obroty na krajowym rynku finansowym, w tym transakcje walutowe i pochodne stopy procentowej, wynoszą prawie 48 miliardów złotych. Tylko podatek w wysokości 0,2% od tych obrotów dałby rocznie wpływy w wysokości prawie 24 miliardy złotych. A gdyby to był 0,5%, odpowiednio 59 miliardów. 9 października tego roku w Brukseli poinformowano, że już 13 państw członkowskich opowiada się za wprowadzeniem podatku od transakcji finansowych. Są wśród nich Niemcy, Francja i Włochy. Niestety nie ma w tym składzie Polski. Rząd woli zwiększać opodatkowanie kawy i herbaty, niż odważyć się włożyć rękę do kieszeni finansowych miliarderów. Zwykły obywatel kupują cokolwiek. Kawałek chleba, masło, mleko, a nawet wodę płaci podatek VAT. Bankierzy i spekulanci, kupujący i sprzedający miliony dolarów, czy euro, żadnego podatku nie płacą. Wysoki Sejmie, oferta rządu PO i PSL wyznaczona praktyką rządzenia, a nie skrzydlatymi słowami pana premiera, jest następująca. Będzie rodziło się więcej dzieci, bo nastąpi zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. Tych chorych dzieci nie będzie miał kto leczyć, bo Centrum Zdrowia Dziecka odeśle jest pod drzwi z braku środków. Jeśli mimo to przeżyją, nie będzie miał kto ich uczyć, bo właśnie zlikwidowano ponad tysiąc szkół i siedem tysięcy zawodów nauczycielskich. Jeśli mimo tego uda im się skończyć jakąś szkołę, to co trzeci z nich nie znajdzie pracy. Jeśli mimo to ktoś znajdzie sobie miejsce pracy, powinien sobie przygotować dopalacze, bo będzie go pracował do 67. roku życia. A kiedy umrze, to będzie miał kłopot z pochówkiem, bo rząd obciął o prawie 2,5 tysiąca złotych zasiłek pogrzebowych. Panie i Panowie, przed wyborami parlamentarnymi w 2007 roku Donald Tusk zwrócił się do elektoratu Lewicy z prośbą, by głosował na Platformę Obywatelską. Zapewniał, że trzeba razem budować przyszłość i razem bronić się przed powrotem państwa braci Kaczyńskich. Nie mała część wyborców w to uwierzyła. Jednak już od pięciu lat wyborcy Lewicy widzą, że pan premier i jego Platforma robią wiele dokładnie inaczej niż obiecywali. Nie liczą się z opinią publiczną. Doprowadzili do zapaści służb bezdrowia. Podnieśli wiek emerytalny i podatek VAT. Rząd PO i PSL ciągle, co prawda, gwarantuje ciepłą wodę w kramach, ale jej rosnąca cena rujnuje budżety coraz większej liczby rodzin. Koszty utrzymania wzrosły tak bardzo, że większość obywateli pracuje już wyłącznie na żywność, gaz, prąd i opłaty mieszkaniowe. Zwracam się do ludzi lewicy, którzy dali się zwieść i schronili się pod dziurawym parasolem Platformy Obywatelskiej. Wojna PO z PiS-em to nie jest nasza wojna. Nie musicie wybierać między prawicą i prawicą. Macie SLD, który strzeże lewicowych wartości i potrafi obronić was przed powrotem trwał tej rzeczy pospolitej. Nie musicie już mieszkać kątem u obcych. Wracajcie do swojego domu. Jest gdzie i jest po co wracać.