Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Donald Tusk w Rzeszowie: Rzeszów symbolem powrotu demokracji

Donald Tusk w Rzeszowie: Rzeszów symbolem powrotu demokracji

Donald Tusk w Rzeszowie mówił o potrzebie powrotu do demokracji i wolności oraz o mobilizacji wyborczej. Podkreślił, że Rzeszów może być symbolem zwycięstwa, skrytykował retorykę rządowych mediów i wezwał do konkurencji politycznej bez nienawiści.

Najważniejsze tezy


- Donald Tusk powiązał Rzeszów z symbolem powrotu do wolności i demokracji, przywołując analogię do Gdańska sprzed 40 lat. Podkreślił, że od dwóch lat Rzeszów jest miastem zwycięstwa i że trzeba dążyć do odzyskania demokracji i wolności.

Ton i mobilizacja na spotkaniach


- Mówca opisał liczne spotkania i demonstracje, wspominając o tysiącach uczestników w Koninie i ponad milionie w Warszawie. Zwrócił uwagę na biało-czerwone flagi, uśmiechy uczestników i fakt, że osoby z różnymi poglądami nie są naznaczane na spotkaniach.

Kwestie lokalne poruszone w Lesku


- Donald Tusk opisał obawy mieszkańców Leska dotyczące ewentualnego zamknięcia oddziału ginekologiczno-położniczego i zagrożenia dla szpitala. Wspomniał o problemie długiego czasu dojazdu karetki, przytaczając 53 minuty jako punkt odniesienia.

Donald Tusk — migawka z wypowiedzi: Donald Tusk w Rzeszowie: Rzeszów symbolem powrotu demokracji (05.10.2023)

Sondaże i perspektywy wyborcze


- Przemówienie odwołało się do wewnętrznych badań, które według mówcy obejmują 1500 osób badanych po 500 dziennie i wskazują, że osiągnięto poziom głównego konkurenta. Donald Tusk podkreślił przekonanie o możliwości zwycięstwa i wezwał do dalszej mobilizacji wyborczej.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Tak, tak, oczywiście. Szanowni Państwo, bardzo Wam dziękuję za ten entuzjazm, bo pokazaliśmy premierowi, że już nie jesteśmy pisowskim bastionem. Panie premierze, bardzo serdecznie, z wielkim wzruszeniem chciałbym powitać w Rzeszowie, w Podkarpaciu, w mieście symbolicznym. Symbolicznym bowiem, panie premierze, tak jak 40 lat temu Gdańsk był miastem i jest miastem symbolem powrotu do wolności, do demokracji. Tak, od dwóch lat Rzeszów jest również miastem symbolem zwycięstwa. Zwycięstwa demokracji i wolności. I jestem pewien, że po dzisiejszym spotkaniu kolejny raz potwierdzimy, że Rzeszów może być kolejny raz symbolem i omenem tego, że znów wrócimy do demokracji, do wolności. Witamy. Dziękuję bardzo. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję bardzo. Drogi panie prezydencie, tak, to prawda. Wtedy, kiedy tak wielu w naszej ojczyźnie straciło nadzieję na to, że możliwa jest zmiana na lepsze, to właśnie tu w Rzeszowie pana zwycięstwo, panie prezydencie, a był pan wtedy wsparty przez samorządowczynie, samorządowców z całej Polski, tych wierzących właśnie w siłę demokracji, w siłę prawdy i rozumiejących, że nie należy kapitulować, że walczy się zawsze, szczególnie jeśli tak wielkie wartości są na szali, to walczy się zawsze, niezależnie od tego, czy akurat świeci słońce, czy są chmury i tu w Rzeszowie i pan, i ci wszyscy, którzy wtedy stanęli za panem, w tym choćby też kochani samorządowcy z mojego regionu, z Gdańska, z Sopotu, wszyscy stanęli wokół pana i Polska zobaczyła, że możliwe jest i że to, co niektórym wydawało się niemożliwe i że nadzieja na demokrację, na prawdę, ale też na siłę i sprawczość ludzi, którzy wierzą w sens prawdy, w sens demokracji, w sens praw człowieka, że to się może odrodzić właśnie tu na Podkarpaciu. Zaczął pan od słów, które dzisiaj już raz słyszałem. Przyjechałem do was i ten dzień jest dla mnie pełen wyjątkowych przygód. Przyjechałem do was jakby z drugiej części regionu Podkarpacia, z drugiego okręgu, czy z drugiej, pierwszy, nieważne, nie mówię teraz o rankingu, tylko chcę podkreślić, że to, co słyszałem przed chwilą od prezydenta Fijołka, słyszałem też w Lesku, od burmistrza Adama Snarskiego z Leska. Czyli te słowa o tym, że Podkarpacie nie jest pisowskim bastionem, nie musi być pisowskim bastionem. Ja wtedy powiedziałem dzisiaj rano właśnie w Lesku, na spotkaniu z samorządowcami, z pielęgniarkami, z lekarkami i lekarzami, a także z protestującymi wobec pewnych niesprawiedliwych decyzji, o tym zaraz słówko powiem. Powiedziałem coś, co naprawdę mi leży na sercu i coś, co dzisiaj w Rzeszowie staje się oczywistością. My wszyscy jesteśmy aktywni w życiu publicznym. My wszyscy dzisiaj spotykamy się w Rzeszowie, tak jak kilka dni temu milion, ponad milion z nas było w Warszawie. Trzymamy biało-czerwone flagi, chorągiewki, mamy biało-czerwone serca, bo nie chcemy, żeby polityka była polem bezwzględnej walki. Bo wierzymy w to, że nie musi być w Polsce bastionów, fortec, frontów. Polityka nie musi być wojną. W polityce można konkurować. W polityce, szczególnie w warunkach demokratycznych, trzeba się wspierać. Trzeba mieć odwagę wygłosić własny pogląd. Jak przychodzi kampania, trzeba oczywiście stanąć twardo po stronie swoich racji. Ale nie po to, żeby kogoś niszczyć. Bardzo Wam dziękuję, że dzisiaj tutaj w Rzeszowie, podobnie jak wczoraj w Koninie, znowu tysiące ludzi przychodzi, żeby pokazać, że potrafią się uśmiechać. Że niezależnie od tego, jak nieznośne napięcie towarzyszy polskiej polityce od dłuższego czasu. Niezależnie od tego, ile złości, niechęci wylewa się z rządowych mediów każdego dnia. Wiem coś o tym, jak się domyślacie. A Wy wbrew temu, Wy wbrew usiłowaniu PiSu, rządzących, przychodzicie, uśmiechacie się do siebie. Podajecie jedna drugiej rękę. Tyle ludzi do mnie napisało. I wiecie, to też później widzieliśmy to w różnych telewizjach, czytaliśmy w różnych gazetach, jacy bardzo zaskoczeni byli niektórzy dziennikarze. Jak bardzo zaskoczeni byli nasi konkurenci, nasi oponenci w tych wyborach. Że może wyjść na ulicę milion ludzi. Że na spotkanie ze mną może przyjść, czy to jest Konin, czy to jest Rzeszów, tysiące ludzi. Każdy, kto chce, może przyjść. Każdy, kto chce. Jeśli ktoś ma inny pogląd niż większość na sali, nikt go nie naznacza jakąś taką niechęcią. To jest w ogóle rzecz charakterystyczna, że czujemy w ilu miejscach w Polsce mamy już przewagę. Że jest nas coraz więcej. Jak jechałem do Was, dostałem ten meldunek z pracowni, która przygotowuje nas do tych wyborów i bada bardzo rzetelnie 1500 osób. Każdego dnia po 500 osób. I powstaje z tego możliwie rzetelny sondaż. I nawet on pokazuje, że tak, że doszliśmy naszego głównego konkurenta. Dzisiaj PiS i koalicja ratelska to jest mniej więcej 33-34%. I ja tak, ja czułem, że tak będzie. I wszędzie tam, gdzie Polki i Polacy czują, jest nas coraz więcej. Że ci, którzy wierzą, że szczęśliwej Polskie już czas, jak tu przeczytałem na jednym z banerów, że wszyscy wiemy tak. W momencie, w tej chwili, kiedy postanowiliśmy mówić głośno prawdę, przestaliśmy się wstydzić naszych poglądów. Otrzepaliśmy, wiecie, ten kurz apatii. I ruszyliśmy. I ruszyliśmy i głęboko w to wierzę. Po wygraną. Po wygraną nie dla siebie, tylko dla Polski. Ona jest w zasięgu ręki. Nie dajcie sobie wmówić... No wiecie, różni politycy mają różne interesy i ci, którzy życzą nam źle, chcą nam wmówić, że wygrana jest poza naszym zasięgiem. Od wielu, wielu dni wiemy, że nie, jest dokładnie odwrotnie. Idziemy po zwycięstwo. Idziemy po zwycięstwo po to, żeby rozwiązywać problemy. Z takimi problemami przyszli do mnie dzisiaj ludzie w Lesku. W Lesku boją się, że zniknie oddział ginekologiczno-położniczy w szpitalu w Lesku, a nawet obawiają się, że i szpital może zniknąć. Szpital ważny dla całego regionu. Wy tutaj dobrze wiecie. Ja wysłuchałem tych informacji, tego żalu i tej nadziei, że zapobiegniemy nieszczęściu. No bo dzisiaj już okazuje się, że te 53 minuty, które miały być takim maksimum czasu na dojazd karetki, na przywiezienie potrzebującej osoby do szpitala, że ten czas już się wydłużył. Wyobraźcie sobie, co się stanie, jeśli zniknie taki szpital, jak ten szpital w Lesku. A na nagłe przypadki coraz częściej ludzie muszą trafić tam, dokładnie do szpitala w Lesku. I widziałem zatroskane twarze i pielęgniarek, i położnych, i dumnej lekarki, która walczy o to, ale też burmistrza Sarnarskiego. I wiecie, tam nikt mi nie powiedział ani zdania na temat tego, że chce więcej zarabiać. Cała ta wspólnota w Lesku, samorządowców, pielęgniarek, położnych, lekarzy, lekarek, oni mówili o tym, panie Donaldzie mówili, trzeba uratować ten oddział ginekologiczno-położniczy. Kobiety na Podkarpaciu mają takie same prawa, jak kobiety gdzie indziej, jak w całej Europie. Nie można zabierać czegoś takiego, co jest tak ważne dla kobiet. I nie można dopuścić do tego, żeby na Podkarpaciu ludzie czuli się bardziej wykluczeni. Nie wystarczy opowiadać, pamiętacie, druga Bawaria miała być. To była to, że Kaczyńskiemu przyszło do głowy, żeby z Podkarpacia robić niemiecki land. To, twoją drogą, bardzo ciekawa taka... Ale praktyka wygląda zupełnie inaczej. Na spotkaniu w Lesku był też drugi pan Adam, Sołtys, niedużej wsi spod Krosna. Tam, gdzie ma przebiec niby obwodnica z Podleska. Obiecano normalną, prawdziwą obwodnicę, tak zwaną obwodnicę północną w Lesku. Zmieniono ten plan i postanowiono poprowadzić drogę, która tak naprawdę nie jest obwodnicą, nie spełnia żadnych oczekiwań ani mieszkańców, nie jest ulgą dla mieszkańców, tylko staje się przekleństwem dla wielu z nich. Bo znowu słyszę głosy właśnie tam pod Leskiem. Właśnie od Sołtysa Adama Kendryny, który mówi to upiorne dla wielu rodzin polskich słowo wywłaszczenia. Tam ludzie mają stracić swoje gospodarki, swoje domy, tylko dlatego, że ktoś padł na pomysł, żeby zamiast tak jak ustalono poprowadzić sensowną obwodnicę na północ od Leska, to ktoś padł na pomysł, żeby poprowadzić drogę donikąd, która ma dokładnie zakończyć swój ten szlak w środku wsi, której Sołtysem jest Pan Adam Kendryny, gdzie ludzie dzisiaj protestują. Problem polega na tym, bo wszędzie, gdzie w Polsce jestem, słyszę właśnie ludzi czasami bezradnych, odważnych, gotowych do walki o swoje. I wszędzie oni mają jeden jakby postulat. Niech skończy się wreszcie władza, która wbrew zapewnieniom, wbrew obietnicom ma tak arogancki, tak pełen pogardy i lekceważenia stosunek do tych, którzy są dalej od stolicy, mają mniej siły, którzy czasami mają jakieś deficyty, bo przecież jak zobaczymy, co robi dzisiaj władza PiSu z ludźmi, to przede wszystkim widzimy, jak traktuje ludzi teoretycznie słabszych. Dlaczego na moich spotkaniach jest tak dużo ludzi reprezentujących środowiska ludzi z niepełnosprawnościami? Opiekunowie albo sami niepełnosprawni. Bo czują od lat, że ta władza, zresztą tego nawet też Kaczyński nie ukrywał, wprosto mówił, co myśli o ludziach z niepełnosprawnościami. Popierać, nie dyskutować i głosować. To był jego pomysł na tę relację między władzą a środowiskiem osób z niepełnosprawnościami. Ja mówię o tym, bo to jest taki najbardziej bolesny przykład tego modelu, jaki sobie PiS wymyślił. Znaczy władza centralna. Widziałem przedstawicieli tej władzy centralnej jadąc do Was. Na tych gigantycznych billboardach. Niezliczona ilość billboardów. I kto pokazuje tam swoje słodkie oblicze? Pan Sobolewski. No wiecie co, jak się ma tak zdolną żonę, która zasiada w niezliczonej ilości rad nadzorczych i spółkach Skarbu Państwa. Jak ją znajdą w jednej, to pojawia się po chwili w innej, bo pod presją opinii znika z tej pierwszej. I jakby ten taki symboliczny dla mnie skrót myślowy. Ludzie pokrzywdzeni. Ludzie, którzy mogą stracić zdrowie, miejsca pracy. I na tych ludzi z góry patrzy pan Sobolewski. Albo pan Ziobro. Też słuchajcie na billboardach. Pozdrawiamy pana Z. I pod tym Z każdy odgadnie, co się kryje. Czy imię, czy nazwisko, czy jakże uzasadniony pseudonim. Nadany panu ministrowi. Nie wiem, ja nie słyszałem, co państwo krzyczeli. Nie wiem, czy chodziło o tytuł piosenki Lady Punk mniej niż zero, czy nie wykluczam. Dlatego tak ważną sprawą dla mnie, chyba dla was wszystkich jest to, żeby także tu, na Podkarpaciu, gdzie tak wielu wyborców zaufało PiSowi. I dzisiaj tak wielu wyborców zaczyna się zastanawiać, zaraz, coś tu nie gra. Tu nie ma żadnej drugiej Bawarii. Tu arogancja władzy czasami przekracza wszystkie granice. Tu ludzie bardzo szybko doświadczyli tego, co znaczy zostawić swój naród, swoje społeczeństwo samemu sobie, wtedy, kiedy jest wielkie wyzwanie takim, jak był wybuch wojny, napaść Rosji na Ukrainę. To przecież tu, na Podkarpaciu, wyście pierwsi zobaczyli, do jak wielkich rzeczy zdolni są ludzie, zwykli ludzie i jak małą jest ta władza, jak czasami albo tchórzliwą, niezdolną do podjęcia realnego działania. Zostawili was samych, także z tym wielkim zadaniem, tą wielką solidarnością, ale która rodzi też wielkie ciężary. Zostaliście z tym wszystkim przez długi czas sami, bo ta władza, jeśli o czymś czy o kimś potrafi myśleć od rana do wieczora, to jest myśleć o sobie, o swoich pieniądzach i na końcu po to, żeby z tego wielkiego billboardu pan Sobolewski spojrzał na was wszystkich z góry, napchany tymi pieniędzmi, tymi przywilejami, żądający bezczelnie wyboru. Tu, na Podkarpaciu, gdzie ludzie tak dokładnie wyczuli, czym ta władza naprawdę jest. Byłem też, jadąc z Leska do was, przejechałem też przez Krosno i pod Krosnem spotkałem panią Dorotę i pana Macieja, artystów, prowadzą kapitalną pracownię artystyczną, robią w szkle. Dostałem dużo biało-czerwonych serc ze szkła, także rozdam moim bliskim i moim przyjaciołom. To było takie niezwykłe wsparcie. Od takiej maleńkiej dziewczyny dostałem przez nią narysowanego króliczka z takim biało-czerwonym sercem. Takie momenty, słuchajcie, to jest przecież o ile więcej, o ile więcej te serca, łzy dzieci naprawdę zdarza się. Dzisiaj osoba, która całe życie swoje zaangażowała w obronę szpitala, pani doktor też płakała, jak mówiła. Wiecie, ktoś pomyśli, że łzy czy wzruszenie to jest objaw słabości, a ja chcę wam powiedzieć, że jak widzę lekarkę z Leska, małą dziewczynę spod Krosna, artystów, rolniczki, samorządowców, ciężko harujących, walczących o swoich ludzi, o swoją wieś, o swoją gminę, swoje miasto i wzruszonych, a czasami płaczących. Płaczących ze wzruszenia albo z poczucia krzywdy i nieszczęścia. To chcę wam powiedzieć, że jak później przenoszę oczy i patrzę na sobolewskich ziobrów, na tych wielkich setkach billboardów, to myślę sobie, ok, panie Kaczyński, panie Morawiecki, tak, wy macie miliardy, ale my mamy miliony. Wy macie miliardy pieniędzy z tych spółek, z tych ośmiu lat władzy, a my mamy miliony serc i nie miejcie żadnej wątpliwości, co jest silniejsze. Zacząłem od tego badania. Wiecie, nie zmyślam. Ja dużo ryzykuję, kiedy mówię o tych naszych badaniach opinii publicznej. One były różne. To jest też to badanie, które pokazuje, że jeszcze niecały procent przewagi PiS ma nad nami. Ale chcę powiedzieć, że ja bardzo nie lubię ściemniać, nie lubię... Czasami, wiecie, tak niektórzy politycy kombinują. A może udałoby się załatwić jakiś dobry sondaż? A może udałoby się jakoś ludzi tak trochę okłamać, bo coś tutaj wykombinujemy? Może jakaś fikcyjna pracownia? Coś tam... Ja chcę wam powiedzieć, że nic nie jest rozstrzygnięte. Że to jest... Ja nie miałem żadnej wątpliwości. Gdybym miał wątpliwości, gdybym nie miał takiej pełnej wiary, pełnej nadziei, pełnej determinacji, to bym wam głowy nie zawracał. Ani wam, ani innym mieszkańcom Podkarpacia. Ale też wiem, że do ostatniej chwili wszystko się będzie ważyło. I chcę z tego miejsca, biorąc ponownie za wzór zwycięstwo orzeszowskie waszego prezydenta, żeby wszyscy, którzy mają dość korupcji, kłamstwa, niekompetencji, kolesiostwa, pogardy, lekceważenia praw obywatelskich, wszyscy ci niech idą głosować. Nie dajcie sobie wmówić, że nie ma na kogo głosować, bo jest kilka możliwości. Jest kilka możliwości. Pamiętajcie też, że w polskiej rzeczywistości i ordynacja wyborcza, ale też fakt, że mamy prezydenta Dudę i wiemy, jak bardzo będą kurczowo otrzymali się władzy. Zaraz powiem wam, dlaczego dzisiaj już wiemy, że oni wszyscy będą, oni staną na głowie. Oni będą chcieli wykorzystać każdy najmniejszy pretekst, żeby unieważnić jakby efekt demokratycznych wyborów. Więc jest rzeczą bardzo ważną, żeby ich w tych wyborach pokonać. To jest, i zwracam się z gorącym apelem, do wszystkich wyborców trzeciej drogi. Głosujcie na swoich. Nie zawahajcie się ani chwili. To jest bardzo ważne, żebyście wierzyli w sukces swoich komitetów. Do wyborczyń i wyborców lewicy. Nie dajcie sobie wmówić, że wasze głosowanie nie ma sensu. Nie, głosujcie. Idźcie wszyscy głosować na tych, do których macie zaufanie. I chcę powiedzieć rzecz dla mnie najważniejszą. Jestem liderem Koalicji Obywatelskiej, szefem Platformy Obywatelskiej. Wszyscy, którzy zastanawiają się, do zdecydowanych nie mówię, na kogo zagłosować, żeby skutecznie odsunąć PiS od władzy. To mówię, zagłosujcie na Koalicję Obywatelską, bo pierwszym warunkiem zwycięstwa jest, przepraszam za tautologię, jest zwycięstwo. Żeby wygrać z PiS-em, trzeba być pierwszym. I ja to wiem. I to mówi moje doświadczenie polityczne wieloletnie, ale też analiza wielu ludzi, mądrych ludzi, którzy to wszystko naprawdę bardzo poważnie obserwują, bardzo głęboko analizują nastroje społeczne, to, co się dzieje w naszych sercach, umysłach. Przecież to można jakoś wbadać. Zwycięstwo jest w zasięgu ręki. Nikt nie musi zmieniać swojego poglądu. Najważniejszą rzeczą jest, żeby każda z was i każdy z was do ostatniej chwili przekonywali tych, którzy nie są przekonani, tych, którzy nie chcą iść na wybory. Przekonajcie ich do swojej partii, przekonajcie ich do tego, żeby poszli zagłosować. I nie wahajcie się, idźcie prostą drogą. Patrzcie z szeroko otwartymi oczami. Miejcie szeroko otwarte uszy. Słuchajcie, oglądajcie, wyciągajcie wnioski, a na końcu po prostu pójdźcie zagłosować. Sprawdźcie, błagam was, czy jesteście w rejestrze wyborców. Bo jak wiecie, jest bardzo dużo sygnałów niestety, bardzo dużo sygnałów, że coraz więcej ludzi myśli, że może zagłosować tam, gdzie mieszka, aż okazuje, że nie są zarejestrowani w tym miejscu. Jest rzeczą bardzo ważną. To można sprawdzić w internecie, można sprawdzić w miejscu zamieszkania, w urzędzie gminy, w urzędzie miasta. Nie zlekceważcie tego. Zwracam się do wszystkich z tym apelem, do tych wszystkich, którzy zmieniali miejsce zamieszkania. Albo częściej przebywają tam, gdzie nie są zameldowani. Gdzie władza może mieć pretekst, żebyście nagle nie mogli się znaleźć na tej liście wyborców. Także proszę, nie zlekceważcie. Każde zagrożenie, każdy pretekst oni wykorzystają. Bo boją się i mają czego się bać. Też do was jechałem ten dzień, bardzo jest obfity w różne wydarzenia. I dowiedziałem się, że dzięki temu, że nie udało im się rozwalić do końca systemu sądu w Polsce, że są jeszcze sędziny, sędziowie odważni, niezależni. Naprawdę. Że za szkalowanie, za hejt, za świństwa, jakie pan Pereira z telewizji rządowej wypowiadał, został wskazany. Jak wiecie, ja to zawsze powtarzam. I ci, co mnie znają, wiedzą, że tak jest. Nie chcę żadnej krzywdy, żadnego odwetu. Nie chcę, żeby oni jakoś tam cierpieli. Ja chcę tylko elementarnej sprawiedliwości. Trzy miesiące ograniczenia wolności i zadośćuczynienie finansowe. To jest dobry prognostyk. To jest naprawdę dobry prognostyk. I tym wszystkim, którzy dzisiaj używają kłamstwa, pogardy, łamią dalej prawo, odbierają nam nasze prawa, chcę tylko powiedzieć, to jest dopiero, to jest taki sygnał. Musicie mieć świadomość, że każdy, i mówię o ludziach władzy, nie mówię o wyborcach PiSu, naprawdę, i mówię, ja zresztą o tym zawsze z przekonaniem mówiłem. Większość wyborczyń i wyborców PiSu to są ofiary systemu, który Kaczyński zbudował. To są ofiary kłamstwa i pogardy, za którymi stoją tacy ludzie, jak dzisiaj wskazany pan Pereira. Więc kiedy mówię o odpowiedzialności, to mówię o tej górze, o tej władzy, przeciwko której powstaje dzisiaj tak wyraźna większość Polek i Polaków. Polski i Polacy będą się mogli czuć naprawdę bezpiecznie po wyborach. I to też chcę zagwarantować. Ale ci, którzy aktywnie, mając władzę w ręku, czy to jest władza nad mediami, czy nad naszymi pieniędzmi, czy władza, która dała im możliwość gwałcenia konstytucji, wydawało im się bezkarnie, to ci wszyscy będą odpowiadać. Odpowiedzą za to i przed sądem odpowiedzą politycznie, odpowiedzą moralnie. Jestem przekonany, że to będzie bardzo dobry, bardzo mocny i bardzo uczciwy wstęp do pojednania. O tym też zawsze mówię z przekonaniem, bo jestem absolutnie pewny, że jeśli wygramy, ujawnimy zło, jakie się działo, pociągniemy do odpowiedzialności, ale tylko tych, którzy na samej górze pociągali za sznurki, tych, którzy wydawali polecenia i rozkazy, to zobaczycie, jak szybko wszyscy w Polsce zobaczą tę szeroką drogę, szeroką aleję do pojednania. Do tego, żebyśmy nie tylko my, ci, którzy mają te biało-czerwone serca dzisiaj, ale żeby wszyscy, albo chociaż prawie wszyscy w Polsce, mogli spokojnie znowu zacząć ze sobą rozmawiać, a nie krzyczeć na siebie. I tak jak widzę was dziś tu, tak jak widziałem na wszystkich spotkaniach, na ulicach, w halach sportowych, te tysiące i setki tysięcy Polek i Polaków, ja też wiem, że nie tylko zwycięstwo, ale to pojednanie też jest na wyciągnięcie ręki. Dzięki wam, dzięki temu, że tacy jesteście właśnie jak dziś tutaj w Rzeszowie. oddaję wam głos, będą pytania, domyślam się. Jak wiecie, pytać może każdy, chociaż ograniczenie czasowe jest, też nie gniewajcie się. Ale dzisiaj, to już ostatnie wydarzenie, no byliśmy właśnie pod Krosnem i się okazało, że do naszych gospodarzy, a właściwie do ich sąsiadów, przybąkał się kot. I tak wyglądał bardzo przyjaźnie, chociaż nawet trochę zmęczonego życiem i w dodatku ten, czyli nie miał opiekuna stałego. Słuchajcie, niedługo jest jesień, a za chwilę, znaczy jesień już jest, a za chwilę zima. I kot, słuchajcie, jest rudy. Rudy. Więc nawet się sekundy nie zastanawialiśmy, pytamy gospodarzy, sąsiadów, czy mamy go wziąć, zaopiekować się nim, no chyba, że ktoś się czuje jego opiekunem. Wszyscy się tam ucieszyli, tak, weźcie, no bo on nie ma stałego opiekuna. No, przybłąkał się niedawno i szkoda, szkoda kota. No i go wzięliśmy. Wzięliśmy. Ja wiem, ja to w sumie i chyba się będzie nazywał rudy, nie? Monika Wielichowska, nasza przywódczyni w tych wyjazdach, no bo ona tutaj o wszystko dba. Już zadbała też o to, ale niestety trochę waszym kosztem, że zaraz po spotkaniu pędzimy z nim też do weterynarza, bo musi go obejrzeć. Też do salonu, musi się jednak prezentować, no bo przez tych kilka, kilkanaście dni będzie z nami w podróży, bo weźmie go jako stały opiekun, jeden z moich współpracowników, który z nami jeździ, szczęśliwy. Rudy też już wygląda na, jeszcze trochę jest zdenerwowana, ale też na coraz bardziej szczęśliwego. No ale rozumiecie, że będę musiał spełnić obowiązek, obowiązek i dlatego będę stąd szybko, jak skończymy nasze spotkanie, biegu. Ale wiem, że wy na pewno też zrozumiecie, że są jakby obowiązki i obowiązki. Obiecałem też liderowi waszej listy, mojemu przyjacielowi, nie muszę przedstawiać, a na pewno nie tu w Rzeszowie i na Podkarpaciu Pawła. Dzięki za oglądanie!