Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Donald Tusk: Krytyka Polskiego Ładu i apel o stabilność

Donald Tusk: Krytyka Polskiego Ładu i apel o stabilność

Donald Tusk mówił o problemach przedsiębiorców związanych z chaosem prawnym i częstymi zmianami w systemie podatkowym, które zdaniem mówcy szczególnie uderzyły w małe firmy po Polskim Ładzie. Zajął stanowisko za wprowadzeniem przewidywalności przepisów i apelował, by państwo traktowało przedsiębiorstwa jako skarb, a nie przedmiot surowej egzekucji.

Skargi przedsiębiorców


- Przedstawiciel targowiska w Lublinie opisał, że z ponad 200 podmiotów prowadzących działalność zostało tylko jedna trzecia, wskazując na rosnące ZUS i chroniczną zmienność przepisów jako główne przyczyny upadków małych firm.

Krytyka Polskiego Ładu


- Tusk krytykował Polski Ład za wprowadzenie chaosu podatkowego - trzy razy zmieniany system w ciągu roku i działanie wstecz, co zdaniem mówcy unieważnia wcześniejsze decyzje i zwiększa obciążenia przedsiębiorców.

Postulat przewidywalności i konsultacji


- Wezwał, by zmiany legislacyjne były konsultowane i wprowadzane z wyprzedzeniem, a w miarę możliwości utrzymane bez zmian przez 2–3 lata, aby przedsiębiorcy mogli dostosować się do warunków prowadzenia działalności.

Donald Tusk — kadr z wypowiedzi: Donald Tusk: Krytyka Polskiego Ładu i apel o stabilność (20.01.2023)

Rola urzędów i krytyka składki zdrowotnej


- Zwrócił uwagę na potrzebę przyjaznej roli skarbówki jako instytucji pomocowej zamiast represyjnej oraz skrytykował mechanizm składki zdrowotnej, wskazując, że rosnące obciążenia nie idą w parze z poprawą dostępności usług zdrowotnych.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Szanowni Państwo, to jest spotkanie z przedsiębiorcami i z mieszkańcami. Zacznijmy od przedsiębiorców. Bardzo proszę, kto z Państwa by chciał zabrać głos? Panie Przewodniczący, jestem prezesem jednego z największych targowisk w mieście, w Lublinie. Wspólnie zainwestowaliśmy kilka milionów złotych, żeby stworzyć sobie te miejsca pracy. W tej chwili z ponad 200 osób, które tam prowadziło działalność, została nas tylko jedna trzecia. W ciągu kilku lat ubyli. Ubyli m.in. dlatego, że ciągle zmieniają się przepisy. To jest jedna z największych bolączek przedsiębiorców. To, o czym Pan powiedział. Ten ZUS ciągle rosnący, ale jeszcze gorsze jest to, co w ostatnich latach się dzieje. Że w ciągu roku te przepisy są diametralnie zmieniane. Na przykład ten ostatni Polski Ład, który dał nam wszystkim zdrowo popalić i odwrócił też te wszystkie zasady prowadzenia działalności. Ale to już od kilku lat się dzieje. Nie może tak być, żeby władza właśnie w ten sposób postępowała. Było kiedyś zwyczajem, że te wszystkie sprawy podatkowe były ustalane najpóźniej do października, listopada poprzedniego roku. Jeżeli były jakieś poważniejsze, to nawet były te okresy przejściowe, wakacje o legis tak zwane. Natomiast w tej chwili wprowadza się nowe przepisy, które obowiązują, jak to się mówi, wstecz. Tak się nie da prowadzić działalności. I to, co Pan powiedział, małe firmy też upadają. Tylko Rafako będzie o tym głośno. Natomiast o tych małych firmach jest bardzo cicho. Bo te małe firmy umierają po cichu. Ale to jest dramat dla naszych rodzin, dla nas wszystkich. Także nasz apel do Pana jako przyszłego premiera. Jeżeli wygracie wybory, jeżeli zmontujecie ten rząd, żeby zasady prowadzenia działalności, jeżeli będą jakieś zmiany, były konsultowane raz, a drugie wprowadzane z wyprzedzeniem. I po prostu, żebyśmy mogli się dostosować i nie tak często. To jest podstawowy nasz problem. Ja dziękuję, że Pan potwierdza to, co słyszę właściwie też w każdym miejscu w Polsce od przedsiębiorców. I czy to jest targowisko, czy to jest większy zakład pracy, to wydaje się najbardziej oczywistym postulatem. Szczególnie po tym tragicznym roku z tak zwanym Polskim Ładem. To jest najbardziej ironiczna nazwa, jaką sobie, znaczy nikt większego bałaganu w ogóle w Europie nie wprowadził, żeby w ciągu jednego roku trzy razy zmienić de facto system podatkowy, unieważając poprzednie decyzje. Po kilku miesiącach powiedzieć, że być może dwa równoległe systemy będą działały podatkowe, ale nikt nie wiedział, w jakim systemie ma działać. A na końcu wszyscy się dowiedzieliśmy, że tak naprawdę chodzi o wzrost obciążeń i że to działa wstecz. Więc to, więc rzeczywiście słyszę prawie wszędzie, że ludzie by chcieli jakichś zmian, także jeśli chodzi o ustawodawstwo gospodarcze, ale mówią, ale na wszelki wypadek to my byśmy woleli wiedzieć, że przyjdzie ktoś, kto powie, ok, przez dwa, trzy lata nie będzie żadnej zmiany. Może nie jest dobrze, ale przynajmniej dajcie nam odeschnąć, żebyśmy wiedzieli, jak nasz biznes będzie, w jakich warunkach funkcjonował, no chociaż przez te dwa, trzy lata. I wydaje mi się, że ta przewidywalność to jest rzeczywiście, no bo tutaj odpowiedzialność na władzę spoczywa w stu procentach. Można mówić, że tam wojna ma jakiś wpływ na koniunkturę, pandemia, ok, i to ja nie jestem przecież ślepy i głuchy i wiem, że nie za wszystko można rządy obarczać. Jest też zły los, jest właśnie czasami wojna, koniunktura światowa, etc. Ale takie rzeczy jak przyzwoite traktowanie przedsiębiorców, stabilność systemu podatkowego, takie przyjazne nastawienie. To co ludzie bardzo by chcieli i nie wiem, czy pan to potwierdzi, żeby jednak to, co ja pamiętam, myśmy na tym pracowali i chyba na początku to naprawdę jakoś zaczęło działać, że jak jest wątpliwość interpretacyjna, to jest szybkie zapytanie, nie ma odpowiedzi, mogę interpretować zgodnie z własnym interesem. No i właściwie się wycofano praktycznie, bo trzeba dostać dokumenty i nagle się okazuje, że to już nie są trzy miesiące, tylko to można tak przez rok, a przy okazji lecą kary, itd., itd. Moim marzeniem też było, żeby, bo są takie miejsca na świecie, jak tam siedziałem w Europie, to przecież widziałem w kilku krajach co najmniej, że to jest możliwe. Że skarbówka to nie jest narzędzie tortur, ani jakiś horror, że ludzie muszą się bać i trzęść ze strachu, tylko, że to jest miejsce pomocy. Że państwo powinno być, pomocy, tak, znaczy, ok, zrobiłeś błąd, to ja ci pomogę wyjść z tego, nie będę cię karał, nie będę ci niszczył firmy, tylko pomogę ci wyjść z tego kłopotu. To naprawimy. Ba, to może poczekamy zapłacić trzy miesiące później. Jakby uporządkujemy to wszystko. Więc takie podejście, żeby państwo wreszcie znowu uwierzyło w to, że przedsiębiorstwo to jest skarb, tak, że nie tylko źródło dochodu dla właściciela, ale to jest skarb społeczny, tak, który wymaga ochrony i opieki, podobnie jak człowiek, a nie takiego brutalnego i wrogiego nadzoru i wyłącznie egzekucji. I ta stabilność, tak, to znaczy, tutaj ja nie wiem, kto będzie oczywiście rządził po Morawieckim i mam dużą wyobraźnię, ale chyba tutaj trudno będzie go przebić negatywnie. Znaczy, tu jestem pewien, że wystarczy się pozbyć tego rządu, żeby poczucie poprawy i ulgi było natychmiastowe. Bo ja nigdzie na świecie nie widziałem ekipy, która właśnie w taki chaotyczny sposób zarządzałaby systemem podatkowym i tak chaotycznie, bez żadnej kompetencji, bez żadnej pewności, co chce zrobić, żeby narzucała nowe daniny. Z tym zdrowiem ja też rozumiem na przykład ludzi, którzy mówią, ok, rozumiemy, trzeba płacić. I rozumiemy, że część naszej składki musi iść na innych ludzi. Ale po co okłamywać się, że składka zdrowotna jest składką zdrowotną? Skoro my, wy będziecie, mówię wy, no bo ja nie prowadzę działalności gospodarczej, płacić o wiele wyższą składkę, z góry wiecie, że ona nie pójdzie na zdrowie, coraz więcej pieniędzy idzie na ochronę zdrowia, a usługa i dostępność jest coraz gorsza, nie coraz lepsza. Więc właściwie dlaczego ludzie mieliby z przekonaniem dawać tę daninę, jeśli później tak, muszą prywatnie sobie coś załatwić, jeśli chcą mieć dostęp do usług zdrowotnych. Więc ja absolutnie rozumiem też ten taki głęboki żal, że państwo w tej chwili jest gotowe więcej brać, ale w żaden sposób nie oddaję tego w postaci usług czy pomocy wtedy, kiedy taka pomoc jest potrzebna. Bardzo proszę. Bardzo proszę. Kto z państwa? Dzień dobry. Dzień dobry. Darek Jodłowski. Jestem szefem Regionalnej Organizacji Konfederacji Lewiatem. Reprezentuję przedsiębiorców, którzy najczęściej powtarzają takie życzenie, o którym pan wspomniał, o którym tu kolega przed chwilą mówił, o tej przewidywalności prawa, o tym, o stabilności prawa gospodarczego. Ja oczywiście się zgadzam też z tym postulatem niepłacenia tej wielokrotności składek zdrowotnych, bo to jest jakby podatek czy kara za przedsiębiorczość. Jeżeli ktoś zakłada drugą, trzecią czy piątą działalność, wchodząc do tych kolejnych spółek, to on zaczyna rozumieć, że za każdą z tych działalności jest ukarany składką zdrowotną, nie czerpiąc oczywiście żadnych korzyści. Tak jakby więcej przez to chorował, nie? Tak jakbym miał kilka bytów i mogę to odchorować. Natomiast wiemy wszyscy i jesteśmy tutaj, że tak powiem, mówimy jednym głosem o tym, że potrzebujemy tej przewidywalności, ale rozumiemy też pewne spustoszenia, jakie się dokonały w tej tkance społecznej, tymi obietnicami i tymi deklaracjami, jak to rządzący mogą zabierać tym aktywnym, kreatywnym i rozdawać wszystkim pozostałym tym, co może są pokrzywdzeni przez losa, może nie pokrzywdzeni, ale są obdarzani tym, co ci kreatywniejsi wytwarzają. No i pytanie brzmi tak, czy ma pan przewodniczący, czy Platforma ma pomysł, jak doprowadzić przy takiej dewastacji dialogu społecznego, jak doprowadzić do powstania prostej konstytucji gospodarczej, konstytucji podatkowej. Ja nie mówię zaraz po wyborach, tylko że wiem, że rządzenie to też jest szereg złożonych decyzji, które trzeba podejmować i w otoczeniu bardzo różnorodnym, społecznym. Czy jest możliwość, żebyśmy wyrzucili te sterty przepisów, tych ładów, nie wiadomo po co uchwalanych i potem poprawianych, łatanych? I czy jesteśmy w stanie siąść do stołu, czy tak jak powiedziałem, przy tak zdewastowanym dialogu napisać taką krótką, prostą konstytucję, która by dała młodym ludziom perspektywę, i myślę, że jak ją przeczytają, to nie popełnią żadnego błędu planując biznes. W tej chwili opiera się to na intuicji i myślę, że większość przedsiębiorców nie ma nawet świadomości tego otoczenia prawnego, w jakim działamy. Działamy po prostu troszkę po omacku. Dziękuję. Zanim odpowiem na to pytanie, ogólnie wspomniał Pan przez sekundę o tych młodych zaczynających też swój biznes. Oni są właściwie być może w najtrudniejszej sytuacji, no bo jeszcze muszą się nauczyć, jak w tym oceanie przepisów funkcjonować. Mamy przygotowany projekt, będziemy chętnie o tym też dyskutowali, testowali, czy to miałoby sens, żeby ci, którzy zaczynają działalność gospodarczą, byli zwolnieni ze wszelkich opłat, byliby zobowiązani do niedużej opłaty ryczałtowej, bez skomplikowanej księgowości, bez wyróżniania tego, czy wyszczególniania, to jest składka, to podatek, to taka opłata, to taka opłata, tylko żeby założyć, że przez jakiś ten początkowy czas, żeby umieli też rozkręcić swoją firmę, żeby mieli bardzo niedużą, jednolitą jakby opłatę, taką startową i żeby nie musieli zajmować się głównie tą papierologią. Co do przedsiębiorczości jako takiej. To nie jest jakieś ekstrawaganckie rzeczy. Znaczy ja nie chcę być jakoś przesadnie populistyczny, że powiem, o tak, mamy gotowe i z dnia na dzień będzie miejsce milionów przepisów, sto prostych przepisów i wszystko będzie okej. Wiadomo, że to nie jest takie proste. Wiadomo, że jesteśmy na skrzyżowaniu też przepisów europejskich, trzeba to zawsze harmonizować, ale nie ma w tym, to nie jest jakaś szczególna rewolucja, taki reset. W historii Polski też mieliśmy kilka takich momentów, kiedy trzeba było czyścić. Wilczek był pierwszy, ale też pamiętam niezłe efekty naszej Komisji Przyjazne Państwo. i tam się udało i uprosić wiele rzeczy i uprzyjaźnić, przepraszam za ten neologizm wobec przedsiębiorców, wiele przepisów. To, co dzisiaj widzimy, jak bardzo spuchła, tak najgrubsza chyba z polskich ksiąg, czyli polskie podatki. Moi dobrzy znajomi, którzy pracują w najlepszych, tych najbardziej profesjonalnych firmach, czy obrachunkowych, czy doradczych i powiedzieli, że już od dłuższego czasu nie ma kogoś takiego, jak ekspert od podatków. Że nawet jak jest wielka firma, to tam jak jest człowiek, to on od jakiegoś konkretnego jednego kejsu właściwie jest, bo nie ma już takiego człowieka w Polsce, który byłby w stanie ogarnąć te tysiące, bo to nie jest tysiąc, tylko tysiące stron z dziesiątkami tysięcy przepisów, podprzepisów, wyłączeń, taki reguł, etc., etc. Więc to czyszczenie i upraszczanie, szczególnie tak długo, jak nie jest związane z radykalnym obniżeniem podatku. No bo też się nie oszukujmy, to co oni wydali przez te lata, to też oznacza, że ktokolwiek będzie po nich rządził, będzie musiał bardzo ostrożnie, też z obietnicami, jeśli chodzi o obniżanie. Natomiast uproszczenie i uczynienie systemu bardziej sprawiedliwym, przewidywalnym, stabilnym, to jest obowiązek każdego, kto się ubiega o władzę, w ogóle bez dwóch zdań. Tylko, że ja uważam, bo też mam sporo negatywnych doświadczeń i jako lider opozycji, kiedyś i dzisiaj, też w czasie, kiedy byłem premierem. Jeśli wy tego nie pomożecie napisać, to urzędnicy, nawet jak mają dobrą wolę i nawet jak im się wydaje, że coś upraszczają, to na końcu wychodzi właśnie te tysiące stron. I dlatego jakby taka, jak to Pan nazwał konstytucja, nowa konstytucja podatkowa, ona powinna powstać poprzez budowanie tej wspólnej przestrzeni dla różnego typu branż, wielkości firm, tak żeby możliwie reprezentatywnie dla całej polskiej przedsiębiorczości, powstał zestaw priorytetów, który szybko, ale też odpowiedzialnie, ostrożnie zacznie eliminować te komplikacje i upraszać system podatkowy. Tak naprawdę to jest absolutnie warunek niezbędny, żeby w ogóle ruszyć do przodu. Dzisiaj to już wszyscy wiedzą, że to jest po prostu już nie do, znaczy nie do zniesienia ta sytuacja. Zresztą na końcu dla rządzących też. Tak naprawdę jak się zastanowimy, to wszyscy przegrywają w takiej dżungli i wiadomo, że tak naprawdę nieliczni mogą skorzystać z tego, ale to nie jest nic pozytywnego. Także ja bardzo chętnie i właśnie od wielu tygodni nad tym pracujemy razem z przedsiębiorcami. Pojawił się pomysł na nowo, przemyślcie to, czy jednak nie zbudować samorządu gospodarczego takiego jak na przykład francuski, że wszystkie firmy, wszystkie firmy są uczestnikami samorządu gospodarczego, czyli taka przynależność obligatoryjna, a władza i Sejm muszą brać pod uwagę, muszą, a nie mogą, brać pod uwagę efekt konsultacji z takim samorządem gospodarczym, który reprezentuje wszystkich. Jak będziecie wszyscy zorganizowani, to też łatwiej Wam będzie na przykład jako organizacji sfinansować bardzo precyzyjne modele, czy projekty. A władzę będzie o wiele trudniej odmówić. Także bardzo na taką współpracę liczę. Będę do dyspozycji i dziś, i jak wygramy wybory, także w ewentualnej nowej roli. Dzień dobry, moje nazwiska Agata Folusz. Ja jestem właścicielem takiego niedużego gospodarstwa rolno-ogrodniczego. Jak najbliżej trzeba być. Gospodarstwa rolno-ogrodniczego tutaj pod Lublinem dla części z Państwa być może, że jest to też gospodarstwo rozpoznawalne. No i niestety wpisuje się tutaj w ten scenariusz, który został przedstawiony niedawno. Czyli moje gospodarstwo w tym momencie jest do likwidacji. Być może, że to będzie nasz ostatni rok, a to ze względu na to, że jako rolnik, ogrodnik, nie jestem w stanie kupić polskiego ekogroszku. To znaczy, polskie kopalnie obecnie zaopatrują tylko odbiorców indywidualnych. Mogę kupić półtorej, dwie, trzy tony. Natomiast mnie na sezon jest potrzeba raz bądź max dwa razy po dwadzieścia pięć ton. Tak, żeby to w ogóle można było z czymkolwiek ruszyć. Mam tutaj cały zestaw faktur od mojego dealera węglowego. Zawsze opłacanych w terminie. Zawsze, no, dawaliśmy radę z płatnościami. Tak jak Pan mówił, no. Nie było z tego kokosów, ale radziliśmy sobie do tej pory, radziliśmy sobie z mężem w takim gospodarstwie. Dawaliśmy radę się utrzymać. W tym momencie, no, nie mogąc kupić polskiego ekogroszku, no, jesteśmy do zamknięcia. Ostatnia propozycja mojego dealera to był ekogroszek wenezuelski. Po około dwa tysiące brutto za tonę. To nam daje jakieś pięćdziesiąt pięć tysięcy za samochód węgla, który ja muszę spalić, że tak powiem, puścić z dymem po prostu. Jest to już dla mnie ogromna kwota. W ogóle się zastanawiam, czy jest jakiś sens zaczynać z taką kwotą. Dodatkowo nie mam żadnej gwarancji, że ten węgiel będzie się u mnie palił, a jeżeli będzie się palił, to czy będzie dawał ciepło. Jestem teraz, nie mam takiej możliwości teraz, że ja pojadę do kopalni, czy tam do swojego dealera tego węglowego, od którego brałam od wielu, wielu lat węgiel. Nie mogę teraz pojechać i kupić tej palety węgla, która jest mi potrzebna w ogóle na rozpoczęcie sezonu, żeby było co zaczynać. No i w tym momencie, tak jak mówię, no, moje gospodarstwo jest do likwidacji. No i nie wiem, co dalej. Kilka dni temu rozmawiałem z szefową spółdzielni mleczarskiej z województwa lubuskiego. I mi jest o tyle łatwiej, że to jest bardzo duża spółdzielnia. Bardzo duża, więc Stacik jeszcze było na, i oni mają nadzieję na czasowe zmianę systemu i ogrzewania, i instalacji, które wymagają jakiejś energii, z różnym, proszkowania mleku na przykład i część, ograniczyli produkcję i przeszli na olej, no bo nie mają też dostępu, znaczy gaz jest za drogi, prąd za drogi, a dostępu do dobrego i taniego, no do wytrzymania węgla oczywiście też nie mają. Ale ich było stać, no bo to mówię, duża firma, chociaż też na krawędzi, w tej chwili. Z różnych powodów to spółdzielcy się do mnie z całego kraju też zwracają i ja nie jestem specjalistą od spółdzielni mleczarskich i nawet nie powtórzę tego wywodu precyzyjnie, ale dostałem informację, że w całym kraju władza zamiast im pomagać, to jeszcze utrudnia, wprowadzając jakieś absurdalne przepisy dotyczące, nie wiem, comiesięcznego od nowa kontraktowania indywidualnych dostawców mleka do takiej spółdzielni mleczarskiej. Tak na pierwszy słuch, że tak powiem, wydaje się to idiotyzmem i oni mówią, że dla nich to jest też niezrozumiałe, dlaczego kiedy są na krawędzi upadku, jeszcze im się dokopuje jakimiś nienajmądrzejszymi przepisami. Więc ja nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że ja przyjechałem do was, czy jeżdżę, żeby koniecznie dokopać Morawieckiemu czy Kaczyńskiemu, ale jest coś niebywałego w tym. Coś niebywałego. Jeśli my widzimy i pani opowie się o tej dramatycznej perspektywie, to jeszcze jest jeden z tysięcy rozdziałów dramatów, które dzieją się w całej Polsce. Jeśli my dzisiaj wiemy, bo na szczęście przynajmniej to mamy, czyli zdolność pozyskania wiedzy, jak wygląda cena gazu na giełdach światowych na przykład. Jeśli my dzisiaj wiemy, że ten gaz dzisiaj kosztuje tyle, ile kosztuje, a nawet trochę taniej, niż przed wybuchem wojny. Ale w Polsce jest ciągle dwa razy droższe, niż przed wybuchem wojny. Jeśli dowiadujemy się, bo to nie są tajemnice, że wszyscy ledwo dyszą. Niektórzy będą upadali. Ale prawie wszyscy, ale nie wszyscy. Że w tym czasie, kiedy pani gospodarstwo może upaść, w tym czasie jesteśmy bombardowani informacjami o rekordowych zyskach spółek energetycznych, państwowych, rekordowych premiach w tych spółkach, rekordowych wpłatach na partię rządzącą przez prezesów tych spółek. To naprawdę wała pomstę do nieba. Bo tak naprawdę wygląda to na przemyślany, zorganizowany mechanizm poprzez de facto monopolistyczną pozycję na rynku. Że ci, którzy odpowiadają za energię w Polsce, a są to tak czy inaczej pod kontrolą państwową firmy, uparli się, żeby ten haracz, ponieważ wy nie macie wyjścia, albo upadniecie, albo będziecie przepłacać. Żeby ten haracz tak bezwzględnie narzucać. I odnoszę wrażenie, pewnie sami to też obserwujecie, że niestety bez presji, bez takiego mocnego nacisku, bo jak się mocno na nich naciśnie, to gdzieś trochę ustąpią. No tak było właśnie z cenami gazu dla przedsiębiorców. One są ciągle, jak powiedziałem, za wysokie, no ale przynajmniej nie są takie, no mogły być prawie dwa razy wyższe. Czyli w ogóle nie byłoby właściwie czas bierać. Więc taka presja na te kilka miesięcy, które trzeba będzie jeszcze przetrwać, jest absolutnie niezbędna. Wydaje mi się, że przecież ja gruszek na wierzby nie mogę obiecać, ale ja nie widzę żadnego powodu. Mówię to jako człowiek, który miał zawsze takie liberalne poglądy na gospodarkę. Zawsze uważałem, że prywatna własność to nie jest zło, tylko to jest coś sensownego. Że wolny rynek jest okej. Ale jak byłem premierem, też nie miałem złudzeń, że istotna część polskiej gospodarki w paru kluczowych takich przestrzeniach powinna być pod kontrolą przynajmniej częściową państwa. Ale nie po to, żeby łupić, tylko po to, żeby zabezpieczać interesy państwa, to znaczy też interesy obywateli. W moim przekonaniu obecność państwa, własnościowa i menedżerska w takich firmach jak PGNiG, Orlen, no teraz to jest jedna firma, nie jest po to, żeby zarządy sobie wypłacały milionowe premie, tylko żeby nawet jeśli rynek mówi co innego, żeby właśnie przez fakt obecności państwa pilnować interesów obywateli. Mówiąc ludzkim językiem, jeśli nawet nie zarobimy jako firma państwowa, to byle byśmy nie splajtowali w tak trudnym czasie, ale żebyśmy nie zabierali ludziom pieniędzy. Obecność państwa w gospodarce ma tylko wtedy sens, kiedy gwarantuje większe bezpieczeństwo państwu i jakąś ulgę obywatelom. Dzisiaj w Polsce jest dokładnie odwrotnie. Im bardziej państwowa jest ta spółka skarbu państwa, tym bardziej łupi obywateli i te spółki energetyczne, to jest najbardziej bolesna ilustracja tej wyjątkowo łajdackiej zasady. Nie mam żadnej wątpliwości, że obecność państwa w gospodarce musi służyć ludziom, a nie musi być machiną do narzucania dodatkowego haraczu, bo tak naprawdę przecież to jest dodatkowy podatek. Szczerze powiedziawszy, jakbyście mnie spytali, dlaczego obaj tek gromadzi te pieniądze i coraz więcej skupia w Orlenie, nie mam dowodów, ale mam bardzo, bardzo złe domysły. I na pewno nie służy to ani Polsce, ani polskim firmom, czy polskim rodzinom. Komu? Po co? Te gigantyczne miliardy nadwyżek? Możemy się domyślać, ale nie chcę tu rzucać oskarżeń tak na wiatr, ale to wyjdzie na jaw. To znaczy, jeśli będziemy wreszcie mieli... Dzisiaj obaj tek może udawać, że nie wpuści najwyższej izby kontroli. Dzisiaj Ziobro może nasłać prokuratorów na najwyższą izbę kontroli, żeby nie kontrolowała Lotosu czy Orlenu, ale to się skończy za chwilę. I mogę wam to obiecać, że za tych kilka miesięcy, jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, nie tylko dowiemy się, co jest grane, ale przynajmniej częściowo odzyskamy te pieniądze, które oni z jakichś powodów ściągają dzisiaj z ludzi z taką pazernością. Szanowni Państwo, ostatnie dwa pytania od przedsiębiorców i przechodzimy do pytań od mieszkańców. Bardzo proszę. Dobry wieczór Państwu, nazywam się Agnieszka Karpiel, jestem prezesem Stowarzyszenia Kupców Rynek Bronowice. Działam tam już od 30 lat i co obserwuję i co nas bardzo niepokoi, zresztą pewnie wszystkich małych i średnich przedsiębiorców i większych, to są koszty zatrudniania pracowników, które ciągle rosną, rosną i rosną. Jest to bolączka nas wszystkich, dlatego, że obroty nam spadają, we wszystkich firmach spadają obroty, w każdej dziedzinie działalności. Koszty nam rosną olbrzymie, coraz większe. I co się dzieje, co obserwujemy? Przestaliśmy zatrudniać osoby młode, osoby, które powinny pracować normalnie na pełnych etatach, zaczyna się kombinowanie. Po prostu sytuacja nas zmusza, że zatrudniamy osoby na przykład na emeryturach, które to powinny sobie spokojnie siedzieć na tych emeryturach i godnie żyć, to po prostu one zabierają miejsca pracy młodym ludziom i my de facto jesteśmy zmuszeni do takiego zatrudniania, bo mówię, no nie wyrabiamy się, żeby nasze przedsiębiorstwo utrzymać. I uważam, że w tym kierunku głównie powinna iść ta polityka, żebyśmy my, przedsiębiorcy, mogli zatrudniać ludzi i żeby ludzie mogli godnie zarabiać u nas, żeby te koszty jakoś próbować zmniejszyć zatrudnienia tych pracowników. Wymaga się od nas, żebyśmy podwyższali pensję w styczniu. Fajnie, ja bym chętnie podwyższyła pensję, dała ludziom zarobić, ale z czego? Jak nam koszty rosną, a obroty spadają, coraz bardziej spadają. I tyle, tak naprawdę. Dziękuję bardzo. Kilka projektów mamy już przygotowanych, jeśli chodzi o jakieś takie najprostsze manewry, które mogą obniżyć wasze koszta i przynajmniej część kosztów przerzucić nie na przedsiębiorcę, tylko na państwo. I to na przykład jest, powiem o sprawie niby marginalnej, ale wiem, że w wielu firmach przecież do Kuczliwy jest taka odprawa pośmiertna. Nie mówię o zaświuku pogrzebowym, tylko umiera pracownik, trzy miesięczne wynagrodzenie, wypłaca się rodzinie. Żeby to robił ZUS, a nie firma, bo przecież to jest problem społeczny. To nie jest wina firmy. Firma nie dość, że traci pracownika, bo zmarł, to jeszcze musi zamiast państwa zapłacić ten... Jak to się dokładnie nazywa? Odprawa pośmiertne, czy odszkodowanie pośmiertne? W końcu raz, że ta pomoc rodzinie finansowa wysokości... Nie, zaświuk pogrzebowy to jest czyjnego. To jest czyjnego. Myśmy częściowo to naprawili, niewystarczająco, ale ja myślałem, że będzie to proces postępujący dzisiaj praktycznie cały ciężar, jeśli chodzi o chorobowe spada na przedsiębiorców. Warto pomyśleć o tym, żeby ZUS wziął na siebie w dużo większym wymiarze obowiązek płatności zasiłku chorobowego, no bo to znawy jest podobna sytuacja, tak? Znaczy nie dość, że firma, szczególnie to do rzeczy małych firm, nie dość, że ma realną stratę, no bo nie ma pracownika, to jeszcze musi płacić. I tego typu niby drobnych spraw, ale które składają się na taki podwójny ciężar dla firm, mamy w takim pakiecie i to można będzie rzeczywiście, moim zdaniem, od ręki załatwić. To są oczywiście w skali ogólnej, to się kwoty układają na miliardy złotych. Ale akurat tutaj, jak wiecie, oni mają łatwość wydawania miliardów złotych na czasami tak absurdalne rzeczy, że głowa boli. Więc w tej kwestii, czyli takiej do dźwignięcia, powinniśmy tę ulgę, czy tę pomoc dać, szczególnie firmom małym i średnim. No bo tam, znaczy, tak mówię, ja mam w rodzinie osoby, które prowadzą działalność gospodarczą, zatrudniają 3-4 osoby. No i to nie są jakieś wielkie kokosy, tak naprawdę pracują tylko tydzień, niecały na siebie, bo...