Donald Tusk odpowiadał na pytania młodzieży o tym, czy skrajne idee i osoby powinny być wykluczane z debaty publicznej. Opowiedział się za dopuszczeniem szerokiej debaty przy jednoczesnym wyraźnym zakazie nawoływania do nienawiści i łamania prawa.
Kontekst debaty
- Mówca zwrócił uwagę, że w Polsce politycy rzadko rozmawiają ze sobą i z obywatelami poza kampaniami, a opozycja wyróżnia się gotowością do otwartej rozmowy z młodzieżą.
Granice wolności słowa
- Tusk stwierdził, że wszystkie poglądy powinny mieć możliwość udziału w debacie publicznej, ale trzeba przyjąć prawidła ograniczające mowę nienawiści i hejt oraz reagować, gdy ktoś łamie prawo.
Rola sądów i instytucji
- Podkreślił, że rozstrzyganie trudnych dylematów często trafia do sądów najwyższych lub trybunałów konstytucyjnych, zaznaczając jednocześnie, że w przypadku niektórych instytucji orzeczenia mogą mieć wymiar polityczny.
Kompromis i kwestie bez kompromisu
- Mówił, że kompromis zwykle jest cenną wartością, lecz w sprawach dotyczących praw człowieka, szacunku wobec jednostki, wolności słowa i standardów konstytucyjnych nie szukałby złagodzeń. Zwrócił uwagę na problem „symetryzmu” i sytuacje, w których udawanie neutralności wobec oczywistych faktów mija się z celem.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
A teraz zasady, bo zasady są ważne. Po pierwsze dzieje się coś bez precedensu, dlatego że w Polsce politycy ze sobą w ogóle nie rozmawiają. To po pierwsze. Poza tym nieczęsto chcą rozmawiać z młodzieżą, nieczęsto chcą rozmawiać w ogóle z obywatelami poza kampanią wyborczą. Natomiast właśnie tym Donald Tusk, ja i tak wielu polityków opozycji i polityczek opozycji się różni od dzisiaj rządzących, że my jesteśmy otwarci na debatę, na debatę naprawdę otwartą. I dlatego oddajemy się w wasze ręce. Możecie zadawać pytania na każdy temat. Jedyne zasady są takie. Tutaj mamy Adę, gdzieś mamy Tomka i Magdę. Tam jest Tomek i jest jeszcze gdzieś Magda. Jest Magda, tak. I słuchajcie, chodzi o to tylko, żebyśmy zadawali pytania raz z jednej strony, raz ze środka, raz z drugiej. I prosilibyśmy też, żeby raz była dziewczyna, raz chłopak, bo w końcu mówimy o równości, więc wprowadźmy takie zasady. I oczywiście, jeżeli pytania będą kierowane do nas obu, to raz będzie odpowiadał Donald, teraz ja. No ale oczywiście też możecie kierować pytania do jednego z nas tylko. Chociaż myślę, że drugi będzie chciał pewnie wtedy coś powiedzieć. Przynajmniej ja tak zawsze mam. Ale czasami się może ugryzę więzy. Słuchajcie, więc zapraszamy was w takim razie do zadawania pytań. A Ada, ty pierwsza? Pierwsza Ada. Proszę bardzo. Dobra, zaczynamy. Za ten sektor środkowy, sektor mój, nazwijmy to tak umownie, kto chce zadać pytanie naszemu gościowi i naszemu gospodarzowi? Serio? No dobra. Jak masz na imię? Tak, ja jestem u Ciebiej strony Kwiatkowskiej. I skąd do nas przyjechałeś? Z Torunia przyjechałem. Fantastycznie. Zatem zaczynamy pierwsze pytanie. Proszę bardzo. Tak. Panie Rafale, panie Donaldzie, moje pytanie dotyczy społeczeństwa. Współcześnie w publicznej przestrzeni coraz częściej obecnie są idee uznawane za skrajne oraz ludzie, którzy te idee prezentują. Czy zatem powinno się te idee i tych ludzi od debaty odizolować, od debaty publicznej, czy wręcz przeciwnie do tej debaty zachęcać i zapraszać? Dziękuję. Ciekawe pytanie, ja się tak rozglądam, bo tak się zastanawiam. Słuchajcie, kto z Was by się przyznał do tego, że ma bardzo twarde poglądy prawie na granicy, prawie na granicy takich poglądów, które... Takich poglądów, które są do zaakceptowania w debacie publicznej. Kto z Was ma na granicy te poglądy, słuchajcie? Widzimy? Okej, poza Donaldem. Trochę tych osób jest. Słuchajcie, to jest bardzo ważne pytanie, dlatego że to jest pytanie tak naprawdę o jeden z najważniejszych dylematów, które my mamy w polityce. Przed chwilą Donald mówił o tym dylemacie, z którymi boryka się cały świat, a mianowicie ile wolności, ile bezpieczeństwa. I to jest dosyć podobny dylemat, dlatego że to jest dylemat pomiędzy z jednej strony wolnością debaty, a z drugiej strony pewnymi prawidłami, które wprowadzamy po to, żeby ograniczać mowę nienawiści, hejt. I to jest niesłychanie trudne. To jest trudne i tym bardziej trudne, żeby to zadekretować. Często to się opiera o sądy najwyższe, czy sądy konstytucyjne niektóre z tych dylematów. U nas z wiadomych względów się nie może oprzeć o Trybunał Konstytucyjny. Dlatego, że wtedy by był wyrok czysto polityczny. Natomiast wydaje mi się, że o ile wszystkie poglądy powinny być dopuszczone do debaty publicznej, no bo gdyby tak nie było, no to wszyscy bylibyśmy bardzo ubodzy, no to oczywiście musimy przyjąć pewne prawidła. To znaczy na pewno bez nawoływania do nienawiści, bez hejtu, który potem może się przerodzić w działania o opłakanych skutkach. Tylko oczywiście łatwo to w ten sposób opowiedzieć. Bardzo trudno to zadekretować. Bardzo trudno postawić taką jasną granicę. Natomiast wydaje mi się, że do momentu, kiedy ktoś jest otwarty na debatę i nie ogranicza wolności drugiej osoby, no to oczywiście powinniśmy o tego typu poglądach zawsze rozmawiać. Chyba, że łamią one po prostu prawo. A niestety czasami mamy do czynienia w wielu państwach, w tym również u nas, że niektórzy po prostu łamią prawo. Ja dozwoję kilka zdań i komentarzy, bo oczywiście co do zasadniczego sposobu myślenia, jaki Rafał zaprezentował, nie mam, znaczy mogę się tylko pod tym podpisać. Ale oczywiście istnieje pewien typ radykalizmu, który na pewno wam się podoba, bo nie ma innego wyjścia, jak ma się tyle lat, ile wyjścia. Czyli ma się jakieś oczekiwania wobec świata, wobec jakby jasnych podziałów na to, co jest złe, co jest dobre, co jest czarne, a co białe. To wtedy taki radykalizm pewnych postaw się podoba. Ja na przykład nie znoszę czegoś, co niektórzy nazywają symetryzmem. I to można zobaczyć w mediach czasami, ale też w debatach publicznych. Że jakby są ludzie, którzy chcą utrzymać równy dystans do sensu i do nonsensu. Ale równy dystans do sensu i nonsensu czyni bezsens. Nie znoszę debat. No wiecie, jest za oknem ulewa. Siedzi dwóch gości prowadzący program i on rozpoczyna debatę na temat tego, czy leje deszcz, czy nie, zamiast po prostu wyjrzeć przez okno. Jest pewien typ spraw oczywistych, gdzie łagodzenie sporu albo szukanie kompromisu właściwie powinno być wykluczone ze względów logicznych i ze względów etycznych. Istnieje też pewna kategoria spraw, wobec których ja bym nie szukał kompromisu. I żeby sprawa była jasna, ja w przeciwieństwie do wielu moich oponentów i przeciwników politycznych uważam, że co do zasady kompromis to jest fajna rzecz. I w życiu, i w polityce. Że jakby wyrzekanie się kompromisu oznacza skazywanie się na permanentny konflikt i wojnę domową, czy to jest w kraju, czy w domu, czy na kontynencie. Ale w pewnych sprawach kompromisu bym nigdy nie szukał. Jak na przykład rozmowa jest o prawach człowieka, o szacunku do jednostki ludzkiej, o wolności słowa, o standardach konstytucyjnych, czy praworządności. Przepraszam, to jest nudna litania być może, ja wiem. Ale tu chciałbym być właśnie tak jasny, jak to jest możliwe. Że jest to ta przestrzeń, ta kategoria, gdzie ja mam w jakimś sensie bardzo radykalne poglądy. Jeśli ktoś został powołany na sędziego przez nielegalnie wybraną Krajową Radę Sądownictwa, to ja prezentuję prawdopodobnie bardzo radykalny pogląd. Po tym, jak zmieni się władza w Polsce, ci sędziowie przestaną być sędziami. Jestem absolutnie przekonany i mówiłem to wiele razy publicznie, że tak naprawdę, no okej, polityka to jest ta przestrzeń, gdzie trzeba się bić o swoje wartości. Ale bić w sensie bardziej symbolicznym, takim emocjonalnym, a nie żeby przeciwko komuś występować. No trzeba walczyć w tym sensie. Trzeba o swoje racje, swoje przekonania walczyć. Ale właściwie od walki i przede wszystkim nawet od zwycięstwa dużo ważniejszy jest później mądry pokój. Mądry pokój i coś takiego w Polsce na pewno będzie bardzo potrzebne po tej konfrontacji dwóch światów wartości. Taki mądry pokój musi być poprzedzony nigdy odwetem, ale na pewno uczciwym rozliczeniem złego i dobrego. Co kto złego uczynił, musi za to odpowiedzieć. W tym też jestem radykalny, nie ukrywam. I ostatnia rzecz, oczywiście lepiej z ludźmi rozmawiać, nawet jeśli mają poglądy tak skrajne, że dla nas nie do zaakceptowania. Bo jak ludzie ze sobą rozmawiają, o tym miałem okazję wiele razy dyskutować z moimi koleżankami, kolegami, przywódcami państw bałkańskich. Tych państw, które powstały po rozpadzie Jugosławii. Wiecie jakie tam są emocje. Tam pamięć o zabitych w czasie wojny jest ciągle bardzo, bardzo żywa. I oni kiedyś mi powiedzieli, jak byłem szefem Rady Europejskiej, że oni są naprawdę tak szczęśliwi, niektórzy z nich, że są w Unii, a niektórzy, że są na drodze do Unii Europejskiej, bo Unia to jest rozmowa. A oni w tej dawnej Jugosławii albo rozmawiają, nie tak często, albo do siebie strzelają. Więc oczywiście moim zdaniem dużo lepiej podjąć ryzyko i rozmawiać nawet z najbardziej skrajnymi typami politycznymi, niż doprowadzić do twardej, siłowej konfrontacji. Każda debata jest lepsza. Nie ma żadnej takiej bójki, która byłaby lepsza od jakiejkolwiek debaty. Ja tylko jeszcze jedno powiem, bo imam owdę naszy prijatli z Syrbii. Da? Dobry dan. Nazywam się Basia Łopuchow. A skąd do nas przyjechałaś? Z Gdańska. Prosimy o pytanie. Dobrze. Panowie, wspominali panowie wcześniej o strasznej sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Pan premier mówił o tym, jak tej sytuacji można było zapobiec, ale przysłowiowe mleko już się rozlało i teraz musimy tej sytuacji zaradzić. Więc pytanie do obu panów. Co w tej chwili możemy zrobić, co mogą zrobić politycy, co możemy zrobić jako społeczeństwo, żeby w sposób humanitarny i jak najbardziej pomocny rozwiązać obecną sytuację z uchodźcami na granicy polsko-białoruskiej. Dziękuję bardzo. Ja bardzo krótko o tym trochę w jakimś sensie już mówiliśmy obaj w naszych słowach wstępnych, ale ja może ponumeruję jakby te zadania, bo one są rzeczywiście dość proste i niełatwe, ale proste. Po pierwsze dostarczyć natychmiast pomoc, która jest niezbędna dla tych ludzi, żeby przeżyć. Przestać o tym dyskutować. I to nie może być zadanie dla posła Franka Sterczewskiego, bo będą go gonić tam, złapią i uniemożliwią. Rafała Trzaskowskiego, już nie mówiąc o mnie, też tam mnie dopuszczą, a my trochę gorzej biegamy. Ja na pewno niż poseł Sterczewski, ale to nie jest oczywiście temat do żartów. Najlepiej byłoby, żeby przedstawiciele władzy albo może któryś z biskupów, bo on też by został puszczony na pewno przez strażę graniczną. Może niech oni pójdą i po prostu pomogą. To nie zmienia żadnego paradygmatu politycznego. Nic się nie zawali, żaden system, jeśli poda się lekarstwo chleb i wodę. Druga rzecz, przy tego typu... Jak już wspomniałem, słuchajcie, my mamy... Na przykład jest taki raport organizacji, która odpowiada za monitoring kryzysów, zagrożeń migracyjnych, etc. My mamy dzisiaj sytuację na świecie, gdzie i to było 4 lata temu, tak, 4 lata temu ten raport mówił o ponad 60 milionach ludzi gotowych do migracji do Europy z kierunku afrykańskiego i Bliskiego Wschodu i Azji. Że około 60 milionów ludzi byłoby gotowych, czy ma intencję podjąć taką migrację. Mówię o tym nie, żeby kogoś straszyć. Mówię o tym nie po to, żebyśmy zrozumieli, że to jest niewykonalne, żeby pomóc wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują. Mówię tylko o tym, że jeśli ta władza nie jest w stanie wykonać oczywiste proceduralne obowiązki, bezpieczne dla nas w 100%, jest 30 osób. Pomóc, przewieźć do ośrodka, zarejestrować i rozpatrzyć wnioski azylowe. To jest... Każdego dnia przechodzi 5 razy więcej ludzi nielegalnie przez granicę niż tam jest trzymanych, tylko po to, żeby oni mieli tę swoją polityczną ustawkę. I trzecie, rozpocząć naprawdę profesjonalną akcję dyplomatyczną. Czy to jest Irak, czy to jest Unia Europejska, czy to są państwa równie zagrożone jak Polska, państwa, które odpowiadają za granicę zewnętrzną, lądową Unii Europejskiej. To wymaga bardzo intensywnej, ciągłej pracy. Ale ja się obawiam... Znaczy ja nie pamiętam, może wy pamiętacie. To nie jest żart z mojej strony, ale podejrzewam, że Kaczyński nawet nie pamięta, jak się nazywa minister spraw zagranicznych Polski. Więc nawet nie sposób go wysłać do tego Iraku. Znaczy Rafał na pewno wie, bo jest zawodowym też dyplomatą. Słuchajcie, po pierwsze tak, absolutna zgoda, że są pewne kwestie, które nie podlegają żadnej dyskusji, a mianowicie kwestie pomocy humanitarnej i czegoś, co jest dla nas chyba najbardziej fundamentalne, czyli człowieczeństwa. W związku z tym oczywiście, że trzeba zacząć po prostu od pomocy tym ludziom, którzy są w tej chwili na granicy i to nie ulega żadnej wątpliwości. Ale ja chciałem powiedzieć jeszcze o jednej bardzo ważnej rzeczy, bo może Donaldowi trochę nie wypada. A mianowicie, słuchajcie, przez te ostatnie pięć lat bardzo dużo się stało, jeżeli chodzi o politykę migracyjną w Unii Europejskiej. Donald Tusk był szefem Rady Europejskiej, ja byłem ministrem spraw europejskich, kiedy ten kryzys wybuchł. I rzeczywiście wtedy Unia Europejska nie była dobrze do tego przygotowana. Dlaczego? Dlatego, że państwa członkowskie uważały, że same sobie poradzą i że Unia Europejska nie powinna się w to wtrącać. Mimo, że w traktacie lizbońskim postanowiono, że to będzie decyzja, która będzie podejmowana wspólnie, bardzo powoli się to działo. Notabene ten traktat, nie wiem, pamiętacie, kto go negocjował? Ktoś pamięta, kto go z polskiej strony negocjował? Brawo, Lech Kaczyński, tak. Tylko, że zapomniał po tym Jarosław Kaczyński, że jego brat i on przez telefon ten traktat negocjowali. I słuchajcie, dużo się stało, dlatego, że Unia Europejska jednak nauczyła się, co trzeba w takiej sytuacji zrobić. Po pierwsze, pojechać do Turcji, bo wtedy był problem w Turcji. I pamiętacie, Donald był wtedy w Turcji i udało się porozumieć z Erdoanem, co nie jest proste, żeby jakoś spróbować na dzień dobry opanować granicę. No bo tak, trzeba opanować granicę po to, żeby później móc wykonywać te najważniejsze decyzje dotyczące pomocy uchodźcom. Czy przydziela ci mazel, czy nie i tak dalej, i tak dalej. I to mamy. Mamy służbę działań zewnętrznych unijną. Mamy mnóstwo decyzji, które wspólnie podejmowaliśmy, które pomagają nam w tym, żeby sobie radzić z tym problemem. No ale co robi PiS? On używa tego tylko i wyłącznie do spektaklu politycznego. Pamiętacie, jak szczół kilka lat temu na uchodźców? I jak próbował przekonać polskie społeczeństwo, że nas jest nie stać na jakąkolwiek pomoc? Przecież wszyscy wiemy, że ten proces musi być kontrolowany. Ale nikt mi nie wmówi, że takie społeczeństwo jak nasze, które się szczyci przede wszystkim solidarnością, które się szczyci tym, że jest wierne pewnym wartościom, że nam po prostu nie stać na pomoc, już abstrahuje od zobowiązań międzynarodowych. I te instrumenty dzisiaj mamy, wspólnie je mamy. Tylko ten rząd nic nie robi. Z nikim nie negocjuje, nie zastanawia się jak budować koalicję, jak rozwiązywać problemy. Tylko i wyłącznie się zastanawia nad tym, jakie są dzisiaj badania, co z nich wynika. I w każdej decyzji, czy tej dotyczącej szczepionek, czy tej dotyczącej uchodźców, czy tej dotyczącej innych kwestii, które są fundamentalne dla naszego zdrowia, dla naszego bezpieczeństwa, oni nie kierują się zdrowym rozsądkiem, głosem doradców, tylko i wyłącznie tym, co im się dzisiaj opłaca albo nie opłaca. Mieliśmy pytanie z sestera centralnego, była lewa strona, czas na stronę prawą. Kto chętny? Jak masz na imię? Ja nazywam się Martina Stasiak. Skąd przyjechałaś? Skutna. Skutna. Super. Pozdrawiamy Kutno i zapraszam do pytania. Chciałabym zapytać, co sądzicie Państwo o ostatniej reformie edukacji? Pytam dlatego, ponieważ uważam, że gimnazja to było dobre rozwiązanie i chciałabym również zapytać, co sądzicie Państwo o tym, aby powrócić do gimnazjów? Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie poruszyła również tematu ministra Czarnka, ministra edukacji. Nie można pozwalać na ideologię w szkołach. Jest to moje zdanie również moich rówieśników. I chciałabym zapytać, czy uważacie Państwo, że dalej powinna być ta ideologia wprowadzana w szkołach? Ponieważ minister Czarnek w 2013 roku mówił o ideologii gender. W 2019 roku mówił o ideologii LGBT. Ostatnio słyszeliśmy o ideologii ekologizmu. Tutaj ktoś też właśnie podpowiada. I według mnie nie jest to normalne. Tym bardziej, że klimat to bardzo ważna sprawa. I my młodzi ludzie zdajemy sobie z tego sprawę. Dlatego mam nadzieję, że razem zmienimy Polskę na lepszą. Dziękuję bardzo. Dziękujemy. Dziękuję. Słuchajcie, ja wielokrotnie o tym mówiłem, że mnie chyba nic bardziej nie drażni i nie doprowadza do wrzenia, jeżeli chodzi o to, co dzisiejsza władza robi z edukacją. Bo oczywiście my wszyscy mówimy o niszczeniu fundamentów państwa. Natomiast to jest coś, co dotyka mnie i jako polityka, i jako ojca, i jako wykładowca akademickiego. A my mówicie, ten nieprawdopodobny chaos. Kumulacja roczników. Moja córka akurat trafiła na kumulację roczników. To, że dzisiaj próbuje się wprowadzać ideologię do szkół. Uchylę rąbka tajemnicy, bo tu wszyscy mówią o tym, że młodzież rządzi, ale ja jestem tak młody, że chodziłem jeszcze za komuny i do podstawówki, i właściwie całe liceum jeszcze za komuny. I nawet wtedy nikomu się nie śniło, żeby próbować w taki sposób, przy tej komunie, która już się uchyliła kłopotkowi, żeby w ten sposób próbować ideologizować szkołę. To jest coś nieprawdopodobnego. Wywrócenie do góry nogami naszych wspólnych szans. Ja obserwowałem studentów, którzy byli coraz lepsi dzięki temu podziałowi, który nam się udało wprowadzić w tej reformie gimnazjów. My jako samorządowcy dokładaliśmy sporo pieniędzy, żeby właśnie było więcej czasu na lekcje, na uczenie myślenia indywidualnego, pracy w grupie. I to wszystko nagle zostało zniszczone. Właściwie tak na dobrą sprawę nie wiadomo dlaczego. Bo to jest ten problem jeszcze, że do tego pamiętacie, Donald mówił jasno o tym, że oni z jednej strony są cyniczni, oni jeszcze do tego wszystkiego nie radzą sobie z problemami, ale jeszcze jest jedna rzecz, która ich charakteryzuje. Oni są totalnie nieobliczani. Tam do końca nie wiadomo dlaczego oni czasami pewne rzeczy robią, bo oczywiście wiemy po co chcą wprowadzać ideologię do szkół. Ale mogli to robić bez zniszczenia całego systemu edukacyjnego. Ale oni idą na ślepo i jeszcze próbują zgadywać, co prezes czego chce. Najgorsza możliwa mieszanka, jaką sobie można wyobrazić. Więc absolutnie to jest nasze podstawowe zadanie, żeby edukację z powrotem postawić na nogi. Ja nie wiem, czy należy zawracać Wisłę kijem i znowu wprowadzać gimnazja, bo to był kolejny chaos, mimo że jesteśmy jednym z niewielu państw, gdzie będzie ten dwustopniowy, a nie trzystopniowy, jak w większości państw europejskich system. Ale to jest zadanie przynajmniej, mi się wydaje, numer jeden. I to jest też temat dla nas tutaj na kampusie, chyba jeden z najbardziej istotnych, którym się musimy zająć. Ale jedno wiem, słuchajcie. A mianowicie, czym bardziej oni będą naginać i przyciskać, tym bardziej się zaskoczą, tym gorzej dla nich. Dlatego, że świetnie wiem o tym, że jedna rzecz na pewno Polki i Polaków charakteryzuje. A mianowicie skłonność do przekory i do buntu. Więc damy sobie radę. Ja dosłownie dwa zdania, bo jakby domyślacie się, że mamy tu pogląd identyczny. Ja zresztą biję się w pierś. Kiedy wprowadzano gimnazja, ja byłem bardzo sceptyczny. Ja generalnie mam zawsze taki mały dystans do wszystkich takich rewolucyjnych zmian, które jednak wywracają do góry nogami takie codzienne życie dużych grup ludzi. Czy to są w tym przypadku dzieci, rodzice, nauczyciele. Że wolę pięć razy się zastanowić. I byłem, także publicznie dawałem wyraz swojej niechęci do tej reformy, która wprowadzała gimnazja. Ja uważam, że jakby warto zmieniać zdanie wtedy, kiedy człowiek zaczyna coś lepiej rozumieć. Ja się nie wstydzę tego, że w życiu w kilku ważnych sprawach moje zdanie ewoluowało. Tak zresztą rozumiem de facto ten dobry, tradycyjny liberalizm. To znaczy po to mam rozum, po to mam mózg, po to mam też jakiś barometr moralny, żeby zastanawiać się nad światem wokół mnie. I kiedy dochodzę do wniosku, że nie miałem racji, umieć się do tego przyznać. Rafał Trzaskowski ma absolutnie też rację, mówiąc ostrożnie, znowu z przewracaniem wszystkiego do góry nogami. Bo chyba istotą problemu jest w tej chwili nie to, czy przywrócimy, czy nie gimnazja. Chociaż ja byłem bardzo dumny, jak byłem premierem. To właśnie w polskich gimnazjach myśmy osiągnęli po raz pierwszy w historii jeden z najwyższych współczynników efektywności nauczania, przepraszam za te brzydkie terminy, ale na świecie. Są takie standardy, które badają efekty nauczania i nasze gimnazja, i to był szok dla wielu, nagle znalazły się naprawdę w światowej czołówce. To zaczęło przynosić efekty. To jest też możliwe pewnie w tym dwustopniowym systemie. Może trudniejsze, ale na razie zostawmy tę rewolucję. Zostawmy też nieszczęsnego pana Czarnka z jego poglądami, bo tu się zgadzam, w stu procentach, znaczy, no, on z tym swoim, znaczy, jego idea i jego umysłowość nie jest atrakcyjna. Chyba nawet dla dwunastolatków i... Natomiast problemem jest, że takich czarnków ta władza wynajduje, nie wiem, w ziemi wykopuje chyba, bo to jest jakieś... Ja w życiu, zanim PiS doszedł do władzy, ja nie podejrzewałem, tak oglądałem się, no, wokół siebie, po znajomych, sąsiadach, koleżankach, kolegach... Może oni nam na złość robią do władzy. No tak, ale ja ich to jakoś nie widziałem. A nagle się okazuje, że co jest nominacja na ministra? No to jest czarnek, tak? Lub jakiś podobny, albo podobna. Kłopot polega na tym, że oprócz tego, że oni są bardzo często właściwie karykaturą urzędnika państwowego i oczywiście mogą narobić dużo szkód ze swoim takim bardzo średniowiecznym poglądem na świat, na wartości, na rolę kobiety, etc. Ale to, moim zdaniem, to najpoważniejsze zagrożenie polega na tym, że oni nie mają kompletnie zrozumienia dla wyzwań nowoczesności. Znaczy nasza szkoła, nie tylko nasza, na całym świecie, wymaga tak naprawdę rewolucji jakby w treści. W rewolucji w tym, czego trzeba młodych ludzi uczyć. Teraz już wiemy na 100%, że źródeł wiedzy będzie zawsze dużo więcej i dużo atrakcyjniejszych niż szkoła, choćby w przestrzeni wirtualnej. Szkoła musi zacząć uczyć mądrej selekcji, szukania drogowskazów, nie wkładania jakiejś porcji wiedzy, bo ta wiedza będzie dostępna dla każdego przez przyciśnięcie jednego klawisza. Natomiast zdolność rozpoznawania prawdy i kłamstwa, uczciwości i nieuczciwości, posługiwania się nie tylko technikami, ale też obrony przed technikami. To jest przed rewolucją technologiczną i skutkami. To będzie najważniejsze być może zadanie tej nowoczesnej szkoły. No i widzicie pana Czarnka w tym zadaniu. To znaczy sztuczna inteligencja versus minister Czarnek, no wyrok znany jest w tym dramatycznym pojedynku. Dziękuję. Wracamy do centrum. Odwracam się na trybuny. I kto chciałby zadać pytanie? Dobra, dobra, to teraz kolega w takim razie. Cześć, jak masz na imię? Filip. I skąd do nas przyjechałeś? Jestem z Trójmiasta. O, to tak jak ja. Dobra, jedziemy z pytaniem. Proszę bardzo. Panie premierze, panie prezydencie, w mediach znacznie łatwiej dowiedzieć się o pańskiej współpracy na temat różnic, które są między wami. Czy to, jak pan Rafał chce podkopać pozycję pana Donalda albo jak pan Donald chce stabilizować... A jakie media oglądasz, słuchaj? Chyba nie w Trójmieście. Chciałbym może od panów usłyszeć chociaż parę takich konkretnych postulatów, jako że kampania wyborcza zbliża się wielkimi krokami, ale skoro rozmawiamy przed kampanią, to chciałbym może teraz parę najważniejszych, wspólnych, docenianych przez państwa postulatów i ewentualnie później jak współpraca między pana dwójką inna niż przedstawiana w mediach będzie się układać i przed wyborami, i po wyborach na przykład. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Jakoś tak wypadło, że Donalda odpowiada pierwszy. Nie no, ja się cieszę. Słuchajcie, no z mediów można się wielu ciekawych rzeczy dowiedzieć. W różnych językach i na mój temat bardzo dużo ciekawych rzeczy. Cytując klasyka, ja się ciągle czegoś uczę o sobie w tych mediów. Ale tak sobie żartuję nie po to, żeby uniknąć odpowiedzi na pytanie, no bo ono jest zasadne, no bo to nie tylko telewizja Kurskiego lubi opowiadać o różnicach między nami albo jakie są napięcia czy konflikty w Platformie czy szerzej w całym obozie opozycji. Ale polityka to jest taka dziedzina życia, gdzie temperamenty, często różnice poglądów, różnice interesów powodują, że rzeczywiście może bulgotać. Ja mam tę wielką satysfakcję i to wynika właśnie i z naszych temperamentów i co jest jeszcze ważniejsze, z naszych poglądów, że nawet jeśli w niektórych sprawach możemy się różnić, to jesteśmy nie przykładem zgodnej współpracy, tylko my jesteśmy członkami dokładnie tej samej rodziny politycznej. A więc jak to w rodzinie? No można się spierać, można mieć właśnie, czasami ambicje mogą się skrzyżować, ale nikt nas nie podzieli. Komukolwiek by się marzyło to, żeby rozbić czy rozwalić Platformę Obywatelską albo w najmniejszym stopniu skłócić Rafała Trzaskowskiego i mnie, ten kompletnie nie rozumie tej rzeczywistości. I to Wam mogę zagwarantować na 100%. No, mi się udało jakoś teraz. Mi będzie łatwiej teraz. Słuchajcie, po pierwsze tak, rzeczywiście z mediów się można dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy, to ja tutaj potwierdzam, zwłaszcza w kampanii wyborczej. Natomiast to, co najważniejsze, to to, że generalnie rzecz biorąc, w polityce i w mediach dzisiaj, zwłaszcza dzisiaj, kiedy my mamy tylko i wyłącznie czas na migawkę, właściwie nie ma żadnej analizy, nikomu się nie chce, żeby się zastanowić nad tym, o co tak naprawdę nam chodzi. Sprzedaje się najlepiej konflikt i najlepiej się sprzeda jakakolwiek sensacja. I wszystko można ubrać w sensacyjne buty. Ja na przykład czasami nawet czytam takie nagłówki, że coś tragicznego się dzieje, w ogóle, nie wiem, konflikt itd., itd. Ja potem czytam, okazuje się, że na przykład jeden polityk wyszedł jednym wyjściem, a drugi drugim. I okazuje się, że to ma być niby trzęsienie ziemi. Natomiast mówiąc zupełnie poważnie, słuchajcie, to jest tak, że dzisiaj to, co najważniejsze, to wykonanie tych działań, które przed nami. I tych...