Donald Tusk przeprasza za błędy przy identyfikacji po katastrofie
Donald Tusk w sejmowym wystąpieniu z 27 września 2012 r. przeprosił za możliwe błędy przy identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej i przyjął odpowiedzialność za działania państwa. Wyraził też uznanie dla urzędników i służb angażujących się w pomoc rodzinom oraz zapowiedział informację ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.
Przeprosiny i przyjęcie odpowiedzialności
Donald Tusk powiedział, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność za działania państwa i służb po katastrofie, podkreślając, że przeprasza rodziny za udrękę i cierpienie związane nie tylko z tragedią, lecz także z procedurami identyfikacyjnymi.
Skala zaangażowania i ryzyko pomyłek
Wystąpienie wskazywało, że od pierwszych chwil po katastrofie w działania zaangażowanych było kilkaset, a nawet blisko dwa tysiące osób — urzędników, lekarzy, żołnierzy, prokuratorów i policjantów. Tusk zauważył, że identyfikacja przez rozpoznanie oraz ogrom skali zdarzenia niosły ryzyko błędów zarówno po polskiej, jak i po rosyjskiej stronie.
Uznanie dla osób pomagających rodzinom
Mówił o podziwie dla tych, którzy wykraczali poza obowiązki służbowe, pracowali po kilkanaście godzin dziennie i poświęcali się pomocy rodzinom — przywołał przykład funkcjonariusza BOR, który po identyfikacji własnej żony został, by pomagać innym. Wskazał także na osoby, które wyjechały do Smoleńska i Moskwy, aby nieść wsparcie bliskim ofiar.
Krytyka wobec krytykujących z daleka
Donald Tusk skrytykował tych, którzy najgłośniej krytykowali zachowania urzędników i państwa, mimo że sami nie pojawili się w Moskwie ani nie brali udziału w pomocy przy identyfikacji. Zaznaczył, że moralne prawo do krytyki jest wątpliwe wobec braku osobistego zaangażowania.
Znaczenie debaty i dalsze kroki
Wystąpienie miało charakter wstępny przed informacją ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Tusk oczekiwał, że debata przybliży ustalenie, w jakich momentach i miejscach mogło dojść do pomyłek.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Szanowna Pani Marszałek, Szanowne Panie Posłanki i Panowie Posłowie. Jesteśmy w sali sejmowej nie pierwszy raz w chwili, kiedy dyskutować będziemy o katastrofie smoleńskiej, jej przyczynach i skutkach. Od kwietnia 2010 roku byliśmy uczestnikami, świadkami zdarzeń dramatycznych, jednych z najtragiczniejszych w naszej historii, a dla tych, którzy stracili bliskich w tej katastrofie, najtragiczniejszych w ich życiu. Chcę to dzisiejsze wstępne wystąpienie przed informacją Ministra Sprawiedliwości. Chcę poświęcić pewnemu etycznemu, politycznemu i ludzkiemu kontekstowi, które towarzyszą tej informacji, jaką za chwilę wygłoszą Minister Sprawiedliwości i, jeśli dobrze rozumiem, także Prokurator Generalny. Ale zdaję sobie sprawę, że ta debata powinna być poprzedzona kilkoma słowami. Po pierwsze, słowo przepraszam. Od 10 kwietnia, od pierwszych chwil po katastrofie smoleńskiej, dziesiątki, setki, a już dwa tygodnie po katastrofie, blisko dwa tysiące ludzi, urzędników państwowych, lekarzy, żołnierzy, prokuratorów, policjantów, zaangażowanych było w tę dramatyczną, jakże smutną, ale użyję tego słowa, operację, przed jaką stanęło państwo polskie. Związane to było zarówno z wyjaśnianiem, czy tym katastrofy, ale w pierwszym rzędzie ci ludzie poświęcili wszystkie swoje najlepsze starania, całą swoją dobrą wolę, umiejętności temu, aby ciała ofiar wróciły do Polski, żeby rodziny, ofiar cierpiały najmniej jak to możliwe, chociaż tego najmłymszego cierpienia nic nie mogło wytrzeć. Mówię przepraszam, bo zdaję sobie sprawę, że przy pracy tych dwóch tysięcy osób mogły zdarzyć się błędy i pomyłki. Dzisiaj nie jestem w stanie rozstrzygnąć, chociaż na pewno ta debata nas do tego przybliży, w jakim momencie i w jakim miejscu do pomyłek mogło dojść. Tak zwana identyfikacja przez rozpoznanie niosła rzecz jasna pewne ryzyko, a skala tego zdarzenia niosła także ryzyko pomyłek urzędniczych, zarówno po polskiej, jak i po rosyjskiej stronie. Tak, to prawda. Chcę podkreślić, że siłą rzeczy brałem wówczas i biorę dzisiaj na siebie pełną odpowiedzialność za działania państwa polskiego i służb podlełych polskiemu rządowi, wówczas w Smoleńsku i w Moskwie, po katastrofie. Tej odpowiedzialności nigdy mnie nie zdejmie, ja tego nie oczekuję. I ta odpowiedzialność nakazuje mi przeprosić wszystkie rodziny za udrękę i cierpienie wywołane nie tylko samą katastrofą, ale także tą udręką związaną i z procedurami identyfikacyjnymi, czasami z twardością proceduralnych reguł, a jak się okazuje także z powodu błędów. To słowo przepraszam, ono płynie także głęboko z serca, bo obserwowałem wszystkich zaangażowanych w pracę państwa polskiego po 10 kwietnia 2010 roku i widziałem ich zaangażowanie, których celem, którego celem było przede wszystkim, jako absolutny priorytet, pomóc rodzinom, wszystkim bliskim, którzy stracili swoich najbliższych w tej katastrofie. Być może nie byliśmy w tym perfekcyjni, ale wszyscy bez wyjątku, z którymi miałem kontakt, oddawali maksimum swojej energii, nie żeby komuś dokuczyć, żeby komuś coś udowodnić, żeby skupiać się na czyjejś winie, tylko żeby pomóc szczególnie bliskim, szczególnie w tym najbardziej dramatycznym momencie. Bo tylko ci, którzy byli w Smoleńsku i w Moskwie, wiedzą, jak wielkie dramaty, jak wielkie tragedie, jak ekstremalne przeżycia były doświadczeniem rodzin, ale także tych, którzy im pomagali. Chcę w związku z tym do tych przeprosin dołączyć także słowa uznania dla tych wszystkich, którzy tam pracowali. Dla tych, którzy odważyli się pojechać i uczestniczyć w tym dramatycznym zdarzeniu. I nie zawsze dlatego, że wynikało to z ich obowiązków służbowych. Pamiętam oficera Boru, znam go dobrze, który stracił swoją żonę w tej katastrofie, także funkcjonariusza Boru, i który po identyfikacji swojej żony pozostał, zgłaszając się do pomocy innym. Począwszy od tego oficera, przez wszystkich, którzy przez długie dni pomagali rodzinom, po dzisiejszą marszałek Ewe Kopacz, wówczas ministra zdrowia, chcę powiedzieć, że wykonywali swoje obowiązki najlepiej jak potrafili, z zaangażowaniem wykraczającym poza wszelkie zobowiązania urzędnicze. Niektóre osoby, przedstawiciele rządu, które trafiły już w pierwszych godzinach do Smoleńska, ale przede wszystkim później do Moskwy. To były osoby, które nie znalazły się tam dlatego, że konstytucja nakładała na nich tego typu obowiązki. Procedury w przypadku katastrofy, nawet tak tragicznej, są wbrew pozorom dość klarowne. I wiadomo, jacy urzędnicy państwowi, jakie instytucje państwowe, za co odpowiadają. Nie wszystko idealnie działa w takiej sytuacji. Ale polskie prawo zawierało przepisy, o tym będzie mówił także minister Gowin, które precyzyjnie opisywały, kto za co w takiej sytuacji jest odpowiedzialny. Chcę powiedzieć, że najbardziej dzisiaj atakowani pani marszałek, minister Tomasz Aradski, byli w Moskwie nie dlatego, że wynikało to z ich urzędowych obowiązków, tylko dlatego, że zgodnie z moją sugestią pojawili się tam wyłącznie, w jednym celu. żeby pomóc rodzinom w tych dramatycznych okolicznościach. Dzisiaj, ale także kilka dni po tamtych zdarzeniach, właściwie od samego początku, najgłośniej krytykowali zachowania tych urzędników państwowych i całego państwa ci, którzy nie pojawili się w Moskwie. Mogę wymienić listę urzędników państwowych, którzy powinni się znaleźć z różnych względów w Moskwie. Ale nie starczyło im ani odwagi, ani determinacji, żeby przez wiele dni pomagać rodzinom w identyfikacji. Czy można mieć do kółekolwiek pretensje o to, że nie zawsze wytrzymywał taką próbę? Ja takiej pretensji nie zgłaszam. Jeszcze raz powtórzę, mogę wyrazić uznanie dla tych, którzy wykraczając poza swoje urzędowe obowiązki poświęcili cały swój czas, pracowali po kilkanaście godzin na dobę, wyłącznie w celu pomocy rodzinom i być może zrobili w związku z tym błędy. I uważam, że wątpliwie moralne prawo mają ci, którzy nie zdecydowali się na taką pomoc ani wtedy, ani później, a dzisiaj są wśród najgłośniej krytykujących. Chcę też podkreślić jeszcze raz, że te pomyłki, niedoskonałości w mojej ocenie nie obciążają tych, którzy pracowali w Moskwie i Smoleńsku. Dlatego uważam, że ponosząc polityczną odpowiedzialność za kierowanie państwem, rządem polskim i w tym sensie także tą bardzo skomplikowaną i dramatyczną operacją biorę na siebie pełną odpowiedzialność za wszystkie działania naszych służb, także te, które mogły okazać się pomyłkami, chociaż tego nie mogę w tej chwili rozstrzygnąć. Inaczej niż wielu z Państwa tutaj od pierwszych godzin katastrofy smoleńskiej nie angażowałem się, ani moi współpracownicy nie angażowali się w kształtowanie jakiejś tezy politycznej. Nie koncentrowaliśmy swoich wysiłków i swoich uwag na tym, żeby komuś udowodnić winę albo polityczną odpowiedzialność za katastrofę. Rozdzieliliśmy zadania wedle najlepszego rozeznania. Tak, aby dochodzenie do prawdy nie było polityczną nagonką, tylko dochodzeniem do prawdy, niezależnie od tego, dla kogo ta prawda mogła być dotkliwa. Tak pracowała tak zwana Komisja Millera. Mówiąc przepraszam w imieniu swoim i wyrażając uznanie tym, którzy podjęli tak wielki wysiłek i być może popełnili błędy, chcę także powiedzieć, że od pierwszych dni i dzisiaj mamy także z tym do czynienia, polityka brutalnie wdarła się w tę tragedię. I także dzisiaj słyszymy słowa, zdania, hasła, wypowiedzi z ów polityków PiSu, których celem nie jest pomoc rodzinom, których celem nie jest dochodzenie do prawdy, tylko utwierdzenie pewnej politycznej tezy dotyczącej katastrofy smoleńskiej. Chcę powiedzieć, że jest rzeczą niezwykle dwuznaczną i chyba groźną z punktu widzenia nie tylko osób zaangażowanych w ten dramat, ale całego państwa polskiego i polskiego społeczeństwa. Jest rzeczą groźną założenie pewnej tezy, a ona pojawiła się już w pierwszych godzinach po katastrofie, a więc tezy o zamachu, o zabójstwie, o spisku. Już w pierwszych godzinach urzędnicy państwowi, prokuratorzy, lekarze, ci, o których przed chwilą mówiłem, od pierwszych godzin ruszyli do bardzo ciężkiej, niewdzięcznej pracy, której celem była między innymi pomoc rodzinom i równocześnie byliśmy świadkami, jak od pierwszych godzin niektórzy politycy koncentrowali całą swoją uwagę, aby taką tezę polityczną ukształtować, a następnie dobierać do niej możliwie dużo argumentów. I tak dzisiaj ewentualne pomyłki są także traktowane jako pretekst do tego, aby politycznie wzmacniać, podwyższać tę temperaturę nienawiści, która po 2010 roku, po kwietniu, po katastrofie w Polsce nastała. Być może jest tak, być może dlatego część polityków prawicy tak bardzo nadużywa tej katastrofie do kształtowania takiej tezy i nieustannego ataku politycznego, bo może nie chciało sobie nigdy postawić prawdziwych pytań i nie chciało szukać odpowiedzi na prawdziwe pytania dotyczące katastrofy. Minęły ponad dwa lata. Chcę powiedzieć, że przez te dwa lata byłem jedną z tych osób atakowanych szczególnie brutalnie każdego dnia w tej kwestii. I przez te dwa lata każdego dnia powtarzałem sobie i moim współpracownikom. Jest cierpienie, ktoś ma poczucie większej straty. Musimy to wytrzymać. Musimy, tak jak szanujemy cierpienie, musimy także uszanować emocje. I dlatego nikt z nas, ani przez moment nie próbował wykorzystać czy to pracy komisji, czy jakichkolwiek innych ustaleń, aby odpowiedzieć polityczną tezą na polityczną tezę. Być może dlatego nigdy tak naprawdę nie usłyszeliście na tej sali pytań o to, kto był naprawdę organizatorem tej wyprawy, o to, kto zapraszał ludzi na samolot. Może dlatego nikt z Was nie usłyszał tak naprawdę pytań i sobie sam ich nie zadał. O to, skąd taki pośpiech, jeśli chodzi o działania na rzecz sprowadzenia zwłok do kraju. Ja tych pytań nie będę powtarzał. Uważam, że największym dobrem byłoby, gdybyśmy wszyscy potrafili w skupieniu szanować cierpienie ludzi, także własne cierpienie. Dochodzić do prawdy. Ustalać, co było przyczyną, ustalać, jak zachowało się państwo polskie i nie robić tego nagonki, pszczucia takiej brutalnej polityki, która ma udowodnić co innego niż to, o czym powinniśmy tak naprawdę rozmawiać. Chcę powiedzieć, że ja tej pokusie politycznej nie ulegnę. Ale mam wrażenie, że gdybyście Wy, tu zwracam się do tych, którzy dzisiaj najgłośniej formują tezy, te najbardziej radykalne tezy, te dewastujące państwo polskie, te mające pozbawić jakiejkolwiek legitymacji polski rząd, żebyście Wy sobie te pytania zadali, żebyście po cichu sobie na te pytania odpowiedzieli i być może to mogłoby być naprawdę prawdziwym finałem tej tragicznej, niepotrzebnej wojny polsko-polskiej wokół tragedii smoleńskiej. Jestem przekonany, że ta tragedia wymaga najwyższego skupienia, czasami odwagi, determinacji, w pierwratowaniu państwa, pomocy rodzinom, dochodzeniu do prawdy, ale nie może być, dłużej już nie może być permanentnym pretekstem do toczenia tej wojny. To w rękach pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego tak naprawdę jest ta decyzja o tym, żeby tę wojnę zakończyć, żeby smoleńska nie używać jako oręża politycznego. Nie namawiam nikogo do rezygnacji z własnego przekonania, poglądu w tej sprawie, ale namawiam do jednego, żeby Polska nie utonęła w odmętach tej smoleńskiej politycznej wojny domowej na dziesięciolecia. Wiem, że każdy zachowa pewnie swój pogląd w tej kwestii, ale odrobina umiaru, przyzwoitości, o którą tutaj przed chwilą ktoś apelował, takiego ludzkiego podejścia do tej sprawy, zrozumienia naprawdę, jak wyglądały pierwsze godziny w 2010 roku 10 kwietnia. Nie będę epatował Państwa tutaj, dobierając argumentów pod moją prośbę, pod mój apel, tymi pierwszymi godzinami, ale mógłbym sam godzinami opowiadać te dramatyczne i tragiczne szczegóły, które mogłyby być używane przeciwko w waszej tezie. Tylko, że ta sprawa zasługuje na coś więcej niż na polityczną mózgę. Dlatego być może to jest ten dzień, kiedy powinniśmy sobie wyraźnie powiedzieć, pracujemy, pracujemy w skupieniu, nie musimy ustępować własnym argumentom, ale kończymy wojnę w sprawie katastrofy, bo ona będzie kosztowała nas kolejne ofiary, już nie te faktyczne, nie te w sensie fizycznym, ale ofiarami będziemy my wszyscy, Polacy. Wydaje się, że minister Gowin, pan prokurator generalny, a także ministrowie, którzy są tutaj do państwa dyspozycji, także ci, którzy będąc dzisiaj ministrami, wyliczankami gabinetu poprzedniego, są do państwa dyspozycji. Ja także będę na tej sali. Będziemy starali się skutecznie odpowiedzieć na każde pytanie. Ale proszę jeszcze raz, być może po raz ostatnim, nie czyńcie z tej debaty, nie czyńcie z tej tragedii, pretekstu do politycznej, nieustającej bitwy, choćby ze względu na pamięć i szacunek do ofiar. Dziękuję. w