Donald Tusk: Apel o szacunek i racjonalną debatę o sześciolatkach
Donald Tusk w wystąpieniu z 8 listopada 2013 r. apelował o szacunek i racjonalną debatę w sprawie referendum dotyczącego sześciolatków i systemu edukacji. Odrzucał instrumentalne wykorzystywanie tej kwestii w kampanii i wskazywał na konieczność wspólnej odpowiedzialności za przygotowanie szkół.
Główne stanowisko
Donald Tusk podkreślał, że dyskusja powinna być prowadzona z szacunkiem dla rodziców i dzieci oraz bez zbędnych politycznych emocji. Krytykował traktowanie problemu sześciolatków jako narzędzia do rozkręcania kampanii, odnosząc się do wypowiedzi posła SLD.
Przebieg debaty i mity
Przypomniał, że decyzja o kształcie systemu edukacji zapadała wcześniej (ustawa z 2009 r.) i że od tamtej pory toczyła się debata prowadząca do zmian legislacyjnych w latach późniejszych. Wskazywał na dwa mity: rzekome zaskoczenie tempem wprowadzania reformy oraz twierdzenie, że szkoły są zupełnie nieprzygotowane do przyjęcia sześciolatków.
Odpowiedzialność za przygotowanie szkół
Zaznaczył, że szkoły są własnością narodu, a przygotowanie placówek leży w dużej mierze po stronie samorządów i społeczności lokalnych. Podkreślił, że referendum nie rozwiąże problemu braku ideału w funkcjonowaniu szkół i przedszkoli - to codzienny wysiłek wymagający odpowiedzialności wielu podmiotów.
Skutki debaty i wnioski
Ocenił, że debata przyniosła pozytywne skutki i nie uznawał ani decyzji parlamentu, ani inicjatorów referendum za jednoznacznie nieodpowiedzialne. Przypomniał, że na świecie istnieją różne praktyki dotyczące wieku rozpoczęcia obowiązkowej edukacji i że różne poglądy na ten temat są naturalne.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Dziękuję Pani Marszałek. Proszę, sale o spokój. Szanowna Pani Marszałek, Panie Poslanki, Panowie Posłowie, wracam się także do wnioskodawców, inicjatorów referendum w sprawie sześciolatków i szerzej w sprawie systemu edukacji w Polsce. Po pierwsze wydaje mi się rzeczą istotną, abyśmy na tej sali, a także po zakończeniu dzisiejszych obrad starali się mówić i o samej inicjatywie referendalnej, o argumentach, które pojawiają się w tej dyskusji, o ludziach, rodzicach, inicjatorów referendum, o dzieciach z jak największym respektem, szacunkiem i bez zbędnych politycznych emocji. Kiedy słyszę z usty posła SLD taką słowa i słyszę taką satysfakcję w jego wypowiedzi, że kwestia referendum i kwestia sześciolatków to jest sposób na rozkręcenie koalicji, to ręce opadają. Możemy się spierać i możemy debatować o to, w jaki sposób zapewnić optymalną edukację, opiekę, komfort naszym dzieciom i naszym znukom w szkole, szczególnie w nauczaniu początkowym. Im mniejsze dziecko, im mniejszy uczeń, tym oczywiście większe niepokoje i lęki uzasadnione i nieuzasadnione rodziców czy dziadków. I to jest rzut zupełnie zrozumiały. Chcę powiedzieć, że dzisiaj przed tym głosowaniem powinniśmy rozwiać kilka mitów, które być może utrudniają nam podjęcie wspólne, racjonalnej decyzji. Po pierwsze mitem jest, że ktoś może czuć się zaskoczony jakimś nadzwyczajnym tempem i brakiem wprowadzenia tej reformy i brakiem debaty. Przypominam, że Wysoka Izba, Sejm... Wydaje się rzeczą istotną przypomnienie, że Wysoka Izba przegłosowała decyzję o tym, że w Polsce, podobnie jak w przygniatającej większości państw naszego kontynentu, że dzieci będą uczyły się w szkole od szóstego roku życia. I to było w roku 2009. Dzisiaj mamy rok 2013. I debata w tej sprawie przyniosła zmiany zarówno legislacyjne, które wychodziły naprzeciw obawom i lękom rodziców, poważne zmiany legislacyjne, które uelastyczniły tę ustawę, łagodząc przynajmniej w części obawy tych, którzy boją się o najmłodsze dzieci w szkole. Ta debata polega też na tym, że wspólne dobro, jakim są szkoły i dzieci, coraz lepiej przygotowują się do tego obowiązku edukacyjnego. Ale tu jest moment, aby unieważnić drugi mit. Otóż każda kontrola przeprowadzona w dowolnym państwie, także w Polsce, badająca sieć instytucji użyteczności publicznej, świadczących usługi publiczne, czy to są szkoły, przedszkola, uniwersytety, urzędy, każda kontrola zawsze wykaże uchybienia czy niedoskonałości. Gdybyśmy przyjęli logikę, gdybyśmy uznali mit za prawdziwy, że polskie szkoły są nieprzygotowane do uczenia polskich dzieci, że na przykład nie wypełniają standardów higienicznych, to z tego powinniśmy wywieźć taki najbardziej logiczny i twardy wniosek, że nie tylko sześciolatki, ale także siedmiolatki i ośmiolatki nie powinny być w tych szkołach. To jest najgroźniejszy mit. Ten mit na użytek kampanii i tego ostrego sporu w sprawie sześciolatków musiałby nas prowadzić do bardzo niebezpiecznego i oczywiście nieadekwatnego do rzeczywistości wniosku, że polskie szkoły nie są przygotowane w ogóle do przyjęcia dzieci. Bo jeśli jest i autorzy, inicjatorzy referendum, także w czasie spotkań z ministrami, ostatnio także na spotkaniu ze mną, podkreślali swoje obawy także o starsze dzieci. Dlatego uzupełniono wniosek referendalny, ten pierwotny zamysł, także o przyszłość gimnazjów i inne kwestie dotyczące szkoły jako całości. Otóż uważam, że naszym wspólnym obowiązkiem, przypominam, że szkoły nie są własnością ministra, rządu czy parlamentu. Szkoły są własnością narodu, a przygniatająca większość działań, jeśli chodzi o przygotowanie tych szkół, należy do samorządów, ale także do wielu innych podmiotów. I dlatego wspólnym naszym obowiązkiem, a także prawem jako rodziców, jest oczekiwać od nas wszystkich odpowiedzialności za optymalne przygotowanie szkół do procesu edukacji, wychowania i nadzoru nad dziećmi od szóstego do osiemnastego czy dziewiętnastego roku życia. I z tego obowiązku nikt nas nie zwolnił. Chcę przypomnieć, że rozstrzygnięcie dotyczące sześciolatków w ogniu bardzo poważnej debaty zapadło. Nie tylko w Polsce, wszędzie toczy się dyskusja, czy dzieci mają iść do szkoły w wieku lat pięciu, sześciu czy siedmiu. Ba, są kraje, gdzie dzieci w wieku lat czterech nawet rozpoczynają obligatoryjną edukację. Chcę powiedzieć, że nigdy szkoła czy przedszkole czy inne instytucje nie będą nam dawały stuprocentowej gwarancji, że w każdej miejscu i na każdej godzinie działają idealnie i że wszystkie nasze dzieci będą uczyły się w szkołach czy będą wychowywane w przedszkolach zawsze w idealnych warunkach. Ale tego nie rozstrzygniemy poprzez referendum. My nie przegłosujemy w żadnym referendum, że od jutra czy za rok wszystkie polskie szkoły i wszystkie polskie przedszkola będą idealne. To jest wysiłek, który musimy pokonywać każdego dnia. To są zadania, które musimy wspólnie realizować każdego dnia i w jakimś sensie do końca świata, bo nigdy nie osiągniemy ideału, który spowoduje, że wszyscy rodzice i wszystkie dzieci będą czuły się w stu procentach komfortowo w tych placówkach. Wydaje się też, że ta debata przyniosła dobre skutki. Ja nie uważam, aby zachowanie Sejmu w poprzedniej kadencji czy w tej było nieodpowiedzialne, bo zdecydowaliśmy o sześciolatkach w szkole. Podobnie jak nie uważam, aby inicjatorzy referendum zachowali się nieodpowiedzialnie. Nie ma powodu, i uważam, że szczególnie kiedy mówimy o naszych dzieciach, nie ma żadnego powodu, aby ludzi, którzy mają inny pogląd niż my na procedury, na podstawy oprogramowania, żeby obarczać zaraz zarzutem nieodpowiedzialności. Na całym świecie są ludzie, pedagodzy, metodycy, rodzice, którzy uważają, że dzieci powinny się uczyć wcześniej lub później. Że powinny się uczyć w przedszkolu czy w szkole. I nie ma co robić z tego powodu zarzutu, że ktoś jest odpowiedzialny lub nieodpowiedzialny. Ci, którzy zaprojektowali w większości cywilizowanych państw świata taki system edukacyjny, w którym dzieci zaczynają szkołę od szóstego roku życia, czują się odpowiedzialni za dzieci i za ich przyszłość. I uważają, że ten sposób postępowania daje najlepsze efekty dla dzieci i dla ich przyszłego życia. Inni uważają, że szósty rok życia to za wcześnie. Jedni i drudzy wyrażają w ten sposób swoją odpowiedzialność za dzieci. Swoją troskę za ich przyszłość. Tylko mają inny pogląd w tej sprawie. W sprawie sześciolatków parlament podjął decyzję większością głosów o tym, że sześciolatki w Polsce są przygotowane i szkoły są wystarczająco przygotowane, aby ten wysiłek edukacyjny podjąć. Przy sprzeciwie i obawach w parlamencie mniejszości. Naszym zadaniem dzisiaj, i o tym jestem przekonany, jest poprawiać pracę szkół w systemie, jaki mamy. Jeśli polskiej szkole, polskim dzieciom, polskim rodzicom coś naprawdę zagraża, to pomysły, aby system wywracać do góry nogami co 3, 4, 5 lat. I oczywiście... I dlatego najwyższy czas, jestem o tym przekonany, i taką propozycję złożyłem także całemu środowisku, i rodziców, i nauczycieli. Sześć lat temu, kiedy postanowiliśmy o tym, żeby zainwestować naprawdę bardzo duże środki w polskie szkoły, szczególnie w szkoły podstawowe, że najwyższy czas, aby nie dokonywać kolejnych wielkich systemowych rewolucji, tylko żeby łożyć środki na tyle, na ile polskie państwo stać i żeby zachęcać jak najlepszych ludzi w Polsce do tego, żeby zaangażowali się w proces edukacji i opiekę nad naszymi dziećmi. Jestem przekonany, że per saldo pójście sześciolatków do szkół spowoduje, że i przedszkola, i szkoły ze względów organizacyjnych, merytorycznych, ludzkich, finansowych, będą z roku na rok coraz lepiej wypełniać swoje funkcje. Co do tego, jestem przekonany na 100% i tutaj wszystkie fakty za tym mówią. Natomiast naszym zadaniem rządu, samorządów, ale też parlamentarzystów, nauczycieli i w jakimś sensie też rodziców jest nieustanne wywieranie na presję, na szkoły i przedszkola w taki sposób, aby ten proces edukacji każdego dnia był prowadzony w coraz lepszych warunkach dla dzieci. Jeśli, tak jak umówiliśmy się z inicjatorami referendum, jeśli niezależnie od rozstrzygnięcia w tym głosowaniu wspólnie wykonamy wysiłek, aby szkoły były jeszcze lepiej przygotowane, nauczyciele lepiej przygotowani. Będziemy pracować, ja taką deklarację zużyłem, nad coraz lepszym programem. Ja sobie zdaję sprawę, że podstawa oprogramowania jest kontestowana przez wielu i metodyków, specjalistów od edukacji, rodziców. Przez innych jest stworzona i aprobowana. Będziemy to poprawiać, będziemy dalej inwestować w wynagrodzenia i wyposażenie szkół. Ono dzisiaj w Polsce nie odbiega jakoś drastycznie od średniej europejskiej. Proponuję wszystkim parlamentarzystom, którzy mają taki lub inny pogląd, wizytę w naszych szkołach. Po pierwsze, żeby zobaczyć, że polska szkoła nie jest piekłem i że polska szkoła i polscy nauczyciele to nie są oprawcy dla naszych dzieci. I po drugie, żeby zobaczyć, ile w każdej szkole można jeszcze poprawić, bo to też jest wasze zadanie. Ja też chętnie podpiszę się pod słowami, które wyrażają uznanie dla inicjatorów referendum. Mam inny pogląd i nie zmniejsza to mojego szacunku dla ich starań. Tak jest, wykazali się wielką energią i bezinteresownością. Mam nadzieję, że niezależnie od wyniku tego głosowania będziemy mogli także dalej współpracować z tą samą energią i z tą samą bezinteresownością, żeby codzienność w polskiej szkole i w polskim przedszkolu była coraz lepsza i żeby jak najmniej podlegała presji politycznej. Ja się zobowiązuję, że z pełnym respektem dla rodziców, nauczycieli i także inicjatorów referendum będę takie wysiłki podejmował. Dziękuję bardzo. Dziękuję bardzo.