Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Donald Tusk o przyszłości UE i stawce 400 mld zł

Donald Tusk o przyszłości UE i stawce 400 mld zł

Donald Tusk mówił o przełomowym momencie dla Unii Europejskiej i skupił się na negocjacjach wieloletnich ram finansowych, podkreślając konieczność ich pozytywnego rozstrzygnięcia dla Polski. Zaznaczył, że stawka wynosi około 400 miliardów złotych i że mądre wykorzystanie tych środków może dać Polsce skok cywilizacyjny.

Kontekst negocjacji


Dyskurs Tusk podkreślał, że rozmowy o budżecie są osadzone w szerszej refleksji o koniecznej zmianie w Unii Europejskiej - politycznej, gospodarczej i historycznej. Mówił o doświadczeniu kryzysu i o strategicznych wyborach dotyczących dalszej integracji.

Skala środków dla Polski


Przypomniał, że Polska korzysta w największym stopniu z wieloletnich ram finansowych i wskazał na sumy rzędu 300–400 miliardów złotych jako realną stawkę negocjacji. Podkreślił, że nie chodzi o fascynację pieniędzmi, lecz o prowzrostowe i prorozwojowe wykorzystanie wspólnych środków.

Porównanie historyczne


Przywołał porównanie z planem Marshalla, zwracając uwagę, że łączny efekt dwóch perspektyw finansowych dla Polski przewyższa historyczne wsparcie powojenne. Mówił o tej szansie jako o drugim wielkim skoku cywilizacyjnym dla kraju.

Donald Tusk — ujęcie z przemówienia: Donald Tusk o przyszłości UE i stawce 400 mld zł (09.11.2012)

Polska aktywność w Brukseli


Zaznaczył znaczenie pozytywnej aktywności bilateralnej i współpracy z komisarzem do spraw budżetu Januszem Lewandowskim. Podkreślił, że polski punkt widzenia - opowiadający się za możliwie dużym budżetem i rozbudowaną polityką spójności - ma szansę stać się europejską wizytówką i instrumentem wychodzenia z kryzysu.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Dziękuję. Szczególnie w ostatnich miesiącach, że znajdujemy się w kluczowym dla przyszłości Unii Europejskiej momencie i z reguły te słowa były uzasadnione. Rzeczywiście przyszło nam działać i dotyczy to co najmniej ostatnich kilkunastu miesięcy w momencie przełomowym, w takim momencie epickim, gdzie nikt jeszcze do końca nie wie jaki będzie efekt wielkiej zmiany, ale wszyscy czujemy, że ta zmiana jest nieunikniona. Dotyczy to także Unii Europejskiej jako politycznej organizacji, Unii Europejskiej jako wspólnego obszaru gospodarowania, finansów, ale też samej istoty Unii Europejskiej jako historycznego porozumienia narodów, które narodziło się po doświadczeniu II wojny światowej. Dzisiaj jesteśmy przede wszystkim pod wrażeniem dyskusji i negocjacji związanych z przyszłą perspektywą budżetową i oczywiście o tym będę chciał głównie mówić. Ale ta dyskusja jest tak trudna między innymi właśnie z tego powodu, że osadzona jest w kontekście zmiany, a raczej tego zbiorowego przeczucia koniecznej zmiany w Unii Europejskiej. Przeczucia spowodowanego doświadczeniem kryzysu, ale pogłębionego w ostatnich miesiącach także refleksją o charakterze bardziej historycznym i bardziej strategicznym. Te strategie, szczególnie strategie optymistyczne, stawiające na integrującą się w dalszym ciągu Unię Europejską, poszerzającą się Unię Europejską, Unię Europejską zdolną do konkurowania w wymiarze globalnym, są, jak wspomniałem, osadzone w kontekście kryzysowym, ale są równocześnie opatrzone takimi znakami milowymi. Jednym z tych znaków jest budżet europejski, wieloletnie ramy finansowe. Dla Polski ma to znaczenie szczególne. Jesteśmy tym państwem, które w największym stopniu i najskuteczniej korzysta z pieniędzy, które są efektem przyjętych wieloletnich ram finansowych, tych ram, tego budżetu, który w roku 2013 się kończy. Jak wielkie są to pieniądze. Niech świadczy choćby to najprostsze i przemawiające do wyobraźni Polaków porównanie. Mówimy dzisiaj o stawce w wysokości mniej więcej 400 miliardów złotych. To są nie tylko te 300 miliardów, o które staramy się zgodnie z naszą deklaracją, ale kiedy liczymy łącznie te możliwe środki, o jakie Polska stara się w ramach projektu wieloletnie ram finansowych, to możemy dzisiaj odpowiedzialnie powiedzieć, że ta stawka wynosi więcej niż 300 miliardów, sięga 400 miliardów złotych. To są wielkie pieniądze, ale przecież nie chodzi o fascynację pieniędzmi, tylko o wyobrażenie, racjonalne wyobrażenie, co znaczy dla Polski i co znaczy dla Europy mądre wykorzystanie wspólnych środków. Mądre, a więc prowzrostowe, prorozwojowe to, które unieważnić ma w najbliższej przyszłości historyczne, cywilizacyjne różnice w obrębie Unii Europejskiej. Te dwie perspektywy finansowe, ta, która mija i ta, która rozpocznie się w roku 2014, to w doświadczeniu Polski dwa wielkie skoki cywilizacyjne. Chyba możemy bez słowa przesady powiedzieć, że już w tej chwili mamy poczucie cywilizacyjnej przemiany, również dzięki środkom europejskim, jakiego nie znała historia naszego kraju. Jeśli osiągniemy sukces w negocjacjach dotyczących następnych siedmiu lat, to te dwa wielkie skoki znaczone ramami finansowymi, to będzie z całą pewnością czas dla Polski nieporównywalny z żadnym innym okresem. W przeszłości, ale podejrzewam także nawet w dość odległej przyszłości. Pamiętamy, nasze pokolenie szczególnie wyraziście pamięta, to wielkie uzasadnione rozżalenie Polaków, że Polska po dramacie II wojny światowej nie została objęta planem Marszala. Wówczas te kilkanaście miliardów dolarów, jakie trafiło do dużej części Europy, na dzisiaj znaczy to mniej więcej 100 miliardów dolarów, dla całej Europy objętej planem Marszala, to było mniej pieniędzy, to było dwa razy mniej pieniędzy, niż trafiło i trafi do Polski w ramach tych dwóch perspektyw finansowych. To uświadamia szczególnie naszej generacji o jak wielkim przełomie, o jak wielkiej szansie mówimy. Plan Marszala traktowany był jako ta kluczowa dźwignia w odbudowie Europy po tragicznych zniszczeniach II wojny światowej, a my mamy szansę na podwójną stawkę tylko w odniesieniu do Polski. Co trzeba zrobić, żeby to nasze marzenie o tym drugim skoku cywilizacyjnym, związanym z drugą perspektywą finansową, co trzeba zrobić, żeby osiągnąć ten sukces? Planowaliśmy od długiego czasu pracę nad budżetem europejskim w sposób przemyślany, choć czasami nasze koncepcje były kwestionowane, szczególnie tu w Wysokiej Izbie. Po pierwsze, zakładaliśmy, że niezwykle ważną rzeczą będzie pozytywna aktywność Polaków w relacjach bilateralnych w Brukseli, także tych Polaków, którzy trafili do administracji brukselskiej. Nasza współpraca z komisarzem do spraw budżetu Januszem Lewandowskim dała realną szansę na to, aby propozycje Komisji Europejskiej dotyczące wieloletnie ram finansowych i polski punkt widzenia, który dzisiaj w Europie jest chyba najbardziej proeuropejskim punktem widzenia, jeśli chodzi o budżet europejski, spotkały się w takiej przestrzeni, która daje nam szansę na osiągnięcie sukcesu. To jest możliwe dlatego, bo przez lata pracowaliśmy na rzecz takiego sposobu działania, który czyni z polskich starań europejską wizytówkę. Nie mamy zbyt wielu argumentów wtedy, kiedy się mówi o pieniądzach z oczywistego względu, ponieważ nie jesteśmy płatnikiem netto. W polityce jak w życiu. Ten, kto daje pieniądze ma z reguły trochę więcej do powiedzenia wtedy, kiedy o pieniądzach się dyskutuje, niż ten, który pieniądze bierze. Natomiast praca Polaków przyniosła efekt dla nas bezcenny. Polska dzisiaj dyskutując o wieloletni ramach finansowych, mówi z otwartą przyłbicą o tym, że nasze cele, cele narodowe, są zbieżne z ewidentnym, moim zdaniem bezdyskusyjnym celem europejskim i interesem europejskim. Ten cel europejski, zbieżny z naszym poglądem, to możliwie duży budżet. Budżet bez przesadnych cięci redukcji. Budżet, który będzie jednym z głównych narzędzi na rzecz wychodzenia Europy z kryzysu. Budżet, którego struktura, przede wszystkim poprzez możliwie obszerną politykę spójności, spowoduje, że Europa utrzyma w mocy narzędzia na rzecz wzrostu, na rzecz większego zatrudnienia, na rzecz realnej konkurencji Europy z innymi globalnymi potęgami gospodarczymi. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ dzisiaj w Europie pojedyncza narodowa argumentacja na rzecz większych pieniędzy dla konkretnego kraju nie ma szansy w konfrontacji z koncepcją, która potrafi pogodzić interes narodowy z interesem ogólnoeuropejskim. Dzisiaj te kraje, nawet największe kraje członkowskie Unii Europejskiej, które bez żadnych osłonek prezentują przede wszystkim swój narodowy punkt widzenia i nie mają zamiaru godzić go, jakoś pomieścić w tym szerokim strumieniu europejskich interesów, są narażone na samotność. Muszę powiedzieć bardzo otwarcie, że być może niektórych największych w Europie na samotność w tym czasie stać. Polski nie stać na samotność w Unii Europejskiej. I dlatego podjęliśmy działania, które wokół Polski, z udziałem Polski tworzą naprawdę szeroki, taki proeuropejski, probudżetowy front. Na czym polegają w najbliższych dniach nasze kroki, te poszczególne elementy planu? Po pierwsze, 13 listopada odbędzie się kolejne, tym razem w Brukseli, spotkanie tzw. przyjaciół polityki spójności. To znaczy 15 przywódców europejskich, bo dzisiaj tak wygląda sojusz, który Polska, mogę powiedzieć bez fałszywej skromności, konstruowała przez ostatnie miesiące. A więc z tych 15 przywódców europejskich, tworzących ten sojusz, spotka się w Brukseli w obecności przedstawicieli Europejskich Związków Zawodowych i europejskich przedsiębiorców, a także szefa Komisji Europejskiej, mam nadzieję także na obecność szefa Parlamentu Europejskiego, po to, aby wesprzeć europejski, a to znaczy dzisiaj także polski punkt widzenia na politykę spójności. Polityka spójności, nie muszę na tej sali nikomu tłumaczyć, to kluczowe z naszego punktu widzenia przedsięwzięcie, jeśli chodzi o wieloletnie ramy finansowe. Już dzień później odbędą się międzyrządowe konsultacje, konsultacje polsko-niemieckie w Berlinie, a wieczorem wrócę do Brukseli, aby omówić z Przewodniczącym Komisji, Panem Barozo, przebieg posiedzenia następnego dnia, bo już następnego dnia, 15 listopada, rozpocznę ten dzień od spotkania z szefem Rady Europejskiej, Hermanem Van Rompuyem. Będziemy rozmawiali o liczbach, o tym, jak przyszła perspektywa finansowa europejska ma wyglądać już konkretnie. Dzień później, 16 listopada, będziemy gościli w Warszawie prezydenta Francji. Prezydent Hollande będzie także gościem Wysokiej Izby. Będziemy oczywiście rozmawiali także o możliwym polu uzgodnień stanowisk polskiego i francuskiego, jeśli chodzi o pracę nad wieloletnią perspektywą finansową. Chcę powiedzieć, że zdajemy sobie sprawę, iż nie wszystkie państwa w Unii Europejskiej są zainteresowane dużym budżetem, możliwie szybko uchwalonym i z istotną rolą polityki spójności w tym budżecie. Zdajemy sobie sprawę, że projekt przygotowany przez komisję, następnie korygowany bez satysfakcji dla innych krajów przez prezydencję czypryjską, projekt, który będzie kształtowany jeszcze w ciągu tych najbliższych dni, a będzie przedstawiony na tym spotkaniu listopadowym przez przewodniczącego Van Rompuya, że ten projekt narażony będzie na brak zgody, a w ostateczności być może na weto któregoś z państw. Chcę powiedzieć, że w interesie Polski jest, aby budżet możliwie duży, możliwie bezpieczny, jeśli chodzi o politykę spójności, możliwie bezpieczny, jeśli chodzi o to pozytywne, a więc w górę dla polskich rolników uśrednianie dopłat bezpośrednich. Możliwe jest, że on będzie zagrożony, bo będzie zawetowany przez jeden lub kilka innych krajów i że to weto z polskiego punktu widzenia, moim zdaniem z europejskiego punktu widzenia powinno być absolutną ostatecznością, bo nie buduje realnej szansy na korzystny scenariusz w najbliższych miesiącach. Dobrze wiemy, że do wiosny musimy mieć tak naprawdę, i to najpóźniej do wiosny przyszłego roku, ten kształt wieloletni ram finansowych. Inaczej wejdziemy w tę procedurę, która oznacza dyskusję nad prowizorium. Jeśli nie uzyskamy porozumienia, nie uzyskamy kompromisu, będziemy starali się działać w ramach traktatowych, a więc prowizorium. Przygotowujemy na tę okoliczność plan B, bo to prowizorium, które będzie efektem weta, jakikolwiek kraj to weto złoży. Ono będzie wymagało tak czy inaczej pewnych prawnych i organizacyjnych operacji, których przyjęcie wymagać będzie kwalifikowanej większości głosów w Radzie Europejskiej. Jeśli rzeczywiście ktoś zafunduje weto w czasie dyskusji nad budżetem europejskim, to trzeba będzie umieć zbudować znowu sojusz i kompromis na rzecz takiej kwalifikowanej większości, która pozwoli nam przyjąć narzędzia umożliwiające wydawanie pieniędzy. Niech nikt nie hoduje sobie złudzeń, iluzji na tej sali, że weto oznacza prowizorium, a prowizorium oznacza całkiem wygodne dla Polski, dla Europy na 2014 i może na następne lata kształty budżetu, tak jak on wygląda w 2013 plus 2% inflacji. Tak, tak mówi traktat, ale traktat mówi też, że aby wydawać te pieniądze trzeba przyjąć przepisy umożliwiające wydawanie pieniędzy, a te przyjmujemy kwalifikowaną większością. Nie chcę Państwa zanudzić szczegółami tego planu B na wypadek czyjegoś weta, ale w tym planie B jedna rzecz jest bezdyskusyjna. Musimy mieć po swojej stronie, a więc po stronie tych, którzy chcą używać europejskich pieniędzy na rzecz wzrostu w Polsce i w Europie, musimy mieć po swojej stronie także wielkich płatników netto. Każdy, kto sobie wyobraża, że możliwe jest przyjęcie korzystnego dla Polski i Europy kształtu budżetu albo prowizorium z narzędziami umożliwiającymi wydawanie pieniędzy, bez Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji, ten nie umie liczyć. Dzisiaj widać wyraźnie, że jest różnica poglądów. Mam nadzieję, że przekraczalna, że do pokonania, ale dzisiaj bardzo trudno taką nadzieję między polskim punktem widzenia, takim proeuropejskim punktem widzenia, a brytyjskim punktem widzenia. Wydaje się rzeczą bardzo prawdopodobną, że ta różnica poglądów ma charakter trwały, jeśli myślimy o najbliższych kilkunastu miesiącach. Co to znaczy? To znaczy, że Brytyjczycy optują bardzo wyraźnie za radykalną redukcją budżetu, a więc jak najmniejszym budżetem, jak najostrzejszymi cięciami. Jeśli czasami słyszymy brytyjski głos o tym, żeby dopłaty bezpośrednio były równe, to ta równość raczej oznacza zero. Jeśli słyszymy o polityce spójności, to raczej słyszymy o konieczności radykalnego ograniczenia polityki spójności. Dlatego wydaje się rzeczą mało prawdopodobną, aby w tej debacie uzyskać jednoznacznie wspólny pogląd na budżet europejski z Brytyjczykami. Nie ma co ganić naszych przyjaciół Wielkiej Brytanii. Po prostu mają inny interes, inny punkt widzenia. Ale to nie jest punkt widzenia na rzecz mocnej, rozwojowej Europy z dużym budżetem. I to nie jest dzisiaj punkt widzenia zgodny z naszym interesem. I trzeba to sobie otwarcie powiedzieć. Dlatego w tym planie B, na wypadek czyjegoś weta, na wypadek braku porozumienia, potrzebny będzie sojusz z udziałem wielkich płatników netto na rzecz uczynienia tego potencjalnego prowizorium możliwym do użycia także przez Polskę. Pracujemy nad taką większością kwalifikowaną po to, aby nie być zaskoczonym wiosną. I nie ma co ukrywać. Dobrze byłoby mieć po swojej stronie Niemcy jako największego płatnika netto w tej sprawie. Ja chwilę później na zakończenie tego wystąpienia pozwolę sobie na kilka uwag ogólnych dotyczących naszych relacji z naszymi sąsiadami, bo one są bezpośrednio osadzone w kontekście naszej dyskusji europejskiej, ale pozwolicie Państwo, że zostanę jeszcze przy naszym planie dotyczącym wieloletnich ram finansowych. To, co dzisiaj wydaje się najważniejsze, to to, aby budować wsparcie i Polska w tym jest najbardziej aktywnym państwem na rzecz propozycji wspólnotowych. I nie dlatego, że akurat Polak odpowiada za kształt budżetu w Komisji Europejskiej, chociaż pamiętam wybrzydzanie na tę wspólną decyzję, która spowodowała, że właśnie Polak dzisiaj odpowiada za merytoryczne prace nad budżetem europejskim. Między innymi z tej strony sali słyszałem, że to najmniej potrzebna Polsketeka. Nie było ważniejszego urzędów komisji niż ten i mam wrażenie, że dzisiaj nawet ta część sali sejmowej to rozumie i jest w stanie zaakceptować. Ale to, co dla nas kluczowe, to to, żeby Europa słyszała bardzo wyraźnie polski głos, nie dlatego, że mamy swój egoistyczny punkt widzenia, tylko dlatego, że mamy unikatowy moment w historii naszej obecności Unii Europejskiej. To znaczy, że wszystkie instytucje europejskie, szef Komisji i Komisja, Przewodniczący Rady Europejskiej, Parlament Europejski, są naszymi sojusznikami w tej debacie na rzecz dużego budżetu z mocną polityką spójności. Kiedy dyskutujemy o wieloletni ramach finansowych i prezentujemy nasz polski punkt widzenia, nie abstrahujemy od tej strategicznej perspektywy, a więc od przyszłości Unii Europejskiej i strefy euro. Dlatego chcę Wysoką Izbę poinformować, że na najbliższym posiedzeniu rządu pakt fiskalny zostanie zaakceptowany i przesłany do ratyfikacji do Wysokiej Izby. Dlaczego mówię tu o pakcie fiskalnym? Jesteśmy przekonani, że dzisiejsze dyskusje nad wieloletnimi ramami finansowymi mogą być ostatnimi takimi dyskusjami. Mówiąc wprost, budżet na lata 2014-2020 może być ostatnim takim budżetem w Unii Europejskiej. To znaczy, że w roku 2020 być może będziemy mówili o tej Europie, która będzie szukała wspólnych narzędzi w obrębie strefy euro. Głównie w obrębie strefy euro. I dlatego nie możemy abstrahować, dyskutując o wieloletnich ramach finansowych dzisiaj, nie możemy abstrahować od naszej strategicznej perspektywy. Wielokrotnie powtarzaliśmy. Polska zdecydowała o wejściu do strefy euro i będziemy robili wszystko, aby Polska była gotowa do wejścia do strefy euro. A momentem właściwym dla wejścia do strefy euro, oprócz wypełnienia kryteriów, jakie trzeba spełnić, by tam być, to oczywiście efektywna sanacja samej strefy euro. Uzdrowienie strefy euro. Polska powinna wejść do strefy euro dokładnie wtedy, kiedy będzie gotowa i kiedy strefa euro będzie naprawdę bezpieczna dla każdego jej uczestnika. To wymaga od nas wielu wysiłków. To wymaga także wysiłków od samej strefy euro. Ponieważ w sens takiej perspektywy wierzymy. Chcemy być obecni w tej dyskusji o strefie euro. Chcemy być w środku Europy, a nie na zewnątrz Europy. Dziś. Nie w jakiejś mgławicowej perspektywie. I dlatego proponujemy szybkie przyjęcie paktu fiskalnego, który de facto oznacza, że o strefie euro będzie rozmawiało się także z udziałem Polski. Jeśli wierzymy w sens zasady nic o nas bez nas i jeśli zakładamy, że w przyszłości dzisiaj nie definiujemy daty, ale w przyszłości będziemy uczestnikami, będziemy w sercu Europy, to chcemy, aby to serce w przyszłości biło w takim rytmie, jaki będzie także odpowiadał naszym interesom. A to oznacza potrzebę przyjęcia paktu fiskalnego, który umożliwia uczestniczenie Polski już dziś w dyskusji nad przyszłym kształtem strefy euro. Musimy być pozytywnie odważni. Te ostatnie lata pokazały bardzo wyraźnie, że w Europie, jeśli chce się w niej być, że w Europie wygrywa ten, kto umiejętnie godzi własny interes interesem całego kontynentu. Że wpływ na dzieje naszego kontynentu dzięki takiej organizacji jak Unia Europejska ma nie tylko ten, kto ma najwięcej pieniędzy i najwięcej ludności, ale także ten, który potrafi praktycznie, pozytywnie, z energią wpływać na to, co się w Unii Europejskiej dzieje, który potrafi zbudować tę bezcenną dla Polski, podkreślam to z pełnym przekonaniem, bezcenną dla Polski i unikatową w kontekście naszych dziejów wspólnotę interesów Unii jako całości i Polski jako państwa narodowego. Mamy dzisiaj do czynienia w debacie publicznej w Polsce z dwiema koncepcjami, z dwoma takimi podejściami do polityki europejskiej. I chcę bardzo otwarto powiedzieć, upraszczając oczywiście opis tej sytuacji, że tak naprawdę mówimy o koncepcji, która idzie w stronę kompromisu porozumienia i takiego europejskiego pokoju, w którym Polska chce pozytywnie uczestniczyć. I jest taka druga koncepcja, drugie podejście, które zakłada, że Polska więcej wygra raczej na konflikcie i na takim twardym stawianiu na swoim. I nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, jak polska scena polityczna dzieli się w kontekście tych dwóch punktów widzenia na polską politykę międzynarodową. Po pierwsze, jeśli mówimy o wieloletni ramach finansowych, a więc o tych pieniądzach, które dla Polski mają być tą ponowną wielką szansą na skok cywilizacyjny, to powiedzmy sobie brutalnie. Czy propozycja, jaką przeczytałem w projekcie uchwały przygotowanej przez PiS, aby Polska zażądała więcej niż w tej chwili oczekujemy i zagroziła wetem, czy w tej propozycji nie ma przez analogię takiego podejścia do życia, że spotykają się członkowie wspólnoty, członkowie jednej rodziny. Wiem, że nie wszyscy uważacie Państwo, że Europa stanowi jedną rodzinę. Ja jestem przekonany, że tak jest. I w tej rodzinie jeden, ten zamożniejszy mówi, miałem dać dużo, tak dużo dać nie mogę, dam trochę mniej. A ten, który oczekuje tych pieniędzy mówi, nie ma mowy weto, nie chcę tych twoich mniejszych pieniędzy. Czy to na pewno jest mądry sposób postępowania? Czy to nie jest taka filozofia, która de facto służy tym w Europie, którzy naprawdę chcą budżet zredukować? To jest coś więcej niż moja intuicja. Są politycy w Europie, ba, są całe państwa w Unii Europejskiej, które tylko czekają na to, aby biorca funduszy powiedział weto zamiast nich. Nie zgodzę się na to, aby Polska stała się narzędziem w rękach tych polityków europejskich, którzy chcą radykalnie zredukować budżet europejski i będzie traktowała Polskę jak naiwniaka, który znowu w takim godnościowym zadęciu obrazi się na wszystkich, wszystkich dotknie i na końcu zostanie z ręką w kieszeni, a w tej kieszeni nie będzie ani jednego euro. Taką politykę pod pozorem patriotycznych uniesień proponują także niektórzy w Polsce. To jest polityka, która przypomina mi kilka zdarzeń w naszej historii europejskiej, także w ostatnich latach, gdzie niektórzy reprezentanci polscy właśnie w tym takim niestandardowym zadęciu godnościowym, jak niektórzy to mówią, odmawiali współpracy z niektórymi partnerami i wracali do Polski bez pieniędzy dla Polaków. My nie nakarmimy Polaków, my nie przebudujemy Polski bez pieniędzy za to z frazesami, z którymi czasami niektórzy do Europy jadą, wygrażając pięściami tym, od których później oczekują pieniędzy. Państwo pytacie o konkrety, ja zacząłem od konkretów, akurat ta część była dość zdekoncentrowana, ale bardzo wyraźnie mówiłem, że 300 miliardów plus 100 miliardów to jest ten pułap, o jaki walczymy. Czyli nie tylko 300 miliardów na temat spójności, jakiej mówiliśmy w czasie kampanii, ale w sumie mówimy o stawce 400 miliardów złotych. I bardzo precyzjnie nie mówiłem, co trzeba zrobić, żeby ten pułap osiągnąć. I protestuję w tej mównicy przeciwko tym, którzy mając wyłącznie na uwadze polityczny mały biznesik tutaj w kraju, chcą wywalić ten plan, bo nie mają świadomości, ile trzeba pracy włożyć, by te pieniądze zdobyć. Chcę na koniec powiedzieć, chociaż nie jest to koniec debaty, bo czekają nas wystąpienia klubowe, czekają nas pytania do państwa dyspozycji będę nie tylko ja, ale także ministrowie Rostowski, Sikorski i ministry Serafin i każdy szczegół zostanie przez nich opisany na każde pytanie i każdą wątpliwość odpowiemy. Ale pozwolę sobie na zakończenie powtórzyć pewną ogólną uwagę dotyczącą tego nastawienia albo na konflikt, albo na kompromis i porozumienie w Europie. Będziemy szukali kompromisu i porozumienia po to, aby te pieniądze do Polski trafiły. Będziemy szukali tego porozumienia po to, aby Europa przygotowała budżet, który dla niej, dla całej Europy jest szansą na wyjście z kryzysu. I będziemy skutecznie, mam taką nadzieję, ograniczali wpływ tego myślenia, który obstawia w tej grze o wielką...