Sylwia Bielawska krytykuje wypowiedzenie konwencji stambulskiej
Sylwia Bielawska (KO) w Sejmie odniosła się do projektu wypowiedzenia konwencji stambulskiej, przypominając jego genezę od maja 2020 roku i działania władz dążących do jej odrzucenia. Posłanka podkreśliła, że konwencja ma na celu ochronę kobiet przed przemocą i że obawy o „gender” i edukację seksualną są chybione.
Sylwia Bielawska przypomniała, że projekt został wniesiony w poprzedniej kadencji Sejmu, nie został rozpatrzony i teraz obowiązek legislacyjny spoczywa na obecnym parlamencie. W swojej wypowiedzi sięgnęła do wydarzeń z maja 2020 roku, cytując wpis ówczesnego wiceministra oraz decyzje polityków Prawa i Sprawiedliwości, prezydenta i premiera, które doprowadziły do sporów wokół konwencji.
Posłanka wyjaśniała, że projekt de facto wzywa prezydenta do wycofania Polski z konwencji, którą podpisało 45 państw europejskich. Zwróciła uwagę, że inicjatorzy argumentują wypowiedzenie m.in. zarzutami o rzekome ideologiczne podłoże dokumentu i wpływ na rodzinę.
Bielawska podkreśliła, że konwencja kładzie nacisk na profilaktykę i zwalczanie przemocy wobec kobiet, obowiązki państw wobec ofiar oraz politykę równościową. Przypomniała, że corocznie ponad 700 tysięcy kobiet doświadcza przemocy, a problem ma charakter strukturalny i systemowy.
Posłanka objaśniła znaczenie terminu "gender" jako płci społeczno-kulturowej, cytując definicję prof. Anny Burzyńskiej, i wskazała, że działania konwencji promują zmiany społecznych wzorców w celu eliminowania uprzedzeń i stereotypów sprzyjających przemocy. Zwróciła też uwagę, że konwencja zakłada rzetelną edukację seksualną ukierunkowaną na zapobieganie przemocy i naukę szacunku oraz poszanowania granic.
Bielawska krytykowała polityczne motywacje ataków na konwencję, sugerując, że obawy o „gender” służą do zastraszania opinii publicznej i odwlekania realnych działań na rzecz ofiar przemocy. Podkreśliła, że promowane przez konwencję wartości - partnerstwo, równość i poszanowanie - nie zagrażają rodzinie, lecz proponują bardziej egalitarny jej model.
Najważniejsze fakty
Sylwia Bielawska przypomniała, że projekt został wniesiony w poprzedniej kadencji Sejmu, nie został rozpatrzony i teraz obowiązek legislacyjny spoczywa na obecnym parlamencie. W swojej wypowiedzi sięgnęła do wydarzeń z maja 2020 roku, cytując wpis ówczesnego wiceministra oraz decyzje polityków Prawa i Sprawiedliwości, prezydenta i premiera, które doprowadziły do sporów wokół konwencji.
Czego dotyczy projekt
Posłanka wyjaśniała, że projekt de facto wzywa prezydenta do wycofania Polski z konwencji, którą podpisało 45 państw europejskich. Zwróciła uwagę, że inicjatorzy argumentują wypowiedzenie m.in. zarzutami o rzekome ideologiczne podłoże dokumentu i wpływ na rodzinę.
Treść i cel konwencji
Bielawska podkreśliła, że konwencja kładzie nacisk na profilaktykę i zwalczanie przemocy wobec kobiet, obowiązki państw wobec ofiar oraz politykę równościową. Przypomniała, że corocznie ponad 700 tysięcy kobiet doświadcza przemocy, a problem ma charakter strukturalny i systemowy.
Spór o "gender" i edukację
Posłanka objaśniła znaczenie terminu "gender" jako płci społeczno-kulturowej, cytując definicję prof. Anny Burzyńskiej, i wskazała, że działania konwencji promują zmiany społecznych wzorców w celu eliminowania uprzedzeń i stereotypów sprzyjających przemocy. Zwróciła też uwagę, że konwencja zakłada rzetelną edukację seksualną ukierunkowaną na zapobieganie przemocy i naukę szacunku oraz poszanowania granic.
Kontekst polityczny i konsekwencje
Bielawska krytykowała polityczne motywacje ataków na konwencję, sugerując, że obawy o „gender” służą do zastraszania opinii publicznej i odwlekania realnych działań na rzecz ofiar przemocy. Podkreśliła, że promowane przez konwencję wartości - partnerstwo, równość i poszanowanie - nie zagrażają rodzinie, lecz proponują bardziej egalitarny jej model.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Sylwia Bielawska krytykuje postawę wobec przemocy domowej
Sylwia Bielawska wzywa do rozliczenia samorządowców za ujawnienie danych
Sylwia Bielawska: Apel o profilaktykę - mammografia i PSA
Sylwia Bielawska: za podwyżką renty socjalnej do płacy minimalnej
Sylwia Bielawska: Projekt liderów rówieśniczych ma chronić dzieci
Sylwia Bielawska ostro o Funduszu Sprawiedliwości: 'Fundusz Kolesi'
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Sebastian Łukaszewicz
Sebastian Łukaszewicz: Potępił wysłanie „silnych ludzi” do domu Olszewskiej
Adam Gomoła
Adam Gomoła: ustawa obywatelska wprowadza w błąd
Mirosław Suchoń
Mirosław Suchoń krytykuje 'zamrażarkę' Sejmu i posła Sachajko
Grzegorz Lorek
Grzegorz Lorek: Konwencja zagraża fundamentom polskiej rodziny
Jarosław Sachajko
Jarosław Sachajko dziękuje za obserwację
Piotr Król
Piotr Król o nominacjach i zarzutach wobec Szymona Hołowni
Transkrypcja
Dziękuję bardzo. Dziękuję bardzo. I choć projekt ten został wniesiony w poprzedniej kadencji Sejmu, nie został rozpatrzony, a zatem to na nas spoczywa obowiązek legislacyjny. Cała historia jednak ma początek w maju 2020 roku, kiedy to ówczesny wiceminister Marcin Romanowski informuje na Twitterze, że konwencja stambulska to, pozwolicie Państwo, że zacytuję, ideologiczny kontrojański, który jest neomarksistowskim manifestem sprzecznym z podstawowymi wartościami naszej kultury prawnej. Od tego momentu politycy prawicy dosłownie prześcigają się w różnorodnych pomysłach, jak wypowiedzieć tę konwencję. Wtóruje im niestety prezydent Andrzej Duda, który otwarcie deklaruje sprzeciw wobec zapisów konwencji, stwierdzając, że jest ona niepotrzebnym manifestem ruchów feministycznych. Z tego też powodu 30 lipca 2020 roku premier Mateusz Morawiecki zdecydował o skierowaniu wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności konwencji stambulskiej z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, powołując się na opinię, cytuję, iż godzi ona w nasz porządek prawny i ma ideologiczne podłoże. Ze zgrozą stwierdzam jednak, że pan premier przegrał wyścig o palmę pierwszeństwa, bowiem to ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziodroba zaledwie kilka dni wcześniej złożył do minister pracy, rodziny i polityki społecznej pani Marleny Maląg wniosek o wszczęcie procedury wypowiedzenia konwencji, uzasadniając to, że jest ona w warstwie ideologicznej niezgodna z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej i polskim porządkiem prawnym. Znawcy twierdzą, że ruch premiera miał tak naprawdę częściowo uspokoić i zadowolić radykalnych polityków Zjednoczonej Prawicy, gdyż ta decyzja pozwoliła odwlec niewygodny temat konwencji i zmniejszyć niepokoje w koalicji. Podobnie miało być z tym projektem ustawy, który został złożony w grudniu, ale utknął, jak widać, w słynnej zamrażalce sejmowej na długie, długie lata. Czego zatem dotyczy projekt i dlaczego wywołał on tak wiele emocji? Najprościej mówiąc jest to wezwanie prezydenta do wycofania się z konwencji istambulskiej, którą podpisało i przestrzega 45 europejskich państw. Inicjatorzy proponują wypowiedzenie konwencji z dwóch ważnych powodów. Sprawdźmy zatem, co kryje się za tymi pełnymi enfazji i patosu słowami o konstytucji, o rodzinie i o bezpieczeństwie. Za pojędziami rudymentarnymi może bowiem czaić się szereg zarówno prawdziwych, jak i szkodliwych i dla rodziny, i dla bezpieczeństwa kobiet też. Bo czym według państwa jest bezpieczeństwo? Czym i jak jest rozumiana rodzina? I dlaczego tak bardzo boją się państwo rozmów o przemocy domowej? Jest to do prawdy zastanawiające. Przypomnę, że zapisy konwencji są nastawione na profilaktykę i zwalczanie przemocy oraz na politykę równościową względem kobiet i mężczyzn. To dokument, który nakłada na konkretne państwa obowiązki wobec kobiet i dziewcząt doznających przemocy. Jak pokazują badania, zjawisko przemocy jest wciąż bardzo poważnym problemem także u nas w kraju. Corocznie ponad 700 tysięcy kobiet doświadcza tego zjawiska. Co gorsza, przemoc wobec kobiet ma charakter strukturalny i systemowy. Jest jednym z narzędzi dyskryminacji i wykluczenia społecznego, które uniemożliwia kobietom i dziewczętom pełny rozwój, zarówno w sferze osobistej, jak i publicznej. Skąd zatem taka niechęć do konwencji? Dlaczego posłowie Zjednoczonej Prawicy tak nerwowo zareagowali i nagle zaczęli twierdzić, że konwencja ta zawiera niebezpieczne, kontrowersyjne i ideologiczne postanowienia? Co sprawiło, że podjęto tak drastyczne kroki i paniczne próby wypowiedzenia konwencji? Stawiam tezę, że przyczyną tego zachowania jest dostrzeżenie w konwencji jednego terminu, który rzekomo podważa prawa przysługujące rodzinom. Gender to słowo klucz. Słowo, które wywołowało strach, dreszcz i którym straszono obywateli. Czym więc jest ten osławiony gender, przed którym tak przestrzegają konserwatywne środowiska? Pozwolicie Państwo, że zacytuję jedną z definicji pani profesor Anny Burzyńskiej. Gender to wywodzący się z języka angielskiego termin naukowy, który oznacza płeć społeczno-kulturową. Skonstruowany zbiór atrybutów, wzorów, zachowań, wyobrażeń i oczekiwań społecznych, a także norm związanych z płcią biologiczną wyznaczające funkcje pełnione przez daną jednostkę w społeczeństwie i w kulturze oraz jej status i przysługujące jej prawa. Czy jest coś niepokojącego w tej definicji? Nie, ale posługując się tym terminem, uznajemy, że pewne role i stereotypy mogą przyczynić się do akceptacji przemocy wobec kobiet. Kraje, które przyjęły konwencję, są zobowiązane do wprowadzenia konkretnych rozwiązań prawnych na rzecz ofiar i profilaktyki przemocy. Mają za zadanie promowanie zmian wzorów społecznych i kulturowych dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn. Przede wszystkim takich, które prowadzą do przemocy wobec kobiet. Innymi słowy, promowane powinny być takie wartości jak partnerstwo, wzajemny szacunek, bezpieczeństwo, poszanowanie godności i niezależności partnera, partnerki, równość szans i możliwość realizacji potrzeb oraz aspiracji życiowych każdego z partnerów. Wartości te nie są zagrożeniem dla rodziny, lecz są wyrazem dążenia do bardziej egalitarnego jej modelu w miejsce tradycyjnie modelu hierarchicznego. Skąd zatem ten opór i strach? Nie wiem i nie chcę wnikać w te przyczyny. Drugim ważnym powodem sprzeciwu jest zapewne to, że konwencja zakłada, iż państwa ratyfikujące wprowadzą rzetelną edukację seksualną, której zadaniem będzie działanie przeciwko przemocy i promowanie akceptacji. Edukacji, która buduje pewność siebie, uczy komunikowania swoich uczuć i potrzeb, respektowania granic osobistych i przede wszystkim rozróżniania zachowań odpowiednich od tych, które mogą nam zagrażać. Chyba nie ma się za tym czego bać. Ale pamiętajmy także, że proponowany dokument zakłada m.in. powołanie zespołu, który opracuje prawa małżonków, rodziców i dzieci oraz określi środki służące przeciwdziałaniu przemocy. Nie chcę być złośliwa, ale kiedy używa się zbyt wielu słów, nie jest trudno zgubić rozwiązek i z takim przypadkiem mamy chyba tutaj do czynienia. Mówicie państwo o prawach małżonków, rodziców i dzieci. A gdzie prawa świegr, wujków, a gdzie dziadkowie? Czy nie jest prostszym i bardziej użytecznym mówienie po prostu o ludziach, o ich prawach? Nikt nie neguje rodzin i nikt nie chce niszczyć ról w rodzinie. Tym bardziej teraz, kiedy świat tak szybko się zmienia i tak naprawdę nie ma tak wielu dobrych punktów odniesienia, jakim jest właśnie rodzina. Ale nie stawiajmy barykad pomiędzy dziećmi, rodzicami, małżonkami. Czy naprawdę powinno i ma to nam w czymś pomóc? Nie boicie się państwo, że kiedy o tak delikatnej tkance ma stanowić zespół monitorujący, minister i mają to robić, uwaga, na planowanych i zorganizowanych pracach zespołu, to zgubimy gdzieś tak naprawdę to, co jest naprawdę ważne. A może po prostu pozwólmy ludziom kochać, nie bać się, nie czuć lęku, ufać, wierzyć sobie nawzajem. Czy naprawdę ma o tym decydować zespół złożony na przykład z przedstawicieli różnych kościołów? Chcecie państwo wypowiadać umowy i w zamian za to proponować pracę zespołów. Czy nie jesteście trochę genderowymi strejkami zamieniającymi siekierkę na kijek? Mówicie o tradycyjnym modelu rodziny. Fasadowe i bardzo pojemne określenie. Model składający się z kobiety i mężczyzny to odwieczny monolit? Nie. Wasz projekt niestety nie empatuje mądrością, rozwagą czy empatią. Wasz projekt chce nakładać ograniczenia, stawiać mury i iść na przekór światu. I dlatego nie możemy się z tym zgodzić. Nie dlatego, że chcemy, aby role i prawa oraz obowiązki się zatarły. Proponowana w ustawie decyzja o wypowiedzeniu konwencji jest fundamentalna. Od tej decyzji będzie zależało, w którą stronę pójdzie nasz kraj. Jej wypowiedzenie jest stopniowym wypisywaniem Polski z szeregu państw, gdzie zszanowane są prawa człowieka i tworzenia nowel alternatywnej rzeczywistości. Państwa wezwaniowego, które z założeniami praw człowieka ma niewiele wspólnego. Dlatego ta dyskusja, która dzisiaj się tutaj odbywa dotyczy tak naprawdę tego, czy widzimy świat progresywnie, czy regresywnie. Bo gdyby ktoś zapytał, czy potrzebna jest konwencja praw człowieka, bądź konwencja praw dziecka i gdyby polski rząd powiedział, że wypowiada którąkolwiek z nich, podniósłby się lament larum. Zaraz pojawiłyby się głosy, że to zamach na prawa człowieka i prawa dziecka. Dlaczego zatem toczymy dyskusję o wypowiedzenie konwencji stambulskiej? Dlatego w imieniu klubu Koalicji Obywatelskiej, panie marszałku, składam na pana ręce wniosek formalny o odrzucenie tej ustawy w pierwszym czytaniu. Dziękuję. Bardzo dziękuję. Pani poseł.