Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Radosław Fogiel: Krytyka rządu za bierność w polityce zagranicznej

Radosław Fogiel: Krytyka rządu za bierność w polityce zagranicznej

Radosław Fogiel, poseł PiS, w wystąpieniu w Sejmie przedstawił część stanowiska klubu i ostro skrytykował politykę zagraniczną rządu Donalda Tuska jako bierną i podporządkowaną decyzjom innych państw. Zaznaczył jednocześnie zmianę w postrzeganiu polityki rosyjskiej, ale zarzucił władzom rezygnację z aktywnej roli Polski na arenie międzynarodowej.

Główne zarzuty


Fogiel podkreślił, że rząd głośno zapewnia o swoich możliwościach, lecz w praktyce „podąża tropem innych państw”. Ocenił, że brakuje woli i determinacji do podejmowania suwerennych decyzji, co porównał do powrotu do porządku jałtańskiego i rezygnacji z miejsca Polski „przy stole”.

Postawa wobec Rosji


Poseł zauważył zmianę w postrzeganiu rosyjskiej polityki i słusznie skrytykował imperialne zapędy Rosji, wskazując jednocześnie, że Polska musi prowadzić własną, aktywną politykę zagraniczną i nie dopuścić do sytuacji, w której będzie ustępować w zamian za obietnice.

Relacje transatlantyckie


Fogiel przytoczył przykład wizyty przedstawiciela NATO, którego premier Tusk rzekomo się nie spotkał, oraz przypomniał o stosunkach z administracją prezydenta Bidena i konieczności bycia postrzeganym jako partner. Wskazał, że wcześniejsza aktywna dyplomacja przynosiła Polsce realne efekty i pozycję partnera.

Trójmorze i CPK


Poseł zarzucił rządowi dezercję wobec formatu Trójmorza - likwidację pełnomocnika i jednostki administracyjnej - oraz rozmontowywanie projektu Centralnego Portu Komunikacyjnego. Ocenił, że działania te dowodzą, iż rząd jest raczej „potakiwaczem” niż prowadzącym odważną politykę zagraniczną.

Ocena i konsekwencje


Fogiel ostrzegł, że bez aktywnej, ryzykownej i inicjatywnej polityki międzynarodowej Polska może stracić wpływ i głos w kluczowych debatach. Jego wystąpienie kładzie nacisk na konieczność odzyskania suwerenności decyzyjnej i powrotu do polityki, która nie boi się grać „o stawkę”.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Szanowny panie marszałku, szanowny panie ministrze, będę miał przyjemność przedstawić część stanowiska klubu Prawa i Sprawiedliwości. Na początek chciałbym powiedzieć coś miłego pod adresem pana ministra i tego wystąpienia. Cieszy diametralna zmiana postrzegania polityki rosyjskiej. Czuje pan dzisiaj słowa szefa rosyjskiego wywiadu o tym, że Polska przejawia postawę agresywną i potrząsa szabelką. Nazywa pan to słusznie przejawem rosyjskiego imperializmu. I to jest zasadnicza zmiana ze strony polityka, który w śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego określał mianem buńczucznie antyrosyjskiego. Jednak pańskie uwagi na temat opozycji, której pan poświęcił sporo czasu w swoim wystąpieniu pokazują, czy budzą obawę, że jednak nieco inna formuła i debaty i współpracy w demokracji jest panu bliska. Formuła, którą ilustruje to słynne zdjęcie z lat 70-tych. Jednak dzisiaj nie w takich warunkach przychodzi nam rozmawiać panie ministrze i szanowni państwo. Rytualne zaklęcia i truizmy, którymi naszpikowane było pańskie wystąpienie, kryją jednak podstawowej cechy i równocześnie podstawowej wady polityki zagranicznej prowadzonej przez ten rząd. Bo mamy do czynienia z rządem, który bardzo głośno zapewnia o swoich ogromnych możliwościach, o swoich wielkich wpływach, o swoich strategicznych przewagach. Ale jeśli chodzi o realne działania, wyłącznie podąża tropem innych państw. Tak jak za armią podążają maruderzy, tak polska polityka zagraniczna pod kierownictwem premiera Tuska i ministra Radosława Sikorskiego podąża za decyzjami innych krajów. Dzisiaj polskiej polityce zagranicznej brakuje woli i brakuje determinacji. Przez wiele lat w Europie panował porządek jałtański, którego niestety Polska była częścią i on się charakteryzował tym, że nie byliśmy w stanie podejmować własnych, suwerennych decyzji. Ale dzisiaj nasz głos może być słyszalny, bo jałty już nie ma. Tylko to wszystko zależy od inicjatywy, od energii, od zdolności do podejmowania swoistej gry dyplomatycznej, ale również od zdolności do podejmowania ryzyka. Bo w takim miejscu historii jesteśmy. Tymczasem mam nieodparte wrażenie, że obecny rząd cofa nas na własne życzenie do czasów porządku jałtańskiego, rezygnując z miejsca Polski przy stole i rezygnując z polskiego głosu. Używając tak bliskich premierowi Tuskowi piłkarskich porównań można uznać, że ten rząd kieruje się filozofią, że jeśli się nie wyjdzie na boisko, to się nie straci bramki. Ale dzisiejsza sytuacja Polski jest inna. I inna zgoła filozofia przyświecała działaniom poprzedników pana ministra z przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy. Dewizą powinno być i było, jeśli się nie gra, to się nie wygra. I my musimy jako kraj podejmować tę grę. Dzisiaj Polsce potrzebna jest aktywna polityka zagraniczna. Bo mamy do czynienia z Rosją, która dąży do tego, żeby stworzyć taki ład we współczesnym świecie, gdzie w zamian za deklarację, że nie wywoła kolejnej wojny, będzie mogła uzyskiwać rozmaite koncesje, rozmaite ustępstwa, rozmaite korzyści. To jest gra rosyjska, a Polska musi prowadzić swoją własną grę. Musimy prowadzić doktrynę doskonale znaną z historii. Nic o nas, bez nas. I wielokrotnie udowadnialiśmy, że to jest możliwe. A dzisiaj mamy do czynienia z biernością, brakiem decyzyjności. Widać to chociażby w stosunkach transatlantyckich. Przykładem niech będzie sytuacja, w której Pit Hexet prosto z kwatery głównej NATO odwiedza Warszawę. A premier Donald Tusk się z nim nie spotyka. Jest to znaczący gest. Ja rozumiem, że Donald Tusk ma pewnego rodzaju traumę po tym, jak narobił głupstw sztubacko, wręcz zaczepiając członków kongresów amerykańskiego czy prezydenta Trumpa. To nawet dobrze, że się tego wstydzi, ale jako polski premier nie może kierować się traumą czy wstydem. Powinien podejmować działania. Podobnie, jeśli chodzi o relacje na najwyższym szczeblu. Nowo wybrany prezydent Stanów Zjednoczonych spotyka się z kolejnymi politykami z krajów Unii Europejskiej. Spotkał się z prezydentem Macronem. Spotkał się z premierami, z Tarmerem, z premier Meloni, z premierem Martinem, premierem Irlandii. A gdzie jest w tym wszystkim Donald Tusk? Wy nie możecie liczyć, że pan prezydent Andrzej Duda wszystko sam za was zrobi. To zresztą dość charakterystyczne, że ważną debatę o polityce zagranicznej na zakończenie pan minister był łaskaw zamienić w wiec wyborczy jednego z kandydatów, cytując jego hasło wyborcze. Myślę, że to nie czas i nie miejsce, ale rozumiem, że zdobycie punktów we własnej drużynie też się liczy. Dobre relacje poprzedniego rządu z odległą przecież ideowo administracją prezydenta Bidena dowodzą, że jest możliwe porozumienie, że jest możliwe prowadzenie skutecznej polityki transatlantyckiej, ale trzeba być aktywnym, trzeba podejmować tę grę, trzeba być postrzeganym jako partner. To nie dzieje się z dnia na dzień. Minister Rao z ministrem Kulebą w Politico wspólnie ostrzegali przed ponownym uruchomieniem gazociągu Nord Stream. Kiedy Amerykanie po wybuchu wojny chcieli ewakuować Zeleńskiego, to Polska przekonywała sojuszników, że warto tworzyć koalicję, warto dać szansę Ukrainie się obronić. I właśnie takie działania sprawiły, że byliśmy traktowani również przez administrację amerykańską jako partnerzy. Kolejnym aspektem dezercji rządu jest kwestia Trójmorza. Formatu, w którym Polska mogła odgrywać znaczącą rolę, formatu cieszącego się wsparciem Amerykanów, no ale faktycznie niezbyt chętnie widzianego w Berlinie. I jaki jest efekt tego wszystkiego? Likwidujemy stanowisko pełnomocnika do spraw Trójmorza, likwidujemy jednostkę administracyjną, która się tym tematem zajmowała. To jest sytuacja niezwykle podobna do tej, z którą mamy do czynienia w przypadku Centralnego Portu Komunikacyjnego. W sferze werbalnej rząd udaje, że nic się nie zmieniło, ba, że wręcz wspiera i kontynuuje, ale tak naprawdę mamy do czynienia z rozmontowywaniem projektu, który jest źle widziany w Berlinie. To jest rząd potakiwaczy, a nie rząd prowadzący odważną politykę zagraniczną. Szumnie zapowiadany traktat polsko-francuski to tak naprawdę kontynuacja starań dyplomacji jeszcze poprzedniego rządu. Istotą i ideą tego traktatu powinno być to, żeby tak wzmocnić relacje Polski z Francją, żeby doprowadzić do sytuacji, w której nie, jak dzisiaj, Francja i Niemcy konsultują się przed spotkaniami formatu weimarskiego i wspólnie przedstawiają swoje stanowisko wobec Polski, ale żeby to Polska z Francją wypracowywała wspólne stanowisko. A jeśli mowa o traktatach, to myślę, że przyda się z serca płynące ostrzeżenie przed pomysłami, które mogą pojawiać się w nowej koalicji, która obejmie władzę w Niemczech przed nowym traktatem polsko-niemieckim, bo co prawda ten obowiązujący jest jednym z najbardziej nieprzestrzeganych traktatów dość przywołać chociażby kwestie nauki języka polskiego na poziomie federalnym, przeznaczania na to pieniędzy, ale lepiej chyba ten istniejący, choć momentami nieprzestrzegany traktat, niż nowy traktat, w którym Niemcy z pewnością będą oczekiwać zrzeczenia się odszkodowań za drugą wojnę światową przez Polskę. A jeśli jest w ogóle mowa o relacjach polsko-niemieckich, zatrzymajmy się na chwilę, bo to jest przykład wyjątkowego braku inicjatywy tego rządu, a miejscami mówię to z bólem wręcz serwilizmu. Oczywiście wyłącznie symbolem, ale bardzo wymownym symbolem tej postawy jest poddańczy gest Donalda Tuska opublikowany na Instagramie kanclerza Scholza. Jeżeli kanclerz Scholz pozwala sobie na takie upokorzenie polskiego premiera, to znaczy, że widzi to za właściwe i widzi, że może sobie na to pozwolić. Chociażby w kwestii reparacji, mimo bardzo silnych podstaw wypracowanych przez poprzedników w postaci raportu o polskich stratach wojennych, nie mamy kontynuacji tej polityki. A co gorsza, pan minister rozpoczął swoje urzędowanie wezwaniem wobec strony niemieckiej, żeby przedstawiła kreatywne rozwiązanie. Podczas gdy tu nie ma miejsca na kreatywność, czy na kreatywną księgowość. Tu są twarde dane i fakty oparte na mocnych podstawach metodologicznych i należy wszelkimi sposobami zabiegać. Nikt nie mówi, że to jest łatwe, nikt nie mówi, że to jest szybkie. O to, żeby Niemcy uznały swoją odpowiedzialność. Ale nawet kierując się filozofią pana ministra, wchodząc w ten sposób myślenia, jeśli chodzi o kreatywne rozwiązanie, to jakie to rozwiązanie Niemcy zaproponowali? Żadne. Nawet według pana własnych zasad ustawionych przez pana zasad w stosunkach polsko-niemieckich ponieśliście porażkę. No bo odpowiedzią ma być ten głaz postawiony w centrum Berlina, który jest tak naprawdę kpiną z polskich ofiar II wojny światowej. Następnie mamy działalność pełnomocnika pana ministra ds. relacji polsko-niemieckich, która w zasadzie zasługiwałaby na osobne omówienie. A fakt powołania pana Ruchniewicza na szefa Instytutu Pileckiego jest po prostu smutnym żartem, zwłaszcza w kontekście ostatnich doniesień medialnych, że pan Ruchniewicz miał argumentować odwołanie konferencji o odzyskiwaniu dzieł sztuki utraconych przez Polskę w czasie II wojny światowej tym, że polska prezydencja to nie czas na poruszanie tematu zagrabionych dzieł sztuki, bo byłoby to niewygodne dla Niemiec. Cytując pana własne słowa z dokumentu, który przekazał pan posłom, jako sukces cytuję, doprowadziliśmy do utworzenia dowództwa NATO do spraw szkolenia bojowego wsparcia i pomocy siłom zbrojnym w Ukrainie z siedzibą w Wiesbaden. Szanowni Państwo, każdy może sprawdzić i dalibóg Wiesbaden nie leży na terenie Polski, a leży na terenie Niemiec, więc chwalenie się sukcesami, że coś powstało na terenie Niemiec do mnie nie przemawia. Dzisiaj dowiadujemy się, że Polska Straż Graniczna przyjmuje jeszcze na terenie Niemiec nielegalnych migrantów, tych, których Niemcy nam wysyłają w ramach tzw. procedury zawracania. Nie reagujemy na zamknięcie granic przez Niemiec. Z Polskiej Straży Granicznej uczyniliście Ubera, który dowozi do Polski nielegalnych migrantów. Szanowni Państwo, jedyne na co ten rząd zasługuje, zarówno jeśli chodzi o ocenę jego polityki zagranicznej, jak i wielu innych aspektów działania, to dymisja. Dlatego Klub Prawa i Sprawiedliwości będzie wnosił o odrzucenie informacji ministra spraw zagranicznych. Dziękuję uprzejmie. Dziękuję bardzo Panu posłowi. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.