Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
[KO]: R. Giertych - Czy Tomasz Mraz to mój agent?

[KO]: R. Giertych - Czy Tomasz Mraz to mój agent?

Roman Giertych, poseł Koalicji Obywatelskiej, oświadczył dziś nowe informacje dotyczące Funduszu Sprawiedliwości, które jego zdaniem obalają narrację Solidarnej Polski. Twierdzi, że zeznania posła Tyszki wykazują próby przekierowania środków przeznaczonych dla ofiar przestępstw na cele polityczne.

Nowe ujawnienia:


propozycje przekazania środków
Roman Giertych powołuje się na publiczne zeznania byłego wicemarszałka Sejmu, posła Tyszki, według których Janusz Kowalski wraz z Zbigniewem Ziobrą proponowali przekazanie pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości do niektórych polityków i organizacji. Giertych podkreśla, że pieniądze te miały być przeznaczone na pomoc dla ofiar przestępstw, a nie na działalność polityczną.

Kto miał dostać środki i jak je wykorzystano


Poseł twierdzi, że każdy z działaczy Solidarnej Polski mających wpływ w okręgach otrzymywał „funduszyk” z Funduszu Sprawiedliwości. Jako przykład podaje radnego Matewskiego, który według niego miał otrzymać 15 milionów złotych na stowarzyszenia prowadzone przez jego narzeczoną i jej znajomych; Giertych wskazuje, że część tych środków nie została przeznaczona na cele statutowe i polityczne, a część - jego zdaniem - została przywłaszczona.

Znaczenie polityczne i skala konkurencji wyborczej


Giertych zwraca uwagę na skalę problemu:
jednemu radnemu przypisuje kwotę porównywalną z budżetem dużych partii na kampanie wyborcze (22–25 mln zł), co według niego stanowi nieuczciwą konkurencję wobec innych kandydatów i poważne nadużycie środków publicznych. Twierdzi także, że dokumenty dotyczące podziału środków miały trafić do prokuratury, co - jego zdaniem - stanowi przełom w ujawnianiu praktyk w PiS i Solidarnej Polsce.

Świadkowie, zarzuty i kontekst prawny


Giertych przywołuje rolę Tomasza Mraza jako świadka koronnego, podkreślając, że Mraz miał ujawnić dowody na nieprawidłowości, i odpiera zarzut Ziobry, jakoby to Giertych „podsyłał agenta”. Poseł krytykuje również narracje Ziobry o rzekomych politycznych porachunkach i sugeruje, że zarzuty wobec opozycji są próbą odwrócenia uwagi od spraw związanych z Funduszem Sprawiedliwości.

Giertych ocenia, że ujawnione informacje mogą osłabić dotychczasową linię obrony polityków związanych z PiS i Solidarną Polską oraz zwracać uwagę na konieczność wyjaśnienia przeznaczenia środków Funduszu Sprawiedliwości.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Dzień dobry, witam Państwa serdecznie. Dzisiaj mamy nową informację, która myślę, że kładzie koniec tej narracji Solidarnej Polski, jakoby sprawa Funduszu Sprawiedliwości to była jakaś zemsta Tuska, czy Giertycha, czy Koalicji Obywatelskiej, czy Żurka. Otóż były wicemarszałek Sejmu, obecny poseł Tyszka, publicznie opowiedział historię, jak Janusz Kowalski ze Zbigniewem Ziobro proponowali jemu i panu Bałwułowi Kukizowi pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości na politykę. Ja przypominam proszę Państwa, to były pieniądze, które państwo polskie powierzyło panu Ziobrze, żeby organizował pomoc dla ofiar przestępstw. To nie były pieniądze dla pana Tyszki, który zresztą odmówił, pan Kukiz, odmówili te pieniądze. To nie były pieniądze dla pana Kowalskiego, Ziobro, Matewskiego, to były pieniądze dla ofiar. Ja nie bardzo rozumiem, jak w tym kontekście Prawo i Sprawiedliwość może jeszcze bronić tych złodziei. Przecież już wiemy teraz, że każdy z tych działaczy Solidarnej Polski, który był namaszczony, żeby mieć mandat w danym okręgu, otrzymywał z Funduszu Sprawiedliwości pewną kwotę. Oni to nawet dzielili. Kartka z tym została przekazana przez dyrektora branża do prokuratury, z tego co mówią media. I w tej kartce był podział tych środków. Pan Matewski na swoje stowarzyszenia, które prowadziła jego narzeczona i narzeczona jego przyjaciela, otrzymał 15 milionów złotych. Proszę Państwa, 15 milionów złotych dostał radny Solidarnej Polski na prowadzenie działalności politycznej. Część z tych pieniędzy w ogóle nie przeznaczył na politykę, tylko po prostu ukradł, jak wynika z zeznań tych osób, które uczestniczyły w tym procederze. Ale część przeznaczył na politykę. Co to znaczy? To znaczy, że pan Matewski, radny Matewski dysponował funduszem wyborczym porównywanym z funduszem wyborczym całej partii politycznej. Bo partia na wybory może wydać tam 22-23 miliona złotych. Taka duża partia jak PiS czy Platforma wydawały tam 25. A pan Matewski sam, jedna radny miał 15 milionów. Przecież to jest oczywiste, że w takiej sytuacji to jest nieuczciwe do innych kandydatów na liście. To jest nieuczciwa konkurencja z innymi listami wyborczymi. No ale przede wszystkim to jest złodziejstwo pieniędzy, które nie były przeznaczone dla pana Matewskiego. I tak wynika, że każdy z tych posłów radnych miał taki funduszyk. Bo jakaś fundacja była powiązana bezpośrednio z pana Ziobro, jakaś była z panem Jakim. No ci wszyscy ludzie okradali nas z pieniędzy publicznych, przeznaczając je w większości na działalność polityczną. I motywowane to było tym, że Solidarna Polska nie otrzymała z PiSu żadnych pieniędzy za subwencje wyborcze. A co to obchodzi ofiarę przestępstw? Że pan Gaczyński nie rozliczył się z panem Ziobro. Kogo obchodzi? To były pieniądze, które były przeznaczone na ofiary przestępstw i zostały ukradzione. Pan Ziobro, który uciekł przed wymiarem sprawiedliwości do pana Orbana, przyjaciela Putina, nadaje z Budapesztu różne spiskowe teorie. Na przykład wczoraj oświadczył, że to ja mu podesłałem agenta pana Tomasza Mraza, żeby później go zdenuncjował. To ja, będąc ściganym przez Ziobro, bo pan Mraz był chyba w XX czy XXI okumianowany, ściganym przez Ziobro, prześladowany, fuchany Pegazusem, miałem podstawić agenta? A czy pan Ziobro się słyszy? Jaką on musiał być fujarą, gdyby to była prawda, że człowiek, którego wtedy państwo PiS-owskie prześladowało, zdołał na dyrektora Funduszu Sprawiedliwości, czyli trzecią osobę w Ministerstwie Sprawiedliwości, wstawić swojego przedstawiciela? To jest tak głupie? Bo przecież kompomitowałoby jeszcze bardziej pana Ziobro, a wcale by go nie broniło. Bo nawet gdyby tak było, to przecież dokumentowanie tych wszystkich przestępstw realnych, to przecież nie pan Mraz dysponował tymi pieniędzmi, tylko pan Ziobro, ewentualnie pan Romanowski. Mraz był urzędnikiem, który wykonywał polecenia. Nie słusznie wykonywał, ale miał skruchę, miał odwagę udokumentować. Kto miał odwagę przeprosić na tym zespole, w którym występował, przeprosił wszystkich za to i pokazał mnóstwo dowodów. Jest małym świadkiem koronnym. Ja pana Mraza zapoznałem w zeszłym roku, na początku zeszłego roku, jak do mnie do kancelarii przyszedł. Oczywiście żaden moim agentem nie był. Natomiast pochlebia mi to, że pan Ziobro uważa, że to ja wysłałem mu pana Mraza, który tak ich zmanipulował, że został dyrektorem Funduszu Sprawiedliwości. Śmieszne to. Ale wydaje mi się, że ta historia Funduszu Sprawiedliwości powoli dociera do ludzi. Jest to wyłom w tym teflonie pisowskim. Obrona poprzez atak na koalicję, że to jest polityczne działania. Ziobro pisze, że Tusk ustawiał mu sędziego. Wiecie państwo, no, w weekendy są dyżury. Dyżury aresztowe, czyli sędziowie są na dyżurach. Teraz dzisiaj teza, którą postawił publicznie pan były prokurator generalny jest taka, że wniosek o uchronienie mu imunitetu, pośrednienie sejmu i głosowanie w sprawie uchronienia imunitetu było skoordynowane z sędzią, który był na dyżurze aresztowym. To świadczy o tym, co robił Ziobro, bo tak naprawdę pis, jak kogoś oskarżał, to zwykle to robili. To znaczy, że oni jak kogoś chcieli zatrzymać i aresztować, to mieli ustawionego sędziego. Na przykład jak mnie zatrzymali, to sędziu, który oceniał, nie było wtedy w pierwszej chwili wniosku o areszt mój, ale było pięciu innych osób, była osoba, która była w trakcie procedury uzyskiwania statusu nieosędziego, bo złożyła wniosek z sądu rejonowego do nowego KRS-u, by być sędzią sądu okręgowego i przeszła to pozytywnie, a jeszcze nie miała decyzji prezydenta Dudy. Więc była w takim zawieszeniu. Więc osoba, która uznawała nowy KRS, mimo że była sędzią prawdziwym sądu rejonowego. Jakie było jej wielkie zaskoczenie, jak ten już przyszły neosędzia odmówiła aresztu, stwierdzając, że jest brak upraw do podobnienia. To było niewielkie zaskoczenie, ale mogli się spodziewać, że ten sędzia będzie raczej blisko PiS-u niż koalicji. I rzucenie podejrzenia na premiera Tuska czy Żurka, jakby ktoś miał rozważać składając wniosek, kiedy będzie posiedzenie sejmu, kiedy będzie głosowanie, to wszystko było przecież niewiadome. I kiedy będzie dyżur po to, żeby pana Ziobro aresztować, świadczy o tym, że panika i strach już u pana Ziobro zupełnie mu odbiera rozum. Ciekawe jest jedno, że Jarosław Kaczyński na początku zeszłego tygodnia powiedział, że się nie dziwi, jakby Ziobro został za granicą, bo nie będzie miał tu uczciwy proces. To świadczyło o tym, że jemu zależy na tym, żeby Ziobro został za granicą. Co jest bardzo ciekawe, bo to oznacza, że Kaczyński boi się tego, co Ziobro mógłby zeznać. Np. zmniejszając sobie wyrok z 25 na 5. To jest bardzo interesujące, że Kaczyński obawia się zeznań pana Ziobry, bo tak bym z tego wywodził. Dlaczego ty się, Jarku, tam boisz? Co Ci Ziobro może powiedzieć? Może boisz się tego, jak biegłeś do niego, do ministerstwa, żeby dowiedzieć się, co zeznał pan Birkfelder? A może czegoś jeszcze? Może o ojcu Rydzyku? Czy boisz się tego, co mógłby Ziobro powiedzieć? Tak więc myślę, że jest parę osób zainteresowanych, aby pan Ziobro nie zeznawał.