Rozmowa z Prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim na Kongresie Młodych
Podczas rozmowy z Adamem Bielanem Jarosław Kaczyński przedstawił ocenę sytuacji politycznej przed kolejnymi wyborami i skrytykował rząd Platformy Obywatelskiej. Mówił o finansach publicznych, suwerenności Polski, Unii Europejskiej i stałej obecności wojsk amerykańskich.
Jarosław Kaczyński przedstawia nadchodzące wybory parlamentarne jako rozstrzygające dla przyszłego statusu Polski i apeluje o odsunięcie od władzy rządu Platformy Obywatelskiej. Podkreśla, że zwycięstwo powinno przynieść także sprawny rząd, a jako przykład skutecznego zarządzania wskazuje Prawo i Sprawiedliwość. Wśród najpoważniejszych zagrożeń wymienia narastający kryzys finansów publicznych i jego możliwe konsekwencje dla gospodarki.
Omawiając Unię Europejską, krytykuje próby jej centralizacji oraz rozwiązania, które - jego zdaniem - mogą osłabić polskie finanse i ograniczyć suwerenność państw. Opowiada się za związkiem suwerennych państw, zmianą traktatów i przebudową unijnych instytucji. Zaznacza, że ewentualne zwycięstwa ugrupowań narodowych i suwerennościowych w przyszłorocznych wyborach europejskich mogłyby otworzyć drogę do takich zmian.
Kaczyński pozytywnie ocenia perspektywę stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce i wskazuje, że Fort Trump oznaczałby zmianę statusu kraju. Obawia się zarazem, że rząd Donalda Tuska może storpedować ten plan. Bezpieczeństwo Polski wiąże zarówno z sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi, jak i ze zdolnością kraju do samodzielnej obrony.

Zwracając się do młodych ludzi, Kaczyński zachęca ich do śledzenia polityki i udziału w życiu publicznym. Łączy przyszły dobrobyt z dobrym zarządzaniem, wzrostem gospodarczym i solidarnością społeczną. Wśród celów wymienia dogonienie Niemiec pod względem PKB liczonego według siły nabywczej oraz poprawę warunków życia, w tym rozwiązanie problemów mieszkaniowych i niskich płac.
Jarosław Kaczyński przedstawia nadchodzące wybory parlamentarne jako rozstrzygające dla przyszłego statusu Polski i apeluje o odsunięcie od władzy rządu Platformy Obywatelskiej. Podkreśla, że zwycięstwo powinno przynieść także sprawny rząd, a jako przykład skutecznego zarządzania wskazuje Prawo i Sprawiedliwość. Wśród najpoważniejszych zagrożeń wymienia narastający kryzys finansów publicznych i jego możliwe konsekwencje dla gospodarki.
Omawiając Unię Europejską, krytykuje próby jej centralizacji oraz rozwiązania, które - jego zdaniem - mogą osłabić polskie finanse i ograniczyć suwerenność państw. Opowiada się za związkiem suwerennych państw, zmianą traktatów i przebudową unijnych instytucji. Zaznacza, że ewentualne zwycięstwa ugrupowań narodowych i suwerennościowych w przyszłorocznych wyborach europejskich mogłyby otworzyć drogę do takich zmian.
Kaczyński pozytywnie ocenia perspektywę stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce i wskazuje, że Fort Trump oznaczałby zmianę statusu kraju. Obawia się zarazem, że rząd Donalda Tuska może storpedować ten plan. Bezpieczeństwo Polski wiąże zarówno z sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi, jak i ze zdolnością kraju do samodzielnej obrony.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
[PiS]: Zakłócone oświadczenie prezesa Jarosława Kaczyńskiego
Jarosław Kaczyński - Interwencje, obłuda i zarzuty
Jarosław Kaczyński o wizji Polski, samorządach i edukacji
Jarosław Kaczyński: ostrzeżenie przed osłabieniem NATO
Jarosław Kaczyński: Podręcznik Rożkowskiego jest nie do przyjęcia
Jarosław Kaczyński ostro o Donaldzie Tusku i rozliczeniach
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun chce wezwać Waldemara Żurka przed sąd
Marcin Ociepa
Marcin Ociepa: Polska powinna wyprzedzić Niemcy do 2035 roku
Marcin Kierwiński
Marcin Kierwiński: baza USA powstanie, ale potrzebny jest wspólny głos
Marcin Kierwiński
PILNA konferencja ministra Marcina Kierwińskiego
Marcin Kierwiński
Marcin Kierwiński: Polska nie ma Trybunału Konstytucyjnego
Przemysław Czarnek
Przemysław Czarnek alarmuje: dług i deficyt zagrożeniem dla Polski
Artykuły
Artykuł
„Zdrajca”, którego PiS może potrzebować, by wrócić do władzy
Artykuł
Próg zdecyduje o Rozwoju Plus Morawieckiego. Po wejściu model daje R+ 24 mandaty
Artykuł
Rozłam w PiS w danych PKW. Sześć nazwisk dominowało swoje listy
Artykuł
Marzec 2025: NFZ, kolejki i szpitale pod presją finansowania
Artykuł
Październik 2024: NFZ, kolejki i szpitale pod presją finansowania
Artykuł
Listopad 2024: szpitale, NFZ i polityczny spór o rachunek za leczenie
Transkrypcja
Rozmowę poprowadzi Adam Bielan. Zapraszamy na scenę.
Dobry wieczór Państwu. Dopchałem się przez ten tłum, który Pana Profesora otoczył.
Dziękujemy bardzo Panie Prezesie, że przyjął Pan zaproszenie na ten kongres już po raz kolejny,
mimo bardzo ważnej imprezy w Warszawie. Dzisiaj prezentacja programu gospodarczego Prawa i Sprawiedliwości.
Jak Pan ocenia to dzisiejsze wydarzenie?
Miałem troszkę obaw, ale nie ukrywam, że zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony.
Oceniałbym to na bardzo dobrze.
Znakomicie. Od naszej poprzedniej rozmowy na drugiej edycji Kongresu Młodych minął prawie rok,
bo tamta rozmowa odbywała się w listopadzie 2025.
W tym czasie dużo się wydarzyło na scenie politycznej, mówiąc eufemistycznie.
Pojawiły się rozmaite opinie naszych krytyków dotyczące kryzysu Prawa i Sprawiedliwości.
Pojawiły się kolejne informacje o możliwym końcu Prawa i Sprawiedliwości,
o kryzysie pańskiego przywództwa. Jak Pan odpowie na te opinie, na tę krytykę?
Wiemy, że znajdujemy się w bardzo ważnym, neurologicznym momencie.
13 miesięcy do kolejnych wyborów. W zasadzie zaczęliśmy już od 1 września
taki maraton przed wyborami, który będzie się w październiku przyszłego roku.
Ja w tej chwili się zastanawiam, bo przypominam sobie, że to były lata 90.
Jeszcze nawet nie tak bardzo zaawansowane lata 90., kiedy po raz pierwszy
żądano ode mnie, żebym ze względu na podeszły wiek,
a miałem wtedy no 40 kilka lat, już odszedł.
Ja nawet wiem, kto to żądanie formował, ale nie wiem, czy ujawniły to nazwisko.
No nie, może bez nazwisk, tym bardziej, że czasem były to też osoby anonimowe.
Podchodzili do mnie młodzi ludzie, tacy mniej więcej jak Państwo
i właśnie mówili, że już w takim wieku, można powiedzieć dziadkowskim,
trzeba odejść. I od tej pory to się powtarzało, tak samo jak wielokrotnie
mnie chowano do politycznego grobu. Krótko mówiąc, ja się tym całkowicie
nie przejmuję. Przed nami bardzo ważne wydarzenie.
Te wybory będą już nie potyczką, bo tych wyborów mamy w tej chwili tyle,
że można powiedzieć, że to nawet nie są jakieś wielkie bitwy,
może poza niektórymi, ale potyczki. No i mamy teraz już naprawdę bitwę,
bo tutaj chodzi nie jakieś inne wymiary, bo to będą wybory jak wszystkie inne,
jeżeli chodzi o ich kształt taki zewnętrzny, ale sens ich będzie dużo głębszy,
dużo poważniejszy, bo to są wybory odnoszące się do losu Polski,
statusu Polski, do sprawy odsunięcia obecnego rządu, Platformy Obywatelskiej
no i przywódcy Platformy od władzy, bo tak złej władzy to w Polsce
naprawdę nie było bardzo dawno, na pewno po 89 roku nie było takiej władzy.
Oczywiście porównywanie z komunizmem jest bardzo trudne, bo to były zupełnie
inne warunki, zupełnie inne wymiary, ale władza, która tak zaciekle zabiegała
o, można powiedzieć, obniżenie naszego statusu, naszych szans o to,
żeby w Polsce nie było coraz lepiej, tylko coraz gorzej, to naprawdę dotąd
nie widziałem. Nawet oni sami byli jednak troszkę inni, można powiedzieć
trochę lepsi w różnych bardzo wymiarach w czasie tych pierwszych 8 lat
swojej władzy. No teraz wszelkie maski opadły, mamy nową sytuację,
nową sytuację w Europie, nową sytuację w Unii Europejskiej,
to oczywiście jest niemalże to samo. Mamy wojnę, taką zupełnie już regularną
i trwającą już dłużej niż I Wojna Światowa i dłużej niż tak zwana
wojna ojczyźniana, czyli walka między Niemcami a Związkiem Sowieckim.
No niedługo, jeśli ta wojna będzie się ciągnąć, to ona już do równa II Wojny
Światowej, tamta trwa 5 lat i 8 miesięcy z maleńkim kawałkiem, licząc oczywiście
po polsku, to znaczy nie wszyscy na świecie uznają, że początek tej wojny
to jest 1939 rok. Niektórzy uważają, że dopiero 22 czerwca 1941 roku,
ale także w tym wymiarze prawdziwym, bo niewątpliwie to była ta sama wojna
przez cały czas, no to też już jest, jak powiedziałem, tuż, tuż.
Minie jeszcze rok mniej więcej i będziemy mieli już wojnę dłuższą niż tamta.
Wiele zapowiada, że tak właśnie będzie. I w tej sytuacji, kiedy z jednej strony
jest zagrożenie, może nie trzeba do tego podchodzić tak alarmistycznie,
jak to zrobił ostatnio Tusk w przemówieniu w Sejmie, ale jednak naprawdę
to jest zagrożenie poważne, a z drugiej strony Unia Europejska zmienia się,
czy właściwie zmieniła się już w narzędzie do pozbawiania państw,
może poza dwoma, a może nawet tylko jednym, czyli Niemcami, no tym drugim
jest Francja, suwerenności, możliwości obrony własnych interesów
i tutaj pomysły są różne. To właściwie nieustannie trwa,
to jest łamanie traktatów, to jest próba centralizacji,
podkreślam, nie federalizacji, tylko centralizacji Unii,
no ale ona została zawieszona, bo jednak sporo państw stawiało opór,
a tu jest potrzebna jednomyślność i mamy też inne, takie można powiedzieć
mniej głośne próby, takie jak na przykład Pakt Inwestycyjno-Szczędnościowy,
no który, gdyby go wprowadzono, bardzo, bardzo mocno uderzyłby
stan finansów Polski, ale w różnych wymiarach, także tych finansów prywatnych,
finansów przedsiębiorstw. No nie będę tutaj tłumaczył,
na czym ten mechanizm polega, ale uwierzcie mi, że tak by właśnie było,
bo można powiedzieć, ta nowo stworzona struktura europejskich finansów
z europejskimi papierami wartościowymi, z europejską giełdą,
wszystko to oczywiście w Niemczech, z europejskimi organami kontrolnymi
i też skoncentrowanymi w Niemczech, prowadziłoby do tego,
że ten kapitał przepływałby także z Polski i to być może nawet
w bardzo dużych rozmiarach do miejsc bezpieczniejszych
i przynoszących pewniejsze zyski. I stąd, no trzeba tutaj rządu,
który będzie się temu wszystkiemu przeciwstawiał.
Myśmy stoczyli kilka tych potyczek i bitew z Platformą.
Jeśli liczyć te najważniejsze wybory, to myśmy wygrywali częściej,
bo ja liczę też wybory prezydenckie, no tutaj tych zwycięstw razem było już cztery.
Wybory parlamentarne, tych zwycięstw takich efektywnych
w sensie możliwości zdobycia władzy było trzy.
No i były też zwycięstwa, szczególnie to jedno bardzo mocne zwycięstwo
w 19 roku w wyborach europejskich. No razem oni mieli tego,
chociaż też mieli, no przykro mi o tym mówić, ale tak było.
Ich też sporo, no mniej niż my. Nie liczyłem tutaj wyborów samorządowych,
któreśmy też kilkakrotnie wygrali, jeśli liczyć to wedle tej jedynej metody,
którą można naprawdę obliczyć, to znaczy wybory podsumowane,
można powiedzieć wybory na poziomie wojewódzkim, bo te już powiatowe
ze względu na występowanie dużej ilości komitetów lokalnych
i ich sukcesy są nie do przeliczenia.
Czyli krótko mówiąc, toczymy kolejną już w tym wypadku nie potyczkę,
a nawet nie dużą potyczkę, a nawet mniejszą bitwę, tylko taką naprawdę wielką bitwę.
I chciałbym, żeby wszyscy ludzie tej patriotycznej, to w Polsce łączy się
być może z jakimiś tam małymi wyjątkami, ale przede wszystkim jednak
z tą prawą stroną sceny politycznej, zdali sobie z tego sprawę,
żeby wiedzieli, że ta bitwa jest niezwykle ważna, ale zwycięstwo tej bitwie
to jest nie tylko odsunięcie od władzy, to jest bardzo ważne,
żeby tak zły rząd nie rządził, ale to jest także i to,
żeby ten nowy rząd był dobry, żeby potrafił działać.
No i tutaj będę nieskromny, ale jakby nie we własnym imieniu,
tylko w swojej formacji, mianowicie zresztą była jedna partia,
która pokazała, że potrafi rządzić z efektami w trudnej sytuacji,
bardzo dobrymi, to jest proszę państwa Prawo i Sprawiedliwość.
Dzisiejsza konferencja ekonomiczna, pierwsza z całej serii skończyła się
taką demonstracją, pokazaniem jak wyglądała sytuacja zadłużenia Polski
pod naszymi rządami, a jak pod ich rządami. Otóż za ich rządów,
ale także ich oprzedników, bo przecież tych sił rządzących w Polsce było więcej.
Za każdym razem to zadłużenie wzrastało.
Za naszych rządów za każdym razem spadało.
I to już można powiedzieć trzy razy.
Trzy razy, czyli to już jest jakaś próba naprawdę licząca się.
A można jeszcze do tego dodać, że jak rządem Warszawy,
no to jest oczywiście przynośne, nie ma tam rządu, tylko zarząd można powiedzieć,
z prezydentem na czele, sprawowali też ludzie Prawa i Sprawiedliwości
na czele, z mojej świętej pamięci, bratem, to też pieniądze były.
A jak tamci rządzą, to za każdym razem jest tak samo.
To znaczy odwrotnie. No i to warto też wziąć pod uwagę,
bo w tej chwili ten najgroźniejszy kryzys, który mamy,
to jest kryzys w sferze finansów publicznych narastający
i mogący nam przynieść naprawdę bardzo ciężkie konsekwencje,
bo to w pewnym momencie musi się przenieść na gospodarkę.
Musi się przenieść na gospodarkę, musi doprowadzić do takiego kryzysu galopującego,
do powtórzenia się sytuacji we Włoszech czy w Grecji,
także w niemałej mierze w innych państwach, gdzie rozwój wstanął właśnie ze względu na to,
że mechanizmy związane z zadłużeniem zaczęły działać teraz ostrzej.
To znaczy zaczęły rosnąć procenty od zadłużenia, powstała sytuacja,
w której ono było w gruncie rzeczy nie do spłacenia
i Grecja to jak wiadomo zapłaciła niezwykle ciężko za to.
Włochy może nie tak ciężko, bo są dużo większym krajem,
z dużo większymi zasobami, ale w tej chwili są można powiedzieć na uwięzi,
to znaczy bez gwarancji Banku Europejskiego,
a to jest za każdym razem, przy każdym budżecie decyzja nowa.
Nie ma jakiejś stałej decyzji w tej sprawie,
chociaż do tej pory dostają te gwarancje,
no to ich papiery mają wartość, papiery dłużne,
to znaczy takie, które się sprzedaje na rynku, żeby zdobyć pieniądze,
ma obsługę budżetu.
Mają wartość, jak to się mówi nieładnie, na rynku śmieciową.
Więc obyśmy w tego rodzaju tarapaty nie wpadli,
bo one byłyby w Polsce cięższe niż we Włoszech,
ze względu na to, że Włochy są od dawna uznanym państwem europejskim
z pozycją w czołówce mimo ich wielkich słabości
i gospodarczych i innych,
i wielkiej trudności w rządzeniu tym krajem metodą demokratyczną,
a Polska po rozbiorach w czasie historycznym incydencie niepodległości,
a później komunizmie tego rodzaju pozycji nie ma.
My oczywiście uważamy, że jesteśmy w stanie taką pozycję zdobyć,
że jak dobrze pójdzie, ja źle Włochom nie życzę,
ale gdyby im jednocześnie tak dobrze nie szło,
no to my możemy nawet w tym dochodzie globalnym,
to znaczy nie na głowę tylko całego państwa, mówię o PKB,
ich doścignąć.
To nie jest niemożliwe i to nie tylko dla waszego pokolenia młodego,
który ma przed sobą jeszcze ogromny szmat życia,
ale także do tych pokoleń znacznie starszych.
Że to jest cel, który jeżeli chodzi o nasze PKB w sile nabywczej liczone,
to już nie jest taki bardzo odległy,
bo my już koło dwóch bilionów, no może nie z pełna,
ale koło dwóch bilionów mamy, a oni mają więcej,
ale to nie jest już duża różnica.
Uczciwie mówiąc odwołuję się tutaj do ich dochodu już monetarnie liczonego
i nie potrafię powiedzieć dokładnie jaka tu jest różnica,
bo zwykle ten dochód, oczywiście nie zawsze,
ale zwykle ten dochód jest większy nieco w sile nabywczej,
na przykład w Niemczech 65 tysięcy dolarów na głowę monetarnie,
a 73 w sile nabywczej.
No ale zwłaszcza, że my nie jesteśmy już znowu tak bardzo daleko od Niemiec,
więc trzeba to docenić i jednocześnie trzeba zdawać sobie sprawę,
że to przy dobrych rządach byłby punkt odbicia nie tylko do naprawy finansów publicznych,
ale także do tego, żeby Polska naprawdę mocno awansowała
w tym, co można określić jako taki europejski koncert,
nie koncert tylko koncert, ale nie mocarstw,
bo jest takie powiedzenie koncert mocarstw, pewnie państwo znacie,
tylko koncert wszystkich państw europejskich.
Możemy tam być dużo wyżej niż jesteśmy w stosunkowo nieodległym czasie,
tylko władzę trzeba zmienić i to jednocześnie tak,
żeby ci, którzy dzisiaj rządzą, do niej już nie wrócili.
Żeby zamknąć kwestie wyborów, pan prezes wspominał o tej statystyce
niezwykle korzystnej dla nas, szczególnie jeśli chodzi o wybory prezydenckie.
To było chyba najważniejsze zadanie stojące przed opozycją w tej kadencji parlamentu,
żeby wygrać wybory prezydenckie, co znakomicie się udało.
Niedawno obchodziliśmy pierwszą rocznicę sprawowania urzędu
przez prezydenta Karola Nawrockiego, ale mieliśmy też inne wybory samorządowe.
Sześć dni temu w Krakowie teraz trwa kampania przed drugą turą.
Jak pan ocenia wynik tej pierwszej tury i czy można wyciągać jakieś wnioski
z tego wyniku pod kątem wyborów parlamentarnych w przyszłym roku?
Jeżeli chodzi o naszą ocenę wyniku naszego kandydata,
to ona jest zdecydowanie dobra, ale najbardziej interesujący jest wynik
exit polu, jeżeli chodzi o partie polityczne, bo mamy tam 22,5%,
co by w przełożeniu na kraj, to znaczy poprzez proporcje między wynikami
w poprzednich wyborach w Krakowie a wynikami w kraju,
te wyniki były znacznie wyższe w kraju niż w Krakowie,
to mielibyśmy przeszło 30% w tej chwili, czyli taki już bardzo dobry punkt startu.
Oczywiście to jest obliczenie, do którego trzeba podchodzić
z pewnym dystansem, ale jednak to pokazuje, że nie jest tak źle,
jak próbują nam wmówić, a jednocześnie warto, żeby państwo wiedzieli,
że dzisiaj jest tak ogromna ilość odmów, jeżeli chodzi o odpowiedzi na pytania,
odnoszące się właśnie do...
95% ostatnio o tym rozmawialiśmy.
95, w niektórych badaniach nawet 99, w każdym razie to są ogromne liczby,
licząc w procentach, że nie mam możliwości stosowania w tych badaniach
tego, co tak naprawdę jest potrzebne, czyli takiej prawdziwej próby,
która oddaje strukturę społeczną regionalną, bo tak powinny wyglądać wybory.
To są już wszystko skonstruowane przez badaczy modele.
W ten sposób się to robi, tylko że te modele można konstruować,
no powiedzmy sobie, arbitralnie i tutaj możliwość różnego rodzaju,
powiedzmy sobie, nadużyć jest bardzo poważna, ponieważ w dziejach naszej formacji,
nie mówię o partii, bo tu chodzi o dwie partie,
jak porozumienie Centrum, a później Prawo i Sprawiedliwość,
no tego rodzaju sytuacje już bywały, że mieliśmy bardzo, bardzo niskie notowania,
a później dużo, dużo lepszy wynik.
Chociaż początkowo było to na małych liczbach,
bo wtedy w ogóle wszystkie partie miały małe wyniki,
największy to był przez tych pierwszych, bo naprawdę wolny w 91 roku,
najlepsze wyniki osiągnęły dwie partie, obydwie koło 12%.
Myśmy osiągnęli niespełna dziewięć i to był całkiem przyzwoity wynik.
Także troszkę inne czasy, inaczej uformowana scena polityczna,
no ale myśmy w badaniach przez bardzo długi czas byli na poziomie około 2-3%,
co najwyżej dopiero tuż, tuż przed wyborami nam dano 6%.
To też zresztą było poważnym błędem, ale już zdaje się,
że niektórzy się zorientowali, że tak mocno kłamać nie można.
Ale daliśmy też do zbadania tę sprawę, no to jest sprawa naszej pozycji,
Wydziałowi Socjologii.
Dostaliśmy duże opracowanie, oczywiście to wszystko było opłacane
i szanowni państwo, z tego wynikało, że 2,5%.
Gdzieś mamy dach czy sufit raczej gdzieś na poziomie trzech,
może trzech z kawałkiem.
A było jednak prawie trzy razy więcej, więc oczywiście teraz nie będzie
trzy razy więcej, no bo to byłoby już zbyt piękne,
chociaż dla Polski bardzo dobre.
Ale tak nie będzie, ale być może, że różnica jest w tej chwili
naprawdę znaczna.
Wczoraj wspominaliśmy naradę, która się odbywała w siedzibie
Prawa i Sprawiedliwości kilka tygodni przed wyborami w 2005 roku,
kiedy sondaże dawały samodzielną większość Platformy Obywatelskiej
i druzgocącą porażkę przewidywały dla nas.
A jak wiemy, pięć tygodni później wygraliśmy wybory parlamentarne,
cztery tygodnie później prezydenckie, więc rzeczywiście do sondaży w Polsce
trzeba już od dawna podchodzić z dużą rezerwą.
Przypomnę jeden sondaż prezydentki, nie pięć tygodni, tylko dużo bliżej
przed wyborami, kiedy mój śp. brat walczył z Tuskiem.
Otóż to było 62% dla Tuska, a 38% dla mojego brata.
Prawdziwy wynik był 54% dla mojego brata i 46% dla Tuska.
Pomyłka wynosiła 32%.
Chciałbym wrócić do kwestii europejskich.
Mamy w tej chwili serię wyborów.
Mieliśmy dwa ważne kraje, które decydowały.
Ważne też z punktu widzenia EKR-u, ale myślę, że z punktu widzenia
bezpieczeństwa Polski kilkanaście dni temu głosowali Szwedzi.
Obóz prawicy minimalnie przegrał. Różnica była niewielka, 50 tys. głosów.
Notabene, jak analizy wskazują, podczas ostatnich czterech lat
rozdano tam 200 tys. nowych obywatelstw dla imigrantów
i ta liczba z całą pewnością wpłynęła na ten wynik wyborów.
Zobaczymy, czy lewica będzie w stanie sformułować rząd,
bo ma minimalną przewagę, a zdaje się, że mocno się zaczęła kłócić.
Dzisiaj były ważne wybory dla nas, dla Polski, dla EKR-u,
który, tak notabene, stał się właśnie trzecią frakcją
na razie z patriotami, ale myślę, że do końca roku będziemy trzecią frakcją
indywidualnie w Parlamencie Europejskim, trzecią pod względem wielkości.
Ważne wybory na Łotwie, gdzie dwie nasze partie startowały
i mamy wstępne wyniki Exit Poll, które pokazują olbrzymi sukces.
Jedna z partii zdobyła 40%, druga 10%. Być może one dwie wystarczą
do tego, żeby sformułować rząd. Natomiast te najważniejsze wybory,
które zdecydują o przyszłości Europy, odbędą się w przyszłym roku.
Mamy serię wyborów w czterech z pięciu największych krajów europejskich,
wybory prezydenckie we Francji, wybory parlamentarne w Hiszpanii, we Włoszech
i wreszcie wybory w Polsce, dla nas oczywiście najważniejsze.
Całkiem niedawno mieliśmy okazję gościć kandydata na premiera.
Wtedy wydawało się, że być może kandydata na prezydenta,
pana Bardella, który jest szefem grupy patriotów na rzecz Europy,
ale utrzymuje z nami bardzo bliskie relacje.
Pan prezydent miał okazję się z nim spotkać osobiście.
Chciałem zapytać o wrażenia z tego spotkania i o to, co mogłoby oznaczać
dla Europy zwycięstwo w każdym z tych czterech krajów,
ale przede wszystkim zwycięstwo we Francji.
Wiemy, że to jest jedno z dwóch największych krajów i o ile można omijać
czy próbować zagodzić do kąta rząd konserwatywny w Polsce, na Węgrzech,
nawet we Włoszech, to z francuskim prezydentem nikt już takich gierek
nie będzie mógł prowadzić.
Wybory są rzeczywiście ważne, a jeżeli chodzi o tego człowieka,
który jeżeli chodzi o datę urodzenia, to mógłby tutaj pewnie siedzieć.
Nie wiem, czy byłby najmłodszy.
Przy tym nie mówię tutaj o reprezentantach nieco starszego pokolenia,
których przynajmniej na oko tutaj widzę.
Natomiast, bo ma 30 lat, no teraz już 31, wtedy jeszcze miał 30 lat.
Wygląda młodo, ale tak można powiedzieć, jeżeli chodzi o taki całościowy przekaz,
tak można określić jego postaci, to wygląda dojrzalej niż jest
i jest bardzo sympatycznym człowiekiem.
Może udawał oczywiście, tego nie wiem, ale robi wrażenie rzeczywiście
tak naturalnie bardzo sympatycznego człowieka
i o naprawdę bliskich nam poglądach.
Jest taki w stylu troszkę włoski, bo nie jest Włochem w znacznej części,
bardzo znacznej części jest Włochem.
To możemy ujawnić, że rozmawiał przez chwilę z prezesem Czankiem po włosku właśnie.
I był bardzo usatysfakcjonowany tym, że może rozmawiać po włosku
i przez jakiś czas rozmowa trwała w ten sposób, że dwóch panów rozmawiała,
a pozostali jak na tureckim kazaniu, bo nikt włoskiego tam poza tym nie znał.
Także dzisiaj jest, wszystko na to wskazuje,
choć jak to zwykle w polityce bywają komplikacje,
jest kandydatem na premiera, to też jest w francuskim systemie
takim półprezydenckim, bo często mówimy, że to jest system prezydencki,
to jest półprezydencki system z punktu widzenia tych podziałów,
które stosują specjaliści od prawa konstytucyjnego, a także politolodzy.
Ale w Europie, ja mówię o tej Europie do polskiej granicy wschodniej,
silniejszych prezydentów nie ma.
On przewodniczy pracą rządu, chociaż jeżeli parlamentarne wybory
wygrają jego przeciwnicy, to wtedy jego pozycja naprawdę mocno spada.
Rządy jako premiera, pana Rzospę socjalisty pokazywały,
nie będę tutaj państwu dawał przykładów, bo one krążyły po Europie,
bo za młodzi jesteście.
Ale po prostu chpiono sobie z prezydentem.
Ale pytałem też o wizję Europy, jaka Europa powinna być,
w jakim kierunku powinna zmierzać, bo my jako Prawo i Sprawiedliwość
twardo przeciwstawiamy się próbom centralizacji,
które niestety postępują.
I jak pan po rozmowach wcześniej z panią premier Melonii,
również z liderem Voxu, który będzie odgrywał bardzo ważną rolę,
mam nadzieję po wyborach w Hiszpanii, ale przede wszystkim właśnie z Bardello
ocenia szansę na realizację tej wizji.
Jeżeli, proszę państwa, te wybory otoczyłyby się w sposób dla nas najlepszy,
czyli wszędzie wygrałaby ta strona europejska,
ale jednocześnie narodowa i suwerennościowa.
Ja tutaj nie mówię o suwernistach z Parlamentu Europejskiego,
bo to jakby ta sama nazwa, ale troszeczkę inna sprawa.
No to się to prezentuje dobrze.
Oczywiście to nie oznacza, że nasze formacje mają w każdej sprawie
taki sam pogląd.
W wielu kwestiach mają poglądy na to od siebie bardzo odległe.
Weźmy Francuzów, jeżeli chodzi o sprawy rewolucji obyczajowej.
Oni mają tutaj inny pogląd niż my.
Natomiast to byłoby otworzenie takiego okna,
przez które mogłoby naprawdę bardzo dużo świeżego powietrza.
Trzeba tu powiedzieć, że frunąć, bo wiatr wieje,
ale jak już gdzieś wchodzi, to chyba może trzeba to określić
jako frunięcie.
Od tego powietrza dostałoby się do tych pomieszczeń
w Unii Europejskiej bardzo dużo.
A kierunek byłby właśnie taki.
To powinien być związek suwerennych państw,
a to, co wspólne, bo są potrzebne regulacje tego typu,
współpraca w Europie państw demokratycznych
powinna być zinstytucjonalizowana.
To, co wspólne, zostałoby odpowiednio określone
i tutaj są realne, to znaczy w tym sensie,
że w tym nowym układzie być może możliwe do przeprowadzenia plany
takich zmian w Unii Europejskiej,
które prowadziłyby właśnie do tego rodzaju efektów.
A te zlikwidowałyby te wszystkie możliwości,
które są w traktatach, takie ułatwiające omijanie traktatów.
Ten traktat byłby dużo jaśniej, jednoznaczniej sformułowany.
To sprawa pierwsza.
A po drugie przebudowywana byłaby także architektura
władz Unii Europejskiej i przede wszystkim
przestałaby istnieć Komisja Europejska,
która w tej chwili jest w istocie jedynym źródłem
prawdziwej władzy w Unii,
ale za tym oczywiście stoją wpływy poszczególnych państwa.
Tutaj wpływy niemieckie dalece przewyższają wszystkie inne,
chociaż kiedyś było inaczej.
Kiedyś największe wpływy mieli Francuzi
i powstałby za to tylko sekretariat Rady Europy.
W ten sposób można by powiedzieć,
że ten dzisiaj bardzo niedobry, szkodzący, chory twór
zostałby zlikwidowany i to byłoby bardzo ważne.
To w wielkim skrócie oczywiście opisuje,
to zostanie nie tak długo przedstawione
podczas jednej z konferencji,
ale takich nie naszych, tylko szerszych konferencji,
jakie my mamy tutaj propozycje.
Oczywiście to też będzie na pewno sprawa do rozmowy,
ale tego rodzaju koncepcja już została sformułowana.
Zresztą ona była sformułowana także sporo lat temu,
kiedy podjęliśmy, powiedzmy sobie, mało skuteczną próbę
przekonania do tego pani Merkel,
ale ona kiedy zobaczyła, że my nie fruwamy gdzieś w chmurach,
tylko mamy zupełnie konkretne plany zmiany,
konkretnych przepisów, traktatów,
to jakby jej entuzjazm opadł.
No i sprawa zakończyła się na niczym.
Ale myśmy tego rodzaju plany mieli zawsze.
Nie jest prawdą, że byliśmy partią antyeuropejską kiedykolwiek,
w tym sensie, że nie widzieliśmy tej potrzeby koordynacji,
potrzeby tego zinstytucjonalizowania,
jak już mówiłem, współpracy państw europejskich,
tych państw demokratycznych.
Widzieliśmy, ale z drugiej strony widzieliśmy też,
jakie są słabości Unii.
No i te słabości oczywiście można by tutaj na ten temat
mówić do nocy, ale...
Mamy sporo czasu.
Mamy sporo czasu, ale proszę państwa,
pamiętajcie państwo, że to jest zawsze tak,
że deklaracje są twarde, a później cara powoli,
a później coraz szybciej się opróżnia.
Nawet w okresie, kiedy te spotkania z politykami
były niezwykle popularne, właściwie na każdym
można było liczyć na pełną albo nawet nabitą salę,
to jednak jeżeli spotkanie się bardzo przedłużało,
a wtedy to było często, bo po prostu publiczność była bardzo aktywna,
była straszna sytuacja w Polsce, głodne dzieci itd.,
to jeżeli na przykład to trwało 5 godzin,
to przy końcu ludzie byli, ale to już była tylko połowa sali.
To był chyba rekord z tych moich przypadków, można powiedzieć.
Więc nie deklarujcie zbyt mocno tej gotowości,
bo później z praktyką bywa różnie.
Dzisiaj informacja dla tych, którzy nas oglądają przez internet,
sala jest nabita.
Nie ma problemu żadnego z frekwencją.
Chciałbym się przenieść za Atlantyk.
Rozmawialiśmy też rok temu trochę o Trumpie.
Przez ten rok wydarzyło się oczywiście bardzo wiele.
Całkiem dawno, 17 września, Trump poinformował na portalu X,
dawnym Twitterze, że w zasadzie podjął już decyzję
dotyczącą lokalizacji stałej bazy amerykańskiej.
To jest też olbrzymi sukces, przede wszystkim olbrzymi sukces
naszego środowiska.
My te starania o to, żeby zachęcić Amerykanów do stałej obecności
zaczęliśmy wiele lat temu.
Pamiętam, że już 10 lat temu pan prezes toczył pierwsze rozmowy
z doradcami Trumpa, jeszcze wtedy nieurzędującego,
dopiero wybranego, mówię o Rudym Julianim.
Później wizyta Trumpa w 2017 roku, do której on przywiązuje
olbrzymią wagę i która nam ze względu na atmosferę,
która tutaj w Warszawie stworzono, dla niego bardzo pomogła
w kolejnych staraniach.
Ale jak pan ocenia jego prezydenturę dla relacji
polsko-amerykańskich?
No i jak pan ocenia też działania rządu w tej sprawie?
Z punktu widzenia tych relacji mamy sytuację dużo lepszą
niż ta, która była poprzednio, bo wtedy te relacje opierały się
tak naprawdę na delakoj idącej ingerencji amerykańskiej
w polskie sprawy wewnętrzne.
Po prostu, jak już dzisiaj wiemy i Trump to właśnie ujawnił,
wpłynęła tutaj bardzo duża pomoc dla różnego rodzaju ośrodków,
zwykle mających charakter w sensie prawnym fundacji,
które zwalczały nas i to w sposób bardzo intensywny.
Co do pomocy dla formacji politycznych, z którymi walczyliśmy,
to nie chcę tutaj mówić czegoś, na co nie mam procesowych dowodów,
ale moje przeświadczenia są, można powiedzieć, mocne,
ale nie będę ich tutaj prezentował.
To jest po pierwsze.
A po drugie polityka amerykańska była wtedy bardzo,
ale to bardzo ostrożna, jeżeli chodzi o stosunki z Rosją.
Zresztą to była wtedy polityka właściwie całego zachodu.
Nawet jeżeli się coś przygotowywało, takiego co miało utrudnić
na przykład ewentualną agresję ze strony Rosji,
to mówiło się, że to jest na przykład przeciwko Iranowi.
Nawet ta baza, która miała powstać w Polsce, nie powstała w końcu.
Znaczy powstała, ale w bardzo zredukowanej formie
i jeszcze do tego dużo później niż miała powstać.
Ona też przecież miała być skierowana przeciwko ewentualnym rakietom irańskim,
które by mogły tędy lecieć dalej albo nawet tutaj po to, żeby spaść na Polskę.
Nie mówiono w ogóle wprost o Rosji nawet w takich rozmowach w cztery oczy.
No rozumie pan o co chodzi, ale tak nie możemy o tym mówić.
Później się już oczywiście po wybuchu wojny to troszkę zmieniło,
ale też nie do końca i może kiedyś mi się uda opisać,
jak to wyglądało w pierwszym okresie wojny.
Jeżeli chodzi o, można powiedzieć, daleko idącą ostrożność.
Choć były też, że było jasne, odważne plany,
ale nie mam tutaj możliwości ze względu na tajemnicę państwową mówienia o tym.
Były też plany odważne, ale jakoś tak w praktyce to szło w inną stronę,
chociaż pomagano, pomagano na różne sposoby.
Oczywiście tutaj my byliśmy na bardzo dobrej pozycji.
Sądzę, że wtedy po prostu drugiej, no ale jednak na pierwszej byli Amerykanie.
To też trzeba o tym pamiętać.
Natomiast jeżeli chodzi o tą administrację,
ona jak wiadomo jest po raz drugi,
chociaż personalnie poza oczywiście Trumpem jest mocno zmieniona,
to mamy do czynienia z podejściem nieporównanie lepszym.
Oni proponują nam już, tak to można w tej chwili powiedzieć,
chociaż ta inicjatywa wyszła z Polski, ten Ford Trump,
co oznacza już stałą obecność, a nie rotacyjną.
I to jest zmiana statusu Polski,
bo ta obecność rotacyjna wynikała z pewnych porozumień
jeszcze z lat dziewięćdziesiątych i w ogóle z polityki,
która została przez Busha starszego rozpoczęta przemówieniem w Moguncie.
To było w maju 89 roku, gdzie mówił o partnerstwie w przywództwie z Niemcami,
a Niemcy jak wiadomo bardzo dbały o dobre stosunki z Rosją
i to jest stara niemiecka tradycja, można powiedzieć bismarkowska tradycja.
I wtedy było ciężko, bo nasza część Europy była jakby w NATO drugiej klasy,
jeśli nie trzeciej.
Przedtem też zresztą tak było, ale tu już nie chcę wchodzić w szczegóły,
to znaczy przed upadkiem Związku Sowieckiego też niektóre kraje w NATO,
no szczególnie Norwegia miała trochę inny status.
Ale to było dla nas dolegliwe i dopiero teraz po długich,
można powiedzieć walkach, tylko że w tych walkach właściwie tylko jedna strona,
nawet nie strona, tylko jedna partia polityczna występuje
jako zdecydowany zwolennik takiej zmiany, bo jeżeli chodzi o rządy Tusk,
ale także podstawę niektórych innych partii, w tej chwili formalnie opozycyjnych,
ona też nie jest jednoznaczna.
My po prostu chcemy ostatecznie mieć i to można powiedzieć nie w deklaracjach,
nie w jakimś akcie, jakiejś umowy, tylko po prostu wprost,
poprzez fakty ten status równy z innymi.
A częścią tego statusu jest obecność wojsk amerykańskich,
ale już na stałe. One są na stałe, ale formalnie jest to rotacja.
Z tym, że poziom obecności tych wojsk jest utrzymywany.
A Fort Trump to byłaby już zupełnie inna jakość.
Ktoś może powiedzieć, że no cóż, tych żołnierzy jest stosunkowo nie tak wiele.
Jeżeli chodzi o amerykańskie jednostki wojskowe,
to tam dywizja liczy 30 tysięcy żołnierzy,
oczywiście dywizja na stopie wojennej, jak to się mówi.
A więc te 15 tysięcy, które by mniej więcej były tutaj,
to połowa dywizji. Ktoś powie mało.
Po pierwsze i takie siły amerykańskie bardzo dużo mogą,
bo weźcie tą bitwę w Syrii między Wagnerowcami.
Wagnerowcy to po prostu rosyjscy żołnierze,
którzy się zaciągnęli, doświadczeni w walkach i zupełnie dobrze uzbrojeni.
A Amerykanami doszło do takiej bitwy kilka lat temu.
No i jeżeli chodzi o straty obu stron,
to szanowni państwo, pewnie byście nie zgadli,
chyba że ktoś to po prostu wie.
Ktoś wie?
To powiem. Tamci stracili 400 zabitych, a strona amerykańska jednego.
400 do jednego to naprawdę się na polach bitew niezmiernie rzadko zdarza.
Więc to też trzeba brać pod uwagę, ale przede wszystkim
zaatakowanie Amerykanów przez Rosjan to oznacza wojnę.
Amerykanie nie będą mieli wtedy innego wyjścia,
a Rosjanie chcą ekspansji, chcą odbudowy imperium,
ale wojny takim zachodem ze Stanami Zjednoczonymi
z całą pewnością nie chcą, bo nie wiem jak oceniają swoje szanse,
ale jeżeli choćby wziąć pod uwagę wojnę na Ukrainie,
no to te szanse byłyby jednak mizerne.
Pod jednym warunkiem, proszę państwa, że z udziałem Stanów Zjednoczonych,
bo gdyby to była tylko Europa, no to się nie chce o tym myśleć.
A jak pan ocenia wypowiedź Radosława Sikorskiego,
który zaczął kręcić nosem na nazwę Ford Trump?
Czy Sikorski i Tusk mogą zrobić to samo, co w 2008-2009 roku,
kiedy na ostatniej prostej pokrzyżowali plany śp. prezydenta Kaczyńskiego,
który wynegocjował umowę z odchodzącym prezydentem Bushem,
w efekcie czego nowy prezydent Obama, też 17 września,
ale miał dla nas dużo gorszą wiadomość o rezygnacji
z ówczesnych planów bazy w ramach tarczy antyrakidowej.
No i jeżeli się utrzymają przy władzy, to mogą.
Na szczęście do wyborów jest w tej chwili rok,
bo tak rok, miesiąc, może nawet bliżej roku niż jednego miesiąca.
I dlatego mamy szansę temu zapobiec.
A czy są takie intencje? Ja osobiście sądzę, że są,
że mają taką intencję, bo tego rodzaju rozwiązanie
bardzo nie podoba się także Niemcom.
A ta władza jest tak bardzo już proniemiecka,
że można zapytać, czy po prostu nie jest niemiecka.
I tyle.
Tak, i ewidentnie mamy chyba pierwszy raz w historii
w Białym Domu lokatora prezydenta,
który nie przedkłada interesów Niemiec ponad interesy Polski.
Też miałem okazję być świadkiem jego rozmów z prezydentem Nawrockim.
To, co mówił ewidentnie wskazuje na to, że mówiąc delikatnie,
nie ma jakiegoś dużego sentymentu do naszego zachodniego sąsiada.
Chciałbym, bo zostałem poproszony jeszcze o kilka pytań z sali,
ale chciałbym jeszcze na koniec zapytać o kwestię
aktywności młodych ludzi.
Jakby pan przekonał młodych ludzi, którzy nas oglądają,
tych, którzy są na tej sali pewnie przekonywać nie trzeba,
bo oni w jakiś sposób się organizują, starają się być aktywni,
ale tych, którzy nie widzą dzisiaj potrzeby nie tylko zaangażowania w politykę
czy w jakieś organizacje młodzieżowe, ale wręcz głosowania.
Dlaczego warto z punktu widzenia młodych ludzi dzisiaj
angażować się w politykę, a przynajmniej śledzić to,
co się dzieje w polityce?
Mówiąc krótko, naprawdę lepiej żyć w suwerennym państwie,
bezpiecznym i mającym realnych sojuszników,
a dokładnie to przede wszystkim jednego realnego,
czyli bardzo silnego sojusznika, ale jednocześnie silną armię,
bo jak się ktoś nie umie bronić samemu, to nie dostanie pomocy,
to trzeba sobie z tego zdawać sprawę, Ukraińcy ją dostali,
chociaż nie bezpośrednio, bo żadne wojska tam nie wkroczyły
i nie walczą z Rosjanami, ale bardzo znaczącą,
bez tej pomocy w żadnym wypadku nie byliby w stanie tej wojny prowadzić,
ale dlatego, że się obronili, że byli w stanie bronić się długo,
nawet zanim ta pomoc zaczęła nadchodzić,
chociaż ona po części już przyszła przed wybuchem wojny.
Mówię tu o zbrojeniu, mówię tu o różnych rzeczach,
które przedtem nie mieli, a które się bardzo przydały w tej pierwszej fazie wojny.
I tego rodzaju perspektywę życia w kraju,
z jednej strony bezpiecznym, a z drugiej strony rządzonym
przez formację prawicową w sferze wartości,
w sferze tego, co nazywamy wspólnotą narodową.
Partię przekonaną, że ta wspólnota narodowa powinna być czymś realnym,
że ona musi się opierać na solidarności społecznej
i że w związku z tym polityka w tej sferze, właśnie w sferze polityki społecznej
musi być, nazwę to krótko, odpowiednia niż w państwie,
które nie jest bezpieczne, bo szanse na wybudowanie europejskiej siły,
aby była w stanie przeciwstawić się skutecznie Rosji są,
powiedzmy sobie, bardzo, ale to bardzo niewielkie,
żeby nie powiedzieć po prostu żadne.
Tutaj wchodzą w grę interesy tych najsilniejszych państw,
które chętnie deklarują, że one są za wszystkim,
pod warunkiem, że jednak nikt nie sięgnie do ich armii,
nikt nie sięgnie do ich kasy zbyt głęboko.
Teraz macie państwo przecież ten spór o budżet w Unii Europejskiej,
on jest mocno zredukowany, a jeszcze do tego mamy żądanie redukcji
co najmniej o 10%, to jest żądanie niemieckie.
10% to jest około 200 miliardów euro,
a my w niektórych dziedzinach naprawdę tracimy po 30 kilka procent,
na przykład w rolnictwie.
Poza tym jest sprowadzana zasada warunkowości wobec całego budżetu,
a warunkowość w obecnym kształcie Unii byłaby po prostu zwalczaniem rządu,
które się centrali nie podobają, a które się przede wszystkim
nie podobają w Berlinie.
I to jest coś upokarzającego dla Polaka,
który się rzeczywiście czuje Polakiem,
jednocześnie szkodliwego w wymiarze społecznym.
Myśmy dzisiaj na konferencji w takim podsumowującym w jakiejś mierze
referacje pana ociepy, pana posła ociepy,
przewodniczącego Stowarzyszenia Odnowa,
sformułowali, no bo to on przecież robił to dla partii w imieniu partii,
taki oto postulat, żeby w sile nabywczej polskie PKB
nie później niż w 1935 roku zrównało się z niemieckim.
Państwo są młodzi, ale to naprawdę nigdy w historii Polski się nie zdarzyło,
może poza okresem końca wojny trzydziestoletniej w Niemczech,
no bo wtedy Niemcy były potwornie zrujnowane, a Polska jeszcze nie,
to już tuż przed tą ruiną, bo to się zaczęło od powstania Chmielnickiego,
ale też nie wiem, czy wtedy miało wyższe PKB,
bo to historycznie te PKB jest obliczane,
oczywiście to jest zawsze troszeczkę niepewne, ale jest obliczane.
Ktoś może powiedzieć niemożliwe, no jeżeli uzyskamy kilka procent wzrostu rocznie,
troszkę więcej niż w tej chwili, to jest możliwe,
bo między 56 a 73 jest różnica, znacząca różnica,
ale to nie jest taka różnica, której przy wyraźnie szybszym rozwoju niż Niemcy
nie da się w ciągu tych dziewięciu lat rozwiązać, to znaczy dogonić.
I dlatego w takim państwie życie będzie po prostu lepsze, bogatsze
pod każdym względem i to stworzy też możliwość rozwiązania takich problemów
jak problem mieszkaniowy, jak problem niskich płac,
bo jednak ten problem w Polsce w wielu grupach społecznych istnieje,
choćby nauczyciele na przykład i pozwoli także na to,
żeby to życie było naprawdę atrakcyjne.
Dzisiaj się ogromnie różni, szczególnie po naszych rządach
w stosunku do tego, co było przedtem, ale może być jeszcze znacznie lepiej.
Pod tymi rządami, proszę państwa, to naprawdę koniec Polski.
Musicie sobie państwo z tego zdawać sprawę i pan się tutaj uśmiecha,
ale to nie ma się z czego śmiać.
To jest po prostu kwestia doświadczenia i politycznej wyobraźni.
Naprawdę w tej sytuacji, która byłaby, gdyby ta formacja zwyciężyła
te takie najmanowskie plany redukcji Polski do pozycji takiego małego,
nie mówię tutaj o redukcji terytorialnej, chociaż i tego bym nie wykluczał,
państwa całkowicie podporządkowanego Niemcami są zupełnie realne.
Natomiast pod innymi rządami mamy dostateczne siły, żeby się przed tym obronić.
No i miejmy nadzieję, że też będziemy mieli tutaj sojuszników,
żeby się obronić i żeby sytuację w Europie zmienić.
Skąd inąd ta zmiana ma też te aspekty, o których najczęściej się mówi.
Koniec zielonego ładu, który niszczy europejską gospodarkę.
Koniec szaleństw ideologicznych, które niszczą tkankę społeczną.
Krótko mówiąc, koniec tego wszystkiego, co jest w interesie pewnych grup ideologicznych,
ale także i w interesie niektórych państw, a szczególnie Niemiec w tej chwili w Europie wprowadzane.
I to wprowadzane na siłę, wbrew przepisom konstytucji.
Wprowadzane w ten sposób, tutaj mówię o Polsce w tym momencie,
w ten sposób, że ma to prowadzić do tego, żeby nasza sytuacja pod tym względem
zrównała się z sytuacją państw zachodnich,
a pod tym względem ich sytuacja jest po prostu fatalna.
Tutaj mówię także oczywiście o nielegalnej i legalnej imigracji.
Więc zastanówcie się nad tym, czy to nie będzie tak,
że jak zostaniecie pobici przez takiego emigranta
i będziecie próbowali się temu przeciwstawić, to będziecie rasistami.
A już takie wypadki w Polsce bywają.
Już mamy do czynienia z tym strachem ze strony sił policyjnych i policji podobnych
do ingerowania, do stawiania sprawy zgodnie z faktami.
To na przykład w Anglii doprowadziło do sytuacji zupełnie niebywałych.
Wykorzystywano, gwałcono dziewczynki, nie dziewczyny, tylko dziewczynki po prostu
i następnie nie miało to żadnych następstw prawnokarnych.
Więc, bo gdyby to zrobiono, no to pakistańczycy mogliby mieć to za złe.
Bo to robili akurat pakistańczycy. Ale oczywiście nie twierdzę,
że to tylko pakistańczycy, no to są w ogóle praktyki innej cywilizacji.
No i musimy o tym pamiętać, że nas to też może spotkać i nie jest to takie odległe.
Gdyby ta władza mogła kontynuować swoje rządy, to sądzę, że to jest wtedy całkiem nieodległe.