Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Krzysztof Bosak: alerty RCB sieją chaos zamiast ostrzegać

Krzysztof Bosak: alerty RCB sieją chaos zamiast ostrzegać

Krzysztof Bosak skrytykował system alertów RCB i powiadamiania ludności podczas konferencji Konfederacji 1 października. Wskazał na częste komunikaty, brak jasnych procedur i potrzebę bezpiecznego kanału ostrzegania przed realnymi zagrożeniami.

Alerty RCB i bezpieczeństwo cywilne


Bosak ocenił, że mieszkańcy otrzymują zbyt wiele alertów, także o sprawach, które nie wymagają pilnej reakcji. Jego zdaniem nadmiar komunikatów może prowadzić do dezorientacji i osłabiać gotowość do reagowania na rzeczywiste niebezpieczeństwo.

Procedury i ewakuacja


Polityk odniósł się do sytuacji z 17 września, kiedy w szkołach i urzędach przeprowadzano ewakuacje bez jednolitych instrukcji. Podkreślił, że mieszkańcy powinni wiedzieć, jak rozumieć polecenie udania się w bezpieczne miejsce i gdzie szukać wiarygodnych informacji.

Technologia systemu ostrzegania


Bosak postuluje stworzenie szybkiego, zdefiniowanego kanału komunikacji z obywatelami, który ograniczałby ryzyko podszywania się pod RCB i opóźnień typowych dla SMS-ów. Zwrócił też uwagę na przestarzały, jego zdaniem, sposób uruchamiania syren alarmowych.

Wydatki i odpowiedzialność


Wypowiedź dotyczyła również wydatków na ochronę ludności i obronę cywilną oraz braku jasno określonych celów i kontroli ich wykorzystania. Bosak wskazał, że problem systemu ostrzegania narastał za rządów PiS i pozostaje nierozwiązany za rządów Donalda Tuska.

Krzysztof Bosak — migawka z przemówienia: Krzysztof Bosak: alerty RCB sieją chaos zamiast ostrzegać (01.10.2026)

Pozostałe tematy konferencji


W odpowiedziach na pytania Bosak mówił także o obniżeniu danin na paliwa, sprawie Marcina Romanowskiego, negocjacjach dotyczących obecności wojsk amerykańskich oraz standardach sprawnościowych w służbach mundurowych.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Dzień dobry Państwu. Chcemy dziś zabrać głos na wspólnej konferencji prasowej z jednym z naszych liderów Konfederacji na Podkarpaciu, Piotrem Pomykałą na temat alertów RCB i systemu powiadamiania ludności, który nie działa, nie działa na wielu poziomach, pomimo że wydawane są na obronę cywilną, na sprawy kryzysowe, ogromne pieniądze. Zacznę może od tych pieniędzy, żebyśmy sobie uświadomili, jak duże są to wydatki. W 25 roku wydano 16 miliardów złotych, w 26-17, a w kolejnych latach to ma być ponad 100 miliardów złotych. Nie, nie przesłyszeli się Państwo, mówimy dotychczas o kilkudziesięciu miliardach złotych i w przyszłości o ponad 100 miliardach złotych. Na co? Na program ochrony ludności i obrony cywilnej. Jak te pieniądze są wydawane? Jak kto chce. Bez żadnego planu, bez kwantyfikowalnych celów, bez jakościowej kontroli, bez z góry założonego planu, jakie dokładnie zdolności mają być osiągnięte. Zdolności to jest podstawowe pojęcie i nie tylko w obronności, ale także w bezpieczeństwie cywilnym powinno być, przynajmniej jest, w Polsce chyba niestety nie jest. W związku z czym rząd zrobił to, co potrafi najlepiej i co zresztą naśladuje rząd PiSu, który robił w przeszłości dokładnie to samo, to znaczy ustanowił swój własny nowy fundusz rozdawniczy i powiedział gminom weźcie to i wydawajcie. No i gminy wydają. Tylko czy z tego wynika większe bezpieczeństwo? Nic na to nie wskazuje proszę państwa. W każdym razie ja jako człowiek zainteresowany tematyką bezpieczeństwa, na razie bywając na konferencjach, słuchając dyskusji, wypowiedzi polityków nie słyszę o tym wzroście bezpieczeństwa, a raczej widzę narastającą dezorientację naszego społeczeństwa i narastające zaniepokojenie, a nawet narastające przekonanie, że rząd wykorzystuje temat wojny do celowego siania niepokoju w społeczeństwie po to, żeby uzyskać tak zwany efekt flagi, która notabene zdaniem socjologów w Polsce podobno nie występuje, to znaczy, że społeczeństwo będzie się bardziej jednoczyć wokół rządu w sytuacji zagrożenia. My jesteśmy zwolennikami dbania o bezpieczeństwo, ale jednocześnie nie jesteśmy zwolennikami bezsensownego siania paniki w społeczeństwie. I proszę państwa to, czego doświadczają mieszkańcy Rzeszowa, jeżeli chodzi o alerty RCB, to jest całkowicie nieakceptowalne. We wrześniu, według tego co słyszę od Piotra, od działaczy i od mieszkańców, RCB rozesłało już kilkadziesiąt różnych komunikatów w sumie w ponad 10 różnych dni. Tak nie powinno być. Te alerty były wysyłane między innymi 5, 8, 10, 12, 13, 15, 16, 17, 24, 28 września, a na tym lista pewnie się nie kończy, bo i w ostatnie dni września z tego co słyszę od Piotra, nie stracili okazji, żeby informować, a to o pogodzie, a to o szczypiące nalisy, a to, że na Ukrainie trwa atak, a to, że polskie lotnictwo operuje w powietrzu. I co więcej, duża część tych alertów RCB, bo poprosiłem o to, żebym zobaczył, sam dostaję alerty RCB tam, gdzie mieszkam pod Warszawą, natomiast poprosiłem, żeby mi to przesłać. I co mnie zadziwiło, proszę państwa, w sytuacji, kiedy w żadnym wypadku do niczego nie doszło, a czasem są to alerty informujące, nie wiem w sumie po co tak naprawdę, o standardowych działaniach polskich sił zbrojnych, co nie powinno być powodem do strachu dla Polaków. Jeżeli polskie lotnictwo operuje w powietrzu, to to nie jest powód do strachu, to jest powód do dumy, albo do przekonania, że wszystko jest na swoim miejscu. I RCB tytułuje te alerty UWAGA, UWAGA, UWAGA z wykrzyknikami pisane kapslokiem. I tak po kilka razy dziennie. No proszę państwa, tak się nie da funkcjonować. I zaowocowało to chaosem, do którego doszło 17 września, że szkoły czy urzędy były ewakuowane, przy czym ewakuowane bez żadnego planu, bez żadnego przećwiczenia. Jedni schodzili do piwnic, inni wychodzili na plac. Niektóre dzieci były przestraszone, niektóre płakały. Nikt właściwie nie wiedział, do czego to ma prowadzić. I jaka jest odpowiedź rządu i ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo mianowanych z ramienia rządu Donalda Tuska do tych spraw? Śledź komunikaty. Proszę państwa, no ale gdzie mamy śledzić te komunikaty? Gdzie są te komunikaty? Tego już się nie dowiemy. Mamy też kabaretowe wręcz sytuacje, jeżeli chodzi o ten cały system powiadamiania. Na przykład z jednej strony w zakresie cyberbezpieczeństwa jesteśmy informowani, że mamy nie klikać w linki, z drugiej strony raz RCB samo rozesłało SMS-a z linkiem i jak wszyscy obywatele zaczęli w ten link klikać, no bo dostali to od RCB, więc prawdopodobnie zaufali, to się okazało, że strona jest nieprzygotowana na taki ruch i przez kilka godzin w ogóle nie działało. To jest, proszę państwa, kabaret. A jak wygląda poważna komunikacja ze społeczeństwem? Przede wszystkim ona nie powinna się odbywać przez SMS-y. Ona się powinna odbywać przez specjalny kanał stworzony we współpracy z telekomami, z operatorami telekomunikacyjnymi, zdefiniowany kanał na poziomie technologicznym, który w odróżnieniu od kanału SMS nie ma kilkugodzinnego opóźnienia, który po drugie nie ma ryzyka, że ktoś się będzie podszywał. Obecnie SMS nie jest bezpiecznym kanałem komunikacji z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Można przy wykorzystaniu nawet bezpłatnych bramek w internecie wysłać fałszywy alert, fałszywy SMS podszywając się nawet pod RCB. To jest po prostu technologicznie możliwe. No i przede wszystkim powinien istnieć jednak zdefiniowany kanał, w którym publikowane są te komunikaty. Taki kanał w tej chwili nie istnieje. Bywa tak, że RCB rozsyła jakiś komunikat, a zależne od rządu i przejęte zresztą bez właściwej ustawy media w tym samym czasie nadają muzykę, albo nadają w ogóle informacje z tym niezwiązane, albo w ogóle nic nie nadają. Więc w jaki sposób my budujemy w społeczeństwie przyzwyczajenie, że co? Że ludzie są zaniepokojeni przez te SMS-y, włączają np. Polskie Radio albo włączają kanał TVP Info i tam nie ma żadnej koordynacji z tym, co jest podawane. To się musi skończyć. I stąd mój apel i postulat. Skończmy z tymi po prostu absolutnie nieprofesjonalnymi praktykami siania niepokoju w społeczeństwie. Nie róbmy tak, żeby wykorzystywać możliwość powiadamiania ludzi bez ładu, bez składu i bez końca. Odfiltrujmy rzeczywiście nieistotne rzeczy od tego, o czym ludzie powinni być powiadamiani. Nie wiem jak Państwo, ale ja nigdy nie miałem problemu ze szczepionką na lisa, dla lisów na wściekliznę. Nie znam nikogo, kto by miał. Literalnie nikogo. Częściej słyszałem o tak rzadkim zjawisku jak pogryzienie przez bobra niż zatrucie szczepionką na lisy. Więc proszę Państwa, może po prostu skupmy się na tym, co jest rzeczywiście istotne, to znaczy na rzeczywistych zagrożeniach. I teraz jeżeli jakiś dron czy jakaś rakieta przekroczy granicę Polski, to ludzie z gmin, gdzie to leci, powinni być powiadomieni. Tylko do tego trzeba kanału, który nie ma kilku godzin opóźnień. I moje podejrzenie jest takie, że oni wysyłają po prostu te śmieci informacyjne, dlatego że wiedzą, że nie są w stanie obywateli informować na bieżąco, więc rozsyłają wszystko, co się da, żeby mieć to, co w administracji nazywa się dupochronem. To znaczy po prostu, żeby każdy miał odfajkowane swoje obowiązki i żeby nikt się do nikogo nie mógł przyczepić, jak coś gdzieś komuś rzeczywiście na głowę spadnie. A to, czy poczucie bezpieczeństwa wśród ludzi od tego się wzmaga, wzmacnia czy spada, to oni mają w nosie, bo kto wie, kto jest szefem RCB, kto wie, kto polecenia wydaje, no nikt nie wie. To są jacyś anonimowi, z punktu widzenia zwykłych obywateli, biurokraci, którzy ostatecznie przed nikim nie odpowiadają. Notabene warto powiedzieć, że te zaniedbania to nie jest dziedzictwo rządu Tuska, to się ciągnie od czasu rządu PiS-u i już w okresie rządu PiS-u, i wiem to z pierwszej ręki od ludzi, którzy pracowali w RCB, była pełna świadomość, że ten system jest anachroniczny i nic z tym nie zrobiono, dlatego że próba zreformowania i unowocześnienia i wzmocnienia RCB ugrzęzła w sporach pomiędzy Kancelarią Premiera i MSW. I tak jest to do dziś. I trzeba mówić, że to jest problem ponadpartyjny, to nie jest sprawa tylko PiS-u, tylko platformy. Mamy po prostu ludzi nieodpowiedzialnych, którzy zarządzają tym i się bawią w wysyłanie SMS-ików i robienie ludziom alarmów i straszenie ludzi bezwłaściwej do tego podstawy, a jak rzeczywiście rakieta przekroczy polską granicę, to wtedy nie informują, bo nawet czasem o tym niestety nie wiedzieli. Tyle z mojej strony. Oddaję głos Piotrowi Pomykale, który z perspektywy obywatela i mieszkańca Podkarpacia coś więcej na ten temat powie. Już o tym informowaliśmy na konferencji z europosłem Tomaszem Buczkiem, jak nie było procedur 17 września, ale podkreślę, bo minął miesiąc, dzisiaj jest 1 października, we wrześniu naliczyłem 37 powiadomień z RCB i o tym często już informowaliśmy, że ludzie nie reagują już na te powiadomienia. Często je blokują, wyciszają, ale jakby się cofnąć w czasie, w sierpniu było ich tylko 6. Czy coś nadzwyczajnego zmieniło się w sytuacji geopolitycznej, że taka intensyfikacja nastąpiła? Nie sądzę. Tutaj mamy informację o tym, że mieszkańcy, to co powiedział marszałek, różnie reagowali, ponieważ dostawali różne instrukcje. W urzędach często schodzono do piwnic, dzieci w niektórych szkołach wypuszczano, w niektórych przetrzymywano w szklanych pomieszczeniach, w wielkich halach, ale np. w galerii życie toczyło się normalnie. Więc to, że nie było jednolitych procedur, o tym już informowaliśmy, ale proszę Państwa, jeśli komunikat brzmi udaj się w bezpieczne miejsce, a ludzie nie wiedzą, jakie to jest bezpieczne miejsce, to dajcie nam poradnik bezpieczeństwa. To jest wspaniała lektura, do której zachęcają nas m.in. wicewojewoda Busch bardzo zachęcał do tego, tylko mamy tam sprzeczności. Z jednej strony mamy sytuację, że informują nas, jak konkretnie reagować na konkretne sygnały, a z drugiej strony na edukację, ponieważ środki na ochronę ludności, obronę cywilną są spore. Na Podkarpaciu to jest około 300 mln zł rocznie. Jednak na edukację to jest procent z tego. Więc mamy problem z tym, że tych sprzeczności które dzisiaj zauważamy w rozdziale o zagrożeniach spowodowanych blackoutem, mamy np. informacje o tym, żeby przygotować alternatywne źródło ogrzewania. Ale polskie państwo działa przeciwnie, tzn. zniechęca do tego, żeby posiadać dodatkowe kominki, piece. Byliśmy przed chwilą u polskiego przedsiębiorcy, który również się z tym zmaga i o tym nas informuje. Ale są też przedsiębiorcy z Podkarpacia, inżynierowie, którzy chcieliby zadziałać w systemie ostrzegania, informować społeczeństwo. Również odbijają się od ściany. Machina biurokratyczna działa tak, że nie umożliwia im finansowania ich pionierskich pomysłów. My zachęcamy do tego, żeby na tym się zastanowić, ponieważ te rozwiązania z technologii systemu dual use mogłyby umożliwić z jednej strony odstraszanie zwierzyn, a z drugiej strony informowanie o zagrożeniach czy wyłapywanie tych zagrożeń. Podsumowując, komunikaty dla mieszkańców muszą być zrozumiałe i klarowne. W tej sytuacji, którą mieliśmy miejsce 17 września państwo polskie nie zdało egzaminu. Musimy z tego wyciągnąć wnioski. Środki są, dysponujemy pokaźnymi środkami, ale przede wszystkim my musimy zdawać sobie sprawę, że potrzebujemy dużo szkolenia i informowania opinii publicznej o faktycznych zagrożeniach. Nie nadprodukcji, bo jeśli zastąpimy powiadomianie smsami innym systemem, inną technologią, ale jeśli będziemy nadal komunikować tak nadmiernie często, to też nie będzie miało to racji bytu. Jeśli są jakieś pytania. Jeszcze jedną rzecz dodam proszę państwa, bo obok tych smsów mamy jeszcze temat syren i to też jest co ostatnio wyszło z tymi syrenami. Nie wiem czy państwo wiecie, ale z jednej strony jest XXI wiek, mamy światłowody, mamy karty SIM, mamy łączność opartą o system GSM, a z drugiej strony system uruchamiania syren jest oparty w tej chwili o gońców, o ludzi, którzy mają odebrać komunikat i następnie gdzieś tam jechać, gdzieś tam iść w godzinach liczonego czasu, stawić się, coś uruchamiać. Nie da się tak zarządzać w czasie, kiedy rakiety z baz wrogowskozastawionych wojsk do polskich obiektów lecą parę minut, to my działamy w oparciu o system gońców, którzy są urzędnikami, nie są w ogóle w trybie zmianowym. Mamy dwie służby co najmniej w trybie zmianowym, które działają co najmniej dwie służby, czyli Państwową Straż Pożarną i oczywiście Policję Cywilną plus Wojsko, które oczywiście ma swoje stanowiska z dowodzenia całodobowe i mając w sumie trzy formacje mundurowe utrzymujące całodobowe stanowiska dowodzenia, my powiadomienie ludności zrzucamy na urzędników, którzy w ogóle nie mają całodobowego trybu pracy i którzy mają być gdzieś tam w gotowości i jak coś tam przyjdzie, to gdzieś tam mają jechać i coś uruchomić. W momencie, gdzie przy tym urządzeniu można by je połączyć światłowodem albo zainstalować do niego na zapas jeszcze kartę SIM i po prostu w RCB, w programie wcisnąć jeden przycisk i uruchomić te syreny tam, gdzie trzeba. W ogóle nie trzeba by się komunikować z samorządami, w ogóle nie ma takiej potrzeby, ale nie ma w ogóle myślenia w tym kierunku i my tutaj z działaczami młodszego pokolenia, z Konfederacji, którzy rozumieją takie rzeczy, z ruchu narodowego, ale też i od naszych partnerów z Nowej Nadziei, my chcemy po prostu ten sektor bezpieczeństwa wprowadzić w XXI wiek, zrobić to na poważnie, bo tak jak w tej chwili, to jest naprawdę, to urąga jakieś powadze państwa, które, no nie wiem, ma rozwiniętą gospodarkę i rozwinięty prywatny sektor i rozwinięte technologie. Także to jest to przysłowa państwo z dyktyn, na które my się nie zgadzamy. Pytania państwa, proszę bardzo. Panie redaktorze, to jest bardzo trudna decyzja, ja nie śmiałbym doradzać prezydentowi. Sam jestem ciekaw, jaką decyzję podejmie. Natomiast powiem, co my byśmy zrobili. My już w 2021 roku przedstawiliśmy program obniżki cen paliw, obniżenia VAT-u, obniżenia akcyzy, obniżenia opłaty paliwowej. I to jest właściwy kierunek. I moim zdaniem rząd niepotrzebnie też łączy kwestie obniżenia danin nałożonych na paliwa z tym dodatkowym, nadzwyczajnym podatkiem, do którego są wątpliwości. A łączy to z tego powodu, że po prostu mamy rekordowy deficyt kolejny rok z rzędu i na następny rok znów zapowiadają 7% PKB deficytu. To jest koszmar, to jest po prostu najpierw prowadzi nieodpowiedzialną politykę finansową, a później mówi, no my nic nie możemy, bo nie mamy pieniędzy, dajcie nam pieniądze, to może coś zrobimy. Ta sytuacja jest karą za nieodpowiedzialność tego rządu i poprzedniego rządu. Natomiast należy zrobić to, co my mówiliśmy, czyli zmniejszyć skalę danin nałożonych na paliwo. I moim zdaniem to dotyczy też gazu. Gaz jest oczywiście do samochodu w tej chwili tańszy, ale generalnie gaz też podrożał i mamy bardzo wielu odbiorców gazu, którzy na tej sytuacji też tracą. My zwracaliśmy uwagę już wtedy, kiedy była dyskusja o stawkach VAT-u, że nie było obniżek właściwych stawek na gaz. Ja myślę, że dobrze, gdyby minister Romanowski wrócił do kraju i złożył zeznania i gdybyśmy nie musieli wszyscy być pogrążeni w domysłach, co się stało w administracji i co z zarzutami mu postawionymi, tylko gdyby sąd mógł po prostu zapoznać się z zeznaniami i wydać wyrok, choćby w pierwszej instancji. Na razie nie zanosi się na to, natomiast ten list żelazny może być do tego drogą. I jeżeli ten list żelazny spowoduje odblokowanie sytuacji, czyli że minister Romanowski, no były obecnie już poseł, przyjedzie do kraju, złoży zeznania i ta sprawa pójdzie do przodu, to czemu nie? No to jest decyzja sądu. Ja uważam, że robienie wokół tego afery jest dla mnie takie też niepoważne. Dlatego, że ta sprawa jest w głębokim impasie. I wszystko idzie w tym kierunku, że przez 4 lata sprawa nawet nie ruszy z miejsca, kiedy rządzi właśnie ta koalicja, która chciała rozliczać przedstawicieli poprzedniego rządu. Więc ja nie rozumiem tego oburzenia. Mi się wydaje, że czasem ci, którzy się oburzają, to chcieliby chyba, żeby ta sprawa nie ruszyła, żeby minister Romanowski sobie już pozostał na emigracji, a oni, żeby mogli chodzić po mediach i mówić, mamy rację. No ale to nie jest sprawiedliwość. Czy baza amerykańska powinna powrócić w starszym Polsce? A jeśli tak, to dlaczego? Panie redaktorze, żeby odpowiedzieć na pytanie o bazę amerykańską, to trzeba by znać jakieś szczegóły. Ja tych szczegółów nie znam. Wiem, że Ministerstwo Obrony prowadzi rozmowę z Amerykanami. Uważam, że nasza strona powinna twardo negocjować z Amerykanami. Nie powinno być tak, że dajemy się wprowadzić w jakąś licytację, kto da więcej pieniędzy tylko za to, żeby jacykolwiek amerykańscy żołnierze tu stacjonowali. Nie powinno być tak, że będziemy wydawać na amerykańskich żołnierzy więcej niż na polskich żołnierzy, albo że będą mieć lepsze warunki zakwaterowania czy służby niż polscy żołnierze. Powinniśmy przede wszystkim dbać o polskich żołnierzy. Natomiast jeżeli jest możliwe zawarcie jakiegoś korzystnego strategicznie porozumienia z amerykańskimi siłami zbrojnymi, to czemu nie? Ale to trzeba po prostu twardo wynegocjować. My nie jesteśmy przeciwni, ale wszystko zależy od szczegółów. Zwracam uwagę, że baza a bazie nierówna. Może być grupa wojskowych biurokratów, a może być grupa żołnierzy z ciężkim sprzętem gotowym do walki, a może być jeszcze jakiś inny komponent. Siły zbrojne współcześnie składają się z bardzo wielu komponentów. Więc życzę oficerom, którzy będą uczestniczyć w tych negocjacjach, żeby po prostu dobrze, skutecznie, twardo negocjowali i trafili na dobrych partnerów po drugiej stronie, którzy chcą wzmocnienia, odstraszania w Europie na wschodniej flance NATO. Wiem, że są tacy oficerowie w siłach zbrojnych i naszych, i amerykańskich, którzy myślą w tych kategoriach. Natomiast to musi później jeszcze uzyskać akceptację polityków. Będziemy to obserwować i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Czy jeszcze jakieś pytanie? Panie redaktorze, w formacjach mundurowych jest miejsce i dla kobiet, i dla mężczyzn. Natomiast moim zdaniem pojawia się jakiś przechył w kierunku, powiedziałbym, po pierwsze obniżania standardów, a po drugie promowania wręcz służby w służbach mundurowych przy pomocy kobiecych twarzy. Dla mnie czasami to wygląda na instrumentalne posługiwanie się kobietami. Wiadomo, że piękna kobieta przyciąga oko mężczyzn, być może też kobiet. To naturalne, to normalne. I reklama tak działa, że często używa się ładnych twarzy w reklamie. Natomiast poza pięknymi twarzami potrzebujemy też siły, skuteczności. I oczywiście jest grupa kobiet, która ma te wszystkie cechy, które pozwalają, żeby nie tylko pracować, nie tylko służyć w policji i nie tylko za biurkiem, ale i na ulicy. Sam byłem w tym tygodniu na zgromadzeniu w Warszawie, gdzie była trochę konfrontacyjna atmosfera i oddzielał nas kordon złożony z funkcjonariuszek. To jest możliwe, ja nie mówię, że nie. I myślę, że Sławomir Męcen też nie mówi, że nie. Natomiast pozostaje pytanie, jaki próg trzeba spełnić? Siłowy, sprawnościowy? I to jest pytanie i do kobiety, i dla mężczyzn. Dlatego, że jeżeli będziemy służbę tworzyć z osób, które nie mają odpowiednich parametrów, a niestety w prawie wszystkich służbach mundurowych te egzaminacyjne parametry zostały poobniżane w ostatnich dekadach. Jeżeli będziemy szli w tym kierunku, to skończy się w ten sposób, że jakiś gangster, nie chcąc się podporządkować funkcjonariuszom, po prostu ich popchnie i sobie odjedzie albo pójdzie. I my w takiej sytuacji nie możemy się znaleźć. Moim zdaniem powinniśmy do służby premiować ludzi silnych fizycznie, w szczególności silnych, twardych i mających odpowiednie parametry wzrostu i charakteru mężczyzn. Bo wiadomo, że tak nas natura ukształtowała, że mężczyźni, co do zasady, statystycznie są więksi i silniejsi. I tam, gdzie trzeba użyć siły fizycznej, mieć przewagę fizyczną, ta siła jest po prostu potrzebna. Mówię tu truizmy. Jeszcze raz, od tej reguły są wyjątki i podobnie w policji są stanowiska, na których panie mogą robić super robotę. Dlatego, że nie każdy w policji służy na ulicy, nie każdy w policji jest tzw. szturmanem w jakiejś brygadzie antyterrorystycznej. Jest mnóstwo stanowisk analitycznych, administracyjnych, gdzie panie mogą sprawdzać się nawet lepiej niż rywale do tych samych stanowisk mężczyźni. Więc to nie jest zero-jedynkowe. Natomiast wrzucanie zdjęć pokazujących same kobiety w mundurach zwiastuje mi taki, powiedziałbym, trend feminizacji służby. I my nie chcemy ani dyskryminacji kobiet, ani feminizacji służb. I jedno i drugie jest niedobre. Więc ja uważam, że Sławomir Mensen zwrócił uwagę na problem, który się rzeczywiście w Polsce zaczyna. A on prowadzi później do tego, co widzieliśmy w Stanach Zjednoczonych, gdzie doszło do wielkich pożarów i okazało się, że z powodów ideologicznych strażą zarządzała niekompetentna lesbijka. No i wszystko było superfajnie, dopóki musiała spełnić kryteria LGBTQ i coś tam jeszcze. I wszystkie mieli tam odfajkowane kryteria równościowe, tylko przyszedł duży pożar i okazało się, że nic nie działa. Nie chcemy być w tej sytuacji. To nie jest uwaga do pań, czy nawet jakiejkolwiek mniejszości seksualnej. To jest uwaga do tego, żebyśmy premiowali za kompetencje. Ja mam bardzo poważne wątpliwości, czy powinno być tak, że jest inny próg sprawnościowy ze względu na płeć. Znacząco inny. Czy to do wojska, czy do policji. Bo przecież zadania później są te same. Jeżeli żołnierz musi dźwigać skrzynię z amunicją, to ona nie będzie lżejsza, dlatego że ten żołnierz w mundurze jest kobietą. Ona będzie ciągle ważyła dokładnie tyle samo. Ja sam byłem na ćwiczeniach zrobionych dla nas posłów i tam były dwie skrzynki do dźwigania. Jedna dla panów, druga dla pań. To jest fikcja. To jest tworzenie świata, które nie istnieje. I tak samo w przypadku funkcjonariuszy policji. Jeżeli będzie trzeba się z kimś przepychać, no byliśmy przecież tyle razy na manifestacjach, na marszach niepodległości. Przecież ktoś, kto służy w oddziałach prewencji, finalnie ląduje w tym szeregu z tą tarczą i musi przepychać się lepiej niż ten, kto na niego napiera. No więc może zbadajmy to, jaka jest siła oporu w przypadku, niezależnie od płci, kandydata do służby i bierzmy tego, kto ma większą siłę. A nie, że zrobimy kryteria rozdzielno-płciowe i ścieżkę jak w PRL. Były punkty za pochodzenie w PRL, to teraz będą punkty za płeć. Ja uważam osobiście, gdybym był kobietą i ktoś by mnie w ten sposób potraktował, bym to uważał za uwalczające. Chciałbym udowodnić, że się nadaję do służby i że jestem lepszy czy lepsza niż wszyscy moi rywale, niezależnie, czy są takiej czy innej płci. My wierzymy, że są tylko dwie płcie. Dla jasności. Także to jest mój komentarz. Uważam, że Sławomir Męcen dotknął problemu, który się zaczyna i ja uważam, że poprawność polityczną, marksizm kulturowy i te aberracje trzeba dusić w zarodku. Jak się komuś nie podoba, że on to skrytykował, no to niech polemizuje i my na tę dyskusję jesteśmy otwarci. To jest czas dla dziennikarzy. Zaraz skończymy konferencję, pogadamy z panem. Czy jeszcze pytania jakieś? Piotr, chcesz coś dodać? Zapraszamy do Łańcuta na spotkanie o 17.30 Szkolne Schronisko Młodzieżowe z Piotrem Pomykałą. Będziemy tam rozmawiać ze wszystkimi, którzy przyjdą. Zapraszamy i do zobaczenia.