Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Donald Tusk: jak rząd chce obniżyć ceny paliw

Donald Tusk: jak rząd chce obniżyć ceny paliw

Donald Tusk wyjaśnia, jak wojny w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie wpływają na ceny paliw oraz przedstawia plan ich obniżenia. W wystąpieniu apeluje do prezydenta Karola Nawrockiego o podpisanie ustawy dotyczącej podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych.

Wojny a ceny paliw


Tusk wiąże wzrost cen paliw z ograniczeniem dostaw ropy i produktów naftowych, w tym z sytuacją po rozpoczęciu konfliktu amerykańsko-irańskiego. Wskazuje, że skutki globalnych zakłóceń odczuwają również polskie rodziny, między innymi przez koszty transportu żywności.

Ceny w Polsce i Europie


W wystąpieniu podaje średnią cenę oleju napędowego w Polsce wynoszącą 8,99 zł za litr i porównuje ją z cenami w wybranych państwach europejskich. Zaznacza, że wysokie ceny na światowych rynkach mogą utrzymywać się przez kolejne miesiące.

Podatek od nadzwyczajnych zysków


Tusk przedstawia propozycję opodatkowania nadzwyczajnych zysków Orlenu i innych firm paliwowych. Uzyskane środki miałyby sfinansować obniżenie VAT-u i akcyzy oraz niższe ceny paliw na stacjach, bez finansowania rozwiązania z napiętego budżetu państwa.

Donald Tusk — migawka z przemówienia: Donald Tusk: jak rząd chce obniżyć ceny paliw (28.09.2026)

Spór o ustawę i apel do prezydenta


Premier argumentuje, że bezpośrednie wymuszanie niższych marż mogłoby zagrozić funkcjonowaniu firm i dostępności paliw. Zarzuca prezydentowi Nawrockiemu i jego otoczeniu blokowanie rozwiązania, które mogłoby pomóc kierowcom, i apeluje o podpisanie ustawy.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Polityka rzadko kiedy, jak w ostatnich miesiącach, wdziera się brutalnie w nasze codzienne życie. Polityka nie jest abstrakcją, polityka to nie jest jakaś wydumana debata publiczna. Polityka stała się tą przestrzenią, w której rozstrzygają się losy każdej rodziny, każdego człowieka. Tak jest oczywiście w Ukrainie, tam gdzie jest wojna, ale tak dzieje się właściwie na całym świecie. Bo przecież ceny paliwa dotykają każdego bez wyjątku, każdej rodziny, nie tylko w Polsce, na całym świecie i nie tylko tych, co prowadzą samochody, bo przecież np. ceny żywności w sklepie też zależą od tego, ile kosztuje paliwo do transportowania tej żywności. Mówię rzecz oczywistą, ale czasami mamy taką skłonność do oceniania zupełnie osobno pewnych zjawisk. Jest wojna rosyjsko-ukraińska, ale rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę, jak zasadniczy wpływ ma agresja Rosji na Ukrainę, jeśli chodzi o ceny paliw. Jest wojna na Bliskim Wschodzie, szczególnie ten ostatni akt tego nieustannego zamieszania w tym regionie świata, jakim jest konflikt amerykańsko-irański. Czasami jesteśmy już znużeni informacjami i newsami z tej części świata, a przecież właśnie tam też rozgrywa się nasz codzienny los, czyli ceny paliw. Paliwa jest mniej, a właściwie mniej przerabiamy tego paliwa na całym świecie. Wiele rafinerii rosyjskich zostało zniszczonych w czasie tej wojny. My co prawda nie kupujemy już od dłuższego czasu ropy z Rosji, ale przecież są wielkie rynki, które były w dużym stopniu zależne od dostaw rosyjskiej ropy. Indie, Chiny i inne kraje Azji muszą kupować gdzieś ropę, a przede wszystkim ropę przetworzoną na olej napędowy i na benzynę. Jeśli nie mają tych dostaw z Rosji, kupują na innych rynkach. I to jest bezpośredni powód, dla którego ceny paliw tak poszybowały w górę. W jeszcze większym stopniu na ceny paliw wpłynęła sytuacja po rozpoczęciu konfliktu amerykańsko-irańskiego. Pewnie nie wszyscy pamiętają, że państwa zatoki, cały ten region odpowiadają za jedną trzecią wydobycia ropy naftowej na świecie. Przed tym grącym konfliktem to było dziennie 30 milionów baryłek, a teraz skutek tej wojny, i to są dane z września, dziennie z tego regionu eksportuje się tylko 12 milionów baryłek. No to widać, jaka to jest zapaść. Więc to pokazuje skalę dewastacji, jaką przynosi wojna, zarówno w tym regionie, jak i wojna rosyjsko-ukraińska, jeśli chodzi o globalny rynek ropy i produktów z ropy naftowej. I to oczywiście ma bezpośredni wpływ na ceny. I na to z kolei my nie mamy żadnego wpływu jako Polska. Nie produkujemy ropy, a poza tym właściwie każde miejsce na świecie jest zależne, jeśli chodzi o ropę naftową i produkty z ropy, od tego, jak ta cena kształtuje się na całym świecie. I dlatego ceny paliw na stacjach benzynowych, zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych, osiągają dzisiaj de facto rekordowe poziomy. Nasze marzenia o pokoju zarówno w Ukrainie, jak i na Bliskim Wschodzie nie wystarczą, żeby te konflikty się zakończyły. Trzeba założyć, że jeszcze przez wiele, wiele miesięcy będziemy świadkami i w jakimś sensie ofiarami tych konfliktów. Konflikt na Bliskim Wschodzie ma różne fazy, ale trwa od dziesięcioleci i nic nie wskazuje na to, aby można by tam uzyskać trwały pokój. Też nie ma co ukrywać, że decyzje i działania administracji prezydenta Trumpa też nie dają takiego jasnego obrazu, jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość, jeśli chodzi o tę wojnę. I to oznacza, że możemy się spodziewać, że te rekordowe ceny na rynkach światowych będą jeszcze jakiś czas trwały. Każdy, kto na stacji benzynowej tankuje olej napędowy, patrzy na te ceny i widzi. Średnia cena w Polsce dzisiaj to jest 8,99 za litr oleju napędowego. Benzyna trochę tańsza i to jest piekielna cena, zdajemy sobie wszyscy z tego sprawę. Nie jest dla nas jakąś szczególną pociechą, że mamy jedną z najniższych cen, średnich cen w Europie. Ale warto też o tym pamiętać, bo to pokaże cały ten kontekst geopolityczny. Nie mam żadnych wątpliwości, że w każdym państwie europejskim wszystkie rządy starają się znaleźć jakąś metodę, jakiś sposób, aby ceny były niższe. Na Litwie, i mówię o oleju napędowym, na Litwie to jest w przeliczeniu na polską walutę 9,44 za litr, na Łotwie 9,37, w Niemczech 10,56, w Austrii 9,72, w Grecji 9,54. Jest nieduża grupa państw, gdzie ceny są podobne do polskich, czy minimalnie niższe. Tak jest na Słowacji, w Bułgarii, w Rumunii, w Słowenii. Mówię o tym dlatego, bo szukanie sposobów, jak ulżyć kierowcom w Polsce i w innych krajach jest jakby kluczowe. Tak jak powiedziałem, nie wpłyniemy na przebieg wojny, ani na wschodzie, ani na Bliskim Wschodzie. Ale szukaliśmy już wcześniej sposobów i z dobrym skutkiem, jak obniżyć ceny paliw. Tu, konkretnie w Polsce. I równocześnie nie narazić Polski i kierowców na braki paliw w stacjach benzynowych. Przeżywaliśmy to kilka lat temu, kiedy niezbyt odpowiedzialne pomysły starano się wprowadzić w życie, kiedy też te ceny paliw poszybowały w górę. I wtedy, pamiętacie państwo, były te dystrybutory z napisem awaria w stacjach w całej Polsce, bo po prostu zabrakło paliwa. Niemądre pomysły, nieprzemyślane, mogą właśnie doprowadzić do czegoś takiego, że cena będzie nadal de facto wysoka, ale w dodatku nie będzie paliwa. Mówię o tym, bo chcę, żeby wszyscy zrozumieli i oczywiście kieruję też te słowa do tych, którzy mają coś do zrobienia, tak jak prezydent, na czym polega istota tego pomysłu z tymi podatkami od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Wszyscy pytamy dzisiaj w Polsce, czekamy z takim napięciem, czy prezydent podpisze czy nie podpisze ustawę, która umożliwi nałożenie takiego specjalnego podatku. Po pierwsze, paradoks polega na tym, że w czasie takiego kryzysu, gdzie te ceny światowe są bardzo, bardzo wysokie, to ci, którzy sprzedają produkt, tak jak Orlen i inne firmy paliwowe w Polsce, mają ten sam procent i im wyższa jest ta cena, tym oczywiście są wyższe zyski. Mówiłem o rekordowych zyskach Orlenu, ale to dotyczy wszystkich firm paliwowych, które działają na polskim rynku. Ponieważ te nadzwyczajne zyski nie są spowodowane jakimiś genialnymi działaniami tych firm, tylko kryzysem, za który płacimy wszyscy, to wydaje się logiczne, żeby te nadzwyczajne zyski opodatkować specjalnym podatkiem, żeby móc sfinansować operację obniżenia cen paliw na stacjach benzynowych. Ten pomysł nie będzie przeszkadzał, nie będzie dewastował strategii postępowania Orlenu czy innych firm paliwowych, bo państwo nie będzie ingerowało w bezpośrednie działania tych firm, co mają kupić, za ile mają kupić, za ile mają sprzedać. My będziemy tylko brali to, co jest ewidentną nadwyżką, a więc te firmy będą mogły dalej funkcjonować normalnie, nie będą narażone na taką sytuację, która miałaby dramatyczne skutki dla nas wszystkich, gdyby pójść tropem, jakim idą ludzie prezydenta, że zmusimy Orlen do obniżenia marży i że wyjdzie z tego, że Orlen będzie musiał kupować drożej, niż będzie sprzedawał w Polsce. W dodatku nie będziemy mogli zmusić do tego, aby ceny były niższe na stacji benzynowej i innych operatorów na tym rynku. Mówiąc krótko, szukamy sposobu, żeby nie zrujnować firm paliwowych, w tym Orlenu, żeby nie doprowadzić do jakichś nadzwyczajnych strat, tylko żeby uszczknąć kawałek tortu z tych nadzwyczajnych zysków i te pieniądze bezpośrednio przeznaczyć na obniżenie VAT-u, obniżenie akcyzy, do tego jest potrzebna ta ustawa i wtedy będziemy mogli wprowadzić znowu, tak jak kilka miesięcy temu, te ceny regulowane. A więc państwo będzie decydowało, a nie stacja benzynowa, o tym, że ceny są niższe o tyle, o ile my dołożymy pieniędzy z tych nadzwyczajnych zysków. Wiem, to brzmi trochę skomplikowanie, ale mamy to przemyślane, rozrysowane i wychodzi z tego jednoznacznie, że jest to najbezpieczniejszy i naprawdę skuteczny sposób obniżenia cen na stacjach paliwowych. Nie chcemy tego brać z budżetu państwa, bo gdzieś musielibyśmy komuś zabrać, albo armii, albo ochronie zdrowia. Jak wiecie, budżet jest napięty i dlatego szukamy pieniędzy tam, gdzie one nie z winy ludzi i nie dzięki jakiejś superaktywności firm, gdzie tych pieniędzy jest więcej właśnie ze względu na ten kryzys. Jak wiecie, tutaj brakuje tylko jednej rzeczy, podpisu prezydenta. I w tej sprawie już nie mam żadnych wątpliwości. Bo można się zgodzić, że on ma inne poglądy, ja mam inne poglądy, są jakieś spory o różne rzeczy, ale tutaj sytuacja jest ewidentna. Prezydent lub jego ludzie uznali, że im gorzej będzie się działo w Polsce, im gorzej będą mieli Polacy, tym trudniej będzie miał rząd. Więc postanowili działać w taki sposób, jeśli weźmiemy pod uwagę np. kwestię ceny paliw, żeby blokować możliwości obniżenia cen paliw, bo to zaszkodzi rządowi. Ta cena jest za wysoka. Ja rozumiem taką gotowość do konfrontacji, wiadomo polityka jest też taką nieustającą konfrontacją pomiędzy przeciwnikami politycznymi, ale nie może za to płacić społeczeństwo, nie może za to płacić polska rodzina. To jest bez sensu. Tych pól niezgody i konfrontacji między prezydentem Nawrockim i jego ekipą, a rządem i większością sejmową jest wystarczająco dużo. Warto wyjąć z tego pola konfliktu te miejsca, gdzie rozstrzyga się los polskiej rodziny każdego dnia, a przecież ceny na stacjach benzynowych to jest codzienne życie każdej polskiej rodziny. Dlatego mam nadzieję, że już jaśniej nie można. Ceny wysokie na świecie, bo wojny dwie. Zarabiają na tym koncerny paliwowe, także w Polsce. O wiele więcej pieniędzy niż kiedyś. Weźmy z tej góry pieniędzy taki spory kawał i sfinansujmy niższe ceny. Jasne i proste. Nie dla wszystkich jak widzę. Więc jeszcze raz apeluję, podpisuj prezydencie, jest szansa, że przed świętami znowu będziemy mieli chociaż trochę tańsze paliwo na naszych stacjach.