Briefing dla mediów Szefa KPRP Zbigniewa Boguckiego
Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki poinformował, że prezydencki projekt ustawy o rynku kryptoaktywów został złożony w Sejmie. Projekt ma chronić inwestorów, wprowadzić ostrzeżenia przed wpłatą środków oraz zagwarantować sądową kontrolę decyzji administracyjnych.
Drugi projekt prezydencki
Zbigniew Bogucki przekazał, że inicjatywa prezydenta Karola Nawrockiego ma zakończyć trwający od miesięcy spór o regulację rynku kryptowalut. Projekt bazuje w dużej mierze na rozwiązaniach zawartych w projekcie rządowym, ale wprowadza zmiany dotyczące ochrony konsumentów, kontroli sądowej i odpowiedzialności państwa.
Ochrona inwestorów i kontrola sądowa
Prezydencka propozycja zakłada obowiązkowe komunikaty ostrzegawcze przed wpłatą środków, działania wyprzedzające oraz krótszy termin rozpatrywania decyzji dotyczących blokady aktywów. Przedłużenie blokady miałoby wymagać zgody sądu, a nie wyłącznie decyzji urzędnika.
Rynek kryptoaktywów w Polsce
Według przedstawiciela prezydenta rynek kryptoaktywów powinien funkcjonować w Polsce pod nadzorem polskich instytucji, służb, prokuratury i KNF. Zbigniew Bogucki ostrzegał, że nadmiernie restrykcyjne przepisy mogą wypchnąć inwestorów za granicę lub do szarej strefy, zamiast zapewnić im skuteczną ochronę.
Spór o śledztwa i odpowiedzialność państwa
Podczas konferencji poruszono również kwestię umorzonych śledztw dotyczących rynku kryptoaktywów oraz działań państwa wobec osób poszkodowanych. Zbigniew Bogucki przekonywał, że organy państwa miały instrumenty do podejmowania działań także bez nowej ustawy, a odpowiedzialność za ochronę obywateli powinna spoczywać na polskich instytucjach.
Wątpliwości wokół kandydata do Trybunału Konstytucyjnego
Szef Kancelarii Prezydenta odniósł się także do wyboru Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Podkreślił, że Kancelaria Prezydenta oczekuje dokumentów potwierdzających spełnienie wymogu dziesięcioletniego wykonywania zawodu radcy prawnego, a decyzja w sprawie ślubowania będzie zależeć od wyjaśnienia tych wątpliwości.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Dzień dobry, witam państwa bardzo serdecznie na konferencji prasowej pana ministra Zbigniewa Boguckiego, szefa kancelarii Prezydenta RP. Bardzo proszę, panie ministrze. Dziękuję. Dzień dobry państwu. Szanowni państwo, chciałem poinformować w imieniu pana prezydenta, że dzisiaj rano został złożony prezydencki, drugi prezydencki projekt ustawy o rynku kryptoaktywów. To przedłożenie prezydenckie jest próbą rozwiązania tego jałowego sporu, który toczy się właściwie już od zeszłego roku, bo nie tylko od 5 grudnia, ale od momentu, kiedy pan prezydent złożył pierwsze veto w tej sprawie. Projekt jest już złożony do marszałka Sejmu, więc mamy nad czym pracować. Ja przypomnę, że w tym momencie nie ma żadnego rządowego projektu, nie ma projektu ze strony Koalicji Obywatelskiej, nie ma projektu Lewicy. Jest projekt, który niestety także nie jest procedowany, Polski 2050, więc w istocie pan prezydent, wsłuchując się w te głosy rządzących, w głosu również pana premiera o potrzebie szybkiego uregulowania rynku kryptowalut, rynku kryptoaktywów, wychodzi po raz drugi z tą inicjatywą. Szanowni państwo, na czym polega ten projekt? Ten projekt jest właściwie bliźniaczo podobny do tego, który był już w Sejmie i trzeba także podkreślić, że fundamentem dla tego projektu jest ustawa rządowa, tym razem trzecia ustawa rządowa. Chciałem powiedzieć, że mamy do czynienia z sytuacją, w której można tę sprawę kompromisowo rozwiązać. Potrzebna jest minimalna, dosłownie minimalna dobra wola po stronie rządzących. Przypomnę, że pan prezydent od samego początku, a więc od końcówki zeszłego roku wskazuje, że jest za uregulowaniem rynku kryptoaktywów w Polsce, że to jest potrzebne, że można to zrobić, że trzeba to zrobić, ale trzeba to zrobić z poszanowaniem kilku elementarnych, podstawowych, także konstytucyjnych zasad, czego nie gwarantuje niestety ustawa rządowa pierwsza, druga i nie gwarantowała również ta trzecia ustawa. Te zasadnicze różnice między projektem pana prezydenta Nawrockiego a projektami rządowymi, one sprowadzają się do kwestii reakcji na to, co dzieje się na rynku kryptoaktywów. Jeżeli chodzi o projekt rządowy czy projekty rządowe, mówiliśmy właściwie o takiej ślepej blokadzie i to działaniu ex post, czyli działaniu wtedy, kiedy coś już się zadziało. Natomiast jeżeli chodzi o projekt prezydencki, mówimy o obowiązkowych komunikatach przed wpłatą, a więc ostrzeganiem obywateli, ostrzeganiem inwestorów, ostrzeganiem Polaków, którzy chcieliby zainwestować na rynku kryptoaktywów. Mamy też dostępne środki, sześć miesięcy, brak szybkiej ścieżki, natomiast w przypadku projektu prezydenckiego maksymalnie trzy miesiące i czternaście dni dla sądu na decyzję. To także istotna zmiana w porównaniu do tych projektów rządowych. Pan prezydent wychodzi z założenia, że jesteśmy państwem demokratycznym, państwem prawnym, a więc państwem, w którym obowiązują pewne reguły, a te reguły sprowadzają się do kontroli sądowej. Ona należy się wszystkim, także tym, którzy funkcjonują na rynku kryptoaktywów. To nie jest pierwszoplanowy cel tej ustawy, ponieważ pierwszoplanowym celem jest ochrona Polaków, o czym już mówiłem, ochrona inwestorów, przestrzeganie ich, działanie na przedpolu, informowanie, a nie płakanie nad rozlanym mlekiem. Trochę tak jest w ustawie rządowej, że właściwie te działania są podejmowane wtedy, kiedy może być już za późno. Pan prezydent mówi, wyjdźmy do przodu, spróbujmy ostrzegać Polaków, spróbujmy pokazywać informacje, spróbujmy, w tym dobrym tego słowa znaczeniu, wymuszać na podmiotach funkcjonujących na rynku kryptoaktywów, żeby ostrzegały wtedy, kiedy są jakiekolwiek wątpliwości, a jeżeli tych ostrzeżeń nie ma, wtedy wkracza bardzo twardo i bardzo konkretnie państwo. No ale musi być kontrola sądowa. To nie może być tylko decyzja urzędnicza, bo to jest taki trend, który prezentuje ten rząd w wielu ustawach ostatnio procedowanych, że właściwie boi się kontroli sądowej, boi się niezawisłości sądu, boi się tego, że Polacy będą odwoływać się i szukać swoich praw, słusznych często praw, przed sądem. To jest fundament demokratycznego państwa, państwa, w którym prawo jest tak naprawdę punktem wyjścia do wszystkich działań. Jeżeli chodzi o przedłużenie blokady, tutaj decyzja znowu urzędnika, natomiast w projekcie prezydenckim jest wymagana zgoda sądu. To też jest ten kolejny przejaw troski pana prezydenta o kwestię konstytucyjności tej ustawy, konstytucyjności tych rozwiązań. Wreszcie odpowiedzialność państwa, podnoszone były głosy, że przecież ta odpowiedzialność państwa wynika z przepisów ogólnych kodeksu cywilnego. Natomiast pan prezydent chce, tak było też w pierwszym przedłożeniu prezydenckim, żeby był jasny przepis lex specialis, przepis szczególny zawarty w tej konkretnej ustawie dający gwarancję tego, że w sytuacji, kiedy państwo będzie działało źle, działało ze szkodą, będzie można uzyskać odszkodowanie od skarbu państwa. I uwaga, to nie jest żadne nowum to, co prezentuje, czy proponuje pan prezydent Nawrocki, dlatego że w innych ustawach dotyczących regulacji innych rynków finansowych w Polsce taki przepis się znajduje. Więc nie rozumie pan prezydent tego oporu rządzących, dlaczego tych rozwiązań właściwie analogicznych nie można wprowadzić tutaj do tej ustawy. Tak jak już mówiłem, ślepe blokady nakładane po fakcie, kiedy środki często już zniknęły. To jest w projekcie rządowym. Wypychanie inwestorów do niebezpiecznej szarej strefy albo wypychanie inwestorów z Polski. To nie jest sztuka. Pozbyć się problemu. To znaczy, żeby ten rynek kryptoaktywów, kryptowalut nie funkcjonował w Polsce. On może i powinien funkcjonować pod odpowiednim nadzorem, ani nieprzeregulowanym, ani takim, który nie odpowiada wymogom konstytucyjnym. On powinien być w Polsce, zdaniem pana prezydenta, natomiast nie można pozbywać się odpowiedzialności poprzez przepisy, które właściwie spowodują, że w Polsce ten rynek funkcjonował nie będzie. To jest łatwe rozwiązanie. Pozbycie się problemu i powiedzenie, tak jak zresztą pan minister Żurek mówi dzisiaj inwestorom, chociażby pokrzywdzonym, poszkodowanym w sprawie ządy krypto, żeby pisali na Łotwę, jak dobrze pamiętam, przepraszam, do Estonii, bo tam funkcjonowała zonda krypto. Czy tego chcemy? Czy chcemy tego, żeby państwo polskie odpowiedzialnie podejmowało działania chroniące Polaków? Te odpowiedzialne działania, które będą tarczą przed nadużyciami ze strony podmiotów, które funkcjonują, czy funkcjonowałyby na rynku kryptoaktywów, jest możliwość stosowania instrumentów państwa polskiego kodeksu karnego, kodeksu postępowania karnego, przepisów tej ustawy, czy wreszcie ustawy o przeciwdziałaniu do praniu brudnych pieniędzy i finansowaniu terroryzmu przez polskie organy ścigania, przez polską prokuraturę, działania polskich służb, a nie odsyłanie polskiego obywatela do trzeciego państwa, do państwa obcego, tam żeby poszukiwał sprawiedliwości, poszukiwał ochrony. To państwo polskie jest za to odpowiedzialne, więc jeżeli tak rozumiemy rolę państwa, tak rozumie tę rolę państwa pan prezydent, to trzeba przyjąć takie przepisy, które z jednej strony będą chronić inwestorów, będą zapewniać gwarancje procesowe i konstytucyjne tym, którzy prowadzą działalność na rynku kryptoaktywów, tak żeby ten rynek mógł się rozwijać i funkcjonować zgodnie z prawem, pod nadzorem polskich instytucji, polskich służb, polskiej prokuratury, polskiego KNF-u i ta prewencja, o której już mówiłem, prewencja i edukacja, a więc działania wyprzedzające stratę, nie wtedy, kiedy już wszystko się odbyło, bo tak dzieje się teraz i tak się działo, działoby pod rządami tej ustawy. Utrzymanie kapitału pod ochroną polskiej jurysdykcji, o tym już szerzej mówiłem, to jest szalenie ważne. Nie pozbycie się problemu, ale zaopiekowanie się tym problemem, odszukanie, poszukanie odpowiednich rozwiązań. Projekt prezydencki ubudowania, że państwo może regulować nowoczęsne finanse, chroniąc Polaków. Natomiast odrzucenie też jest ważne politycznych przepychanek tych wszystkich spraw, które są tak naprawdę takim biciem politycznej piany z upełną stratą czasu. Szanowni Państwo, dzisiaj pan prezydent Nawrocki mówi do wszystkich środowisk politycznych, że przedkłada projekt, który jest kompromisem, konsensusem, próbą porozumienia i to jest projekt środka. Projekt prezydenta Nawrockiego jest projektem środka, bo ja wsłuchiwałem się w tę dyskusję nad kolejnymi etapami procedowania tej ustawy. Z jednej strony dzisiaj mamy projekt Prawa i Sprawiedliwości, który jest tym projektem najdalej idącym, mówiącym o zakazaniu funkcjonowania rynku kryptoaktywów. Jest projekt rządowy z tymi wadami, które już opisałem. Jest projekt, czy był projekt Konfederacji, najbardziej nazwijmy to liberalny, a projekt prezydenta jest projektem porozumienia i projektem środka. Myślę, że tego nam w tej sprawie potrzeba, żeby wreszcie tę sprawę uregulować, a nie mówić o jej uregulowaniu, żeby wreszcie tę sprawę zamknąć. Więc dzisiaj pan prezydent Nawrocki mówi do wszystkich środowisk politycznych, w szczególności do rządzących, którzy już trzy razy próbowali przełamać weto prezydenta i trzy razy im się to nie udało. Takie są reguły demokracji, takie są reguły ustrojowe konstytucyjne w Polsce. Do trzech razy sztuka, trzy razy to weto nie zostało przełamane, więc jest po stronie pana prezydenta taka nadzieja, że wreszcie rządzący pójdą na pewien kompromis, na pewne porozumienie po to, żeby zamknąć tę sprawę. Więc mamy takie alternatywy, szanowni państwo, albo kompromis, który proponuje pan prezydent, chroniący finanse Polaków, albo jałowy spór, który nic Polakom nie przynosi, poza tym, że kosztuje podatnika kolejne jałowe dyskusje. Albo konsensus, który jest zaproponowany w tej ustawie i rozwój rynku kryptoaktywów kontrolowany przez polskie instytucje i przez polskie państwo, albo kolejne bezproduktywne dyskusje, które w istocie powodują, że tej regulacji nie ma, żadnej regulacji nie ma i pozostajemy w tyle poza innymi państwami europejskimi, państwami demokratycznymi, rozwijającymi się, które korzystają także z tych mechanizmów finansowych, trudnych, ale możliwych do uregulowania. Takie są alternatywy wreszcie, albo to porozumienie, które proponuje pan prezydent i przestrzeganie konstytucyjnych gwarancji, zasad, prawa do sądu, albo wciąż ta polityczna przepychanka, można powiedzieć, oliwiona materiałami ze śledztw i żeby była jasność. Prezydent Rzeczypospolitej stoi na stanowisku, że tam, gdzie nastąpiły nieprawidłowości, działania o charakterze karygodnym, oczywiście powinny działać organy ścigania. Pytanie, dlaczego śledztwo zostało umorzone w 2024 roku? Pan minister Żurek tłumaczył, że to był taki prokurator w tym czasie mianowany przez tę osobę, ale to dzisiaj odpowiedzialność rządu jest. To śledztwo można było podjąć, tę decyzję można było skontrolować. Można wyciągać odpowiednie konsekwencje dyscyplinarna, być może nawet wstrząść postępowanie karne, jeżeli tam były zaniechania. Natomiast przypomnę, pierwsze śledztwo umorzone w pierwszej połowie 2024 roku, a więc w czasie rządów tej koalicji i tego gabinetu pana premiera Tuska. Kolejne śledztwo także dotyczące ządy Bitbeja umorzone w 2025 roku. Tutaj w ogóle nie ma żadnych wyjaśnień co do tego, dlaczego to śledztwo zostało umorzone. Wreszcie niejawne posiedzenie Sejmu, 5 grudnia i przez kolejne miesiące, grudzień, styczeń, luty, marzec i aż do 17 kwietnia nie ma absolutnie żadnej reakcji państwa polskiego, polskiej prokuratury, bo śledztwo jest wstrzymane dopiero po tym, kiedy utrzymane jest drugie weto prezydenta, a więc 17 kwietnia. A te zaprzymania, którymi chwalą się dzisiaj rządzący, czy to pan minister Żurek, czy rzecznik rządu, czy przedstawiciele koalicji rządzącej, Szanowni Państwo, dowodzą tylko jednego, że te działania można podejmować mimo braku ustawy dotyczącej regulacji rynku kryptoaktywów. Więc pytanie jest zasadnicze, dlaczego nie były podejmowane w roku 2024, 2025 i tak naprawdę do 17 kwietnia 2026 roku. To są bardzo zasadne pytania. Natomiast oczywiście ta ustawa, tak jak od samego początku pan prezydent mówił, jest potrzebna sensowna, roztropna, umiarkowana, konsensualna regulacja rynku kryptoaktywów i taki projekt pan prezydent przedkłada po to, żeby ten rynek mógł funkcjonować w Polsce, ale pod odpowiednim nadzorem. Szanowni Państwo, ta propozycja i jeszcze jedna uwaga, wiele rządzących, w ten głos się pan prezydent wsłuchiwał, mówili o potrzebie ochrony Polaków. Zróbmy to wreszcie. Zróbmy to w porozumieniu, w konsensusie, w pewnym kompromisie, który pewnie nikogo w stu procentach nie zadowoli, bo te stanowiska środowisk politycznych, klubów parlamentarnych i kół parlamentarnych są różne. Ale dyskusja pokazuje, że nie ma możliwości przełamania weta prezydenckiego. Trzykrotnie zostało to już przećwiczone, a jest pewna atencja także klubów i kół opozycyjnych do tego, żeby poprzeć te rozwiązania prezydenckie oparte o projekt rządowy. Oparte o projekt rządowy, to też pokazuje konsensus. Były też takie zarzuty dotyczące tego, że w tym projekcie poprzednim prezydenckim te kary były niższe niż w projekcie trzecim rządowym. Szanowni Państwo, projekt pierwszy i projekt drugi rządowy zawierały dokładnie takie same kary jak pierwszy projekt prezydencki. My pracowaliśmy w oparciu o te przepisy, które były przedłożone przez Radę Ministrów. Natomiast w tym projekcie prezydenckim, żeby była też jasność, to też jest wyjście naprzeciw tym oczekiwaniom rządu i wyciągnięcie ręki do pewnego kompromisu w tej sprawie, i załatwienia tej sprawy, zamknięcia tej sprawy, niebicia już politycznej piany, nie przepychania politycznego, partyjnego, tylko załatwienia tego dla Polaków i dla polskich finansów. Te kary są dokładnie takie same jak w trzecim projekcie rządowym. To też pokazuje, że Pan Prezydent myśląc o rozwiązaniu tego problemu, w dużej mierze sztucznie wygenerowanego, można było tę sprawę załatwić już bardzo dawno temu, wtedy kiedy Prezydent zgłaszał te poprawki, czy te uwagi swoje pod koniec zeszłego roku. Pokazuje, że Prezydent jest skłonny tutaj do daleko idącego kompromisu, zamknięcia tej sprawy i zajęcia się poważnymi problemami. Bo tych problemów w Polsce jest mnóstwo. To są finanse publiczne, to jest kwestie zbrojenia armii, to jest ochrona zdrowia, to są kwestie stosunków międzynarodowych, to jest kwestia także wymiaru sprawiedliwości. O co Państwo pewnie za chwilę będziecie pytać. Są dziesiątki problemów rzeczywistych, którymi trzeba się zająć po to, żeby pomagać polskim rodzinom, wspierać polskich rolników, chronić budżety polskich domów, naprawdę pomagać, jeżeli chodzi o dostęp do lekarza. Ten jest problemem sztucznie wygenerowanego sporu politycznego, który wreszcie Pan Prezydent tym projektem chce przeciąć. Wobec braku tak naprawdę projektów tych głównych środowisk politycznych dzisiaj rządzących w Polsce, a więc Koalicji Obywatelskiej i Lewicy. Dziękuję. Bardzo dziękuję Panie Ministrze. Teraz czas dla Państwa. Bardzo proszę o przedstawienie się i podanie nazwy redakcji. Dzień dobry Panie Ministrze. Monika Miller, Polsat News. Mam dwa pytania. Pierwsze dotyczy projektu Prezydenta, o którym Pan Minister mówi. Powiedział Pan, że trafił on już do Marszałka Sejmu. Kiedy wpłynął? Jakie są oczekiwania Prezydenta co do terminu rozpatrywania tego projektu? I jaka jest szansa na ten kompromis, o którym Pan Minister mówi, patrząc na arytmetykę sejmową i na stanowiska rządzących, jeśli chodzi o wcześniejsze propozycje Prezydenta w tym zakresie? I drugie pytanie zapytam wprost. Czy prezydent Karol Nawrocki odbierze ślubowanie od Macieja Berka, powołanego w piątek przez Sejm na sędziego Trybunału Konstytucyjnego? Co wynika z analiz prawnych prowadzonych przez Kancelarię Prezydenta? Dziękuję. Bardzo dziękuję, Panie Redaktorze. Co do pierwszego pytania, Panie Redaktorze, Szanowni Państwo, mam tutaj, można powiedzieć, kopię dokumentu podpisanego przez Pana Prezydenta, a więc takiego pisma przewodniego złożenia tego projektu prezydenckiego dotyczącego rynku kryptoaktywów z dzisiejszą datą. On został złożony dzisiaj po godzinie dziewiątej, więc fizycznie jest już w Sejmie, a więc projekt wraz z uzasadnieniem, kompletna inicjatywa Pana Prezydenta jest dzisiaj w Sejmie. Pan Prezydent oczekiwałby, żeby zgodnie z tym, co deklarują rządzący, Pan Premier, ministrowie, żeby zająć się tym na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Wszyscy znamy te przepisy. 90 ponad procent tych przepisów to są przepisy dotyczące ustaw rządowych z tymi uwagami, poprawkami, zmianami słusznymi, potrzebnymi, które zgłaszał już także podczas poprzedniego obiegu Pan Prezydent, więc nie ma powodu, żeby czekać, tym bardziej, że cały czas słyszymy ze strony obozu rządzącego, ze strony koalicyjnej, że Polacy na tym wszystkim tracą, że nie jest uregulowany rynek kryptowalut. Ja przypomnę, że veto ostatniego Prezydenta na komisji sejmowej było rozpoznawane 1 lipca. Natomiast debata i głosowanie nie odbyło się ani na pierwszym posiedzeniu Sejmu w lipcu, ani na drugim, ani na trzecim. Później mieliśmy miesięczną przerwę wakacji i dopiero we wrześniu ta sprawa została podjęta, a do dzisiaj, mimo braku odrzucenia veta Prezydenta, nie ma inicjatywy rządowej. Więc myślę, że tutaj jest dobrym tego słowa rozumieniu. Sprawdzam Pana Prezydenta. Skoro rządzący nie mają swojego projektu, skoro rozpoznanie veta Prezydenta zajęło im ponad dwa miesiące, a z drugiej strony mówią, że trzeba to robić szybko, bo szybko trzeba uregulować rynek kryptoaktywów i z tym akurat Pan Prezydent w całej rozciągłości się zgadza, to na co czekać? Trzeba to zrobić tu i teraz i można tak naprawdę w ciągu najbliższych dwóch tygodni rozstrzygnąć ten problem i tutaj Pan Prezydent, jeżeli te rozwiązania będą przyjęte, nie będzie miał problemu przecież, żeby tę ustawę podpisać, a później żeby ona weszła szybko w życie. Aczkolwiek zaznaczam, że działania rządzących, można powiedzieć, zadają kłam tej narracji, że bez ustawy, czy ustawa spowodowała to, co się dzisiaj dzieje. To, co się dzisiaj dzieje jest konsekwencją braku działań w poprzednich latach, umorzonych postępowań i braku reakcji także po posiedzeniu niejawnym w dniu 5 grudnia, bo wtedy też nie prowadzili żadnego śledztwa. To jest absolutnie niezrozumiałe. Tego się nie da w żaden sposób logiczny wytłumaczyć. Natomiast jeżeli chodzi o kwestię osoby, która została przegłosowana przez Sejm w ostatnim, Pana Ministra Berka, to myślę, że wszyscy, którzy w sposób spokojny i obiektywny podchodzą do tej kwestii, mają więcej niż tylko wrażenie, że mamy do czynienia z próbą takiej ucieczki przed odpowiedzią. Jest rzeczą oczywistą, że kandydat na sędziego sądu konstytucyjnego, jakim jest Trybunał Konstytucyjny, który po wyborze, po dokończeniu procedura, a więc ślubowaniu, przystąpieniu do orzekania, podlega już nawet nie ustawom, podlega tylko konstytucji. Powinien być absolutnie, ta kandydatora powinna być absolutnie prześwietlona w tym sensie formalnym, że nie budzi to żadnych wątpliwości. Tutaj te wątpliwości, można powiedzieć, są gigantyczne. To znaczy co do stażu pracy radcowskiego, realnie wykonywanych czynności radcowskich przez Pana Ministra Berka, przypomnę, że ustawa o Trybunale Konstytucyjnym odsyła tutaj do ustawy o sądzie najwyższym, a ta z kolei mówi bardzo jasno 10 lat stażu pracy, wykonywania zawodu radcy prawnego, nie wpisu na listę radców prawnych, wykonywania tego zawodu. I dla porównania, radca prawny, który aplikuje do najniższego sądu powszechnego, a więc sądu rejonowego, nie wystarczy, że przedłoży zaświadczenie od swojego dziekana, swojej izby czy swojej rady o tym, że był wpisany przez odpowiedni okres na listę radców prawnych. Musi wykazać dokumentami, że wykonywał faktycznie, realnie ten zawód. Więc jeżeli tego rodzaju warunki, wymagania stawiamy osobie, która ubiega się o najniższe stanowisko sędziowskie w Polsce, to myślę, że nie mamy nikt, kto uczciwie na tę sprawę patrzy, nie ma nikt wątpliwości, że także sędziemu, który jest najwyżej w hierarchii sędziowskiej, a więc sędziemu Trybunału Konstytucyjnego, także takie warunki trzeba postawić. Ja jestem zdziwiony, bo można było to wyjaśnić na komisji sejmowej. Służby pana marszałka Czarzastego powinny to wyjaśnić do spodu. W interesie pana ministra Berka było to, żeby przedłożyć te dokumenty. I we wszystkich tych płaszczyznach nie zadziało się nic, mimo że posłowie opozycji podczas komisji sejmowej pytali o to. Ja już wczoraj o tym mówiłem w imieniu pana prezydenta. Będę występował w najbliższych dniach dzisiaj, jutro do pana marszałka o wyjaśnienie tych spraw, bo to nie może opierać się tylko i wyłącznie na oświadczeniu. Jeżeli chcemy pracować jako kierowca, musimy pokazać prawo jazdy. Jeżeli chcemy wykonywać jakieś zawody związane z dostępem do żywności, musimy mieć różnego rodzaju zaświadczenia, chociażby z sanepidu. Każdy z nas, chcąc podejmować jakieś działania, co do których trzeba mieć jakieś umiejętności, doświadczenie, musi się tym wylegitymować. I też zastanawiająca jest postawa pana ministra Berka w tych kwestiach formalnych. Nie dotykam w ogóle na razie kwestii politycznych. To zaświadczenie, które zostało wrzucone na portal X, na konto pana ministra Berka, jak rozumiem przez samego zainteresowanego, ono zostało wystawione już po pracach komisji z godziną 12.58 z datą piątkową, kiedy komisja zakończyła swoje prace. Więc pytanie zasadne, na jakich dokumentach procedowała komisja? Jakie informacje mieli posłowie, którzy głosowali? I jeszcze raz podkreślę, to jest zaświadczenie o tym, że był wpisany na listę, a nie o tym, że czynnie wykonywał ten zawód. I te informacje, które chociażby pan poseł Paweł Jabłoński, przedstawiając odpowiedzi z Kancelarii Senatu, odpowiedzi z Kancelarii Sejmu, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, przepraszam, jednoznacznie wskazują, że tam, gdzie pan minister Berek był zatrudniony, zajmował się prawem, zajmował się legislacją. Nikt tego nie kwestionuje. Ale nie był na etacie radcowskim. Nie wykonywał czynności radcy prawnego. A tego wymaga ustawa. To nie jest warunek, który stawia pan prezydent. To nie jest warunek, który stawia opozycja. To nie jest warunek wymyślony, tylko to jest warunek twardo zapisany w ustawie. I ten warunek trzeba spełniać. Dzisiaj wydaje się, że ten warunek mógł nie zostać spełniony. Gdyby było inaczej, ja rozumiem, że sam zainteresowany po prostu pokazałby. Bo musiałby albo prowadzić działalność gospodarczą, to jest wykluczone w sytuacji, kiedy był urzędnikiem, albo musiał mieć stosowne umowy, a jeżeli tak, to od tych umów powinien odprowadzać jakieś podatki. Tutaj powinny być ślady w dokumentacji finansowej, bo jak rozumiem nie działał przez 10 lat pro bono, nie prowadził postępowań jako pełnomocnik, nie wydawał opinii jako radca prawny, nie pisał umów jako radca prawny wszystkich za darmo. Musiał mieć też pewne zgody na wykonywanie tej działalności w odpowiednich swoich funkcjach, no bo przecież łączenie różnego rodzaju funkcji urzędniczych z inną działalnością albo wymaga zgody, albo co najmniej poinformowania. To wszystko trzeba wyjaśnić. I to nie jest zła wola pana prezydenta. Prezydent jest strażnikiem konstytucji i nie może być tak, żeby ostatecznie do orzekania w najważniejszych ustrojowych sprawach państwa w Trybunale Konstytucyjnym została dopuszczona osoba, która być może, wiele na to wskazuje, w ogóle nie spełnia warunków formalnych, czyli warunków wyjściowych, podstawowych do tego, żeby być procedowana, przejść z Sejm i głosowana przez Wysoką Izbę. Kiedy możemy poznać decyzję prezydenta? To jest uzależnione od tej współpracy i odpowiedzi na te pisma, które wyjdą z kancelarii. Tak jak już mówiłem, te pisma są przygotowywane, mamy tutaj staż pracy, różne miejsca pracy pana ministra Berka, czy to NIK, czy Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, czy Polski Senat, czy Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Tam są różne uwarunkowania, jeżeli chodzi o kwestie chociażby informowania, czy uzyskiwania zgody na wykonywanie innych czynności niż te, które należą do urzędnika w danym urzędzie. Więc to wszystko wymaga spokojnego przemyślenia, zredagowania, zadania bardzo konkretnych, merytorycznych, niepolitycznych pytań marszałkowi Sejmu o to, jak to wyglądało, jakie dokumenty są, na później dalszych czynności. Myślę, że nam wszystkim, Szanowni Państwo, nam wszystkim powinno zależeć i zależy na tym panu prezydentowi Nawrockiemu, żeby w Trybunale Konstytucyjnym były osoby, które spełniają te minimalne warunki, w tym wypadku 10-letni staż pracy czy wykonywanie zawodu w charakterze radcy prawnego. I dziwi mnie ten upór. Myślę, że każdy z Państwa, kto jest na tej sali, gdyby wobec niego były podnoszone wątpliwości, które można by było udowodnić poprzez dokumenty, zawarte umowy, prowadzoną działalność gospodarczą, dokumenty finansowe składane do Urzędu Skarbowego, zrobiłby to w mgnieniu oka. My tych dokumentów, państwo tych dokumentów, pan prezydent tych dokumentów nie widzi. Dziękuję bardzo. Bardzo proszę pani redaktor. Dzień dobry, Kwiatkowska Ewelina, TVN24. Panie ministrze, mówił pan o umorzonych śledztwach w sprawie ządy krypto i odpowiedzialności obecnego rządu. Tyle, że te śledztwa były umorzone także wcześniej. Ze rządów Zjednoczonej Prawicy dotyczyły wtedy jeszcze BitBay, a nie ządy krypto. Czy w związku z tym pańskim zdaniem PiS ma czyste sumienie w tej sprawie? To pierwsze pytanie. I drugie pytanie dotyczy Zbigniewa Ziobry, który przyjął pieniądze za pośrednictwem swojej fundacji od Przemysława Krala. Czy w związku z tym dalej powinien być wiceprezesem partii? Czy powinno się wyciągnąć wobec niego jakieś konsekwencje? Dziękuję bardzo. Dziękuję za te pytania. To pierwsze pytanie bardzo ważne, szanowni państwo, dlatego że wtedy, kiedy były procedowane sprawy, czyli prowadzone śledztwa i także umorzone śledztwa w czasie rządu Zjednoczonej Prawicy, była zasadnicza różnica w stosunku do stanu faktycznego, który mamy anno dominii 2026. A jaka? Że wtedy Polacy nie stracili pieniędzy. Zasadnicza, fundamentalna różnica. Nie wiem, czy te postępowania zostały umorzone słusznie, ale to nie jest przedmiotem czy kompetencją szefa kancelarii prezydenta czy pana prezydenta, czy w ogóle kancelarii jako takiej. To powinno być zbadane przez rządzących. Oni do tego mają instrumenty. Więc powtarzam, jeżeli rządzący podnoszą wątpliwość czy zarzuty co do umorzonych śledztw przed objęciem przez nich władzy 13 grudnia, to mają pełne możliwości, pełen wachlarz instrumentów do tego, żeby podjąć działania o charakterze dyscyplinarnym wobec osób, które takie decyzje podejmowały, a nawet o charakterze karnym, na przykład niedopełnienia obowiązków. Ale ja nie słyszałem o takich działaniach, mimo tego, że od miesięcy mielony jest politycznie temat dotyczący zonda krypto i tych umorzonych śledztw. Jeżeli mają wątpliwości albo mają zarzuty prawdziwe, to pan prezydent będzie oczekiwał, żeby te zarzuty materializowały się w postępowaniach wobec osób, które umorzyły te śledztwa i w konkretnych rozstrzygnięciach, tylko ich nie ma. I prosiłbym, żeby państwo zauważyli, że nie rozstrzygam, czy one były dobrze prowadzone, czy źle prowadzone. Ja tylko mówię o tym, że rządzący, to wybrzmiała także w pani pytani, podnoszą ten argument, tylko nic z tym nie robią. Łatwo jest o czymś mówić. A liczą się fakty, liczy się prawo, liczą się podjęte czynności, liczą się konkretne działania, które powinny być podejmowane. Ich nie ma. I jeszcze raz wrócę, to zarządów tej koalicji doszło do straty przez, szacuje się, 30 tysięcy Polaków różnego rodzaju dóbr finansowych zainwestowanych w tę giełdę kryptoaktywów. Nie w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości czy Zjednoczonej Prawicy. I ja też oczekuję, powtarzam ten apel w nawiązaniu do pani pytania, jak to jest, że pan premier cytuje wątpliwości daleko idące prawne, czy w ogóle mógł to zrobić zmównicy sejmowej w tym trybie, w którym dostał dostęp, bo wydaje się, że to był dostęp dla pana premiera, nie do tego, żeby ogłaszać to publicznie zmównicy sejmowej, bo inna jest ścieżka dla państwa jako dziennikarzy, inna jest dla urzędników publicznych. Ale to niech rozstrzygnie prokuratura, bo już w tym zakresie złożone jest już zawiadomienie. Ale jak to jest, że premier znajduje czas, energię, przekonuje prokurator generalny, czy jest przekonany do tego, żeby ujawniać materiały z tajnego postępowania toczącego się w tej sprawie rządu krypto, a nie wiemy, dlaczego zostały umorzone postępowania w czasie tego rządu w 2024 i w 2025 roku. Ja o to apelowałem zmównicy sejmowej w imieniu pana prezydenta, że chyba można pokazać te umorzenia i powody tych umorzeń z 2024, z 2025 roku, jeżeli tam nie ma nic do ukrycia obecna władza, tylko jakoś ich nie widzimy, czyli z toczącego się aktywnie postępowania zainicjowanego 17 kwietnia można publikować część materiałów, ale tam, gdzie w czasie rządu w tej władzy umorzono postępowania, jest zupełna cisza. Ja bym apelował o to, żeby jednak pokazać te materiały, więc tyle mogę odpowiedzieć. Jeszcze jedna rzecz. Mówiłem to w imieniu pana prezydenta 5 grudnia. Macie instrumenty zawarte w ustawach karnych, ustawa o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy do tego, żeby ścigać przestępców na rynku kryptoaktywów, żeby zapobiegać rozlewaniu się przestępstw. Nie zrobili zupełnie nic. Takie są fakty, szanowni państwo. A ta sprawa nabrzmiewała. Ona nie wybuchła po 5 grudnia. Może tak, wybuchła po 5 grudnia, ale dojrzewała przez miesiące wcześniej. Także tego rządu, który dzisiaj rządzi. I nie było żadnych działań. Państwa redakcja, inne redakcje także zostały wprowadzone w błąd, bo przecież państwo także korzystaliście z finansowania. Nie czyni z tego zarzutu. Nie czyni z tego zarzutu pan prezydent. Bo państwo polskie pod rządami tego rządu nie ostrzegło, że to jest wątpliwe. Brali udział w różnego rodzaju konferencjach. Także sam premier Tusk. Ja mówiłem o tym w Sejmie. Tutaj drobne sprostowanie. Faktycznie w jednej z konferencji nie brał udziału pan wiceminister Tomczyk. Ale był tam awizowany, jak dobrze pamiętam. Nie brał udziału. Tak prostujemy tę informację. Te wszystkie inne uczestnictwa ministrów, wiceministrów, pana premiera, szefowej komisji. Dlaczego one mogły być możliwe? Dlaczego się materializowały? Dlatego, że państwo spało. Dlatego, że nie mieliśmy tej informacji. Dlatego, że nie miały ani pan prezydent, ani państwo jako dziennikarze, ani ministrowie tego rządu, ani opinia publiczna. Gdzie było państwo Donalda Tuska w tamtym czasie? Gdzie był służbę? Gdzie było ministerstwo najpierw pana Bodnara, a później pana Żurka? Gdzie był pan Siemoniak? Gdzie był minister finansów, który ma instrumenty w ustawie o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu? Natomiast co do tego drugiego wątku, kwestia decyzji partyjnych należy do kierownictwa partii Prawo i Sprawiedliwość. I to Prawo i Sprawiedliwość będzie w tym zakresie podejmowało te decyzje. Ja dzisiaj tutaj jestem w charakterze szefa kancelarii prezydenta. Nie jest rzeczą prezydenta układanie struktur w ramach tej czy innej partii politycznej, tego czy innego środowiska politycznego. Pan minister Ziobro przedstawia swój punkt widzenia. Państwo go znacie. Myślę, że trzeba tutaj... Ta ocena należy do Prawa i Sprawiedliwości, do opinii publicznej. Myślę, że więcej nic tutaj na ten temat powiedzieć nie można. Potrzeba była taka, żeby państwo reagowały i ostrzegało wszystkich. Natomiast mówię to generalnie. A co do pana ministra Ziobro już odpowiedziałem. Zapytałam pana ministra, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość to również pana środowisko polityczne. Tak, ja to rozumiem, tylko ja nie jestem, że tak powiem, w ścisłym kierownictwie Prawa i Sprawiedliwości. Nie jestem wiceprezesem partii. Więc tak jak mówię, mój charakter w miarze państwowym to jest stanowisko szefa kancelarii prezydenta. I w takim charakterze tutaj dzisiaj jestem. A decyzje w kwestiach partyjnych, w kwestiach personalnych, wewnątrz poszczególnych ugrupowań, także wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości, co zupełnie naturalne, będzie podejmować kierownictwo, ścisłe kierownictwo poszczególnych partii, w tym wypadku Prawa i Sprawiedliwości. Tyle mogę na ten temat odpowiedzieć. Natomiast apeluję także o to, żeby państwo, bo ostatnio oglądałem taki program w niedzielę wieczorny w Państwa stacji, żeby zachować jednak obiektywizm tej sprawy. To znaczy, jeżeli wskazujecie państwo na wątpliwości w działaniach polityków prawicy dzisiejszej opozycji, to myślę, że warto także pokazywać ten brak działania, zupełną flautę. Jeżeli chodzi o działanie, jeżeli w przypadku rządzących. I tą kłamliwą narrację, zupełnie nieprawdziwą o tym, że bez tej ustawy zupełnie nic nie można było zrobić, bo rządzący swoimi działaniami dowodzą co dnia i chwalą się tym, że tak, że mogli robić. Mogli to robić w grudniu, mogli to robić wcześniej, mogli to robić na początku roku, tylko jakoś tego nie robili. Bardzo proszę. Tylko dodam jeszcze, że a propos braku ostrzeżeń i ostrzeżeń, to za poprzedniego rządu KNF takie ostrzeżenia formułował i też zdaje się, że składał zażalenia do tych umorzeń. Tak, to zgoda. Na ten temat już pani redaktor odpowiadałem. Jeżeli są tam jakiekolwiek wątpliwości co do funkcjonowania prokuratury czy nadzoru nad prokuraturą, to dzisiaj minister sprawiedliwości, prokurator generalny ma wszystkie instrumenty o charakterze i prawnokarnym i dyscyplinarnym, żeby podejmować działania, ale ani pani redaktor, ani ja, ani opinia publiczna nie słyszy o tych działaniach. My słyszymy o mowie, że było coś nie tak. No dobrze i idąc krok dalej, jeżeli wcześniej KNF informował, to rozumiem, że mimo różnic politycznych jest jednak pewna kontynuacja działań państwa jako takiego, działań prokuratury jako takich, działań służb jako takich. To ostrzeżenia KNF-u nie zniknęły po 13 grudnia. One były, jak rozumiem, dalej aktualne. One też powinny być takim dzwonkiem alarmowym, a może dzwonem alarmu dla obecnie rządzących. Jeżeli nie zgadzali się z tymi umorzeniami, to powinni błyskawicznie podjąć akcję w postaci postępowań karnych działania służb. A oni nie tylko, że ich nie podjęli, pani redaktor, oni umorzyli dwa śledztwa. W 24, później w 25 roku. Więc jeżeli cofamy się do poprzednich lat, możemy to robić dla wyjaśnienia do spodu tej sprawy, zgadzam się, ale od blisko trzech lat odpowiedzialność jest nie po stronie Zjednoczonej Prawicy poprzedniego rządu, tylko tego rządu, który miał dokładnie te same informacje, wiedział o umorzonych śledztwach, wiedział o informacjach alarmujących KNF-u, a nie prowadził tych postępowań, tylko je umorzył. W 24, w 25 i to w czasie tego rządu Polacy zostali dotknięci i pokrzywdzeni, poszkodowani brakiem wypłaty środków, a nie w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Bardzo dziękuję, dziękuję pani redaktor, bardzo proszę. Dzień dobry, Katarzyna Turos, TVP Info. Ja mam takie pytanie, czy ten dzisiejszy projekt to jest sygnał dla rządzących, że w kwestii kryptowalut ostatnie słowo ma należeć do prezydenta i albo rządzący przystaną na tę propozycję, albo ten rynek pozostanie dalej nieuregulowany, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co pan wspomniał, czyli że ten projekt bazuje na tym, które przedstawiali rządzący, czyli jak rozumiem, muszą tam być też dobre zapisy. Dziękuję bardzo. Państwo polega, czy fundamentem funkcjonowania władzy wykonawczej, władzy ustawodawczej, parlamentu rządu i prezydenta jest konstytucja. Trzykrotnie pan prezydent wyrażał swoje zasadnicze uwagi do tego projektu. Trzykrotnie te uwagi były głosowane przez Sejm i nie zostały odrzucone. Więc idąc ścieżką konstytucyjną, ale pewnego zdrowego rozsądku, rozwagi i kompromisu należałoby, żeby większość rządowa przystała na te uwagi pana prezydenta, które są zasadzone na projekcie w istocie rządowym. No cóż więcej może zrobić prezydent? I to nie jest kwestia przepychania się czy udowadniania racji, kto tę rację ma albo kto tej racji nie ma, tylko zakończenia tego jałowego sporu, który w istocie Polaków nie interesuje, żadnych korzyści im nie przynosi. Ochrony kapitału większej nie ma, rynek się nie może rozwijać. Politycy dyskutują w Sejmie, podatnicy za to płacą i nic z tego nie wynika. Pan prezydent być może chciałby nawet większych zmian dalej idących w tej ustawie, ale rozumie pewną ideę, która przyświecała projektowi rządowemu, nie w pełni się z nią zgadza, dlatego zgłasza swój projekt. I dla tego projektu jest zrozumienie w klubach opozycyjnych, ale także w klubie rządowym. Bo Polska 2050 popierała niektóre poprawki pana prezydenta, niektóre poprawki były tożsame z projektem prezydenckim, więc mamy taki bardzo niezrozumiały, mówiąc delikatnie, upór pana premiera Tuska, żeby tego nie procedować. Zakończymy to, przetnijmy, niech prowadzą te postępowania, niech aresztują, niech zatrzymują. Powinni to robić wiele miesięcy wcześniej, nie robili tego, dzisiaj się tym chwalą, ale niech wreszcie zajmą się rzeczywistymi problemami i zamkną tę sprawę. Przestrzeń do tego jest potężna, a przestrzeń stwarza pan prezydent do zawarcia konsensusu. Bardzo dziękuję, dziękuję panie redaktor. Bardzo proszę, panie redaktorze. Radio RMF, Tomasz Skory, panie ministrze, jedno łatwe. Ile stron ma ten projekt, jaka jest jego objętość? Bo zdaje się, że to jest dość istotne w kontekście tego, jak bardzo dobrym projektem był projekt czeski, który miał ich 15, a ten prezydencki ile ich ma? Za to pytanie, panie redaktorze, dziękuję najbardziej. Fajnie, ale ile on ma stron? On ma około 100 stron, ale proszę mi dać dokończyć, bo zanim pan się uśmiechnie, możemy się uśmiechać do siebie, ale to jest tylko świadectwo kompromisu prezydenta. Prezydent mówi tak, przez dwa lata ten projekt był tworzony przez rząd, dwa, prawie dwa lata. Rząd, który ma wielokrotnie więcej środków, możliwości, urzędników, sposobów na to, żeby stworzyć dobry projekt. I projekty na przykład wspomniany czeski zawierają dużo mniejsze regulacje. Czy to są mniejsze regulacje? Tak, mówiłem o tym, bo można było to zrobić lepiej. Natomiast jeżeli mówimy o pewnym kompromisie i rządzący mówią, to musi być uregulowane, to musi być uregulowane, to także i to i jeszcze i tamto również. To prezydent mówi, okej, to nie jest tak, że mi się to wszystko podoba, ale wprowadźmy chociaż zmiany takie, które dotyczą ochrony konsumentów, prewencyjnego informowania, pewnych reguł konstytucyjnych. I dlatego ten projekt tak wygląda. Jeżeli państwo chcecie udowodnić, że co innego mówiłem wtedy, można było przez dwa lata w rządzie, w Ministerstwie Finansów, mając pełne do tego instrumenty i tylko tym się zajmując, przygotować zupełnie inny projekt. Nie zrobili tego. Więcej, z uporem niewartym tej sprawy, obstają, że ten projekt jest jedyny, który może być wprowadzony z tego rodzaju regulacjami. Więc prezydent mówi, no dobrze, nie jest to projekt taki, którym bym sobie wymarzył, ale to jest taki projekt, który można przynajmniej w tych 16 czy 15 miejscach poprawić i go wspólnie w konsensusie przyjąć. Więc ten uśmiech pana redaktora, który mnie cieszy, ja też go odwzajemniam, pokazuje, że może gdybyśmy z takim uśmiechem, może gdyby rządzący z takim uśmiechem, przez który przemawia życzliwość, jak rozumiem, podeszli do tego projektu, to dawno byśmy nie rozmawiali o regulacji rynku kryptoaktywów, bo ten rynek dawno był uregulowany. Gdybym chciał być złośliwy, a nie chcę, to bym powiedział, że gdyby był inny prezydent, na przykład pan Rafał Trzaskowski, to w ogóle nie mielibyśmy regulacji rynku kryptoaktywów, bo mówił bardzo o tym twardo w czasie kampanii wyborczej, jak dobrze pamiętam, w grudziącu, chyba w lutym, już daty dziennej nie pomnę, kiedy mówił, jestem przeciwnikiem jakiegokolwiek regulowania rynku kryptoaktywów. Dzisiaj rządzący, pan premier Tusk, ma partnera w postaci prezydenta Nawrockiego, który mówi inaczej, zróbmy to jeszcze, proponuje swoje rozwiązania i zasadza je na projekcie rządowym. Czy można być bardziej konsensualnym w tej sprawie? Nie wydaje mi się. Bardzo dziękuję. W duchu tej życzliwości bardzo proszę kolejne pytanie. Z nieumniejszoną życzliwością chciałbym zapytać. Elementem procedur parlamentarnych jest kierowanie projektów ustaw, także prezydenckich, do opiniowania społecznego, co trwa miesiąc. Czy zwrócił się pan do marszałka, żeby tę procedurę ominąć? Bo ta ustawa jest tak znana do spodu i tak często omawiana przez Sejm, że to aż chatko słuchać o tym. Może trzeba by sobie to darować. Jeżeli, ja oczywiście mogę uzupełnić, to zresztą było w niektórych projektach tego rodzaju działania, było podejmowane. Myślę, że to jest decyzja pana marszałka. Marszałek nie musi kierować tego do konsultacji społecznych, jeżeli kierowałby się, a zakładam, przynajmniej teoretycznie, tak jak pan, że pan marszałek zna ten projekt, że większość rządowa zna ten projekt, że posłowie, ale także senatorowie znają ten projekt. To myślę, że panie redaktorze, sam pan odpowiedział na to pytanie, co powinien zrobić marszałek, czy ten mój wniosek w imieniu pana prezydenta jest, czy nie jest. Jeżeli pan marszałek będzie kierował, to będzie tylko świadczyć o tym, że nie chce tego projektu procedować. Panie ministrze, teraz trudniejsze trochę pytanie. Na czym prezydent opiera swoje, jak rozumiem, jakieś domniemane uprawnienie do kontrolowania stażu pracy pana ministra Berka, skoro decyzję w tej sprawie podjął Sejm i to Sejm wybierając sędziego ponosi konsekwencje tego wyboru. Miejsca dla prezydenta jako żywo w przepisach nie znalazłem na tego typu działania. Znowu dziękuję za to pytanie. Panie redaktorze, gdyby Sejm przegłosował, że nie obowiązuje prawo ciążenia, to wszyscy mielibyśmy podejść do tego z pochyloną głowę. Pan prezydent powiedział tak. Sejm przegłosował, że nie obowiązuje prawa ciążenia. W związku z tym musi to wejść w życie. Czy jeżeli Sejm, idąc dalej w ten absurd. W tym pytaniu niestety mamy do czynienia z pewnymi granicami absurdu. To nie zarzut, ale zaraz to udowodnię. Jeżeli Sejm wzorem jednego z rzymskich cesarzy postanowiłby wybrać na sędziego Trybunału Konstytucyjnego konia, to też powinniśmy podejść do tego ze zrozumieniem, bo prezydent nie ma instrumentów do tego, żeby to badać? Czy jeżeli pan redaktor chciałby się zatrudnić w jakimś, wrócę do tego przykładu kierowcy, ale pan by powiedział, no ale nie pokażę wam prawa jazdy. Po prostu oświadczam, jestem kierowcą, musicie to wziąć, zatrudnić mnie. Czy też pracodawca przyjąłby to bez mrugnięcia okiem? No minimum zdrowego rozsądku. A jeżeli pan pyta o normę, z której prezydent wyprowadza swoje uprawnienie do tego, żeby zainteresować się tą sprawą i pochylić się nad tą sprawą, to ona wynika wprost z konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Prezydent jest strażnikiem konstytucji. I chyba nikt z państwa, łącznie z panem redaktorem, nie wyobraża sobie sytuacji, że prezydent miałby przyjąć ślubowanie od osoby, co do której nie ma wyjaśnionych podstawowych informacji związanych ze stażem pracy, który wynika wprost z ustawy i jest koniecznie do tego, żeby ubiegać się o to stanowisko. Sejm może przegłosować wszystko. Bo gdyby Sejm pracował odpowiednio, gdyby Sejm odpowiedział na pytania posłów i pan minister Berek odpowiedział na te pytania, to pan prezydent by o to już nie pytał. Tylko pytania padły, wątpliwości są, a wyjaśnień nie ma, a dokumentów nie ma, a udowodnienia tego faktu nie ma, że ten dziesięcioletni staż pracy w charakterze radcy prawnego jest faktycznie, zmaterializował się faktycznie w przypadku kariery zawodowej pana ministra Berka. Więc jeżeli pan mnie pyta o podstawę prawną, prezydent Rzeczypospolitej zgodnie z ustawą zasadniczą jest strażnikiem konstytucji i musi przestrzegać, żeby w sądzie konstytucyjnym, a więc w Trybunale Konstytucyjnym były osoby, które spełniają podstawowe wymagania, a więc wymagania formalne, w tym przypadku staż pracy. Panie ministrze, to jak pan wyjaśni, że poprzednik pana prezydenta Nawrockiego zaakceptował wybór przez Sejm dwójki sześćdziesięciosiedmioletnich sędziów na stanowisko, które w oparciu o te same przepisy można zajmować tylko do 65 roku życia. Mam na myśli stronie od tego pomysłu z powołaniem konia na senatora, ale to poniekąd podobne. Państwo Pawłowicz i Piotrowicz w dniu powołania mieli po lat 67. Tymczasem z tych samych przepisów wynikało, że w wieku lat 65 sędziowie przechodzą w stan spoczynku i już. Mimo to prezydent zaakceptował wybór Sejmu i zaprzysiągł. Panie redaktorze, już odpowiadam. Jak państwo doskonale się orientujecie, od siódmego sierpnia dwa tysiące dwudziestego. Szóstego nawet. Pan prezydent jest, a ja jestem od siódmego sierpnia szefem kancelarii prezydenta i odpowiadam za administrację pana prezydenta Nawrockiego. Jeżeli są pytania dotyczące decyzji pana prezydenta Dudy, to ja w tym procesie decyzyjnym nie uczestniczyłem. Wiem, że było zawirowanie dotyczące w ogóle wieku i ustaw, które wchodziły dotyczące wieku, po którym sędziowie mają przechodzić w stan spoczynku. Musiałbym na tę sprawę spojrzeć. Nie znam dokładnie tej sprawy. Być może wtedy odpowiedział z punktu widzenia nie rzecznika pana prezydenta Dudy, tylko z punktu widzenia prawnego. Nie badałem tej sprawy. Z punktu widzenia Prawa i Sprawiedliwości wyglądało to wtedy tak, że te przepisy, o których pan i ja mówimy teraz, dotyczą sędziów Sądu Najwyższego, a przecież chodzi o sędziów Trybunału Konstytucyjnego, więc to się nie liczy. Nie wiem, czy było takie stanowisko. Stanowisko pana prezydenta Nawrockiego jest bardzo jasne. Odesłanie z ustawy dotyczącej Trybunału Konstytucyjnego do ustawy o Sądzie Najwyższym nie budzi żadnych wątpliwości i te wszystkie warunki formalne, które musi spełniać sędzia czy kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego są enumeratywnie, bardzo wyraźnie, w sposób nie budzący żadnych wątpliwości wskazane w ustawie o Sądzie Najwyższym. Wśród nich jest staż pracy, w tym wypadku dziesięcioletnie wykonywanie zawodu radcy prawnego. Nie ma tu żadnych wątpliwości. Dobrze. I teraz już z górki. Od kilku dni prezydent... To nie było w ogóle pod górkę, panie redaktorze. Mam wrażenie, że było trochę schodów. Jeszcze na koniec proste pytanie o to, kiedy możemy się spodziewać decyzji prezydenta w sprawie zaznaczenia daty wyborów uzupełniających w obwodzie dwadzieścia, czyli w Zielonogórskim, do senatu po śmieci senatora Różańskiego. Jest, biegnie już na to trzymiesięczny termin. Ten termin powinien przypaść do końca listopada. A kiedy go poznamy tak naprawdę? Może już pan ma to w tej teczce? Nie mam tutaj pojedyncze dokumenty. Panie redaktorze, odpowiem tak. Pewnie pana ta odpowiedź nie zadowoli w ustawowym, przewidzianym terminie. Pan prezydent odpowie na to pytanie i wyznaczy ten termin, tak żeby możliwe było przeprowadzenie wyborów uzupełniających po świętej pamięci panu generale, panu senatorze. Dziękuję bardzo. Bardzo proszę, panie redaktorze. Tomasz Kubot, Radio Zet. A propos tego, o czym tutaj panowie rozmawiali, to prezydent Duda zaprzysiągł dwie osoby w środku nocy. Tak szybko działał po tym, jak zostali wybrani ci ludzie na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Tu niektórzy sędziowie czekają i czekają i ciągle się nie mogą doczekać zaprzysiężenia. Także faktycznie różnica między tym prezydentem a poprzednim w działaniu jest, ale ja nie o tym. Chciałem zapytać o coś zupełnie innego. Czy pana, rozumiejąc te wszystkie zastrzeżenia, o których pan dzisiaj tutaj mówił, kompletnie nie przejmuje to, że prokurator generalny, minister sprawiedliwości, właściwie podlegli mu ludzie, prowadzą śledztwa w pewnej aferze, gdzie jest domniemanie, że ktoś zginął, a na pewno zaginął. Umarzane są śledztwa. Potem ten sam człowiek dostaje, miał dostać dwa miliony. Z tego, co wiemy, dostał 450 tysięcy. I to pana nie szokuje jako szefa kancelarii prezydenta? Nie ma pan do tego stosunku jakiegoś takiego bardziej emocjonalnego, niż może tak było, a może tak nie było? Bo ja tak to odbieram. To co pan sądzi na ten temat? To niesłusznie pan odbiera w taki sposób, zaraz do tego się ustosunkuję, ale jeszcze do tego pierwszego wątku, bo chciałbym się jednego odnieść. Panie redaktorze, po pierwsze uległy zmiany, to jak prezydent i kiedy prezydent przyjmuje ślubowanie, jest decyzją prezydenta. Wtedy podejmował decyzję pan prezydent Duda, a dzisiaj podejmuje nowy prezydent, pan prezydent Nawrocki. To po pierwsze. Po drugie, w obecnym kształcie tej ustawy, jeżeli spojrzymy na artykuł 4 ustąpioną w ustawie o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, chciałbym tutaj bardzo jasno to powiedzieć, bo bardzo często ta nieprawda, nie chcę mówić kłamstwo, bo wtedy zakładam pewną świadomość działania niektórych mediów, jest powtarzana, że musi to zrobić niezwłocznie. W tym przepisie nie ma ani słowa o terminie, ani dziennym, ani niezwłoczności. Ale w przepisach się nic nie zmieniło. Przepis się nieco zmieni, dlatego że przepis jest nieco zmieniony. To po pierwsze. Po drugie, orzeczenie 34 na 15 z 2015 roku, jeszcze Trybunału Konstytucyjnego, którego prezesem był profesor Rzepliński, odnosiło się do tamtej normy prawnej. Przepis uległ zmianie. Więc również pewna argumentacja, która została zawarta, nie mówię, że ona w całości musi zostać odrzucona z uzasadnienia tego wyroku z roku 2015, powinna podlegać pewnej refleksji. Poza tym mamy orzeczenie, wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 12 grudnia, który mówi, że norma zawarta w art. 4 ust. 1 ust. Statusie Sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie nakłada na prezydenta obowiązku odebrania ślubowania. Nie nakłada takiego obowiązku. Więc prezydent idzie ścieżką konstytucji i aktualnych orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Być może stąd te różnice. Chciałem to doprecyzować. Natomiast jeżeli chodzi o ten przypadek, no to ja bym oczekiwał, jeżeli pan mnie pyta, jako szef kancelarii prezydenta, jako członek tego środowiska politycznego, ale także jako jeden z 38 milionów Polaków, jeżeli pan pyta mnie o mnie, ja bym oczekiwał, żeby służby, prokuratura, państwo polskie mówiąc szerzej, kierowane dzisiaj przez premiera Donalda Tuska, zamiast cytować panów X i Y i ujawniać materiały z tajnego postępowania i powoływać się nie na zeznania, a na wyjaśnienia, jak rozumiem osób, które mogą kłamać, mogą kłamać realizując swoją linię obrony, podjęła działania, dowody, zarzuty, tymczasowe aresztowania, europejskie nakazy aresztowania, akty oskarżenia, osądzenie tego, kto jest winny. Tego oczekuję we wszystkich moich trzech, że tak powiem, rolach. Jako szef kancelarii prezydenta, jako uczestnik życia politycznego i jako zwykły Polak, tak jak 38 milionów Polaków, a nie politycznego spektaklu. Nie politycznego spektaklu, jeżeli były działania, jeżeli tego rodzaju działania będą w całości potwierdzone, to do takich działań nie powinno dochodzić. Jeżeli pan mnie o to pyta. Możemy zadzwonić do pana Zbyszka do Ameryki i zapytać go, jaki jest jego sposób tłumaczenia tego, co się wydarzyło. Ta konferencja przebiega w bardzo pogodnej atmosferze, ale nie sprowadzajmy jej do absurdu. Mnie interesuje to pana zupełnie, jak tłumacza się Zbigniew Ziobro z tej sytuacji? Fakty są takie, jakie są. Ale odpowiedziałem na to pytanie. Oczekuję od państwa, żeby tam, gdzie są wątpliwości albo działania o charakterze karygodnym, odpowiedzialni ponieśli surową odpowiedzialność. Drugie pytanie na temat dzisiejszej konferencji. Mówi pan o uporze. Powtarza pan tę frazę z uporem maniaka, bo to mówił pan premier, że obstaje przy tej wersji tej ustawy. To słowa pana premiera. Tak, tak. To czy pan nie uważa, że upieranie się pana prezydenta przy tych czterech rzeczach, które tutaj były wymienione, które nie są jakieś podstawowe, fundamentalne dla całej tej ustawy, to też jest jakiś rodzaj uporu. To może nie maniaka, ale na pewno uporu. Panie redaktorze, odwołam się do przykładów funkcjonowania, nazwijmy to, kohabitacji pana prezydenta i rządu, rządu i pana prezydenta. Były ustawy, które pan prezydent zawetował, czyli odmówił podpisania. Odesłał je do Sejmu. Były takie ustawy. Na przykład ustawa dotycząca pomocy Ukraińcom. Rząd poprawił ustawę. Przysłał, dobrze. Była ustawa dotycząca magazynowania gazu. Rząd poprawił ustawę po wecie. Odesłał lepiej. Była ustawa dotycząca transportu. Rząd poprawił po wecie ustawę. Odesłał, pan podpisał, weszła w życie. Były ustawy rolnicze niektóre, które pan prezydent kwestionował. Rząd poprawił. Podpisane jest. Były także inicjatywy prezydenta, które rząd, który właściwie nie przyjął tych inicjatyw, ale zawarł to w swoich projektach, pan prezydent podpisał. To pokazuje, że można. To pokazuje, że można pochylić się nad uwagami prezydenta Rzeczypospolitej. Szczególnie tam, gdzie nie ma przełamania weta. I podam jeszcze jeden taki już chyba najbardziej jaskrawy przykład. Ustawa łańcuchowa, gdzie było weto i to weto było głosowane. I także w tamtej sprawie rządzący nie byli w stanie tej ustawy odrzucić. Ileż to było darcia włosów z głowy. Ileż to było różnego rodzaju oskarżeń pod adresem pana prezydenta Nawrockiego. I co? Weta nie odrzucili. Był projekt prezydencki. Pracowaliśmy w komisjach. Pracowaliśmy w kancelarii prezydenta. Ustawa kilka tygodni temu przyjęta. To pokazuje, że można. Wie pan, ja się... Jeżeli chodzi na kompromisy, to też pokazuje, że większość parlamentarna... Ale prezydent też w tych projektach rządowych, które wracają do podpisu, nie ma wszystkich uwag, zawartych wszystkich, czyli nie materializują się wszystkie zastrzeżenia pana prezydenta. Nie jest tak, że rząd przyjmuje wszystko. Tylko jeżeli pan prezydent w tej konkretnej ustawie przedstawił 16 poprawek i robi to konsekwentnie, tłumacząc, motywując, argumentując, nie poprzez zeznania bandytów czy wyjaśnienia bandytów, nie wyciągając materiały z akty śledztw, tylko argumentując to w oparciu o zdanie swoich doradców, osób, które znają się na kwestiach rynków finansowych, to dlaczego nie można tutaj przynajmniej kilku z tych poprawek przyjąć? Dlaczego z 16 poprawek przyjęto jedną, najmniej znaczącą, dotyczącą raportowania na koniec danego roku, bo to się stało podczas poprzedniego obiegu tej ustawy? Tak potrzebny jest kompromis. Jest ten kompromis po stronie pana prezydenta. Pan prezydent ze spokojem oczekuje na to, że będzie to zrozumienie dla kompromisu. Ta ustawa jest naprawdę ustawą środka. Jeszcze raz to powtórzę. Projekt Prawa i Sprawiedliwości – całkowite zakazanie. Projekt rządowy z tymi wadami dotyczącymi np. braku kontroli sądowej i tak naprawdę działaniem o charakterze administracyjnym. Projekt Konfederacji, którego już niemale, który był przedstawiany, najbardziej liberalny. Jest projekt prezydencki, który jest, można powiedzieć, gdzieś pośrodku tych wszystkich projektów. Czyli największy kompromis nie ma szans niż te poprawki, o których pan tutaj mówił? Jest kompromis. Panie redaktorze, jeżeli z 16 przechodzi jedna poprawka, najmniej znacząca, to trudno mówić o kompromisie. Jeżeli rządzący się pochylą nad tymi rozwiązaniami, to jest decyzja oczywiście pana prezydenta. Projekt jest, jaki jest. On zawiera konkretne 16 uwag, które zostały wprowadzone do ustawy rządowej. Jeżeli ta ustawa wyjdzie w kształcie, który będzie przyjmował kilka czy większość tych uwag, to wtedy pan prezydent podejmie decyzję. Ja tego nie wiem. To jest decyzja na koniec zawsze prezydenta Rzeczypospolitej. Ja tylko mówię o tym, że prezydent jest skłonny do kompromisu, rozmowy, konsensusu, zamknięcia tej politycznej przepychanki oliwionej wyjaśnieniami różnego rodzaju skruszonych bardziej lub mniej bandytów, którzy z roli przestępców i ekspozytor ruskich mafii stali się nagle dla niektórych bohaterami i źródłem objawionej wiedzy na temat procesów, które miały miejsce w ostatnich latach w rządzie krypto. Ciekawe to przejście nastąpiło, jeżeli chodzi o tę perspektywę i spojrzenie rządzące. Bardzo dziękuję. Mamy jeszcze jakieś pytanie? Bardzo proszę, panie redaktorze. Jakub Krzyżak, Radio Eska. Ja chciałem dopytać o sprawę ministra Berka. Czy gdyby się okazało, że jednak to prawo jazdy ma, odwołując się do pana przykładu, to czy wtedy prezydent przyjmie za przysiężenie? Jak ma się prawo jazdy, no to można jeździć samochodem, prawda? Więc odpowiadając na pana pytanie, jeżeli spełnia wymagania formalne, no to wiemy tyle, że Sejm mógł procedować tę kandydaturę i mógł podjąć działania zmierzające do jej przygłosowania. Najpierw musimy to wyjaśnić i to jest jakby podstawowa rzecz w tej sprawie.
Dziękuję za pobranie 🙏
Jeżeli opublikujesz ten materiał w mediach społecznościowych, będę bardzo wdzięczny za oznaczenie VideoParlamentu. Dzięki temu docieramy do kolejnych osób i możemy dalej budować przejrzyste archiwum polskiej polityki.