Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Karol Nawrocki: Weta chronią Polaków przed podatkami

Karol Nawrocki: Weta chronią Polaków przed podatkami

Karol Nawrocki przedstawił decyzje legislacyjne i uzasadnił prezydenckie weta, krytykując wzrost długu oraz pomysł podnoszenia podatków. W wystąpieniu wskazał także ustawy podpisane przez prezydenta i trzy regulacje, których nie zaakceptował z powodu ryzyka dla obywateli, samorządów i stabilności prawa.

Prezydenckie weta i finanse państwa


Karol Nawrocki odrzucił twierdzenie, że prezydenckie weta kosztują Polaków miliardy złotych. Podkreślił, że weta mają chronić obywateli przed kolejnymi podatkami, opłatami i przenoszeniem kosztów niewydolności państwa na gospodarstwa domowe.

Pancerz budżetowy i rosnący dług


Prezydent wezwał rząd do ograniczenia marnotrawstwa, skuteczniejszego pobierania CIT oraz walki z wyłudzeniami i przestępczością gospodarczą. Wskazał, że od końca 2023 roku dług Skarbu Państwa zwiększył się o ponad 840 miliardów złotych, a odpowiedzialność za jego spłatę ponoszą obecni i przyszli obywatele.

Siedem podpisanych ustaw


Karol Nawrocki poinformował o podpisaniu siedmiu ustaw dotyczących między innymi psów ratowniczych ochotniczych straży pożarnych, prawa bankowego, stabilności dostaw prądu, odpowiedzialności zawodowej architektów i inżynierów, jakości artykułów rolno-spożywczych, pomocy po powodzi oraz paliwa lotniczego.

Weta dotyczące e-dziennika, ochrony powietrza i energetyki


Prezydent nie podpisał ustawy o państwowym e-dzienniku, wskazując na brak wystarczających gwarancji bezpieczeństwa danych uczniów, wysokie koszty i zbyt szybkie tempo wdrożenia. Do ponownego rozpatrzenia przez Sejm skierował także przepisy dotyczące programów ochrony powietrza, a odmówił podpisu pod nowelizacją prawa energetycznego z powodu nieprzejrzystego procesu legislacyjnego i częstego zmieniania reguł.

Karol Nawrocki — ujęcie z przemówienia: Karol Nawrocki: Weta chronią Polaków przed podatkami (28.08.2026)

Rola prezydenta w procesie legislacyjnym


Karol Nawrocki podkreślił, że prezydent nie powinien automatycznie podpisywać każdej ustawy. Według niego państwo ma służyć obywatelom, a prezydent powinien pilnować ich interesu, portfeli, bezpieczeństwa i praw.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Szanowni Państwo, zgodnie ze zwyczajem chcę dziś Państwu przedstawić kolejne decyzje legislacyjne. Jednak zanim do nich przejdziemy, warto uporządkować pewne sprawy. Od kilku dni słyszymy, że prezydenckie weta kosztują miliardy złotych. To kłamstwo i czysta manipulacja. Weta nic nie kosztują Polaków. Weta chronią Polaków przed kolejnymi podatkami, opłatami i sięganiem do ich kieszeni. Nie zgadzam się z filozofią – brakuje pieniędzy, więc zabierzmy więcej Polakom. Jednocześnie oczekuję odpowiedzi na pytanie – co zrobiliście z pieniędzmi, które już obywatele dali? Wszyscy widzimy, co się dzieje. Milionowe podejrzenia, wyłudzeń związanych ze świadczeniami medycznymi, kompromitujące raporty za setki tysięcy złotych dla znajomych, wyłudzane pieniądze dla powodzian, a przy KPO jachty, sauny, solaria czy ekspresy do kawy. Niemal każdego dnia słyszymy o kolejnych podejrzeniach nadużyć, niegospodarności i marnotrawstwa publicznych pieniędzy. Jednocześnie słyszymy – budżet się nie spinał. Musicie zapłacić więcej. Wyższe podatki, wyższa akcyza, kolejna opłata czy podatek paliwowy, który mają niby zapłacić giganci petrobranży, a efekt będzie taki, że ten koszt zostanie przeniesiony na każdego klienta stacji benzynowej. Nie. Tak państwo nie może działać. Jeżeli w domu cieknie dach, za naprawę nie wystawia się rachunku sąsiadowi. Jeżeli budżet przecieka jak zardzewiały durszlak, nie dolewa się do niego kolejnych miliardów zabranych ludziom. Najpierw się naprawia to, co nie działa, co zawodzi. Dlatego w pierwszych dniach prezydentury zaproponowałem pancerz budżetowy. Mechanizm, który ma pomóc dbać o finanse publiczne. Uszczelnienie wad. Skuteczniejsze pobieranie CIT. Walkę z mafiami i kradzieżą publicznych środków. Silniejsze państwo wobec tych, którzy wyłudzają pieniądze albo unikają należnych podatków. Zamiast wyższych podatków dla obywateli, lepsza ochrona budżetu i pieniędzy Polaków. To jest odpowiedź. Zanim zabierzecie dodatkową złotówkę pielęgniarce, kierowcy, przedsiębiorcy, emerytowi czy rodzinie wychowującej dzieci, odzyskajcie złotówkę. Oto szósta. Zanim podniesiecie podatki, ograniczcie marnotrawstwo. Zanim sięgniecie do kieszeni obywatela, zajrzyjcie do własnych rachunków. Pancerz budżetowy został zamrożony w Sejmie przez marszałka. Mrozi się już kolejne miesiące. Trzeba więc zadać pytanie, ile kosztuje Polaków ta zamrażarka marszałka Czarzastego. Rząd nie korzysta z proponowanych narzędzi uszczelnienia budżetu państwa, ale chętnie tłumaczy Polakom, ile pieniędzy, w cudzysłowie, kosztują prezydenckie weta. To jest postawienie sprawy na głowie, zwłaszcza kiedy spojrzymy na stan finansów państwa. Od końca 2023 roku dług Skarbu Państwa zwiększył się o ponad 840 miliardów złotych. To blisko 900 milionów złotych dziennie. Blisko miliard złotych, żebyśmy wszyscy rozumieli skalę, to równowartość miesiąca świadczenia 800+, dla miliona 250 tysięcy dzieci, albo około kilkadziesiąt kilometrów autostrady, czy ponad tysiąc nowoczesnych karetek pogotowia. Szanowni Państwo, to wystąpienie potrwa kilkanaście minut. Przy dotychczasowym średnim tempie wzrostu długu w tym czasie dług Skarbu Państwa zwiększał się średnio o ponad 6 milionów złotych. Ponad 10 tysięcy złotych na sekundę. Zanim skończę następne zdanie, dług wzrośnie o kolejne dziesiątki tysięcy. Ten rachunek ostatecznie spłacają obywatele. Dzisiejsi i przyszli. Dlatego zanim rząd przyjdzie po kolejne pieniądze do Polaków, powinien odpowiedzieć, co zrobił, żeby lepiej gospodarować pieniędzmi, które już otrzymuje. Polacy mają prawo zadać to pytanie. Skoro tak szybko rośnie dług, to gdzie jest wielka poprawa ich życia? Gdzie jest obiecana wyższa kwota wolną od podatku? Gdzie są obietnice składane przedsiębiorcom? Dlaczego jednocześnie słyszymy o problemach ochrony zdrowia, zamykanych oddziałach i brakujących pieniądzach? Dług zostaje, raty zostają, a obietnic nadal nie zrealizowano. To trochę tak, jakby ktoś kupił samochód na kredyt, kredyt dostał, raty będzie spłacał, tylko samochodu nie ma. Dlatego sprzeciwiam się próbie odwracania odpowiedzialności. Problemem nie są weta. Problemem jest władza, która za łatwo wydaje, za słabo kontroluje i za szybko się zadłuża. Potrzebujemy państwa, które potrafi powiedzieć, zadbamy o każdą złotówkę z podatków Polaków. Potrzebujemy skutecznej administracji skarbowej. Potrzebujemy sprawnych służb do walki z korupcją i przestępczością gospodarczą. Potrzebujemy pancerza budżetowego. Potrzebujemy państwa, które jest silne wobec oszustów. Najłatwiej jest podnieść podatek. Moja odpowiedź pozostaje niezmienna. Nie zgodzę się na to, żeby lekarstwem na nieskuteczne państwo były wyższe podatki dla ciężko pracujących obywateli. Wetoję starczą przed kolejnym rachunkiem wystawianym Polakom. Uszczelnijcie budżet. Ograniczcie marnotrawstwo. Ścigajcie wyłudzenia. Pilnujcie każdej publicznej złotówki. Pokażcie Polakom, że państwo potrafi oszczędzać również na sobie. Rządzie. Zacznij od siebie. Nie od portfeli Polaków. Teraz przejdę do kolejnych decyzji legislacyjnych. Chcę poinformować, że podpisałem 7 kolejnych ustaw. Pierwsza to ustawa o psach ratowniczych ochotniczych straży pożarnych, która formalnie włącza zasłużone zespoły przewodników z psami ratowniczymi ochotniczych straży pożarnych do państwowego systemu ratowniczego, dając im jasną i wyczekiwaną podstawę prawną do ratowania ludzkiego życia. Podpisałem także zmiany w prawie bankowym związane z wdrożeniem rozwiązań z pakietu bazylei trzeciej i innych wymogów. Nowe prawo zwiększa odporność polskiego sektora bankowego na kryzysy finansowe poprzez wdrożenie rygorystycznych międzynarodowych wymogów dotyczących kapitału banków. Mimo dyskusji wokół silniejszej kontroli Komisji Nadzoru Finansowego nad obsadą stanowisk, nadrzędne bezpieczeństwo oszczędności obywateli przeważyło nad podpisaniem tej ustawy. Zaakceptowałem przepisy pozwalające elektrowniom na ponowne wykorzystanie oczyszczonych ścieków komunalnych do chłodzenia, co ma kluczowe znaczenie dla stabilności dostaw prądu podczas letnich susz. Podpisałem także ustawy o odpowiedzialności zawodowej architektów i inżynierów budownictwa. Nowe przepisy likwidują niepotrzebną biurokrację i sprawiają, że prawomocne kary dyscyplinarne, takie jak zawieszenie prawa wykonywania zawodu projektanta czy inżyniera będą realizowane natychmiast. Zgodziłem się także na podpis pod ustawą o jakości artykułów rolno-spożywczych. To znaczące wzmocnienie kompetencji inspekcji i jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych oraz wzmocnienie kontroli granicznych żywności importowanej z państw trzecich. Nie trzeba powtarzać, jak to ważne po wejściu w życie umowy z Mercosur. Rok temu, w sierpniu 2025 roku, złożyłem projekt ustawy o ochronie polskiej wsi, ochronie także przed towarami rolnymi z państw Mercosur. Sejm wówczas nie przyjął akurat tych przepisów odnoszących się do ochrony rynku rolnego. Jednak po czasie, tak jak w wielu innych przypadkach, zrozumiał, że tego typu rozwiązania, jak zwiększona kontrola nad jakością produktów, może być sposobem walki z produktami rolnymi zalewającymi nasz rynek, a napływającymi w efekcie błędnej decyzji Unii Europejskiej o zawarciu umowy handlowej z Mercosur. Podpisałem także kolejną ustawę powodziową, która pozwala na stworzenie stałego mechanizmu pomocy właścicielom gruntów rolnych zdewastowanych lub zdegradowanych w skutek powodzi. Moją akceptację uzyskała także ustawa o paliwie lotniczym. To kontynuacja zmian przepisów z innej ustawy, którą podpisałem w kwietniu. Obecna nowelizacja wprowadza mechanizm rekompensat finansowych, które mają pokryć różnicę w cenie między drogim paliwem SAF, a tradycyjną naftą lotniczą. Skoro państwo polskie zdecydowało się wdrożyć obowiązek stosowania ekologicznych paliw, musi również przyjąć przepisy, które pozwolą polskim firmom na uzyskanie środków finansowych na ten cel. Decyzja w sprawie tej ustawy nie wynika z aprobaty dla systemu EU-ETS, ani dla kierunku unijnej polityki klimatycznej w transporcie lotniczym. Doskonale znają państwo moją opinię na ten temat. Skutkiem weta byłoby jednak utrzymanie pełnych kosztów systemu przy jednoczesnej rezygnacji z jedynej rekompensaty, bo zasadnicza część obciążeń nakładanych na podmioty z branży płynie nie z ustawy, lecz z rozporządzeń unijnych stosowanych bezpośrednio. Szanowni państwo, niestety po raz kolejny trafiają na moje biurko ustawy przygotowane w pośpiechu, bez odpowiednich konsultacji i bez odpowiedzi na podstawowe pytania. Pierwsza z nich dotyczy państwowego e-dziennika dla szkół. Chcę powiedzieć jasno, sam pomysł e-dziennika nie jest problemem. Problemem jest sposób, w jaki państwo chce go wprowadzić. Sama idea wprowadzania cyfrowych rozwiązań w postaci e-dziennika jest słuszna i powinna być realizowana. Niezrozumiały jest jednak sposób podejścia Ministerstwa Edukacji do realizacji wdrożenia. Przeciwko tej ustawie wystąpiły środowiska nauczycielskie. Zarówno Światowa Solidarność, jak i Związek Nauczycielstwa Polskiego wskazują, że zabrakło prawdziwych konsultacji z ludźmi, którzy będą z tego systemu korzystać każdego dnia. Są trzy podstawowe problemy. Po pierwsze, bezpieczeństwo dzieci. Państwo chce stworzyć jeden centralny system, w którym znajdą się bardzo wrażliwe dane uczniów. Numery PESEL, zdjęcia, oceny, frekwencje, a także informacje o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Jeżeli tworzymy tak ogromną bazę danych, jej bezpieczeństwo musi być absolutnym priorytetem. Tymczasem ustawa nie daje wystarczających gwarancji dotyczących zabezpieczenia tych informacji i dostępu do nich. Krytycznym uchybieniem jest fakt, że ustawa nie określa szczegółowych standardów dotyczących szyfrowania danych, obowiązkowych audytów bezpieczeństwa czy procedur reagowania na awarie i zagrożenia. Jak bardzo jest to niebezpieczne, widzimy w kontekście wycieku danych ponad 19 milionów polskich pacjentów z systemu informatycznego odpowiadającego za obsługę gabinetów lekarskich. Dane polskich pacjentów, informacje o ich chorobach, receptach, wizytach trafiły w niepowołane ręce. Brak zabezpieczeń w ustawie o dzienniku zagraża tym samym polskim uczniom, którzy będą narażeni na dostęp do ich wrażliwych danych osób niepożądanych. Sama centralizacja danych nie stanowi gwarancji ich bezpieczeństwa. Po drugie koszty. Budowa systemu ma kosztować ponad 200 milionów zł. To ogromne publiczne pieniądze. Państwo musi potrafić jasno wykazać, że taki wydatek jest konieczny i racjonalny. W ostatnich tygodniach widzimy wiele przykładów nieracjonalnego i skandalicznego wydatkowania publicznych pieniędzy. Konstrukcja tej ustawy sprawia, że państwowy e-dziennik stałby się kolejnym przykładem niegospodarności w dysponowaniu publicznymi środkami. Po trzecie chaos organizacyjny. Pilotaż ma ruszyć bardzo szybko, a cały system ma obowiązywać od września 2027 roku. Nauczyciele zwracają uwagę, że szkoły potrzebują czasu, szkoleń, odpowiedniego przygotowania. Niepokój budzi również tempo i sposób prac legislacyjnych. W ich toku zgłoszono liczne wnioski i poprawki odnoszące się do podstawowych założeń projektu, w tym kwestii dostępu, bezpieczeństwa, prywatnego sprzętu nauczycieli, interoperacyjności i pilotażu. Zdecydowana większość z nich nie została uwzględniona, a bardzo szybki proces przebiegu prac nie stworzył wystarczającej przestrzeni do pogłębionej dyskusji i rozważenia zgłaszanych argumentów. Dlatego nie podpiszę tej ustawy w obecnym kształcie. Nie mówię nie państwowemu e-dziennikowi. Mówię przygotujcie się dobrze, przygotujcie się lepiej. Warunki są proste. Konsultacje z nauczycielami i ekspertami, realne zabezpieczenie danych dzieci oraz rozsądne i przejrzyste koszty. Druga ustawa dotyczy programów ochrony powietrza przygotowywanych przez samorządy. Tutaj również problem jest prosty. Nowe przepisy ułatwiają zaskarżanie decyzji dotyczących tych programów. Nowelizacja ustawy zakłada, że skargi na programy ochrony powietrza mogą być wnoszone na podstawie tzw. interesu faktycznego, co oznacza, że skarżący nie musi udowadniać naruszenia konkretnego przepisu prawa dotyczącego bezpośrednio jego. Szeroki zakres regulacji powoduje, że może być ona wykorzystywana przez organizacje ekologiczne lub inne podmioty niezgodnie z intencją. W praktyce może to oznaczać, że organizacje niezwiązane z danym regionem, także podmioty zagraniczne, będą mogły próbować blokować ważne lokalne inwestycje takie jak drogi, fabryki czy inne inwestycje rozwojowe. Rządowy projekt poszedł dalej niż wymogi Brukseli. To kolejny przykład nadregulacji i tak już przeregulowanych unijnych przepisów i wymogów. Zamiast ograniczyć się do wymaganego przesunie europejskiego otwarcia ścieżki sądowej dla mieszkańców, rząd wdrożył pełną zaskarżalność i otworzył sądy dla podmiotów bez zweryfikowanego interesu prawnego w konkretnej sprawie. Ułatwienie skarżenia samorządów w sprawie jakości powietrza stanie się formą systemowego nacisku na wprowadzanie radykalnych rozwiązań takich jak strefy czystego transportu. Nagłe ich wprowadzanie uderzy w osoby najmniej zamożne, których nie stać na wymianę pojazdów. Rozszerzenie doprowadzi do sytuacji, w której pod naciskiem organizacji ekologicznych sądowo wymuszane będą zakazy używania nowoczesnych kotłów na biomasę czy drewno. Przecież dziś drewno i pelet stanowią fundament bezpieczeństwa energetycznego wielu polskich gospodarstw domowych. Jednocześnie samorządy mają dostać bardzo mało czasu na przygotowanie skomplikowanych i kosztownych zmian. Nie można z jednej strony nakładać na samorządy nowych obowiązków, a z drugiej nie dawać im odpowiedniego czasu i narzędzi do ich wykonania. Ochrona powietrza jest ważna, ale dobre intencje nie usprawiedliwiają złego prawa, dlatego tej ustawy również nie podpiszę i kieruję ją do ponownego rozpatrzenia przez Sejm. I wreszcie trzecia sprawa. Prawo energetyczne. Tutaj sytuacja jest szczególnie niezrozumiała. W marcu podpisałem ustawę zmieniającą prawo energetyczne. Minęło zaledwie kilka miesięcy i na moje biurko trafiają przepisy, które częściowo odwracają tamte zmiany. Najpierw państwo uchwala prawo, a kilka miesięcy później samo zaczyna je odkręcać. Co więcej, bardzo ważne zmiany zostały wprowadzone dopiero podczas drugiego czytania w Sejmie zamiast przejść normalną, przejrzystą drogę legislacyjną. Tak nie powinno się tworzyć prawa. Przedsiębiorcy, inwestorzy i obywatele muszą wiedzieć, jakie zasady obowiązują. Nie mogą żyć w przekonaniu, że przepisy uchwalone dzisiaj za kilka miesięcy zostaną ponownie zmienione. Politycy, którzy głosowali nad tą ustawą, wiedzieli na etapie prac parlamentarnych, że jest wadliwa. Wady zostały zasygnalizowane przez biuro legislacyjne Senatu, a mimo to nie zostały uwzględnione. Nie było to przeoczenie. Podczas posiedzenia komisji senatorowie wprost stwierdzili, że przyjmą ustawę bez poprawek, mimo świadomości jej błędów. Nie zgadzam się na zasadę uchwalmy teraz, a później będziemy poprawiać. Państwo musi być przewidywalne. Prawo musi być jasne. A proces jego tworzenia musi być przejrzysty. Dlatego tej ustawy także nie podpiszę. Rolą prezydenta nie jest automatyczne podpisywanie wszystkiego, co trafia na jego biurko. Rolą prezydenta jest powiedzieć tak rozwiązaniem dobrym dla Polski i powiedzieć nie, kiedy prawo jest niedopracowane lub po prostu szkodliwe. Szanowni Państwo, dzisiejsze decyzje łączy jedna prosta zasada. Państwo ma służyć obywatelowi, a nie obywatel państwu. Weto jest zawsze po to, żeby państwo działało lepiej. Rząd ma rządzić. Parlament ma tworzyć dobre prawo. A prezydent ma obowiązek pilnować interesu obywateli. Tego obowiązku będę przestrzegał. Portfeli bezpieczeństwa i praw Polaków zawsze będę bronił. Dziękuję Państwu za uwagę.