KKP ostrzega przed ustawą „Lex Szarlatan”
Szymon Styrczula z Konfederacji Korony Polskiej ostrzega przed ustawą „Lex Szarlatan”, która może wprowadzić publiczny Rejestr Dezinformacji Medycznej i kary administracyjne sięgające miliona złotych. Ustawa czeka na decyzję prezydenta Karola Nawrockiego, który może ją podpisać albo zawetować.
Szymon Styrczula podkreśla, że Konfederacja Korony Polskiej nie broni oszustów podszywających się pod lekarzy ani osób namawiających pacjentów do porzucenia leczenia. Sprzeciw dotyczy jednak nadania Rzecznikowi Praw Pacjenta szerokich narzędzi administracyjnych, które mogą uderzyć także w osoby niebędące oszustami.
Projekt przewiduje utworzenie publicznego Rejestru Dezinformacji Medycznej. Po wpisaniu domeny do rejestru użytkownik mógłby zostać przekierowany na stronę z komunikatem „Dezinformacja Medyczna”, a podmiot uznany za naruszający przepisy mógłby otrzymać karę sięgającą miliona złotych.
Jednym z głównych problemów wskazywanych przez Szymona Styrczulę jest oparcie ustawy na pojęciu „aktualnej wiedzy medycznej”, którego projekt nie definiuje szczegółowo. Senat odrzucił poprawkę mającą doprecyzować to pojęcie, mimo że może ono stać się podstawą nakładania kar bez wcześniejszego wyroku sądu.
Zdaniem KKP nowe przepisy mogą wywołać efekt mrożący wśród lekarzy, terapeutów, naukowców i właścicieli portali. Obawa przed publicznym wpisaniem do rejestru lub wysoką karą może zniechęcać do przedstawiania poglądów wykraczających poza aktualny konsensus naukowy.

Konfederacja Korony Polskiej sprzeciwiała się ustawie już podczas prac sejmowych. Roman Fritz wnioskował o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu oraz o przeprowadzenie wysłuchania publicznego. Materiał zawiera także apel o zapoznanie się z obywatelskim projektem Lex Charlatan i rozważenie jego poparcia.
Ryzyko cenzury prewencyjnej
Szymon Styrczula podkreśla, że Konfederacja Korony Polskiej nie broni oszustów podszywających się pod lekarzy ani osób namawiających pacjentów do porzucenia leczenia. Sprzeciw dotyczy jednak nadania Rzecznikowi Praw Pacjenta szerokich narzędzi administracyjnych, które mogą uderzyć także w osoby niebędące oszustami.
Rejestr i wysokie kary
Projekt przewiduje utworzenie publicznego Rejestru Dezinformacji Medycznej. Po wpisaniu domeny do rejestru użytkownik mógłby zostać przekierowany na stronę z komunikatem „Dezinformacja Medyczna”, a podmiot uznany za naruszający przepisy mógłby otrzymać karę sięgającą miliona złotych.
Niejasna definicja wiedzy medycznej
Jednym z głównych problemów wskazywanych przez Szymona Styrczulę jest oparcie ustawy na pojęciu „aktualnej wiedzy medycznej”, którego projekt nie definiuje szczegółowo. Senat odrzucił poprawkę mającą doprecyzować to pojęcie, mimo że może ono stać się podstawą nakładania kar bez wcześniejszego wyroku sądu.
Konsekwencje dla debaty naukowej
Zdaniem KKP nowe przepisy mogą wywołać efekt mrożący wśród lekarzy, terapeutów, naukowców i właścicieli portali. Obawa przed publicznym wpisaniem do rejestru lub wysoką karą może zniechęcać do przedstawiania poglądów wykraczających poza aktualny konsensus naukowy.

Stanowisko Konfederacji Korony Polskiej
Konfederacja Korony Polskiej sprzeciwiała się ustawie już podczas prac sejmowych. Roman Fritz wnioskował o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu oraz o przeprowadzenie wysłuchania publicznego. Materiał zawiera także apel o zapoznanie się z obywatelskim projektem Lex Charlatan i rozważenie jego poparcia.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Donald Tusk
Donald Tusk o kwocie wolnej i wezwaniu do sądu
Rozwój Plus
Rozwój Plus przedstawia pięć filarów bezpieczeństwa migracyjnego
PiS
PiS: Tusk powinien zeznawać w sprawie Romanowskiego
PiS
PiS: Polska potrzebuje szczelnej polityki migracyjnej
Donald Tusk
Donald Tusk o zdrowiu, Wandzie Traczyk-Stawskiej i zmianach w rządzie
Dorota Arciszewska-Mielewczyk
Arciszewska-Mielewczyk KONTRA TVN
Artykuły
Transkrypcja
Wyobraźcie sobie sytuację, w której chcecie wejść na pewną stronę internetową,
wpisujecie jej adres w przeglądarkę,
a tam, zamiast strony, pojawia się komunikat Państwowego Urzędu.
Dezinformacja medyczna.
Nie, nie jesteśmy w Chinach.
Nadal mówimy o polskich realiach.
Otóż taki mechanizm znalazł się w ustawie o potocznej nazwie Lek Szarlatan.
I jest to tylko jeden z powodów, dlaczego ta ustawa jest potencjalnie wysoce szkodliwa.
Bo po raz kolejny nasze wspaniałomyślne państwo,
w trosce oczywiście o zdrowie naszych obywateli,
planuje zaimplementować w polskim prawie kolejne elementy cenzury prewencyjnej,
która w tym przypadku może się okazać, dla co po niektórych, wyjątkowo kosztowna.
Problem polega na tym, że nie wiemy, kto dokładnie i na jakich zasadach miałby decydować o tym,
co jest niebezpiecznym oszustwem, a co jest krytyką, albo błędem,
albo po prostu poglądem wyprzedzającym aktualny konsensus naukowy.
Zacznijmy od tego, czym oficjalnie jest Lek Szarlaton.
Oficjalnie jest to nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta.
Rząd przedstawia ją jako sposób na skuteczniejszą walkę z pseudomedycyną, dezinformacją medyczną
oraz jako ochronę ludzi przed niebezpiecznymi terapiami.
Projekt ustawy przeszedł już przez Sejm, następnie trafił do Senatu, który wprowadził cztery poprawki,
a aktualnie ustawa czeka na to, aż pan prezydent Karol Nawrocki ją podpisze albo zawetuje.
Ale teraz, zanim ktoś zarzuci mi, że mam coś przeciwko temu, aby państwo skutecznie walczyło z oszustami,
to zaznaczam, że nie, nie ma nic przeciwko.
My nie bronimy oszustów.
Nie bronimy ludzi, którzy udają lekarzy, wyciągają pieniądze od chorych i namawiają ich do porzucenia leczenia.
Takich trzeba ścigać.
My w Konfederacji Korony Polskiej oczywiście uważamy, że oszustów należy ścigać.
I od tego właśnie jest państwo, żeby ścigać oszustów i surowo ich karać.
Niemniej jednak nie uważamy, że w związku z tym państwo ma prawo nadawać jakiemuś rzecznikowi tak potężne narzędzia,
w tym przypadku rzecznikowi praw pacjenta,
które mogą doprowadzić do tego, że w ramach prewencyjnych działań zaszkodzi się wielu ludziom,
którzy zdecydowanie oszustami żadnymi nie są.
No i teraz opowiemy sobie pokrótce, jakie to będą narzędzia, które rzecznik praw pacjenta zgodnie z tą ustawą będzie posiadał.
Ma powstać coś takiego, co się będzie nazywało Rejestr Dezinformacji Medycznej.
No i ten rejestr oczywiście będzie publiczny, będzie można na niego trafić.
To, co powiedziałem na początku odcinka, czyli przekierowanie linku do danej domeny internetowej,
która będzie wpisana do tego rejestru, będzie przekierowywał na stronę z napisem Dezinformacja Medyczna.
No a na koniec najlepsze, czyli oczywiście kary finansowe sięgające nawet do miliona złotych.
I wszystko to ma się opierać głównie o to, co rzecznik praw pacjenta uzna za tak zwaną zgodność z aktualną wiedzą medyczną.
Tylko pytanie jest teraz, co to właściwie w ogóle znaczy.
Ta aktualna wiedza medyczna to jest tylko pewne hasło.
Mamy pewną taką normę ogólną, generalną.
Ustawa nie wyjaśni szczegółowo, co to jest ta aktualna wiedza medyczna,
co się przyjmuje, że jest tą aktualną wiedzą medyczną.
To jest zbiór informacji z bardzo wielu różnych baz i wytycznych.
Nie ma jasności, czym jest ta aktualna wiedza medyczna.
Tu warto zwrócić uwagę na to, że to pojęcie nie powstało teraz przy okazji tej ustawy.
Przedstawiciele Rzecznika Praw Pacjenta w Senacie zwracali uwagę na to,
że to pojęcie już funkcjonuje w paru innych ustawach dotyczących ochrony zdrowia.
I celowo jest używane jako tak zwane pojęcie dynamiczne.
Ponieważ nauka nie jest dogmatyczna, nauka polega pewnym zmianom, weryfikacją.
I dlatego tego nie można w taki sposób sztywny rozumować.
No i teraz pojawia się pytanie.
Czy pojęcie, które z założenia nie można zamknąć w jakichś takich sztywnych ramach definicji jakiejś,
powinno być jednym z punktów odniesienia dla tak daleko idących narzędzi administracyjnych?
No i co ciekawe, ten problem trafił do Senatu.
W Senacie została zaproponowana poprawka, która miała zdefiniować,
czym właściwie jest ta tak zwana aktualna wiedza medyczna,
no ale niestety Senat większością głosów odrzucił tą poprawkę.
I teraz wychodzi na to, że mimo tego, że kilku senatorów nawet się znalazło,
którzy zorientowali się, że to jest no może delikatna przesada,
żeby na bazie tak nieprecyzyjnego, tak szerokiego pojęcia
jakiś urzędnik miał prawo nakładać kary administracyjne,
czyli kary bez sądu, na przykład wysokości miliona złotych.
Albo wpisywał kogoś na listę jakichś dezinformatorów
i w ten sposób de facto tą osobę publicznie oczerniał.
To i tak w takim kształcie ta ustawa trafiła właśnie na biurko prezydenta
i czeka, aż prezydent ją podpisze albo zawetuje.
Konfederacja Korony Polskiej sprzeciwiała się oczywiście temu projektowi już na etapie prac sejmowych.
Złożyło wniosek o odrzucenie ustawy w pierwszym czytaniu.
Poseł Roman Fritz pracujący w Komisji Zdrowia próbował doprowadzić do wysłuchania publicznego.
Być może uda się też przeprowadzić wniosek pana posła Romana Fritza złożony na komisji,
żeby odbyło się wysłuchanie publiczne, odmówiono tego wniosku.
No ale dzisiaj mamy do czynienia ze skandalem jeszcze większym,
dlatego że konferencja prasowa nie mogła się odbyć w pełnym składzie eksperckim,
dlatego że system czuje się zagrożony.
Że treści, które tutaj ewentualnie wypadły, temu systemowi widać zagrażają.
I teraz spróbujmy sobie wyobrazić, jakie praktyczne skutki będzie mogła mieć taka ustawa.
Wyobraźmy sobie na przykład lekarza, terapeutę, albo właściciela jakiegoś portalu,
który chce poruszyć jakiś temat związujący na granicy obecnego konsensusu naukowego.
No i taka osoba na przykład zostanie oznaczona jako dezinformator.
Mimo na przykład tego, że za parę lat okazałoby się, że ona w tym momencie już miała rację.
Ile razy w historii już zdarzało się tak, że pewne osoby wyprzedzały aktualny konsensus,
tak zwaną aktualną wiedzę medyczną, wyprzedzały o parę, parę...
Dziesiąt czasami lat nawet byli do przodu.
I w danym momencie, w danym momencie historii, w którym się znajdowali,
zostali odrzuceni przez tak zwany konsensus naukowy.
A potem za parę lat się okazywało, że mieli rację.
I teraz oprócz takiego zwykłego ryzyka, że inni po prostu naukowcy,
większość naukowców może powiedzieć, że ten pan, ta pani się myli,
no to pojawia się jeszcze kara finansowa.
Wyobraź sobie, że jest wybitny naukowiec i na coś wpadł na genialny pomysł,
naukowiec, lekarz, i chce do ciebie przyjść i powiedzieć o tym światu.
No ja powiem, że nie, bo zwanują nas.
A ty powiesz, na wszelki wypadek nie, na wszelki wypadek nie.
I to jest taki knebel prewencyjny, knebel prewencyjny.
I teraz wcale nie musi być takich przypadków bardzo wiele.
Wystarczy kilka głośnych przypadków, w którym parę osób zostanie wpisanych
na jakiś rejestr tak zwanych dezinformatorów,
albo dostaną właśnie jakieś takie ogromne kary,
i to od razu spowoduje, że cała masa innych ludzi,
którzy być może mają coś ciekawego, coś dobrego do zaoferowania,
na wszelki wypadek się wycofa, ponieważ będą się bali tego,
że zostaną bez sądu, po prostu administracyjnie ukarani jakąś kuriozalną karą.
I teraz jeszcze chciałbym zachęcić do zastanowienia się,
kto w takim układzie najbardziej będzie mógł się jakkolwiek odnaleźć.
Czy będą to na przykład po prostu jakieś osoby,
które, nie wiem, jesteście lekarzem, mało znani,
jakieś wydawnictwo, czy w ogóle no osoba,
która na przykład publikuje coś w internecie na własny rachunek?
Czy może jednak będą to jakieś, no nie wiem...
Duże korporacje, instytucje, wszystko to, co nazywamy szeroko pojętą big farmą na przykład,
która posiada działy prawne, ekspertów, ma pieniądze na najróżniejsze spory,
która generalnie ma bardzo wysokie środki finansowe na to,
żeby sobie radzić z takimi problemami.
A na koniec gorąco zachęcam Państwa, abyście wsparli obywatelski projekt o nazwie Lex Charlatan,
do którego link znajduje się w opisie tego filmu.
Jest to apel skierowany m.in. do prezydenta Karola Nawrockiego,
którego autorzy domagają się zatrzymania tej ustawy
i wskazują właśnie na ryzyko ograniczenia dostępu do informacji i debaty naukowej.
I niezależnie od tego, czy zgadzacie się z każdym zdaniem tej petycji, czy nie,
myślę, że warto ją przeczytać.
Jeżeli zgadzacie się z jej zasadniczym postulatem, to zachęcam do podpisu.
Dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do końca tego materiału.