Konfederacja ostrzega: plany ogólne zablokują budowy i rolnictwo
Konfederacja wraz z rolnikami z Wielkopolski i Mazowsza dziś alarmuje o skutkach wprowadzenia planów ogólnych - ich zdaniem nowe regulacje zagrożą budowie domów i modernizacji gospodarstw. Posłowie wskazują, że wymuszone przez KPO algorytmy i terminy mogą doprowadzić do spadku wartości gruntów i paraliżu inwestycji.
Najważniejsze ustalenia:
Konfederacja tłumaczy, że plany ogólne przewidują m.in. podział na 13 stref, w tym strefy „otwarte” z zakazem zabudowy, mechanizmy obszarów uzupełniania zabudowy oraz decyzje uzależnione od matematycznych wskaźników. W efekcie wiele działek może stracić wartość, a wydawanie decyzji stanie się arbitralne i zależne od urzędniczych interpretacji.
Kontekst prawny i wykonawczy:
Posłowie zwracają uwagę, że nowe rozwiązania wynikają z kamieni milowych KPO, zaakceptowanych przez rząd Mateusza Morawieckiego, a negocjacje prowadzono m.in. z udziałem ministra Budy. Konfederacja krytykuje narzucenie reguł algorytmicznych bez uprzedniego uporządkowania istniejących planów lokalnych.
Ryzyka dla gmin i rolnictwa:
Termin uchwalenia planów (do 31 sierpnia 2026 r.) stawia przed gminami zadania, dla których wiele jednostek nie ma przygotowanych cyfrowych map ani kadrowych możliwości. To grozi „robieniem na kolanie”, zamrożeniem inwestycji i utrudnieniem modernizacji gospodarstw - także tych prowadzonych przez rodziny, które chcą budować domy obok siebie.
Konsekwencje polityczne:
Konfederacja ostrzega, że w obecnej formule plany ogólne mogą sparaliżować rozwój miast i wsi oraz prowadzić do faktycznego zmniejszenia wartości gruntów bez odszkodowania. Posłowie apelują o zmianę podejścia: najpierw porządne planowanie przestrzenne, potem ewentualne nowe regulacje, a nie odwrotnie.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Dzień dobry Państwu, witamy serdecznie na konferencji prasowej. Dziś spotykamy się jako posłowie Konfederacji, ale także są z nami rolnicy z Wielkopolski, z Mazowsza. Jesteśmy tutaj razem po to, żeby mówić o problemie planów ogólnych. Plany ogólne, które są postrachem ludzi, którzy chcą budować domy. Słyszymy od nich, no już można powiedzieć, że od paru lat niestety materializuje się ten koncept w bardzo nieciekawej formie. Natomiast mało kto ma świadomość, że to uderzy nie tylko w budownictwo, ale również w rolnictwo. I na ten aspekt chcemy zwrócić uwagę, bowiem nie ma naszej zgody na to, żeby w Polsce sparaliżować modernizację, rozbudowę i unowocześnianie gospodarstw rolnych w imię zupełnie nieprawidłowo pojętej idei planowania przestrzennego. Zacznę może od tego, przedstawiając krótko problematykę planów ogólnych, że ja osobiście jestem zwolennikiem planowania przestrzennego. Moje pierwsze i jedyne dzienne studia na Politechnice Wrocławskiej to były studia z zakresu architektury i urbanistyki. Chyba nikt nie zaprzecza, że z planowania przestrzennego dobrze prowadzonego są korzyści. Natomiast nałożenie na obecną, często wadliwą warstwę planowania przestrzennego, czyli system nieuchwalonych w wielu gminach planów zagospodarowania przestrzennego i tzw. WZ, czyli warunków zabudowy. Nałożenie na to jeszcze kolejnej warstwy wymuszonej z obowiązaniami unijnymi, czyli planów ogólnych, bez zlikwidowania tego co jest dotychczas i bez mądrego, dobrego, faktycznego planowania przestrzennego, tylko kierując się wyłącznie kryteriami algorytmicznymi, wskaźnikami matematycznymi, wymuszanymi przez Unię Europejską wskaźnikami i biurokratyczną arbitralnością, nie zbudujemy dobrego planowania przestrzennego, proszę Państwa. Natomiast możemy bardzo mocno zaszkodzić, i już państwo zaczęło szkodzić, właścicielom gruntów, właścicielom gospodarstw domowych, ludziom, którzy chcą inwestować. My nie możemy pogodzić się, że pod presją unijną sparaliżujemy w Polsce inwestycje. I wiem, że zaraz zjawią się tacy, którzy będą mówić, oj proces rozlewania się miast tyle nas kosztuje. Nikt temu nie zaprzecza, natomiast proszę Państwa, plany ogólne wprowadzone w obecnej formie, one zablokują także rozwój miast i to już się dzieje. I to już się dzieje. Kilka szczegółów, proszę Państwa, kilka szczegółów. Po pierwsze ma być wyznaczone 13 różnych stref i w strefie otwartej tak zwanej ma być całkowity zakaz zabudowy. Wiele działek straci na wartości. Jest to proces zależący tak naprawdę od decyzji urzędników. To ma być de facto może nie wywłaszczenie, ale pomniejszenie wartości gruntów bez żadnego odszkodowania na podstawie właściwie nie wiadomo czego. Matematycznych współczynników podpowiadanych przez Unię Europejską, zadeklarowanych przez rząd Mateusza Morawieckiego w zobowiązaniach do KPO. Przypomnijmy, że cała ta zabawa, cały ten biurokratyczny horror, który się szykuje wynika z kamieni milowych, w tym przypadku z kamienia A1-3, na które zgodził się rząd Morawieckiego, a konkretnie zdaje się, że negocjował to minister Buda. Druga sprawa poza spadkiem cen gruntów bez odszkodowań to paraliż inwestycyjny, który grozi. Proszę sobie wyobrazić, że gminy mają uchwalić te plany do 31 sierpnia 26 roku. Mają to zrobić w sytuacji, w którym część gmin nie dysponuje cyfrowymi planami gruntów, pracuje na papierowych mapach i kiedy to po prostu nie jest gotowe. Gminy, które nie były w stanie sobie poradzić latami z uchwaleniem planów zagospodarowania przestrzennego, teraz nagle mają ogarnąć cały termin kraju do 31 sierpnia. Każdy, kto ma głowę na karku wie, czym to się skończy, to znaczy robieniem rzeczy na kolanie, krzywdą bardzo wielu ludzi, brakiem racjonalności. Nie możemy się na to zgodzić. Następna sprawa to tzw. obszary uzupełniania zabudowy. Jeżeli decyzje o warunkach zabudowy mają być wydawane wyłącznie w tzw. obszarach uzupełnienia zabudowy, jeżeli ktoś będzie miał pecha i okaże się, że jego grunt nie będzie wyznaczony w tym obszarze, to po prostu nie będzie tam mógł nic zbudować. I dotyczy to i domów, i mieszkań, i zabudowań gospodarskich. Dotyczyć to będzie nie tylko deweloperów, bo zaraz się ktoś odezwie, że jesteśmy obrońcami deweloperów. Ja osobiście nie jestem, z żadnymi deweloperami nie mam kontaktu, nie muszą mnie oni urabiać, żebym miał swój pogląd. Dotyczy to zwykłych ludzi, którzy by chcieli zbudować domy np. z swoim dziecią na swoich własnych działkach. I to jest normalna w Polsce praktyka. Ktoś ma trochę gruntu, mieszka sobie na wsi i obok domu rodziców buduje się dom dzieci. I to jest tylko szansa na to, żeby ktoś chciał przyjąć gospodarstwo rolne. Jeżeli ktoś w ministerstwach wyobraża sobie, że ktoś będzie prowadzić gospodarstwo rolne, dojeżdżając do niego samochodem na wieś np. z miasta, to chyba nic nie rozumie z tego, co w tej chwili się dzieje w Polsce i nie był na nowoczesnym gospodarstwie rolnym, przy którym właściciele mieszkają i są z tego zadowoleni. Zwracam uwagę, że ustawodawca wprowadza specjalne algorytmy wyznaczania obszaru. Są wskaźniki tzw. nasycenia budynkami. I one mają być warunkowane matematycznymi wskaźnikami. To wszystko są rzeczy, jeszcze raz to podkreślę, nieakceptowalne. A przykładem i szczytem absurdu może być wstrzymanie budowania w granicach miast. To znaczy teoretycznie nacisk na zapobieganie rozlewaniu się miast może spowodować zatrzymanie budowania w miastach. To może mieć miejsce w Warszawie, to może mieć miejsce także w Gdańsku. Prosty przykład. Sytuacja gdańskiej dzielnicy Olszynka, położonej niewiele ponad kilometr od Starówki Miejskiej. I Gdańsk co tam planuje? Planuje dla Olszynki strefę wielkotowarowej produkcji rolnej. Także panowie rolnicy, w Gdańsku będzie można produkcję rolną organizować. A dlaczego? Po to, żeby nie popsuć sobie całościowej sumy chłonności na obszarze całego miasta. I to są absurdy, w które nas manewrowuje rząd PiSu i rząd Platformy, uchwalając te koszmarne przepisy.