Adrian Zandberg: Apel o plan piętnastoletni dla polskiej nauki
Adrian Zandberg mówi o potrzebie piętnastoletniego planu dla Polski, koncentrując się na nauce, finansowaniu badań i zatrzymaniu drenażu mózgów. Wypowiada się krytycznie o marnowaniu czasu na polityczne przepychanki i zarzuca premierowi oddawanie odpowiedzialności za gospodarkę miliarderowi.
- Zandberg podkreśla, że polska nauka zaczęła realnie konkurować z wiodącymi uczelniami, ale grozi jej odpływ kadr, jeśli nie zwiększy się finansowania badań podstawowych i nie zbuduje nowoczesnej infrastruktury badawczej. Wskazuje na ryzyko „drenażu mózgów” i przykład udziału Polaków w zespołach pracujących nad GPT.
- Mówi, że obecne wydatki na badania to około 1% PKB i powinny być przynajmniej trzykrotnie wyższe, by konkurować z krajami inwestującymi więcej w instytuty i uczelnie. Zwraca uwagę na potrzebę konkurencyjnych płac, by najwybitniejsze umysły nie przechodziły do biznesu lub zagranicy.
- Zandberg krytykuje, że politycy tracą czas na beztreściowe konflikty zamiast przedstawiać plany rozwoju. Skrytykował też sytuację, w której premier zdaniem mówcy zdaje się delegować kwestie gospodarcze na miliardera, co według niego nie jest poważnym modelem rządzenia.
- Przemawiając, apeluje o konkretny plan rozwoju na 15 lat, zaczynając od uczelni, instytutów badawczych i politechnik. Ostrzega, że bez takiego planu Polska może zatrzymać wzrost i wejść w stagnację podobną do innych krajów, które przestały tworzyć własną innowacyjną ścieżkę rozwoju.
Najważniejsze tezy o nauce
- Zandberg podkreśla, że polska nauka zaczęła realnie konkurować z wiodącymi uczelniami, ale grozi jej odpływ kadr, jeśli nie zwiększy się finansowania badań podstawowych i nie zbuduje nowoczesnej infrastruktury badawczej. Wskazuje na ryzyko „drenażu mózgów” i przykład udziału Polaków w zespołach pracujących nad GPT.
Infrastruktura i wynagrodzenia badaczy
- Mówi, że obecne wydatki na badania to około 1% PKB i powinny być przynajmniej trzykrotnie wyższe, by konkurować z krajami inwestującymi więcej w instytuty i uczelnie. Zwraca uwagę na potrzebę konkurencyjnych płac, by najwybitniejsze umysły nie przechodziły do biznesu lub zagranicy.
Krytyka polityki i delegowanie odpowiedzialności
- Zandberg krytykuje, że politycy tracą czas na beztreściowe konflikty zamiast przedstawiać plany rozwoju. Skrytykował też sytuację, w której premier zdaniem mówcy zdaje się delegować kwestie gospodarcze na miliardera, co według niego nie jest poważnym modelem rządzenia.
Skutki braku długofalowego planu
- Przemawiając, apeluje o konkretny plan rozwoju na 15 lat, zaczynając od uczelni, instytutów badawczych i politechnik. Ostrzega, że bez takiego planu Polska może zatrzymać wzrost i wejść w stagnację podobną do innych krajów, które przestały tworzyć własną innowacyjną ścieżkę rozwoju.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Razem o planie Czarnka: skupu domów i sprowadzeniu górali
P. Matysiak: Projekt prezydencki o CPK trafia do komisji
Razem: 1,25 mln podpisów za sankcjami wobec Izraela
Patrycja Bartoszewska: Parafia sprzedała mieszkańców za 421 mln
Adrian Zandberg o planie energetycznym i mieszkaniowym
Adrian Zandberg w Bydgoszczy: o prawach pracowniczych i 1 maja
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Krzysztof Kwiatkowski
Krzysztof Kwiatkowski: Przystąpienie Polski przyspieszy ściganie nadużyć
Krzysztof Bieńkowski
Krzysztof Bieńkowski: Apel o polskie porty i suwerenność gospodarczą
Krzysztof Bieńkowski
Krzysztof Bieńkowski: wątpliwości co do konstytucyjności 'biby'
Senat RP
[Senat]: Briefing marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej
Karol Nawrocki
Karol Nawrocki w Żninie: Wolność, CPK i rozwój lokalny
PiS
Poseł PiS: Zaprzecza zarzutom o zdradę i krytykuje ustawę o neosędziach
Artykuły
Artykuł
Marzec 2025: NFZ, kolejki i szpitale pod presją finansowania
Artykuł
Sierpień 2021: NFZ, kolejki i szpitale pod presją finansowania
Artykuł
Listopad 2023: NFZ i szpitale w centrum sporu o ochronę zdrowia
Artykuł
Październik 2024: NFZ, kolejki i szpitale pod presją finansowania
Artykuł
Listopad 2025: finansowanie NFZ i pytanie, kto zapłaci za leczenie
Artykuł
Maj 2021: pielęgniarki, szpitale i powrót sporu o wynagrodzenia
Transkrypcja
O wyzwaniach, które są związane z tym, że polska nauka realnie zaczęła konkurować z wiodącymi uniwersytetami na świecie, uniwersytetami badawczymi, politechnikami. O tym, co zrobić, żebyśmy nie byli tylko dawcą organów. Żeby nie było tak, że polscy młodzi naukowcy zdobywają wykształcenie na polskich uczelniach, ale żeby iść dalej, żeby móc się rozwijać, żeby prowadzić sensowne badania, które faktycznie posuwają świat do przodu, muszą wyjechać, bo w Polsce tych badań prowadzić się nie da. Co zrobić, żeby zmienić fundusze przeznaczane na badania podstawowe w Polsce? Co zrobić, żeby zbudować infrastrukturę badawczą? Jak zadbać o to, żeby płace w polskiej nauce stały się na tyle konkurencyjne, żeby najwybitniejsze umysły nie wyciekały z nauki, z badań i z rozwoju do biznesu? I po dłuższej rozmowie z dziennikarzami, przedstawiciel jednej z redakcji, takiej jednej z dużych redakcji powiedział, no dobrze, dobrze, a co pan ma do powiedzenia na temat tego, że pan Nawrocki wziął, nie, przepraszam, pan Trzaskowski wziął delegację z ratusza i jeździł w trakcie zeszłego roku gdzieś tam. Powiem szczerze, ja nic nie mam do powiedzenia na ten temat. Podobnie jak nudzi mnie to, że za każdym razem jestem pytany, co sądzę o tym, że kandydat Nawrocki zrobił z Instytutu Pamięci Narodowej Instytut Podróży Niezwykłych. Bo to są rzeczy, szczerze mówiąc, trzeciorzędne. Rzeczy, jeżeli chodzi o przyszłość naszego kraju, zupełnie bez znaczenia. Marnujemy czas, od lat marnujemy czas na taką pustą przepychankę, beztreściową przepychankę w polityce i nie podejmujemy ważnych decyzji. Nie podejmujemy ważnych decyzji, od których będzie zależało to, czy za 10-15 lat Polska będzie nadal się rozwijać, czy też po prostu wpadnie w stagnację, tak jak to zdarzyło się wielu krajom, które rozwijały się dobrze do pewnego czasu, aż osiągnęły poziom rozwoju, w którym nie wystarczy już kopiować innych, nie wystarczy podłączyć się pod łańcuchy produkcji organizowane przez inne kraje. Trzeba zacząć robić coś własnego, samemu ciągnąć świat w jakąś stronę. I wtedy w tych krajach kończył się wzrost, a zaczynała się stagnacja. My dziś jesteśmy w tym miejscu. Jesteśmy w tym miejscu, w którym nie można już iść dalej, do przodu bez planu. A marnujemy czas na rozmawianie o tym, dlaczego od 20 lat Tusk nie lubi Kaczyńskiego, a Kaczyński Tuska. Więc ja w tej kampanii nie chcę o tym gadać. Chcę rozmawiać o rzeczach, które są naprawdę istotne, naprawdę ważne. Chcę porozmawiać o planie, którego dzisiaj w Polsce nie ma, a którego potrzebujemy, żeby Polska realnie poszła do przodu. I o tym chciałbym porozmawiać dzisiaj tutaj z Państwem. O piętnastoletnim planie dla Polski. Zacznijmy od nauki, od naszych uniwersytetów, od naszych uczelni, instytutów badawczych, bo marnujemy wielką szansę. Mamy naprawdę dobrze wykształcone pokolenie ludzi, którzy, jeśli nie zadbamy o to, żeby poważne środki trafiły na badania naukowe, jeśli nie zadbamy o nasze instytuty badawcze, jeśli nie zadbamy o infrastrukturę w nowych, wybuchających tak naprawdę dziedzinach gospodarki, AI jest tylko jednym z tego przykładów, po prostu wyjadą. To nie będzie masowa emigracja, ale to będzie emigracja bardzo bolesna, bardzo szkodliwa, bo będziemy po prostu poddawani drenażowi mózgów przez te kraje, które będą miały potencjał, żeby ściągać zdolnych ludzi z Polski. Wystarczy sobie spojrzeć na to, jak wyglądają pamiątkowe zdjęcia ludzi, którzy stoją za czatem GPT. Tam, tam połowa z nich ma polskie nazwiska. Wystarczy spojrzeć sobie, jak wygląda skład katedr, instytutów badawczych tuż za Odrą, gdzie polscy naukowcy zajmujący się ważnymi, rozwojowymi branżami wiedzy, a po prostu wyjeżdżają, bo no prawda jest taka, że poszczególne landy w Niemczech inwestują w infrastrukturę badawczą więcej niż całe państwo polskie. To jest błąd, podstawowy błąd, który dzisiaj popełniamy. Nie inwestujemy w przyszłość, a tą przyszłość, tą przyszłością, tym miejscem, w którym przyszłość się wyłkuwa, są właśnie instytuty badawcze, są uniwersytety, są politechniki. My wydajemy w tym momencie w okolicach 1% polskiego PKB, choć powinniśmy ich wydawać, tych pieniędzy, przynajmniej trzykrotnie więcej, żeby nawiązać kontakt, żeby nawiązać realną konkurencję z tymi krajami, które dzisiaj idą mocno do przodu. Myślę, że tego dobrym przykładem było poniedziałkowe wystąpienie Donalda Tuska. Nie wiem, czy państwo je oglądaliście. To, na którym Donald Tusk, tak zapowiadano, przedstawi swój gospodarczy plan dla Polski. I faktycznie pan premier wystąpił i przez kilkanaście minut mówił, ale w sumie to, co powiedział, dałoby się podsumować jednym zdaniem, nic nie powiedział. To znaczy na koniec powiedział, że w sumie, skoro nie ma pomysłów, to na sali jest pan Brzoska, a pan Brzoska jest miliarderem, więc może pan Brzoska ogarnąłby temat za niego. I najpierw myślałem, że to jest żart, a potem zobaczyłem filmik pana premiera, na którym z radością mówi o tym, że pan Brzoska zgodził się na to, żeby ogarnąć to za niego. No to nie jest poważne państwo, tak? W poważnym państwie wybieramy demokratycznych polityków, że realizowali jakiś program, jakiś plan. Ci politycy mogą mieć różne opinie, mogą się spierać pomiędzy sobą. Na tym polega całe piękno demokracji i polityki, że jest to spór o coś. No ale nie może być tak, że politycy abdykują ze sprawowania władzy, że rezygnują tak naprawdę z przedstawienia obywatelom planu, co chcą zrobić, tylko mówią, niech kolega się tym zajmie. Zwłaszcza kiedy ten kolega jest miliarderem. To bardzo fajnie brzmi, że jest miliarderem, więc odniósł sukces w biznesie. No i teraz pan premier przekazuje mu odpowiedzialność w pewnym sensie za gospodarkę, za regulację gospodarki. No i pomyślmy chwilę, co to znaczy. Jeżeli ktoś jest miliarderem, jeżeli ktoś ma wielki biznes, skądinąd, trzeba przyznać, odniósł naprawdę poważny sukces rynkowy, to przecież ma nie tylko przekonania, to co do tego, jak powinna być zorganizowana gospodarka, ale też ma bardzo konkretne interesy. Interesy swojej firmy. I regulacje, które będzie sugerować, to będą regulacje, które służą interesom jego firmy, a niekoniecznie konkurencji. Stary liberał Adam Smith, no setki lat temu już właściwie jest okładem, przestrzegał przed tym, żeby nie oddawać władzy politycznej nad rynkami, tym, którzy są najsilniejsi, tym, którzy są najbogatsi, żeby patrzeć zawsze podejrzliwie na to, co proponują, jakie rozwiązania proponują, bo zazwyczaj proponują rozwiązania, które są w ich interesie. Teraz pan premier razem z panem Brzowską mówią dużo o deregulacji. Twierdzą, że ta deregulacja jest kluczowa, żebyśmy pchnęli do przodu polską gospodarkę. Ale dziwnie nie mówią, o jakie konkretnie regulacje im chodzi. No bo są różne regulacje. Są oczywiście jakieś głupie, biurokratyczne, niepotrzebne. To jasne. Zdarzają się w Polsce i takie. Choć nie ma ich aż tak dużo, jak w debacie publicznej się o tym mówi. W porównaniu z innymi krajami. Ale regulacje to jest też na przykład kodeks pracy. To, że jeżeli zatrudniamy pracownika w Polsce i ten pracownik pracuje w określonym czasie, miejscu, pod nadzorem, no to po prostu należy mu się umowa o pracę, a nie jakiś świstek papieru, śmieciówka albo zatrudnienie na kartę rowerową. No ale tak się składa, że firmy kurierskie w Polsce, że cały ten rynek jest głęboko patologiczny, jest chory. Opiera się w dużym stopniu na objeżdżaniu. I to szerokim łukiem tego, na co się umówiliśmy w kodeksie pracy. Objeżdżaniu 8-godzinnego dnia pracy, zasad, które są opisane w kodeksie. No i nie ma się co czarować. Firmy kurierskie to są firmy, w których bardzo często jest stosowany model. Nie dostajesz umowy o pracę, tylko masz jeździć na samozatrudnieniu. Po to, żeby być elastycznym, ale oczywiście z tej elastyczności korzysta przede wszystkim ten, kto z pracy tych kurierów korzysta. Więc czy to są te regulacje, które chcemy rozluźnić? Chcemy jeszcze bardziej ułatwić zatrudnianie w Polsce na śmieciówkach? To ma być nasz pomysł na rozwój gospodarczy? No moim zdaniem to jest głupi pomysł. Moim zdaniem my musimy szukać przewag konkurencyjnych zupełnie gdzieś indziej. I nie w dojeżdżaniu pracowników, nie w zmuszaniu ich do pracy jeszcze dłużej, tylko w tym, żebyśmy byli innowacyjni. A i żeby być innowacyjni musimy inwestować w naukę, w badania, w rozwój, czyli robić dokładną odwrotność tego, co dzisiaj w ostatnim budżecie zaproponował polski rząd. Z tymi regulacjami historia jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo przecież to nie jest tylko kwestia prawa pracy. To jest także kwestia tego, na co pozwalamy dużym firmom, jeżeli chodzi o płacenie podatków. Dzisiaj mamy przecież do czynienia z taką sytuacją, że polski budżet jest utrzymywany przede wszystkim przez pracowników najemnych. Także przez mniejsze firmy, przez ludzi, którzy prowadzą te firmy mające po kilka, kilkanaście milionów kapitału, ale ci najwięksi w dużym stopniu uchylają się w Polsce od płacenia podatków. Są liczne regulacje, które mogłyby ich zmusić do tego, żeby uczciwie dorzucali się do wspólnej gubki, do wspólnego kiesiołka. No ale jeżeli je polikwidujemy, jeżeli polikwidujemy obowiązki dla korporacji, jeżeli chodzi o to, jak muszą raportować swoje dochody, swoje przychody, swoje zyski, to będzie im jeszcze łatwiej nie płacić w Polsce podatków. Więc czy takiej deregulacji chcemy? Czy ta deregulacja jest drogą do tego, żeby Polska się rozwijała? Moim zdaniem nie. Moim zdaniem to jest droga do tego, żeśmy mieli jeszcze mniej pieniędzy na szkoły, jeszcze mniej pieniędzy na uniwersytety, jeszcze mniej pieniędzy na naukę, jeszcze mniej pieniędzy na badania. Żebyśmy już na zawsze pozostali krajem, którego horyzont rozwoju to są paczkomaty i żabki. No więc paczkomaty są super, żabki są super, tylko w żabkach niekoniecznie super pracuje się ludziom, ajętom, którzy je prowadzą. A ci, którzy rozwożą te paczki od paczkomatu do paczkomatu, też niekoniecznie żyją dobrym życiem. Ale przede wszystkim to nie jest pomysł rozwojowy dla dużego kraju, 38-milionowego dumnego kraju w centrum Europy. To nie jest nasz horyzont ambicji. My powinniśmy i mamy prawo chcieć więcej i oczekiwać więcej. Mamy prawo chcieć Polski, która naprawdę rozwija skrzydła, a nie jest tylko podwykonawcą dla innych gospodarek, a nie jest krajem, który zadowala się tym, że szczytem sukcesu biznesowego w nim jest droga pana Brzoski. I tu jest chyba największa różnica pomiędzy tym, tak mi się wydaje, tak doszedłem do takiego wniosku słuchając premiera Tuska w poniedziałek, pomiędzy tym jak my myślimy o rozwoju i jak oni myślą o rozwoju. Bo kiedy słuchałem premiera Tuska, to miałem wrażenie, że on jest po prostu zadowolony z tego jak jest. Że jest super. Że z dumą powiedział, mamy 650 miliardów złotych inwestycji w polskiej gospodarce. Powiedział i czekał na brawa. Ale wystarczy matematyka na poziomie szkoły podstawowej, żeby się zorientować, że taki poziom inwestycji w Polsce oznacza problemy. Niski poziom inwestycji w relacji do produktu krajowego brutto. Że z takim poziomem inwestycji w Polsce my prosimy się o to, żeby nasz wzrost gospodarczy za kilka lat po prostu wygasł. Nie rozmawiamy o tym. Nie rozmawiamy o tym w Polsce, że sektor prywatny nie staje na wysokości zadania, jeżeli chodzi o inwestycje. Że inwestycje w prywatnych firmach są krótkoterminowe. I one świetnie pasują do tego, żeby się dostosować do bycia podwykonawcą dla niemieckiej, czy francuskiej, czy szwedzkiej firmy. Ale za takie inwestycje, w taki sposób prowadzone, nie da się sfinansować przełomowych przewag. W ten sposób funkcjonując, możemy cały czas zajmować to miejsce w łańcuchu dostaw, w którym jesteśmy dzisiaj, ale nie rozwiniemy skrzydeł. A Polska powinna rozwinąć skrzydła. Polska ma potencjał do tego, żeby rozwinąć skrzydła. I najwyższy czas, żeby Polska te skrzydła w końcu rozwinęła. Żeby to się wydarzyło, żeby to się w końcu udało, musimy odważyć się marzyć o lepszej przyszłości i odważyć się planować lepszą przyszłość i odważyć się inwestować w tę lepszą przyszłość, zwiększając poziom inwestycji publicznych. To nie jest tylko marzenie o rozwoju. To jest tak naprawdę konieczność. Jeżeli spojrzycie na to, co dzisiaj dzieje się z energią i z cenami energii, to jest dopiero przedsmak poważnych problemów, które są przed nami w ciągu najbliższych 10 lat. Te elektrownie węglowe, na których przez dziesiątki lat stał cały nasz system i cała nasza gospodarka. Elektrownie pobudowane za gierka, często jeszcze za gumułki. One się skończą. Skończą się technologicznie. Bełchatów, kolejne bloki, będzie trzeba je po prostu wyłączać, bo wejdą w etap śmierci technologicznej. Przy tych cenach węgla, które w tym momencie mamy na wyjściu z kopalni, nie da się utrzymać trwałego wzrostu gospodarczego, opierając się na źródeł energii, które nawet odkładając na bok, że jest szkodliwe dla klimatu i że nikt nam na to w bloku gospodarczym, którego częścią jesteśmy, nie pozwoli, jest też po prostu na dłuższą metę, po prostu niekonkurencyjne. Więc mamy tak naprawdę trzy drogi do wyboru. Jedna z nich to jest pogodzić się z tym faktem i zostać importerem energii. Bardzo ryzykowne, uzależniające nas od innych krajów i najprawdopodobniej diablo kosztowne. Druga droga, to jest niestety droga, która wielu się podoba. Nie tylko zresztą u nas mamy w Polsce ten problem, bo i podobny problem jest po drugiej stronie Odry. To jest droga uzależnienia się od gazu. Przedstawiania gospodarki na gaz, który też jest emisyjny, jeżeli chodzi o dwutlenek węgla, też nie jest dobry dla klimatu, ale przede wszystkim pochodzi głównie z autorytarnych dyktatur. Z krajów, z którymi nie mamy dobrych relacji i które niekoniecznie będą bezpiecznym, trwałym partnerem handlowym dla Polski na przestrzeni najbliższych dwóch dekad. A jeżeli planujemy, co zrobić z naszą gospodarką, to nie możemy myśleć do jutra. Nie możemy myśleć tylko w perspektywie najbliższych wyborów. Musimy myśleć o tym, jak to ma wyglądać za 10, za 15 lat. No i wreszcie jest trzecia droga, trudniejsza, ale moim zdaniem jedyna, która daje nam realne bezpieczeństwo dzisiaj. Tą drogą jest uruchomienie dzisiaj w Polsce realnego, dużego programu jądrowego. Dużego to znaczy nie sprowadzającego się do jednej symbolicznej elektrowni jądrowej, tylko przynajmniej 8 bloków zbudowanych w ciągu najbliższych 15 lat. Tak, żeby stanowiły one stabilną bazę dla systemu elektroenergetycznego. Tak, żeby nie zabrakło nam prądu w gniazdkach, ale tak, żeby wreszcie Polska nadal była miejscem, w którym opłaca się tworzyć nowy przemysł, w którym opłaca się inwestować, bo dziś duże zagrożenie, które jest przed nami, to to, że dostawy prądu za tych 7, 8, 10 lat przestaną być stabilne. A stabilność to jest absolutnie kluczowa sprawa, jeżeli chodzi o funkcjonowanie gospodarki. Ja zostawiam tutaj z boku oczywiście jakieś bajkowe scenariusze, czyli pomysły na to, że oprzemy gospodarkę w 100% na odnawialnych źródłach energii, no bo to w Polsce jest niemożliwe. Wiatru mamy tyle, ile mamy. Słońca tyle też, ile mamy, jak widać po dzisiejszym dniu, nie jakoś szczególnie dużo. Nie jesteśmy też Norwegią, nie mamy dużych spadków wody. Po prostu to w tych realiach technologicznych, których jesteśmy dzisiaj tu w Polsce, nie da się zrobić. Więc zostawiając realne scenariusze na stole, zostają nam te trzy. Jak naprawdę o tym dzisiaj powinniśmy dyskutować w kampanii wyborczej. Czy idziemy scenariuszem atomowym? Ja mówię jasno. Jestem zwolennikiem tego, żeby pójść scenariuszem atomowym. Czy idziemy scenariuszem gazowym, czy też godzimy się z tym, że mamy zostać importerami prądu. Czy dyskutujemy o tym? Niestety nie. A szkoda, bo chciałbym usłyszeć, jakie w tej sprawie jest zdanie innych kandydatów. Jedyne, co słyszę, to jakieś baśni o tym, że będziemy królestwem węgla przez najbliższych 100 lat. Ale to się nie wydarzy. I ludzie, krzyżstwem mówią wyborcom, też wiedzą, że to się nie wydarzy. To jest coś, co fajnie i miło być może posłuchać. Że może być tak, jak było dotąd. Ale tak po prostu nie będzie. Uczciwa dyskusja, to jest dyskusja o tych scenariuszach, ale nie ma czasu na to, żeby czekać z podjęciem decyzji. Bo czas budowy bloków jądrowych jest długi. I za chwileczkę możemy znaleźć się w dziurze, w której już nie będziemy mieli sprawnych bloków generujących energię z węgla, a jeszcze nie będziemy mieli alternatywy. Trzecia sprawa, o której musimy w Polsce zacząć rozmawiać, poza wydatkami naukowymi, badawczymi rozwojowymi, poza energetyką, to jest kwestia zdrowia. Tu jest długi, długa i krótka perspektywa. Krótka jest taka, że rząd przewidział na ten rok o 20 miliardów złotych za mało na to, żeby publiczny system ochrony zdrowia się nie posypał. I w połowie roku, tuż po wyborach, stanie się to jasne, bo po prostu koszty zaczną przedmiatać szpitale. To nie jest moja opinia, to nie jest opinia Marceliny Zawiszy, czy innych osób, które pracują nad problematką zdrowotną razem od strony programowej, to jest zgodna opinia ekspertów od publicznego systemu ochrony zdrowia. Ten system się w tym roku nie zepnie. To jest nie przypadek, tylko konsekwencja tego, że mamy w Polsce przyjętą złą zasadę, że wydatki na zdrowie mierzymy do gospodarki sprzed dwóch lat. Efekt jest taki, że tam jest trwały deficyt. Wydajemy o 2% produktu krajowego brutto na zdrowie za mało i stąd są te kolejki. Wszyscy wiecie, jak te kolejki dzisiaj wyglądają. Są najdłuższe od kilkunastu lat. Były długie zapisy, ale zrobiły się jeszcze dłuższe pod rządami platformy i to będzie narastało, bo jeżeli się do tej herbaty konsekwentnie wsypuje za mało cukru, to można ją mieszać na wszystkie strony, można tą łyżeczką bełtać w środku, jak się chce, ale ta herbata nie zrobi się od tego słodka. A przed nami jest duży problem i duża zmiana, o której w ogóle nie rozmawiamy. Słoń w pokoju. Polska się starzeje. Być może ta sala i te spotkania są jedne z nielicznych spotkań politycznych, na których tego nie widać. Być może to jest być może jest tak, że to są jedne z nielicznych spotkań, na których nie dominują siwe głowy, ale nie oszukujmy się. Tak dzisiaj w Polsce jest, że osób starszych jest dużo i będzie coraz więcej. A to oznacza, że osób, które chcą skorzystać z pomocy lekarza będzie coraz więcej, że osób, które są zagrożone tym, że jeśli do tego lekarza nie doczekają się wizyty na czas, to stracą zdolność do samodzielnego funkcjonowania, będzie coraz więcej. To nie jest tylko kwestia dramatów takich, że ktoś nie doczekał w kolejce i po prostu umarł. Nie tylko takich strasznych historii, ale też nieco mniej strasznych, ale jeśli o tym dłużej pomyśleć, naprawdę tragicznych. Bo często jest tak, że ktoś, kto już nie jest pierwszej młodości osobą, potrzebuje pomocy fizjoterapeuty, potrzebuje pomocy rehabilitanta. Ale do tego rehabilitanta najbliższy termin jest za półtora roku. I zanim się tego rehabilitanta doczeka, to straci ruchomość. Straci zdolność do samodzielnego poruszania. Przestanie być samodzielny, przestanie być samodzielna. Wszyscy znacie te historie tej babci, tej cioci, której coś takiego właśnie się przydarzyło i nagle okazuje się, że ktoś, kto był samodzielny, że ktoś, kto mógł samodzielnie funkcjonować, że ktoś, kto mógł pracować, nagle już nie jest w stanie normalnie pracować, nie jest w stanie normalnie samodzielnie żyć. Nagle potrzebujemy wpompować więcej pieniędzy w system opieki. Albo wyjąć kogoś, kto mógłby pracować z systemu gospodarczego, z rynku pracy i ta osoba musi się teraz tą osobą starszą już niesamodzielną zająć. To są historie, których będziemy w Polsce mieli w ciągu najbliższych lat coraz więcej i coraz więcej, bo osób starszych będzie coraz więcej. Ten system, system ochrony zdrowia oparty na niedofinansowaniu publicznej ochrony zdrowia, on jest przystosowany do Polski z lat dwutysięcznych. Do Polski, w której było zdecydowanie więcej osób młodych niż dzisiaj i zdecydowanie mniej osób starszych niż dzisiaj. pod presją tej zmiany ten system posypie się jeszcze szybciej. My musimy zwiększyć i to radykalnie w ciągu najbliższych kilku lat poziom nakładów na publiczną ochronę zdrowia. Inaczej stanie się jedna z dwóch rzeczy. Albo ten system przestanie działać dla wszystkich, to znaczy kolejki staną się tak długie, że po prostu ludzie nie doczekają do tego lekarza. Albo, co bardziej prawdopodobne, wydarzy się wybuchowa prywatyzacja. To znaczy po prostu najzwyczajniej w świecie tak jak to się dzieje w chwili, kiedy jest dostępna usługa rynkowa dla tych, którzy mają pieniądze. Ci, którzy mają pieniądze uciekną z tego systemu już do końca i to, co stało się w stomatologii, to, co się stało w psychiatrii, wydarzy się w kolejnych dziedzinach medycyny. I obudzimy się w świecie, w którym jesteśmy dwoma narodami. Narodem tych, których stać i narodem tych, których nie stać na to, żeby ochronić swoje zdrowie. Już dziś trochę tak jest. Już dziś jest tak, że wykupienie lekarstw, że rehabilitacja, że problemy zdrowotne to jest nieporównanie wyższe wyzwanie dla tych, którzy nie mają kasy. Ale to, co nas czeka, jeżeli nie zaczniemy na serio inwestować w publiczną ochronę zdrowia, to będzie ten problem na sterydach. Czy o tym rozmawiamy? Znowu, w polskiej polityce o tym nie rozmawiamy, nie usłyszycie o tym w faktach TVN-u, ani nie usłyszycie o tym w wiadomościach telewizji Republika. Tam usłyszycie w jednym, że Tusk jest potworem, w drugim, że Kaczor jest potworem, ale o ironio, ci starsi ludzie, którzy oglądają telewizję, bo prawda jest taka, że większość ludzi, którzy oglądają telewizję w Polsce, to są ludzie w wieku około emerytalnym albo emeryci, nie słyszą o tym, co tak naprawdę jest kluczowym problemem, od których będzie zależało ich życie w ciągu najbliższych kilkunastu lat. Albo słyszą bardzo mało o publicznej ochronie zdrowia. To nie jest tylko kwestia kasy, to jest też kwestia tego, jak to organizujemy. To naprawdę nie jest w porządku, że zanim się w Polsce idzie do publicznego szpitala, bo ma się zabieg albo operację, to jest zwyczajem, że najpierw trzeba pójść do prywatnego gabinetu tego samego lekarza, który ma prywatną praktykę na jedną albo dwie wizyce. To naprawdę nie jest okej i to nie powinno tak wyglądać w nowoczesnym kraju, który na serio traktuje zobowiązanie, które wpisał do konstytucji, czyli równego traktowania pacjentów, równego dostępu do ochrony zdrowia, a tak niestety to wygląda. I to jest patologia, którą naprawdę powinniśmy w Polsce przeciąć i już czas, żeby ją przeciąć. Ale to jest też kwestia tego, na ile jesteśmy przygotowani, na ile jesteśmy odporni na kryzysy. Jak rozmawiamy o kryzysach w Polsce, to zwykle myślimy o sprawach wojskowych, o zagrożeniu, które jest związane z wojną, która toczy się za naszą wschodnią granicą. Ale są też inne zagrożenia dla naszej stabilności i dla naszego funkcjonowania. Na przykład pierwszy z brzegu pewnie słyszeliście Państwo wszyscy o problemach z lekami przeciwgrypowymi. Wybuchła nieco większa fala zachorowań na grypę i nagle okazało się, że w aptekach nie ma leków, że jest wiele województw, w których po prostu ludzie zapisują się w kolejce po to, żeby po prostu móc kupić leki potrzebne do tego, żeby wyzdrowieć. Co się wydarzyło? No wydarzyło się to, że jesteśmy zależni od łańcuchów dostaw, których początek jest poza Polską. To jest potężny problem. Podstawowe leki. Leki przeciwzapalne, leki dla cukrzyków, leki dla osób, które mają problemy kardiologiczne, leki przeciwwirusowe. Znaczną część substancji czynnych, z których te leki się składają, my nie produkujemy ich w Polsce. My je importujemy. I to nie importujemy je z zaprzyjaźnionych krajów europejskich, nie importujemy je gdzieś z wewnątrz Unii Europejskiej. Importujemy je z krajów, które są bardzo daleko i z którymi niekoniecznie mamy dobre relacje. Importujemy je w dużym stopniu z Chin i z Indii. Wystarczy jedna polityczna decyzja, władz Indii albo KC Komunistycznej Partii Chin i można nas od tak odciąć od substancji, od których zależy bezpieczne funkcjonowanie setek tysięcy ludzi w Polsce. Bo taki doraźny, krótkoterminowy sposób myślenia, który w Polsce przez ostatnich 20 lat dominuje, który jest typowy dla tej popisowej Polski, on przyszedł ten sposób rozumowania mniej więcej tak. Zobaczmy, co będzie najtańsze i jak da się na czymś się zaoszczędzić, to przyoszczędźmy, jeżeli ktoś może na czymś zarobić, na przykład na tym, żeby likwidować produkcję tutaj i ściągać substancje czynne z krajów, które są gdzieś daleko, to niech tak będzie. No, tylko dojechaliśmy do miejsca, w którym to stanowi dzisiaj realne zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Mamy konflikt pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, które są naszym sojusznikiem, a Chinami. Naprawdę nie trudno wyobrazić sobie sytuację zaostrzenia tego konfliktu i tego, że Chiny odcinają od dostępu do substancji czynnych albo do innych strategicznych ważnych towarów, ważnych produktów kraje, które są sojusznikami USA. I co wtedy? Mówię o tym, bo rzadko o tym w Polsce rozmawiamy, o kwestiach produkcji, fabryk, przemysłu. Myślimy w kategoriach tylko biznesowych, tylko tabelek, ale to jest też kwestia odporności. Odporności społecznej, jeżeli chodzi o produkcję leków. I dlatego mi po prostu ręce opadły. Powtarzam to na wielu spotkaniach, ale naprawdę mi opadły ręce, kiedy się dowiedziałem, że nasz rząd zrezygnował z pieniędzy, które były przewidziane w KPO na to, żeby budować w Polsce fabryki leków i zamiast tego postanowił, że te pieniądze wyda na dopłaty do prywatnych samochodów elektrycznych. No to jest po prostu głupie. No nie powinno się tak robić, to jest niemądre, to jest nieodpowiedzialne. Tym bardziej, że na etyki kilka linii produkcyjnych, jeżeli chodzi o substancje czynne, jeżeli chodzi o produkcję leków, to i tak byłoby rozwiązanie tylko cząstki problemów, przed którym stoimy i to już nawet nie jest tak, że my bijemy w tej sprawie na...