Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Michał Kołodziejczak: Rynek żywności w Polsce się załamał

Michał Kołodziejczak: Rynek żywności w Polsce się załamał

Michał Kołodziejczak mówił o handlu i bezpieczeństwie żywnościowym, oceniając, że rynek żywności w Polsce się załamał i że drożyzny można było uniknąć. Zapowiedział omówienie rozwiązań Agrounii dotyczących handlu i przedstawił przykłady skutków wysokich cen dla konsumentów i producentów.

Ocena sytuacji rynku


Mówił, że nie ma w Polsce bezpieczeństwa żywnościowego, że produkcja żywności została zniszczona "od góry do dołu" i że dzisiejsza drożyzna sprawi, iż podstawowe produkty będą dostępne tylko dla najbogatszych.

Przykład kosztów zakupów


Przedstawił paragon i zakupy: 10 jajek, 2 sałaty, kilka marchewek oraz owoce za 120 zł, zwracając uwagę na cenę sałaty — 10 zł za główkę — jako symboliczny przykład rosnących wydatków gospodarstw domowych.

Przyczyny upadku produkcji


Oskarżył PiS o doprowadzenie do upadku produkcji rolnej, wskazując, że w ciągu siedmiu lat upadło ponad 200 tysięcy gospodarstw hodujących świnie, a w ciągu dziesięciu lat zniknęło 90 tysięcy drobnych sklepów. Podkreślił rolę korporacji i monopoli, które przejęły rynek i narzucają warunki cenowe.

Konsekwencje dla gospodarstw i handlu lokalnego


Przytoczył relację Ewy Szydłowskiej o trudnościach gospodarstw rodzinnych w chowie trzody oraz problemy z bioasekuracją i współpracą z korporacjami, które niemal doprowadziły do bankructwa. Natalia Żyko opisała zamknięcie i zaoranie targu na Sadybie, wskazując, że rozwój deweloperów i supermarketów niszczy lokalne targowiska i konkurencję w handlu.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Dzień dobry, Szanowni Państwo, witam Państwa serdecznie na konferencji prasowej w Warszawie. Dzisiaj poruszymy jeden z ważniejszych tematów w opinii publicznej dzisiaj, czyli handel, czyli żywność i będziemy mówić o tym, jakie agrounia ma rozwiązania w tym temacie. I głos przekazuje Michałowi Kołodziejczakowi, prezes agrounii. Dzień dobry. Proszę Państwa, rynek żywności w Polsce się załamał. To jest totalna klapa. Jasno trzeba powiedzieć, dziś tej drożyzny można było uniknąć. Można było uniknąć i mogło jej nie być. I trzeba też jasno i głośno powiedzieć. Nie ma czegoś takiego w Polsce, jak bezpieczeństwo żywnościowe. Stało się to, o czym agrounia mówi od czterech lat. Bezpieczeństwo żywnościowe jest zagrożone. Dlaczego? Bo najprostsza definicja bezpieczeństwa żywnościowego mówi o tym, że bezpieczeństwo żywnościowe jest wtedy, kiedy konsumenta stać na normalne zakupy. A za chwilę sałatę będą jedli tylko najbogatsi. Mięso wieprzowe normalnej jakości będzie tylko dla tych, którzy zarabiają najwięcej. A produkcja żywności w Polsce jest zniszczona od góry do dołu. Niestety, stało się to, o czym agrounia mówiła od czterech lat. I spójrzcie, proszę Państwa. To jest tablica masłowa. Co jest na samym dole? Podstawa. Warzywa, owoce, normalne jedzenie. Kogo dzisiaj stać na to, żeby kupić sałatę lodową za 10 zł za główkę? Kogo dziś stać, żeby kupić normalne owoce czy warzywa? My zrobiliśmy dzisiaj zakupy. Tutaj jest Grzegorz, pokażcie skrzynkę. My zrobiliśmy tutaj dzisiaj małe zakupy. Za te warzywa, 10 jajek i owoce zapłaciliśmy 120 zł. Równe 120 zł. Tu jest 10 jajek, 2 sałaty, kilka marchewek, warzywa i owoce. I niestety, tak, wiemy, że ten temat wzbudza bardzo dużo emocji w Polsce. Ale trzeba jasno, trzeba jasno, trzeba... 10 zł, 10 zł, ta sałata kosztuje 10 zł. To jest skandal. Tu jest paragon, jajka 1,40 zł. Dobrze. Za sztukę. Ale wie pan co, ale... Nie, nie, moment, moment, mówi 120 zł. Proszę, chwila, proszę, paragon. Proszę, paragon. Nie, proszę, niech pan wejdzie. To jest paragon. Tu, tu jest paragon 101 zł, plus jajka za 14 zł i plus sałata. Tak, i to, i to jest niestety problem. Proszę zobaczyć, proszę państwa, jak bardzo, jak bardzo, jak dużo emocji, jak dużo emocji wzbudza w Polsce rynek, rynek żywności. Rynek żywności. Proszę państwa, trzeba jasno, trzeba jasno powiedzieć. PiS zarżnął produkcję żywności w Polsce. PiS zarżnął polskie rolnictwo. Przez siedem lat rządów Prawa i Sprawiedliwości w Polsce upadło ponad 200 tysięcy gospodarstw, które hodowały świnie. Chwilę, chwilę. Wygadajcie się państwo. Proszę. W Polsce w ciągu siedmiu lat upadło ponad 200 tysięcy gospodarstw, które hodowały świnie. Rynek, świn, został przejęty przez korporacje, które dziś narzucają ceny. Niestety, w ciągu dziesięciu lat w Polsce upadło 90 tysięcy drobnych sklepów. W większości są to sklepy handlujące żywnością. Rynek został przejęty przez monopole i oligopole. A tutaj, proszę państwa, widzicie teraz osoby, które są, niestety, ale to trzeba też jasno powiedzieć, przeszły propagandą telewizji publicznej i powtarzają, że w Polsce jest dobrze. Jest źle i jest duży problem. I my dziś robimy tutaj konferencję, żeby właśnie o tym powiedzieć. A teraz, teraz powie Ewa Szydłowska na temat tego, jak jej gospodarstwo zostało... Przestało... Jest tak zarygodny, jak Ci się im głowę zapaliką. Dokładnie. Tak samo jesteś zarygodny. Jesteś tak zarygodny, jak ci się im głowę zapaliką. Dokładnie. Tak samo jesteś zarygodny. ...to mużnikom przez te lata. Mamy najniższe przygłowie od czasów wojny. W ubiegłym roku, w trzecim kwartale, upadało dziennie 24 gospodarstwa. W czwartym kwartale upadało 56, co oznacza, jakie szybkie jest tempo upadku tych siedzib, gospodarstw. Ja wraz z mężem prowadzimy gospodarstwo, które specjalizuje się właśnie w chowie trzody wlewnej. To jest gospodarstwo rodzinne. To nie jest łatwe prowadzić takie gospodarstwo, bo jesteśmy zależni od wahań, cen na rynku. Jesteśmy zależni od przepisów, w jakich musimy wprowadzić. Od reżimu bioasekuracyjnego w związku z ASF-em. W dodatku mamy doświadczenie z korporacją. W pewnym czasie współpraca z korporacją, która wykorzystała swoją dominującą pozycję na rynku, spowodowała, że mało nie zbankrutowaliśmy. Było tak źle, że z trudem musieliśmy odbudować swoją pozycję na rynku, żeby w jakiś sposób dalej funkcjonować. Dlatego uważam, że powinniśmy zrobić wszystko i dołożyć wszelkich starań, żeby w naszym kraju gospodarstwa rodzinne miały zapewnione bezpieczeństwo. W owym czasie nikt nie stanął po naszej stronie. Nikt nam nie pomógł. Musieliśmy się sami bronić. Pewnie dlatego dość długo musieliśmy odbudowywać swoją pozycję. To jest racja stanu. Produkcja polskiej żywności. I musimy dopilnować, żeby nasz kraj był na tyle silny, żeby można było bezpiecznie to robić. Zapewniając tym samym bezpieczeństwo żywnościowe, m.in. mieszkańcom, konsumentom, bo każdy z nas jest również konsumentem. Żeby produkcja żywności została w Polsce normalnie zachowana, musi być w handlu normalna konkurencja. O tym, co dzieje się w miastach, trzeba też głośno mówić. I o tym powie teraz Natalia Żyko. Szanowni Państwo, dzisiaj rano, o 6 rano, pojechaliśmy na zamknięty bazar na Sadybie, na warszawskiej Sadybie. To tam jeszcze rok temu tętniło życie. Tam były świeże warzywa, świeże owoce, mięso, chleb. I niestety nie udało się tego bazaru uratować. Dzisiaj wjechały tam buldożery, zaorały ten teren i powstaje tam apartamentowiec. Dzisiaj działacze Agrouni, dzisiaj my pojechaliśmy tam na miejsce i płot, który ogradza ten teren, gdzie jest jedna wielka dziura dzisiaj, oplakatowaliśmy. Nasze hasła to tak dla bazarów, nie dla deweloperów. Szanowni Państwo, pokazaliśmy także, że tym żyła lokalna społeczność. I w ten sposób, kiedy zabierany jest lokalny targ lokalnej społeczności, w ten sposób niszczy się konkurencję. I dzisiaj, ja jestem osobiście mieszkanką Sadyby i dzisiaj nie mamy wyboru. Nie możemy zrobić zakupów na normalnym targu, tylko na drodze wyrastają nam supermarkety. I tak nie powinno być, a Grunia od początku swojego istnienia mówi o tym, że powinna istnieć konkurencja, zdrowa konkurencja. Powinniśmy mieć wybór, czy chcemy iść do supermarketu, czy chcemy iść na bazar. Niestety, to co dzieje się w Polsce pokazuje, że idzie to w tym złym kierunku. I Agrunia dzisiaj będzie stała na straży bazarów. I Agrunia mówi jasno, w każdej gminie powinien być bazar z prawdziwego zdarzenia. Godne warunki też dla osób, które tam handlują, czyli toaleta, czyli parking. I będziemy stać się na straży, żeby, będziemy pilnować tego, żeby to było. Ja powtórzę jeszcze raz. Produkcja żywności została w Polsce zarżnięta przez kolejne rządy ludzi, którzy nie dbają o to, co dzieje się na polskiej wsi. I tutaj dzisiaj wszyscy zapłacą za to bardzo wysoką cenę. Na tą sałatę, która tutaj jest, ta mała sałata kosztuje 5 zł. Ta sałata lodowa tutaj kosztowała 10 zł. Pokażcie mi matkę, która pójdzie dzisiaj i zrobi normalne zakupy dla swojego dziecka i daje mu normalną sałatę ze śmietaną, z normalnym kotletem, z normalnej polskiej świni, z ziemniakami, które są. Nie da się dłużej mówić, że w Polsce nie dzieje się źle. W ciągu 5 lat zmniejszono w Polsce uprawy ziemniaków, uwaga, o prawie połowę. O prawie połowę. Za chwilę będziemy uzależnieni od importu. Dziś jedynym elementem, który będzie dawał nam bezpieczeństwo żywnościowe jest nasza produkcja żywności. Bo moglibyśmy mówić, że na całym świecie jest drogo, więc u nas też musi być. Tylko chwila. Jeszcze niedawno nie byliśmy zależni od tego, co dzieje się na świecie i mieliśmy swoje. A dziś jest inaczej. Dzisiaj zaczynamy być coraz bardziej zależni od tego, co przywozimy z zagranicy. Bo ja nie mogę już słuchać tych ekspertów w telewizji, z banków, z wielkich biur, którzy mówią, że w Hiszpanii jest zima, w Maroko jest zima, dlatego w Polsce żywność ma być droga. Nie. To jest paranoja. Jeszcze niedawno mieliśmy nasze warzywa i nie byliśmy zależni od przywożenia żywności z Maroka czy z Hiszpanii. Ale zarżnięto najpierw w Polsce drobne gospodarstwa, które dawały konkurencję. Jest ze mną Grzegorz Domagała z województwa świętokrzyskiego, które słynęło z tego, że tam są i były małe gospodarstwa. Tak, rzeczywiście. W województwie świętokrzyskim są małe gospodarstwa. Te małe gospodarstwa, one przy obecnej koniunkturze, jaka w tym momencie panować panuje, nie są w stanie konkurować, bo wyprodukowanie swoich produktów jest tak bardzo drogie, że przy obecnej sytuacji sprzedać ten produkt trzeba byłoby go sprzedać w dużo większej cenie niż on w tej chwili sprzedawać się sprzedaje. Ludzie mają duże problemy, upadają te gospodarstwa. Ludzie wycofywać się wycofują z rolnictwa. Te gospodarstwa jedno za drugim z dnia na dzień jest coraz mniej. Rolnicy mając inwestować w nawozy, które są drogie i mało tego, minister rolnictwa obiecywał, że zboża, które będą mogli sprzedawać w maju, które mogli sprzedawać w maju za większe pieniądze, te zboża napłynęły w dużej mierze z Ukrainy, co spowodowało tak naprawdę zwiększoną nieopłacalność tych gospodarstw. Te gospodarstwa po prostu nie są rentowne na dzień dzisiejszy i nie widzimy tam możliwości, żeby te gospodarstwa się rozwijały, żeby te gospodarstwa w jakiś sposób konkurowały, żeby te gospodarstwa były opłacalne dla tych ludzi, którzy tam pracować pracują. I to jest też bardzo duży problem. Rząd nic nie przykłada do tego uwagi, żeby wspomagać czy preferować takie małe przedsiębiorstwa. No cóż, mamy sytuację taką, jaką mamy na obecną chwilę. Z tą sytuacją trzeba walczyć. I trzeba walczyć systemowo. Muszą być odpowiednie rozwiązania, które będą wdrożone, żeby te statystyki, które za chwilę przeczytamy, nie były tak drastyczne. No bo to nie jest normalne, jeżeli aż tyle gospodarstw upada. Tutaj trzeba przytoczyć kilka danych. Ja proszę, Natalia Żyto, Wam je tutaj przedstawi. Podsumowując, Szanowni Państwo, jest drogo i brakuje warzyw. Indziej była zima, a dlatego, że w Polsce zaczyna brakować własnej produkcji. I przytoczę teraz dane, które nas szokują. Przez 15 lat w Polsce ubyło 90 tysięcy małych sklepów. Przez 10 lat ubyło 200 tysięcy gospodarstw rolnych. Przez 10 lat powierzchnia uprawy ziemniaków zmniejszyła się o 40%. Tylko jednego roku zamknięto lub zawieszono działalność 500 tysięcy firm. I tutaj jasno trzeba powiedzieć. Jak najszybciej w Polsce trzeba wprowadzić ustawę, która będzie powodowało, że przynajmniej 51 produktów żywnościowych w sklepach będzie naszej produkcji. Dlaczego? Bo to będzie powodowało, że ta produkcja będzie zachowana. Że sklepy wielkopowierzchniowe, które przejmują teraz rynek, będą zobligowane do tego, by kontraktować produkty u polskich rolników. To jest proste jak budowa garnka. I to polskim obywatelom należy się jak nic innego. Bo wtedy będą mogli czuć się bezpiecznie. Dziś to bezpieczeństwo żywnościowe nie jest zachowane. Nie stać ludzi na podstawową żywność, by kupowali ją w normalnej ilości. I to jest duży problem. Jeżeli dobito, dorżnięto w Polsce hodowlę świn, a dzisiaj kiełbasa będzie za chwilę kosztowała 50 czy 70 zł za kilogram, to niech nikogo to nie dziwi. To niech nikogo to nie dziwi. Tylko, że do tego problemu trzeba podejść szeroko i systemowo. Samym gadaniem, tak jak robią to zawodowi politycy, nie da się tego rozwiązać. Przede mną mówiła hodowczyni świn, Ewa Szydłowska z Podsiedlec, która powiedziała jasno, korporacje 10 lat temu, by ich dorżnęły, wyszli obronną ręką, ale musieli wygrać sprawy. Sprawy sądowe mieli bardzo duże problemy, bo korporacje narzuciły swoje zasady. I wiele tych gospodarstw niestety upadło, nie przetrwało tego. Dlatego rynek zdominowany jest przez wielkie firmy. Dlaczego? Bo państwo nie wprowadziło funduszu stabilizacyjnego, o którym mówimy. Jeżeli gospodarstwo nie mogło na przykład hodować świn przez 5 czy 10 miesięcy, to z czego to gospodarstwo miało żyć? Ci ludzie po prostu rezygnowali już raz na zawsze z tej produkcji, nie utrzymywali się z tego, poszli gdzieś indziej i porzucili to. Tą produkcję przejęły korporacje, które miały wpływ w Polsce na funkcjonowanie przepisów i na te przepisy, które małe gospodarstwa położyły. O tym Agrounia mówi od czterech lat. To jest temat, do którego trzeba podejść systemowo. Gdzie trzeba wprowadzić wspomniane przeze mnie regulacje. Ale regulacje, które także zachowają takie bazary w miastach. Bo to jest ostatnia ostoja konkurencji dla wielkich monopolii, które rynek w Polsce przejmują i narzucają swoje. Bardzo wysokie ceny żywności w miastach. I zapłacą za to wszystko Polacy. Zwykli obywatele, którzy nie będą czuli się bezpiecznie. Bo co to będzie za Polska, która nie będzie mogła wykarmić nas, swoich obywateli. A trzeba powiedzieć już, że połowa mięsa wieprzowego, co najmniej połowa, przyjeżdża do Polski z Hiszpanii i z Danii. Nie ma naszego. Można pytania? Czy są pytania? Radosław Iwański, Farmery. Ja mam takie pytanie. Na jednej z konwencji, chyba przedostatniej partii rządzącej, mówiono o tym właśnie, że tego typu bazary mają być w rękach rolników. A rolnicy, którzy chcą sprzedać swoje produkty, mają mieć miejsce na chodnikach w miastach. I ma to miało się spostać automatycznie. Państwo obserwujecie te zapowiedzi. Co z tymi zapowiedziami coś się stało, które tam były wygłoszone? Panie redaktorze, po pierwsze, jeżeli rolnik ma sprzedawać na chodniku, to jest ośmieszanie to zawodu rolnika. Rolnik nie jest od tego, żeby stać na chodniku i sprzedawać. Od tego jest uczciwy pośrednik, który ma dużą konkurencję w mieście, który musi zachować normalne ceny i kupować od rolnika, sprzedawać to. To ja mam propozycję dla polityków Prawa i Sprawiedliwości. Niech politycy PiSu robią politykę na skrzyńce po piwie i niech stoją na chodnikach i opowiadają swoje farmazony, a nie używają do tego telewizji publicznej, bo do tego możemy to porównać. Oni wykorzystują najnowszą technologię, żeby dobrze zrealizować swój zawód. Dobrze albo niedobrze. I dziś rolnik jest od tego, żeby skupić się na produkcji, żeby mógł to robić, a normalny pośrednik i handlowiec jest od tego, żeby też sobie coś na tym zarobił i żeby sprzedawał. Miasta powinny mieć wprowadzone jak najszybciej plany zagospodarowania przestrzennego, które będą zapewniały właśnie funkcjonowanie bazarów. Te miejsca będą już wcześniej nakreślone, a dziś miasta pozbywają się bazarów. Tylko w tamtym roku 27 dużych bazarów w Polsce zostało z dużych miast usuniętych. Więc PiS mówi jedno i nic z tym kompletnie nie robi. Jest to opowiadanie farmazonów tylko i wyłącznie na pożytek ludzi, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia w mieście, bo ludzie na wsi już coraz bardziej widzą, że te zapowiedzi nie są realizowane i to jest przyczyna, no niestety, to trzeba jasno powiedzieć, korporyzacji, produkcji żywności i handlu żywnością, co będzie wiązało się z bardzo wysokimi cenami jedzenia. Jeszcze jedna sprawa, tak szybciutko. Minister Rolnictwa jest patronem takiej konferencji dotyczącej żywienia, dotyczącej hodowli rybaków. Ostatnio duża dyskusja na ten temat się przytoczyła. Jakby Pan określił, to jest cynizm polityków, to jest jakaś hipokryzja? Panie redaktorze, jeżeli Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu na początku rozum odbiera. Ja uważam, że już Pan Bóg chce ukarać polityków PiSu i im odebrał rozum, rozsądek zdrowy. My płacimy za to wszyscy, bo z jednej strony płacimy dzisiaj jako podatnicy i ci, którzy pracują w Polsce za konferencję naukową, która będzie propagowała hodowanie robaków w Polsce na klatkach schodowych, bo już ludzi nie będzie stać na normalną żywność, więc na oknie, w skrzynce gdzieś, na chodniku będzie miał sobie człowiek hodować robaki. To jest niepojęte. Wyrzucono z Polski normalną hodowlę zwierząt, która dawała ludziom żywność, więc teraz trzeba to czymś zastąpić i chyba chcą to zastąpić robakami. Największe zagrożenie będzie takie, że ta hodowla tych robaków będzie w rękach wielkich korporacji, które już teraz inwestują potężne pieniądze w to wszystko. Tych robaków nie będzie nikt w Polsce hodował, tylko to będą wielkie firmy, żaden normalny obywatel. No i to jest skandal, za który my wszyscy zapłacimy. Franciszek Panik pokazałem, chciałbym zapytać o kradzież porów w powiecie ostrowskim. Jest to dość grotyskowy temat, ale czy to jest objaw tego, że warzywa stają się takim towarem, który można już kraść i czy to był pojedynczy przypadek, czy spotyka się Pan z takimi też sygnałami, że w takich przypadków kradzieży warzyw, które są teraz bardzo drogie, jest więcej? W ostatnim czasie nasiliły się kradzieże warzyw. Ja nie pierwszy raz słyszę o tym, że ktoś miał skradzione warzywa ze swojego gospodarstwa. Bardzo łatwo na tym zarobić, bo ktoś ukradnie tysiąc porów, sprzeda każdego za pięć złotych, ma pięć tysięcy, a zarobić pięć tysięcy w Polsce jest też niestety coraz trudniej. Więc te kradzieże są oczywiście spowodowane tym, że żywność jest coraz droższa. A jeszcze pytanie, bo w Hiszpanii na przykład, przez to, że tam w ogóle jest problem z powodą i sprawą roślin, zdecydowali się niektórzy rolnicy na wynajęcie ochrony do swoich pól. Czy grozi nam taki też scenariusz w Polsce? Czy już tacy rolnicy się pojawią, którzy myślą o ochronie własnego pola? Już w Polsce w tamtym roku były pierwsze takie sytuacje, gdzie rolnicy uprawiający warzywa chronili swoje pola, wynajmowali specjalne firmy, bo tak, po pierwsze, produkcja rolna wiąże się z coraz większymi nakładami finansowymi. Nie można sobie pozwolić, że ktoś część ukradnie i później my mamy z tego powodu stratę jako rolnicy. No i to jest bardzo duży problem, bo widać, że w Polsce brak funkcjonariuszy policji będzie powodował to, że kradzież stanie się czymś normalnym i nie będą kradzione tylko brylanty czy jakieś luksusowe rzeczy, a także luksusowa żywność, która staje się towarem luksusowym. Dziękujemy. Czy są jeszcze jakieś pytania? Dzięki.