Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Szymon Hołownia: Spotkanie w Zambrowie o wierze i polityce

Szymon Hołownia: Spotkanie w Zambrowie o wierze i polityce

Szymon Hołownia spotkał się z mieszkańcami w Zambrowie i podkreślił, że spotkania mają służyć rozmowie, nie kampanii. Ostrzegał przed mieszaniem religii z polityką i stwierdził, że przygotowanie do wiary jest sprawą osobistą, nie państwową.

Spotkanie i cel


Szymon Hołownia dziękował zebranym za przybycie i wskazywał, że celem jest spokojna rozmowa pod biało-czerwoną, a nie organizowanie wieców czy agitacja wyborcza. Przypomniał, że mimo braku kampanii ważne są lokalne spotkania, gdzie obywatele mogą mówić o tym, co w Polsce nie działa.

Rok po wyborach i oczekiwania


On zauważył, że jesteśmy rok po wyborach i rok po zmianie, na którą wielu czekało, i zachęcał do oceny tego, co się udało, a co wymaga dopracowania. Podkreślił wspólny element łączący wszystkich - szacunek do flagi i poczucie bycia częścią większej wspólnoty.

Pytanie o powrót Chrystusa i odpowiedź


Na spotkaniu jedna z uczestniczek zapytała o przygotowanie kraju na powrót Chrystusa. Hołownia odpowiedział, że to pytanie wykracza poza politykę - przygotowanie do wiary leży przede wszystkim po stronie każdego wierzącego, a nie instytucji państwowych.

Oddzielanie religii od polityki


Szymon Hołownia wyraźnie zaznaczył, że boi się mieszania religii z polityką i ostrzegał przed konsekwencjami, jakie daje łączenie porządków religijnych i państwowych. Wskazywał, że w praktyce wiara powinna być pokazywana przykładem życia, a w polityce przekonywanie odbywa się innymi metodami.

Odpowiedzialność narodu i osobiste przygotowanie


On przypomniał też, że według Biblii każdy naród stanie przed odpowiedzialnością, dlatego samą wiarę i gotowość powinno się budować indywidualnie. Zaznaczył, że nie oczekuje od państwa zajmowania stanowiska w tej kwestii, tylko od siebie samego i od ludzi wierzących.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Dzień dobry. Bardzo się cieszę, że możemy się spotkać. Dziękuję, że przyszliście. Nie ma żadnej kampanii, nie czekają u nas w najbliższych tygodniach żadne wybory, a jednak przyszliście. Przyszliście i jak rozumiem kieruję Wam to samo co mną, czyli troska, żeby wszystko w Polsce szło w dobrą stronę, a nie w złą. I ja mam pełną świadomość, że nie zawsze idzie. Nie ma cudów w polityce. Cuda pewnie są w innych branżach i na cuda bym nie czekał. Natomiast tak rzadko mam wrażenie, bo przecież też nie od zawsze w tej polityce jestem, mamy możliwość, Wy macie możliwość, jako wyborcy, jako obywatele, nie tylko słuchać co telewizor do Was mówi, ale mówić do tego telewizora na żywo. Pokazywać, gdzie Polska jeszcze nie daje rady. Gdzie to co miało działać nie działa. Gdzie te wszystkie rzeczy, na które się umawialiśmy jeszcze nie zostały dograne. Bo tak naprawdę, i to jest też moje doświadczenie od bardzo wielu lat, niezależnie od tego na kogo głosujemy, jakie są nasze bardzo utrwalone preferencje wyborcze, to wszyscy na koniec i tak spotykamy się pod jedną flagą. No bo to jest coś, co nas bez wątpienia łączy. Chyba wszyscy mamy tak, że jak widzimy, że jest biało-czerwona, że idzie na maszt, to się wzruszamy, to jest ten moment ciszy, to jest ten moment, w którym czujemy, że jesteśmy częścią czegoś większego, niż tylko jakaś mała grupa, jakaś partia, jakaś mała wspólnota polityczna, czy ideowa, nie wiem, bez znaczenia. Bardzo zależało mi na tym spotkaniu i bardzo się cieszę, że przyszliście, mimo, że na pewno macie dzisiaj wieczorem wiele różnych zajęć. Słyszałem przed chwilą od pani dyrektor tego domu kultury, że się pospieszyła z dzieckiem do lekarza. Każdy, kto ma małe dzieci, wie, że to sezon infekcji po prostu absolutnie w pełni. A mimo to jesteście. I bardzo wam za to dziękuję. I bardzo zależy mi na tym, żeby takich spotkań wszędzie, gdzie będzie tylko można, było jeszcze więcej. Nie wielkich wieców, ale takich, na których można porozmawiać. Na których można spokojnie, pod jedną flagą zastanowić się, co można zrobić lepiej. I to jest cel tego spotkania. Nie ma innego. Więc nie będę was do niczego namawiał, ani nie będę wam niczego kładł do głów, ani do niczego was przekonywał. Po prostu porozmawiajmy o tym, jak jest. Co mogłoby być lepiej? Jesteśmy rok po wyborach, rok po zmianie, na którą wszyscy czekaliśmy. Co się nie udało, co się udało, ale cały czas pamiętając, że jesteśmy pod biało-czerwoną. Że ona nas łączy. Tak jak łączy te dwa kolory. Biały i czerwony. Bardzo wam dziękuję jeszcze raz, że jesteście, że poświęciliście swój czas. Tyle ode mnie i zapraszam do rozmowy. Wiecie jak to jest. Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy. Pamiętacie ten film, prawda? Oczywiście, jest koleżanka, która jak coś, to podejdzie z mikrofonem. O, świetnie. Bardzo proszę. Witam serdecznie. Z racji tego, że no... Jestem osobą, która wyczekuje powrotu mojego pana. I mam pytanie do pana Szymona Hołowni. Czy Polska w ogóle bierze pod uwagę i czy ma świadomość, że jedyny pan, jedyny król, który jest i któremu się oddaje cześć, powróci na tą ziemię? I jak Polska się do tego przygotowuje? Ciekawe pytanie. Ciekawe pytanie dla każdego, kto jest wierzącym człowiekiem, kto jest wierzącym chrześcijaninem. Polska jako kraj, nie wiem, czy uświadamia to sobie, czy przygotowuje się na to, bo nie mam wrażenia, przynajmniej ja, że to jest coś, na co powinny przygotowywać się kraje, partie, organizacje. Na to powinien, jeżeli w to wierzę, przygotowywać się człowiek. I pytanie, które jest poza polityką, do każdego z nas, którzy wierzymy, jeżeli wierzymy, czy mamy tego świadomość, czy przygotowujemy się do tego, czy o tym myślimy. Ale to jest pytanie poza polityką, bo ja bardzo mocno nie wierzę w to, żeby dało się politykę połączyć z religią, z wiarą w taki sposób, żeby zlały się w jedno. Bo jak Pan popatrzy, a to naprawdę jest bardzo ważne zagadnienie, którego Pan dotknął, na historię choćby chrześcijaństwa, to zawsze tam i wtedy, kiedy państwo próbowało udawać kościół, a kościół państwo, działy się tragedie. Działy się najgorsze rzeczy. I na samym początku tej religii też było tak, a ja się trochę tym zajmowałem, to dlatego się mądrze, czytając, wnikając, pisząc o tym. Od samego początku było tak, jak Pan pamięta, bo Pan się tym interesuje i Pan wie, że od samego początku to wyznanie tworzyło się w napięciu. Z polityką, z władzą państwową, z tymi wszystkimi rzeczami, które są zupełnie z innego porządku. Dlatego ja nie oczekuję od Polski, że ona w tej sprawie jakąś postawę zajmie. Ja mogę oczekiwać od siebie, jeżeli wierzę, że jakąś postawę zajmę. A cała reszta już pójdzie, cała reszta się ułoży. Bardzo się boję mieszania religii z polityką. Bardzo się tego boję, bo mam wrażenie, że z tego się, jak mówię, biorą złe rzeczy. Bo się mieszają porządki. Kiedy, już, już tak, tylko ostatnie zdanie, w polityce chcesz kogoś do czegoś przekonać. I czasami robisz to w mniej lub bardziej udolny sposób. A z kolei w wierze to trochę inaczej wygląda. Musisz przekonać przede wszystkim przykładem swojego życia. Bo ludzie już tyle rzeczy słyszeli, tyle propozycji mają na stole, że nie uwierzą, jak nie zobaczą. Jak zobaczą, to uwierzą. Oczywiście, jasne. Rozmawiamy. No to się zgodzę z Panem, że musimy pokazać czynem naszą wiarę. Ale Biblia mówi, bo ja wierzę w Słowo Boże, wierzę, że Słowo Boże jest natchnione przez Ducha Świętego. I Biblia mówi, że każdy naród zostanie postawiony przed odpowiedzialnością. Dlatego stąd się moje pytanie wzięło. Ja nie chcę łączyć religii oczywiście z polityką. Natomiast, no, mam świadomość, że każdy naród zostanie postawiony przed Panem Jezusem Chrystusem. I bardzo mi zależy na narodzie polskim, żebyśmy byli właśnie w tym takim, no, żebyśmy byli godni wejścia do Królestwa Bożego. Rozumiem Pana. Bardzo dobrze Pana rozumiem. Natomiast jedna mała uwaga. Jak rozumiemy naród? My nie jesteśmy państwem do końca tylko i wyłącznie narodowym. My jesteśmy społeczeństwem, które się składa z ludzi o różnej tożsamości narodowej. Jedni są, czują się, nie wiem, Litwinami i żyją w naszych granicach. Inni czują się, są Białorusinami, żyją w naszych granicach. Mamy milion Ukraińców, którzy żyją w naszych granicach. Mamy Ślązaków, Kaszubów, którzy też czują inną, odrębną etycznie przynależność. A też są Polakami, są częścią polskiego społeczeństwa. Więc naród też, jeżeli już mogę być taki... Trwajnie, że ktoś o to pyta, bo ja mówię, zajmowałem się tym kawałom życia. Że ten naród, on czego innego dotyczy. To nie są tylko więzy krwi. To nie jest tylko powinowactwo, to nie jest tylko kwestia języka, koloru skóry czy kultury. Naród jest czymś zupełnie innym w tym porządku religijnym. I ja powiem szczerze, że jak się słucha, jak się czyta, jak już Pan nawiązał do Pisma Świętego, Świętego Pawła, to co on mówi? Nie wiedziałem, że w tę stronę pójdzie to spotkanie, ale okej, jak chcecie. Co mówi Święty Paweł? Nie ma już Żyda ani Greka w chrześcijaństwie. Nie ma narodowości. Nie ma narodowości. Narodem jest ten, kto się zdecydował narodem, ale nie z tego świata, w zupełnie innym porządku. Jakby chrześcijaństwo wymyka się. Chrześcijaństwo jest taką aplikacją, którą można wgrać na każdy telefon. Niezależnie od tego, skąd przychodzi. Pamięta Pan, bo jest Pan specjalistą, Sobór Jerozolimski z 50. roku, gdzie się Paweł z Piotrem Małozałbynie wzięli. Czy otwierać, czy zamykać? Czy ograniczyć się do Żydów, czy wyjść na świat? Wyszliśmy na świat z określonymi konsekwencjami, ale przestrzegam przed zaprostym prowadzeniem do myśli, że teraz Pan Jezus na tronie będzie królował w Polsce i rozwiązywał kwestie podatkowe, że będzie rozwiązywał kwestie związane z rolnictwem, że będzie rozwiązywał kwestie związane ze zbrojeniami. Bo to są dwa różne porządki. I one powinny być różne, tak na zdrowy rozum. A to, co jest najgłębszym naszym religijnym przekonaniem, powinno być wyrazem, znaczy powinno mieć swój wyraz w tym, jak traktujemy innych. Dlatego tak bardzo ja nie słyszę się i nie widzę z tymi, którzy chcą walczyć z Kościołem. Tym czy innym. Bo z Kościołem nie ma co walczyć. Bo Kościół, jakikolwiek Kościół, jeżeli jest rzeczywiście Kościołem w takim rozumieniu, w jakim my go rozumiemy, to on chce robić dobrą robotę. On chce lepić ludzi, on chce spotykać ze sobą ludzi. On chce ich ze sobą jasne instytucje, a czasem nie nadążę, a czasem bardzo często nie nadążę. No ale to już jest inna opowieść. Także jak Pan mówi, martwię się o to, czy Polska da radę, to ja Panu powiem w tym kontekście eschatologicznym, to ja się martwię, czy ja dam radę. I obawiam się, że się całe życie będę martwił do tego stopnia, że mi nie starczy siły i czasu na wyciąganie tej belki ze swojego oka, zanim się wezmę za drzazgi w oczach moich współplemieńców, z którymi razem obywatelami Rzeczpospolitej jesteśmy. Dzień dobry Państwu, dzień dobry Panie Marszałku. Miałem okazję być na konwencie ostatnio. Ja też. Tak, tak, tak, był Pan tam, pamiętam. Jeszcze wtedy byłem, bo musiałem wcześniej uciec. Natomiast wróciłem do domu i wczoraj od razu telewizornia i wyrwanie z kontekstu stołków. Tam strasznie jakby... Ale że co, wyrwane? Przepraszam, co nie słyszałem? Stołki, pamięta Pan? Stołki. Tak, tak, tak. Z jednej strony, ok, zgadzam się z Panem, że nie na to się umawialiśmy, bo nie, no, władza, znaczy może inaczej polityka powinna być służbą, a nie władzą, tak? Natomiast jeżeli nie będziemy mieli osób wyżej postawionych, i to nie chodzi o zajmowanie stołków, tylko o tworzenie struktur, jak do tego powinniśmy się zabrać? Moja odpowiedź jest bardzo prosta i jasna. Jeżeli zostałeś wybrany na jakieś stanowisko przez ludzi, to je pełni. Natomiast jeżeli zostajesz nominowany na jakieś stanowisko, które nie jest państwowym stanowiskiem, tylko jest stanowiskiem w spółkach Skarbu Państwa, w spółkach komunalnych, w różnego typu tego rodzaju instytucjach, to halo, no przede wszystkim musisz pokazać, że masz kompetencje. Musisz przejść konkurs. Do tego konkursu mogą stanąć inni, którzy uważają, że mają kompetencje. Bo abstrahując od tego partii politycznej, od innych rzeczy, czego byśmy oczekiwali dla siebie i dla swoich dzieci? Jakby nasze dzieci poszły na rynek pracy i chciały się ubiegać o pracę, to czego byśmy oczekiwali? No ja bym oczekiwał, żeby moja córka, jak dorośnie, mogła stanąć do uczciwego konkursu, pokazać co umie i jak jest najlepsza, to wygrać. I to jest ten porządek, który my chcemy, akurat moje ugrupowanie, Polska 2050 zaprowadzić, za co też dostaję połbie. To, co widzieliśmy w totalizatorze sportowym. To, co widzimy w wielu innych miejscach. Można powiedzieć, najbliżsi mi członkowie rodziny powinni pracować w Orlenie, bo jestem marszałkiem Sejmu, czy w innej spółce paliwowej. Żeby pan wiedział, że pracują na stacji benzynowej. Tak, to jest to, co ja potrafię załatwić moim bliskim. Że oni sami idą i pracują na stacji benzynowej, a nie w gabinetach dyrektorskich. Mówię załatwić w cudzysłowie, tak? Jako przenośni. Dlatego ja mam głębokie przekonanie, że to bardzo psuje ludzi. Że bardzo, bo to też tak jest, że każda pokusa, jak przychodzi, to się zawija w coś dobrego. I nie ma takich pokus, które przychodzą, a mówią, teraz korumpujmy, uprawiajmy nepotyzm, bądźmy nie wiadomo jacy. Nie, to zawsze czemuś służy. Tu budowie struktur, tu może wzmocnieniu kogoś, tu odreagowaniu, że tam było niesprawiedliwie, to teraz przyjdzie ten sprawiedliwy i będzie dobrze, bo on przynajmniej jest kompetentny, bo jest nasz. Nie tak. Jak już raz pójdziesz tą drogą, to nią zawsze będziesz chodził, bo zawsze znajdziesz wymówkę. Struktury, jeżeli są autentyczne, prawdziwe i naprawdę zależy im na Polsce, to będą tymi strukturami, niezależnie od tego, czy ktoś pracuje w, nie wiem, w UFOsiu, w Totalizatorze, w Orlenie albo w innych miejscach. Bo ja bym chciał, żeby ta nasza Polska 2050 była ideowym ruchem. I kochani, wyście stali ze mną na tych wiecach i krzyczeliście razem, że precz z kuwetami i tłustymi kotami, że precz ze stołkami, ze stołkologią polityczną, tak, którą się w Polsce od 30 lat uprawia i wszyscy po kolei to robią. I co, nagle wygraliśmy te wybory, to się okazuje, że to dotyczy tych gorszych, ale nas to nie dotyczy, bo my jesteśmy ci lepsi. No nie, umówiliśmy się na coś. Umówiliśmy się na coś, a to zobowiązuje. Umówiliśmy się na to, że nie będziemy uczestniczyli w tym patologicznym wyścigu po stołki w spółkach. W spółkach, i to jest nasza prosta zasada, możemy wydelegować kompetentną osobę po przejściu wszystkich procedur do Rady Nadzorczej. Bo jest jasne, że jeżeli to są spółki, które są własnością państwa, to państwo musi i chce mieć na nie wpływ. Z jakichś powodów są ważne, strategiczne. A więc w Radzie Nadzorczej ktoś musi być. Natomiast jeżeli mówimy o zarządzie, nie ma mowy. Nie ma mowy. I pamiętacie, była sytuacja w Orlenie, w której absolutnie wybitny prawnik, jeden z najlepszych specjalistów z naszej nominacji, trafił do Rady Nadzorczej, a ponieważ było wtedy zamieszanie z prezesem, został delegowany przez Radę do zarządu. Momentalnie go stamtąd usunęliśmy. Mimo, że jest kryształowej uczciwości człowiekiem, wspaniałym specjalistą, zapłacił za to straszną cenę. I do tej pory, nawet w rozmowach prywatnych, żartuję, mówiąc o sobie, Szymon, jestem twoją Janiną Goss, odwołując się do nominatki pana prezesa, znanej pewnie wam wszystkim. Sobie z tego żartujemy. Ale tu nie ma żartów. Bo albo zaczniemy tak myśleć o spółkach, ale też o mediach publicznych. Słuchajcie, mnie do mediów publicznych przyjmował Dworak, a wyrzucał Wilstein. Ja wiem, o czym rozmawiamy. Nie może być tak, że co ekipa, hop, siup i następni, hop, siup i następni. I my jesteśmy tylko trzydziestoparoosobowym klubem w Sejmie. Ale będziemy twardo stać na stanowisku, że jeżeli partia ma być rzeczywiście partią, która ma coś w Polsce zmienić, to zbuduje sobie struktury na tej opowieści. Że my chcemy inaczej, a nie będzie próbowała w jakiś sposób kłócać, a może tu załatwimy pracę, a tu drugiemu pracę załatwimy. Jak idziemy do polityki po pracę, to są inne miejsca, w których można szukać pracy, zarobku, kontaktów. Tu się idzie i to jest służba. I ja wiem, że to jest strasznie wyświechtane słowo, ale ono najlepiej opisuje to, co robimy. Czy to, co mamy robić. I to nie jest łatwe. Dlatego bardzo jestem też wdzięczny wszystkim tym, którzy na tę niełatwą drogę poszli. Bo to nie są proste rzeczy. I ja dobrze o tym wiem, że nie są proste. A mimo to się zdecydowali. I z tych ludzi będzie, zobaczycie, z tej mąki będzie chleb. Z tych ludzi, nawet jeżeli to są tylko małe, na razie jeszcze gdzieś przebiśniegi, jakieś małe sygnały się robią, to są ci ludzie, których warto obserwować. Bo to będzie ta zmiana, która wreszcie w Polsce musi przyjść. No bo to się musi zmienić, to nie może tak wyglądać. Dzień dobry Państwu. Dzień dobry Panie Marszałku. Spotkaliśmy się tutaj wszyscy w tej chwili, żeby spotkać się pod jedną biało-czerwoną flagą. Czy Pan Marszałek ma w ogóle wizję tego, jak do tego doprowadzić? Bo ja mam wrażenie, że nadal jest tak, że my pod tą białą-czerwoną wszyscy stoimy. Natomiast to są cały czas dwa, trzy różne plemiona, które tylko chciałyby się naparzać maczetami albo jakimiś maczugami. A nie stoimy i nie spotykamy się pod tą biało-czerwoną flagą. Za chwilę będzie 11 listopada, będzie święto państwowe. I część będzie zagrabiała sobie biało-czerwoną i maszerowała. Część będzie to krytykowała. Jaki jest pomysł, żebyśmy ewentualnie doprowadzili w końcu do zgody, chociaż mamy inne poglądy? Odpowiedziałbym Panu chyba najprościej. Pan i ja. To jest ten pomysł. To, jak my się wobec tego ustawimy. To rzeczywiście tak wygląda często, jak Pan mówi, a zwłaszcza w mediach. Ja robiłem w mediach 25 lat. I jeszcze w 90-tych latach nam tłuczono do głów konfrontacja postaw. To jest to, co jest najważniejsze w mediach. Konfrontacja postaw. Posadzić z lewej, posadzić z prawej, włączyć timer i niech się naparzają. Tak? Z tego rodzi się jeszcze jeden problem, który się nazywa prawdopośrodkizm. Czyli, że no my nie możemy zdecydować, prawda leży po środku. Czyli już jadąc bardzo daleko, wsadzamy Hitlera i Annę Frank i mówimy, no proszę bardzo, ale to widzowie muszą zdecydować. Każdy ma prawo do swojego stanowiska. To są drogi donikąd. To są drogi donikąd. My naprawdę dzisiaj w mediach, znaczy mamy prawo od mediów oczekiwać więcej. Tak, mamy prawo oczekiwać dużo więcej od polityków, bez dwóch zdania. Ale od mediów też. Bo one chorują na tę samą chorobę. Tylko czasami o tym nie wiedzą. Mówi pan o 11 listopada. No tak, no to tak nie powinno wyglądać. Że z jednej strony race, dym, uciekałem. Ja sam uciekałem nieraz na 11 listopada, bo akurat ktoś kogoś z czymś gonił i trzeba było się ewakuować. W Warszawie, w Śródmieściu. Więcej. Byłem teraz, bo teraz uczestniczę w takich uroczystościach na rocznicy powstania warszawskiego. I później wróciłem do Sejmu i mówię moim współpracownikom, słuchajcie, ja czegoś takiego w życiu nie widziałem. To naprawdę tak wygląda? Oni mówię, o co ty się dziwisz? To co roku tak wygląda. Jedziesz na Powązki, jesteś opluwany, wybuczany, nakrzyczany, zwyzywany. Nie przez powstańców warszawskich. Bo oni siedzą, dziękują, są uśmiechnięci. Mówią, Boże, jak wspaniale, to już ostatnie nasze obchody, albo zaraz ostatnie. Cudownie, że wszyscy tu jesteście. Ale tam bojówki regularne przyjeżdżają. Jedziesz w inne miejsce, a tam z kolei polityka zaklaskiwania drugiej części strony politycznej. To tak nie może wyglądać. Tylko wie Pan, jak my teraz sobie zaprogramujemy w głowie utopię. I powiemy sobie, że będzie już nawiązując do Pana, który przed chwilą wyszedł, ale używał metafor biblijnych, że to nie będzie tak, że teraz my wszyscy będziemy jak to dzieciątko na noże kobry, a tam chłopiec będzie poganiał, ale z jagnięciem i tę historię. Bo to się nie wydarzy. I zapomnijmy o tym. Natomiast nas musi być stać, Pana i mnie, na to, żeby tam, gdzie możliwe jest obniżenie ciśnienia, to je obniżać. Bo to jest, wie Pan, to czasem polega na tym, żeby jak leci domino i się przewracają kolejne klocki, się nie przewrócić. To czasem tyle wystarczy. Że ktoś puścił hejt, ktoś puścił nienawiść, ktoś puścił propagandę, głupotę i że to się na Tobie zatrzyma. Że się nie przewrócisz dalej, a mógłbyś, bo się bardzo wielu przewróciło i wielu po Tobie się przewróci. I to wymaga energii? Tak, wymaga energii. To wymaga wysiłku? Tak, wymaga wysiłku. Z biało-czerwoną to jest tak, że ja bardzo lubię ten obrządek nasz patriotyczny, bo jak wszyscy pod nią stoimy, śpiewamy hymn, to nie możemy na siebie psioczyć nawzajem, bo akurat jesteśmy zajęci śpiewaniem hymnu. Więc śpiewajmy ten hymn jak najczęściej. Dla Pana informacji, ja jednak nie wiedziałem, jak to jest ważne w przypadku kogoś, kto uczestniczy w różnego rodzaju obchodach, obok kogo stoi. Niestety większość polityków nie umie śpiewać za dobrze. Znaczy śpiewają jeden dźwięk, albo to już nawet nie jest melorecytacja. No i jak masz takiego buczącego z Twojej lewej albo prawej strony, to nic nie zaśpiewasz, tak? Więc czasami się ratujesz jakoś zatykając ucho, coś innego robiąc... Ale to jest fajne, że oni z zapałem i z powerem chcą mimo wszystko śpiewać. Śpiewajmy jak najczęściej hymn. Jak najczęściej stawajmy pod tą biało-czerwoną, bo jak będziemy śpiewać hymni tam stać, to prawdopodobieństwo, że sobie zrobimy krzywdę, paradoksalnie, poza tymi dużymi eventami jest mniejsze. Natomiast te eventy, one są efektem pewnego procesu. One nie są źródłem, one są objawem choroby. I najpierw musimy się zająć przyczynami tej choroby. A przyczyny tej choroby są takie, że od dwudziestu paru lat w Polsce wmawiano nam, że są dwie Polski i nie ma trzeciej. Że albo się stoi tam, gdzie się ma stać, albo tam, gdzie stało zomo. Że albo są dzieci jakowców, albo dzieci uboli. Że albo jest Polska, albo jest Europa. I jeszcze wiele innych różnych podziałów nam przeprowadzono w głowach. I teraz jest pytanie. Jak sprawić, żeby każdy z nas pozostał przy swojej tożsamości? Bo każdy ma inną wrażliwość. Każdy trochę inaczej czuje, myśli, widzi. Na inne rzeczy zwraca uwagę. Ale żeby nam się to nie rozjechało. I moja pierwsza odpowiedź jest taka. Obniżać ciśnienie. Jeżeli jest możliwe, deeskalować. Jeżeli jest możliwe, rozmawiać. Jeżeli jest niemożliwe, rozmawiać, to pomilczeć. Jeżeli jest możliwe to, żeby załatwić. Moja babcia świętej pamięci mawiała, ja jej bardzo wie, żeby ona była kopalnią takich trafnych fraz. Na kaca najlepsza praca. I to dokładnie tak działa. To znaczy, jak nie wiesz, co masz zrobić, to i ci coś zrób. Razem, najlepiej. Bo jak będziesz coś robił, to ręce będziesz miał zajęte, to pały nie będziesz mógł trzymać, albo pistoletu na tego drugiego. Bo masz ręce zajęte robotą. To są proste rzeczy, wiecie. Ale macie sąsiadów, głosując na platformę, macie sąsiadów zaprzysięgłych pisowców. Pisowcy mają zaprzysięgłych platfusów. Jak to się tam nawzajem oni obdarzają epitetami. Ale jak przyjdzie samochód naprawić, koło wymienić, coś wkręcić, pożyczyć coś sobie, to przecież każdy każdemu pożyczy. Każdy każdemu pomoże. No to do takich rzeczy trzeba czasami wracać. I kolejna mądrość mojej babci. Jak się coś zgubiło, to trzeba wrócić się do tego miejsca, gdzie ostatni raz było. Gdzie się ostatni raz widziało. No to sobie przypomnij, gdzie to ostatnio widziałeś, z tym drugim człowiekiem. I wie pan, i tu można mówić, dobra, ale co to, to się to w ogóle nie uda, bo to przecież procesy społeczne i tak dalej. I jak się zacznie od dołu, to góra będzie musiała nadążyć. Bo ja pięć lat w tym robię i już wiem, że tu jest jak w sklepie. Bardzo często. Czyli po prostu, co klient chce, to klient dostaje. Co klient chce w sklepie widzieć, to sklep on dowozi z hurtowni. Będą chcieli ludzie pojednania spokoju i wreszcie powiedzą dość, to dostaną dokładnie to. Pojednanie, spokój i dość. Tylko my musimy zacząć tego chcieć. Ale naprawdę chcieć. I artykułować. I powiedzieć, słuchajcie, jest wojna, są problemy w środku, naprawdę teraz mamy jeszcze marnować energię po to, żeby sobie palce do oczu wsadzać? Przecież to jest... Przecież Ruscy tylko na to czekają. Przecież Putin po prostu siedzi i odpala szampana, a później pisze, jako pani Władysława z Opola i pan Czarek z Zambrowa w internecie, żebyśmy nawzajem na siebie się napuszczali. Nie ma po co psuć sobie krwi, bo inni tylko na to czekają. Więc zacząłbym od pana i ode mnie. Jak zrobimy swoją robotę, to przynajmniej my powiemy sobie, dobra, no my zrobiliśmy. Nawiązując do tego, tej wypowiedzi i pytania kolegi, ja też mam obawy, że polaryzacja społeczeństwa doprowadzi do zero-jedynkowej sceny politycznej, tak jak jest w Ameryce, czy albo jesteś republikanem, albo demokratą. I czy media mają na to wpływ, bo chyba mają duży wpływ, algorytmy klikalności, że podsuwają nam te ciekawsze kawałki i czy polskie społeczeństwo pójdzie w kierunku zero-jedynkowości z sceny politycznej? Wie pan, z mediami to jest tak. Miałem paru takich kolegów, którzy odkrywali, że albo inaczej jeszcze, robili wielką inbę, że otworzyli sobie jakiś portal, nie wiem, Rzeczpospoli, to Łone, coś tam i że wyświetla im takie sprośne reklamy. I później trzeba było im długo tłumaczyć, że wyświetla im dlatego, że wcześniej takich treści szukali. Bo niestety ten algorytm reklamowy jakby doszukuje się tego, gdzie, na jakie strony wchodziliśmy i to nam pokazuje po prostu, bo widocznie jesteśmy tym zainteresowani. Parę takich inb było w przestrzeni publicznej. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że wie pan, no ja jestem chyba dość takim uważnym konsumentem mediów, bo kiedyś byłem po drugiej stronie i chyba mam to samo co pan, że jak czytam po raz siedemnasty tytuł mocno dowalił, zniszczył, zaorał, to po prostu myślisz sobie, ale ile można, tak? Ile można być razy zaoranym? No można ze 20 razy w tygodniu, tak jak się to poczyta. Są portale, które mają dynamiczną jedynkę, czyli wyświetlają ci, zobaczcie, na przykład wirtualna Polska, inne portale. Wchodzisz tam i za każdym razem co innego wyświetla ci się jako pierwsze. Bo to jest dopasowane algorytmem do twoich poprzednich wyszukiwań, do tego, co już dzisiaj czytałeś. Strona zmienia się pod twoim wpływem, na podstawie twoich zapotrzebowań. No to na clickbait tego rodzaju jest jedyna metoda. Nie żywić go. Jakbyśmy przestali żywić i klikać rzeczy mocno, ale dowalił. Na przykład dzisiaj jest, słuchajcie, wielkie, teraz otworzyłem onet, w onecie na jedynce. Zamieszanie z mandatem Hanny Gronkiewicz-Walc. Mamy jej komentarz. Myślę sobie, Jezus Maria, jakieś kwity podpisywałem, bo ja w tym uczestniczę. Co to jest za historia w ogóle z tym mandatem? Sprawdzam. Daty się zgadzają. Wszystko. Procedura idzie. Komentarz Hanny Gronkiewicz-Walc. No tak to idzie. Są procedury. Są daty. Wszystko jest w porządku. Uspokoili mi, że jest okej. Przypomina mi się słynny wywiad z Ojcem Świętym, który kiedyś zrobiła Gazeta Wyborcza, w której pracowałem. Było Jan Paweł II dla Gazety. Jak się Ojciec Święty dzisiaj miewa? Nie narzekam, nie narzekam. Tak? Ale sprzedane to było jako Jan Paweł II dla Gazety. Tak? Unikalny wywiad. No media na to chorują. Media walczą o naszą uwagę. Media, jak każdy sprzedawca, chcą wykorzystać dwie minuty uwagi, którą mamy do rozdysponowania w ciągu dnia, żeby nam sprzedać swoją, a nie konkurencji treść. I my jesteśmy bardzo mądrzy jako społeczeństwo w sklepach. Jak wybieramy ubezpieczenie albo opony zimowe, albo samochód, albo ogrzewanie do domu, to się potrafimy targować, potrafimy chodzić, porównywać oferty i tak dalej. A ja mam wrażenie i mówię o sobie, że to, co dostarczają nam media, łykamy jak gęsi. My musimy być bardziej wymagający wobec tego, kto nam podaje informacje. Dlaczego? Dlatego, że my później jako społeczeństwo, jako jednostki, na podstawie informacji podejmujemy decyzje kluczowe dla naszych dzieci, dla nas samych. I musimy je podejmować na zdrowej, na zdrowej podstawie. Pyta pan, czy polaryzacja, czy nas czeka już taka totalna polaryzacja? Mam dla pana odpowiedź, nie, nie czeka nas. Nie, nie czeka nas. W mojej ocenie nie czeka. Nie czeka, proszę zobaczyć, myśmy jako trzecia droga, mówię pro domosuła, no bo firma, której jestem częścią polityczna, my wyrośliśmy w strefie zgniotu między tymi dwoma walcami i nam przepowiadano, że zginiemy, odkąd żeśmy się urodzili. Żebyśmy umrzeć co tydzień mniej więcej, a nie umarliśmy, żyjemy. Od nas dużo zależy, wciąż, bo mamy te, jak każdy...