Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Szymon Hołownia: Apel o zmianę i budowanie mostów

Szymon Hołownia: Apel o zmianę i budowanie mostów

Szymon Hołownia we Wrocławiu apelował o zmianę kursu i o współpracę między narodami. Stwierdził, że zmiana jest bezwzględnie konieczna i że nie należy oczekiwać ratunku od jednostek czy "zbawców".

Powitanie i rola Wrocławia


Przemówienie zaczyna się powitaniem i wyjaśnieniem, dlaczego mówca mówi po polsku; podkreślił oczekiwanie na osobiste spotkania oraz zachwyt nad Wrocławiem. Przywołał informację o około 112 mostach i zachęcał do uczenia się budowania mostów między ludźmi, narodami oraz między przeszłością a przyszłością.

Dlaczego zmiana jest konieczna


Hołownia argumentował, że bez zmiany kursu "rozstrzaskamy się na ścianie" i że nie da się dłużej jechać na autopilocie ustawionym w połowie XX wieku. Zwrócił uwagę na narastający strach, wycofywanie się ludzi oraz na to, że obecne pokolenie ma wiedzę i możliwości, by realnie działać.

Krytyka dawnych recept


Skrytykował mity XX wieku, wskazując na wiarę w ropę i gaz jako zbawienie oraz na trzy ideologie — socjalizm, liberalizm i konserwatyzm — które, jego zdaniem, zdegenerowały się i pogłębiły nierówności. Ostrzegał przed skutkami zmian klimatu i przypominał o nasileniu konfliktów, w tym o wojnie w Europie.

Wspólne działanie zamiast samotnych bohaterów


Przywołał tezę Rebeki Solnit, że kryzysów nie rozwiążą samotni superbohaterowie, i przyznał, że kiedyś przecenił rolę jednostki. Wezwał do wspólnego działania oraz budowania nowej opowieści i nadziei, podkreślając, że to społeczeństwo samo musi stać się siłą zmiany.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Powiedziano mi, że mam mówić po polsku, nie jestem pewien dlaczego. Prawdopodobnie dlatego, że chodzi o media, dlatego będę mówił po polsku. Jak państwo wiedzą, niektórzy z państwa mogą mnie nie znać. Nie jestem specjalistą, jeśli chodzi o powolne mówienie, ale postaram się mówić jak najwolniej, tak by świetni tłumacze mieli szansę przetłumaczyć wypowiedź, którą dzisiaj dla państwa przygotowałem. Trzymam za was kciuki. Mamy nadzieję, że dzisiaj będzie wiele okazji, by spotkać się osobiście i porozmawiać ze sobą twarzą w twarz, poznać się lepiej. Jestem niezwykle ciekaw, chcę dowiedzieć się, jaka jest wasza historia, skąd pochodzicie, jakie macie nadzieje, jakie szanse dostrzegacie przed sobą oraz w Europie, a także we własnym kraju. Należy pamiętać, że mieszkamy w jednym domu, pod jednym dachem, na całym kontynencie, dzielimy nie tylko te same wartości, ale tę samą wodę, to samo powietrze i to samo życie. Płynie w naszych żołach ta sama krew. I mam nadzieję, że przed nami bardzo owocny weekend i że wszystkich was uda nam się zainspirować i że Wrocław pokaże wam swoje najlepsze oblicze. Mój kolega Michał powiedział już, że to jest miasto połączone około 112 mostami. To świetne miasto, w którym można nauczyć się tego, jak budować mosty pomiędzy ludźmi, pomiędzy narodami, pomiędzy przeszłością i przyszłością. I mam nadzieję, że pokochacie to wspaniałe miasto. Moi drodzy, nie ma słów, żeby powiedzieć, jak się cieszę, że tu jesteście. I to nie jest tylko kolejna grzecznościowa formuła. Mówię to naprawdę z nadzieją, ale też z przeogromną, przeogromną ulgą. Wreszcie jesteście. Dobrze, że jesteście. Bo jesteście dokładnie tymi, na których tak długo czekaliśmy. Jesteście zmianą, której ten świat, i wiecie to lepiej ode mnie, tak bardzo dzisiaj potrzebuje. Wiecie pewnie, że mówię teraz Obamą. To jest dokładny cytat z niego. Zmiana nie nadejdzie, jeśli będziemy czekać na to, że kiedyś ktoś nam ją przyniesie. To my jesteśmy tymi, na których czekaliśmy. To my jesteśmy zmianą, na którą czekamy. I stary, dobry barak miał rację. Bo nie będzie żadnego boskiego olśnienia. Wszystkie białe konie, na których mogliby przyjechać do nas zbawcy, dawno hasają za tęczowym mostem. Jest taka piosenkarka znana w Polsce dość dobrze, nosząca to samo imię, co moja żona Urszula. Może pamiętacie niektórzy z was tę jej piosenkę. Chłopcy z Marsa znów przełożyli lądowanie. A więc kosmici też nas nie uratują. Stamtąd też nie mamy po co dziś wypatrywać ratunku. Czekanie na zbawców, mesjaszy, kosmitów, to dziś czekanie na godota. Mamy wszystko, czego trzeba do zmiany. Bo mamy siebie. Brawo! No dobrze, ale po kolei. Bo niby po co ta zmiana? Czy to nie jest kolejne słowo wytrych? Kolejny fetysz, który wymyślili sobie, znaleźli politycy, bo skończyły im już się pomysły na hasła, które mogą umieścić na swoich wyborczych banerach. Oj nie. Bo jak nie będzie zmiany, zmiany kursu, to wszyscy rozstrzaskamy się na ścianie. Ona jest coraz bliżej i coraz jaśniej widać, że nie da się dłużej jechać na ustawionym w połowie XX wieku autopilocie. Popatrzcie, jak szkodliwe są niektóre dwudziestowieczne mity. Naszym zbawieniem miała być ropa, miał być gaz. Dziś wiemy, że jak ich natychmiast nie wystawimy za drzwi, to za pięćdziesiąt czy sto lat udusimy się, wyschniemy, zginiemy. Trzy cudowne recepty poprzedniego stulecia na bardziej sprawiedliwy, a więc bardziej bezpieczny świat. Socjalizm, liberalizm i konserwatyzm nie dowiozły efektu. Zdegenerowały się, pogłębiając nierówności. To miał być świat, w którym polityka ugłaskiwania satrapów miała nas uchronić przed kolejnym koszmarem światowej wojny. I co? I dziś na świecie mamy więcej czynnych konfliktów, niż miało to miejsce od dekad. Ba, mamy wojnę w Europie. Po raz pierwszy od tylu lat stoi u naszych drzwi. Ktoś chce dalej mnie przekonywać, że po co jakaś zmiana? Zmiana jest bezwzględnie konieczna. Dopiero dziś widzimy, jak bardzo poharatani wyszliśmy z XX wieku. Jak bardzo coś, co miało być drogą do raju, skręciło w zarośla. Wiecie, od dziesięciu lat praktycznie nie ma tygodnia, żebym nie jechał gdzieś w Polskę, czy w Europę, żebym nie rozmawiał z ludźmi. I widzę, jak się kulą, jak się wycofują, jak coraz bardziej boją się, martwią, nie ogarniają. Jak bardzo potrzebują nadziei. Nowej nadziei, nowej koszuli, nowej sukienki, bo ta stara zabiera im tlen. Pije w każdym szwie. Zabiera możliwość ruchu. Dusi pod szyją. Ludzie zwykle nie wiedzą, że żyją na krawędzi epok. My to dobrze wiemy. Mówiłem to już i jeszcze raz to powtórzę. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które nie może tłumaczyć się niewiedzą o stanie świata i ostatnim, które z tą wiedzą coś realnie może zrobić. Wyciągnąć z tego, co dziś wiemy, dzięki zglobalizowanemu światu, dzięki nauce, dzięki możliwości przewidywania, możemy z tego dziś wyciągnąć wnioski. I na nich zbudować tę nową opowieść, która pozwoli milionom ludzi, nie tylko w Europie, podnieść wreszcie głowę, rozejrzeć się wreszcie z nadzieją. Więc zacznijmy od tych wniosków, bo bez nich nie będzie na czym wybudować nadziei, wybudować opowieści. Pozwólcie, że powiem wam o tych, które nasunęły się mi, gdy najpierw przez 10 lat próbowałem zmieniać ten świat od dołu przez dwie założone przeze mnie fundacje, które dziś pracują w 14 krajach na trzech kontynentach, a później, gdy przez 3 lata biłem głową w mur, próbując wybić ścianę, dziurę w ścianie starej polityki, bo wiedziałem, bo czułem, że tam za tą ścianą jest ta centrala, która może pozwolić zmieniać świat od góry. Wniosek pierwszy. To nie jest czas samotnych superbohaterów. Bye, bye, Terminatorze. Adios, Spidermanie. Rebeka Solnit ma rację, zwracając uwagę, że dwutlenku węgla w atmosferze nie da się rozstrzelać z terminatorowej bazuki, a kryzysu uchodźczego nie rozwiąże się, skacząc solo po nowojorskich wieżowcach. Gdy 3 lata temu kandydowałem na prezydenta, przyznaję, przeceniłem siłę i rolę jednostki. To, że wtedy przegrałem, daje mi jednak mandat do tego, żeby dzisiaj stanąć przed wami i powiedzieć za Solnit, powtórzę raz jeszcze, żeby uratować świat, nie potrzeba dziś superbohatera, a was, całej generacji bohaterów, których cechować będzie solidarność, strategia, cierpliwość, wytrwałość, wizja, umiejętność inspirowania innych w nadziei. Świata nie zbawią jednostki, pisze Solnit, lecz kolektywy, ruchy, koalicje, kampanie, społeczeństwo obywatelskie. Dziś widzę, że przegrałem tamte wybory po to, żeby swoje wybory dzisiaj mogli wygrać inni. Te tysiące aktywistów ruchu Polska 2050, z którymi stworzyliśmy ten ruch i tak właśnie go nazwaliśmy, żeby przypominał nam o horyzoncie, do którego wszyscy zmierzamy i do którego powinna prowadzić nas każda polityczna decyzja, każda uchwalana ustawa. Mnóstwo rzeczy nas w tym ruchu dzieli. Łączy nas to, że lubimy robić rzeczy, które nikomu wcześniej się nie udały. Że chcemy tworzyć politykę właśnie z myślą o pokoleniach, a nie o kolejnych partyjnych, parlamentarnych kadencjach, czy partyjnych interesach. W październiku okaże się, ile będziemy mogli zrobić od góry. Ja już dziś mógłbym wam do rana opowiadać o tym, ile przez te trzy lata w obszarze środowiska, wsparcia społecznego, różnorakich działań edukacyjnych zrobiliśmy z ruchem Polska 2050 od dołu. Myśmy już zmienili tę Polskę na lepsze. A to się dopiero zaczyna. Wniosek drugi, moi drodzy. Trzeba dokładnie wiedzieć, co jest najważniejsze. I zacząć właśnie od tego. Ja rozumiem, że są rzeczy ważne, ale one dzisiaj mogą poczekać. Rzeczy najważniejsze dla nas w Polsce 2050 są trzy. Zielona energia, bezpieczeństwo i równość szans. W szkole, u lekarza, w pracy, w biznesie. Dlatego zobowiązaliśmy się i podpisaliśmy to krwią, że zrobimy wszystko, żeby polski biznes, polskie mieszkania, samochody na polskich drogach były wspomagane, ogrzewane i napędzane zieloną energią ze słońca i wiatru. A każdy dom był swoją własną elektrownią. Bo to tańsze, bo to zdrowsze, bo to bezpieczniejsze niż to, co mamy dzisiaj. Bo zarobią na tym zwykli ludzie, a nie wielkie, napędzane przez partie polityczne państwowe molochy. Chcemy też, abyśmy w Polsce i w Europie zainwestowali w rzecz najważniejszą z ważnych, w nasze bezpieczeństwo. Mamy furę szczęścia, że w chwili próby w Białym Domu znalazł się odpowiedzialny polityk. A jakby się nie znalazł? A jakby to Trump dzisiaj był tym, który pełni drugą prezydencką kadencję? Słuchajcie, życie tych, których kochamy, to jest za poważna rzecz, żeby zdać ją na łód politycznego szczęścia. Jako Europa nie możemy wiecznie liczyć na wujka sama. Outsourcować naszego bezpieczeństwa za ocean. Odniosę się teraz wprost do naszych przyjaciół. W zachodniej Europy nie ma powrotu do przeszłości. A najgorsze, co dziś możecie zrobić, to zastanawiać się, co powinniśmy zrobić, żeby tylko nie rozdrażnić, nie rozsierdzić Rosji. Otóż, moi drodzy, rozsierdzoną Rosję to już mamy. I zapewniam Was, że gorzej nie będzie. Rosyjskie zbrodnie w Ukrainie, tuż za granicą Unii, są koronnym argumentem za potrzebą budowania naszej wspólnej europejskiej armii. Nie w konkurencji, ale w uzupełnieniu do naszych działań w NATO i w partnerstwie ze Stanami Zjednoczonymi. Będziemy bezpieczni, gdy będziemy w stanie sami obronić się przed wrogiem. I wreszcie równość szans. Powiem Wam teraz coś, co pewien polski polityk określiłby mianem oczywistej oczywistości. W Lesznie, w Paryżu i we Wrocławiu żyją dokładnie tak samo utalentowani ludzie. Więc moją rolą jako polityka jest wyciągnąć z tego faktu proste wnioski i dać im równe szanse. Bo nierówności zabijają wspólnoty. I my to bardzo dobrze widzimy w Polsce, gdzie ślepota starych elit politycznych na problemy mieszkańców mniejszych ośrodków, wsi i miast doprowadziła do obserwowanej dzisiaj, my ją przeżywamy na własnej skórze codziennie, otwierając gazety z każdej strony politycznego sporu głupiej, chorej polaryzacji. To też problem Unii, Unii Europejskiej. Ona na dłuższą metę nie przetrwa. Jeśli ludzie w Polsce, na Słowacji czy na Litwie nie będą otrzymywali porównywalnej pensji za tę samą pracę, co pracowniczy w Niemczech, Francji czy Irlandii. To się po prostu nie sklei. To się po prostu nie uda. To się rozpadnie we wzajemnych pretensjach, frustracjach, niespełnionych nadziejach. Dlatego jestem wielkim orędownikiem zielonego funduszu odbudowy. Byłby on skierowany do małych firm, przede wszystkim z biedniejszych krajów Unii, które dzisiaj nie mają szansy na normalną, zdrową rywalizację z bogatszymi, silniejszymi konkurentami z bogatszych krajów. Tylko w ten sposób będziemy w stanie wykorzystać potencjał prawie 450 milionów mieszkańców naszej europejskiej wspólnoty. Tylko w ten sposób pobudzimy innowacje na całym kontynencie. A to z innowacji biorą się przecież wyższe pensje. To inwestycja w naszą przyszłość, do której będę gorąco namawiał wszystkich naszych partnerów z grupy Renew Europe. A więc zielona energia, a więc bezpieczeństwo, a więc równość szans. Mówię o tym dlatego, że wiem, że będziecie dzisiaj, jutro dyskutować i przygotowywać propozycje programowe do waszego manifestu. Do manifestu młodych. Renew Europa 2050. Potraktujcie proszę to, co powiedziałem jako mój głos w tej dyskusji. Jako to, co chciałbym ja, jeżeli brałbym w niej udział, do niej dorzucić. Zrobicie z tym, co chcecie. Ale po prostu pomyślałem, że i ja się w tę debatę i w ten głos z tej pozycji, którą zajmuję, z pozycji naszego ruchu chętnie włączę. Na koniec parę słów już specjalnie tylko do obecnych na tej sali młodych. Reszta też może słuchać jak chce, ale za tym myślę, że większość z nas też żyje w tym złudzeniu, że wciąż jesteśmy młodzi wewnątrz, prawda, i tam się nie starzejemy. Ja z postępem lat też już wiem, że to bardzo miłe złudzenie i też już wiem, że trzeba je w sobie do końca pielęgnować. Kochani, wy jesteście pokoleniem, które świat opisuje obrazem często znacznie sprawniej niż moje pokolenie i pokolenia przede mną, aż do Platona chyba, bo to tam, można powiedzieć, gdzieś się zaczynało, opisywały go słowem. Wy mówicie do nas, do mnie, nie mów do mnie, ale przeżyj to ze mną. Chcę wam dziś powiedzieć jako ojciec dwóch kilkuletnich córek, że nie ma dla mnie ważniejszego wyzwania niż ten właśnie obraz. Wejść w wasze doświadczenie, w ich świat, trochę młodszych od was, dać wam siłę, wszystko, czego potrzebujecie, żeby wasze pokolenie wygrało, żeby dało radę, żeby poradziło sobie lepiej niż moje. Dlatego obiecuję wam, że nie będziemy na ślepo w przedwyborczym szale obiecywać wszystkim wszystkiego, bo wiemy, że ten kredyt spłacać będziecie wy, że raty od niego to wam będą zaciskać się na szyi. Obiecuję, że będziemy walczyć o to, by licealista z Małkini miał taki sam start, jak ten z Berlina. Obiecuję walkę o to, żebyście wy mogli pokazać swoim dzieciom to, co mi pokazali moi rodzice. Lasy, rzeki, piękną, żywą przyrodę. Nasz dom. Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby tutaj, w Polsce, nad swoim losem mogły głosować osoby szesnastoletnie, bo to jest elementarna sprawiedliwość, żeby ludzie, którzy będą dłużej żyć ze skutkami wprowadzanych dzisiaj zmian, mieli na nie wpływ. składając te propozycje, zobaczcie, ja nie odwołuję się do tych, którzy dziś mogą za to dać mi głosy, bo dzisiaj ci ludzie nie mają jeszcze praw wyborczych w wyborach do parlamentu, a mimo to robię z tego najważniejszy, czy jeden z najważniejszych postulatów, bo sprawiedliwość o to woła, bo tak trzeba postąpić, bo dzisiejsze szesnastolatki protestując w strajkach klimatycznych, organizując ruch obrony polskiej szkoły przed idiotyzmami ministra Czarnka, pokazały, że są świadomymi i odpowiedzialnymi obywatelami w równej, a czasem większej mierze niż wielu 40- i 70-latków. Obiecuję wam wreszcie, że zrobimy wszystko, żeby Polska nie tylko została w Europie, ale by ją wreszcie realnie współbudowała. Nie wymyślono dotąd niczego lepszego. Obywatele 27 różnych krajów tworzą wspólnotę, mimo tego, że są różni. Zbudowaliśmy wspólnotę, która wszystkim nam daje więcej, niż każdy z nas mógłby osiągnąć w pojedynkę. Skończmy więc, proszę, u nas w Polsce z mitologią pokonanej 27 do 1 Beaty Szydło w charakterze Spider Woman. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że to dzisiejsze wydarzenie to chyba pierwsze takie forum organizowane przez jakąkolwiek polską partię polityczną. pierwsze forum, na którym zadaniem starszego pokolenia polityków jest wysłuchanie młodszego pokolenia. Dzisiaj wypracujecie te propozycje waszego manifestu. Jutro uporządkujecie, je zdecydujecie, schierarchizujecie w głosowaniu, decydując o tym, jaki będzie ostateczny kształt tego waszego postulatu, który położycie nam na stole, który zawiesicie w naszych pokojach, który dacie nam przed oczy. stanie on się częścią programu Renew Europe. Temu służy to spotkanie, ale zobowiązuje się wobec was, że będzie też drogowskazem dla nas Polski 2050 przed nadchodzącymi w tym roku bardzo ważnymi i dla Polski i dla Europy wyborami parlamentarnymi. A teraz powiem trochę przekornie, że uwierzcie mi, moi drodzy, że to, co robimy i to, co będziemy robić, to my tego nie robimy tylko dla was, ale robimy to też dla siebie. Po to, żebyśmy mogli spokojnie spojrzeć w lustro. Po to, żebyśmy mogli spokojnie spojrzeć później w twarz naszym dzieciom. To kwestia również naszego komfortu. To bardzo poważny motywator do takiego, a nie innego działania. zacząłem od starego, dobrego baraka, a skończę na jednym z największych polskich liderów politycznych wszechczasów, który, trochę starszy od baraka, miał też swoją istotną, bardzo amerykańską kartę. Mówię o Tadeuszu Kościuszce. To mój ulubiony cytat z niego. Pierwszy krok do zrzucenia niewoli to odważyć się być wolnym. Pierwszy krok do zwycięstwa poznać się na własnej sile. Nie dajcie się nikomu zastraszyć. Uwierzcie we własną siłę. Ja wiem, że ten świat stawia nam dzisiaj niezwykle trudne pytania. Ale uwierzcie mi, ja jestem spokojny. Patrząc na was i wiedząc, że to wy jesteście na wszystkie te pytania odpowiedzią. Dziękuję wam bardzo.