Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Jarosław Kaczyński: Apel o zbrojenia i przygotowanie na zagrożenie wojną

Jarosław Kaczyński: Apel o zbrojenia i przygotowanie na zagrożenie wojną

Jarosław Kaczyński dziękował za wysiłek w kampanii prezydenckiej i podkreślił, że zwycięstwo było zasługą wielu zaangażowanych osób. W swoim wystąpieniu ostrzegał przed realnym niebezpieczeństwem wojny i wezwał do zdecydowanego zwiększenia nakładów na obronność.

Podziękowania za kampanię


Jarosław Kaczyński podziękował kandydatowi i licznym działaczom za trud włożony w kampanię prezydencką - zaznaczył, że zwycięstwo było trudne, m.in. z powodu niekorzystnej przewagi medialnej przeciwników.

Zagrożenie wojenne i perspektywy czasowe


Mówił o niebezpieczeństwie wojny, które dla wielu pokoleń pojawia się po raz pierwszy w świadomym życiu. Przytoczył opinie amerykańskich generałów, którzy mówią o horyzoncie półtora–dwa lata, a inni oceniają to na około pięć lat.

Odstraszenie tylko przez siłę


Kaczyński podkreślił, że jedynym sposobem zapobieżenia agresji jest odstraszenie - wyraźnie powtarzał, że to tylko i wyłącznie siła. Zwrócił uwagę na spadek wydatków na zbrojenia w wielu krajach zachodniej Europy z poziomów zbliżonych do 6% PKB do wartości poniżej 2% - 3%.

Zmiana podejścia do armii i plany obronne


Przypomniał, że decyzja o znacznym wzmocnieniu sił zbrojnych była decyzją polityczną i że zaangażował się w jej przeprowadzenie w rządzie jako wicepremier ds. bezpieczeństwa. Wskazał na redukcję liczebności armii do około 95 tysięcy i konieczność dużych zakupów oraz rozbudowy, aby móc bronić kraju przez dłuższy czas - zamówiono też projekty skutecznej obrony granic, przede wszystkim wschodniej.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Naprawdę bardzo serdecznie dziękuję. Ja oczywiście muszę też rozpocząć od podziękowań. Od podziękowań za to wszystko, co działo się w trakcie kampanii prezydenckiej, co było ogromnym wysiłkiem samego kandydata. On jest po prostu niebywale silny w tym takim bezpośrednim tego słowa znaczeniu, ale było to też ogromnym wysiłkiem bardzo wielu ludzi, bardzo wielu ludzi, których się zaangażowało. I dziękuję wszystkim tym, którzy pracowali ciężko przez cały czas, ale także tym, którzy w inny sposób, w jakikolwiek sposób przyczynili się do tego zwycięstwa, bo to było coś, co naszym przeciwnikom wydawało się niemożliwe, że wobec takiej siły, faktu, że oni dysponują w gruncie rzeczy wszystkim, a my tylko bardzo niewielką częścią mediów, no i własną wiarą, własną siłą, własną formacją polityczną, że my możemy wygrać. Tym bardziej, że ich kandydat w poprzednich wyborach w 2020 roku uzyskał rzeczywiście dobry wynik. Można nawet powiedzieć bardzo dobry. Mimo wszystko wygraliśmy. I to jest nasza wspólna zasługa. Bardzo, bardzo serdecznie dziękuję. Ale chciałem też powiedzieć kilka słów o tym wszystkim, co nas czeka. Do tej pory w czasie tych już kilku wystąpień, które miałem w miastach wojewódzkich, miałem zwyczaj, no można powiedzieć, że to już był zwyczaj mówić o tym, co przed nami, w tym sensie, co mamy zrobić, jakie akcje już zaplanowaliśmy, jakie być może jeszcze podejmiemy. Teraz chciałbym mówić o czymś nieco innym, bo jeżeli chcemy się zaangażować, jeżeli chcemy zwyciężyć, to musimy wiedzieć, dlaczego chcemy zwyciężyć, jakie mamy oczekiwania. A w szczególności chodzi o to, jakie niebezpieczeństwa dzisiaj zawisły nad naszym krajem i jakie niebezpieczeństwa trzeba uchylić. Uchylić, a nie da się ich uchylić, jeżeli my nie zwyciężymy, jeżeli nie dojdzie do kolejnego zwycięstwa obozu patriotycznego. I stąd właśnie temat mojego dzisiejszego, proszę się nie przerażać, niezbyt długiego wystąpienia. Otóż, Szanowni Państwo, pierwsze niebezpieczeństwo jest takie naoczne i można powiedzieć dla ogromnej większości pokoleń, które żyją dzisiaj w Polsce, nawet z tego zaangażowanego już, jeśli chodzi o lata, to niebezpieczeństwo występuje po raz pierwszy w ich życiu, w ich życiu świadomym. To niebezpieczeństwo wojny. Musicie Państwo pamiętać, że niektórzy amerykańscy generałowie wysokich szczebli mówią, że to może być nawet półtora, dwa lata, więc zupełnie niedługo. Inni raczej mówią o pięciu latach, ale to też przecież nie jest termin odległy. W jaki sposób, Szanowni Państwo, można temu niebezpieczeństwu zapobiec? Jest tylko jeden sposób. Odstraszenie. A co może odstraszyć? Takich agresorów, takich można powiedzieć, agresorów od tysiąclecia może odstraszyć tylko i wyłącznie siła. Tylko i wyłącznie siła. Chcę bardzo mocno to podkreślić. Popamiętajcie Państwo, że kiedy kończyła się ta poprzednia epoka, ta, która została ostatecznie pogrzebana w roku 1989, no i dwóch jeszcze kolejnych, bo w 1991 ostatecznie upadł Związek Sowiecki, to przeciętne wydatki na zbrojenia państw zachodniej Europy to było 5,9, czyli prawie 6% PKB. A w tej chwili niektórych z nich, to jest poniżej dwóch, a niekiedy nawet około 1%, a żadne poza Polską nie przekracza trzech. I to jest w tej chwili, można powiedzieć, stan, który trwa i który, co prawda, zmienia się w deklaracjach, w zapowiedziach, ale jeżeli chodzi o fakty, no to posuwa się to bardzo, ale to bardzo powoli, może poza Niemcami, gdzie rzeczywiście ten wzrost jest już w tej chwili zauważalny. No ale to jest, można powiedzieć, sprawa troszkę ambiwalentna. I to nie tylko dla nas Polaków, to nawet prezydent Trump ostatnio mówił o tym powiększeniu wysiłku militarnego Niemiec w ten sposób, że generał MacArthur, to jest ten, który dowodził w Korei podczas wojny koreańskiej, ale także odegrał rolę w czasie II wojny światowej, nie byłby zadowolony. I że on, prezydent Stanów Zjednoczonych, też w pewnym momencie powie stop. I to też musimy mieć na myśli, ale przede wszystkim musimy się zbroić. Musimy się zbroić, zbroić i jeszcze raz zbroić. Myśmy w czasie naszych rządów całkowicie zmienili sposób podejścia do sił zbrojnych. Przez długi czas uznawano i bardzo, bardzo wielu ludzi w to wierzyło także polityków, że jeśli wydamy te 2%, to około wtedy 50 miliardów złotych, to już będzie dobrze. Że jeśli zakupimy gdzieś kilka nowoczesnych helikopterów, to już jest coś ważnego dla naszej obrony. Myśmy całkowicie zmienili ten sposób myślenia. Wydatki muszą być wielokrotne, zakupy wielkie, armia bardzo rozbudowana, bo została zredukowana do 95 tysięcy. W momencie upadku komunizmu liczyła około niespełna 400 tysięcy żołnierzy. Oczywiście to było nie do otrzymania, to trzeba sobie jasno powiedzieć, ale redukcja do tak niewielkich sił doprowadziła do tego, że trzeba było planować obronę na linii Wisła. A to oznacza, że jakieś 35% polskiego społeczeństwa, polskiego terytorium wpadnie w gruncie rzeczy bez walki, tylko przy pomocy tzw. działań opóźniających miały być prowadzone, ograniczone akcje zmierzające do tego, żeby to nie nastąpiło tak szybko, ale to byłaby sprawa naprawdę niewielu dni. Tak miało właśnie się stać. I to też całkowicie odrzuciliśmy. I to była decyzja polityczna. Nie będę tutaj nadmiernie skromny, to była moja decyzja. I dlatego wszedłem do rządu. Dlatego wszedłem do rządu jako wicepremier od spraw bezpieczeństwa, żeby to przeprowadzić, bo to nie było łatwe do przeprowadzenia, szczególnie od tej strony finansowej, ale także od wielu innych stron. I zamówiliśmy wtedy razem z panem ministrem Błaszczakiem, który się w to ogromnie zaangażował i w ogromnej mierze to później w realnie przeprowadził. Zamówiliśmy dwa projekty takiej skutecznej obrony na granicach Polski. Oczywiście chodzi o granicę wschodnią, ale po części także północną, bo tam jest obód królewieski w sztabie generalnym. Powiedzcie nam, czego potrzebujemy, żebyśmy byli w stanie się obronić, na długą metę się bronić, a nie liczyć, że od razu przyjdzie pomoc, bo na pewno od razu pomoc nie przyjdzie. Trzeba będzie długo czekać, co najmniej wiele miesięcy, jeżeli nie jeszcze dłużej. I dostaliśmy dwa projekty. Jeden, to oczywiście mówię to w pewnym skrócie myślowym, więcej ludzi, mniej broni, a drugi więcej broni, mniej ludzi. Wybraliśmy ten drugi, no bo dzisiaj ludzi, którzy są gotowi walczyć, musi narażać życie, nie jest łatwo. Chociaż to bardzo, bardzo trudna sprawa i dlatego do tych zbroń muszę także dodać jeszcze drugi element. Potrzebna jest zapełna zmiana pedagogii społecznej. Zasada, którą rzucał owsiak, tak skutecznie róbca, to chceta, no nie może być niestety przyjęta. I teraz proszę Państwa, co dzieje się dziś w tej sprawie? Otóż dziś w tej sprawie mamy do czynienia z deklaracją kontynuacji, ale tylko z deklaracją, bo tak naprawdę to wszystko jest na różne sposoby obcinane, ograniczane. Mieliśmy kupić tysiąc, kilkaset czołgów, wielka część miała być wyprodukowana w Polsce, to bardzo nowoczesne czołgi koreańskie. No teraz zamówiono 180 i można powiedzieć, że to jest taki przykład tego, co się dzieje. No a przede wszystkim to, co ostatnio zostało ujawnione przez media, to znaczy, że minister finansów stwierdził, że wszystkie wydatki muszą być z budżetu, czyli taki pozabudżetowy fundusz wspierania sił zbrojnych ma już nie funkcjonować albo przynajmniej zawiesić funkcjonowanie. To oznacza, że praktycznie te wydatki planowane na blisko 6% PKB, a w każdym razie przynajmniej koło pięciu, mają spaść do trzech. No a to jest w tej chwili za mało, żeby można było ten plan, o którym mówię, wykonać, żebyśmy się stali rzeczywiście zdolni, ale wykonać to znaczy dzisiaj także pod pewnymi względami zmienić, bo pamiętajcie Państwo, że to powstawało wszystko jeszcze przed wojną na Ukrainie, a wojna na Ukrainie pokazała, że front wygląda dzisiaj zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażano. Żadna koncepcja, która była formułowana przedtem, się nie sprawdziła. Ani grup batalionowych, ani które będą jakoś tam szybko zmieniały pozycję, nie będzie stałego frontu. Jest stały front, są większe jednostki. ani przekonania, że cięższa bron nie będzie miała znaczenia, będzie miała znaczenie, ma wielkie znaczenie, ale przede wszystkim nikt nie przewidywał, że będzie tak ogromna rola dronów. Dronów, proszę Państwa. I to, że po Polsce w tej chwili mógł sobie latać spokojnie jakiś czas, nie wiem jeszcze dokładnie nawet jaki, dron, najwyraźniej chyba szpiegowski, ale oczywiście tego na 100% też nie wiemy, to jest, Szanowni Państwo, dowód na to, że w pewnych sprawach się nawet cofamy, bo taka instalacja antydronowa, kupiona za dosyć duże pieniądze, została zamontowana. Miała być zdjęta na chwilę tylko po to, żeby ją zmodernizować, bo takie rzeczy trzeba ciągle modernizować, ale niestety zdjęto ją i zostawiono. Dron modernizacji nie ma, nie została przywrócona, dron nawet nie został zauważony. Czyli to jest, proszę Państwa, to pierwsze wielkie niebezpieczeństwo. To zagrożenie wojną sensu stricte, taką normalną wojną z rzuciem siły, zdążeniem do zniszczenia sił przeciwnika, w tym wypadku polskich, czy też jeszcze sojuszniczych na terenie Polski i zajęcia naszego kraju w całości, albo przynajmniej w bardzo znaczącej części. I to jest przed nami. Co trzeba robić, żeby to, co chcieliśmy zrealizować, jednak podjąć i zrealizować do końca, o tym będę mówił na samym końcu. Teraz jest, proszę Państwa, drugie niebezpieczeństwo. Też bardzo poważne, innego rodzaju, ale bardzo poważne. To jest coś, co ja pozwolę sobie także nazwać wojną. To jest wojna ekonomiczna z naszym krajem. Bo jeśli wziąć pod uwagę to wszystko, co nam dzisiaj narzuca Unia Europejska, a w gruncie rzeczy przede wszystkim Niemcy, to to jest wojna. Szanowni Państwo, przede wszystkim poprzez energetykę, poprzez wszystkie te ograniczenia, które opłaty, to też jest pewnego rodzaju ograniczenie bardzo dolegliwe, które są nam narzucane. To, co jest już dzisiaj spowodowało, że energia w Polsce jest bardzo droga. Ale przecież te opłaty mają objąć także budownictwo, inne działy przemysłu, a także rolnictwo, proszę Państwa. A w rolnictwo mają uderzyć jeszcze i jeśli ta umowa zostanie zawarta, bo na szczęście jeszcze nie została, działania związane z Mercosurem, czyli otwarcie nas na tanią, bardzo tanią żywność z Ameryki Południowej, ale także nowy budżet Unii Europejskiej, który jeżeli zostanie uchwalony, to sam przejście oznacza 20% obniżenia na dopłaty, a do tego jeszcze oznacza także pełną warunkowość, bo cały budżet ma być już teraz warunkowy. Mogą dać, mogą nie dać. My musimy płacić, ale czy dostaniemy, to już nie wiadomo, o tym będzie decydowała Komisja Europejska. A Komisja Europejska to, chociaż tam bywają czasem spory, choćby ostatnio, ale tak naprawdę to przede wszystkim Niemcy i Francja, a jeżeli chodzi o naszą część Europy, to przede wszystkim Niemcy, czyli Berlina, nie Warszawa. I to jest, proszę Państwa, zagrożenie ogromne dla naszej ekonomii, bo jeśli to wszystko na nas spadnie, jeżeli do tego jeszcze dojdzie to, że będziemy zubożani poprzez to przymusowe ocieplanie domów, to wtedy naprawdę będziemy w niezwykle wręcz trudnej sytuacji. Ten obecny, przecież nie taki, żebyśmy jeszcze go uznali za w pełni satysfakcjonujący, ale jednak dużo wyższy niż był, poziom życia będzie po prostu nie do utrzymania. A dodajmy do tego jeszcze, że chcą nam tutaj wcisnąć za wszelką cenę euro, a tak na Bank Narodowy, na prezesa Glapińskiego, jest właśnie po to, żeby móc wbrew konstytucji, bo wiedzą, że konstytucji nie zmienią, a złotówka jest, można powiedzieć, walutą konstytucyjną, to chcą to zrobić jakąś inną metodą, jak to robią w wielu innych wypadkach, ale do tego potrzebny jest prezes Banku Narodowego. Stąd ta próba postawienia go przed Trybunałem Stanu. Więc jeśli to wziąć wszystko razem, a euro też jest nam wściskane z zewnątrz, a wprowadzenie euro musi obniżyć w Polsce stopę życiową, albo jeśli nie obniży stopy życiowej, to gwałtownie obniża eksport, bo nasz eksport stanie się dużo, dużo droższy, no i wobec tego gospodarka też dozna bardzo ciężkiego wstrząsu, bo tutaj mechanizm jest, proszę Państwa, prosty. Albo realna wartość euro, czyli będziemy mieli mniej więcej nasze pensje przez 2,5 podzielone, tak 2,55 dokładnie, według tych ostatnich danych, które znam, jeżeli chodzi o realną wartość euro, i wtedy rzeczywiście nie stracimy, ale w sensie realnej wartości naszych pensji, tylko, że cena naszej pracy w euro, cena wobec tego naszych produktów gwałtownie pójdzie w górę. W związku z tym eksport będzie trudniejszy, będzie spadał. No, co za tym idzie, pewna część gospodarki nie będzie miała rynków zbytu. No i chyba reszty nie trzeba tłumaczyć, co to dla naszej gospodarki będzie oznaczało. Dla gospodarki takiej jak nasza, na tym poziomie rozwoju, własna waluta jest czymś świętem, a dzisiaj euro jest tak silną walutą, że korzystają na tym właściwie tylko Niemcy, bo nawet Holandia, która do niedawna jeszcze też korzystała i która jest bardzo silna gospodarczo, jednak już w tym momencie raczej, jak piszą uczeni ekonomiści, zaczyna na tym tracić. I te inne kraje, które jeszcze do tej pory co najmniej wytrzymywały euro, jak Austria też zaczynają tracić. My też byśmy na tym potężnie stracili. Weźcie Państwo, Finlandia przyjęła euro, a była już bogatsza od Szwecji. Przez wieki była biedniejsza. Dogoniła Szwecję i wyszła przed nią. Teraz już jest wyraźnie za Szwecją z powrotem. Właśnie poprzez prowadzenie euro. Gdzie indziej stanął rozwój, choćby Słowacji, euro jest po prostu za silne jak na takie gospodarki, nawet jak wysoko rozwinięta gospodarka fińska, tylko że to jest niewielka gospodarka, bo tam mieszka 5 milionów ludzi. Nie możemy tego przyjąć. I to jest ta kolejna sprawa, którą można traktować jako zagrożenie, można prowadzić jako wojnę ekonomiczną prowadzoną z naszym krajem. Przecież Unia miała służyć temu, żeby poziomy gospodarcze poszczególnych pań się wyrównywały. Ciągle o tym mówiono. Będzie tak jak w zachodniej Europie, jeżeli chodzi o poziom życia. Oczywiście tylko najbardziej naiwni sądzili, że to będzie od razu. No ale my przecież chcemy, żeby to było za kilkanaście lat. No więc wziąwszy pod uwagę datę 2004 rok, od wejścia mamy 21 lat, to można powiedzieć tak pi razy 2 po 35-40 latach. Więc nie chcemy żadnej darowizny, tylko żeby nam dano szansę się rozwijać. No tą nam szansę, tą chcą w tej chwili odbierać. I to jest proszę Państwa zagrożenie drugie, bardzo potężne. Jest proszę Państwa zagrożenie trzecie. To jest wojna hybrydowa. Tylko, że ja pozwoliłem sobie jako wojnę hybrydową określić trzy sprawy. Pierwsza z nich to jest ta wojna hybrydowa sensu sikto. No jest atak na naszą wschodnią granicę. Czasem lżejszy, czasem cięższy, ale ciągle jest. Jest w tej chwili na zachodnią i to za zgodą władz. No ruch obrony wyborów troszkę wymusił tutaj zmiany, ale to w dalszym ciągu trwa. No ale przede wszystkim jest perspektywa paktu imigracyjnego, który Polskę otworzy na coroczną, można powiedzieć, dostawę cudzoziemców, których tutaj wcale nie oczekujemy. I to jest coś, na co oni chcą się zgodzić. Znaczy oni twierdzą, że tego nie ma. Zapierają się w żywe oczy, że coś, co jest, co deklaruje wyraźnie Komisja Europejska, to jest coś, na co się niby nie zgodzono, że zostaniemy niby zwolnieni, bo przyjęliśmy Ukraińców, etc., etc. To nieprawda. To jest potężne, naprawdę bardzo potężne zagrożenie. Ale jest też, proszę Państwa, inna wojna, którą ja też pozwolę sobie określić, jako wojnę hybrydową. To jest ta operacja, prowadzona w szczególności z Niemiec. Operacja zmierzająca do rozbicia naszej świadomości historycznej, naszej tożsamości. No, ostatnio mamy drastyczne przykłady tego rodzaju działań. Ta wystawa w Gdańsku, wystawa Nasi chłopcy w Wehrmachcie, czyli Nasi chłopcy, czyli ktoś, do kogo jesteśmy przywiązani, kto jest nasz, no, Nasi, czyli nasz, nasz chłopiec, jeżeli to użyć w liczbie pojedynczej, w Wehrmachcie, jako coś, co jest pokazane, no, co najmniej ambiwalentnie, ale w gruncie rzeczy, w wielkiej mierze, akceptującą. Czyli nasze spojrzenie na II wojnę światową, na te relacje z Niemcami, ma się przynajmniej w niektórych regionach polskich, szczególnie tych, które do 45. roku były w Niemczech, albo były bardzo blisko niemieckiej granicy, ma się zmieniać. Ale takich aktów jest więcej i one występują także, jeżeli chodzi o działania naszych polityków. No, jeżeli obecna minister oświaty, pani Barbara Nowacka, mówi, że polscy faszyści wybudowali oświęcim, to proszę Państwa, no, co jeszcze można powiedzieć, no, co jeszcze, jeszcze można powiedzieć, jeżeli wyrzuca się panią radziejowską, która prowadziła właściwie część Instytutu Pileckiego, która znajduje się w Berlinie, a zamienia ją na panią Kieliszek, która to pani Kieliszek, tak jak sama twierdzi, jest przynależności ogólnoludzkiej, moją przynależnością jest człowieczeństwo, czyli nie należy do narodu polskiego, jest ściśle związana z tym środowiskiem, którego centralną postacią jest ciągle Adam Michnik, no, z ich przywiązaniem do polskiej patriotyzmu, to, jakie jest to, chyba Państwo wiecie, no, jakie są tutaj zasługi gazety wyborczej, a to miał być przecież ośrodek i był to ośrodek, który walczył, żeby pokazać prawdę o tym, co działo się w Polsce między 1939 a 1945 roku, bo przecież Niemcy robią wszystko od kilkudziesięciu lat, żeby tą prawdę zatrzeć, żeby ją jako zrelacjizować, żeby się podzielić, no, pani Nowacka właśnie w tym kierunku idzie, odpowiedzialnością za te monstrualne zbrodnie i takich przedsięwzięć, proszę Państwa, jest wiele. Po Polsce krąża aktor, który wygłasza taki, skąd inny, jest on dobrze skonstruowany monolog właśnie o rządmistrzu Pileckim, tylko, że to jest monolog skonstruowany w ten sposób, że tam jest bardzo wiele o tym, jak to w istocie nie tylko Niemcy byli odpowiedzialni za oświęcim i jak to wyglądało inaczej niż sobie wszyscy wyobrażają. Ja tego człowieka znam, ja mu nawet tłumaczyłem, byłem na tym spektaklu, podszedłem do niego później i mówię mu, co robi, no, przecież to jest bzdura. To jest po prostu niemiecka polityka historyczna, ale to toczy się, proszę Państwa, dalej. No i oczywiście różnego rodzaju ataki na żołnierzy wyklętych, ostatnio zaczyna się atak na Muzeum Komunizmu, to Muzeum Zbrodni Komunistycznych w dawnym pawilonie X tego więzienia na Mokotowie. Mamy tego rodzaju akcji, objawów. wiele we Wrocławiu zmienia się nazwy mostów, już jest hala rocznicy bitwy pod Lipskiem, którą wybudowano jeszcze za Cesarstwa Niemieckiego. No dla nich to było wielkie zwycięstwo, ale dla nas to była wielka klęska, więc niby dlaczego mamy to czcić. W ogóle próbuje się na ziemiach zachodnich jakby tworzyć taką ciągłość, takie idiotyzmy tego typu, że na przykład jakiś laureat na Globdy Nobla, a Niemcy mają tych laureatów, no tu trzeba się, że tak powiem, troszkę wstydzić, mówię to o Polakach, 115 i proszę Państwa, no wielu z nich pochodziło z tych ziem, 30 kilku zdaje się pochodziło, nawet więcej niż 30 kilku pochodziło z tych ziem, które przypadły dzisiaj Polsce. No i tam się próbuje ludziom wmawiać, że ci ludzie to ich tradycja. Ja bym chciał, żebyśmy mieli tych trzydziestu paru, czterdziestu paru laureatów na Grody Nobla, tylko, że nastąpiła tam w historii przerwa i my musimy mieć odwagę o tym mówić. Tam kiedyś była większość niemiecka, chociaż Polacy też byli, a teraz jest Polska i to do Polski należy. A te działania, proszę Państwa, które też wpisują się w to przedsięwzięcie, działania odnoszące się do zwrotu niemieckich dzieł sztuki, które wpadły w ręce Polaków. Proszę Państwa, to znaczy, że nie oni nam mają zwracać, tylko my im. Otóż, proszę Państwa, weźcie pod uwagę jedną rzecz, że to nie jest sprawa tylko tych dzieł sztuki, nie jest sprawa tylko haniebności tego rodzaju rządzania. Oni nie zapłacili reparacji, oni nie ukarali zbrodniarzy, oni są w istocie państwem, proszę Państwa, postnazistowskim, bo dlaczego mówimy, że w Polsce postkomunizm? Bo nie rozliczono komunistów, bo nie wyrównano szkód. A co się stało w Niemczech? Dokładnie to samo. Czy oni ukarali zbrodniarzy? Nie ukarali. Czy wypłacili reparacje? Nie wypłacili. Ale tu rzecz jest, proszę Państwa, idzie dalej, bo oni nie uznają, że te ziemie polskie były polskie w sensie państwowym do 90. roku. Do tego ostatecznego układu polsko-niemieckiego. Nie uznają Pocztamu, no, w istocie nie uznają także tego porozumienia Gomułkowskiego z grudnia 90. roku. Starsi z nas go pamiętają. 70. przepraszam bardzo, oczywiście, pomyliłem się oczywiście. 70. roku. Starsi z nas je, powtarzam, pamiętają. One jednak było uznaniem granic i zostało tam z dużymi trudnościami w Niemczech, ale jednak ratyfikowane przez Bundestag po jakimś czasie. Nie od razu. Ale jeżeli przyjąć ich sposób myślenia, to nie tylko dzieła sztuki, ale w ogóle wszystko, co jest na tym terenie, w gruncie rzeczy, nie zmieniło właściciela. No, to jest po prostu nic innego jak krok w stronę całkowiciej rewolucji własnościowej na tych ziemiach na rzecz Niemców, czyli w gruncie rzeczy odzyskania tych ziem przez Niemców. Pamiętajcie Państwo, że dzisiaj dla niektórych, nawet tu siedzących, może to brzmiecie, a opowiada sobie, coś takiego, co nigdy się nie może zdarzyć. Proszę Państwa, a kto z Państwa sobie wyobrażał nie tak dawno, że za naszą granicą tuż, tuż będzie wojna, a Polska będzie głównym hubem, poprzez który będzie dostarczana pomoc dla walczącego kraju, dla walczącej Ukrainy. Sądzę, że niewielu takich było. I pamiętajcie, że Niemcy były państwem imperialistycznym i są państwem imperialistycznym. To jest i dalej będą, jak ktoś tutaj słusznie dodaje. I dlatego, proszę Państwa, musimy na to bardzo zważać. No i wreszcie, proszę Państwa, poza tą drugą, bo ja to też określam jako wojnę hybrydową, tylko taką w sferze świadomości, ale także pewnych konkretnych działań, trzecia wojna to jest ten atak pod tęczową flagą. Ten atak pod tęczową flagą w Polsce trwa. Oczywiście we wszystkich tych sprawach, o których mówiłem, jest pewna rola czynników wewnętrznych, ale wszystkie te...