Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Katarzyna Kotula przedstawia ustawę o statusie osoby najbliższej

Katarzyna Kotula przedstawia ustawę o statusie osoby najbliższej

Katarzyna Kotula przedstawiła rządowy projekt ustawy o statusie osoby najbliższej (druk nr 2110) oraz projekt przepisów wprowadzających (druk nr 2111). Zadeklarowała, że celem jest zabezpieczenie praw osób żyjących w nieformalnych związkach — m.in. prawa do dziedziczenia, udziału w żałobie i bezpieczeństwa majątkowego.

Najważniejsze ustalenia


- Rządowy projekt umożliwia zawarcie umowy u notariusza rejestrowanej w Urzędzie Stanu Cywilnego, która ma regulować prawa i obowiązki w sferze majątkowej, osobistej i rodzinnej osób żyjących w nieformalnych związkach; nad projektami pracowano ponad dwa lata.

Powód i przykładowa historia


- Mówczyni przytoczyła opisaną w exposé historię pary, której jeden z partnerów po nagłej śmierci został pozbawiony praw do mieszkania i wykluczony z organizacji pogrzebu, co posłużyło za ilustrację potrzeby zmian prawnych.

Geneza i polityczne porozumienie


- Projekt powstał jako efekt porozumienia i kompromisu; Katarzyna Kotula przyznała, że różni się od pierwotnych oczekiwań Lewicy i wskazała na współpracę z posłanką Urszulą Posławską jako element tworzenia rozwiązania.

Konstytucyjne uzasadnienie i skala problemu


- W exposé odwołano się do Konstytucji, w tym artykułu 5 i artykułu 32, argumentując, że państwo ma obowiązek zapewnić prawa i bezpieczeństwo kilku milionom osób żyjącym w związkach nieformalnych; ustawa ma przywrócić godność i ochronę, a niczego nikomu nie narzuca.

Konsekwencje dla obywateli


- Mówczyni podkreśliła, że głosowanie nad ustawą ma wymiar praktyczny dla setek tysięcy ludzi i określi, czy państwo stanie po stronie godności i bezpieczeństwa obywateli w sytuacjach kryzysowych, takich jak choroba, wypadek czy śmierć.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Wysoka Izbo, wznawiam obrady i proszę Sekretarz Stanów Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Panią Katarzynę Kotulę o przedstawienie uzasadnienia projektu ustawy. Zapraszam Pani Minister. Szanowna Pani Marszałek, Wysoki Sejmie, Jako Sekretarz Stanów Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mam dziś przyjemność przedstawić rządowy projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu, druk nr 2110 i rządowy projekt ustawy przepisy wprowadzające ustawę o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu, druk nr 2111. Drodzy posłowie, drogie posłanki, szanowna Pani Minister, drogie organizacje, osoby od lat walczące o zmianę prawa, ale także drodzy ambasadorowie, Pani ambasador i przedstawiciele ambasad. Jest maj 2023 roku, słoneczny dzień, sobota. Dwoje kochających się ludzi spędza czas na balkonie mieszkania, które formalnie należy tylko do jednej z tych osób. Ale de facto jest to ich wspólny dom. Dom, który stworzyli, wyremontowali, o który dbają i w którym wspólnie przyjmują gości. Dom, w którym razem od lat po prostu żyją. Żyją jako para, żyją jako rodzina. Mają około 40 lat. No i kto w tym wieku myśli o umieraniu? Kto w tym wieku myśli o spisaniu testamentu? To jest czas na życie, na radość, nie na śmierć. Los chce jednak inaczej. Jeszcze zanim ta sobota się skończy, jedna z tych osób umiera. Wkrótce do drzwi mieszkania puka rodzina zmarłego. Pyta pogrążonego w rozpaczy partnera, czy i gdzie jest testament. Gdy pada odpowiedź, że nie ma, słyszy prośbę, a raczej żądanie, że ma się wyprowadzić w ciągu tygodnia, bo nie ma do tego mieszkania żadnych praw. Jest dzikim lokatorem. Dostaje też zakaz przychodzenia na pogrzeb i decydowania o pogrzebie, bo ma być po prostu po bożemu, bo co ludzie powiedzą. To nie jest scenariusz filmowy, choć tak brzmi. To jest historia wzięta z życia i to niestety nierzadka. Takie rzeczy się dzieją. I ta ustawa jest po to, żeby takie rzeczy przestały się dziać. Żeby nie odbierać ludziom prawa do żałoby, do dziedziczenia, do decydowania o tym, co stanie się z ich najbliższym, czy najbliższą po śmierci. Ale przede wszystkim, żeby nie odbierać nikomu prawa do decydowania o tym, w jaki sposób chce przeżyć życie ze swoją ukochaną osobą. Za nami kilka prób prawnego uregulowania związków nieformalnych. Pierwsza z tych prób w tym roku obchodzi już 23. rocznicę. W 2003 roku, kiedy w referendum decydowaliśmy o naszym miejscu w europejskiej wspólnocie, opartej na poszanowaniu praw człowieka, godności, praworządności i demokracji, do Senatu trafił też pierwszy projekt ustawy o związkach partnerskich autorstwa senatorki Marii Szyszkowskiej. Dzisiejsza debata jest kolejnym etapem tej samej, zdecydowanie zbyt długiej drogi. Przychodzę dziś tu do Państwa z projektem, który jest efektem porozumienia. Dalekim od tego, z czym my jako Lewica chcielibyśmy wyjść i z czym chciałabym wyjść ja. I to my jako Lewica ponosimy za to polityczną odpowiedzialność i polityczną cenę, ale porozumienie to sztuka konsensusu, współpracy, szukania tego, co nas łączy. I nad tym przez wiele miesięcy pracowałyśmy wspólnie z posłanką Urszulą Posławską z Polskiego Stronnictwa Ludowego. My politycy i polityczki jesteśmy dla ludzi. Także tych, którzy wbrew politycznym krzykom i groźbom, szczuciu, żyją z tymi, których kochają. Tworzą nieformalne związki, w których także wychowują się dzieci. Tęczowe rodziny, proszę Państwa, są faktem. I to tam, w tych rodzinach, jest odwaga, która wymaga bycia sobą i życia zgodnie ze swoimi zasadami, w tym poszukiwania szczęścia i spokoju. Niech tej odwagi uczą się także politycy prawicy, którzy z Budapesztu pouczają nas, jak ma wyglądać społeczeństwo. Tylko chyba nie pamiętają, że Węgrzy już w 2009 roku wprowadzili u siebie związki partnerskie. Ostatnie państwa Unii Europejskiej, w których nie ma związków partnerskich, Litwa, Rumunia, Słowacja, Bułgaria, no i Polska. W 20 państwach są związki partnerskie, a w 16 państwach unijnych są już małżeństwa jednopłciowe. Zwracam się dziś do pań i panów posłów zgromadzonych na tej sali, bo w naszych rękach leży dziś bezpieczeństwo kilku milionów obywatelek i obywateli, którzy żyją tu w nieformalnych związkach. To my, politycy i polityczki, musimy zrobić wszystko, by wszyscy czuli się w Polsce po prostu bezpiecznie. Do tego zobowiązuje nas Konstytucja, a jakże? Artykuł 5, który mówi wprost, że to Rzeczpospolita zapewnia prawa i wolności człowieka oraz bezpieczeństwo swoich obywateli. Projekty ustaw, które dziś państwu przedstawiam, zagwarantują to bezpieczeństwo. Właśnie tym obywatelom, którzy dziś żyją w nieformalnych związkach. Dzięki umowie zawartej u notariusza rejestrowanej w Urzędzie Stanu Cywilnego będą te osoby miały wpływ na swoje prawa, ale i łączące się z nimi obowiązki w sferze majątkowej, osobistej i rodzinnej. Te ustawy to istotny krok na drodze wyrównywania praw osób żyjących w nieformalnych związkach, zgodnie z zasadą równego traktowania w życiu rodzinnym i społecznym. Tego znów wymaga od nas Konstytucja, tym razem artykuł 32. Ta ustawa, drodzy państwo, niczego nikomu nie zabiera, niczego nikomu nie narzuca, ale wielu osobom daje poczucie godności i bezpieczeństwa. Głosując za tą ustawą, każdy z nas będzie musiał podjąć bardzo prostą decyzję. Czy chcemy, żeby w sytuacji granicznej choroby, śmierci, wypadku, państwo stanęło po stronie ludzkiej godności, równości i bezpieczeństwa, stanęło po stronie po prostu swoich obywatelek i obywateli? Czy chcemy, żeby państwo wtedy odwracało wzrok, zasłaniając się luką w przepisach? To my będziemy podejmować decyzję, która nie dotyczy abstrakcyjnych paragrafów, lecz codziennego życia setek tysięcy naszych rodaczek i rodaków. Ich godność, bezpieczeństwo i pewność, że państwo ich nie zostawi, kiedy wydarzy się coś złego. Tak wygląda prawdziwe państwo opiekuńcze. Otacza wszystkich swoich obywateli wsparciem, opieką i robi wszystko, żeby ułatwić im życie, a nie utrudniać. Rządowy projekt ustawy, nad którym pracowaliśmy przeszło dwa lata, ma jeden podstawowy cel – dać realną ochronę prawną ludziom, którzy żyją razem, kochają się, idą razem przez życie, prowadzą wspólnie gospodarstwo domowe, niezależnie od ich płci. Projekt wprowadza do polskiego prawa nową umowę cywilno-prawną. Umowę o wspólnym pożyciu zawieraną przed notariuszem przez dwie pełnoletnie osoby. Po jej zawarciu i zarejestrowaniu w Urzędzie Stanu Cywilnego obie osoby uzyskują status osoby najbliższej w związku, czyli wreszcie przestają być dla państwa obcymi sobie ludźmi, a staną się dla siebie zaopiekowaną przez to państwo rodziną. Ta umowa umożliwia m.in. wybór wspólności majątkowej, wspólne rozliczanie, jeśli zdecydują się na wspólność, zwolnienie od podatku od spadków i darowizn, prawo do korzystania ze wspólnego mieszkania, dostęp do informacji o stanie zdrowia i dokumentacji, prawo do podejmowania decyzji medycznych. Jednocześnie uprzedzając wszystkich zatroskanych losem polskich rodzin po prawej stronie, zaznaczam, że projekt nie wprowadza adopcji ani przysposobienia dziecka partnera nie ma w nim także, niestety i nad tym bardzo ubolewam, przepisów dotyczących pieczy bieżącej. Projekt i przepisy wprowadzające rozszerzają katalog uprawnień do ubezpieczenia zdrowotnego, renty rodzinnej, zasiłku opiekuńczego, odszkodowań po śmierci partnera. Z takimi problemami boryka się coraz więcej par. W Polsce żyje dziś ponad pół miliona par w związkach nieformalnych i to jest około 8% wszystkich rodzin, a więc nie margines, lecz szybko rosnąca część naszego społeczeństwa. Dla kogo więc jest tak naprawdę ta ustawa? Wyobraźmy sobie Ewę i Piotra, 30-latków z niewielkiej miejscowości koło Lublina. Ewa po rozwodzie zostaje z dwójką dzieci. Poznaje Piotra, też rozwodnika, i wspólnie decydują się iść dalej razem przez życie, tylko już bez ślubu. My wszyscy, od prawa do lewa, znamy takie pary. Dlaczego nie chcą ślubu? Nie mnie decydować. Bo się sparzyli, bo zastanawiają się, czy na pewno zostaną ze sobą na całe życie. Statystyki nie kłamią. Od lat liczba małżeństw maleje, a liczba rozwodów rośnie. Ewa i Piotr tworzą rodzinę. Jakich w spisie powszechnym jest coraz więcej. Żyją we wspólnym gospodarstwie domowym, dzielą się wydatkami, razem troszczą się o dzieci. Tylko w dokumentach państwowych wciąż są kawalerem i panną, a dla siebie ludźmi obcymi. Po wejściu w życie tej ustawy Ewa i Piotr będą mogli przed notariuszem zawrzeć umowę o wspólnym pożyciu, wybrać wspólność majątkową, wspólnie rozliczać się z podatku, korzystać z pełnej ochrony w obszarze podatkowym, ubezpieczeniowym i socjalnym. Bez konieczności zmiany swoich osobistych przekonań dotyczących małżeństwa. To jest także wyraz szacunku dla różnorodności form życia rodzinnego, ale też wyraz elementarnej sprawiedliwości. Takie same obowiązki wobec państwa, ale i podobna ochrona ze strony państwa. Na tym przecież ma polegać równość, prawda? Albo Marta i Ania od kilkunastu lat żyją razem, spłacają wspólny kredyt, wychowują syna jednej z nich z poprzedniego związku. Takich rodzin w Polsce jest naprawdę wiele. Pracują, płacą tu podatki. Wszyscy od lewa do prawa też znamy takie rodziny. Dla sąsiadów, rodziny i przyjaciół oczywiście Marta i Ania są parą, ale dla państwa w najważniejszych momentach wciąż pozostają obcymi ludźmi. Kiedy Marta trafia do szpitala nieprzytomna po wypadku, Ania może zostać odesłana spod drzwi oddziału z kwitkiem, bo formalnie nie jest rodziną. Gdy lekarz wyjdzie na korytarz, może szukać prawdziwych krewnych albo prawdziwej rodziny. Gdyby Marta zmarła, Ania, mimo że przez lata wspólnie budowały swój dorobek, zapłaci wysoki podatek od spadku. Tak, jakby była daleką znajomą, a nie partnerką, z którą dzieliła życie. Nasza ustawa mówi im wreszcie. Państwo widzi wasz związek i daje wam narzędzia, byście się chroniły i wspierały nawzajem. Dzięki umowie o wspólnym pożyciu Ania będzie dla Marty osobą najbliższą. Z prawem do informacji medycznej, decydowania w nagłych sytuacjach, korzystania ze wspólnego mieszkania, prawem do renty rodzinnej i odszkodowań po śmierci partnerki, a także ze zwolnieniem z podatku od spadków i darowizn. I to jest, proszę Państwa, różnica między samotnością i lękiem o przyszłość, a poczuciem bezpieczeństwa w tym najtrudniejszym momencie. Bezpieczeństwa, które powinno gwarantować państwo opiekuńcze, państwo troski, państwo, które wszystkich swoich obywateli traktuje równo, szczególnie tych płacących podatki. Takie jest, proszę Państwa, także silne państwo. Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Przybyszewska i inni jasno stwierdził, że brak jakiejkolwiek formy uznania i ochrony prawnej związków jednopłciowych narusza artykuł 8 konwencji, czyli prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, i że Polska ma obowiązek stworzyć konkretne ramy prawne dla tych par. Nasz projekt jest odpowiedzią na ten obowiązek, ale przede wszystkim jest odpowiedzią jednak na ludzkie historie, ich radości i smutki i na konstytucyjną zasadę równego traktowania. I jest także dowodem na to, że pomimo różnic w koalicji 15 października współpracujemy i szukamy porozumienia nie dla dobra własnego, tylko dla dobra obywateli. Moim marzeniem, i nigdy tego nie ukrywałam, jest wprowadzenie równości małżeńskiej albo ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich. Ale dzisiaj mówimy o tym, co jest możliwe tu i teraz i o tym, co może dać obywatelom i obywatelkom, którzy najbardziej tego potrzebują, realną ochronę, a nie nabijać sobie punkty polityczne kolejnym biciempiane. Ten projekt nie jest rewolucją obyczajową, ani zamachem na małżeństwo, jak pewnie zaraz usłyszycie, lecz wypełnieniem zobowiązań, które nakłada na nas rządzących polska konstytucja. Jej artykuł pierwszy mówi o tym, że Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym wszystkich, wszystkich obywateli. Jest artykuł piąty, który mówi, że Rzeczpospolita zapewnia prawa i wolności człowieka oraz bezpieczeństwo swoich obywateli. Jest w końcu artykuł trzydziesty drugi, który zabrania dyskryminowania kogokolwiek w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym. Przed nami kilkanaście tygodni prac w tej Izbie nad tym, by wyczekiwana od 23 lat ustawa była jak najlepsza, by zabezpieczała najważniejsze potrzeby osób w związkach nieformalnych. Pamiętajcie o tym, że będzie na nas patrzyła cała Polska, ale także Europa. Każde wasze słowo i podniesienie ręki przejdą do historii. Zastanówcie się, po której stronie chcecie być. Nie byłoby nas dziś tutaj, gdyby nie pokolenia odważnych osób LGBT, które od ponad dwóch dekad walczą o widzialność i bezpieczeństwo swoich rodzin. Aniu, Gosiu, Mirku, Jacku, Marto, Tomku, Kubo i Ewo. Dziękuję wam za lata ciężkiej pracy i waszą odwagę, i że nie odpuszczacie. Wysoki Sejmie, dziś możemy powiedzieć osobom żyjącym w związkach jednopłciowych, państwo wreszcie was widzi, uznaje waszą rodzinę i daje wam realną ochronę prawną. W szpitalu, w urzędzie, w zakładzie ubezpieczeń, w sądzie, przy dziedziczeniu mieszkania, które wspólnie spłacaliście. Możemy też powiedzieć setkom tysięcy par różnopłciowym, które z różnych przyczyn nie zawarły małżeństwa, że ich wkład w wychowanie dzieci, w pracę opiekuńczą, w budowanie wspólnego domu będzie traktowany z taką samą powagą, jak dotąd wkład małżonków. Proszę, Wysoki Sejm, o skierowanie projektu ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i o mowie o wspólnym pożyciu do dalszych prac w komisjach. To jest ustawa o godności, równości i bezpieczeństwie. I o tym, by nikt, kto w Polsce kocha i bierze odpowiedzialność za drugiego człowieka, nie był już dla tej drugiej osoby człowiekiem obcym, a dla własnego państwa nikim. Dziękuję bardzo. Dziękuję pani minister. Sejm ustalił, że w łącznej dyskusji nad tymi punktami porządku dziennego wysłucha 10-minutowych oświadczeń w imieniu klubów i 5-minutowych oświadczeń w imieniu kół. Otwieram dyskusję i pierwszego do głosu zapraszam pana posła Marcina Warchoła, Prawo i Sprawiedliwość. Szanowna pani marszałek, wysoka izbo, pani minister. Ja mam pytanie do posłów koalicji 13 grudnia. Jak myślicie, dlaczego historia, która zna tysiące prób zmiany odwiecznych praw natury, tak sprawiła, że żadna z tych prób się nie powiodła? I dlaczego akurat myślicie, że dzisiaj to wam się uda? Jak myślicie, dlaczego w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zapisano ochronę małżeństwa i rodziny? Ze względów ideologicznych? Nie. Ze względów religijnych? Też nie. Bo przecież kto to zapisał? SLD w 1997 roku zapisała to i to jest czysty pragmatyzm. To jest gwarancja ciągłości narodu. To jest poddanie się odwiecznym prawom natury. Bez próby ich zmiany. Prawom natury, zgodnie z którymi dziecko rodzi się ze związku kobiety i mężczyzny. Nie jednej kobiety i drugiej kobiety, której się wydaje, że jest mężczyzną. Albo odwrotnie. I to nie jest tylko moja opinia. Taka jest po prostu natura. Konstytucja chroni małżeństwo i chroni rodzinę. Dlaczego? Ponieważ małżeństwo i rodzina scala naród. Jest jego siłą napędową. Małżeństwo i rodzina spełnia wreszcie najważniejszy cel narodu. Jego przetrwanie. Prokreacja to znaczy przetrwanie narodu. I to rozumiało SLD w 1997 roku, ale wy ich potomkowie już tego nie rozumiecie. Co takiego się stało przez te lata, że dziś dzieci tamtych polityków, lewicy mówią zupełnie co innego. I chcą ten naród zniszczyć. Bo to wy, którzy wprowadzacie, wprowadzacie te rozwiązania, absolutnie degradujecie podstawową tkankę narodu, jaką jest właśnie rodzina i małżeństwo. Tworzycie fikcję małżeństwa. Ta fikcja małżeństwa w żaden sposób niczego nie gwarantuje. Nie gwarantuje przetrwania narodu, wręcz go prowadzi do jego wymarcia. Mamy prawo do życia w konstytucji. Mamy prawo do ochrony zdrowia. Mamy prawo do wychowania dzieci. Ale te wszystkie prawa łączy jedno. Przetrwanie narodu. Prokreacja. I dlatego na małżeństwo ustawodawca nałożył tak liczne obowiązki. Przypomnę, że małżeństwo jest zobowiązane do wychowania dzieci często kosztem swojego czasu, swojej kariery, swoich możliwości zarobkowych. Natomiast wytworząc te fikcje małżeństwa, absolutnie zwalniacie te związki homoseksualne z jakichkolwiek praw, z jakichkolwiek obowiązków, dając im niezliczone przywileje. I jeszcze podatnicy mają za to płacić. Wiecie państwo ile? Ponad 2 miliardy złotych. Bo tyle zapisali w ocenie skutków regulacji, że ta ustawa ma kosztować dokładnie 2 miliardy 370 milionów złotych. Z czego? Z mniejszych wpływów z PIT-u, z innych podatków, kosztów dla NFZ-u. Po co to wszystko? Po to, żeby spełnić waszą ideologiczną zachciankę. I to jeszcze całkowicie bezproduktywną. Dlatego będziemy za odrzuceniem tego projektu niezwykle szkodliwego, absurdalnego i antynarodowego w pierwszym czytaniu po prostu. Natomiast chcę jeszcze jedną rzecz podkreślić, o której tutaj pani minister tak szeroko się rozwodziła, a która jest po prostu kłamstwem i manipulacją. Otóż nie jest tak, że dziś nie mogą osoby tej samej płci będące w związkach dowiadywać się o stan zdrowia, spisywać sobie testamentów, brać wspólnych kredytów, prowadzić wspólnych rachunków bankowych, czy dziedziczyć, czy wreszcie otrzymywać renty. Oczywiście, że nie. To wszystko mogą już dziś robić małżeństwa homoseksualne. Chcę podkreślić, że po pierwsze można już dziś uzyskiwać informacje o stanie zdrowia chorego. Można upoważnić siebie nawzajem do internetowego konta pacjenta. Można powołać się do dziedziczenia w testamencie. Można wreszcie odbierać wynagrodzenie za pracę. Można odbierać przesyłki dla siebie. Można zwolnić się z odmowy złożenia zeznań wreszcie, zgodnie z artykułem 182 Kodeksu Postępowania Karnego. Można prowadzić wspólny rachunek bankowy. Można wreszcie otrzymać rentę po śmierci partnerki czy partnera. Można zaciągać wspólny kredyt w banku. Odebrać ciało zmarłego partnera. Pochować, otrzymać zasiłek pogrzebowy. To wszystko już dziś jest dopuszczalne. Dlatego też, ale wy nie, wy manipulecie, manipulujecie. Wy tego nie chcecie tak naprawdę, żeby te wszystkie uprawnienia, które dziś już są, były dalej honorowane. Wy chcecie tak dalej. Wy chcecie stworzyć fikcję małżeństwa. Pierwszy krok do adopcji dzieci. Pierwszy krok do spełnienia swojej ideologicznej zachcianki. Całkowicie bezproduktywnej. I dlatego też będziemy za odrzuceniem tego szkodliwego i antyproduktywnego projektu w pierwszym czytaniu. Jan Paweł II powiedział bardzo istotne słowa, że trzeba wychowania do wolności. Trzeba dojrzałej wolności. Tylko na takiej może się opierać społeczeństwo, naród i wszystkie dziedziny życia. Ale nie można stwarzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a w rzeczywistości zniewala i znieprawia. I z tego trzeba zrobić rachunek sumienia III Rzeczypospolitej. Dziękuję. Panie pośle, bo pracujemy nad dwoma projektami. Pan odnosił się do projektu w liczbie pojedynczej. Proszę jeszcze do mikrofonu określić, że pana wystąpienie dotyczyło obu projektów. Szanowni Państwo, to jest rzeczywiście bardzo ciekawe. Dziękuję pani marszałek. Ponieważ, proszę Państwa, ten drugi projekt zawiera zmiany w przeszło 200 ustawach. W 200 ustawach, w których mają być dokonywane zmiany mające na celu nałożenie dodatkowego haraczu na małżeństwo. Po to, żeby oprócz tych wszystkich obowiązków związanych z wychowaniem dzieci, jeszcze na małżonków narzucić ten ogromny koszt, o którym tutaj przed chwilą wspomniałem, mianowicie to, że nagle zaczną pojawiać się związki, które kompletnie są bezproduktywne, są ideologiczną zachcianką. I ten dodatkowy koszt jest to 2 miliardy 300 milionów złotych. I ten koszt mają ponosić wszyscy polscy podatnicy. Tak jak ci, którzy już dziś płacą za wychowanie dzieci, ponoszą koszty wychowania dzieci. Oni mają dodatkowo ponad 2 miliardy zapłacić za realizację waszych ideologicznych, bezproduktywnych zachcianek. Więc to jest w tej drugiej ustawie, o którą pani marszałek pyta. Ustawie, która zmienia przeszło 200 innych ustaw. Dlatego też absolutnie jesteśmy przeciwko tym dwóch szkodliwym projektom i będziemy wnosić o odrzucenie ich w pierwszym czytaniu. Dziękuję. Dziękuję i zapraszam panią posłankę Monikę Rosę, Koalicja Obywatelska. Pani marszałek, Wysoka Izbo, pierwsza rzecz jest taka, że każdy człowiek jest ważny. I każda para ma prawo do równości, do życia w miłości, bezpieczeństwie i szacunku zauważona przez państwo. Powiem państwu jeszcze jedną rzecz, o której może państwo nie wiecie. Otóż pary jednopłciowe, różnopłciowe, żyjące w związkach nieformalnych jest hańbą nazywanie ich bezproduktywną zachcianką. Pan obraża miliony osób, obywateli i obywatelek Rzeczypospolitej Polskiej, którzy tworzą społeczeństwo, które tworzą naród, które tworzą rodziny. Bo uwaga, szanowni państwo, w związkach nieformalnych rodzą się dzieci. Związki nieformalne wychowują dzieci. Co więcej, co czwarte dziecko w Polsce rodzi się w związku nieformalnym. Więc jest hańbą i głupotą to, co pan opowiada. Bo te projekty ustaw, o których dzisiaj mówimy, to nie są tylko przepisy. To są opowieści o codzienności i o życiu. O Anni i Katarzynie, Tomaszu i Weronice, Mirosławie i Marcie, Pawle i Krzysztofie. Anna i Aleksandra, okolice Wrocławia. Razem wychowują, uwaga, piątkę dzieci. Chcą żyć bez strachu i bez obaw. I skupić się na tym, aby ich dzieci czuły się bezpieczne. Aby państwo widziało, że są rodziną. Bo, szanowni państwo, oni są rodziną. Pary jednopłciowe, społeczność LGBT, pary różnopłciowe żyjące w związkach nieformalnych czekają na ten projekt ustawy. Czekają na to, aby państwo polskie dostrzegło w nich prawdziwą rodzinę. Dostrzegło to, że wychowują i posiadają dzieci. Dostrzegło to, że są równymi obywatelami i obywatelkami Rzeczypospolitej Polskiej. Że płacą tu podatki, że tutaj chorują, tutaj się leczą, tutaj rodzą dzieci, tutaj je edukują, tutaj tworzą wspólnotę i naród. Projekt ustawy, o którym dzisiaj rozmawiamy, odpowiada na współczesne wyzwania i potrzeby. Bo liczba osób, które żyją w związkach nieformalnych, z roku na rok po prostu rośnie. Odpowiada też na postulaty społeczności LGBT. To jest ustawa, która wzmacnia rodzinę. Która wzmacnia obywateli i obywatelki Rzeczypospolitej Polskiej. Która te rodziny ochrania i która tym samym realizuje zapisy Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Szanowni państwo, Marta i Klaudia. Miejscowość pod Białymstokiem. Żony, które wspólnie wychowują kilkunastomiesięczne dziecko. Jedna z nich mogła zaopiekować się żoną w połogu i niemowlęciem tylko dzięki swojej determinacji i dobrej woli pracodawcy. Dlaczego? Bo nie przysługiwało jej prawo do tego, aby móc to zrobić. I ten projekt ustawy po prostu to zmieni. Wprowadzi nową instytucję do polskiego prawa, która zapewni ochronę parom jednopłciowym i różnopłciowym. Która odpowiada na potrzeby społeczne. Na wyzwania codziennego życia. Która umożliwi dzięki umowie zawielanej u notariusza wybór ustroju majątkowego, wspólności, przypadków rozwiązania umowy, możliwości załączenia testamentu, prawa do pochówku, do informacji medycznej, do ubezpieczenia. To wszystko, co dla was jest takie zupełnie normalne. Dla tych par jest cudem albo elementem bardzo ciężkiej pracy i determinacji, aby się to udało. Projekt ustawy zakłada, że związki, które powstały w wyniku zawarcia umowy będą się opierały na szacunku, na wsparciu, na lojalności oraz równych prawach i obowiązkach strony. Osoby będące w nim będą prowadziły wspólne życie rodzinne. Obowiązane są do tego, aby współdziałać dla dobra wspólnego. Mówimy tutaj, szanowni państwo, po prostu o rodzinie. Będą też zobowiązane do tego, aby o siebie dbać. Aby realizować swoje potrzeby. I tak, potrzebujemy do tego prawa. Potrzebujemy do tego poczucia stabilności, bezpieczeństwa. Tego, żeby państwo nie rzucało kłód pod nogi, ale żeby dostrzegło w tych wszystkich osobach obywateli, obywatelki, rodziny i ludzi. Szanowni państwo, naszą rolą jako parlamentarzystów jest po pierwsze dbałość o polskie rodziny. O bezpieczeństwo obywateli, o równość i odpowiadanie na wyzwania, które przynoszą kolejne lata. I tym projektem ustawy te cele są po prostu realizowane. Po pierwsze wzmacniamy rodzinę, dając stabilizację tym parom, które nie mogą zawrzeć związku małżeńskiego. A także tym, które z różnych powodów, i szczerze mówiąc, nie pytamy o te powody i państwo też tego nie róbcie. Tego związku małżeńskiego zawrzeć po prostu nie chcą. Jest jasne oczekiwanie par, żeby móc mieć swobodę, elastyczność i wolność kształtowania swojej relacji. Michał i Marcin wzięli ślub kilka lat temu w Berlinie, po kilkunastu latach wspólnego życia w Polsce. Ale po przekroczeniu Odry, na powrót stali się sobie osobami obcymi w świetle prawa. I martwią się, czy posiadane pełnomocnictwa, o których pan mówił, które nie wypełniają katalogu praw, równych praw, które daje ten projekt ustawy, po prostu wystarczą. I wie pan co? Nie. One nie wystarczają. Te wszystkie przepisy, o których teraz mówimy, w tej ustawie, bardzo długiej ustawie wprowadzającej również, sprowadzają się po prostu do codzienności. To są przepisy o ludziach, o ich potrzebach, o ich miłości, szacunku, o kryzysach. O tym, że tu żyją i tu umierają. O tym, że chcą być traktowani jak pełnoprawni obywatele. Szanowni Państwo, niektóre z tych par, niektóre z tych osób czekają na ten projekt ustawy całe swoje życie. A niektóre po prostu tego nie doczekały. Krzysztof żył z Łukaszem przez wiele lat i byli zgodną i kochającą się parą. Ale podczas podróży do Włoch Łukasz zmarł nagle. I Krzysztof wobec próżni prawnej, w jakiej się znalazł, zamiast przeżywać swoją żałobę, walczył o możliwość sprowadzenia zwłok. Sprowadzenia zwłok do kraju i godnego pochówku. I teraz sobie Państwo odpowiedzmy na pytanie. Czy naprawdę chcemy, żeby tyle osób, które żyje w związkach nieformalnych, musiało się z tym zmagać? Czy prawo polskie nie może w końcu zauważyć ludzi, którzy są ich obywatelami? To nie jest ustawa o ideologii, ani o światopoglądzie, ani o przekonaniach. Jest o szacunku, o godności i o poczucie.