Sejm RP: Mieszkańcy Sroczyna sprzeciwiają się wznowieniu fermy
Sejm RP otworzył posiedzenie parlamentarnego zespołu na rzecz zakazu hodowli zwierząt na futro. Wystąpienie powitało mieszkańców gmin Sroczyn i Raków oraz zapowiedziało prezentacje i dyskusję o uciążliwościach ferm oraz ryzyku wznowienia działalności fermy w Sroczynie.
Posiedzenie obejmuje trzy prezentacje i dalszą dyskusję - tematyka to uciążliwości ferm futrzarskich, projekt zakazu hodowli zwierząt na futro oraz głos mieszkańców dotkniętych sąsiedztwem ferm.
W debacie uczestniczyli przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Głównego Inspektoratu Weterynarii, Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Urzędu Gminy Kiszkowo, organizacji Stowarzyszenie Otwarte Klatki i Stop Fermom Przemysłowym oraz parlamentarzyści, w tym Marta Storzek i poseł Tomaszewski. Organizatorzy zaprosili także mieszkańców Sroczyna i Rakowa do przedstawienia swoich doświadczeń.
Prelegenci przedstawili monitoring protestów przeciw fermom futrzarskim - w latach 2002–2020 odnotowano co najmniej 185 protestów, z wyraźnym wzrostem w latach 2011–2016. Zwrócono uwagę, że produkcja w branży spadła o 80% i że liczba ferm się redukuje, choć widmo powrotu uciążliwości pozostaje realne.
Przytoczono historie lokalnych społeczności walczących z fermami - przykład Przelwic, gdzie mieszkańcy przez blisko rok organizowali dyżury by uniemożliwić wjazd fermy, oraz sytuację Sroczyna, gdzie istnieje ryzyko wznowienia działalności fermy i to mieszkańcy mają opowiedzieć o swoich doświadczeniach podczas kolejnych prezentacji.
Najważniejsze ustalenia
Posiedzenie obejmuje trzy prezentacje i dalszą dyskusję - tematyka to uciążliwości ferm futrzarskich, projekt zakazu hodowli zwierząt na futro oraz głos mieszkańców dotkniętych sąsiedztwem ferm.
Obecni przedstawiciele i organizacje
W debacie uczestniczyli przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Głównego Inspektoratu Weterynarii, Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Urzędu Gminy Kiszkowo, organizacji Stowarzyszenie Otwarte Klatki i Stop Fermom Przemysłowym oraz parlamentarzyści, w tym Marta Storzek i poseł Tomaszewski. Organizatorzy zaprosili także mieszkańców Sroczyna i Rakowa do przedstawienia swoich doświadczeń.
Skala protestów i kontekst przemysłu
Prelegenci przedstawili monitoring protestów przeciw fermom futrzarskim - w latach 2002–2020 odnotowano co najmniej 185 protestów, z wyraźnym wzrostem w latach 2011–2016. Zwrócono uwagę, że produkcja w branży spadła o 80% i że liczba ferm się redukuje, choć widmo powrotu uciążliwości pozostaje realne.
Głos mieszkańców i lokalne przykłady
Przytoczono historie lokalnych społeczności walczących z fermami - przykład Przelwic, gdzie mieszkańcy przez blisko rok organizowali dyżury by uniemożliwić wjazd fermy, oraz sytuację Sroczyna, gdzie istnieje ryzyko wznowienia działalności fermy i to mieszkańcy mają opowiedzieć o swoich doświadczeniach podczas kolejnych prezentacji.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Urszula Augustyn rekomenduje uchwałę ws. 45. rocznicy KPN
Grzegorz Braun o krzyżu w urzędach: znak cywilizacyjny
Roman Fritz: Prezentuje dokument o wymaganiach dla żołnierzy
Sejm RP przesłuchał Mariana Janickiego ws. Ambergold
Adam Szłapka: priorytet prezydencji to bezpieczeństwo Europy
Sejm RP wznawia posiedzenie Komisji Śledczej o Ambergold
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Roman Giertych
Roman Giertych: Premier rządzi, opozycja pozostanie w ławach
PiS
Mateusz Morawiecki dziękuje za zwycięstwo i chwali Karola Nawrockiego
PiS
M. Morawiecki: Rząd nie ma planu — nadchodzi gospodarczy zjazd?
Roman Giertych
Roman Giertych wstępuje do Platformy Obywatelskiej i przeprasza
Władysław Kosiniak-Kamysz
Władysław Kosiniak-Kamysz: Koniec biadolenia, jest plan
Razem
Adrian Zandberg: Nawrocki prezydentem, rząd traci wiarygodność
Artykuły
Artykuł
Gdyby wybory odbyły się dziś — PiS odbija mandaty kosztem Konfederacji
Artykuł
Gdyby wybory odbyły się dziś — co mówią dane?
Artykuł
Co prasa pisze o polskiej scenie politycznej: tydzień 19–26 kwietnia 2026
Artykuł
Prognoza wyborów do Sejmu 2027 — co mówią dane?
Artykuł
Debata o 500+: rozdawnictwo czy realne wsparcie dla rodzin
Artykuł
Spór o autorstwo projektu depenalizacji marihuany: zarzuty o 'polityczne zawłaszczenie'
Transkrypcja
Dzień dobry. Szanowni Państwo, witam serdecznie na posiedzeniu parlamentarnego zespołu na rzecz zakazu hodowli zwierząt na futro. Witam serdecznie przede wszystkim mieszkańców gminy Sroczyn oraz gminy Raków, którzy przyjechali tutaj specjalnie do Sejmu, by opowiedzieć o sytuacji, w której się znaleźli w związku z wznowieniem działalności fermy zwierząt na futro. Witam przedstawicieli instytucji, panią Magdalenę Mietlicką-Zakrzewską z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Witamy. Panią Annę Marię Barańską, panią naczelnik Wydziału w Biurze Zdrowia i Ochrony Zwierząt z Głównego Inspektoratu Weterynarii. Dzień dobry. Brańska, Brańska. Tak, tak, Brańska. Przepraszam, bardzo źle przeczytałam. Witam Państwa z Głównego Inspektoratu Sanitarnego, panią Monikę Pogorzelską. Dzień dobry. I pana Piotra Szołajskiego. Dzień dobry. Bardzo dziękujemy za obecność. Witam także przedstawicieli Urzędu Gminy Kiszkowo. Dzień dobry, dzień dobry, witam. Dzień dobry. Witam także przedstawicieli organizacji pozarządowych, Stowarzyszenia Otwarte Klatki oraz Stop Fermom Przemysłowym, a także parlamentarzystów. Z nami jest pani Marta Storzek z Razem i pan poseł Tomaszewski z Lewicy. Wiem, że jeszcze przyjdzie posłanka Jachira i posłanka piekarska, także żeby Państwo wiedzieli, że temat jest ważny i w parlamencie traktujemy go także z pełną powagą i będziemy się starali Państwu pomóc. Nasze dzisiejsze posiedzenie obejmuje trzy prezentacje, a następnie dyskusje. To będą prezentacje dotyczące ogólnie uciążliwości ferm, też projektu zakazu hodowli zwierząt na futra oraz oczywiście oddamy głos mieszkańcom i mieszkankom Sroczyna, by tę sytuację, z którą obecni się zmagają, opisali. Jako pierwszym oddam głos pani Ilonie Rabizo i pani Marcie Korzeniak ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Bardzo proszę. Bardzo dziękuję za możliwość zabrania głosu i moja część, moja prezentacja będzie próbą nadania kontekstu ogólnokrajowego przykładem, który dzisiaj usłyszymy, takiemu lokalnemu kontekstowi, który dzisiaj usłyszymy. I nasze stowarzyszenie powstało w 2012 roku i celem naszego stowarzyszenia była walka z cierpieniem zwierząt. Na tym chcieliśmy się skupić i w tym temacie działać, ale praktycznie od początku zaczęliśmy dostawać zgłoszenia od lokalnych społeczności stałej Polski z prośbą o wsparcie w ich walce przeciwko fermom futerkowym. I przyznam, że początkowo było to dla mnie trochę dziwne, bo byłam zupełnie zanurzona tylko i wyłącznie w kontekście zwierząt, ich cierpienia, tego, że trzymane są w klatkach, że fermy futrzarskie nie są w stanie zapewnić im podstawowych warunków dobrostanowych. I nie wiedziałam o tym, że fermy futrzarskie także oddziałują bardzo znacznie na sąsiedztwo, na swoją okolicę, właśnie na społeczności wiejskie. I też co było dla mnie nowym, to co mieszkańcy mi też to tłumaczyli, że dla nich przemysł futrzarski nie był nigdy rolnictwem. On był gałęzią przemysłu, która produkowała dobra luksusowe, w których dodatkowo Polki i Polacy z których nie korzystają, a muszą znosić wszelkie uciążliwości wynikające z sąsiedztwa ferm futrzarskich. I my ten temat, temu tematowi się przyglądaliśmy, sprawdzaliśmy też skalę zjawiska, skalę protestów i oporu na wsi wobec ferm futrzarskich. I tych protestów w latach 2002-2020 w całej Polsce było co najmniej 185. I to są dane, które pochodzą z monitoringu mediów, ale także z odpowiedzi uzyskanych w trybie dostępu do informacji publicznej od gmin. I jak na tym wykresie możemy zobaczyć, że jest widoczny wzrost protestów i ten wzrost w latach 2011-2015-2016. I jakbyśmy spojrzeli na rozwój przemysłu w Polsce, to dokładnie to są te lata, gdzie wzrastała liczba ferm, wzrastała liczba zwierząt trzymanych w Polsce i co skutkowało wzrostem niezadowolenia i oporu mieszkańców wsi w Polsce. Teraz jest znaczący spadek, ponieważ od lat przemysł zalicza dołki, jest w dużej depresji, produkcja spadła o 80% i w związku z tym spadły też protesty, ponieważ fermy się zamykają, stada się redukują, ale to widmo powrotu do uciążliwości sprzed lat jest cały czas realne, o czym będziemy dzisiaj rozmawiać. Na tej mapie możemy zobaczyć koncentrację, jak się rozkładają liczby protestów. One też się pokrywają z koncentracją ferm futrzarskich, czyli to jest województwo zachodniopomorskie, wielkopolskie i lubuskie. I myślę, że chciałabym, żeby też dzisiaj wybrzmiało, że za każdym protestem stoją konkretne społeczności lokalne, konkretne osoby, rodziny, które często przez lata walczyły z hodowlą zwierząt na futro, poświęciły mnóstwo swojego czasu, energii i też różnego rodzaju zasobów. I tych historii indywidualnych jest mnóstwo. Jako przykład mogę podać krótko Przelwice. To jest miejscowość w Zachodniopomorskim. Tam mieszkańcy przez blisko rok organizowali dyżury, żeby nie dopuścić do wjazdu ferm norek. Ferma nie miała odpowiednich pozwoliń, to też się często zdarzało w tamtym okresie. I to może brzmieć tak bardzo energetycznie, że ludzie się gromadzą i przez rok blokują wjazd. Ale to były też okresy jesieni, zimy i to po prostu było bardzo trudne. I ludzie pod koniec czuli się zupełnie opuszczeni przez państwo jako obywatele, że muszą robić takie rzeczy, ponieważ system w ogóle ich nie chroni. I najświeższym przykładem protestu, którym też dzisiaj mieszkańcy będą opowiadać dokładniej, jest sroczyn w powiecie gnieźnieńskim. I ta ferma teraz jest ryzyko jej wznowienia. Więc nie ma tutaj o niej mówić więcej, bo usłyszymy na kolejnej prezentacji. I króciutko chciałam przedstawić głos mieszkańców, który zabraliśmy przez ostatnie lata, który wydaje mi się, że najbardziej oddaje to, z czym się mierzy Polska wieś w kontekście hodobli zwierząt na futro. I tak, mieszkańcy z Janowiec w Wielkopolski w 2011 roku. Czy mamy pozwolić na to, by u nas przyrodę niszczono, aby w innych krajach ją odrestaurowano naszym kosztem? Musimy chronić polską wieś przed napływem szkodliwego i okrutnego chowu dzikich zwierząt, którego nie można traktować jak zwykłe gospodarstwo rolne. Czyli to jest to, co przed chwilą też mówiłam o fermach w kontekście rolnictwa. Mieszkańcy Lipian z 2013, pozwólcie nam żyć godnie w czystym powietrzu, bo na to zasługujemy, gdyż praca rolnika nie jest pracą lekką, a mieszkańcy przebywający na emeryturach potrzebują ciszy, spokoju i śrożego powietrza. Mieszkańcy Myśliborza w 2012 roku. Jako Polacy czujemy się wręcz upodleni, gdzie jako obywatele we własnym kraju przez tyle lat musimy walczyć o odrzucenie wyżej wspomnianej inwestycji. To, co też łączy, jakby protesty są, każdy protest jest indywidualny, historia jest indywidualna, ale jest bardzo dużo czynników wspólnych. I te uciążliwości i szkodliwości, które zgłaszają mieszkańcy, za każdym razem się powtarzają. I przede wszystkim, pewnie o tym będziemy mówić dzisiaj więcej, jak Państwo nam przedstawią swoje doświadczenie, ale taka rzecz, która na pierwszy rzut się, na pierwszy oko się wybija, na przód, to są oddziaływania odorowe. I musimy pamiętać, że odór to są konkretne związki chemiczne, które oddziaływują na zdrowie psychofizyczne mieszkańców. Wsi i to też nie jest zwykły odór, bo mówimy tutaj o hodowli zwierząt mięsożernych, które są trzymane w klatkach, ale na wolnym powietrzu, więc nie ma żadnej bariery, która by dodatkowo tę uciążliwość mogła jakoś stopować. I mieszkańcy przytyk w 2013 roku w swoim piśmie do gminy pisali. Ostatnio służby był tak intensywny, że cierpiliśmy na zawroty i bóle głowy, uwzawienie oczu, trudności w oddychaniu i wymioty. Mieszkańcy Kwilicz, właściciel tego gospodarstwa, nie mieszka w naszej miejscowości. To jest też taki motyw, który się często powtarza i wydaje mi się też, że powtórzy się dzisiaj w historii mieszkańców, którzy są dzisiaj z nami, że często inwestorzy nie mieszkają w danej miejscowości. To jest dla nich jakiś interes, jakaś inwestycja, jakiś biznes i mogą w każdej chwili wrócić do swojego domu, w którym jest świeże powietrze, nie ma much i można normalnie żyć. Drugą taką rzeczą są muchy. Tutaj mówimy o plagowych ilościach much i to też wynika z tego systemu hodowli i systemu żywienia zwierząt. I niestety przez lata hodowcy wypierali się, że te plagowe ilości much, które zgłaszali mieszkańcy w całej Polsce z różnych rejonów, nie pochodzą z ferm. Na szczęście dr Piekarska była w stanie udowodnić swoimi badaniami, udowodnić, że te konkretne plagi, plagowe ilości much pochodzą z tych ferm, no ale koszty ponosili przez lata mieszkańcy i mieszkańcy przytyk. Nasza uprawa truskawek znajduje się na 20 metrów od fermy. Uciążliwy smród nie pozwala nam pracować na polu. Cyklicznie pojawiają się ogromne ilości much, które zjadały owoce truskawek. Gizałki. Odkąd istnieje ferma, pojawił się problem z plagą much, które pchają się drzwiami i oknami do domów oddalonych nawet o kilometr i skutecznie utrudniają ludziom życie, szczególnie latem. I jak mówię o plagowych ilościach much i odorach, to mam poczucie, że to są takie sygnały, które środowisko nam daje. To jest, która mówi, że sytuacja jest niebezpieczna, coś dzieje się nie tak albo i powinniśmy albo uciekać z tego miejsca, zmienić otoczenie, albo spróbować poradzić sobie z problemem, ale na pewno nie można tego bagatelizować. Szczególnie, że muchy no stanowią zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne, roznoszą zarazki. Mieszkańcy zgłaszali, że przygotowanie posiłków w higienicznych warunkach jest praktycznie niemożliwe. Inną rzeczą jest zanieczyszczanie środowiska i to też często się przywija w rozmowach i w pismach od mieszkańców. Koła łowieckie tutaj też stają, część koła łowieckich również staje i popiera protest mieszkańców, właśnie zauważając szkody, jakie taka ferma może wywołać w lokalnym środowisku naturalnym. No i ucieczki norek. Tutaj również hodowcy, inwestorzy się wypierają, że to nie są ich norki, to nie ich norki uciekają, ale prawda jest taka, że w miejscowościach, w których powstaje ferma, pojawiają się norki, pojawiają się uciekinierzy z ferm. Mieszkańcy dokumentują te norki. Pewnie, przypuszczam się, też zobaczymy zdjęcia od państwa właśnie norek, które uciekają, ale dalej jest trudno wyegzekwować i uzyskać jakąś odpowiedzialność za tą sytuację. I dodatkowo uciążliwość, no to to jest wpływ na zdrowie, to już troszeczkę mówiłam w kontekście much i odorów, izolacja społeczna, bo w momencie, kiedy we wsi śmierdzi tak, że ludzie nie są w stanie funkcjonować, nie są, gdzie czasem zbiera się na wymioty, gdzie są plagowe ilości much, no to wiadomo jest, że nikt nie będzie ich odwiedzał, że inna część rodziny nie będzie przyjeżdżać. I to też jest bardzo często było zgłaszane jako problem. Nie będę rozwijała tutaj tematu szczurów, to jest trochę osobna część, ale też jest regularnie zgłaszane. Fiski, zwierząt i chłopi z armatki, to myślę, że też dzisiaj więcej o tym słyszymy, wyludnienie wsi i bezrobocie. I to wynika z tego, że w momencie, kiedy powstaje ferma w danej wsi, to żaden inny biznes praktycznie nie może się rozwijać. I w konsekwencji ludzie albo muszą się wyprowadzić, albo przebranżowić lub zacząć robić coś innego. No i spadek cen wartości nieruchomości. Ostatnia rzecz, o której chciałam powiedzieć, tutaj zleciliśmy trzy analizy o wpływie na ceny właśnie w okolicach o dużym zagęszczeniu ferm. I wnioski są takie, że wartość cen nieruchomości spada nawet do 50%. W przypadku ziem rolniczych to jest do 20%. Z informacją od mieszkańców wiem, że część mieszkań była niesprzedawalna. I tak jak jedna z rodzin w Kawęczynie, też sąsiednia gmina do państwa, którzy tutaj przyjechali, tam znajdują się dwie potężne fermy norek. I jedna z rodzin z uwagi na zdrowie dzieci, która tam problemy z układem oddechowym i z alergią musiała się wyprowadzić ze względu na sąsiedztwo z fermami, nie była w stanie sprzedać swojego mieszkania. Czyli musieli zostawić to mieszkanie z uwagi na zdrowie dzieci, przenieść się do innego miasta i wynajmować. To są konkretne koszty, o których w trakcie debat nad zakazem mam wrażenie, że o tym się nie mówi, że staramy się wskazywać na odpowiednio, sprawdziliwy okres przejściowy pod kątem hodowców, na odpowiednio wysokie odszkodowania, a w ogóle nie mówimy o kosztach, które ponosili przez lata mieszkańcy i że dla nich zakaz powinien wejść praktycznie jak najszybciej. I może tutaj powinniśmy też pomyśleć o odszkodowaniach dla społeczności lokalnych. Chciałam jeszcze przeczytać apel mieszkańców Kawęczyna z 2020, kiedy był procedowany zakaz hodowia zwierząt na futro, ale nie chcę zabrać czasu, więc mogę go też Państwu podesłać, bo on bardzo mocno punktuje dokładnie, co ludzie przeżywali, z czym się mierzyli i takie mocne też rozgoryczenie i poczucie pominięcia w całej debacie na temat zakazu hodowia zwierząt na futro. I oddaję głos Marcie. Dzień dobry Państwu. Na wstępie chciałam bardzo podziękować Państwu, że jesteście tutaj i że przyjechaliście specjalnie do Warszawy, żebyśmy mogli o tym porozmawiać. Ja bardzo krótko, nie chcę też zabierać dużo czasu, więc bardzo krótko chciałabym opowiedzieć o tym, jak wygląda w tym momencie struktura przemysłu futrzerskiego w Polsce i potem w kontekście lokalnym, jak to wygląda w stroczynie, bo to jest bardzo ciekawe i bardzo symboliczne. Tutaj na wykresie widzicie Państwo, jak się zmieniała liczba ferm zwierząt futerkowych na przestrzeni ostatnich lat. Tutaj trzeba podkreślić, że te dane, one się różnią w zależności od źródła. Tutaj ciężko jest bardzo precyzyjne dane pozyskać, natomiast to są dane na podstawie informacji z Głównego Inspektoratu Weterynarii. Widzimy, że w tym momencie, to są najświeższe dane z grudnia 2024 roku, mamy 209 ferm zwierząt futerkowych, przy czym zdecydowana większość to są fermy norek. No i widzimy, że to jest ogromny spadek w stosunku do tego, co mieliśmy wcześniej. Jak chodzi o tą strukturę przemysłu futrzerskiego w Polsce, to mamy tak naprawdę, bo mówi się przy zakazie, mówi się o tym polskim rolniku, właśnie o tym, że nie możemy zabijać polskiego rolnictwa. Po pierwsze to, co już Joanna powiedziała, to absolutnie nie jest rolnictwo. Myślę, że tutaj wszyscy jak siedzimy, to się co do tego zgadzamy. Ale druga kwestia jest taka, że też nie mówimy tutaj o żadnym małym polskim rolniku. Mówimy tutaj o garstce biznesmenów, milionerów i zagranicznych inwestorach tak naprawdę. W 2023 roku przeprowadziliśmy taką analizę wpływów zagranicznych w przemyśle futrzarskim w Polsce. I z tej analizy wyszło nam, że wówczas tak naprawdę ponad 1,4 ferm zwierząt futerkowych, aktywnych w tym czasie, to były fermy z kapitałem zagranicznym, holenderskim i duńskim. W tym momencie, wtedy tych ferm jeszcze było trochę więcej, w tym momencie ten odsetek pewnie jest wyższy. I tak naprawdę, kiedy mówimy o przemyśle futrzarskim w Polsce, to mówimy o Rajmundzie Gąsiorku, mówimy o rodzinie Wójcików i o Duńczykach i Holendrach. I zrobiłam tutaj screenshoty, zrobiłam je wczoraj, więc to są bardzo świeże dane, z rejestru Głównego Inspektoratu Weterynarii, który prowadzi rejestr podmiotów, które utylizują uboczne produkty pochodzenia zwierzęcego. I tam są właśnie m.in. fermy zwierząt futerkowych. I tutaj widzimy, że znaczna część, większość tak naprawdę, to są właśnie te grupy interesów, które wspomniałam. Na samej górze te cztery firmy, znaczy te cztery fermy, furtrans to jest rodzina Wójcików, poniżej Bono to są Duńczycy, poniżej mamy Holendrów, mamy Rajmunda Gąsiorka, rodziny Gąsiorków. Następnie Farm Equipment International to są znowu Holendrzy, poniżej mamy Holendrów, tutaj mamy również Holendrów, Banansemów. No i później mamy tak naprawdę rodzinę Wójcików. To jest wszystko rodzina Wójcików. Co ciekawe, bo swego czasu tutaj Wojciech Wójcik widniał jako właściciel w większości ferm, w tym momencie jest to Agata Wójcik, ale też nie tylko, bo widzimy, że jest to Zbigniew, Magdalena Wójcik, dlatego też tak mówię ogólnikowo, rodzina Wójcików, bo są to po prostu różne osoby, ale jest to ta sama rodzina. No i co jest też istotne w tym kontekście, to to, że to są fermy, które są po prostu potężne. To są fermy, tutaj dosłownie kilka przykładów, bo to nie da się wszystkiego zabrazować, ale mamy tak, fermę w Wężowicach, mamy Kawęczyn, to jest Rajmund Gąsiorek, mamy Pawłowo, Gąsiorek, Czerniejewo, to samo. Wołkowo to jest kapitał zagraniczny, Biały Dwór, rodzina Wójcików, Sławetna ferma w Góreczkach, która w ogóle to jest też dla mnie zawsze takie bardzo znamienne, że jak się wpisze w Google, w mapy Góreczki, to trzeba oddalić, żeby w ogóle zobaczyć całą tą fermę, bo widzimy, jakie są Góreczki, jako miejscowość, a jaka jest ferma. To jest największa ferma zresztą futrzarska w Polsce, a potencjalnie w Europie. I tutaj Romualdów to też jest rodzina Wójcików. To jest oczywiście właśnie kilka wybranych przykładów, to nie są wszystkie fermy, natomiast widzimy, że są to ogromne, potężne fermy i tak naprawdę ta bardzo wąska grupa ludzi odpowiada za zdecydowaną większość produkcji futra z norek w Polsce i później za eksport. I to są, znowu powtórzę, to nie są mali polscy rolnicy, to są milionerzy, to są biznesmeni, którzy też prowadzą po prostu wiele różnych biznesów i zajmują się różną produkcją, nie tylko hodowlą norek. No i dlaczego to jest istotne też w kontekście Sroczyna, o którym dzisiaj tutaj będziemy mówić. W Sroczynie ferma działała przez prawie 20 lat. No i tutaj mamy po prostu w pigułce polski przemysł futrzarski. Najpierw mieliśmy inwestora Adama Domagałę, który później wszedł w spółkę z Raimundem Gąsiorkiem. Następnie na fermie ta spółka się rozpadła, następnie na fermie pojawili się Holendrzy. Potem jak pojawili się Holendrzy, to ferma zawiesiła działalność w 2022 roku. No i co się okazuje? Teraz ferma ma wznowić działalność. Pojawiło się paliwo na fermie, pojawiła się słoma pod klatkami. Pan Adam Domagała twierdzi, że w zależności od koniunktury albo wznowi, albo nie wznowi. Tymczasem dostajemy informację z Głównego Inspektoratu Weterynarii, że od zeszłego roku mamy nowego inwestora w Sroczynie i jest to rodzina Wójcików. Więc kolejny raz po prostu mamy w Sroczynie pigułkę tego, jak wygląda polski przemysł futrzarski. Czyli jest jeden inwestor, Adam Domagała, który ma jedną fermę, ale w praktyce mamy Gąsiorka, mamy Holendrów i mamy Wójcików. I tak to wygląda. I tutaj tak na zakończenie, bo to już chciałabym właśnie jak najszybciej oddać głos mieszkańcom. Chciałabym tylko podkreślić znowu tutaj poparcie dla zakazu hodowli zwierząt na futra. My jako Otwarte Klatki zleciliśmy CABOSowi badanie opinii społecznej w kwietniu tego roku. No i to jest po prostu przepotężne. Widzimy, że specjalnie zrobiliśmy takie badanie w elektoratach różnych partii. To było takie po prostu bardziej zgłębione badanie niż zwykły omnibus. No i widzimy, że praktycznie wyborcy każdej partii w większości popierają zakaz hodowli zwierząt na futra. Nawet tych partii nieoczywistych, bo nawet w Konfederacji, która właśnie mogłaby się wydawać nieoczywista, czy w PSL-u widzimy, że to poparcie jest u zdecydowanej większości wyborców. Także tutaj mam nadzieję, że to też wybrzmi dzisiaj i będzie wzięte pod uwagę. Tak, tutaj jeszcze mamy odnośnie samego zakazu. Bo tutaj mieliśmy dwa pytania odnośnie samego hodowania, zabijania zwierząt na futro, odnośnie konkretnego projektu i ogólnie o poparcie dla zakazu. Widzimy we wszystkich grupach, że to poparcie jest po prostu ogromne. I tyle z naszej strony. Bardzo dziękujemy. Bardzo dziękuję. Zanim oddam głos mieszkańcom, to jeszcze właśnie może taką klamrę. No projekt, który wspólnie przygotowałam z otwartymi klatkami z Fundacją Biwa, którego przedstawiciela też witam tutaj na sali. Jest obecnie w Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt. Pierwszy raz w historii polskiego parlamentaryzmu powstała taka komisja. Tam trafiło 10 projektów i dochodzą kolejne projekty, których zadaniem jest polepszenie losu zwierząt w Polsce, zarówno tych zwierząt hodowlanych, jak i zwierząt domowych. Bo też tam m.in. jest projekt obywatelski z top łańcuchą, pseudohodowlą i bezdomności zwierząt. Także mam nadzieję, że priorytetowo traktowany jest na razie ten projekt obywatelski podpisany przez ponad pół miliona osób w Polsce. Ale mam nadzieję, że także ruszą prace nad naszym wspólnym projektem o zakazie hodowli zwierząt na futra. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy wiedzieli, jak wygląda realnie sytuacja w Polsce dotycząca ferm. Akurat ferma w Sroczynie jest takim ewenementem, bo raczej widzimy w ostatnich latach tendencję, że te fermy są zamykane, nie ma na nich obsady, liczba drastycznie spada. Jeszcze bodajże w 2018 roku to było ponad 1100 ferm, zwierząt hodowanych na futro w Polsce. Dane za 2024 rok pokazują, że to jest niecałe, bo też mamy te dane, że niecałe, czy w okolicach 200 ferm. Dlatego tak ważne jest to dzisiejsze posiedzenie, by pokazać, że ten trend być może nie jest taki, jak do tej pory myśleliśmy. Dlatego bardzo proszę pana Radosława Sawickiego oraz pana Michała Barona, by przekazali nam informacje na temat reaktywacji tej fermy w Sroczynie i też uciążliwości, z którymi mieszkańcy z tego powodu się wzmagają. Bardzo proszę. Dzień dobry, Radosław Sawicki. Ja może tak pokrótce przedstawię tylko historię całą, jak to wyglądało, bo to nie jest tak, że my mamy sprzeciw, wyszliśmy sobie teraz, bo ferma ma wrócić. My teraz walczymy może z większą intensywnością, dlatego że przez te kilka lat, której fermy nie było, my żeśmy poczuli takie normalne życie, odetknęliśmy w końcu. Żeby można sobie normalnie żyć, po prostu normalnie żyć. My nie chcemy dużo, tylko normalności. A tam już od samego początku to wyglądało tak, że ta ferma zaczęła działać w sumie, można powiedzieć, że nielegalnie, bo tam Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego nie były żadne zgody popodpisywane ani od lekarza, weterynera, a tam już były klatki, były norki w środku, przyjeżdżały urzędy, okazało się, że pieczątka podbita, to wszystko może działać. My żeśmy mieli tam sprawy sądowe, tu w zasadzie były sołtys i tata Michała. No to się ciągło latami, tak, własne zdrowie, własne środki i my po prostu byliśmy spychani na drugi tor, bo jeżeli sprawy w sądzie nawet wracały, to się okazało, że przyjeżdżały instytucje z Gniezna, pieczątki, wszystko zgodnie, wszystko z prawem, a są dowody, są pisma, bo to wszystko było w sądzie, zdjęcia, świadkowie. My byliśmy po prostu na marginesie, całe życie byliśmy na marginesie. Nikt tego problemu nie widział, bo to też raz, że faktycznie jest cierpienie dla zwierząt, a dwa, tak jak tu dziewczyny mówiły, no życie ludzi w koło. Jest powiedzmy, w tej chwili zostało tam 200-300 ferm, ale pomnożcie to razy, przynajmniej kilkuset mieszkańców w każdej miejscowości, którzy te dolegliwości mają, bo to jest tylko ten smród, muchy i tak dalej, ale tam jest bardzo wiele innych czynników, tak. My się znajdujemy blisko Puszczy Zielonki, można powiedzieć, Lednicki Park Krajobrazowy, obszar Natura 2000, gdzie jak się norki pojawiły, to zaczęły gatunki zwierząt po prostu znikać, tak. One tak samo, no właściciele ferm twierdzą, że te norki nie uciekają. To jest totalny absurd. W tej chwili jeszcze właśnie tak nawiązując, póki pamiętam, to by było takie pytanie do głównego lekarza weterynarii, skoro to jest hodowla jako rolnicza, ja jako rolnik mając hodowlę, musiałem mieć każde zwierzę oznakowane. Wtedy, jeżeli by były zwierzęta oznakowane, uciekają, robią szkody, wtedy już nie ma wymówki, że to nie jest moje zwierzę. Bo to jest tak samo, muchy nie są ich, zwierzęta nie są ich, no to jest jeden wielki kłam od początku, imię tylko i wyłącznie pieniędzy, niczego więcej. To naprawdę oddziaływanie jest ogromne, tak jak tutaj, no to wszyscy będą powtarzać, bo to jest nasze zdrowie, nasze, naszych dzieci, tak, bardzo duży wpływ na środowisko okoliczne, na wartości faktycznie naszych nieruchomości. Tych czynników jest naprawdę mnóstwo. Może Michał teraz to powiesz. Dzień dobry, Michał Baron, dziękuję za zaproszenie i że Państwo chcą wysyłać nasz głos. Myśmy żyli blisko 17 lat koło tej fermy i naprawdę warunki do życia są nieludzkie. Myśmy żyli jak te norki w tych klatkach, myśmy byli izolowani społecznie, myśmy się nawet nie spotkali tak naprawdę, bo nikomu się nie chciało wychodzić z domu. No, żyjcie przy takiej fermy, no to trzeba przeżyć. Muchy, jak myśmy jedli, to ułożęliśmy, żeby nie zjeść muchy. To takie są ilości much. Smród jest niewyobrażalny, ludzie chcą wymiotować przy tej fermy. No, to jest tragedia, jeżeli ta ferma wróci, to po prostu my nie wyobrażamy, jak mamy żyć dalej. Jest, jakbyście sobie Państwo popatrzyli, jest teraz gdzieś 200, 250 osób, które mają fermy. Koło każdej fermy mieszkają ludzie, jest nas pewnie ze 100 tysięcy. Każda osoba nie chce fermy. Dlaczego, dlaczego to jeszcze jest w ogóle? Przecież gdzie to jest demokracja? Przecież my, jakbyśmy głosowali, to wygrywamy, to, że gdzie ma fermy, a tutaj dwie osoby, czy cztery, czy tam, czy wójciki, czy ktoś przychodzi, lobuje i my nie możemy nic zrobić. Jest, mamy prawo, mamy, mamy siłę w ludziach, ale gdzieś za kulisami się coś dzieje, że nie możemy nic zrobić. Jest, jest po prostu naprawdę, no, przeciwnik jest silny, ale tylko chyba w pieniądzach, bo, bo, jeżeli chodzi o argumenty, to nie ma żadnych. Nie wiem, czy tutaj tę prezentację mogę włączyć, czy jak to się uruchamia? O, jest. No, to może sobie zobaczyć, akurat tu zdjęcie jest z mojej firmy, jedno, drugie jest z Gryla. Na, na, na, na te muchy po lewej, to trzeba, no, cztery godziny, to tak, już mamy zapełniony taki let. Po prawej, to ten let był wymieniany 6 razy gdzieś dziennie. Oni się tak zapełnią, a tam dalej były więcej let powierzchni, no, teraz jak to zrobić? Tutaj, no, szklanka z jakimś napojem, muchy. Jak, wyobraźcie sobie Państwo, napić jest, oczywiście nie ma much w szklance, wierzycie szklance, już macie tyle much. No, to jest, to jest nie do przeżycia. To jest też jakiś grill rodzinny. No, myśmy to przeżywali, to było nasze życie 17 lat. Musicie zrozumieć, jak to wyglądało. Tak wyglądało nasze życie przez 17 lat. 17 lat, żeśmy żyli ze smrodem, z muchami, z takim, wieczorem, jak się zapaliło lampkę, to było widać taki pyłek, który śmierdział i osiadał na nas, na, na owoce, na, na jedzenie, na wszystko. No, to są, to są też szlepy, no, to po prostu można by było dużo mówić. Ten lep był, to właśnie, ten lep był 4 godziny rozwieszony po lewej stronie i on się tak oblepił muchami. Oczywiście, wiadomo, twierdzę, że to nie ich. To jest norka, akurat tam widać bramę do, do fermy w Stroczynie i norka, która uciekła. I teraz zobaczcie Państwo, jak ta brama wygląda. Przecież to w ogóle nie jest zgodne z ustawą o płatowaniu. Przecież tam przejdzie każdy, że tam pies mały przejdzie przez tą bramę. Ten, ten właściciel akurat ma dwie takie bramy z tyłu też i też ona tak samo wygląda. Poza tym nie ma wkopanego po to pół metra ziemia i 17 lat nikt tym nic nie zrobił. Były kontrole, nikt tego nie zauważył. Tu jest następna norka, która uciekła. Tam jest norka bodajże zagryziona przez psa, sąsiada, który mieszka też blisko tej fermy. Tu jest norka, to też był fajny przykład. Zbawniliśmy do powiatowego weterynarza w Gnieźnie. Powiedzieliśmy, że znaliśmy zwierzę z piawną w pysku. Kazał nie dotykać, zabezpieczyć. Przyjedziemy. Jak powiedzieliśmy, że to jest stroczyn i norka, to odłożył sławkę, powiedział, że mamy zakopać. To jest, widać stroniczość różynników po prostu. No to kolejny jakiś grill, muchy. To było codziennie. Codziennie, takie życie było codziennie koło tej fermy. Tu zorganizowaliśmy proces pod gminą w Kiszkowie, także nawet nie trzeba było dużo ludzi namawiać. Po prostu każdy, jak dowiedział się, że ferma ma wrócić, to zamawiał się. To jest tragedia. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.