M. Morawiecki: Rząd nie ma planu — nadchodzi gospodarczy zjazd?
M. Morawiecki krytycznie ocenia publikację wieloletnich założeń makroekonomicznych 2025–2029 przez Ministerstwo Finansów i twierdzi, że dokument jest aktem kapitulacji. Ostrzega przed ukrywaniem danych, zbliżeniem długu do 60% oraz spowolnieniem wzrostu PKB.
- Według mówcy Ministerstwo Finansów opublikowało skromniejszy merytorycznie dokument zamiast kompleksowego planu finansów państwa. Prognoza wzrostu PKB na ten rok została zrewidowana z 3,9% do 3,7%, a inflacja obniżona z 5% do 4,5%. Deficyt na papierze ma spaść do 6,3% PKB w 2025 roku, ale wartość nominalna zbliża się do rekordowych poziomów bliskich 300 mld zł.
- M. Morawiecki zarzuca ministerstwu ukrywanie danych i brak szczegółowych informacji o planowanych wydatkach na wojsko, emerytury czy edukację. Krytykuje także zmiany w metodologii GUS oraz - jego zdaniem - manipulacje prognozami inflacji dla potrzeb narracji rządowej.
- Mówca wskazuje, że rząd liczy na wzrost oparty głównie na konsumpcji prywatnej i środkach z KPO, co jego zdaniem zwiększa ryzyko spowolnienia. Przewiduje obniżenie tempa wzrostu do 2,7% w 2028 roku i 2,6% w 2029 roku oraz możliwe zbliżenie łącznego długu sektora finansów publicznych do progu 60%.
- W krytyce pojawia się porównanie wykorzystania środków KPO z wcześniejszym programem inwestycji strategicznych realizowanym przez BGK, który według mówcy finansował drogi, sale sportowe, szkoły i kanalizację. Podaje też przykłady gmin, które otrzymały z KPO jedynie symboliczne kwoty (15 tys. zł, 32 tys. zł), i pyta o brak planu na okres po wygaśnięciu KPO.
Najważniejsze ustalenia
- Według mówcy Ministerstwo Finansów opublikowało skromniejszy merytorycznie dokument zamiast kompleksowego planu finansów państwa. Prognoza wzrostu PKB na ten rok została zrewidowana z 3,9% do 3,7%, a inflacja obniżona z 5% do 4,5%. Deficyt na papierze ma spaść do 6,3% PKB w 2025 roku, ale wartość nominalna zbliża się do rekordowych poziomów bliskich 300 mld zł.
Krytyka przejrzystości i stylu dokumentu
- M. Morawiecki zarzuca ministerstwu ukrywanie danych i brak szczegółowych informacji o planowanych wydatkach na wojsko, emerytury czy edukację. Krytykuje także zmiany w metodologii GUS oraz - jego zdaniem - manipulacje prognozami inflacji dla potrzeb narracji rządowej.
Prognozy gospodarcze i ryzyka
- Mówca wskazuje, że rząd liczy na wzrost oparty głównie na konsumpcji prywatnej i środkach z KPO, co jego zdaniem zwiększa ryzyko spowolnienia. Przewiduje obniżenie tempa wzrostu do 2,7% w 2028 roku i 2,6% w 2029 roku oraz możliwe zbliżenie łącznego długu sektora finansów publicznych do progu 60%.
Fundusze unijne i inwestycje lokalne
- W krytyce pojawia się porównanie wykorzystania środków KPO z wcześniejszym programem inwestycji strategicznych realizowanym przez BGK, który według mówcy finansował drogi, sale sportowe, szkoły i kanalizację. Podaje też przykłady gmin, które otrzymały z KPO jedynie symboliczne kwoty (15 tys. zł, 32 tys. zł), i pyta o brak planu na okres po wygaśnięciu KPO.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Dawid Jackiewicz: Wniosek do NIK ws. LOT i kontrowersyjna umowa z Monarch
Ewa Malik pyta o uzbrojenie Jaworznickiego Obszaru Gospodarczego
PiS zgłosi zastępstwo do komisji ds. wpływów rosyjskich
PiS ostrzega o emisjach SO2 z niemieckiej rafinerii
PiS: MERCOSUR zagraża rolnictwu - żąda dymisji Krajewskiego
Premier oskarża o tortury wobec księdza Olszewskiego
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Roman Giertych
Roman Giertych: Premier rządzi, opozycja pozostanie w ławach
Razem
Adrian Zandberg: Nawrocki prezydentem, rząd traci wiarygodność
Roman Giertych
Roman Giertych wstępuje do Platformy Obywatelskiej i przeprasza
Sejm RP
Sejm RP: Mieszkańcy Sroczyna sprzeciwiają się wznowieniu fermy
Władysław Kosiniak-Kamysz
Władysław Kosiniak-Kamysz: Koniec biadolenia, jest plan
Artykuły
Artykuł
Gdyby wybory odbyły się dziś — PiS odbija mandaty kosztem Konfederacji
Artykuł
Co prasa pisze o polskiej scenie politycznej: tydzień 19–26 kwietnia 2026
Artykuł
Debata o 500+: rozdawnictwo czy realne wsparcie dla rodzin
Artykuł
Spór o autorstwo projektu depenalizacji marihuany: zarzuty o 'polityczne zawłaszczenie'
Artykuł
Paliwa, wizyta Nawrockiego i spór o armię - ostra debata w Radiu ZET
Artykuł
Ceny paliwa: Sejm wprowadził ceny maksymalne, posypała się krytyka
Transkrypcja
Nie będzie stu konkretów. Ministerstwo Finansów przyznało się właśnie do tego oficjalnie, publikując wieloletnie założenia makroekonomiczne na lata 2025-2029. Jest to akt bezwarunkowej kapitulacji złożony przez ministra Domańskiego na wszystkich frontach. Symbolem tej porażki może być nawet przekroczenie 60% progu zadłużenia, który zapisany jest w Konstytucji. Fatalne wyniki to jedno, ale trzeba powiedzieć też o stylu, w którym to się odbyło. Całą poprzednią kadencję mój rząd był atakowany za rzekome ukrywanie długu i informacji o prawdziwym stanie finansów publicznych. Pamiętacie? Tymczasem już drugi rok z rzędu Ministerstwo Finansów daje nam marną podróbkę aktualizacji programu konwergencji, który my każdego roku publikowaliśmy właśnie w maju. Zaprezentowane teraz wieloletnie założenia to o wiele skromniejszy merytorycznie dokument, jeśli chodzi o prezentowane w nim prognozy makroekonomiczne. Nie jest on kompleksowym planem finansów państwa, tak jak to było w moich czasach, a jedynie dość niechętnie wypełnionym obowiązkiem ustawowym zawierającym techniczną ścieżkę prognoz, zawierającym różne informacje, ale właściwie na przykład nie ma tam szczegółowych danych dotyczących środków publicznych, które będziemy wydawali na wojsko, na emerytury czy na edukację. Powstaje pytanie, dlaczego premier i nowe kierownictwo Ministerstwa Finansów ukrywa dane i czego nie chce nam powiedzieć? Kolejna kwestia wymagająca zauważenia to rewizja założeń makroekonomicznych. Pogorszyła się prognoza wzrostu PKB w tym roku z 3,9 na 3,7%. To oznacza wolniejsze tempo rozwoju całej gospodarki i mniejsze wpływy podatkowe. Przypomnijmy, że w 2024 roku ostateczny wzrost też był niższy niż prognozowany i nie osiągnął poziomu 3% PKB. Szczególnie martwi to, że rząd widzi szansę dla wzrostu PKB jedynie w konsumpcji prywatnej oraz w napływających środkach z KPO. KPO zresztą to w czasach obecnego rządu pieniądze, które w dużym stopniu idą na zasilenie zagranicznych firm, a także różnych polskich bardzo bogatych przedsiębiorców. Czy tak powinno być? Porównajmy sposób wykorzystania środków z programu inwestycji strategicznych do Krajowego Programu Odbudowy z czasów Platformy Obywatelskiej. Czy ktokolwiek z Państwa widział już zrealizowany projekt z tych środków, który służyłby lokalnej społeczności? Ba, powiem Państwu taką ciekawostkę. Niedawno byłem w jednej z gmin powiatu Skierniewickiego. Tam dowiedziałem się, że z KPO ta gmina dostała, uwaga, nie pęknijcie ze śmiechu, szanowni Państwo, 15 tysięcy złotych. Inna gmina dostała 32 tysiące złotych. Upewniałem się, czy chodzi o miliony, czy o tysiące. Niestety potwierdzono mi, że chodzi o tysiące. Tymczasem każdy z nas może zauważyć inwestycje zrealizowane w każdej polskiej gminie, w każdym powiecie ze środków programu inwestycji strategicznych przekazywanych za naszych czasów przez BGK. BGK było operatorem. Te inwestycje to nowe drogi, sale sportowe, szkoły czy sieć kanalizacyjna. Ponadto obecny rząd nie ma żadnego pomysłu, co miałby zrobić po wygaśnięciu KPO, Krajowego Programu Odbudowy. Co zresztą sam przyznaję, pisząc, uwaga, cytuję, znaczna część impulsów będzie wygasać w latach 2028-2029, co przyczyni się do spowolnienia dynamiki wzrostu. I niestety będzie to miało wpływ na dalszy horyzont prognozy gospodarczej. W rezultacie tempo wzrostu PKB obniży się do 2,7% w 2028 roku i 2,6% w 2029 roku. Ministerstwo Finansów nie potrafi zaproponować żadnej polityki rozwojowej bez wskazówek i środków z Brukseli. Takie wyciągam z tego smutne wnioski. Ministerstwo Finansów obniżyło też prognozę inflacji z 5% do 4,5%. Jest to jednak tylko pozornie dobra informacja. Po pierwsze, ten wskaźnik będzie i tak wyższy niż odczyt za rok 2024, który wyniósł 3,6%. Po drugie, wskaźniki te są mocno zniekształcone przez politykę nowego prezesa GUS, na pewno, moim zdaniem, pod dyktando obecnego premiera rządu. Ten obecny prezes GUS, uwaga, pozmienia uwagę poszczególnych koszyków inflacyjnych. W efekcie Polacy odczuwają narastającą drożyznę mimo optymistycznych deklaracji ze strony rządzących. Po trzecie, wreszcie, minister Domański uprawia żonglerkę danymi na potrzeby własnej narracji. Raz, zawyżając prognozy inflacyjne, kiedy mu to jest potrzebne do spięcia budżetu. Innym razem, zaniżając, kiedy przygotowuje kolejny wpis na platformie X. Będzie to miało dwojakie skutki. Po pierwsze, rozchwianie dochodów budżetowych oraz bolesną dla naszych portfeli rezygnację. Jest tarczy energetycznej. To już powiedzieli, zresztą chyba od 1 września, czy 1 października tego roku. To oznacza też kolejną podwyżkę cen prądu, gazu i ciepła systemowego. Ale też szczególną uwagę należy zwrócić na prognozę deficytu i długu sektora finansów publicznych. Po niesłychanie wysokim deficycie w roku 2024, wynoszącym w takich spokojniejszych w sumie czasach 6,6%. W 2025 odnotowujemy jego spadek na papierze. Póki co jedynie do poziomu 6,3% PKB. A w wartościach nominalnych to absolutny rekord. Bliski 300 miliardom złotych. To są zresztą, szanowni państwo, poziomy porównywalne do jedynie tego covidowego roku, kiedy gwałtownie musieliśmy zmobilizować zasoby państwa i ratować miejsca pracy, ratować polskich przedsiębiorców. Pamiętamy ten rok. Rok 2020, wielki program ratowania firm, który musieliśmy wprowadzić po to, żeby gospodarka nie ucierpiała. Co się zatem takiego dzieje? Że mimo wyeliminowania tarcz energetycznych, mimo braku tarcz Polskiego Funduszu Rozwoju, mimo braku tarcz BGK, rząd Tuska ma tak słabe wyniki makroekonomiczne. Mimo zaklęć ministra Domańskiego, wiele wskazuje na to, że dług sektora po raz pierwszy zbliży się do progu 60%. Tutaj dwa słowa wyjaśnienia. Mamy dwa rodzaje długu i według naszych krajowych zasad ten próg konstytucyjny 60% nie zostanie przekroczony, ale zbliżamy się w łącznym poziomie długu sektora finansów publicznych do progu 60%. Nie dostaliśmy też zresztą niestety wiarygodnego planu ograniczania deficytu w kolejnych latach. Kolejna zła informacja to prognozy w wyniku rachunku bieżącego. W 2024 roku nadwyżka na rachunku bieżącym zmniejszyła się do minimalnego poziomu. To było 0,2% PKB z 1,8% PKB rok wcześniej. Ten rok, w którym rządziło Prawo i Sprawiedliwość. Wynikało to m.in. z pogorszenia salda obrotów towarowych, które przeszło w deficyt. Ale będzie najprawdopodobniej tylko gorzej. Otóż saldo obrotów bieżących w relacji do PKB wyniesie minus 0,8%, podobnie jak w 2026, a następnie według danych rządowych ma spaść do uwaga minus 1,5% PKB oraz 1,6% PKB odpowiednio w roku 2028 i 2029. Dopełnieniem tego smutnego obrazu, tego ponownego zadłużania Polski i to zadłużania Polski za granicą jest przyjęta przez Polskę pod naciskiem Brukseli spadająca przestrzeń fiskalna na prorozwojowe wydatki. Ten kaganiec ostatecznie zamyka drogę do wprowadzenia nawet niewielkiej podwyżki kwoty wolnej od podatku czy przestrzeni do budowy CPK, wykorzystania środków rządowych, także na elektrownię jądrową. Tak nam przecież bardzo potrzebnych. Według ustalonego z Komisją Europejską Planu Budżetowo-Strukturalnego możliwy wzrost wydatków netto rok do roku będzie drastycznie spadał. Oznacza to, że praktycznie premier Tusk wykorzystał już praktycznie całą dostępną przestrzeń fiskalną. Na nowe programy Bruksela im pozwoli albo nie pozwoli. Idziemy zatem w dalszej perspektywie nawet być może na złamanie konstytucyjnego limitu długu. Ryzyko potężnego zaciskania pasa, braku reakcji na postępującą drożyznę jest naprawdę ogromne. Oczekujemy rzetelnego dokumentu informującego o stanie finansów publicznych oraz dyskusji w Sejmie na temat realnego stanu budżetu państwa. Optymizmem nie napawają już też niestety budżetowe wyniki za kwiecień. Po 1,3 roku deficyt wyniósł już niestety rekordowe 91 mld zł. Ale gdyby zrealizowano planowane wydatki, wyniósłby, uwaga, 130 mld zł. Dochody budżetowe zostały zrealizowane jedynie na poziomie 176 mld zł, a więc 28% planowanych w sytuacji, kiedy upływ czasu wyniósł ponad 33%. A więc dochody budżetowe są o 5,4 punkta procentowego niższe niż upływ czasu. Gdyby w pozostałych 2,3 roku budżetowego realizacja budżetu przebiegała podobnie jak w tej pierwszej, 1,3 roku, to do ich zrealizowania na zaplanowanym poziomie zabrakłoby aż około, uwaga, 110 mld zł. Gdyby więc dochody budżetowe były realizowane tak jak do tej pory, a wydatki zostały zrealizowane w zaplanowanej wysokości, czyli 921 mld zł, to deficyt budżetowy nie wyniósłby, jak zaplanowano, 290, czyli prawie 300 mld zł, tylko sięgnąłby, uwaga, wręcz astronomicznej kwoty 400 mld zł. Proste wyliczenia tutaj przedstawiłem. Naprawdę warto się nad tym zastanowić. To wszystko przekłada się na przejadanie przez obecnego premiera, przez ministra finansów, rezerw budżetowych. Jako były premier, jako były minister finansów bardzo wyraźnie to widzę. Poduszka płynnościowa, taka, którą zostawiliśmy też im w spadku po naszych rządach. Taka poduszka to rezerwa gotówkowa państwa, rezerwa zgromadzona na rachunkach budżetowych, także rezerwa NFZ-u, która była szeroko komentowana. To wszystko służyło zabezpieczeniu płynności państwa w razie nieprzewidzianych wydatków lub spadku dochodów. W lutym 2025 roku osiągnęła rekordowy poziom, ponad 200 mld zł, głównie dzięki intensywnej sprzedaży obligacji skarbowych na przełomie 2024 i 2025, ale także dzięki mniejszemu niż zakładano pierwotnie deficytowi w 2024 roku. Jednak w kwietniu 2025 roku rezerwa zmalała do 175 mld zł, czyli o 21 mld zł w ciągu jednego miesiąca. To zmniejszenie może być związane z przyspieszonym wzrostem deficytu budżetowego oraz większymi wydatkami. Analitycy wskazują, że takie tempo ubywania rezerwy budzi pytania, zwłaszcza, że sprzedaż obligacji nadal jest wysoka, co sugeruje, że resort nie ogranicza emisji długu. Ministerstwo Finansów intensywnie emituje obligacje skarbowe, czyli de facto dług państwa. W maju 2025 planuje sprzedaż obligacji za ponad 30 mld zł. W 2024 roku sprzedaż obligacji detalicznych biła rekordy, co pozwoliło zbudować dużą poduszkę płynnościową. Jednak potrzeby pożyczkowe w bieżącym roku są naprawdę ogromne. Rządzący szacują je na około 360-370 mld zł. W tym potrzeby te są niezbędne na pokrycie deficytu budżetu centralnego, ale także środków europejskich. Wysoka podaż obligacji nie nadąża za rosnącymi wydatkami, co zmusza resort do sięgania właśnie po te rezerwy, o których mówiłem. Szybkie tempo kurczenia się rezerw i wysoki deficyt budzą obawy o długoterminową stabilność. Kluczowe ryzyko to ograniczenie zdolności reagowania na kryzysy. Malająca rezerwa zmniejsza elastyczność w razie recesji czy klęsk żywiołowych. Wyobraźmy sobie taką sytuację, że uderza znowu Polska jakaś pandemia, nie daj Panie Boże, albo wojna na Ukrainie powoduje kryzys energetyczny, który trzeba w jakiś sposób minimalizować. Minimalizować wpływ tego kryzysu na portfele Polaków, na rosnące koszty po stronie przedsiębiorców. Skąd rządzący wzięliby pieniądze? Na takie tarcze antyputinowską, antyinflacyjną, antycovidową. Te wszystkie, które przygotowaliśmy w czasach, kiedy ja byłem premierem. Zastanówmy się nad tym. Kolejne ryzyko to wzrost kosztów obsługi długu. Przypominam, że rosnący dług publiczny 47,9% w tym roku według metodologii krajowej, a 59% według metodologii unijnej może podnieść koszty finansowania. I podniesie koszty finansowania, bo inwestorzy już zaczynają wątpić w stabilność finansową Polski. Rząd zamiast ciąć swoje urzędnicze Bizancjum, pamiętacie jak jedną z pierwszych ich decyzji był zakup nowych limuzyn, a teraz spółki Skarbu Państwa finansują hejterskie spoty wspierające Rafała Trzaskowskiego, prawda? Więc zamiast to wszystko robić, rząd drenuje rezerwy, by łatać bieżące dziury. Gdzie odpowiedzialność za przyszłość finansową Polski? Dlaczego nie słyszymy o planie opanowania tego deficytu? Dlaczego nie słyszymy o planie opanowania rosnącego długu publicznego? Rząd bawi się w krótkoterminowe sztuczki zamiast reformować Polskę. To nie jest zarządzanie. To jest dryfowanie na krawędzi. Dlaczego nie słyszymy?