Kancelaria Prezydenta: Bogucki o ograniczaniu głosu w Sejmie
Zbigniew Bogucki, szef kancelarii prezydenta Karola Nawrockiego, odniósł się do ostatnich zmian w regulaminie Sejmu i ograniczeń w zabieraniu głosu przez przedstawiciela prezydenta. Wyjaśnił, że wystąpienia kancelarii reprezentują stanowisko prezydenta i głos wyborców.
Najważniejsze fakty
W rozmowie z dziennikarzami Bogucki podkreślił, że dotychczas regulamin umożliwiał szefowi kancelarii zabieranie głosu jak ministrom konstytucyjnym i wyznaczanie zastępcy. Zmiany, które ograniczają ten przywilej, traktuje jako celowe działanie odbierające możliwość przedstawiania prawdy w imieniu prezydenta.
Kontekst
Szef kancelarii odniósł się bezpośrednio do sytuacji w Sejmie, wskazując na fragmenty ostatniej debaty, w których jego wypowiedzi miały ujawniać prawdę, co, jego zdaniem, „zabolało rządzących”. Wskazał też na przykład ministra Żurka, który nie odniósł się do meritum sprawy.
Znaczenie dla państwa
Bogucki zaznaczył, że głos kancelarii to nie wypowiedź osobista, lecz reprezentacja stanowiska prezydenta i głos ponad 10 milionów obywateli, którzy go poparli. Ograniczanie tej reprezentacji ocenił jako symptomatyczne dla stanu debaty publicznej i standardów demokracji.
Konsekwencje i apel
Przedstawiciel prezydenta zapowiedział, że głos kancelarii nadal będzie wybrzmiewał w ważnych kwestiach w imieniu prezydenta. Według niego takie działania legislacyjne wystawiają złe świadectwo tym, którzy mówią o demokracji, a debata publiczna powinna pozostać otwarta i merytoryczna.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Pan mówi o Leksie Boguckim, tak, rozumiem. No, dwadzieścia parę lat był regulamin sejmu, który przewidywał, że szef kancelarii prezydenta może zabierać głos w każdym czasie, tak jak ministrowie konstytucyjni, że może także wyznaczyć swojego zastępcę, bo czasami są różne obowiązki. No ale rozumiem, że to ostatnie wydarzenia w sejmie, gdzie w imieniu pana prezydenta po prostu przedstawiał prawdę, zabolały rządzących i uznali, że trzeba ten głos ograniczyć. To jest niezwykle symptomatyczne. Jeżeli ugrupowania, które nazywają się demokracją czy większością demokratyczną, chcą zabierać głos. Myślę, że to mówi samo za siebie. Myślę, że pan prezydent sobie poradzi, ja sobie poradzę, a oni wystawiają sobie jak najgorsze świadectwo, no bo chociażby dzisiejsza sytuacja. Minister Żurek wychodzi, mówi o jakichś projektach, nie odnosi się do meritum sprawy. Wychodzę po panu ministrze Żurku, no później już nic nie ma co zbierać. Więc to, mam rozumiem, nie robić tych riposów. No jeżeli tak, jeżeli tak ma wyglądać demokracja, no to z takimi demokratami mamy do czynienia. Ale tak jak mówię, no nie chcę zajmować się sobą. Ważne, że ten głos w jakiejś mierze będzie mógł wybrzmieć ze strony kancelarii prezydenta w imieniu pana prezydenta, bo to ważne, no to jest też głos ponad 10 milionów obywateli, którzy uznali pana prezydenta. I nie przychodzę w swoim imieniu, nie mówię ja jako ja. Ja mówię w imieniu prezydenta, to są rzeczy uzgodnione, to są rzeczy prezentujące stanem do głowy państwa. I tak na to trzeba spojrzeć, a nie spojrzeć przez te dwa konkretne osoby, a tutaj po prostu stworzyli prawo dwa konkretne osoby.