Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Donald Tusk: Apel o demokrację walczącą i naprawę ładu

Donald Tusk: Apel o demokrację walczącą i naprawę ładu

Donald Tusk mówił o sposobach wyjścia z kryzysu konstytucyjnego i wezwał do „demokracji walczącej”, podkreślając konieczność codziennego działania mimo niedoskonałych narzędzi prawnych. Zwrócił uwagę na dewastację ładu konstytucyjnego, spory kompetencyjne oraz problemy z interpretacją przepisów i ustawą kompetencyjną.

Najważniejsze tezy


- Przemówienie skoncentrowało się na praktycznym stosowaniu konstytucji w sytuacji, którą opisuje jako dewastację ładu konstytucyjnego. Tusk przywołał zasadę „tak, tak, nie, nie” i podkreślił, że chociaż nie jest prawnikiem, to jako były premier starał się przestrzegać prawa oraz interpretacji przepisów.

Relacje z instytucjami


- Wspomniał o zasadzie unikania bliskich kontaktów z niezależnymi organami, przytaczając własne doświadczenia ze spotkaniami z prezesem Trybunału Konstytucyjnego i prokuratorem. Podkreślił, że kiedyś orzeczenia Trybunału budziły zaufanie, mimo że nie zawsze się z nimi zgadzał.

Wpływ na politykę zagraniczną


- Zaznaczył, że spór kompetencyjny dotyczy także polityki zagranicznej i że decyzje Trybunału kiedyś kończyły takie konflikty. Dziś, jego zdaniem, ustawa kompetencyjna przeniosła ciężar decyzji personalnych do Pałacu Prezydenckiego, co utrudnia prowadzenie spójnej polityki międzynarodowej.

Proponowane podejście do naprawy ładu


- Tusk przedstawił potrzebę „demokracji walczącej” - gotowości do codziennego działania mimo ryzyka popełniania błędów lub konfrontacji z interpretacjami prawnymi. Postuluje dążenie do wiążącej interpretacji wątpliwych przepisów, aby przywrócić fundamenty liberalnej demokracji.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Dziękuję bardzo Pani Marszałek, Panie Marszałku, Szanowni Państwo. To jest dla mnie przywilej, że mogę uczestniczyć w tym gronie, w tej rozmowie. Bardzo jestem wdzięczny za tę możliwość. Szczególnie, że z każdym tygodniem dyskusja na temat tego, jak praktycznie stosować konstytucję w państwie, w którym de facto ład konstytucyjny został zdewastowany, nabiera rumieńców i stała się od niepamiętnych czasów na pewno najgorętszą debatą ustrojową i konstytucyjną, no zajmującą jeszcze nie tylko ekspertów, nie tylko prawników. Każdy z nas ma to, Pan Marszałek mi wybaczy, naiwne marzenie w sobie, żeby w polityce także mogła obowiązywać zasada tak, tak, nie, nie. Ostatnie miesiące pokazują wyraźnie, że jest sporo osób, autorytetów, polityków, prawników i rzeczywiście mówią tak, tak, nie, nie. Tylko, że jedni mówią tak, tak, kiedy inni mówią nie, nie w tej samej sprawie. Czy to oznacza, że brak u nas jakichś stałych punktów odniesienia albo czy brak autentycznych autorytetów prawnych, naukowych, politycznych? Uważam, że nic się nie zmieniło. To znaczy mamy w Polsce grono naprawdę wybitnych prawników ustroju, nie tylko, ale też specjalistów od Konstytucji. Zmieniły się okoliczności, w którym przyszło nam działać. Ja nie jestem prawnikiem, w związku z tym jako premier staram się przestrzegać prawa w ramach, które wyznaczają nie tylko przepisy, ale wtedy, kiedy ustrój jest zdewastowany decyzjami politycznymi, także interpretację tych przepisów. W sytuacji, w której znajdujemy się dzisiaj, przed chwilą rozmawiałem z, miałem naradę z polskimi ambasadorami. W polityce zagranicznej mamy też, jak wiecie Państwo, spór kompetencyjny. On kiedyś się zakończył wredyktem Trybunału Konstytucyjnego. Znaczy, gdzie są te czasy, kiedy coś się oddawało do Trybunału Konstytucyjnego z wiarą, że padnie werdykt, który być może nie usatysfakcjonuje, nie usatysfakcjonował werdykt na przykład dotyczący kwestii kompetencyjnych między prezydentem a premierem w czasie scennego konfliktu o Krzesło w Brukseli. Ale do głowy by mi nie przyszło, żeby kwestionować werdykt Trybunału. Ja nie wiem, czy w ogóle ktokolwiek mi uwierzy na słowo, jeśli powiem, że kiedy byłem premierem, to z panem profesorem Rzeplińskim, prezesem Trybunału Konstytucyjnego, nie spotkałem się ani razu, ponieważ uznawaliśmy obaj, a znaliśmy się dobrze wcześniej. Ponieważ uznawaliśmy, że to jest wysoce niestosowne jakikolwiek kontakt. Więc w czasie całej mojej kadencji profesora Rzeplińskiego widziałem się z nim fizycznie raz na rocznicy Trybunału, jako jeden z gości. Czy komukolwiek może przyjść do głowy taka idea, że jak był prokurator niezależny, byłem w tym czasie też premierem i to trwało latami. Z prokuratorem oprócz sytuacji ustrojowych typu sprawozdanie w Sejmie, czy przyjęcie lub odrzucenie sprawozdania przez premiera, raz do roku tego typu sytuacja była. Spotkałem się raz w ciągu pięciu lat, bo obaj uznawaliśmy, że spotkanie między premierem a niezależnym prokuratorem może budzić złe konsekwencje z punktu widzenia niezależności tej instytucji. Czy to ułatwiało mi rządzenie? Wręcz przeciwnie, w żadnym wypadku. Szanowanie Konstytucji wynikało z naszego przekonania i myślę, że mówię to samo, co myślą wszyscy uczestnicy dzisiejszego spotkania. Nie dlatego, że wszyscy byliśmy zakochani w tej Konstytucji. Ja nie byłem szczęśliwy wtedy, kiedy ta Konstytucja została uchwalona, ale nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby z tego powodu kwestionować zasady w niej ustalone, nawet jeśli były niewygodne. Już nie mówiąc o niektórych werdyktach Trybunału Konstytucyjnego, które czasami uważałem za rażąco, na przykład niesprawiedliwe. Dzisiaj dyskutowaliśmy długo o kwestii kwotowej, czy procentowej waloryzacji rent i emerytur. Ta historia wróciła sprzed wielu lat. Gruntowie nie zgadzałem się z interpretacją Trybunału Konstytucyjnego, ale nawet by mi do głowy nie przyszło, żeby ją kwestionować. Wszystko się zmieniło. Te osiem lat naprawdę zdewastowało system i to w sposób nawet nie czarno-biały, bo my toniemy wszyscy w szarościach, w tych właśnie luzach interpretacyjnych. Każdy ma w jakimś sensie pełne prawo i pełną rację, kiedy wypowiada sprzeczne z opiniami innych własne opinie na temat tego, co należy zrobić, a co nie. Państwo się domyślacie, że oczywiście mówię o osobistym dyskomforcie związanym ze sprawami kontrasygnat. To ostatnia sprawa, ale ona nie jest jedyna, zdecydowanie nie jedyna. W sensie praktycznym, o wiele większy problem mam w jaki sposób, nie wdziewając szat rewolucjonisty, jak prowadzić politykę zagraniczną, mając na głowie tę nieszczęsną ustawę kompetencyjną, która de facto zmieniła, której intencją była zmiana ustroju przez przeniesienie ciężaru decyzji personalnych do Pałasu Prezydenckiego. Ja mam każdego dnia ten dylemat i byłym najszczęśliwszym pewnie premierem w Europie, gdyby to i następne spotkania dały możliwość wiążącej mnie, wiążącej, a więc w jakimś sensie krępującej, interpretacji tych wszystkich dzisiaj wątpliwych przepisów lub luk w przepisach. Wydaje mi się, że jak wspomniałem nie jestem prawnikiem, jestem historykiem z wykształcenia i wiem z historii, że zawsze, ale szczególnie w takich sytuacjach jak ta, kiedy de facto obalono rządy konstytucji. Jeśli chcemy przywracać ład konstytucyjny, jeśli chcemy przywracać te fundamenty liberalnej demokracji, to napotykamy się każdego dnia, ja się napotykam każdego dnia na sytuację, w której dysponuję narzędziami, które nie dają mi możliwości naprawy rzeczywistości. Mówię o narzędziach prawnych. Przygotowanych przez poprzedników, których intencją było zniszczenie tego ładu, działanie, wzmacnianie czy zbudowanie. Więc jako historyk moim zdaniem mogę chyba śmiało zaryzykować tezę, że mamy dzisiaj potrzebę działania w tych kategoriach demokracji walczącej. To znaczy pewnie jeszcze nie raz popełnimy błędy albo popełnimy czyny, które według niektórych autorytetów prawnych będą niezgodne albo nie do końca zgodne z zapisami prawa, ale nas nic nie zwalnia z obowiązku działania każdego dnia. Muszę podejmować decyzje, które można bardzo łatwo krytykować i podważać od strony prawnej. Ale bez tych decyzji to właściwie w ogóle nie byłoby sensu, żebym podjął się odpowiedzialności prowadzenia prac, pracy rządu. Więc nie sądzę, żeby wyjściem z tej sytuacji było sformułowanie jakichś propozycji prawnych, legislacyjnych, kiedy scena jest ciągle zaludniona politycznymi aktorami, dla których zapisy nawet te najwyższej rangi nie mają znaczenia, dla których wola polityczna, że użyję klasyka jest zdecydowanie ważniejsza od zapisów ładu prawnego czy zapisów konstytucyjnych. Jak wyjść z tej sytuacji? Na ostatniej naradzie z prawnikami użyłem nie do końca fortunnego porównania historycznego. Kiedy odbudowywano demokrację na przykład w Niemczech po II wojnie światowej, to to nie zapisy by gwarantowały, to tylko obecność armii amerykańskiej w Niemczech. Nie chciałbym, żebyśmy my w Polsce znaleźli się kiedykolwiek w takiej sytuacji, że siła zewnętrzna jest niezbędna, żeby gwarantować nasz ład konstytucyjny. Byłaby to tragedia. Ale musimy w sobie odnaleźć w związku z tym siłę, nie mając prawnych narzędzi, w sobie siłę i determinację. W końcu w przypadku władzy wykonawczej za to nam płacą, żeby podejmować ryzyka i podejmować które będą czasami także przez Państwa kwestionowane. Znaczy ja tak czy inaczej dalej takie decyzje będę podejmował z pełną świadomością ryzyka, że nie wszystkie będą odpowiadały kryterium pełnej praworządności z punktu widzenia na przykład porystów w dobrym tego słowo znaczeniu. Powiedziałem to ambasadorom i mogę to przed Państwem powtórzyć i to nie jest slogan. Naprawdę ja czuję się każdego dnia w sytuacji, w której główną przesłanką musi być zachowanie przyzwoite, bo w polityce przyzwoitość też ma znaczenie. Chciałbym zachowywać się przede wszystkim zgodnie z prawem, ale bardzo często stoję przed dylematem co robić, skoro nie mam narzędzi prawnych, żeby zachować się przyzwoicie, podejmować decyzje, a one będą zawsze gdzieś w jakimś prawnym nawiasie albo próżni. No ale to jest mój, tego zadania się podjąłem, w związku z tym nawet nie proszę o zrozumienie, tylko zamieniam się w słuch. Dziękuję bardzo Panie Premierze.