Michał Kołodziejczak ostrzega: rejestracja kur zagraża suwerenności
Michał Kołodziejczak mówił o planach rejestracji przydomowych kur i krytykował te regulacje jako element ograniczania suwerenności żywnościowej. Twierdził, że przepisy faworyzują duże firmy, niszczą gospodarstwa rodzinne i że rząd cofnął część propozycji dopiero po naciskach społecznych, kiedy minister wycofał przepisy.
Michał Kołodziejczak wskazał, że rejestracja przydomowych kur była przykładem szerszego procesu odbierania suwerenności żywnościowej poprzez przepisy ograniczające produkcję żywności.
Zwrócił uwagę, że początkowo rząd nie przeciwstawił się presji zewnętrznej instytucji, która miała narzucić obowiązek zgłaszania każdej kury. Po fali medialnej i nacisku środowisk rolniczych rząd wycofał część propozycji, a minister cofnął przepisy.
Kołodziejczak opisał mechanizmy, które jego zdaniem doprowadziły do likwidacji małych ubojni i masarni, wzrostu biurokracji wokół hodowli i spadku liczby gospodarstw hodujących świnie — z 300 tysięcy w 2012 roku do 245 tysięcy w 2015, do około 56 tysięcy w 2022 roku, a obecnie poniżej 50 tysięcy. Podkreślił, że połowa produkcji zwierzęcej skoncentrowana jest w około 4% gospodarstw, co sprzyja przejmowaniu rynku przez duże podmioty.
Mówił, że przepisy tworzone przez duże firmy mają na celu przejęcie rynku i likwidację alternatywnej produkcji, co prowadzi do wyższych cen jaj i mięsa oraz mniejszej odporności na kryzysy. Zwrócił też uwagę, że przydomowe kury i domowa produkcja daje elastyczność w sytuacjach kryzysowych, a dyskusje o przekazywaniu odpadów do biogazowni nie zastąpią lokalnych źródeł żywności.
Najważniejsze ustalenia
Michał Kołodziejczak wskazał, że rejestracja przydomowych kur była przykładem szerszego procesu odbierania suwerenności żywnościowej poprzez przepisy ograniczające produkcję żywności.
Rejestracja przydomowych kur
Zwrócił uwagę, że początkowo rząd nie przeciwstawił się presji zewnętrznej instytucji, która miała narzucić obowiązek zgłaszania każdej kury. Po fali medialnej i nacisku środowisk rolniczych rząd wycofał część propozycji, a minister cofnął przepisy.
Proces niszczenia małych gospodarstw
Kołodziejczak opisał mechanizmy, które jego zdaniem doprowadziły do likwidacji małych ubojni i masarni, wzrostu biurokracji wokół hodowli i spadku liczby gospodarstw hodujących świnie — z 300 tysięcy w 2012 roku do 245 tysięcy w 2015, do około 56 tysięcy w 2022 roku, a obecnie poniżej 50 tysięcy. Podkreślił, że połowa produkcji zwierzęcej skoncentrowana jest w około 4% gospodarstw, co sprzyja przejmowaniu rynku przez duże podmioty.
Konsekwencje dla bezpieczeństwa żywnościowego
Mówił, że przepisy tworzone przez duże firmy mają na celu przejęcie rynku i likwidację alternatywnej produkcji, co prowadzi do wyższych cen jaj i mięsa oraz mniejszej odporności na kryzysy. Zwrócił też uwagę, że przydomowe kury i domowa produkcja daje elastyczność w sytuacjach kryzysowych, a dyskusje o przekazywaniu odpadów do biogazowni nie zastąpią lokalnych źródeł żywności.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Michał Kołodziejczak ostro o Konfederacji: 'Nie jesteście patriotami'
Michał Kołodziejczak: Zwolnili go i nie dali wypłaty - dramat pracownika
Michał Kołodziejczak: Oni potrafią sami myśleć?
Michał Kołodziejczak: Minister bezradny wobec importu zboża
Michał Kołodziejczak o cenach żywności i krytyce rządu
Michał Kołodziejczak krytykuje ceny żywności i wzywa do zmiany
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Robert Obaz
Robert Obaz wzywa do budowy drogi i przedłużenia S3
Fryderyk Kapinos
Fryderyk Kapinos alarmuje o przejęciu kontroli nad lasami
Teresa Pamuła
Teresa Pamuła ostrzega przed przejęciem leśnictwa przez KE
Piotr Müller
Piotr Müller mówi „Dzień dobry” kilkakrotnie
Aleksander Mrówczyński
Aleksander Mrówczyński o zaślubinach Polski z morzem (Puck 1920)
Anna Dąbrowska-Banaszek
Anna Dąbrowska-Banaszek wspomina Leona Kunickiego
Transkrypcja
Dzień dobry. Proszę Państwa, na samym początku dajcie znać, czy wszystko dobrze słychać. Jeżeli już są osoby, które oglądają tę relację, to powiedzcie, czy jest głos, jest dźwięk. Napiszcie w komentarzu. Ja wtedy będę już doskonale wiedział, że możemy zaczynać. Więc są pierwsi, piszcie, czy jest z dźwiękiem, z obrazem, wszystko w porządku. Jest takie stare powiedzenie, taka stara mądrość, że jeżeli chcesz mieć kontrolę nad danym krajem, to odbierz mu po pierwsze produkcję żywności, a po drugie produkcję energii. I to, co obserwujemy w Polsce, to o czym mówi Agrounia, to o czym mówię ja, to właśnie głównie ten temat odbierania suwerenności żywnościowej, produkcji żywności poprzez niszczenie gospodarstw rodzinnych, które były, są i powinny być fundamentem nie tylko całej gospodarki Polski, ale tak naprawdę fundamentem tej części Europy. I zobaczcie na to, co działo się w tym tygodniu, jeżeli chodzi o rejestrację takich przydomowych kurczaków. Rząd Prawa i Sprawiedliwości nie postawił się od razu Unii Europejskiej, która chce narzucić i narzuciła takie prawo, aby każda kura, która jest hodowana, która chodzi po podwórku, musiała być zgłaszana i rejestrowana w odpowiednim urzędzie. To dopiero odpowiednia burza medialna, nacisk środowisk rolniczych z wielu stron spowodował, że PiS wycofał się z tego i minister niczym dotknięciem czarodziejskiej różdżki cofnął te przepisy i ludzie nadal będą mogli hodować te kury. Niektórzy mówią, że to było duże uderzenie w rolników, którzy nie mogą i nie będą mogli mieć kur na swoim podwórku. Tak to wygląda na pierwszy rzut oka, ale tak naprawdę jest to całkiem mocniej rozbudowany proces, który ja widzę i obserwuję w rolnictwie, w produkcji żywności od dłuższego czasu. Ktoś myśli, że takie przepisy to wymyślił jakiś tam eurokrata czy ktoś tam inny, żebyśmy nie mogli mieć kur. Guzik prawda. To są przepisy tworzone przez wielkie firmy, które mają miliony kurczaków, które mają ogromną produkcję jaj, które mają ogromną produkcję drobiu i chcą całkowicie przejąć rynek. Wydaje się, że taka przydomowa kura to bezpieczeństwo żywnościowe tylko dla jednego domu, ale w momencie jakiegoś kryzysu, wysokich cen zawsze można szybko zwiększyć tą produkcję, dać sąsiadom, dać komuś innemu, przekazać i w taki sposób buduje się bezpieczeństwo. Ale ktoś może myśleć, że też żywność niszczy się w Polsce poprzez złe ceny. Ale przede wszystkim produkcję żywności niszczy się w Polsce inaczej. Poprzez wprowadzanie bardzo złych i negatywnych przepisów. Przepisów, które powodują, że tej żywności my nie możemy w normalny sposób produkować. I takie kury, które są po prostu czymś normalnym i chodzą po naszych podwórkach, to jest obraz, który pamiętamy od zawsze. I spójrzcie, jaja coraz droższe, mięso w sklepie coraz droższe, bo narzucanie wysokich marsz, więc trzeba coś zrobić, żeby zlikwidować alternatywę produkcji tego. I ktoś powie, ok, to tam sobie ktoś wymyśla. Tylko spójrzcie, co stało się w Polsce z hodowlą zwierząt, jakimi są świnie. Zaczęto je wykańczać w bardzo różny sposób. I niektórzy mówią, że przyczyną upadku polskiej hodowli były ceny. Nic bardziej mylnego. Z ceną, z opłacalnością zawsze Polacy sobie w jakiś sposób poradzili. Przetrwali trudny czas, gdzieś dorobili indziej, dołożyli, kryzys przetrwali i produkcja trwała. Jeszcze w 2012 roku w Polsce było 300 tysięcy gospodarstw, które hodowały świnie. Które po prostu budowały bezpieczeństwo żywnościowe, jeżeli chodzi o dostęp właśnie do wieprzowiny. W momencie, kiedy rząd PiSu objął rządy, to był rok 2015, tych gospodarstw mieliśmy 245 tysięcy. A dziś, po 7 latach rządów PiSu, mamy tych gospodarstw, mieliśmy w 2022 roku 56 tysięcy. Zobaczcie, to jest 5 razy mniej niż 7 lat temu i 6 razy mniej niż 10 lat temu. A dziś, już możemy jasno powiedzieć, że tych gospodarstw hodujących świnie mamy, uwaga ile? Poniżej 50 tysięcy. I ktoś powie, że nie opłacało się produkować. Wcale nie. Kiedy do Polski zaczęły wchodzić korporacje, to zaczęto walczyć z gospodarstwami nie ceną, nie jakością, nie nawet dostępem do rynku. Zaczęto walczyć przepisami. Pierwsze przepisy uderzyły w małe, które były na wioskach, masarnie, ubojnie. Czyli tam, gdzie była możliwość skupowania tych zwierząt. Tam, gdzie mali rolnicy sprzedawali swoje świnie. No i niestety, co stało się później? Te przepisy spowodowały, że małe ubojnie, małe masarnie zostały zlikwidowane. Czyli mali rolnicy nie mieli gdzie sprzedawać, bo mała masarnia miała mieć dodatkowe pomieszczenie, bo mała masarnia miała mieć miejsce, gdzie przychodzi pracownik i się przebiera. Miała mieć stołówkę, miała mieć odpowiednie wszystkie jakieś chore przepisy, które powodowały, że ta produkcja stawała się nieopłacalna. No i w taki sposób zaczęto je niszczyć. Później wymyślono przepisy, że rolnik, który ma świnie, ma w ogóle wprowadzać nie wiadomo jaką rejestrację tych zwierząt, robić z nimi więcej biurokracji niż samymi mieszkańcami swojego domu. I to spowodowało, że kiedy ktoś miał kilka zwierząt, to po prostu się to nie opłacało. Do czego to wszystko doprowadziło? To doprowadziło do tego, że dziś, kiedy mamy w Polsce produkcję zwierzęcą już bardzo mocno ograniczoną, to jej połowa skoncentrowana jest w 4% gospodarstw, czy wręcz firm, które hodują świnie. No i tak to niestety wygląda. 4% gospodarstw, czyli 2 tysiące gospodarstw hodowli ma w produkcji połowę, uwaga, połowę całej produkcji zwierzęcej. No i to jest niestety bardzo duży problem nasz, bo korporacje widzą, że mogą sobie to wszystko przejmować, ograniczać, robią co mogą, mają wpływ, że też dostęp do tych produktów jest głęboko ograniczony. Ale bardzo dużo mówi się też w ostatnim czasie o tym, żeby wprowadzać gospodarstwa ekologiczne, żeby wszystkie odpady dawać do biogazowni, żeby to, co nam odpada w produkcji gospodarstw, naszych domowych, dobrze zagospodarowywać. I zobaczcie, często takie kury, ta kura, którą miałem przed chwilą na rękach, one żywiły się i żywią jakimiś odpadkami, czymś co zostanie. To jest żywność, która jest przekazywana dla nich poza paszą, poza ziarnem, poza zbożem, właśnie odpadki, których w każdym gospodarstwie domowym jest sporo. I walka z takim, z taką małą hodowlą, to jest też walka z zagospodarowywaniem takich organicznych odpadów, normalnych odpadów, które te zwierzęta zjadały. No i niestety tak to wygląda. Będzie to prowadziło w konsekwencji do tego, że my będziemy uzależnieni, jeżeli chodzi o żywność, o zakup żywności od wielkich firm, od wielkich fabryk, tylko i wyłącznie od sklepów, które będą nam sprzedawały jaja, drób, mięso, wieprzowinę, schab, cokolwiek, cokolwiek tylko możemy zjeść, a nas wykończą nie ceną, nawet, tak jak mówię, nieopłacalnością, tylko przepisami, które spowodują, że nasza produkcja będzie po prostu niemożliwa. Bo żeby dziś hodować świnie, musisz spełnić szereg przepisów. Tak samo robi się w Polsce, jeżeli chodzi chociażby o produkcję ziemniaków. Jesteśmy jedynym krajem, który nie może w wolny sposób eksportować ziemniaków do innych państw Unii Europejskiej. Tak ogranicza nam się rynek i tak niszczy się alternatywy rynkowe. Jeżeli firmy w kraju powiedzą, my nie chcemy kupować, to my w takiej sytuacji nie możemy powiedzieć, że sprzedamy do Niemiec, do Francji, bo musisz spełnić szereg chorych przepisów, których nie musi spełnić niemiecki producent ziemniaków, francuski, austriacki czy hiszpański. Ale my musimy to zrobić i to powoduje, że ta produkcja żywności, jeżeli chodzi o ziemniaki w Polsce, też bardzo mocno się zmniejsza. I też tak przechodząc do puenty, mnie tak, ja czekałem z komentarzem, czekałem z tym komentarzem na temat rejestracji kur, co powie cała klasa polityczna, która nagle od Lewicy po Konfederację, przez wszystkie partie polityczne stała się najmądrzejsza, jeżeli chodzi o produkcję drobiu, o polskie rolnictwo, znów są naszymi obrońcami. Nic bardziej mylnego. Gdyby ci ludzie wiedzieli chociażby, z czym spotykają się na co dzień gospodarstwa rolne, to dziś nie powodowałoby to u nich aż tak dużego oburzenia, bo niestety te przepisy według mnie nie są wymysłem polityków, obrońców klimatu, czy jeszcze kogoś tam innego. To jest po prostu wymysł wielkich firm, które chcą przejąć produkcję i chcą nam dyktować bardzo wysokie ceny. I kiedy ja pięć lat temu rozpoczynałem działalność tą społeczną, polityczną, wiele razy mówiłem naszym działaczom na spotkaniach, sympatykom, ludziom, którzy przychodzili z różnych stron i z miast i z wiosek, że naszym wrogiem nie będzie opłacalność, naszym wrogiem nie będzie cena, naszym wrogiem będą przepisy, które będą skutecznie ograniczały naszą produkcję i dlatego agrounia jest tak bardzo potrzebna w Sejmie, dlatego agrounia jest tak bardzo potrzebna w każdej wiosce, dlatego agrounia jest tak bardzo potrzebna w miastach, bo mylą się ci, którzy mówią, że przepisy o rejestracji kurczaków uderzą w rolników. One uderzą w całą gospodarkę, w nas wszystkich i pokażą korporacjom, że mogą być silne. Tak stało się w momencie, kiedy do Polski wchodziły firmy produkujące mięso, czyli dziś one odpowiadają za po pierwsze produkcję pasz, hodowlę zwierząt, produkcję szynki i wędliny. Przejęły cały łańcuch produkcyjny, używając przepisów do tego, że dziś człowiek, który ma mieć świnie, ma mieć dla tych świni lepsze warunki niż dla własnej rodziny, ma prowadzić skomplikowaną biurokrację, która powoduje, że to się nie opłaca. Małych ubojni też nie opłaca się produkować, też mieć, bo przepisy są naszą wielką przeszkodą. To samo robi się dziś z kurczakami, to samo robi się dziś z warzywami. A jeszcze na koniec dodam, niektórzy mówią, że to tylko produkcja zwierzęca. Zdziwilibyście się. Dziś, chcąc uprawiać w niektórych krajach już najlepsze odmiany warzyw, czyli najbardziej plenne, te, które są w trudnych warunkach uprawiane, tak jak dziś widzicie klimat, to te odmiany są już własnością firm, które sprzedają to wszystko później w sklepach. Czyli, jeżeli ja jestem rolnikiem i chcę sprzedać danej firmie swoją kapustę, to oni najpierw mi mówią, to ty ode mnie kup albo nasiona, albo rozsadę, bo ja jestem autoryzowanym i jedynym dystrybutorem tych sadzonek w danym kraju, czy w danym regionie i tylko wtedy będziesz mógł to uprawiać. Inaczej będziesz mógł uprawiać odmiany, które nie są przeze mnie oczekiwane, jeżeli chodzi o zakup, czyli ja nie kupię od ciebie. Tak, świat wielkich gospodarek, korporacyjny, świat monopolistyczny zaczyna przejmować produkcję żywności u nas. Dlatego te kurczaki, ta rejestracja kur, bardzo dobrze, że została wycofana, bardzo dobrze, że był nacisk szeroki i środowiska rolniczego i politycznego, które się wybudziło, ale ja dziś jestem przekonany, że to nie koniec. I trzeba być czujnym, trzeba sprawdzać, patrzeć co będzie dalej się działo i bronić polskiej produkcji żywności, bo to jest równoznaczne z polską suwerennością, z polskim bezpieczeństwem.