Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Sebastian Kaleta ostrzega przed ustawą o SN i utratą suwerenności

Sebastian Kaleta ostrzega przed ustawą o SN i utratą suwerenności

Sebastian Kaleta skrytykował projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, wskazując, że procedura i treść aktu przyznają kompetencje Unii Europejskiej. Stwierdził, że ustawa jest precedensowa, wynika z szantażu kamieni milowych i zagraża suwerenności oraz praworządności.

Ocena procedury i kompetencji


- Według Sebastiana Kalety tryb procedowania ustawy w praktyce przyznaje kompetencje w sprawie sądownictwa po stronie Unii Europejskiej, co stoi w sprzeczności z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z lipca ubiegłego roku. Podkreślił, że projekt wypełnia wymogi prawa europejskiego i w tej procedurze urzędnicy Komisji Europejskiej poznają treść rozstrzygnięć jako pierwsi.

Kamienie milowe i Krajowy Plan Odbudowy


- Kaleta zwrócił uwagę, że kamień milowy będący podstawą ustawy nie był przyjmowany przez Radę Ministrów, lecz stanowił jednostronne zobowiązanie w negocjacjach związanych z Krajowym Planem Odbudowy. W jego ocenie ten element sprawia, że ustawa wynika z zewnętrznych nacisków, a nie z wewnętrznej decyzji rządu.

Skutki dla ustroju i sądownictwa


- Poseł ocenił, że ustawa uderza w podstawy ustrojowe państwa, w prerogatywy prezydenckie, trwałość stosunków prawnych oraz pewność prawa. Zaznaczył, że proponowane przepisy pozwalają na sytuacje, w których sędziowie będą mogli samodzielnie podważać status innych sędziów i moc prawną wyroków, co zdaniem mówcy zagraża praworządności.

Polityczne konsekwencje i perspektywy


- Sebastian Kaleta określił proces jako efekt wieloletnich szantaży i ostrzegł, że po takim rozwiązaniu mogą nastąpić kolejne naciski ze strony instytucji europejskich. Krytykował opozycję za – jak mówił – bagatelizowanie tego mechanizmu i przypomniał o wypowiedziach innych ministrów oraz głosach z zagranicy jako dowodach, że proces może się nie zakończyć na tej ustawie.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Pan Minister Sebastian Kaleta, Ministerstwo Sprawiedliwości. Dziękuję Panie Przewodniczący. Wysoka Komisja, jest to niezwykle ważna ustawa. Ważna z różnych powodów. Na tej sali w polskim Sejmie ścierają się różne poglądy na temat kształtu poszczególnych ustaw, poglądów na temat kierunku rozwoju naszego kraju. Jednak ta sprawa w wielu wymiarach ma charakter historyczny oraz symboliczny. Przede wszystkim na początek chciałbym zaznaczyć, że w naszym parlamencie podstawowy spór dotyczy tego, w jaki sposób patrzymy na nasze państwo, na pozycję naszego państwa w Unii Europejskiej, na naszą suwerenność. I w tej sprawie postawa, którą prezentuje obóz Zjednoczonej Prawicy, jest jedną postawą, a postawa, którą prezentuje opozycja, jest postawą skrajnie odmienną. Jednakże w przypadku tej ustawy, szanując dobrą wiarę też pana ministra Szynkowskiego w przedstawieniu tej ustawy, to niestety, ale ta ustawa ma charakter precydensowy w wielu obszarach, nie tylko polskiego sądownictwa. Otóż ta ustawa i tryb jej procedowany, bo procedujemy przecież w trybie prawa europejskiego, wprost już ta ustawa pokazuje, że to, o czym mówiliśmy od dłuższego czasu, czy Unia Europejska ma kompetencje w sprawie sądownictwa, czy nie ma, tryb procedowania tej ustawy jest przyznaniem przez polski parlament, że bez zmiany traktatów, bez zmiany stanowiska naszego państwa uznaje Sejm w tej procedurze, że ta kompetencja jest po stronie Unii Europejskiej. Oczywiście to przeczy wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z lipca zeszłego roku i szeregu kolejnych. I to już samo w sobie powinno budzić pewną refleksję. Pan minister Szynkowski wspomniał o kamieniach milowych, że ta ustawa jest wypełnieniem kamieni milowych decyzji dotyczących Krajowego Planu Odbudowy. Chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że treść tego kamienia nie była, ten projekt tej decyzji nie był decyzją całego rządu. Mianowicie w projekcie Krajowego Planu Odbudowy kamień milowy, który jest podstawą tej ustawy, nie był przyjmowany przez Radę Ministrów. Było to jednostronnie zczynnięte zobowiązanie w ramach negocjacji. Zatem rząd tego kamienia milowego w treści, tej, którą jest podstawą tej ustawy, nie przyjmował. Przepisów tego, jakie są proponowane w tej ustawie, nie ma w żadnym państwie Unii Europejskiej. Myślę, że nie ma w żadnym państwie na świecie. O tym, jaki jest charakter tych przepisów, powiem później. Niemniej procedujemy ustawę, której treść dotyczącą ustroju naszego państwa, w pierwszej kolejności treść tej ustawy i założenia poznają urzędnicy Komisji Europejskiej, a polski parlament, również rząd, poznają treść tych rozstrzygnięć na końcu. Co też powinno budzić refleksję nas, jako też parlamentarzystów. Ta ustawa i kamienie milowe to jest owoc wieloletnich szantaży, które z uwagi właśnie na to podejście polskiej opozycji w parlamencie są dzisiaj realizowane przez Unię Europejską wobec naszego państwa. Niezależnie co myślimy w polskim parlamencie o kształcie reform sądownictwa, bo w tym obszarze panuje spór, to jednak podstawowe sprawy naszego ustroju winniśmy rozstrzygać samodzielnie, a Polacy powinni poprzez wybory do parlamentu, wybory prezydenckie wybierać takie programy, które uznają za prawidłowe również w zakresie uchwalenia tego typu ustaw. Jest dzisiaj inaczej. Ustawa, która jest procedowana, nie jest wyrazem woli, tylko jest wyrazem szantażu, który stosuje wobec Polski Unii Europejskiej. Opozycja oczywiście tutaj będzie to bagatelizowała, bo ona o ten szantaż prosiła, błagała w Brukseli. Wasi przedstawiciele w parlamencie europejskim wyobłagali długo listy kilkudziesięciu rezolucji, czym poniewieracie wizerunek naszego państwa na arenie międzynarodowej. Niemniej swój cel osiągnęliście, osiągnęliście, bo ta ustawa rzeczywiście jest procedowana i wiele wskazuje, że większość parlamentarną jest w stanie uzyskać. Jeśli ktoś myśli, że tego typu szantaże to jest jednostkowy przypadek, niestety jest w błędzie. Z tego powodu, że za tym szantażem przyjdą kolejne. Zresztą nawet wypowiedź pana ministra, że to jest baza do wypełnienia kamieniemilowych, wypowiedź pana Reindersa o tym, że to jest krok, nie wskazują, że pewien proces, w którym się znajdujemy, będzie poprzez tę ustawę zamknięty. Wręcz odwrotnie. Należy spodziewać się kolejnych szantaży w tym obszarze. Stało się tak z tego powodu, że w pierwszej kolejności w dobrej wierze zawetowano ustawy sądowe w 2017 roku, by szukać kompromisu również ze środowiskiem sędziowskim, środowiskiem sędziowskim, które dzisiaj jest źródłem anarchii w naszym państwie, część tego środowiska. Natomiast w dalszej kolejności podjęto rozmowy z Unią Europejską i kolejne kompromisy co kilka miesięcy w polskim parlamencie są przewożone i efekt jest taki, że z każdym kolejnym kompromisem Polska musi swojej suwerenności oddawać coraz więcej. To są mechanizmy szantażu, które nie są bliskie demokracji. To jest bliżej takim bardziej gangsterskim chwytom, a nie funkcjonowaniu demokratycznych państw. Ale Komisja Europejska nie tylko wobec Polski w przyszłości sobie na to pozwalała, czy takie państwo jak Niemcy. Dzisiaj jesteśmy w momencie chęci sfederalizowania Unii Europejskiej i Polska jest na tym planie niemieckim bardzo poważną przeszkodą i właśnie ten szantaż również służy temu, żeby ten cel osiągnąć. Ta ustawa uderza w podstawy ustrojowe naszego państwa. Uderza w stabilność prawa, uderza w prerogatywy prezydenckie, uderza w trwałość stosunków prawnych, uderza w pewność prawa, uderza w praworządność, uderza w demokrację. Mianowicie ta ustawa pozwala na to, żeby sędziowie mogli na każdym kroku bezkarnie decydować o tym, kto jest sędzią, a kto nie jest sędzią. Już nie decyzja, nominacja, ślubowanie przed panem prezydentem mają decydować o tym, kto jest sędzią i czy wyroki wydawane przez tych sędziów mają moc prawną, tylko decydować będą poszczególni sędziowie. Co istotne, sędzia sądu rejonowego w każdym miejscu w Polsce może podważyć status nie tylko sędziego Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego. Również może podważyć ustawę, stwierdzając, że Sejm nie jest należycie umocowany. Jest to wstęp i zaproszenie do anarchii. Pozwolę sobie dowieść tej tezy na konkretach. Z tego powodu, że powinniśmy się konkretami posługiwać, jeśli mówimy o tak istotnych, fundamentalnych dla przyszłości naszego państwa sprawach rozmawiać. Jeśli chcemy uniknąć sytuacji, w której za kilka miesięcy będziemy musieli ponownie się spotykać na tej komisji, by rozstrzygać, dlaczego jest chaos w polskim sądownictwie, w polskim państwie. Mianowicie w pierwszej kolejności, zresztą co podkreślił pan minister, ta ustawa wprowadza nieznany polskiemu porządku prawnym test z urzędu. Test urzędu sędziego. Tutaj zmiana w artykule pierwszym, punkt drugi, który ma zmieniać artykuł 29, paragraf piąty. Wstęp do tego przepisu ma brzmieć w uzupełnieniu możliwości badania przez Sąd Najwyższy z urzędu, co oznacza, że cała ta dyskusja o testach, którą prowadzimy od roku w polskim parlamencie, jest dyskusją pozorną, błahą. Z tego powodu, że jeśli ta ustawa wejdzie w życie, to wszystkie te dyskusje o tym, jak test złożyć, jak on jest rozpatrywany, to spada na dalsze tło. Z tego powodu, że inicjatywa do złożenia wniosku o test staje się wtórna dla możliwości działania przez Sąd z Urzędu. Ktoś może powiedzieć, że zawsze Sąd z Urzędu sprawdza, jak jest sformułowany skład sądu, czy wszystkie warunki formalne do wydania orzeczenia zostały prawidłowo spełnione. To się w postępowaniu odwoławczym nazywa bezwzględne przyczyny odwoławcze. Jeśli takie bezwzględne przyczyny zaistnieją, wówczas skład sądu rozpoznający środek zaskarżenia z Urzędu bierze pod uwagę te okoliczności, nawet jeśli strona nie podniosła tego w środku zaskarżenia i ocenia. To była próba od kilkunastu miesięcy. Część sędziów próbuje na podstawie tych przesłanek testować sędziów z Urzędu. W ten sposób, że stwierdzają sobie sędziowie, biorąc na biurko apelację, zażalenie, patrzą, ten sędzia został powołany w tym i w tym roku, to nie jest sędzia, niezależnie od tego, czy wyrok jest dobrze wydany, prawidłowo przeprowadzona sprawa, jest to orzeczenie uchylane. I ten przepis, dotychczas to praktyka była niezgodna z prawem i sędziowie, którzy takie działania podejmowali, mieli stawione zarzuty dyscyplinarne, byli zawieszani. I to było bardzo dobre decyzje, ponieważ tego rodzaju rozstrzygnięcia godziłów w porządek prawny Rzeczypospolitej, ten przepis w pierwszej kolejności legalizuje. Bo taką interpretację przyjmą sądy, ponieważ takie orzeczenia są już i w Sądzie Najwyższym, i w sądach apelacyjnych przede wszystkim. Więc ten problem jest legalizowany. Druga kwestia, która wskazuje na to, że ten test z Urzędu będzie miał niebagatelny wpływ na status sędziego, ale co jest istotne, większy jeszcze wpływ nawet na orzeczenia przez grupę niemal 3 tysięcy sędziów i asesorów. Ponieważ jako, że ten test usuwa z dotychczasowych przepisów kwestie dowodowe, kwestie indywidualnego charakteru w związku ze sprawą w zakresie dowodowym, on pozwala badać te przesłanki abstrakcyjnie z tego powodu, że przepis dotyczący testu wprowadza odwołanie do pojęcia sądu ustanowionego na mocy ustawy. Co jest bardzo ważne, brzmi to oczywiście bardzo przyzwoicie, no przecież każdy sąd powinien być ustanowiony na mocy ustawy, tak? Natomiast nie jest to pojęcie z polskiego porządku prawnego. Jest to pojęcie z porządku prawnego Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, artykułu 6 i karty praw podstawowych. W zakresie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie, że badanie statusu sędziego w oparciu o taką interpretację tego artykułu konwencji, artykułu 6, jaką zaprezentował Europejski Trybunał, jest niezgodne z polską konstytucją, a ustawodawca chce dokładnie te klauzule do ustawy wprowadzić. Jedyną normą interpretacyjną dla sędziów stosujących ten przepis nie będzie polski porządek prawny z tego powodu, że tej frazy w polskiej konstytucji nie ma i jest w innych aktach. Więc to będzie punkt odwołania dla tych sędziów. Co więcej, Polska stała się stroną tak zwanego protokołu brytyjskiego, ale Wielki Brytaniż w Unii Europejskiej nie ma, czyli możemy mówić o protokole polskim. Polski protokół zakłada, że Trybunał Sprawiedliwości nie ma prawa rozszerzania interpretacji Europejskiej Karty Praw Podstawowych na ustawodawstwo krajowe Polski w tym przypadku. My mamy tutaj po prostu wyłączenie. Czyli krótko mówiąc, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie może Polsce czegokolwiek narzucać, jeśli mowa o organizacji sądownictwa, ponieważ te rzuczenia wywodzą się właśnie z interpretacji przez Trybunał Karty Praw Podstawowych. Ta ustawa wprost to pojęcie do ustawy implementuje, można powiedzieć. Natomiast mówiłem o grupie 3000 sędziów i wydanych przez nich wyrokach. Skoro test będzie miał charakter abstrakcyjny. A takie głosy, patrzmy zawsze na tę grupę rebeliantów polskich sądów, grupę kilkudziesięciu sędziów, którzy łamią ustawicznie polską konstytucję, chcąc de facto z naszego ustroju demokratycznego uczynić ustrój sędziokracji, bo jeśli sędziowie mają decydować o wszystkim również o brzmieniu ustaw, no to demokracja parlamentarna staje się fasadową. I właśnie tak niektórzy sędziowie czynią. Jeśli test ma charakter abstrakcyjny, można założyć, i to jest przez niektórych sędziów z tego środowiska anarchistycznego podkreślane, że jeśli taki sędzia testu z urzędu nie zda, czyli jeden sędzia stwierdzi o drugim, że nie jest sędzią, to się przekłada na wszystkie wydane przez tego sędziowego orzeczenia. I nie mówimy tutaj o jednym czy drugim celebrycie medialnym, który udaje pokrzywdzonego jakimś pseudo represyjnym systemem wobec sędziów, tylko mówimy o grupie niemal trzech tysięcy sędziów i asesorów, którzy wydali kilka milionów orzeczeń. Każde orzeczenie wydane przez tych sędziów może być w ten sposób poprzez ten test z urzędu zakwestionowane. To nie mowa, mowa zarówno o bardzo groźnych przestępstwach, mordercach, zbrodniarzach różnego rodzaju, ale także o, można powiedzieć, mniej kontrowersyjnych, ale społecznie doniosłych sprawach, jak chociażby alimenty, sprawy rodzinne innego rodzaju, spory między przedsiębiorcami, mniejsze, większe, spadki. Pewne sprawy, które sądy rozstrzygają i nie budzą tego kontekstu politycznego. Natomiast test abstrakcyjny z urzędu powoduje, że można zakwestionować orzeczenie takiego sędziego poza tym testem z urzędu. Dlaczego? Ponieważ projekt proponuje, żeby skreślić artykuł 5.5, paragraf 5. I, ja zacytuję brzmienie tego przepisu, które obowiązuje, które po przyjęciu tej ustawy zostało by usunięte z polskiego porządku prawnego. Okoliczności towarzyszące powołaniu nie mogą stanowić wyłącznie podstawy do podważenia orzeczenia wydanego z udziałem tego sędziego lub kwestionowania jego niezawisłości i bezstronności. Czyli, jeśli jakiś test jest przeprowadzony, zgodnie z dzisiejszym prawem, jeśli jakiś test jest przeprowadzony, to nie może on wpłynąć na inne orzeczenia wydane przez tego sędziego. Ten przepis ma być skreślony. A contrario, co to oznacza? Oznacza to, że dokładnie to, co jest zakazane tym przepisem, jest dopuszczalne. To tworzy spójną całość, po prostu. Powinniśmy w ten sposób patrzeć na te rozwiązania. Kolejnym przepisem, z którego być może część Państwa nie zdaje sobie sprawy z jego skutków, jest przepis dotyczący kontratypów. Czyli tego, jakie działania sędziego, które nawet jeśli narusza prawo, nie podlega sankcji dyscyplinarnej. Czyli nawet usławodawca w niektórych przypadkach stwierdza, że nawet jeśli coś jest naruszeniem prawa, to nie jest z tym naruszeniem prawa związana konsekwencja w postaci sankcji dyscyplinarnych lub karnych. I ten kontratyp w tym projekcie w zakresie ustawy o Sądzie Najwyższym, bo inne wynikowe zmiany w ustawie o sądach powszechnych są o tożsamej treści, wskazuje, że ma być zmieniony artykuł 72, paragraf 6, w punkcie 1 treść orzeczenia sądowego, w tym możliwe naruszenie przepisów artykułu 26, paragraf 3 lub artykułu 29, paragraf 2 i 3 nie może stanowić przewinienia dyscyplinarnego. Co to oznacza? Artykuł 29, paragraf 2 i 3, co w swojej treści zawiera? Mianowicie zawiera przepis, który zakazuje sędziom kwestionowania, umocowania sędziów, sądów, trybunałów, organów konstytucyjnych i innych organów państwa. Co to oznacza? Ta propozycja oznacza, że coś, co jest zakazane, czyli tak jak powiedziałem, jeśli sędzia sądu rejonowego w dowolnym mieście stwierdzi, że dana ustawa nie obowiązuje, bo Sejm jest źle omocowany. Nie obowiązuje w ogóle ustawa. Albo, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego, jakiejkolwiek treści, każdy nie obowiązuje, bo są jakieś zastrzeżenia. Wiemy doskonale, jakie zastrzeżenia ma opozycja, część sędziów z ich środowisk. To oznacza, że takie orzeczenie, takiego sędziego, wprost naruszająca polską konstytucję, wprost, jest chronione. Sędziowie mogą wszystko. Mogą zakwestionować jeden kolega z sądu, drugiego kolega, mogą zakwestionować orzeczenie Sądu Najwyższego, z którym się nie zgadzają. Mogą zakwestionować każdy organ naszego państwa. A Narodowy Bank Polski, i dlaczego nie? I to oznacza ten przepis. W połączeniu z tymi, które przywołałem, jest to jasny cel tych przepisów, których oczekuje Komisja Europejska. Oni oczekują, żeby w Polsce nastąpiła pełna anarchia. A co zrobią potem? Rozłożą ręce, powiedzą, no proszę bardzo, jaki chaos w tej Polsce. Nie ma pewności prawa. Nie ma pewności, że spór, jakikolwiek spór dotyczący środków unijnych będzie rozpatrzony i będzie pewny wynik tej sprawy. No to w takim razie trzeba jeszcze Polsce bardziej dokręcić śrubę. Ja tylko przestrzegam. Taki jest mój również obowiązek. Chciałbym przejść się do... Panie Przewodniczący, Panie Przewodniczący, poruszam, wydaje mi się, szczegółowo, precyzyjnie ważne kwestie bez nadmiernej retoryki. Będzie możliwość po kolejnych jednostkach redakcyjnych. Nie, jeżeli będą... Panie Przewodniczący, odnoszę się do ustawy w całości w debacie ogólnej. Chciałbym... Debata ogólna odbyła się na sali sejmowej i też ministerstwo mogło zabrać głos. Nie zabrało. Panie Przewodniczący, uprzejmie proszę, nie zajmę jeszcze dużo czasu. Nie zajmę jeszcze dużo czasu. Przedstawię jeszcze kilka informacji, które z pewnością Komisja uzna przynajmniej za istotne względem tego, z czym się borykamy, bo decyzję, którą sejmu się podjąć, jest trudna. Ten projekt narusza co najmniej 12 wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Z racji na czas nie będę cytował sygnatur. Jeśli któryś z parlamentarzystów jest zainteresowany, to te sygnatury pokażę. Ale jest 12 orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, które bezpośrednio do problematyki tej ustawy się odnoszą, wydawanych na przestrzeń kilkunastu lat. Ostatnia kwestia, którą chcę poruszyć, jest kwestią związaną z KPO. Ponieważ jest taka dyskusja, czy nawet ryzyka związane z tą ustawą powinny być przyjęte i z tymi ryzykami powinniśmy funkcjonować, ponieważ KPO było to fantastyczny mechanizm. Też wokół tego jest dużo rozbieżności w debacie publicznej. Ja krótko przedstawię Państwu informację, o jakich środkach my mówimy. Mówimy o kwocie 29 miliarda euro z dotacji, tak zwanych, oraz 11,5 miliarda euro pożyczek. Pożyczki wiadomo, pobiera się kapitał, spłaca się. To nie budzi wątpliwości. Natomiast w polskiej debacie publicznej mylnie mówi się o tym, że te bezwzwrotne dotacje w ramach KPO to jest jakaś manna z nieba. Nie jest i tak nie będzie. Oczywiście w pierwszych latach może nam się wydawać, że jest to fantastyczny instrument finansowy. Być może jest to jeden z lepszych dostępnych. I chciałbym Państwu przedstawić, jakie koszty precyzyjnie z decyzji o zasobach własnych Unii Europejskiej Polska poniesie i jakie ma ponieść według Komisji Europejskiej. Bo taka decyzja również Polska czeka. Ponieważ ten projekt jest na razie przed głosowaniem. Ale tutaj Sejm powinien taką informację uzyskać z tego powodu, że wedle mojej informacji dotychczas Ministerstwa Finansów ani Ministerstwa do Spraw Europejskich, ani Ministerstwa Funduszu takiej informacji nie otrzymał, ponieważ Ministerstwo Sprawiedliwości takiej informacji nigdy nie dostało. Zacytuję w pierwszej kolejności Pana Johannesa Hannesa i Hanna, komisarza do spraw budżetu, który przedstawia pakiet finansowy do spłaty KPO w ten sposób. Pakiet pozwala nam utworzyć podwaliny dla spłaty środków udostępnianych w ramach Next Generation EU i zapewnić niezbędne wsparcie dla pakietu gotowi na 55. Dzięki wprowadzeniu finansowania Społecznego Funduszu Klimatycznego. Przy pomocy zestawu nowych zasobów własnych będziemy mogli zadbać więc o to, by kolejne pokolenie rzeczywiście skorzystało z Next Generation EU. Czyli te dotacje muszą być przez Unię spłacane. Przez Unię, w tym przez Polskę. Dzisiaj komponenty, które zostały wprowadzone na potrzeby spłaty KPO są następujące. Podwyższenie składki członkowskiej na potrzebę spłaty odsetek do 2027 roku według danych Ministerstwa Finansów jest to około 100 milionów euro rocznie. Ten koszt już ponosimy. Natomiast od 2028 roku, co też już ta decyzja została podjęta, więc to już jest zobowiązanie Polski do 2058 roku, tylko z tytułu KPO Polska wniesie składkę do Unii Europejskiej w podwyższonej kwocie w zależności od rozwoju PKB, bo to jest zależne od PKB, w kwocie pomiędzy 560 a 650 milionów euro rocznie. Trzeci komponent, który ma spłacać te dotacje, to jest opłata od plastiku. Polska już ją wnosi, wnosi w kwocie pomiędzy 430 milionów a 500 milionów euro rocznie i będzie wnosiła trwale i stale. Co jest istotne, bo w debacie publicznej mylnie się mówi o tym, że wpłaty do budżetu unijnego to są zależne od PKB. Ten instrument, ten podatek od plastiku, podatek od plastiku, Polska w wylicze Ministerstwa Finansów, wkład Polski w zależności od PKB powinien wynosić między 4 a 3 a 5%. Natomiast mechanizm plastiku już z wyliczeń Komisji Europejskiej wynika, że Polska, jeśli jest to pomiędzy 8 a 10% tego całego instrumentu. Więc w tym zakresie Polska wpłaci do Unii między 8 a 10% tego, co cała Unia Europejska uzyska. Więc więcej niż udział naszego PKB w unijnym budżecie. I teraz to wiele ważniejsza sprawa dla dokonania oceny. Nowe propozycje. My mamy płacić za... Polski budżet ma oddawać część z ETS-u, to jest 25% tego, co Polska zarabia na tych certyfikatach. To jest ocena OSR-u do tej ustawy, Panie Pośle. Ja to, Panie Przewodniczący, tylko skończę ten wątek i już nie zabieram więcej głosów. Ale przecież... Ale Panie Przewodniczący, procedujemy w trybie prawa europejskiego. Proszę kontynuować. Proszę kontynuować. W trybie regulaminu Sejmu w zakresie projektów europejskich. Będziemy zmieniać. Mianowicie, Komisja Europejska proponuje Polsce, żeby Polska za KPO płaciła swoją część, którą uzyskuje ZTS-u. Czyli zamiast na transformację energetyczną zależnie na koszty polityki klimatyczne mamy oddawać bezpośrednio pieniądze do budżetu unijnego w kwocie 25%. Jako, że kończy się procedowanie Fit for 55, on przewiduje, że będzie nowy ETS od budynków i transportu. I za komponent ETS w aktualnym kształcie Polska będzie musiała wpłacać do 2026 roku, jeśli to wejdzie w życie, 540 milionów euro rocznie. 750 milionów euro rocznie, kiedy wejdzie ten nowy ETS na budowodnictwo i transport. Natomiast do 2030 roku będą to kwoty zmniejszone. Jest taka ulga dla Polski między innymi, żebyśmy dopiero za kilka lat poczuli takie przyłożenie unijne z tego tytułu, bo te decyzje jak raz zapadną, one już są trwałe. Z tego powodu, że żeby zmienić tę decyzję, wszystkie państwa członkowskie musielibyśmy namówić na to, żeby nam z tego zrezygnowały, ponieważ to jest decyzja podejmowana w trybie jednomyślności. I zgodnie z wyliczeniami banku PKO SA raport z zeszłego roku dotyczący kosztów polityki klimatycznej, od 2031 roku ten wkład Polski tylko tytułu ETS-u wynosiłby 3,6 miliarda euro rocznie. Oczywiście może być więcej, jeśli ta transformacja klimatyczna nie będzie postępowała w tempie zadowalającym dla Komisji Europejskiej. Dodatkowo jeszcze są nowe opłaty, podatek od śladu węglowego. Tutaj szacunki są niskie, według Komisji 20 milionów euro rocznie Polska ma wpłacać. Również są planowane podatki, podatek cyfrowy od transakcji finansowych i podatek korporacyjny. Natomiast treści, propozycji fiskalnych co do tych podatków nie znamy. Wiemy, że tylko jakieś będą propozycje i pewnie one wejdą w życie. I szanowni państwo, żeby spłacić KPO to do 2027 roku składka Polsce podwyższona została o 530 milionów euro rocznie do 2027 roku. Do 2030 roku pomiędzy 1,570 milionów euro do 2 miliardów euro rocznie. Natomiast od 2031 roku 4,63 miliarda euro do 4,84 miliarda euro. To są te wahania związane z PKB. Oznacza to, że do 2058 roku, czyli do momentu, w którym Unia Europejska zaciągnęła ten kredyt, Polska miałaby zapłacić za te dotacje pomiędzy 125 miliardów a 144 miliardów euro. To są kwoty minimalne, ponieważ trzech podatków jeszcze nie znamy, a na pewno coś zapłacimy. Mogą być to duże kwoty. Podałem te dane z tego powodu, że rozmawiamy też o tym, czy nam się to wszystko opłaca. Być może się opłaca, tylko opłaca się poświęcać suwerenność za taki instrument finansowy. Mamy pewne wątpliwości. Dziękuję.