Piotr van der Coghen o uboju rytualnym: wszyscy przegrali
Piotr van der Coghen skomentował debatę o uboju rytualnym i decyzję Sejmu o jego zakazie. Stwierdził, że debata była "koszmarną masakrą", w której nikt nie wygrał, i zaapelował o stawianie priorytetu minimalizacji cierpienia zwierząt.
Piotr van der Coghen ocenił, że debata o uboju rytualnym stała się populistyczną "chucpą", która zamiast ograniczać ból zwierząt skupiła się na zakazie konkretnej procedury. Według niego obrońcy zwierząt dali się wciągnąć w spór, który nie przyniósł realnej poprawy losu zwierząt.
Mówca przypomniał historyczne przesłanki powstania uboju rytualnego jako metody konserwacji mięsa w klimatach gorących oraz omówił zasady szechity - obowiązek użycia bardzo ostrego i długiego noża (halaw), szybkie jedno cięcie powodujące utratę przytomności w mniej niż dwie sekundy oraz zakaz zadawania cierpienia. Zastrzegł jednak, że teoria często rozmija się z praktyką.
Van der Coghen wskazał na masowy chów, nieludzkie metody transportu oraz odhumanizowane procesy w rzeźniach — jak klatki obrotowe czy piły łańcuchowe — które zwiększają przepustowość kosztem dobrostanu zwierząt. Jego zdaniem właściciele rzeźni i modernizacje przemysłu przyczyniły się do utraty rynków tureckich, izraelskich i arabskich o wartości około 1,5 miliarda oraz do utraty miejsc pracy i wpływów podatkowych.
Mówca podkreślił, że przegrali wszyscy — obrońcy zwierząt, właściciele rzeźni, pracownicy, państwo oraz wyznawcy religii praktykujących ubój rytualny, którzy nie przekonali szerszego społeczeństwa do swoich zasad. Zakończył apelem, że podstawowym kryterium prawa w tej sprawie powinno być zmniejszanie cierpienia zwierząt bez względu na formę uboju, gdyż hodowla, transport i zabijanie nie muszą oznaczać eksterminacji pozbawionej humanitaryzmu.
Ocena debaty
Piotr van der Coghen ocenił, że debata o uboju rytualnym stała się populistyczną "chucpą", która zamiast ograniczać ból zwierząt skupiła się na zakazie konkretnej procedury. Według niego obrońcy zwierząt dali się wciągnąć w spór, który nie przyniósł realnej poprawy losu zwierząt.
Zasady i geneza uboju rytualnego
Mówca przypomniał historyczne przesłanki powstania uboju rytualnego jako metody konserwacji mięsa w klimatach gorących oraz omówił zasady szechity - obowiązek użycia bardzo ostrego i długiego noża (halaw), szybkie jedno cięcie powodujące utratę przytomności w mniej niż dwie sekundy oraz zakaz zadawania cierpienia. Zastrzegł jednak, że teoria często rozmija się z praktyką.
Problemy w praktyce i skutki gospodarcze
Van der Coghen wskazał na masowy chów, nieludzkie metody transportu oraz odhumanizowane procesy w rzeźniach — jak klatki obrotowe czy piły łańcuchowe — które zwiększają przepustowość kosztem dobrostanu zwierząt. Jego zdaniem właściciele rzeźni i modernizacje przemysłu przyczyniły się do utraty rynków tureckich, izraelskich i arabskich o wartości około 1,5 miliarda oraz do utraty miejsc pracy i wpływów podatkowych.
Skutki społeczne i apel o minimalizowanie cierpienia
Mówca podkreślił, że przegrali wszyscy — obrońcy zwierząt, właściciele rzeźni, pracownicy, państwo oraz wyznawcy religii praktykujących ubój rytualny, którzy nie przekonali szerszego społeczeństwa do swoich zasad. Zakończył apelem, że podstawowym kryterium prawa w tej sprawie powinno być zmniejszanie cierpienia zwierząt bez względu na formę uboju, gdyż hodowla, transport i zabijanie nie muszą oznaczać eksterminacji pozbawionej humanitaryzmu.
Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.
Inne wystąpienia
Teresa Glenc dziękuje służbom na wschodniej granicy
Sejm: Polska i ASEAN - partnerstwo dla bezpieczeństwa i rozwoju
Teresa Hoppe - oświadczenie z 26 kwietnia 2012 r.
VideoParlament przedstawia program Aktywny Rodzic - trzy opcje wsparcia
Jarosław Szarek kandydatem Kolegium na prezesa IPN
VideoParlament krytykuje CPK: inwestycja szkodliwa dla ludzi
Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →
Krzysztof Lipiec
Krzysztof Lipiec: Krytyka efektywności wydawania środków unijnych
Tomasz Latos
Tomasz Latos o ośrodku i przymusowych środkach leczniczych
Cezary Olejniczak
Cezary Olejniczak krytykuje cięcia w drugim filarze WPR
Maciej Banaszak
Maciej Banaszak krytykuje marnotrawstwo 7 mld zł na szkolenia
Romuald Ajchler
Romuald Ajchler apeluje o fundusz na drogi wiejskie
Beata Szydło
Beata Szydło ostrzega przed bałaganem legislacyjnym w budżecie
Artykuły
Artykuł
Gdyby wybory odbyły się dziś — co mówią dane?
Artykuł
Co prasa pisze o polskiej scenie politycznej: tydzień 19–26 kwietnia 2026
Artykuł
Prognoza wyborów do Sejmu 2027 — co mówią dane?
Artykuł
S. Cenckiewicz podał sie do dymisji
Artykuł
Debata o 500+: rozdawnictwo czy realne wsparcie dla rodzin
Artykuł
Kosiniak-Kamysz: baterie Patriot nie będą przenoszone
Transkrypcja
Panie Marszałku, Wysoka Izbo, ostatnio przetoczyła się przez Polskę debata o uboju rytualnym, zakończona decyzją Sejmu o jego zakazie. Obronicy zwierząt cieszą się, chociaż nie bardzo wiem z czego, bowiem ta cała debata to jakaś koszmarna masakra, w której nikt nie wygrał, a wszyscy są przegrani. I to na własne życzenie. Dlaczego? Bo powszechnym problemem świata jest dzisiaj to, że w XXI wieku przy potężnym rozwoju nauki i techniki ludzie nie wynaleźli sposobu, żeby przeżyć, nie zabijając osobników innych gatunków. Nadal masowo spożywa się zwłoki różnych zabitych zwierząt, używając ponadto elementów ich ciał do produkcji butów, torebek, kleju czy nici chirurgicznych. Cywilizacja człowieka uzależniła się bez reszty od śmierci innych istot i to jest straszne. I to nie forma pozbawienia życia zwierzęcia jest w tym najgorsza. Bowiem zwierzęta już poprzez masowe chów cierpią niesamowite tortury przez całe swoje życie. Potem dochodzi do tego często nieludzka forma transportu do ubojni, a sam akt masowego zabijania świetnie określił Paul McCartney, lider kultowego brytyjskiego zespołu The Beatles, który powiedział, gdyby rzeźnie miały szklane ściany, to każdy z nas byłby dziś wegetarianinem. Skąd się wzięła ta dość makabrycznie wyglądająca forma zabijania znana pod nazwą uboju rytualnego? Czy wynika ona z ludzkiego okrucieństwa? Bynajmniej. Otóż metoda ta jest stosowana od tysięcy lat w krajach upalnych, gdzie nie znano soli ani lodu do zabezpieczania mięsa przed popsuciem. Szybkie spuszczanie krwi z zabijanego zwierzęcia dawało szansę na jego dłuższe przechowanie. Ponieważ tę formę uboju nakazują zarówno judaizm, jak i islam, więc warto wiedzieć, co mówią. Na przykład w judaizmie najważniejszą zasadą w traktowaniu zwierząt jest zakaz okrucieństwa wobec nich. Szechita, czyli ubój zgodny z zasadami judaizmu, jest objęty przepisami zakazującymi zadawania cierpienia. Obowiązkiem rzeźnika, czyli szocheta, jest korzystanie z ostrego jak brzytwa długiego noża, zwanego halaw, który musi być co najmniej dwukrotnie dłuższy od szerokości gardła zwierzęcia. Uboju dokonuje się jednym szybkim cięciem, które powinno powodować natychmiastowy spadek ciśnienia krwi w mózgu zwierzęcia i utratę przytomności w czasie krótszy niż dwie sekundy. Zwierzę nie może być skrępowane ani przewrócone, ma stać spokojnie i nie wyrywać się, a po wykonaniu cięcia upaść samoczynnie. Złamanie tych zasad lub błąd w sztuce dyskwalifikuje mięso jako niekoszerne, dlatego trzechyta wymagana jest dokładność i sumienność. Tyle mówi teoria. Niestety w praktyce wygląda to znacznie gorzej. W kwestii każdego uboju trwa tzw. wolna amerykanka, a reżim religijnych zasad rzadko się dziś ściśle stosuje. Dlatego twierdzę, że przegrali wszyscy. Przegrali obrońcy zwierząt, bo zamiast walczyć o zminimalizowanie bólu zabijanych zwierząt, bez względu na sposób uboju, dali się wciągnąć w populistyczną chucpę, której celem był jedynie zakaz mordowania bez ogłuszania. Walczący tak namiętnie o zakaz uboju rytualnego zachowali się jak ludzie przeciwni wbijaniu skazańców na pal, ale akceptujący inne, wyszukane formy tortur. Przegrali też właściciele rzeźni, bo z chęci zysku wprowadzili unowocześnienia, takie jak klatki obrotowe, piły łańcuchowe, rżnące gardła zabijanych i inne odhumanizowane sposoby zwiększające przepustowość rzeźni, ale nie mające nic wspólnego z zasadami uboju rytualnego. Spowodowali tym w Polsce tak powszechne oburzenie, że stracili prawo do tego procederu, a z nim cenne rynki tureckie, izraelskie i arabskie o wartości około 1,5 miliarda, a ponieważ życie nie lubi próżni, rynki te przejmą, rzecz jasna, przedsiębiorstwa innych krajów. Przegrali pracownicze rzeźni, bo stosując niehumanitarne metody zabijania, stracili setkami miejsca pracy, których na terenach rolniczych jest taki deficyt. Przegrało państwo polskie, bo źle przygotowując, uzasadniając ustawę, straciło duże pieniądze pochodzące z należności podatkowych i eksportowych. Przegrali polity Żydzi i muzułmanie, bo tolerowali ubój, nie mających tak naprawdę nic wspólnego z zasadami Tory i Koranu. Nie zaangażowali się dostatecznie w przekonanie chrześcijan i ateistów do swych racji, a w konsekwencji stracili prawo do stosowania swego obrzędu w tym kraju. Najgorsze jest jednak to, że na koniec przegrały zwierzęta, bo nie wykorzystano olbrzymiej okazji dla zmiany ich straszliwego rosu, przypominającego często los więźniów w salach tortur, a zwykły ubój także bardzo je przypomina. Uważam, że tak zwyczajnie po ludzku podstawowym kryterium stanowienia prawa do sposobu zabijania zwierząt powinno być zminimalizowanie cierpienia istot ginących z ręki człowieka bez względu na sposób uboju i tego mi w projekcie ustawy i w rozstrzelałej wokół niego dyskusji zabrakło. Kraszewski w swojej starej baśni użył sformułowania – wybaczcie nam, bogowie, że aby oszczędzić ludzi, musimy poświęcić ptaki. Te słowa są tak aktualne do dzisiaj. Ludzie na całym świecie, aby przetrwać, będą nadal zabijać zwierzęta. Jednakże nigdzie nie jest powiedziane, że zwierzęta w trakcie hodowli, transportu i zabijania muszą tak bardzo cierpieć. Dziękuję za uwagę.