Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Antoni Macierewicz krytykuje prokuraturę: 'spektakularna kompromitacja'

Antoni Macierewicz krytykuje prokuraturę: 'spektakularna kompromitacja'

Antoni Macierewicz krytycznie odniósł się do stanowiska prokuratury wojskowej w sprawie badań materiału wybuchowego znalezionego na miejscu katastrofy. Stwierdził, że przedstawione opinie są spektakularną kompromitacją prokuratury i przedstawił argumenty mające świadczyć o wewnętrznym wybuchu w samolocie.

Krytyka prokuratury wojskowej


- Macierewicz zarzuca prokuraturze wojskowej, że po blisko czterech latach od tragedii przedstawiła wersję, iż nie zbadano i nie znaleziono żadnego materiału wybuchowego, a katastrofa to zwykły wypadek. Nazwał to "spektakularną kompromitacją" i podkreślił, że wersja ta była przekazywana propagandowo mediom.

Rozmiar zniszczeń i rozrzut szczątków


- Mówca wskazał na „mały obszar rozrzutu” jako jedno z twierdzeń biegłych, a kontrastował je danymi o 60 tysiącach fragmentów samolotu jako dolnej granicy liczby szczątków. Zaznaczył, że takie zniszczenia nie odpowiadają zwykłej katastrofie.

Fragmenty salonki i dowody wybuchu wewnętrznego


- Prezentował zdjęcia burty salonki prezydenta fotografowanej od wewnątrz, opisując zwęglone i stopione części bez widocznego płomienia na miejscu zdarzenia. Przytoczył też opis oględzin skrzydła, który według niego świadczy o rozerwaniu konstrukcji od środka i nie wyjaśnia tego tłumaczenie biegłych jako "hydrauliczne uderzenie paliwa".

Zarzuty proceduralne i apel o ponowne badania


- Macierewicz zarzucił, że polscy prokuratorzy nie uczestniczyli w kluczowych oględzinach i nie pobrali próbek materiałów wybuchowych, mimo iż według nich mieli swobodny dostęp do wraku. Wezwał, by polscy biegli ponownie przyjrzeli się materiałowi dowodowemu i wyjaśnili rozbieżności w opiniach.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Dzień dobry, witam Państwa serdecznie na konferencji prasowej przewodniczącego zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smaleńskiej posła Antoniego Macierewicza. Bardzo proszę Panie Przewodniczący. Dzień dobry Państwu. Szanowni Państwo, byliśmy dzisiaj, w jakimś sensie jesteśmy ciągle pod wrażeniem spektakularnej kompromitacji prokuratury wojskowej, która po czterech blisko latach od tragedii spoleńskiej wreszcie przedstawiła swoje stanowisko w sprawie badania materiału wybuchowego, który tam został znaleziony na miejscu, uzasadniając tezę, którą propagandowo powtarza i przekazuje poszczególnym mediom od dłuższego czasu, że nie zbadano i nie znaleziono żadnego materiału wybuchowego, że nie było żadnej eksplozji, a że był to po prostu zwykły, tragiczny wypadek i żadnych śladów nie było nigdy i nie ma nadal. Uzasadniono także, jak Państwo zauważyli, iż biegli mieli stwierdzić, że bardzo małe miejsce, mały obszar rozrzutu szczątków jest jedną z istotnych przesłanek wskazujących na to, że żadnego wybuchu nie było. No to może spójrzmy, spójrzmy, jak to naprawdę wyglądało. To jest właśnie ten mały rozrzut szczątków. 60 tysięcy fragmentów, na które co najmniej rozpadł się TU-154M 10 kwietnia. Te 60 tysięcy to jest, jak Państwo wiecie, w oparciu o badanie archeologów dolna granica, jaką oni stwierdzają, dolna granica ilości szczątków. To jest ten mały obszar i niewielka defragmentyzacja samolotu TU-154. 60 tysięcy szczątków. Nie było takiej katastrofy, która by doprowadziła do tak straszliwego zniszczenia samolotu. 60 tysięcy szczątków. Powtarzam, dolna granica. Ale przyjrzyjmy się innym fragmentom, bo jak słyszymy, nie ma żadnych dowodów, że wewnątrz samolotu są ślady wybuchu. Nie ma, nie było, nie istniały. To, proszę Państwa, jest burta salonki Pana Prezydenta fotografowana od wewnątrz. Nie od zewnątrz, tylko od wewnątrz. Mniej więcej nad górnym ramieniem osoby, która by siedziała w fotelu Pana Prezydenta. Tak wygląda ta burta. we fragmencie, który bezpośrednio towarzyszył osobie Pana Prezydenta. Przy czym chcę to raz jeszcze, żeby było jasne podkreślić. To jest miejsce, na którym nie znaleziono śladu płomienia wtedy, gdy fotografowano szczątki już na miejscu zdarzenia. Ani na filmie Pana Wiśniewskiego, ani na znanym filmie Minuta 24 ten obszar i ten fragment samolotu się nie paliły. Tutaj nie było płomienia widocznego po katastrofii. To jest obraz tego, co się zdarzyło w powietrzu, a nie na ziemi. Tak wygląda wnętrze salonki prezydenta Rzeczpospolitej tego samolotu. Jeszcze jedno zdjęcie pokazujące z kolei nie widok mniej więcej na wysokości bark, tylko widok przy ziemi, przy stopach Pana Prezydenta. Tak wygląda ten fragment samolotu. Tak wyglądają zniszczenia. Tam są zwęglone części i stopione części tego samolotu. Powtarzam, od wewnątrz. To są fragmenty salonki prezydenta fotografowane po tragedii od wewnątrz. Na tym terenie, na tych częściach nie było widocznego płomienia po katastrofie. Jeżeli mogę prosić. A to jest, proszę Państwa, opis, dokładny cytat. Dokładny cytat oględzin tego skrzydła, które miało podobno, o czym będziemy jeszcze mówili, zostać złamane na skutek uderzenia w brzozę. Oględzin, przy których niestety nie było polskich prokuratorów. Tak się złożyło, że ich nie było, bo taki mieli los, że nie było ich przy oględzinach miejsca zdarzenia, chociaż byli wtedy w Smoleńsku. Byli wtedy w Siewiernym. Ale nie poszli, żeby zobaczyć, jak wyglądają zwłoki. Nie poszli, żeby zobaczyć, jak wyglądał samolot. Nie zrobili później sekcji zwłok. Nie pobrali wtedy żadnych próbek materiałów wybuchowych. Nic z tego nie zrobili. I nie było ich też 17 września 2010 roku, gdy dokonywano analizy fragment po fragmencie tego samolotu. Chciałbym, żebyście Państwo się przyjrzeli temu zapisowi. On brzmi tak. Część lewego wspornika skrzydła od grzebienia kierującego do lewej podstawowej podpórki podwozia. Część kesonowa skrzydła zniszczona w skutek hydraulicznego uderzenia paliwa znajdującego się w zbiorniku. Wyrwane jest górne poszycie. Całkowicie zniszczone są żebra. Zerwana jest belka mocująca klapę. Część klapy rozczępiona na maleńkie fragmenty. Ten opis to jest opis skrzydła zniszczonego, rozerwanego od środka przez wybuch. Biegli rosyjscy, jak Państwo widzicie, bo to oni to robili, próbują ratować sytuację materiału dowodowego, który wskazuje w sposób oczywisty na wybuch, mówiąc, że to jest hydrauliczne uderzenie paliwa. No to jest żart jakiś, to jest zupełnie oczywiste, bo te drobne, niewielkie ilości paliwa, które w tym czasie były w skrzydle, na pewno nie mogły wytworzyć takiego ciśnienia, żeby rozerwać niesłychanie mocną konstrukcję skrzydła i doprowadzić do zupełnego zniszczenia żeber, dźwigarów, wyrwać poszycie górne i poszycie dolne. To jest oczywiście niemożliwe. Ale stwierdzenie i opis, iż mamy do czynienia ze zniszczeniem skrzydła na skutek wewnętrznego wybuchu jest niewątpliwy. Dlaczego prokuratorzy polscy tego nie zbadali? Mówią, że mieli absolutnie swobodny dostęp do tego wraku, że nikt im nie przeszkadzał. Dlaczego ich tam nie było wtedy 17 września? A może później to zbadali, tylko zapomnieli nam o tym powiedzieć. Przecież to jest część, która mówi o tym, że samolot został rozerwany od środka. Rosyjscy biegli, mówią, że został rozerwany od środka, dlatego, bo paliwa było tak dużo, że one rozepchnęło i rozerwało tę stalową, niesłychanie mocną konstrukcję. Może by się przyjrzeli temu biegli. Polscy. Może by to sprawdzili. Może prokuratorzy by coś na ten temat powiedzieli. No, ale niestety tego nie zrobili. W zamian za to, proszę Państwa, raczą nas opowieściami o tym, że zbadano wszystkie próbki. Jak Państwo wiecie, to jest wersja, którą słyszeliście, która po raz trzeci jest przedstawiana, która po raz trzeci jest, że tak powiem, próba przedstawienia tej wersji trwa już od przynajmniej grudnia zeszłego roku. Gdy po raz pierwszy w grudniu prokuratorzy dostali tę opinię biegłych, powiedzieli, to jest opinia niejasna, niepełna i niewystarczająca. Odrzucili ją. Kazali biegłym uzasadnić. Co uzasadnić? No, przede wszystkim ten problem, który każdego rozumnego człowieka, tak powiem, napawa rzeczywistymi wątpliwościami. Oto w Smoleńsku było kilkaset próbek. Znaleźli polscy biegli kilkaset próbek materiałów wybuchowych, wskazujących na wybuch, na trotyl, na nitroglicerynę, na inny rodzaj materiałów wybuchowych. A po pozostawaniu w troskliwych rękach funkcjonariuszy rosyjskich, przewiezieniu ich do Polski po pół roku, okazało się, że na żadnej próbce nie ma materiałów wybuchowych. Więc prokuratorzy wtedy, kiedy jeszcze mieli swobodę wypowiadania się, swobodę działania, zażądali od biegłych, żeby im wyjaśnili, jak to się stało, że kilkaset próbek z materiałami wybuchowymi po przewiezieniu do Polski, po pobycie w Rosji straciły tę własność. Już nie było tam w ogóle materiałów wybuchowych. No i dzisiaj usłyszeliśmy na konferencji prasowej, że tego podstawowego mechanizmu biegli nie sprawdzili. Nie wykazali, nie wskazali, jaki to inny związek chemiczny, jaki to inny czynnik był tak podobny, że był potraktowany przez urządzenia, przez spektometry jako materiał wybuchowy. Nie dokonano fundamentalnej analizy. Ta ekspertyza jest po prostu do niczego. Ta ekspertyza nie odpowiada na podstawowe pytanie, jakie każdy Polak i każdy rozsądny człowiek ma prawo postawić. Dlaczego było kilkaset próbek z materiałem wybuchowym w Smoleńsku i nie ma żadnej, ani jednej próbki z materiałem wybuchowym w Polsce? Bo gdyby to była kwestia 10, 50, 70, to na 700, to można by zrozumieć. Ale żadna? Przecież to jest absolutnie niewiarygodne, a biegli się, cofnęli przed zbadaniem tego podstawowego problemu. To oznacza, iż mamy do czynienia z ekspertyzą po pierwsze niewiarygodną. Ale niestety problem jest głębszy. Istnieje domniemanie, że mogło dojść do fałszerstwa materiału dowodowego. Otóż przypominam Państwu, iż w czerwcu 2013 roku po przedstawieniu pierwszego orzeczenia mówiącego, że nie było tam materiału wybuchowego, pan prokurator generalny Seremet w jednej z audycji radiowych nagle stwierdził, że trzeba jeszcze raz pojechać do Smoleńska, bowiem nie przywieziono próbek z foteli. Mówił, tak zimno było, takie warunki pogodowe były, że nie dało się pobrać próbek z foteli. To okazało się absolutnie niemożliwe. Nie ma próbek z foteli. Czy naprawdę nie było próbek z foteli? Przedstawiam Państwu teraz zapis rozmowy, która jest w dyspozycji zespołu parlamentarnego. Mówiącej o tym, w której jedna z osób uczestniczących w tych badaniach referuje i relacjonuje materiały wybuchowe, które zostały znalezione podczas badań we wrześniu i październiku 2012 roku. A więc, jak Państwo widzicie, wielokrotnie rozmówca, który był członkiem tej ekipy, powtarza, urządzenia wskazały ślady materiałów wybuchowych. Poszczególne elementy, które badano, wykazały dużą ilość materiałów wybuchowych. Zbadano fotele. Zbadano fotele. Sześćdziesiąt kilka foteli, a dokładnie elementów foteli. Te, które wykazały jakiekolwiek ślady wskazania urządzenia, czyli materiałów wybuchowych. Co z nimi robiono? Gdybym mógł prosić dalej. Na sześćdziesięciu kilku spośród dwustu elementów foteli wyszły ślady nitrogliceryny. Jak to badano? Podobno było zimno. Nie można było pobrać. Nie można było zbadać. No ale okazuje się, że było inaczej. Że pana prokuratora Seremeta, jak to często niestety już bywało, po prostu wprowadzono w błąd. To jest rzecz niebywała. Niebywała. Żeby oszukać prokuratora generalnego, okazuje się, że jednak badano w ten sposób, że zimno nie przeszkadzało. Te elementy foteli zostały zapakowane do worków foliowych po to, żeby te worki nagrały i wtedy pobierano próbki. I wtedy pobierano próbki. Mamy do czynienia z sytuacją naprawdę zupełnie niezwykłą. W najważniejszym śledztwie dotyczącym śmierci polskiej elity, śmierci prezydenta Rzeczypospolitej, stajemy wobec obawy, że doszło do matactwa i ukrycia prawdziwego materiału dowodowego wykazującego obecność materiałów wybuchowych po to, żeby raz jeszcze tam pojechać i pobrać już taki materiał, który tych śladów nie będzie wykazywał. Ta sprawa jest sprawą zasadniczą i jej wyjaśnienie jest absolutnie konieczne, bowiem w innym wypadku będziemy stali wobec nieustannego znaku zapytania, czy nie mamy do czynienia z systematycznym, trwającym jeszcze od tego momentu, kiedy nocą z 10 na 11 kwietnia zrezygnowano z badania wraku, zrezygnowano z badania ciał, zrezygnowano ze zrobienia sekcji zwłok, z systematycznym działaniem na szkodę wykrycia sprawców, którzy doprowadzili do śmierci polskiej elity narodowej. A teraz przyjrzyjmy się króciutko jeszcze, bo nie chcę Państwa trzymać tutaj zbyt długo, przyjrzyjmy się dalszym ekspertyzom, jakie dzisiaj zostały przedstawione, bo one są nie mniej fascynujące. Jak Państwo wiecie, dotyczyły one badania części metalowych wbitych w brzozę. Tych części metalowych przekazano biegłym 12. To jest w ekspertyzie, ale przecież mamy komunikat papowski, mamy wywiad w naszym dzienniku, okazuje się, że tych części metalowych prokuratorzy znaleźli tam 40. Co się stało z 28 częściami? Gdzie one są? Dlaczego prokuratorzy mając 40 części metalowych, wyselekcjonowali tylko niektóre? I tylko 12 z 40 dali do zbadania swoim biegłym. No to jest naprawdę sytuacja niepokojąca. Zwłaszcza, że okazuje się, że z tych 12 biegli, sprawdzili tylko 11. Znowu, gdzieś zginął jedna część materiału dowodowego. A z kolei z tych 11, jak Państwo wiecie, tylko trzy fragmenty, tylko trzy fragmenty wskazują, że być może pochodzą, i to nie ze skrzydła, z samolotu piszą eksperci, z samolotu. Mówiąc krótko, ekspertyza dotycząca części metalowych znalezionych w tej brzozie nie wykazuje w ogóle elementów skrzydła tego samolotu w brzozie. Wskazuje być może na 40 znalezionych trzy fragmenty pochodzące z samolotu, ale nie ze skrzydła, bo przecież biegli, mieli odpowiedź na pytanie, czy są tam fragmenty pochodzące ze skrzydła. Odpowiedzieli nie. Trzy na 40 z samolotu. Tak brzmi ta ekspertyza. No i na koniec, jeżeli można, sprawa, która była w centrum bardzo wielu pytań, także kpiń, a także żartów, ale problem jest bardzo, bardzo poważny. Jak doszło do złamania brzozy, która według raportu pani Anodiny i raportu pana Millera i oficjalnej wersji przedstawicieli pana Donalda, premiera Donalda Tuska, doprowadziła do przewrócenia się samolotu do góry nogami. Jak państwo wiecie, według zarówno MAC-u, jak i raportu Millera, samolot wznosił się przed tą brzozą i uderzył w nią, powtarzam raz jeszcze, cytuję wyłącznie raport MAC-u i raport pana Millera, uderzył w nią, wznosząc się do góry. Nawet są bardzo precyzyjnie, oba te raporty określają pod jakim kątem. Mianowicie pod kątem 12 stopni, a kąt natarcia skrzydła był 15 stopni. A więc szedł z dołu do góry. No to bardzo proszę, żebyście państwo zapoznali się, co napisali, biegli, co do złamania tego pnia, tej brzozy, tego drzewa. Jak ona została złamana? Z dołu do góry? Nie. Biegli stwierdzają jednoznacznie. Drzewo zostało złamane uderzeniem z góry do dołu. Gdyby to uczynił lecący samolot, no to, przepraszam, to zaryłby w ziemi kilkanaście metrów stamtąd. Tak więc należy podziękować biegłym, należy podziękować prokuraturze, dlatego że w zakresie materiału wybuchowego wykazała się absolutną indolencją, niekompetencją. W zakresie badania metalu udowodniła, że nie było w tej brzozie żadnych fragmentów metalu z tego skrzydła, a być może trzy fragmenty z tego samolotu, ale nie ze skrzydła. I w zakresie złamania brzozy rozstrzyga spór, który dzielił uczonych, który sprawiał, że niektórzy nawet wyjeżdżali do Smoleńska, co im się chwali, a inni badali zdjęcia satelitarne. Tutaj mamy rzecz rozstrzygniętą w sposób jednoznaczny przez biegłych, których prokuratura uważa za kompetentnych. Mianowicie drzewo zostało zniszczone przez spadającą wąską część czegoś, zapewne metalu z góry uderzając na dół, a więc na pewno nie była to część związana z tym samolotem. Być może z rozpadu tego samolotu, to jest możliwe, który się rozpadał wcześniej, ale na pewno nie było to skrzydło będące częścią samolotu. To biegli prokuratury, które dzisiaj przedstawili wyniki swoich czteroletnich badań, rozstrzygnęli i przesądzili. A mam nadzieję, że równie skrupulatnie nowi biegli będą przekazywali dalsze informacje na temat tragedii TU-154, bo widać, że to śledztwo musi być rozpoczęte od początku. Dziękuję bardzo. Karina Lewicka, TVP Info. Panie Przewodniczący, do tej pory zespół mówił o dwóch wybuchach na pokładzie samolotu. Teraz, jak rozumiem z tej konferencji, Państwo wskazujecie miejsca tych wybuchów, to znaczy lewe skrzydło i prezydencką salonkę. Czy tak? Czy ja dobrze zrozumiałam? Niestety z przykrością muszę powiedzieć, że nie tylko Pani nie najlepiej zrozumiała, ale i źle Pani zreferowała dotychczasowe ustalenia zespołu parlamentarnego, a zespół parlamentarny, a dokładniej jego eksperci nigdy nie określali precyzyjnie ilości eksplozji, nigdy też nie stwierdzali, iż w tej sprawie mamy już pełną jasność. To są takie kreacje medialne, które są powtarzane wielokrotnie. Mówiliśmy, że z pewnością zostały zidentyfikowane dwie eksplozje. Czy one wyczerpywały to, co się wydarzyło? Tego nigdy nie mówiliśmy. Za to rzeczywiście będziemy mogli przedstawić Państwu analizę zniszczenia salonki Pana Prezydenta na posiedzeniu zespołu parlamentarnego w najbliższy czwartek. To ja dopytam, bo jednak chciałabym mieć jakąś wiedzę, bo powiedział Pan, że nie zrozumiałam, a ja teraz z Pana wypowiedzi zrozumiałam, że jednak dwie eksplozje zostały stwierdzone, zidentyfikowane przez zespół ekspertów. To prawda, dwie przynajmniej. To rozumiem, że chodzi tylko o wymianę słów na dwa wybuchy, dwie eksplozje, tak? Nie. Chodzi o to, że nie stwierdzamy, nie możemy orzec dzisiaj, czy to była, czy dwie eksplozje wyczerpywały dramat rozpadu samolotu, czy też nie. Po prostu nie wiemy tego. To dlaczego Pan, Panie Przewodniczący, teraz mówi o tej zniszczonej salonce, w której nie było ognia, a skoro nie było ognia, są zwęglone i spalone szczątki, to jak rozumiem, sugeruje Pan, że był tam wybuch. I w dodatku jeszcze przytacza opis skrzydła, które też miało zostać zniszczone przez wybuch. To prawda. Czyli reasumując, wybuchy prawdopodobnie wydarzyły się według zespołu w salonce i w lewym skrzydle. Przynajmniej, ale zapewne i w innych częściach samolotu. Te dwie części samolotu zostały przez ekspertów zespołu parlamentarnego dokładnie zanalizowane i możemy Państwu przedstawić w tym zakresie materiał dowodowy. To kolejny mój problem. Powiedział Pan, że prokuratura powołuje się na mały obszar rozrzutu. Gdybyś Pani przywołać, może dobrze jest, bo to jest służb przy tym Panie Pytaniu. Panie redaktor, gdybyśmy mogli pokazać te tysiące drobnych szczątków, na które został rozsadzony tu 154. Tak. Prokuratura mówi o małym obszarze rozrzutu, a Pan powiedział, była bardzo duża liczba fragmentów. Jednak obszar rozrzutu, a liczba fragmentów to są dwie zupełnie inne kategorie. Ja chciałabym się dowiedzieć w takim razie, jaki według Pana był obszar rozrzutu, skoro prokuratura mówi, że mały. Według Pana był jaki? Ale są one z sobą ściśle związane. Samolot rozpadał się co najmniej na przestrzeni ponad kilometra długości trasy od momentu, kiedy rozpoczęły się pierwsze defragmentyzacje samolotu. Postawił Pan zarzut, czy domniemanie, insynuację, nie wiem jak to nazwać, fałszerstwa materiału dowodowego. Ja chciałabym się dowiedzieć... Obawy. Obawy. Kim jest ten rozmówca numer dwa, którego treść rozmowy mogliśmy przed chwilką zobaczyć tutaj? Jednym z członków ekipy badającej wtedy z września na październik 2012 roku... Rozumiem, że nie poznamy nazwiska tej osoby. W swoim czasie, kiedy poznaje sąd, to poznacie i państwo. Czy ta osoba zgłosiła się do prokuratury ze swoimi ustaleniami? Nie wiem. Nie pytam Pan o to? Nie mam w tej sprawie wiedzy. A nie powinna się zgłosić? Nie wiem. Nie mnie to ustalać, to jest rzecz, którą ja się zajmować nie będę. Nie jestem prokuratorem. I jeszcze jedno pytanie, ponieważ dość szyderczo mówił Pan o prokuratorach, którzy nie pofatygowali się na oględziny samolotu. Nie żałuje Pan, Panie Przewodniczący, że Pan również ze Smoleńska wyjechał 10 kwietnia i nie pofatygował się. Łatwiej byłoby dzisiaj badać. Przez cały czas żałowałem, ale taka była konieczność. A dlaczego była taka konieczność? Bo taka była, jeżeli Pani pozwoli, zostaniemy przy tym stwierdzeniu. Ale dlatego, że pociąg już był powrotny? Nie, nie dlatego. Dziękuję. Dzień dobry, Katarzyna Skalska, Fakty TVN. Panie pośle, chciałam zapytać o to, czy skoro ta ekspertyza, czy też opinia prokuratury jest drozgocąca dla Pańskiej teorii o wybuchu, jeszcze raz, że nie usłyszałem. ekspertyza, czy też opinia prokuratury jest drozgocąca dla Pana teorii o wybuchu, mógłby Pan przedstawić inne teorie, bądź też ustalenia zespołu, na które ma Pan dowody? Chyba nie zrozumiałem tego pytania, ale zacznę od tego, co Pani stwierdziła awansem. Ja nie uważam, by to, co dzisiaj usłyszeliśmy, było drozgocące dla kogokolwiek poza ekspertami i prokuraturą. Dla nich to jest drozgocące. Ale jednoznacznie wyklucza wybuch ta ekspertyza. To niczego nie wyklucza, to tylko wyklucza solidną pracę ludzi, którzy to wykonywali. To po prostu nie mieści się w podstawowych normach badania i ekspertyz w tak poważnej sytuacji. Czy ma Pan w związku z tym teorie, czy inne ustalenia zespołu, na które może Pan przedstawić dowody? Chyba też dalej Pani nie rozumiem. Wszystko w tej sprawie przedstawiam Państwu każdorazowo. Czy Pani chce, żebym... Ja teraz snuł teorię na temat, dlaczego biegli, zrobili tak fatalną ekspertyzę. Nie mam jasności, o co Pani chodzi. A czy z tymi dowodami, które Pan dzisiaj... Dowodami według Pana, które Pan dzisiaj przedstawił, zgłaszał się Pan do prokuratury, czy nie? Pani, to jest tylko fragment, fragment materiału dowodowego, który w całości zostanie pokazany w najbliższy czwartek i wtedy zostanie oczywiście przekazany prokuraturze. Ale myślę, że prokuratura większość tego materiału dowodowego ma. Większość tego materiału... Dlatego to prokuratura opublikowała przecież pracę archeologów. To prokuratura jest w dyspozycji oględzin samolotu z 17 września. Tutaj nie ma materiałów, które są z punktu widzenia wiedzy prokuratorskiej nowe. One są nowe z punktu widzenia wiedzy opinii publicznej, bo były przed opinią publiczną ukrywane. Ale prokuratura je ma i pomija. A czy w takim razie, skoro Pan już zakłada, że pominie, to... No pomija dlatego, bo nie wyciąga żadnych wniosków, zasłaniając się biegłymi, którzy nie są w stanie wskazać, dlaczego ślady wybuchów były w Smoleńsku, a śladów wybuchów nie ma w Warszawie. Ale czy skoro je pomija, to w związku z tym zamierza Pan przekazać? Tak, oczywiście. Tak, oczywiście. Tomasz Grzalewski, Telewizja Superstacja. Panie Przewodniczący, Panie Ministrze, może to jest nietaktowne z mojej strony pytanie, ale chciałem zapytać, bo Pan zademonstrował dwa zdjęcia z salonki prezydenckiej. Przyznam się, że ja pierwszy raz te zdjęcia widziałem, podejrzewam, że większość z nas również. Pytanie brzmi, skąd Pan te zdjęcia ma? Proszę bardzo, to są zdjęcia z wraku samolotu TU-154, które są publicznie dostępne, tylko nie wszyscy chcą poświęcić więcej czasu na bliższą analizę. Szczegółowe omówienie każdego z tych zdjęć będzie przedstawione w czwartek. Ale one, powtarzam, one są publicznie dostępne, tylko trzeba po prostu popracować. Trzeba się temu bliżej przyjrzeć. Tak, oczywiście, że jest w ich dyspozycji. Chciałbym jeszcze poprosić Pana o taką interpretację, może stwierdzenia, które padło podczas konferencji prokuratury wojskowej. Jeden z prokuratorów, bodajże prokurator Szeląg powiedział, że uszkodzenie brzozy mogło być spowodowane przez samolot. Nie ma tutaj stanowczego stwierdzenia. Takie stanowcze stwierdzenie jeszcze jakieś systemy było. Ja bym prosił Państwa, bo Wy jesteście reprezentantami opinii publicznej i nas wszystkich, a w takim zakresie, w jakim chcecie to robić, prawda? Otóż w jaki sposób mógł samolot zniszczyć tą brzozę, skoro ona została przez biegłych, to stwierdzono, zniszczona uderzeniem z góry w dół, a samolot leciał z dołu do góry. No to już jest tajemnica Pana prokuratora którego? Szeląg, tak? No tak, to jego tajemnica. Nie wiem, jak to mogłoby się zdarzyć, żeby coś, co spada z góry, leciało z dołu. To taka zasłana jest? Znaczy myślę, że prokuratorzy nie byli przygotowani do dzisiejszej konferencji lub sądzili, że nie spotkają się z ludźmi kompetentnymi, którzy zanalizują te ekspertyzy. Tak sądzili, że będzie można, zresztą Pan prokurator przerywał wielokrotnie, zamykał pytania, uniemożliwiał kontynuowanie.