Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz
Donald Tusk o Jagodności, służbie publicznej i lekcji godności

Donald Tusk o Jagodności, służbie publicznej i lekcji godności

Donald Tusk we Wrocławiu mówił o znaczeniu "Jagodności", obywatelskiej godności i potrzebie służby publicznej. Zapowiedział, że przyszły rząd ma już szybką ścieżkę rozwiązania problemu komunikacji w Jagodnie, jeśli będzie miał udział w decyzjach.

Najważniejsze przesłania


- Tusk podkreślił, że wynik wyborczy i nocne kolejki w Jagodnie i Wojszycach były dowodem przywrócenia znaczenia słów takich jak służba publiczna, godność i solidarność. Mówił o moralnej rewolucji, jaka zdarzyła się 15 października, i o potrzebie odzyskania tych wartości.

Frekwencja i lokalne doświadczenia


- Mówca wskazał na niezwykle wysoką frekwencję, przytaczając przykłady 80%–90% i ponad 90% w Wojszycach. Dziękował mieszkańcom Jagodna, Wojszyc i całego Dolnego Śląska za determinację, która przejawiała się nawet w oczekiwaniu do trzeciej nad ranem.

Solidarność i realna pomoc


- Tusk opisał przykłady wzajemnej pomocy, wymieniając osoby, które dostarczały pizzę i wspierały oczekujących, podkreślając, że pomoc ta nie miała charakteru politycznego. Wymienił Pana Małtusza, Pana Mateusza, Pana Szarmilę i Pana Sebastiana jako osoby, które angażowały się w pomoc.

Programowe hasła i konsekwencje praktyczne


- W wystąpieniu pojawiły się hasła programowe - Zwyciężymy, Rozliczymy, Naprawimy i Pojednamy - oraz odniesienie do Marszu Miliona Serc. Tusk zapowiadał, że wiele spraw można rozwiązać szybko i bez nadmiernych kosztów, pod warunkiem że władza będzie rozumiała, iż władza to służba.

Udostępniamy tysiące materiałów, by polityka była przejrzysta i odporna na manipulacje. Widzisz błąd? Zgłoś go — razem budujemy rzetelne archiwum polskiej polityki.

Tego samego dnia Wszystkie wystąpienia z tego dnia →

Transkrypcja
Nawet nie wiecie, jak się za wami stęskniłem. Słuchajcie, nie jest tak łatwo, jak wiecie, dojechać o tej porze dnia z krzyków. Słuchajcie, ale gdybym nie wiedział po 15 października, że wy tutaj jesteście rekordzistami cierpliwości, że potraficie stać i czekać na tę dobrą chwilę, jak trzeba, to i do trzeciej nad ranem, to bym był bardzo zaniepokojony, że przyjadę, a was już nie będzie. Ale coś mi w sercu mówiło, że ten najbardziej wytrzymały wyborca w Europie, a więc wrocławianki, może na świecie, ale nie chciałem przesadzić, czyli wrocławianki, wrocławiania, ale też mieszkańcy z innych części kraju, którym przyszło głosować w Jagodnie. Nie wiem, jesteśmy w Wojszycach, Jagodno stało się tym miejscem symbolicznym, chociaż jak sprawdziłem dokładnie zapis, to muszę powiedzieć, że to w Wojszycach w komisji frekwencja była jakaś zupełnie kosmiczna, ponad 90%, także najniższe ukłony. No i dzisiaj właśnie przebijając się do was zrozumiałem, że oczekiwanie na, ile już dwudziestoletnie chyba, na tramwaj, to nie jest fanaberia tu w Jagodnie, czy w Wojszycach, tylko coś, co musi wreszcie znaleźć swój finał. Rozmawiałem o tym jeszcze tutaj w drodze do was z panem prezydentem Sutrykiem, siedzi, tak, tak, siedzi, znaczy siedzi tu na widowni, żeby, wiecie, PiS jeszcze ciągle rządzi, ktoś może źle zrozumieć moje słowa. No i jeśli wszystko pójdzie tak, jak musi pójść, bo nie ma alternatywy, no to mamy już szybką ścieżkę rozwiązania tego problemu od strony przyszłego rządu, jeśli jakiś udział w tych decyzjach będę miał. Mówię o tym dlatego, bo w czasie tych bardzo burzliwych miesięcy, w czasie tych setek spotkań z wami w całej Polsce odkrywaliśmy wspólnie cały ocean spraw, które można by rozwiązać szybką decyzją, wcale nie jakoś przesadnie kosztowną, pod jednym warunkiem. Że ludzie, którzy są u władzy będą rozumieli, że władza to jest służba. Te słowa ktoś powie, że to może wyświechtane słowa, może ja jestem jakiś naiwny, może to jest takie staromodne. Ale przecież tak naprawdę to, co pokazaliście w dniu wyborów, a właśnie w noc wyborów tu u was we Wrocławiu, w Jagodnie, w Wojszycach, to było przede wszystkim niezwykle mocnym sygnałem, że takie słowa, które władza chciała do lamusa wysłać, do muzeum, jak właśnie takie jak służba publiczna, jak godność obywateli. Zauważcie, jak natychmiast przyjął się ten neologizm Jagodność. W całej Polsce ludzie od razu wychwycili ten fenomen. Pan prezes Kaczyński, nic szerzej, cała ta władza łapała się za głowę i uważała, że to było coś niestosownego. Że ludzie do trzeciej nad ranem stoją w kolejce do lokalu wyborczego, żeby zagłosować. Wiadomo, staliście tutaj większości, no bo ta determinacja wskazywała wyraźnie, że większości byliście tu po to, żeby nastąpiła zmiana. Ale w tym było coś głębszego. W tym było coś jeszcze ważniejszego niż tylko sama zmiana polityczna. Bo w tym było obudzenie się znowu tych podstawowych wartości. Słowa znowu nabrały znaczenia. Bo przecież to była naprawdę wielka lekcja godności. To była niezwykła lekcja obywatelska. Słuchajcie, no w tylu miejscach w Polsce ja czytam właśnie te dane o frekwencji. 80%, 90%. Widziałem twarze, wasze twarze też, bo staliście się przecież bohaterami nie tylko krajowych mediów tej magicznej nocy. Widziałem wszędzie, też na tych setkach spotkań. Ja gdzie spotkałem się z dziesiątkami, no licząc marsze, z milionami ludzi bezpośrednio. I wszędzie widziałem twarze ludzi uśmiechniętych, godnych, zdeterminowanych, odważnych, ale naprawdę biło aż światło. Zobaczcie to słowo, które właściwie już tak jakby straciło właśnie swoją świeżo siłę i znaczenie. Słowo Solidarność. Ten prosty gest waszych przyjaciół z mani smaku, z krzyków, z pizzerii. Ten prosty gest. I ta sama organizacja ludzi, którzy postanowili sobie nawzajem pomóc, nawet nie przecież ze względów politycznych. Ja jeszcze się dzisiaj upewniłem, bo odwiedziłem. Odwiedziłem tych, którzy wam pomagali. Pana Małtusza, Pana Mateusza, Pana Szarmilę, Pana Sebastiana. Mieli nadzieję, że też uda im się dotrzeć może na drugą część spotkania. Ale oni też mówili przecież, że nikogo z was nie pytali, na kogo głosujecie. Pizze dostawał ten, który był głodny, a nie ten, który miał taki czy inny pogląd polityczny. Te małe, takie skromne, ale przecież uderzające jak światło słońca. Te właśnie lekcje godności, solidarności, wzajemnej pomocy, życzliwości. Życzliwości. Słuchajcie, tych kilka godzin tu u was to było tak różne od tych ośmiu lat. Od tej ciemności, od tego takiego nastroju coraz bardziej ponurego. Od tego upadku właśnie wzajemnej życzliwości. To było coś w jakimś sensie jeszcze ważniejszego niż tam wynik. Chociaż za wynik wam tutaj w Wojszycach i w Jagodnie i w całym Wrocławiu, na całym Dolnym Śląsku też bardzo, bardzo chciałem podziękować. To odzyskiwanie znaczenia słów i wartości ma kluczowe znaczenie w tym bardzo krótkim, w tym jednoznaniowym programie, o którym mówiłem w czasie Marszu Miliona Serc. Zwyciężymy, to mamy za sobą. Rozliczymy, o tym za chwilę jeszcze kilka słów powiem. Naprawimy ludzkie krzywdy i pojednamy. I w każdym z tych słów, jeśli spojrzymy, jeśli posłuchamy tych słów, jeśli wyobrazimy sobie, co kryje się, jakiego typu wartości i zadania kryją się za tymi słowami, to znowu ktoś mógłby pomyśleć, słyszeliśmy to już kiedyś, tak już się teraz nie mówi. Wiecie, w dobie informacji, która znika w pięć minut, fake newsów, hejtu, takiej lawiny szybkich sygnałów, pogardy często dla faktów, takie słowa, które powinny nas zakotwiczać we wspólnocie, w rzeczywistości, one też mogą się wydawać takie nie do końca realne, prawdziwe. Mi się wydaje, że ten przełom, ten przewrót, ta wielka moralna rewolucja, jaka zdarzyła się 15 października, i mówię to Wam, szczególnie tym młodym, najmłodszym wyborcom, których widzieliśmy tej nocy właśnie tu na Dolnym Śląsku w takiej sile. Chcę Wam powiedzieć, jako człowiek tamtej pierwszej Solidarności, który przeżywał to odrodzenie narodu polskiego w roku 1980, że na naszych oczach, i nie każdy jeszcze jest tego świadomy, ale 15 października zdarzył się podobny cud, jak wtedy w sierpniu 1980 roku. Znaczy ludzie uwierzyli... Po tylu trudnych, przykrych doświadczeniach, po tej ciemności, która tak zalewała całą przestrzeń publiczną, ludzie uwierzyli właśnie w te najprostsze słowa i uwierzyli w to, że można przywrócić autentyczny, właściwy sens tym najprostszym słowom. I dlatego nie wstydźcie się, jak będziecie rozmawiali, bo to zadanie, czy te zadania, o których mówimy, zwycięstwo załatwiliście. Wy, znaczy wy, wy, my. Nie, bo przecież jeden głos nic nie znaczył. Mój głos, jeden, no nic, źle mówię, ale znaczy tyle, ile jeden głos. Ale to, że one złożyły się na miliony głosów, że 11 milionów Polek i Polaków powiedziało, zmienimy Polskę na lepszy, bo znowu uwierzyliśmy w te najbardziej podstawowe wartości i podstawowe słowa. I wśród nich na przykład uczciwość. Wiecie, tak też rozmawiałem z moimi współpracownikami. Ta władza kradła przez lata coraz bezczelniej, a w ostatnich miesiącach już zupełnie bez żadnego wstydu i bez zapamiętania. I wiecie, oni myśleli, że skoro prezes daje przyzwolenie, zamyka oczy, udaje, że nie widzi, że tak będzie i że tak już właśnie powinno być. I wyście stali do tej trzeciej nad ranem tutaj, mówiąc w ten sposób, że tak nie będzie. Że to nie jest tak, że się przyzwyczailiście do zła. Nie musieliśmy płacić wielkiej ceny. Nie musieliśmy ryzykować życiem, zdrowiem w czasie tych wyborów. Ale to było coś na kształt wielkiego narodowego powstania. I celowo używam tego słowa narodowy i naród. Nie żeby wsadzać, wiecie, palec w oko nacjonalistom, którzy mają usta pełne tych prezesów na co dzień. Tylko żeby też nadać znowu właściwy sens też takiemu słowu, takiej wartości jak naród. Wiecie, to jest jedno z największych krzywd, jakie odchodząca władza zrobiła Polkom i Polakom. Bo przez te osiem lat wmówiła milionom z Polek i Polaków, że naród, narodowość, narodowy to są słowa, które mają budować front w obrębie naszej wspólnoty. Dzielić nas na dwie części. Że słowa naród czy narodowy używali jak pałki przeciwko swoim oponentom. Że dla nich pojęcie naród oznaczało wykluczanie ludzi, a nie włączanie i budowanie wspólnoty. Wydaje mi się, że to, że przez tych ostatnich kilka miesięcy tej kampanii, a widziałem to i miałem łzy wzruszenia wtedy w oczach, kiedy widziałem Warszawę, kiedy już wszyscy. I myśmy tego przecież nie organizowali. Myśmy przecież ludziom nie płacili za to. I kiedy ten milion ludzi w Warszawie przyszedł i wszyscy mieli albo białą, czerwoną chorągiewkę, albo biało, czerwony sztandar, albo biało, czerwone serce. I pomyślałem sobie, że to jest tak ważne. I tak albo rude włosy, ale to jest opowieść trochę innej bajki. To też, wiecie, zrozumiałem, że ten najpoważniejszy zamach, to znaczy na naród jako wspólnotę. Ludzi, którzy różnie myślą, którzy potrafią się pokłóci, którzy inaczej głosują, którzy czerpią z różnych dziedzictw kulturowych, ale stanowią naród, bo wiedzą, że jakby istotą tego nowoczesnego, tego dobrego, pozytywnego pojęcia narodu jest zdolność właśnie łączenia się ludzi mimo różnic, a nie dzielenia tych ludzi ze względu na różnicę. I wtedy też zrozumiałem, widząc ten milion maszerujący ulicami Warszawy, że żaden z tych zamachów Kaczyńskiemu i PiSowi się nie udał. Byli blisko. Czuliście to przecież dokładnie tak samo jak ja. Gdybyście nie wystali tych wyborów 15 października do końca. Gdyby te blisko 100 tysięcy Polek i Polaków nie poszło do lokali wyborczych pilnować, patrzeć im na ręce. Gdyby ta frekwencja nie osiągnęła rekordową skalę i to w Europie, nie tylko w naszej historii, absolutnie rekordową skalę. To być może byłoby już po grze. Być może wszystkie te nasze marzenia, a później osiągnięcia, które były naszym udziałem przez kilkadziesiąt lat, to wszystko było naprawdę zagrożone i mogło być zaprzepaszczone na dziesiątki lat. Czuliśmy, ja uważam zresztą, że dlatego staliśmy z taką nadzieją w tych kolejkach do lokali wyborczych, bo wszyscy czuliśmy, że ta stawka jest naprawdę o całe nasze i naszych dzieci i naszych wnuków życie. Że to nie jest stawka typu ta partia rządziła, jest słaba, będzie przez chwilę inna rządziła, zobaczymy. Wiecie, to nie była zwykła zmiana warty, jaka się zdarza, co wybory w krajach demokratycznych. To była znowu taka walka o wszystko, co najważniejsze dla nas i walka, którą przeprowadziliśmy pokojowo, z godnością, z uśmiechem, przywracając też, wiecie, tę atmosferę, gdzie ja to, nie wiem, czy wy to czujecie, ale tak rozmawiałem, rozmawiałem z ludźmi, no nie wiem, jadę do was, niedaleko się radza, się zatrzymujemy, powiedzmy, na parkingu, no na kawę, nazwijmy to, że na kawę się zatrzymujemy. I ludzie podchodzą i mówią, ale my mamy poczucie ulgi, że jeszcze, taki pan podszedł do mnie starsi, mówi, ja wiem, wiem, oni jeszcze rządzą, ja wiem, pan Duda dzisiaj będzie coś mówił, ale ja już żyję w innej Polsce, mówi, znaczy to jest i takie poczucie ulgi. Ono pokazuje, że ten przełom ma właśnie też charakter moralny, głęboko emocjonalny. Ja wierzę w to, że to jest niemal, że jak wiecie, jak w biblijnej przypowieści, że coś bardzo złego działo się i coraz gorszego u nas i nagle jak, wiecie, to jest taki ten magiczny moment, że wystarczyło wstać, pójść razem, powiedzieć sobie nie, nie jest tak, że my jesteśmy bezradni. Przezobaczcie, w ostatnich kilku latach ja słyszałem tyle razy, a po co ty wracasz i tak nie masz szans, tu się już nic nie da zrobić, a zobacz, jak to na Węgrzech wygląda, a zobacz, jak to w Turcji wygląda, a oni mają wszystkie spółki, całą telewizję, pieniądze, a już ludzie się pogodzili, niektórzy urządzili się w tej czarnej, nie powiem, ale znacie to powiedzenie. W ogóle ty jesteś jakiś taki, nie wiem, donkey shot, nie ma ludziom, że nie chce, jak nie chce. Zobaczcie, wystarczyło, że sobie dosłownie, no nie wiem, 20 miesięcy temu, 2 lata temu powiedzieliśmy, chce się nam. Nie pogodziliśmy się z tym. Mamy dość, to jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej Rafała Trzaskowskiego, to mamy dość, gdzieś zostało w sercach, ale też wam powiem, trzeba było powiedzieć kolejne zdania, bo mamy dość i nie wystarczy. Bo po tym mamy dość, trzeba to sobie powiedzieć, idziemy, żeby wygrać. Dobro nie musi być słabsze od zła. Skorumpowana władza udławi się tymi pieniędzmi, tymi podsłuchami, służbami, tą rządową szczujnią, udławią się tym w sensie symbolicznym i przegrają właśnie dlatego, że zło wtedy, kiedy dobrzy ludzie mówią, nie, nie zgadzamy się, idziemy do zwycięstwa, to zło nie ma wtedy żadnych szans. Jak ja to też mówiłem parę miesięcy temu, to niektórzy się tak w głowę stukały, no o kaznodzieja przyjechał. No będzie nam tu takie bajki dla dzieci opowiadał, że dobry jest silniejszy od zła, bo doświadczenie niektórych w ostatnich latach mówiło im zupełnie co innego. Że dobry jest bezsilny, że ludzie padali ofiarą arogancji tej władzy, pogardy, tracili miejsca pracy, niektórzy wyjeżdżali. W czasie pandemii zobaczcie, ile dziesiątek tysięcy ludzi umarło z powodu niepotrzebnych, z powodu niekompetencji i korupcji tej władzy. To też jest jakoś symboliczne, że ostatnie zdarzenie, jakie będzie się kojarzyło z nazwiskiem Morawiecki i z jego rządami, to jest skierowanie przez Najwyższą Izbę Kontroli do prokuratury pisma w związku z jego działalnością w czasie pandemii. I chcę Wam powiedzieć, że byliście bardzo cierpliwi. Wszyscy byliśmy bardzo cierpliwi, a może nawet zacierpliwi przez 8 lat. Kiedy powiedzieliśmy dosyć, a później powiedzieliśmy idziemy po wygraną, to też chyba powiedzieliśmy sobie, że mamy do siebie nawzajem takie mocne, właśnie zbudowane na wspólnej walce i powrocie tych wspólnych wartości zaufanie. Ja chcę Wam powiedzieć, słyszę to też co godzina właściwie, no jestem pod wielkim wrażeniem i pod wielkim naporem oczekiwań, milionów Polek i Polaków mówią, no zmieniaj, dostałeś mandat, róbcie. Przyjechałem tutaj do Wojczyzn, do Jagodno, do Wrocławia z taką kategoryczną prośbą. Zaufaliśmy sobie w ostatnich miesiącach bardzo mocno. Zaufaliśmy sobie 15 października. Potraktujmy to jako wielkie zadanie odrodzenia Rzeczpospolitej, a nie tak jak powiedział Kaczyński, że sobie młodzi jaja robili, że o zabawę sobie urządzili 15 października. I miejmy do siebie to zaufanie też w tych chwilach przełomu. Pytacie mnie często, jak wyglądają rozmowy, dlaczego nie ma koalicji, a kto będzie ministrem. Koalicja i chcę, żeby to, mam nadzieję, że też prezydent to usłyszy. Koalicja jest dopięta w każdym drobnym fragmencie. Uzgodniliśmy z naszymi partnerami, a na nich też głosowaliście. To za chwilę jeszcze powiem jedno zdanie o tym, jak ważny jest wzajemny szacunek. Jak wielką szkołą jest przywrócenie wzajemnego szacunku też między wami. To nie tylko szacunku mojego do Hołowni, czy Czarzastego, czy waszego szacunku do mnie, czy mojego do grupy wyborców, tylko żebyśmy wszyscy szanowali siebie nawzajem i także własne wybory. O tym za chwilę to zdanie powiem, ale kończąc ten mój meldunek, bo obiecałem wam meldunek tutaj na Dolnym Śląsku. Te rozmowy były dla mnie też bardzo komfortowe i były zaskakująco zgodne. Nikt tam się, nikt nikogo nie oszukiwał. W każdej sekundzie tych rozmów liderów partii demokratycznych, które wygrały wybory, potwierdzały, że wszyscy bardzo serio traktowali to, co mówili w kampanii. Jeśli są dzisiaj różnice czytelne w niektórych sprawach, weźmy problem praw kobiet, czy konkretnie aborcji. Wszyscy wiedzieli, jak głosowali. Jakie stanowisko ma Kośniak-Kamysz, Hołownia, czyli trzecia droga, jakie stanowisko ma Lewica, jakie stanowisko ma Koalicja Obywatelska. I muszę powiedzieć, i to mnie zaimponowało, we wszystkich sprawach, także w tych, w kampanii mówiono bardzo otwarcie o tym. I my w czasie tych rozmów nie udajemy, że coś się zmieniło w ciągu kilku dni po wyborach. Więc szukamy sposobów, szukamy metod, jak posuwać dalej sprawy do przodu, w tych przestrzeniach, gdzie nie zawsze mamy identyczny pogląd. To wspólne pole, to jest pole działań natychmiastowych. Mówiłem o tych konkretach, 100 konkretach na 100 dni. I w sposób oczywisty na pierwszy plan wysuwają się do tego pierwszego działania te rzeczy, których nawet nie musimy uzgadniać, bo bardzo twardo wszystkie te partii mówiły od początku, że chcą przywrócenia praworządności. Chcą wielkiego powrótu Polski do Unii Europejskiej. Tego prawdziwego. Polska ma dzisiaj szansę stać się naprawdę liderem Europy. I to dzięki Wam. Tu muszę się zatrzymać na chwilę. Pojechałem do Brukseli. Machajcie ręką, jak tam słyszycie czasami w mediach tych rządowych przede wszystkim. O, Tusk powiedział, że dzień po wygranych wyborach pojedzie do Brukseli i załatwi KPO, załatwi te fundusze europejskie. Gdybym był tak głupio złośliwy, tak jak PiS, to on powiedział zaraz, zaraz. PiS wygrał wybory, no bo dostał największy wynik, więc to może wreszcie załatwicie teraz te pieniądze. Ale nie chodziło przecież o przerzucanie się złośliwościami. Pojechałem do Brukseli, co oczywiście nie jest łatwym zadaniem dla kogoś, kto jest wciąż liderem jednej z partii opozycyjnych, a nie premierem. A tam się zbierają przywódcy państw. I raczej jest zasada, że się gada, ale gada się z premierami, prezydentami, tymi, którzy mogą podjąć decyzję. Tak, nie narzekam na brak szacunku i respektu tam w Brukseli, ale to jest... Nie będę was kokietował. Znaczy, oni tak naprawdę rzeczywiście tam mówili takie rzeczy, że do tej pory się rumienia, jak sobie to przypomnę, ale oni mówili o Polsce te rzeczy, nie o mnie, naprawdę. Znaczy, oni mówili o was, bo im się wydaje do tej pory, że właśnie w Polsce zdarzył się cud, który nie może i jakoś nie dają radę w wielu innych miejscach na świecie. Moi dobrzy znajomi z różnych zakątków świata odbierają prośby, telefony, maile od polityków, organizacji pozarządowych, opozycji, więźniów politycznych i ostatnio z Wenezueli, znowu z Węgier i mówią, czy możliwe jest, żeby ktoś, najlepiej Tusk, no bo mnie tam rozpoznają, ale żeby ktoś przyjechał z Polski i powiedział, jak to się robi, że my chcemy być jak Polska. I to słyszałem już z kilkudziesięciu stolic. Bo to, o czym mówiłem na początku, wiecie, o tym głębokim takim prawie, że metafizycznym znaczeniu tych wyborów, o przywróceniu tych wartości, które według niektórych giną, są zagrożone w Polsce, w Europie, na całym świecie. Ale przez to, że tutaj myśmy uwierzyli na nowo w to, co jest odwieczne i piękne w polityce, wygraliśmy z tym na sztandarach, nikogo nie oszukiwaliśmy, to to na świecie traktowane jest jako cud. Cud odwrócenia trendu. Cud, który przywraca nadzieję tym wszystkim, którzy od lat, a czasami od dziesięcioleci cierpią w krajach dyktatorskich, autorytarnych, skorumpowanych, to jest też dla nas też jakby wielkie zobowiązanie. Ale dlaczego zrobiłem ten nawias? Bo tak, będą fundusze europejskie. Mam nadzieję, niezależnie od tego, jaka będzie dzisiaj decyzja, znaczy decyzja to słowo na wyrost. Co powie pan prezydent? Pan prezydent? On nie tylko usłyszy to dzięki wam dzisiaj stąd, te słowa, ale przecież tak naprawdę pan prezydent też dobrze to wie, że można grać jeszcze na czas. Szkoda tego czasu. Po prostu szkoda dla Polski tego czasu. Oni mogą jeszcze coś ukraść. Ten czas jest im potrzebny. My to obserwujemy bardzo dokładnie. Monitorujemy to bardzo szczegółowo. Staramy się też dać im wyraźnie do zrozumienia, że to nie będzie bezkarne, co robią w tych ostatnich dniach. Że wiele z tych decyzji, które podjęli w ostatnim czasie, będą legalnie do cofnięcia. I nawet jeśli będą razem, jeśli pan prezydent zdecyduje się ich chronić i dalej będzie grał na czas, to to nic nie zmienia. Wyście wygrali te wybory i wy za chwilę będziecie, to wy będziecie mówili, to wy wskażecie tych, którzy przez najbliższe lata będą rządzić w Polsce, a mandatem tych ludzi będzie wasza wola, wasza kartka. Mandatem będzie ta długa kolejka w Jagodnie do trzeciej nad ranem. To jest nasza siła, to jest nasza gwarancja. I to, że właśnie te wybory tak wyglądały, to też niezwykle sprzyja atmosferze tych rozmów koalicyjnych. Znaczy, wiecie, ja już, ja naprawdę robię w tym kilkadziesiąt lat. Wiem, nie wygląda masz też, ale... Bo tak pani patrzy na mnie, no ja to mówię, ale... I nigdy nie miałem do czynienia z taką gotowością do współpracy i do szukania tego, co łączy, ale przecież nie dlatego, że anioły ze sobą rozmawiają. Politycy to nie są anioły. Ale wszyscy, chociaż tak różnych stron historii i polityki pochodzimy, wszyscy czują, jak wielkim zobowiązaniem, ale jak też jakimś źródłem siły jest to, co 15 października wyście zrobili. Nie komplementuję was. Wybory się skończyły. No, wszyscy powinniśmy czuć, że mamy do wykonania teraz wielkie dzieło, wielkie zadanie, ale ono jest możliwe i tego pilnujcie jak źrenicy oka. Tego, że daliście mandat zaufania i nie pozwólcie go zmarnować. I będę apelował jeszcze nie raz o chwilę cierpliwości, bo to nie będzie prosta koalicja. No tak słucham pana Czerzastego i pana Hołownię i czasami widzę różnice, których my nie zakopiemy w pięć minut. Ale wasza presja, presja w najlepszym tego osoba znaczeniu, z dobrą wolą i ich bardzo pozytywne nastawienie. Ja to powiedziałem już publicznie. Mówię wam, możecie... Możecie...