Menu
VideoParlament
VideoParlament Polska polityka w jednym miejscu — pobierz aplikację
Pobierz
VideoParlament
VideoParlament dla Windows Pobierz aplikację desktopową — powiadomienia o nowych wystąpieniach
Pobierz

Glapiński: NBP proponuje wykorzystanie złota do szybkiego finansowania zbrojeń

Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński 11 marca przedstawił rządowi i prezydentowi propozycje użycia rezerw złota do pilnego finansowania zbrojeń w ciągu trzech lat. Jako argument podał wzrost wartości złota (ok. 197 mld zł niezrealizowanych przychodów) i rosnące zagrożenia bezpieczeństwa.

Udostępnij:
Glapiński: NBP proponuje wykorzystanie złota do szybkiego finansowania zbrojeń

Najważniejsze ustalenia

Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński w publikowanym 11 marca materiale wideo przedstawił szczegóły propozycji, które przekazał prezydentowi i rządowi. Glapiński podkreślił, że NBP działa "w warunkach wyższej racji stanu" i że konieczne jest pilne finansowanie wzmocnienia sił zbrojnych Polski w horyzoncie trzech lat.

Skala rezerw i wartość złota

Na koniec lutego 2026 r. Narodowy Bank Polski dysponował rezerwami dewizowymi o łącznej wartości "bilion 94 miliardy złotych"; złoto stanowi część tych rezerw i ma wartość rynkową około 340 mld zł. Zasoby złota wzrosły w ostatnich latach z około 200 ton do 570 ton, a celem jest osiągnięcie poziomu 700 ton.

Dlaczego teraz jest pilnie

Glapiński uzasadnia pilność zmian sytuacją międzynarodową: jak mówił, "ostatni atak Izraela i Stanów na Iran przyspieszył wizję takiego zagrożenia", co - według niego - zwiększa potencjalne ryzyko także w najbliższym otoczeniu Polski. W takim kontekście prezes NBP argumentuje, że posiadanie większych i płynnych rezerw, w tym złota, ma zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa państwa.

Gdzie jest złoto i jakie są plany praktyczne

NBP przechowuje złoto rozłożone "po jednej trzeciej" w Londynie, Nowym Jorku i w Polsce; Londyn jest też głównym miejscem jego zakupu. Glapiński zapowiedział kontrole fizyczne sztabek poza granicami oraz sprowadzenie kolejnych partii złota do kraju, z zachowaniem zasady dywersyfikacji bezpieczeństwa. Docelowo złoto ma trafić do nowoczesnego skarbca, którego budowa jest w toku.

Księgowość, niezrealizowane przychody i polityczne implikacje

Prezes przypomniał, że wzrost wartości rezerw, w tym złota, księgowany jest jako kapitał banku zgodnie z zasadami rachunkowości NBP od 2004 r. Na dziś wycena złota wygenerowała około 197 mld zł niezrealizowanych przychodów - parametru, który według Glapińskiego nie przekłada się bezpośrednio na korzyść publiczną ani fiskalną, lecz umacnia kapitał banku.

Polemika i współpraca z rządem

W wystąpieniu Glapiński ostro skrytykował medialne i eksperckie komentarze, nazywając je "niemądrymi" i przypominając, że operacje na rezerwach są standardową praktyką banków centralnych. Zapowiedział też konieczność bliższej współpracy NBP z ministrem finansów i ministrem obrony oraz wskazał, że propozycje zostały przekazane prezydentowi Karolowi Nawrockiemu i premierowi Donaldowi Tuskowi. Dalsze decyzje będą wymagały koordynacji politycznej i rozstrzygnięć ostatecznych organów państwa.

Udostępnij:

Źródła

Narodowy Bank Polski

Narodowy Bank Polski o finansowaniu potrzeb zbrojeniowych Polski · 2026-03-11

YouTube · Sprawdź źródło ↗
Transkrypcja
Dzień dobry Państwu. Dotykamy się na krótko. Chciałbym przedstawić Państwu więcej szczegółów dotyczących propozycji, które przedstawiliśmy Panu Prezydentowi i stronie rządowej, Panu Premierowi. To dzieje się w szczególnych okolicznościach, w pewnym takim zamieszaniu medialnym, bo jak już mówiłem na pierwszej konferencji prasowej z Prezydentem, zastrzegając się, że szczegóły przedstawię dopiero na spotkaniu z Panem Premierem. Z ministrami. Mimo tego dziesiątki osób, jeśli nie setki, uważały za stosowne, żeby to komentować. Nieprawdopodobnym zamieszaniu, pomyleniu pojęć, pokręceniu wszystkiego maksymalnym i tak dalej. Tak zresztą do dnia dzisiejszego to trwa. Trochę już do tego przywykłym, ale mimo wszystko pewne rzeczy mnie zdziwiły. Nie będę tego wszystkiego rozwijał. Ale na przykład ekonomiści, którzy najpierw mnie atakowali, że Narodowy Bank Polski kupuje za dużo złota i go gromadzi nie wiadomo po co w takich ilościach. Trzech takich, a teraz występują z wielkimi apelami, żeby nie sprzedawać, broń Boże, złoto, bo one są absolutnie niezbędne w tej ilości, jakiej jest. Te same osoby w odstępie tam, nie wiem, tygodni czy czegoś. Ale jak mówię, nic mnie właściwie nie może zdziwić. Chociaż nadal po tylu latach tłumaczenia, jak ktoś mówi o wirtualnych pieniądzach, o papierowych pieniądzach, a jednocześnie domaga się jakiegoś zysku, który też jest czysto papierowy. I w ogóle w czasach, kiedy pieniądz jest sam w siebie, lucjarny, nieoparty na żadnym trwałym fundamencie typu kruszec, jest trochę śmieszny. I pokazuje, że nasz cały wysiłek wieloletni, dziesięcioletni, edukacyjny, nawet w stosunku do czołowych publicystów, dziennikarzy, okazał się bezowocny. Przykre to jest, ale można się z tym pogodzić. Przypominam, że działamy w warunkach wyższej racji stanu. Działamy w sytuacji potrzeby wzmocnienia szybkiego bezpieczeństwa Polaków. Opinia publiczna nie jest straszona przez rządzących, także przeze mnie, ale chyba wszyscy wyraźnie widzą ze strony rządzących i prezydenta, i premiera, i wszystkich innych, a także mojej. Występuje bardzo pilna potrzeba finansowania zbrojeń w Polsce. Bardzo pilna potrzeba finansowania zbrojeń w Polsce. Nie za dziesięć, dwadzieścia lat. W ciągu trzech lat. Musimy mieć silną armię w ciągu trzech lat. Grożą nam konkretne rzeczy. Ostatni atak Izraela i Stanów na Iran przyspieszył wizję takiego zagrożenia. Bezpośrednio wobec naszego najbliższego otoczenia, czy nawet Polski jako takiej. To jest pierwsza ważna rzecz. Po drugie, Narodowy Bank Polski jako bank centralny jest odpowiedzialny za przechowywanie i zarządzanie polskimi rezerwami złota. Złoto, tak jak inne aktywa rezerwowe, jest przeznaczone na realizacji zadań realizowanych w interesie publicznym, powierzonych bankowi. Mamy różne dewizy, przede wszystkim dolary i euro, to znaczy obligacje dolarowe i eurowe. I mamy złoto. To nie jest tak, że złoto z tego punktu widzenia, jako element rezerw, podlega jakimś innym regułom i prawom. To też a propos tych wszystkich dziesiątków różnych autorytetów telewizyjnych, radiowych, które mówią o tym, że złota nie można sprzedawać, nie można nim obracać, że to jest manipulacja, jak się obraca złotem. Od zawsze obracaliśmy, czy dokonywaliśmy działań restrukturyzacyjnych na naszych rezerwach. Jak każdy inny bank centralny. Od zawsze. Wszyscy, kto chciał, mógł zajrzeć w internecie. Zmienialiśmy proporcje, na przykład euro do dolara. Jakiś czas temu doktornaliśmy radykalnej zmiany. Mamy mniej dolarów, czy tam obligacji eurowych krótkich, a więcej dolarów, no bo uznaliśmy, że tak jest bezpieczniej i lepiej. Nie mamy już jakichś, na przykład, norweskich koron i tak dalej, i tak dalej. No dokonuje się ciągle jakichś zmian. I złoto jest takim samym elementem rezerw. Można złoto sprzedawać, można złoto kupować, obracać nim i tak dalej. Jedynym miejscem, gdzie jakoś złotem się obraca, handluje, jest Londyn. I dlatego w Londynie mamy najwięcej złota. Na koniec lutego 2026 roku dysponowaliśmy rezerwami dewizowymi w sumie o równowartości ponad biliona złotych. Bilion 94 miliardy złotych. 95 prawie. W tym złoto stanowi równowartość około 340 miliardów złotych. Mamy złota w rezerwach o wartości rynkowej około 340 miliardów złotych. Nasze zasoby złota wzrosły w ostatnich latach z 200 ton do 570 ton. Widzą Państwo bardzo dynamiczny przyrost. Proces powiększania naszych zasobów złota, jak to widać łatwo na tym wykresie, przyspieszyliśmy, czy rewolucyjnie, czy radykalnie przyspieszyliśmy po wybuchu wojny na Ukrainie. 24 lutego 2022 roku wojska rosyjskie przekroczyły granicę, ruszyły szybkim marszem na Kijów. Wszystkie agencje podawały, że prawdopodobnie w ciągu kilku dni Kijów zostanie zajęty, a obserwatorzy polscy mówili o tym, jak szybko wojska rosyjskie się znajdą we Lwowie i na naszej granicy. Taki był czas ogromnego zaniepokojenia, a nawet strachu. W tym momencie zastanawiałem się w bezsenne noce, że tak powiem, co mogę i Bank Centralny, co możemy zrobić w interesie polskiego narodu, Polski w tej trudnej sytuacji. A pamiętajcie Państwo, dużo się zajmowałem historią polskiego złota w 1939 roku, jego wywózką, jego roli, jaką odegrało, będąc na Zachodzie. Finansowaliśmy z niego funkcjonowanie rządu na emigracji i tak dalej, i tak dalej, wysiłku zbrojnego. Jakby wszystko na ten temat wiem i wiem, jak to dzisiaj wygląda współcześnie. I uświadomiłem sobie, że jedyne, co możemy zrobić na wielką skalę, to jest radykalne, szybkie zwiększenie zasobów złota. I jak Państwo widzą, to nastąpiło. Od agresji rosyjskiej do dzisiaj ilość tego złota radykalnie wzrosła. I obecnie mamy 570 ton, co z tego miejsca oświadczam. Nie 550, to jest powtarzane, ale już 570. Cały czas kupujemy złoto, aż osiągniemy pułap 700 ton. Dlatego, o czym rzadko mówię, czy nigdy nie mówiłem, że jesteśmy w tym miejscu na globusie politycznym. Oczywiście równie ważny jest nasze bezpieczeństwo ekonomiczne, nasza pozycja, nasza stabilność, nasz standing, nasz rating. Kraj, który graniczy z obszarem wojny, podlega szczególnej obserwacji. Inwestorzy, instytucje międzynarodowe, które oceniają naszą wiarygodność, biorą pod uwagę nasze rezerwy. Ostatnio zrobiła ta agencja ratingowa, która nas oceniała. Oceniła najwyżej naszą politykę pieniężną. Oceniła nasze rezerwy, oceniła status banku centralnego. Negatywnie oceniła politykę budżetową, deficyt budżetowy, narastające zadłużenie, a bardzo pozytywnie naszą politykę. Bez porządnych rezerw, potężnych rezerw tego by nie było. My musimy mieć o wiele, i tu też polemicznie mówię do tego, co w ostatnim czasie było mówione, o wiele, wiele większe musimy mieć rezerwy niż standard dotyczący innych krajów na świecie. Ciągle to jest mylone. Iluż to ekonomistów, niektórzy wydawałoby się wybitnych, ostatnio mówiło, o ile za dużo mamy rezerw w stosunku do standardu międzynarodowego importu i tak dalej. No bez sensu mówili. Niech biorą pod uwagę kraje, za których granicą toczy się potężna wojna i które w jakiś sposób, dzisiaj to mówię wprost, są naprawdę zagrożone. A mimo tego, że jest taka sytuacja, mamy bardzo dobry standing, bardzo dobry rating, cieszymy się najwyższym zaufaniem, bo dajemy pełną gwarancję bezpieczeństwa handlowego, płatniczego i tak dalej. To jest też powód, dla którego zaproponowałem zarządowi, zdecydowaliśmy, że trzymamy to złoto rozrzucone w różnych miejscach, przechowywane w różnych miejscach. W Polsce, ale nie w Rzeszowie, tak jak to jakby bywało, w Londynie i w Nowym Jorku. Zgadnijcie Państwo dlaczego. No ja o tym nie mówiłem i dzisiaj to mówię, no ze względów bezpieczeństwa także. Nie lubię o tym mówić, nie mówiłem, nie chcę siać paniki, ale tego wymagają względy bezpieczeństwa, bo słyszę znów niemądre głosy ze strony wybitnych przedstawicieli życi publicznego, wybitnych w sensie, że znanych powszechnie, na tym Xie, w Sejmie, we wszystkich mediach, że złoto powinno być natychmiast sprowadzone całe do Polski i tu trzymane. No najlepiej w Rzeszowie jeszcze. A może dajmy na przechowanie Ukraińcom do Kijowa, tak? To mówią ludzie, którzy się uważają za inteligentne. Do tej pory tego nie mówiłem. Dzisiaj mówię. Dlatego, że inni mówią takie głupstwa i kierują krytyczne uwag. Przypominam, że Londyn jest miejscem, gdzie się handluje złotem i gdzie jest największe zasoby złota wszystkich krajów, a Nowy Jork jest bezpiecznym miejscem. Zresztą nie ma wielu miejsc, gdzie się przechowuje cudze złoto. To są właściwie jedyne tak naprawdę. Przypominam, że złoto przedwojenne pozostało w polskich rękach tylko dlatego, że tak ostatecznie zdecydował Sąd Miejski w Nowym Jorku. To była ostateczna decyzja, która zdecydowała, że polskie złoto zostało polskie. Sąd w Nowym Jorku. Miejski. Ale to nie muszę wracać do takich smutnych czasów. Po prostu podstawowa zasada jest, żeby ryzyko rozłożyć w różnych miejscach. Bezpiecznych miejscach. I zarząd zdecydował, że po jednej trzeciej mniej więcej będzie to złoto przetrzymywane w Londynie, w Nowym Jorku i w Warszawie. No ale złoto się kupuje w Londynie. Więc w Londynie się nagromadziło go w tej chwili. Więcej właśnie wydałem polecenie. Zadysponowałem, że przystępujemy, bo co kilka lat to robimy, do kontroli, fizycznej kontroli naszego złota w Londynie, w Nowym Jorku. U nas to się dokonuje bez przerwy. I specjalna nasza ekipa jedzie, dotknie tych sztabów, obejrzy te sztaby, sprawdzi ich numery i tak dalej. Jedzie nasza ekipa. Nie dlatego, żebyśmy mieli jakikolwiek brak zaufania czy podejrzenia, ale rutynowo to robimy. Po drugie, poleciłem już kilka mięśnicy temu i to jest w końcowej fazie przygotowywania, projekt uchwały zarządu, że sprowadzamy kolejne duże ilości złota do Polski. Ale nie łamiąc zasady rozrzucenia w tych trzech miejscach. Ale się nagromadziło rzeczywiście wyjątkowo dużo w Londynie, gdzie kupujemy. Idziemy w kierunku 700 ton, więc wprowadzimy dużą partię złota do Polski. Docelowo oczywiście ono będzie w tym budynku, który tu dzięki temu, że jestem prezesem, wreszcie jest budowany, niby remontowany, tak naprawdę budowany. Gdzie będzie najnowocześniejszy skarbiec, spełniający wszystkie światowe wymogi, pojemny, duży, który zmieścił wszystko. A w tej chwili w innym bezpiecznym miejscu. Tam, gdzie to złoto głównie mamy. To w odpowiedzi na te wszystkie ktoś może mniej kulturalny powiedział idiotyczne. Ten mniej kulturalny człowiek by to powiedział, by nie był prezesem. Nie powiem idiotyczne ataki, które w ostatnich tygodniach nastąpiły. Ja po pierwsze jestem kulturalny, po drugie jestem prezesem. Nie powiem idiotyczne, powiem niemądre i nieprzemyślane. Złoto jest niezwykle ważne dla postrzegania stabilności finansowej danego kraju. A szczególnie kraju graniczącego z obszarem wojny i kraju zaangażowanego. Czy to się komuś podoba, czy nie, w tą wojnę. Pośrednio. Nie wiem, jak to dalej będzie, no ale obserwuję, jak jest. Jesteśmy zaangażowani od początku wojny. Nie tylko przez uchodźców. Nie mieszam się do polityki. Bank Centralny jest apolityczny. Wczoraj to premierowi stanowczo jeszcze raz powiedziałem, czy docenia to, że obecny prezes Narodowego Banku Polskiego jest najmniej upolitycznionym prezesem w historii banku. I cały zarząd pod jego kierunkiem. Tak apolitycznego prezesa nie było w historii Narodowego Banku Polskiego. Ostatnich 30 lat. Wcześniej to mi to nie interesuje. Był komunizm. Chociaż tu bywałem codziennie, jak mówię, no ale jako dziecko. Tak apolitycznego nie było. Z jednakowym stosunkiem do każdego kolejnego rządu, bo to są rządy polskie. Jaki by był ten rząd. Pokomunistyczny. Nie muszę nazwisk podawać, ale bywało. Skrajnie jakiś prawicowy. To Narodowy Bank Polski z każdym rządem demokratycznie wyłonionym tak samo współpracuje. Służy Polsce. I ja jestem apolityczny. To, czy się częściej czy rzadziej spotykam przedstawicielami rządu zależy od ich ochoty na takie spotkania. I czy się chcą spotkać, czy nie chcą, czy są jakieś okoliczności, które go wymagają. Albo czy się boją spotkać, bo będą potępieni przez jakieś medialne relikty dawnych czasów, które zakładają, że właściwie jest w kraju demokratycznym, że się ludzie nie spotykają. Nie cierpię na taki brak kontaktów. Także z tym rządem kontakty mam dobre, wystarczające. Do dzisiaj. Bo to się nic takiego szczególnego nie działo. Do dzisiaj czy w sensie tych dni. Dlatego, że następuje zmiana sytuacji. Znowu, proszę Państwa, zbierają się chmury. No może one się rozwieją, zbiją się w jakąś burzę, no ale znowu z tego przyjemnego okresu, kiedy odobniżaliśmy raz za razem stopy procentowe, inflacja była w celu i przewidujemy, że będzie w celu do końca tego roku i w przyszłym roku, no to to, co w Zatoce Perskiej się dzieje i w okolicach, napawa niepokojem. Właśnie wróciłem z Bazylei, gdzie się spotykają wszyscy prezesi banków centralnych z całego świata, Europejski Bank Centralny i tak dalej. Nie zdradzając szczegółów, niepokój jest bardzo daleko posunięty. Co do procesów inflacyjnych. Nie mówiąc o innych. Także tempo wzrostu PKB. Przekazałem to wczoraj Panu Ministrowi Finansów. Przewiduje się spadek tempo wzrostu PKB w Europie i wzrost presji inflacyjnej. Miejmy nadzieję, że Polskę to jakoś ominie, ale no znów zbliża się okres, kiedy współpraca prezesa i w ogóle NBEP-u z ministrem finansów, ministrem gospodarki i tak dalej, no z kimkolwiek, kto by tam chciał, będzie musiała być lepsza. A z ministrem obrony narodowej i wicepremierem jednocześnie narastająco coraz większa. No i teraz proszę Państwa przystępuję do tego, co Państwo przede wszystkim chyba tutaj sprowadziło. Okazało się, to nie było, nie przewidywałem tego, ani zarząd nie przewidywał, że dodatkowym skutkiem naszych wcześniejszych decyzji o zakupie złota, będzie aż tak duży wzrost jego ceny w naszych zasobach. Ja przewidywałem, że złota nastąpi ceny, bo przewidywałem, jak się rozwija sytuacja światowa. Każdy, kto się inteligentnie mógł interesować tym, co się na świecie dzieje i w świecie gospodarczym i finansowym, mógł domniemywać, że wchodzimy w okres wielkich perturbacji, hiperturbulencji, napięć, wojen i tak dalej. Ten okres się nie skończył. Niestety to się jeszcze pogarsza. W takich okresach cena złota rośnie radykalnie. A jak już dochodzi do wojny i takich różnych rzeczy, to z powrotem rośnie wycena na przykład dolara. Chociaż władze amerykańskie się starają, żeby on był słaby. Ale jak jest wojna, za dolarem stoi największa potęga militarna świata. I póki co jedna z największych potęg, czy największa gospodarcza. A złoty słabnie, chociaż ma bardzo mocną sytuację gospodarczą za sobą. Ale naturalnie, bo jest walutą mniejszego kraju. To skądinąd, to do tego zaraz wrócę, daje szansę na pojawienie się zysku. Tego do tej pory redaktorzy w głównych telewizjach i publicyści ekonomiczni, a nie mówiąc o posłach, pożal się Boże, nie rozumieją, że zysk się pojawi, jak złoty jest słaby i zysku nie ma, jak złoty jest mocny. To jest za dużo, żeby coś zrozumieć z tego. I że zysk w ogóle nie jest parametrem, który bank bierze pod uwagę w swoich działaniach. To nie jest, to jest uboczny parametr. To nie jest korporacja, to nie jest pracownia butów, to nie jest produkcja swetrów. My nie pracujemy, żeby zysk był. Nie pracujemy, żeby była niska inflacja. I żeby była zrównoważona gospodarka, finanse, stabilność systemu bankowego. To nasze podstawowe cele. Ale jak złoty słabnie, to się pojawia zysk. To jest trochę jeszcze bardziej, proszę Państwa, dziwne, bo nasza księgowość jest stworzona w 2004 roku, od 1 stycznia 2004 roku, po wejściu do Unii Europejskiej. Nie będę przypominał, kto był prezesem banku wtedy. No ale jakoś niemądrze zakładano, że zaraz wejdziemy do strefy euro. Wchodzimy do Unii i wejdziemy do euro. Chociaż tam jest wyraźnie napisane zobowiązanie wejścia do euro, ale nie jest określony termin. No ale ten ktoś i jego zespół tak to przewidywał. Mówiłem, że nawet klamki w banku były w kształcie euro, symbolu euro. Nie mówię o kupowaniu skarbca specjalnego nad Zegrzem i tak dalej. Tak się nie stało. I oczywiście, że się dobrze stało, że się nie stało. I się nie stanie jeszcze długo. I ten rząd mądrze mówi, że się nie stanie, dopóki poziom rozwoju gospodarczego Polski, PKB na głowę najprościej licząc, nie do równań nie zbliży się do poziomu dzisiejszej Anglii, Francji. Nie mówię o Niemczech. Dlaczego? Tego też media jakoś się nie mogą nauczyć. To nie chodzi o wzrost cen. Chociaż on może nastąpić, jak się to głupio zrobi. Ten efekt cappuccino. Chodzi o to, że każdy kraj, który wstępuje do strefy euro, jakby dochodzi do wspólnego takiego garnka, rodziny. Jego bankiem staje się centralny bank we Frankfurcie nad Menem i stopy procentowe i wszystkie parametry są dostosowane do średniej sytuacji. A tą średnią sytuację wyznacza Francja, Niemcy przede wszystkim, Francja, bo troszeczkę Hiszpania i inne kraje. A nie te małe. Polityka pieniężna banku centralnego we Frankfurcie nie jest dostosowana do potrzeb jakiejś Estonii, prawda, Łotwy, Litwy. No i Polski też nie, jeśli by była. Chociaż Polska jest nieporównywalnie potężniejsza. Czyli czytaj, byśmy mieli za niskie stopy procentowe w normalnej sytuacji. I za mało wysokie, jakby inflacja była bardzo wysoka. Czego doświadczyły kraje bałtyckie, jak był ten okres po pandemii i wzrostu cen surowców energetycznych, kiedy ta inflacja dwadzieścia ileś procent wynosiła, a stopy były zbyt niskie. My stopy dostosowujemy dokładnie do potrzeb Polski. Co czasem się może nie podobać ludziom, że są wysokie, no bo przykre, to lekarstwo jest stosowane, ale właściwe. I dlatego nie wolno wchodzić do strefy euro, żeby nie stracić tempa wzrostu. My mamy tempo wzrostu co najmniej, co najmniej. Dwukrotnie wyższe niż kraje strefy euro. To pokazywałem wielokrotnie na wykresach, a najczęściej dwu i półkrotnie. Mówię, do tej pory Niemcy mają poziom PKB sprzed pandemii, a my ma prawie 20% wyższy poziom. Bo ten kurs złotego, własna waluta powoduje, że my buforujemy. Jestem zderzakiem, jesteśmy na ten kryzys i natychmiast dostosowujemy się do nowej sytuacji, a nie poziomem bezrobocia, spadkiem tempa wzrostu itd. To jest abecadło. Powtarzam je 10 lat. Przede mną inni. Taka drobna złośliwość, prezes profesor Belka, który obok profesora Kołotki jako jedyny rozumie teraz, że to, co robimy, to ma sens, czy to, co zaproponowaliśmy, a nie będziemy robić. Ma sens ręce i nogi i jest zgodny z prawem. Dopóki był prezesem NBP, także bronił złotego i był przeciwko chodzeniu do euro. Potem zmienił zdanie po pobycie Brukseli, ale to od tego ludzie myślą, że zmieniają zdanie. Charakterystyczne, że profesorowi młodsi, którzy realizują swoje kariery, boją się powiedzieć, co naprawdę myślą o tym naszym projekcie. Bo się spotykają zapewne z jakąś niechęcią wtedy w miejscu pracy czy w środowisku. Wiem, bo prywatnie mi to mówią. Natomiast profesor Grzegorz Kołotko, profesor Belka, profesor Marek Belka, no już są w tym wieku, to są moi rówieśnicy mniej więcej, że mogą szczerze mówiąc to, co myślą. I chociaż całkiem mają różne poglądy, Belka jest zwolennikiem wejścia do euro natychmiast, profesor Kołotko jest takim trochę pacyfistycznie nastawionym ekonomistą, no ale wiedzą, że można rezerwy banku w tym celu użyć, w szczególności złoto. I nie ma tu żadnych problemów prawnych. Jeśli się to robi rozsądnie, z wyczuciem, odpowiednio stopniując i tak dalej. A cała reszta, jak za naciśnięciem guzika, poszła komenda i ogary ruszyły w las. No więc nie przewidywaliśmy, że to złoto aż tak zdrożeje. I że aż tak będą wielkie, tak zwane niezrealizowane przychody z wyceny złota. Poproszę o slajd. W tej chwili te przychody niezrealizowane, jak Państwo widzą, poszybowały do nieba. To jest jakieś 197 miliardów w tej chwili złotych. To jest uboczny skutek jakby tego, że kupiliśmy aż tak dużo złota i jeszcze w większym stopniu dlatego, że złoto aż tak zdrożało. Bardziej niż ktokolwiek mógł się spodziewać. No kto z Państwa na sali się spodziewał, że złoto aż tak zdrożeje? Jakby się spodziewał, to by nawet tą drobną jakąś sztabkę czy monetę kupił. Więc tam tak jest, co to zrobili. Ale niby to wymieniał ich nazw, byli tak przewidujący, albo takie dobre rady usłyszeć. 197 miliardów niezrealizowanych przychodów. Czyli to jest wzrost wartości złota, który u nas odnotowujemy ponad cenę, po której go średnio kupiliśmy. Z tym się nic nie dzieje. To jest w żaden sposób, społeczeństwo nie ma z tego korzyści. Ani rząd, ani społeczeństwo. To się wlicza w kapitał banku. Nie będę wchodził w detale księgowości, bo to naprawdę jest skomplikowane. Mówiłem, że od 2004 roku, bez sensu moim zdaniem, zgodnie z ustawą NBP stosujemy takie same zasady rachunkowości, jak Europejski Bank Centralny. Tak jakbyśmy mieli euro. Oznacza to między innymi, że jeśli kupimy waluty obce, dolary, euro, papiery wartościowe, albo złoto, bo to z tego punktu widzenia jest to samo, i będziemy je trzymać, to wzrost wartości tych elementów pokazujemy w kapitale banku, a nie w wyniku finansowym. To nie wchodzi w zysk. Wzrost wartości posiadanych fragmentów, elementów, rezerw nie wchodzi w wynik finansowy. Wchodzi w kapitał banku. I to w naszym bilansie można wyczytać. Ktoś może spytać, jaka korzyść jest z tego społeczna, narodowa, tam państwo, żadna. No ale z punktu widzenia naszej księgowości, to jest dobrze. Wzrost wartości nie daje żadnego efektu realnego. Natomiast, żeby powiedzieć, dlaczego to jest dla nas takie dziwne, jeśli ceny czy kursy walutowe spadają poniżej ceny kursu zakupu, to pokazujemy koszty, które pomniejszają wynik finansowy i zysk. Stąd jest taka dziwna sytuacja, o której mówiłem na każdej konferencji chyba od pierwszego dnia pobytu tutaj, że jak złoty się umacnia, to nie ma zysku, a jak złoty słabnie, to jest zysk. No co jest takie dla kogoś, kto się w ogóle tym nigdy nie zainteresował i wszedł właśnie z ulicy albo skończył tam 16 lat, zaczął się interesować. Jest dziwne, że jak złoty jest mocny, mocniejszy niż w momencie zakupu, to nie ma zysku, nie ma wyniku finansowego pozytywnego i zysku, a jak słabnie, to jest. Dlatego w tym roku, na przykład jak złoty będzie dalej słaby, na koniec roku, przez tą wojnę, to będzie zysk. Ale nie wiemy, jak będzie.